gtk
05.09.02, 12:09
Lider "Naszości", Piotr Lisiecki, odpowiada za "wprowadzenie w błąd
policjanta" poprzez podanie mu nie swojego nazwiska podczas próby ustalenia
tożsamości. Konkretnie powiedział, że nazywa się Włodzimierz Iljicz Lenin.
Jak podała dziś rano telewizja TVN24 Lisiecki (Lenin?) przyniósł do sądu 60
tomów "Dzieł Wszystkich" Lenina (swoich?) i poprosił sąd o odczytanie ich
podczas rozprawy w celu porównania poglądów autora z poglądami Lisieckiego
(Lenina).
Jak Wy oceniacie tę sprawę? Lisiecki oczywiście robi sobie jaja z polskiego
wymiaru sprawiedliwości, ale czy powinien to robić? Kto robi tu z siebie
większego idiotę - pani sędzia, która z pełną powagą prowadzi sprawę,
policjant, który "dał się wprowadzić w błąd" (:))), czy może sam Lisiecki,
który najwyraźniej postanowił zrobić happening na sali sądowej? Czy Lisiecki
w ogóle powinien odpowiadać za przedstawienie się jako Lenin, czy raczej
policjant powinien był machnąć ręką na ten specyficzny rodzaj poczucia humoru
i np. przymknąć go na 48 godzin w celu ustalenia tożsamości? (Też by było
śmiesznie).
Temat może błahy, ale dla mnie interesuący. Ciekaw jestem Waszych opinii.