klin!
08.01.03, 12:42
Mróz, jak to się mówi, siarczysty. Na przystanku starsza pani przestępuje z
nogi na nogę. Do autobusu jeszcze co najmniej 20 minut. Jadę na Staszica,
trasą jak autobus. Zatrzymuję więc auto, zapraszam kobietę, mam po drodze.
Pani najpierw nie chce podejść, później nie rozumie, co do niej mówię. W
końcu z ociąganiem wsiada do auta. Po drodze zagaduję, ale jakoś bez
większego odzewu. Gdy już jesteśmy na miejscu, pani nagle ożywa. "Ja pana
bardzo przepraszam, ja nie wiedziałam o co panu chodzi. Bardzo, bardzo panu
dziękuję. Już nie pamiętam, kiedy ktoś obcy był wobec mnie bezinteresownie
życzliwy". I tak patrzymy na siebie zdziwieni - ona mną a ja nią.