długo się zastanawiałam czy to już czas na opisanie historii choroby
Zuzanki, bo ciągle się boję, że coś zapeszę, i wszytsko wróci..
pisze to, bo może historia ta pomoże komuś (jak mnie pomgły historie
opisane na forum)
Zuzia urodziła się o czasie, zdrowa i silna, nic właściwie nie
zapowiadało koszmaru. w trzecim tygodniu młoda dostała wysypki,
lekarze oczywiście stweirdzili alergie, ja jako matka karmiąca
przeszłam na diete (która w końcowej fazie ograniczała się do
indyka, ziemniaków,i ryżu). nie musze wspominać, że ta dieta niczego
nie dała, skóra się nie poprawiała, wręcz przeciwnie było coraz
gorzej. zmieniam proszki, kosmetyki, sprżatam kurz i roztocza, piore
jak opętana, wywalam moje ukochane kwiatki, wywalam co się da, no bo
coś uczula

po trzech miesiącach zuza dostała bebilon pepti , potem
amino- skóra robiła się coraz gorsza, lekarze przepisywai coraz to
nowsze leki (sterydy, antybiotyki, maści zyrteki itp). kompletnie
nic to nie dawało. w lutym trafiamy do szpitala, bo stan skóry jest
bardzo zły, lekarze straszą mnie sepsą, i innymi starsznymi
chorobami. ja - nieświadoma i przerażona matka zgadzam się na
szpital. tam moje dziecko zdrowieje- pozornie.... nietstey... młoda
dostaje tam końskie dawki sterydów doustnych, antybiotyków, maści
sterydowych- wychodzimy ze zdrowym dzieckiem, jednak po dwóch dniach
w domu wszystko wraca, ze potrójną siłą....
tu następuje mały przełom, bo zaczynam szukać czegokolwiek w necie o
AZS, znajduje atopedie, i to forum, i czytam o matkach wariatkach co
walczą z robalami... zagłębiam się w te robale i trafiam na taką
stronke :
www.kocia-stronka.republika.pl/alergia.html- to
było dla mnie jak objawienie

moje dziecko wyglądało identycznie!!!
zaczynam pielgrzymki po lekarzach- pytam o te robale- i co słysze:
że robale mają brudasy, ludzie z marginesu, że małe dzieci nie mogą
mieć robali, i już. sic......
próbuje wprowadzić cokolwiek do diety małej, niestety nic nie
przechodzi, moje dziecko jest ciężkim alergikiem i mam się nauczyć z
tym żyć

młoda do 10 miesiąca jest na amino... w między czasie
chodzimy do róznym "dyplomowanych doktorów", szkoda tylko dziecka...
dokładnie w pierwsze urodziny (wrzesień 2007)dostajemy wyniki z
felixa- lamblie i canddida, ja rycze ze szczęścia, bo w końcu wiem z
czym mam walczy. po przeleczeniu lambli staje cud nad cudami-
schodzą wszytkie zmiany, wszystko się goi.
w kwietniu 2008( też się dowiaduję z tego forum) o dietetyczce, co
to się zna na leczeniu robali, i grzyba. ustala nam jedzenie,
przepisuje leki, i specyfiki. po wolutko mała je coraz więcej i
więcej. we wrześniu 2008 trafiamy na biorezonas, którym leczymy się
do teraz.
w tej chwili jest ogromna proprawa: Zuza śpi (przesypia nawet całe
nocki, dodam że 1,5 roku dziecko nie spało wogóle), ustały prawie
całowice świądy, poprawiły się kupy, dziecko jest spokojne, skóra
się zagoiła cakowicie ( w tej chwili ma niewielkie zmiany tylko i
wyłącznie na rączkach, na paluszkach). Zuza je coraz więcej: z
takich nietypowych i bardzo alergizujących rzeczy to je: cyrtyny i
grejfurty w bardzo dużych ilościcah, kiwi, pomidory, seler, czosnek
i cebule.
nie wiem czy ktoś dotrwał do końca

chciałam podziękować wszystkim,
którzy otworzyli mi oczy na chorobę mojego dziecka
proces zdrowienia pewnie będzie jeszcze trochę trwał, trzeba
odbudować to wszytko co zniszczyli lekarze, ich leki i ich
terapie. ,ale wierzę że będzie dobrze.