Dodaj do ulubionych

do kopalni.diamentów i wszyst.pogromczyń teściowej

06.08.07, 16:43
Witam! Wiem, że moja "wszechwiedząca" teściowa będzie się pakowała z brudnymi
butami w moje życie, poradźcie mi jak dać jej do zrozumienia, że nie chcę
żeby przyłaziła do mnie co godzina i że nie potrzebuję jej "cennych" rad (
np.takich: "posprzatasz sobie mieszkanie jak juz wrócisz z dzieckiem ze
szpitala,wtedy bedziesz miała dużo czasu, albo: jak urodzisz to bedziesz
mogla jesc wszystko i ogorki kiszone i kapuste kiszoną i smażone jedzenie,
żeby dziecko miało lepszy pokarm"... helpsmile
Obserwuj wątek
    • ewa_no Re: do kopalni.diamentów i wszyst.pogromczyń teśc 06.08.07, 16:49
      ja sprawę zwaliłam na męża. Powiedziałm, że wizyt "mamusi" w wogóle rodziny nie
      życzę sobie co najmniej przez miesiąc po porodzie, że musimy sami nauczyć się
      nowej sytuacji i wogóle. Mówiłam tak, żeby zrozumiał, że sam ma to powtórzyć
      mamie. Z tym mam lepiej, że teściowa nie wpadnie z nienacka, bo mieszka podnad
      100km od nas, ale z drugiej strony - jak już przyjedzie, to się szybko jej nie
      pozbędęsmile A wogóle to uzasadniłam to też tym, że osoby z zewnątrz mają inne
      bakterie, że dziecko musi nabyć jakiejś odporności itp.
      Szczerze mówiąc, teraz pod koniec ciąży jestem na tyle nerwowa, że
      wytłumaczyłam mężowi, że jak dzwoni mamusia, to mnie nie ma, bo jak jej coś
      szczerze "sypnę", to pół roku się nie odezwiesmile chyba zrozumiała, bo przestała
      wydzwaniać do nas do domu. Dla tego myślę, że narzucała się zaraz po prorodzie
      nie będziesmile okrutne to jest, ale to jak z dziećmi - tam będzie granica, gdzie
      się ją wytyczy. A najpierw trzeba trochę "powalczyć" o swoje smile
    • kopalnia.diamentow Re: :-))) 06.08.07, 18:51
      no ładnie mnie tu podsumowałaś smile))

      powiem tak (znów elaborat) :

      w szkole rodzenia bardzo fajna położna uczulała nas na to, że po
      porodzie jesteśmy bardzo drażliwe. Nie ma co ukrywać - jest to dla
      nas nowa sytuacja, jesteśmy obolałe i łatwo się denerwujemy. Część z
      nas potrzebuje wtedy towarzystwa mamy, siostry, teściowej - żeby
      poczuć się lepiej i spokojniej. Ale jeśli kogoś przez całą ciążę
      denerwowały "dobre rady" tychże bliskich - to jest mało
      prawdopodobne, że po porodzie to się zmieni. Położna ta, radziła
      nam, żeby jeśli "mamusia" bardzo chce nam pomóc i być przydatna - to
      proszę bardzo - "tu jest wór z praniem i jeśli mamusia byłaby tak
      łaskawa...u siebie w domu"...to my chętnie smile

      Ja nie jestem (czego często żałuję) tak stanowcza. Zawsze staram się
      dyplomatycznie, żeby nie urazić, żeby każdy był zadowolony...
      Moim problemem jest to - że obojętnie kto by mnie nie odwiedzał - ja
      muszę być przygotowana. Muszę mieć posprzątane, nie moge latać w
      piżamie, musze mieć herbatę, kawę, ciastka... Inaczej źle się czuję.
      Nie traktuję swojej teściowej jak męża, a jest on jedyną osobą przy
      której mogę wietrzyć pokaleczone brodawki latając nieuczesana w
      majtkach z siatki.
      Na długo przed porodem mówiłam mu, że chciałabym, żeby czas po
      porodzie był dla nas. Nie chodziło mi o to, żeby zamknąć się przed
      światem i nikogo nie przyjmować. Proszę bardzo - ale muszę wcześniej
      się przygotować. Moi rodzice pod tym względem spisali się na medal.
      Niestety moja teściowa, pomimo, że sama jej mówiłam, że sobie
      poradzę - za punkt honoru postawiła sobie "a właśnie, że Ci pomogę!"
      Najpierw przyjechała z mężem po nas do kliniki. Potem siedziała,
      siedziała i siedziała - a ja krępowałam się karmić, rozebrać...i
      jeszcze słuchałam "o teraz go przewiń", "o teraz nakarm", o czemu
      nie masz kaftanika". Spoglądałam na męża z nadzieją, że jej
      zaproponuje odwiezienie do domu...ale on nic...
      Zrobiło się późno. Sytuacja była baaardzo napięta. Przyszła pora
      kąpieli - to ona mi pokaże. Wszystko robiłam nie tak ! Stała nad
      wanienką i palcem pokazywała - tu wytrzyj, tu dokładniej, tam umyj,
      tu nie zmocz... A gadała takie głupoty - że jakby ją ta położna ze
      szkoły rodzenia słyszała - to by ją w tej wanience utopiła...
      Wtedy ja też nie wytrzymałam. Zostawiłam synka na rękach
      poirytowanego jej radami męża i pobiegłam z płaczem do łazienki. Nic
      mnie nie obchodziło. Siedziałam i wyłam ! Mój mąż dokończył kąpiel
      po czym odwiózł ją do domu. Nie wiem co jej powiedział. Nie wiem jak
      ona to komentowała. Ale od tego momentu, zawsze kiedy dzwoniła
      stanowczo mówiłam, że nie potrzebuję pomocy przy dziecku - ale
      zapraszam na kawę. Zrozumiała.

      Nie zależy mi na tym, żeby ograniczyć jej dostęp do wnuka. Dbam o
      poprawne stosunki (nie dlatego, że lubię - ale ze względu na męża).
      Przecież to jego rodzice i ja tez bym nie chciała, żeby kłócił się z
      moimi.

      Wiem, że są też dziewczyny, które nie krępują się poprosić mamy czy
      teściowej o pomoc w posprzątaniu domu, stosunki rodzinne są bardziej
      intymne i naturalnie traktują np. wietrzenie brodawek po porodzie
      przy najbliższej rodzinie. Nie ma w tym nic złego. Nie wiem czego to
      jest kwestia - ale wiem, że trzeba zdać sobie sprawę z tego przed
      porodem i ewentualnie się na to przygotować.

      Dziwne jest też to, że ja z moją mamą mogłabym konie kraść i zawsze
      byłyśmy bardzo blisko. Być może dlatego po porodzie - tak łatwo
      rozpoznała moje potrzeby i starała się nie narzucać...
      Być może dla tego pierwszych miesięcy z synkiem nie kojarzę jako
      czasu nerwów czy wszystko ok, nieprzespanych nocy, napięcia... I nie
      mówię, że to był piękny okres z perspektywy czasu. Ja to doceniałam
      i doceniam w każdej chwili. W każdej chwili jestem wdzięczna za to
      szczęście.

      sory za elaborat (obiecuję już nie będęsmile
      k.d.
      • paulina1206 Re: :-))) 06.08.07, 19:35
        Wow. Czytałam z zapartym tchem i mam nadzieję, że u mnie też
        wszystko się jakoś ułoży. Boję się, że moja " zmora" będzie się we
        wszystko wtrącać, ale tak jak napisałaś, po porodzie pewnie będę
        dość nerwowa i wtedy mogę dać jej do zrozumienia, że jej po prostu
        nie potrzebuję i nie chcę. Wiem, że pomocy będę potrzebowała i wiem,
        że chcę żeby to moja mama była wtedy ze mną, bo tak jak u Ciebie mam
        z nią doskonały kontakt. Myślę, że mąż pomoże mi wychować teściową i
        że ta zrozumie, że to moje dziecko i ona nie będzie miała wpływu na
        jego wychowanie.

        Dzięki za odpowiedzi - pozdrawiam! Trzymajcie się cieplutko smile)))
      • siasiunia1 Re: :-))) 06.08.07, 21:27
        Kopalnia - dzieki za taki eleborat bo w sumie uswiadomilam sobie jak
        to może być i wezmę jak można się w takiej sytuacji zachowac smile
        szczególnie ze z klasą jest załatwiona sprawa "nie pomagac przy
        dziecku ale zapraszam na kawę". Super!
        Pogromczynio Teściowych wink))))
    • dzagaa20 Re: do kopalni.diamentów i wszyst.pogromczyń teśc 06.08.07, 20:29
      ja też mam takie obawy .. ale o wiele bardziej uzasadnione od Waszych - my po
      prostu mieszkamy z teściami (mojego meża rodzicami) i wiem, że teściowa będzie
      się wpieprzać we wszystko ... Nie wzięłam jednak pod uwagę, że może siedzieć z
      mężem u mnie w szppitalu - mam nadzieję, że będzie chociaż na tyle delikatna,
      żeby zostawić nas choćby tam samych z dzieckiem... Wiem, że nie obędzie się bez
      ostrego i przykrego dla niej wyznaczania granic - dla mnie też, bo nie umiem być
      za bardzo asertywna i strasznie mi żal osób przy których akurat się asertywnie
      zachowam ... No ale w końcu to moje dziecko, a ona już miała swój czas na
      wychowanie swojej trójki... Mam nadzieję, że uda się to zrobić w miarę
      bezboleśnie i szybko i że zajarzy, że to ja będę się opiekować moim dzieckiem i
      uczyć opieki nad nim...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka