Dodaj do ulubionych

Pomóżcie

21.01.11, 22:53
Witajcie,
jestem dopiero na etapie podejmowania decyzji o adopcji. Właściwie mąż nie wie że biorę to pod uwagę i szczerze mówiąc nie wiem jak zareaguje. Od 5 lat staramy się o dziecko i nic z tego. Przyznaje, że mam mnóstwo, mnóstwo pytań, wątpliwości których czasem nawet nie potrafię "ubrać" w słowa. Czasem wydaje mi się, że jestem w 100% gotowa na taki krok, a czasem boję się że nie dam rady, że gdy pojawią się problemy nie będę potrafiła sobie z nimi poradzić, że pożałuje. Boję się, bo nie chcę nikogo skrzywdzić.
Proszę dajcie mi jakąś wskazówkę, kiedy poczułyście, zrozumiałyście że tego właśnie pragniecie, że jesteście gotowe.
Obserwuj wątek
    • m-ysza Re: Pomóżcie 22.01.11, 00:05
      Witaj, też jestem na początku tej drogi, nie wiem czy mogę już coś radzicsmile, ale pierwsze przemyślenia napiszę.
      Przede wszystkim musisz wiedzec co czuje mąż, bo decyzja dotyczy Was.
      Wiedz, że masz takie same obawy, jak każda przyszła mama. Na pewno masz koleżanki, które starają się o dziecko. Spytaj się je jak one to widzą. Powiedzą to samo co Tysmile, że też mają obawy, że też nie wiedzą czy dadzą sobie radę, itp. A za chwilę wpadają w euforię, że skoro tyle kobiet daje sobie radę, to czemu ja nie miałabym?
      O tym jakie uczucia będą Ci towarzyszyc , o tym jak to ubrac w słowa, dowiesz się na szkoleniu (oczywiście jeśli oboje zdecydujecie się na adopcję). Ty o nich wiesz, ale psycholog pomoże Ci je głośno wypowiedziec. Po to one są. Mnie dają bardzo dużo. Byliśmy dopiero na dwóch, jeszcze trzy nas czekają, ale jestem pod wielkim wrażeniem.
      Kiedy podjęliśmy decyzję? Właściwie ja od dawna wiedziałam, że pewnie czeka nas adopcja. jeszcze przed ślubem (11l) wiadomo było, że mam problemy z płodnością, więc już wtedy były rozmowy, że co jak nie będzie dziecka, czy adopcja? Oboje byliśmy na tak. Ze staraniami o dziecko daliśmy sobie konkretny czas, jeśli do tego momentu się nie uda, nawet przy pomocy medycyny, oprócz ivf bo szkoda nam kasy na coś co nie daje chociażby 90% szansy, to idziemy ku adopcji. I tak się stało. We wrześniu było IUI, nie udało się, wiec któregoś listopadowego dnia, mąż zaprosił mnie na lodysmile i poprosił żebym nas umówiła na wizytę w OA, bo on widzi, że czas leci a my stoimy w miejscu.
      Pewnie, że mamy wiele obaw, ale z tego co widzę, one są takie same jak moich koleżanek, które są w ciąży.
      Decyzja o adopcji jakoś mnie uspokoiła, mam teraz jakiś taki spokój w sercu.
      To tylesmile
      Mam nadzieję, że pojawią sie tu optymistyczne wpisysmile rodziców adopcyjnych.
      Pozdrawiamsmile

    • inka-111 Re: Pomóżcie 23.01.11, 18:30
      Witaj. Potwierdzam, to co powiedziała koleżanka powyżej. Powinnaś zacząć od rozmowy z mężem. Taka decyzja musi być podjęta przez Was dwoje i zdecydowanie nie jest ona prosta. My do niej dojrzewaliśmy 4 lata. Przeszliśmy długie leczenie niepłodności-5 inseminacji i 4 zabiegi in vitro. Były to najstraszniejsze lata mojego życia. Lata ogromnej nadziei i poświęceń. Wszystko poświęciliśmy walce o dziecko, doszło nawet do tego, że odeszłam z pracy. Po 4 zabiegu, tuż po odebraniu negatywnego wyniku była chwileczka załamania i nagle przyszło jakieś olśnienie, którego do dziś nie potrafię wytłumaczyć. Po prostu otarłam łzy i powiedziałam sobie, że zrobię wszystko, aby nasze małżeństwo stało się rodziną, nie ważne czy z dzieckiem biologicznym. Mój mąż też miał dość lekarzy i po tygodniu byliśmy w Ośrodku Adopcyjnym. Jesteśmy jeszcze w drodze po nasze maleństwo, bo czeka nas jeszcze szkolenie, ale już za nim tęsknimy. Powiem Ci jedno, z perspektywy czasu wiem, że leczenie niepłodności było dla mnie "kopem od życia", a decyzja o adopcji jest dla mnie "kopem do życia". Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi. Dziś mogę powiedzieć, że pomimo tego koszmaru leczenia, decyzja o adopcji sprawiła, że czuję, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie i przyszła matką "pełną gębą". Trzymam kciuki za Was. Napisz krótko, jak będziesz po rozmowie z mężem.
      • tatiana1973 Re: Pomóżcie 24.01.11, 11:35
        Jestem mamą dwóch najcudowniejszych dziewczynek,siedmioletniej i rocznej.Dwukrotnie przechodziliśmy więc przez proces adopcyjny.Warto było czekać na nie.To była najlepsza decyzja w naszym życiu.Czy się nie baliśmy? Pewnie,że tak.Dojrzewaliśmy długo do tej decyzji,ale teraz wiem,że ten czas też był potrzebny i ważny.Powiedz mężowi,daj mu czas na przetrawienie tego.Wspólne rozmowy i plany powoli zbliżą Was do podjęcia decyzji.Czego serdecznie życzę."W różny sposób wszechświat obdarza ludzi szczęściem.Dla nas wybrał-adopcję".
    • esmerra Re: Pomóżcie 24.01.11, 15:58
      Dziękuję Wam, czytając Wasze historie jest mi tak trochę "cieplej" na sercu.
      Udało mi się znaleźć spokojną chwilę, aby porozmawiać z mężem i okazało się, że jemu też czasem po głowie chodziła adopcja. Tyle tylko, że on ma nieco inne obawy od moich a o czym ja nie pomyślałam. Powiedział mi, że nie wie w jaki sposób wybrać sobie dziecko (może źle to ujęłam ale mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi). No i mnie zagiął.
      Czeka nas jeszcze inseminacja, ale nie daje nam więcej ja rok na starania. A potem ... no cóż może to jest faktycznie ta nasza droga.
      • capucine Re: Pomóżcie 24.01.11, 19:58
        U nas po kilku latach leczenia, bez invitro, ani inseminacji zgłosiliśmy się do OA. To była najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć! Już moment zakończenia koszmaru leczenia, badań, próżnych nadziei był 'powrotem do życia' - nareszcie realne oczekiwanie, realna droga do upragnionego maleństwa.
        Dziś, od roku jesteśmy rodzicami ślicznego dzidzia. Jest w 100 % zdrowy, cudnie się rozwija, mały śmieszek - sama radość. Piękne dziecko - jesteśmy przekonani, że sami nie 'urodzilibyśmy' tak pięknego bobasa i jesteśmy zakochani w nim do szaleństwa, podobnie jak cała rodzina. Nie wyobrażam sobie, że urodzone dziecko kochałabym bardziej / inaczej. Żyjemy normalnie, adopcja nie jest czymś czego miałabym się wstydzić, lub chciałabym ukryć; jeżeli już to nawet jestem z tego dumna smile i chciałabym wszystkim pokazać moje dziecko.
        Po pół roku od pierwszej adopcji, zgłosiliśmy się znowu do OA i obecnie czekamy na drugi CUD.
        Moje życie wróciło do normy, jestem szczęśliwą, uśmiechniętą mamą. Pragnę drugiego dziecka, ale już nie koniecznie ciąży.
        W pewien sposób adopcja jest łatwiejsza: deklarujesz, że jesteś gotowa przyjąć zdrowe dziecko i takie ono będzie, wykluczasz niepełnosprawność, ..... wiele chorób na które może cierpieć twoje urodzone dziecko.
        Oczywiście oczekiwanie na adopcję nie jest proste (też mieliśmy wiele obaw, wątpliwości), ale czy ciąża jest łatwiejsza? szczególnie po takich perypetiach?
        Myślę, że trzeba dać sobie czas do namysłu i na leczenie ale z drugiej strony nie czekać zbyt długo. Nawet w trakcie procedury adopcyjnej można wątpliwości rozwiać, albo odkryć, że jednak szczęśliwie jest się w ciąży. Z adopcją też jest coraz trudniej, coraz dłuższy czas oczekiwania. A będzie jeszcze trudniej, w tym kierunku zmierza polskie prawodawstwo - niestety nie w kierunku ułatwienia procesu adopcyjnego jak powszechnie się wydaje. Są ośrodki w których na samo szkolenie czeka się nawet i rok; a na dziecko 3 lata i dłużej (dwa lata to standard). Esmerro może być tak, że zdecydujecie się, że jesteście gotowi na adopcję a wtedy przyjdzie czekać kolejne trzy lata i wtedy znowu ból.
        Nie namawiam do pochopnych decyzji, na pewno trzeba być na to gotowym, ale może lepiej jakby 'ustawić się w kolejce', bo czas oczekiwania na adoptusia też strasznie się dłuży.

        Nasza filozofia była taka, że nie warto tracić najlepszych, młodych lat życia na walkę w gabinetach. Mając już nasze Małe Szczęscie w domu wiemy, że się nie pomyliliśmy, że to najlepsze co mogło nam się przytrafić w życiu. Dobrze, że nie czekaliśmy z tą decyzją dłużej.
    • capucine Re: Esmerra 24.01.11, 20:05
      Esmerro,
      Mam to wszystko świeżo za sobą, jeżeli chcesz chętnie odpowiem na twoje pytania. też miałam mnóstwo wątpliwości i stopniowo je pokonywałam.
      To nie jest aż takie trudne jak wydaje się początkowo. Cała procedura też nie była bardzo uciążliwa...
      Życzę odwagi i mądrych decyzji ; życie tylko jedno w końcu....
      • esmerra Re: Esmerra 24.01.11, 21:02
        Capucine,
        wiem, że czas to coś co cały czas nam się kurczy, ale obiecałam mężowi, że jeszcze spróbujemy. A wiem że on zrobi wszystko, żebym ja była szczęśliwa i nie chce żeby godził się na adopcję tylko ze względu na mnie.
        Ja pomimo różnych pomysłów na życie miałam zawsze jeden stały punkt - będę mieć dzieci, zawsze marzyłam o bliźniętach. Nie chcę decydować się na in vitro ponieważ chyba nie czuję potrzeby bycia w ciąży za wszelką cenę, nie że nie chcę, ale dążenie do tego doprowadza mnie prawie do obłędu.
        Trafiłam tu poszukując warunków jakie trzeba spełnić aby starać się o adopcję. My nie mamy zdiagnozowanej bezpłodności i boję się, że to nas może wykluczyć, gdyż ponoć z medycznego punktu widzenia wszystko jest w porządku. Niestety minęło 5 lat i nic. Druga sprawa jest taka, że wciąż jesteśmy w trakcie budowy.
        • capucine Re: Esmerra 24.01.11, 22:18
          Esmerro,

          Tak, trzeba dać sobie czas na leczenie taki jaki potrzebujemy, żeby później nie żałować, że czegoś się nie wykorzystało. Lepiej zamknąć ten rozdział porządnie.
          Co do twoich wątpliwości odnośnie adopcji:
          - ja też nie miałam zdiagnozowanego konkretnego problemu, też leczyliśmy się 5 lat, były jakieś problemy ale żaden z nich tak naprawdę nie uniemozliwia zajścia w ciążę a mimo to nic się nie udało. W naszym ośrodku nie wymagali jakiegoś jednego zaświadczenia; opowiedzieliśmy nasza historię leczenia, pokazaliśmy stertę badań, popłakalismy przy okazji trudnych wspomnień.
          - że budowa w trakcie to chyba nie problem, jest perspektywa na piękne warunki mieszkaniowe. Dobrze żeby na ten moment mieć jakiś 'swój kąt' - gdzieś czytałam o wymogu, że dziecko powinno mieć swój własny pokój. Ale to naprawdę jest bardzo indywidualne, każdy ma inną sytuację, nie ma aż tak sztywnych ram. Warto wybrać się na luźną, niezobowiązująca rozmowę do ośrodka. Ja na pierwsze takie spotkanie poszłam sama, żeby dopytać o dokumenty, warunki, a przy okazji poczuć jakby mi z tym było i wyszłam uskrzydlona, ze wreszcie coś się dzieje, coś nowego, coś co daje taką nadzieję.

          Pewnie każdy ma inny charakter, każdy inaczej może to przeżywać, różnie może się poukładać życie ale dziewczyny chciałabym każdemu powiedzieć jakim adopcja była i jest dla nas szczęściem. Baliśmy się czy jak będzie propozycja i zobaczymy dziecko czy nam się spodoba. Wyobrażaliśmy sobie, że będziemy się zastanawiać i podejmować jakąś decyzję 'czy przyjmujemy dziecko' a kiedy zadzwonił telefon to bez momentu zastanowienia, zawahania, rozmowy wiedzieliśmy, że to nasze dziecko i chcemy go mieć przy sobie od razu. Nic z naszych obaw, lęków się nie sprawdziło; wszystko poszło w zapomnienie.
          A przy okazji pojawiania się maleństwa u nas wylało się wokół nas tyle łez szczęścia, radości, gratulacji -wszystko było pięknie.

          Są takie mamy, które rodzą dzieci w swoim sercu i dają nowe życie zagubionym maleństwom.
        • m-ysza Re: Esmerra 25.01.11, 19:56
          Ja tez nie mam zdiagnozowanej bezpłodności, byłam raz w ciąży ale poroniłam, em ma osłabione nasienie, ale ma, lekarze mówią, że jak raz zaszłam powinnam i drugi, ale już dwa lata to trwa a dziecka nadal nie ma. W ośrodku o tym wiedzą - nie skreślili nas. Ale każdy ośrodek ma swoje regulaminy, musisz się dowiedziec na miejscu.
    • m-ysza Re: Pomóżcie 24.01.11, 21:22
      Pięknie to napisałyście!! Dziękuję!
      Pomimo, że nie mój wątek, mam nadzieję, że Esmerra nie pogniewa się, że się tu podpięłamsmile
      Czytając Was upewniam się, że dobrze robimy.
      Pozdrawiam
      • esmerra Re: Pomóżcie 24.01.11, 21:30
        Absolutnie nie smile Cieszę się, że nie jestem sama

      • akinom29 Re: Pomóżcie 25.01.11, 08:15
        m-ysza pewnie, ze dobrze robicie. Ja zaluje, ze zmarnowalam tak na prawde prawie 5 lat na leczenie, ze cos peklo dopiero w momencie jak sie okazalo, ze super wyniki M wcale ne sa takie super, tylko sa zle interpretowane, ze po laparo to inseminacja raczej od razu, a nie za pol roku, jak sugerowala lekarka, ze szkoda wlasciwie kasy na koleje IUI, lepiej od razu isc w kierunku INV, ze INV jak najbardziej ale z nasieniem dawcy. Byka rozpacz, byly lzy, ale to byl zarowno koniec jak i poczatek czegos zupelnie nowego, realnego. Koniec sierpnia - ostatnie wielkie rozczarowanie, koniec pazdziernika - ruszyla machina adopcyjna. Na margnesie, nie moglabym byc w ciazy z kims obcym, nawet jakby jakims cudem INV sie udalo.To byla bariera nie do pokonania. Teraz nasza corcia ma 2 lata i 4 miesiace i tak miedzy nami: ja nie chcialabym juz byc w ciazy!!! Jestem szczesliwa, ze ona jest, ze jest zdrowa, ze cudownie sie rozwija ( no dobra, mamy problem z odpieluchowaniem, bo niuniajest leniwcem i jak jest w trakcie to mowi: mama siku robie, albo kupke robie. Na stojaco! Ale kocham ja nad zycie i nie zamienilabym sie z nikim.
        • inka-111 Re: Pomóżcie 25.01.11, 12:52
          Dziewczyny, jak Was czytam, to moje szczęście z decyzji o adopcji i jednocześnie tęsknota za naszym maleństwem są coraz większe. Trochę żałuję, że nie podjęliśmy tej decyzji wcześniej, choć z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że to nie mogło stać się ani wcześniej, ani później. Po prostu musieliśmy dojrzeć to tego. Co do pragnienia ciąży, to akinom29 u mnie jest bardzo podobnie i dobrze mi z tym. Czuję, że odzyskałam swoje życie i wiem, że już niedługo będę najszczęśliwsza na świecie. Nigdy nie spodziewałabym się, że decyzja o adopcji może dać małżeństwu tyle radości. Czasami podczytuję fora o niepłodności i szczerze mówiąc przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz, gdy dziewczyny piszą, o przeżyciach, które kiedyś nas dotyczyły. Cieszę się, że to już za nami, a parą przechodzącym koszmar leczenia bardzo współczuję. Mam nadzieję, że już lada chwila zadzwoni telefon z OA i dowiemy się kiedy kurs. To już podobno niedługo, bo w marcu. Jejciu, niech ten czas szybciej leci.
          • akinom29 Re: Pomóżcie 25.01.11, 13:43
            inka-111, do marca ino myk smile My zaczynalismy z poczatkiem lutego, a w grudniu juz bylo po "wszystkim".od zakonczenia kursu minelo 9 miesiecy do najwazniejszego telefonu w zyciu (7 listopad). Prawidlowa ciaza smile, a miesiac pozniej (11 grudnia) bylismy juz formalnie rodzicami. Radosc wielka i nie zapomne tych dni do konca zycia, nigdy. I zaluje, ze tyle czasu sie szarpalismy i walczylismy z wiatrakami, ale widac to tez bylo potrzebne. Zeby wiedziec, ze na 1000 % jest sie pewnym slusznie podjetej decyzji. Bo jak decyzja jest zle podjeta, niepewna, to krzywdzi sie na dzien dobry 3 osoby.
    • gloria77 Re: Pomóżcie 26.01.11, 19:20
      Esmerro, doskonale rozumiem twoje obawy, bo czuję podobnie. Ja mam już biologiczną córkę, cudowną, śliczną istotkę, niestety potem 4 razy poroniłam, po 2 latach walki mam zdiagnozowaną przyczynę. Teoretycznie moge miec dzieci, ale kazda ciaza wiażę sie z duzym ryzykiem i nie wiem czy chce je podjąć... Wiem za to, ze chce miec jeszcze jedno dziecko. Moj maz tez i wspolnie postanowilismy, ze na wiosnę idziemy do OA.
      Chcemy miec dwoje dzieci i juz.
      Moje obawy wynikają raczej z faktu posiadania jzu biologicznego dziecka, tzn nie wiem jak to bedzie, czy np. to adoptowane nie będzie się kiedys czuło "gorsze"? Czy my pokochamy je tak mocno jak nasza rodzoną corke? czy dziewczynki (bo chcemy dziewczynke) nie beda ze soba rywalizowac? Jak przyjmie nasza corka drugie dziecko? No obaw jest wiele, bardzo liczę na to ze w osrodku bedziemy mogli o tym wszystkim porozmawiac.
      Kiedys bardzo mi zalezało na ciazy, teraz chce byc mama jeszcze raz i nie wazne czy dziecka rodzonego czy adoptowanego.
      Boję sie jak cholera, ale pragnienie jest silniejsze.
      • tatiana1973 Re: Pomóżcie 27.01.11, 12:22
        Bardzo ładnie to Gloria ujęła.Chodzi właśnie o to,by pragnienie powiększenia rodziny się spełniło.Czy trzeba tak kurczowo trzymać się decyzji o kolejnych nieudanych ciążach...kiedyś trzeba odpuścić,powiedzieć stop.Bo nie jest istotne w jaki sposób dziecko przybędzie do rodziny.Istotne jest by było chciane,oczekiwane i przyjęte z pełną akceptacją i miłością.
        • esmerra Re: Pomóżcie 30.01.11, 22:07
          Dziękuję Wam, ponieważ pomogłyście mi w podjęciu tej decyzji, tzn. serce od dawna mam gotowe ale głowa mu trochę przeszkadzała wink Właściwie dopiero teraz zrozumiałam, że takie obawy jak moje dotyczą pewnie każdego rodzica. Wiem, że M potrzebuje więcej czasu, ale skoro sam myślał o tym żeby adoptować to chyba nie będzie mu się trudno zdecydować.
          Swoją drogą, to cieszę się że nie jestem jedyna która marząc o dziecku, rodzinie nie czuje potrzeby bycia fizycznie w ciąży, już myślałam że może coś ze mną nie tak i na wszelki wypadek wolałam tego nie mówić głośno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka