Dodaj do ulubionych

Historycy sztuki bronią Wesołej Polany w Krakow...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.04, 09:14
.... Wola Justowska jest niezbędnym składnikiem wizytówki pewnych osób, więc
niech sobie tam mieszkają, a jeśli ktoś lubi las, to zapraszam do puszczy
niepołomickiej, nie może być tak, że ci, co pierwsi się wybudowali no Woli,
blokuja teraz innych, tak być nie może.
Wola jest skazana na zabudowanie, i jeśli się to komuś niepodoba, to musi się
wyporowadzić, nieźle na tym zarobi, sprzedając dom jakiemuś snobowi.
Obserwuj wątek
    • Gość: witek Re: Historycy sztuki bronią Wesołej Polany w Krak IP: *.jordan.krakow.pl 01.03.04, 10:25
      Facet, bredzisz. Zrób sobie dziecko , weź go na sanki na wesolą polanę a
      zobaczysz o co chodzi !!!
      A w puszczy pewnie już byłeś i jesteś wielkim zwolennikiem nienaruszonej
      przyrody ( wysypiska szlaki z pieców hutniczych i roje komarów).
    • blue.angel Re: Historycy sztuki bronią Wesołej Polany w Krak 01.03.04, 11:34
      Gość portalu: antysnob napisał(a):

      > .... Wola Justowska jest niezbędnym składnikiem wizytówki pewnych osób, więc
      > niech sobie tam mieszkają, a jeśli ktoś lubi las, to zapraszam do puszczy
      > niepołomickiej, nie może być tak, że ci, co pierwsi się wybudowali no Woli,
      > blokuja teraz innych, tak być nie może.

      Wyobraź sobie, że nie wszyscy mieszkańcy Woli są snobami, drogi antysnobie.
      Wyobraź sobie, że niektórzy są normalni (tzw. ludność tubylcza), nie
      wprowadzili sie tutaj ostatnio, kiedy to miejsce zaczęło być modne.
      Wyobraź sobie, że większość rdzennych mieszkańców szlag trafia, bo pokochali
      Wolę za jej spokój, ciszę i zieleń, a 'nowi' zabierają zieleń, jeżdżą głośnymi
      samochodami, budują mury.
      Wyobraź sobie, że gdyby Puszcza Niepołomicka pozostała jedynym lasem w okolicy,
      to najpierw by ją zadeptali, a potem na resztkach walnęli osiedle dla
      nowobogackich.
      Wyobraź sobie, że nie wszystkich lubiących dziką przyrodę stać na wyjazd do
      Puszczy.
      Wyobraź sobie, ze Wesoła Polana jest otulina rezerwatu, a także skansenu.
      Wyobraź sobie, że za tą cała aferą stoją gigantyczne pieniądze, nie wiadomo
      tylko którzy radni wzięli, a którzy są po prostu głupi albo maja na tle Woli
      jakieś kompleksy.
      Wyobraź sobie, że radni podjeli decyzję przeciw wszystkim, wliczajac w to
      mieszkańców Krakowa.
      Wyobraź sobie wreszcie, ze nie wszyscy marzą o zamieszkaniu w blokowisku, tak
      jak najwyraźniej ty.

      > Wola jest skazana na zabudowanie, i jeśli się to komuś niepodoba, to musi się
      > wyporowadzić, nieźle na tym zarobi, sprzedając dom jakiemuś snobowi.

      Ale ja tu mieszkam od zawsze, i chcę tu mieszkać, i nie chcę żeby jakiś snob
      zbezcześcił mój rodzinny dom, tak trudno to zrozumieć?? już bym wolała, żeby
      sąsiedzi kury hodowali, jak to dawniej bywało :/ Naprawdę!!!
      blue
      • Gość: Inwestor anioł bez wyobraźni... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.04, 11:50
        Więcej wyobraźni, Aniele ;)
        Wyobraź sobie, że można budować ładnie i funkcjonalnie a w zgodzie z
        otaczającym terenie.
        Wyobraź sobie, że nie wszyscy są skorumpowani i czasem można coś załatwić
        jedynie przedstawiając swoje stanowisko i fakty.
        Wyobraź sobie, że kilka domów wśród zieleni może być milszym sąsiedztwem od
        knajpy z parkingiem.
        Wyobraź sobie wreszcie teren, o którym mówisz z zabudowanym końcem o wymiarach
        75 na 75m i przestań opowiadać o zabudowie Wesołej Polany czy wręcz Lasku.
        A najlepiej zanim zajmiesz głos, spróbuj dotrzeć do prawdziwych informacji, a
        nie powtarzaj plotek z magla o milionach złotych, łapówkach, blokowisku i
        zadeptywaniu zieleni.
        • blue.angel Re: anioł bez wyobraźni... 01.03.04, 12:39
          Gość portalu: Inwestor napisał(a):

          > Więcej wyobraźni, Aniele ;)

          Mam mnóstwo wyobraźni, człowieku. W przeciwieństwie do niektórych, ale to
          nieładnie pokazywać palcem... ani skrzydłem.

          > Wyobraź sobie, że można budować ładnie i funkcjonalnie a w zgodzie z
          > otaczającym terenie.

          Nie wmówisz mi, że te syfiaste bloczki są ładne i w zgodzie z terenem. Ja wiem,
          że teraz się tłumaczysz, że to była prowokacja i w ogóle, ale nie wierzę Ci ani
          trochę. Bo wiesz, mój wujek miał kawałeczek ziemi tam właśnie, i miasto mu go
          wymieniło na inny, bo tam i tak nie mógłby nigdy nic zbudować, tak mu
          powiedzieli. A teraz się nagle dowiaduję, że teren jest budowlany. Coś tu
          śmierdzi.
          O domkach jednorodzinnych mowa jest ostatnio, odkąd posypały się na Ciebie
          gromy za tę, jakże zabawną, blokową prowokację. A w Wydziale Architektury cały
          czas leżą bloczki, czyż nie? też sobie moge powiedzieć, że zbuduję lotnisko, a
          nie na przykład supermarket, który planowałam zbudować pierwotnie. I co? I nic.
          Bo w papierach jest supermarket.
          Nie próbuj się tak na siłę wybielać, na Woli są takie przekręty ostatnio, że na
          ręce patrzy sie wszystkim, i to i tak jest za mało. Czemu się nie przejmujesz
          pękającymi ścianami swoich bloków w Tychach? Czemu zdążyłeś już zacząć
          sprzedawać mieszkania w willach wielorodzinnych przy Kasztanowej? czy to TEŻ
          była prowokacja? Wybacz że Ci nie wierzę. Przykro mi, nie wierzę w zbyt częste
          zbiegi okoliczności, takie jak np. powtórne spalenie mojego ukochanego
          kościółka, a potem pozwolenie na budowę w miejscu, gdzie zabroniono jej kilka
          lat wcześniej. Nie wierzę, że aż tylu radnych uległo bełkotliwej, pogmatwanej i
          kłamliwej przemowie Rachwała. Nie wierzę i raczej wątpie, żebym uwierzyła.

          > Wyobraź sobie, że nie wszyscy są skorumpowani i czasem można coś załatwić
          > jedynie przedstawiając swoje stanowisko i fakty.

          Czasem może tak. Ale w tym przypadku - nie. Zwłaszcza że tylko radni miejscy
          byli 'za'. A niektórzy, jak się przyjrzeli sprawie bliżej, zmienili zdanie.
          A Ty, kupując teren rekreacyjny, MUSIAŁEŚ mieć pewność, że dostaniesz zgodę na
          zabudowę. Bo nikt o zdrowych zmysłach nie kupiłby tego w ciemno. Ale wierzę (i
          to jest moja osobista sprawa), że pewność też da się kupić, tak samo jak grunt,
          czy papierosy. Bardzo się mylę?

          > Wyobraź sobie, że kilka domów wśród zieleni może być milszym sąsiedztwem od
          > knajpy z parkingiem.

          Wyobraź sobie, że była tu knajpa z parkingiem. I długo nie postała. Myślę, że
          nawet Ty jesteś na tyle inteligentny, żeby zauważyć, że to nie jest dobra
          inwestycja tutaj, bo po prostu by splajtowała i tyle.

          > Wyobraź sobie wreszcie teren, o którym mówisz z zabudowanym końcem o
          wymiarach
          > 75 na 75m i przestań opowiadać o zabudowie Wesołej Polany czy wręcz Lasku.

          Chłopie, to miejsce dlatego jest takie fajne, że nic na nim nie ma!!! Że to
          jest cudowna, otwarta przestrzeń, można stanąć u podnóża o wschodzie słońca i
          patrzeć, a widok jest taki, że aż dech zapiera, kiedy poranne mgły osiadają tuż
          nad ziemią, a słońce lśni w kroplach rosy na źdźbłach trawy... Ty tam widzisz
          pastwisko, biedny człowieku, i w tym momencie autentycznie mi Cię żal, bo
          kompletna niewrażliwość na piękno to musi byc przykra sprawa...
          A jak sobie wyobrażę ten teren z zabudowanym końcem, na szczęście już bez kortu
          tenisowego i pawilonu sportowego, zabudowany szeregówką (bo nie wiem jak Ty to
          chcesz inaczej zmieścić), obudowane murem (bo taka jest teraz moda i nie
          wierzę, żebyś nie postawił tam muru), to łza mi się w oku kręci. Wiesz
          dlaczego? Bo kocham to miejsce, i na szczęście nie jestem w tej miłości
          odosobniona.

          blue
          • Gość: Inwestor Tak, teraz rozumiem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.04, 13:48
            ...wujkowi zabrali (czytaj zamienił z własnej woli), i teraz żal. Cóż, ludzkie.
            To wyjaśnia i zaciekłość i głuchotę na argumenty. Żal mi Cię...

            Ale, ponieważ tę dyskusję czytają być może także inni uprzejmie proszę abyś
            przynajmniej nie wykorzystywała anonimowości w wyjątkowo obrzydliwy sposób. A
            czymś takim jest uporczywe powtarzanie kłamstw, nieprawdaż? Nie pierwszy raz
            piszesz o pękających ścianach, spalonym kościółku, przekupstwach itd, itp.

            Prowokacja była elementem gry z urzędem, który nie chciał akceptować zabudowy
            wzdłuż zachodniej krawędzi działki, powołując się na wyznaczoną linię zabudowy
            wzdłuż al. Kasztanowej. Pokazaliśmy więc, jak by to wyglądało. Projekt złożony
            jako pierwszy spełnia wymogi nałożone obowiązującym dziś prawem (wbrew temu, co
            myślisz, obecnie teren ma charakter budowlano inwestycyjny, a planu
            zagospodarowania wciąż nie ma...). Natomiast drugi to wyjście naprzeciw
            pożądanych przez nas zapisów zamieniających zabudowę na typową w okolicy
            willową o niskiej intensywności (MN.1).

            A że bloczki nadal leżą w architekturze? To prawda, bo urząd łamie prawo
            przeciągając w nieskończoność procedurę, którą miał obowiązek zakończyć w
            miesiąc. Zgodnie z prawem decyzja musi być pozytywna, co niewątpliwie poprawiło
            by naszą pozycję przetargową, dlatego prawo musi ustąpić przed chciejstwem
            urzędników. Może zresztą ktoś im pomógł podjąć taką decyzję? Rozumiemy się
            prawda? Jednak tu nagle miłośnicy prawa nabierają wodę w usta, nieprawdaż?

            Rozumiem, że możesz być zaślepiona, ale przyjmij w końcu do wiadomości, że MN.1
            nie dopuszcza wogóle zabudowy wielorodzinnej (bloków, bloczków, baraczków,
            slamsów czy jak ich byś nie nazwała) ani szeregówki. Nie mówiąc o tym, że przy
            15% zabudowy jaką dopuszcza nie ma tego jak zrobić.

            Oczywiście zaraz będzie znowu że nie wierzysz itd. Ale w kwestiach wiary
            argumenty nie pomogą więc jestem bezsilny. Powiem tylko tak: Twoje dobre prawo
            śledzić czy trzymamy się ograniczeń a w razie ich przekroczenia krzyczeć,
            protestować, nawet żądać rozbiórki. Na razie jednak nie masz prawa nic nam
            zarzucić. Nie apeluję o zrozumienie, tylko o uczciwość...

            Dięki wprowadzonym w błąd (lub świadomie rozmijającym się z prawdą) obrońcom
            dóbr na które nikt nie nastaje sprawa rozgrzała emocje i żyje własnym życiem
            ignorując fakty. Z drugiej strony państwem prawa jesteśmy niestety tylko z
            nazwy. Dlatego wciąż muszę czekać aż będę mógł stanąć na swojej działce przed
            własnym domem żeby o świcie spojrzeć z zapartym tchem na mgły osiadające tuż
            nad ziemią i słońce lśniące w kroplach rosy na źdźbłach trawy. Muru nie
            postawię właśnie dlatego, żeby się tego widoku nie pozbawić. Nie będzie mi przy
            tym przseszkadzało że zaraz obok, na terenie miasta stanie ktoś jeszcze i też
            będzie ten widok podziwiał.

            Czego Tobie i sobie życzę ;)
            • blue.angel Re: Tak, teraz rozumiem... 01.03.04, 16:36
              Gość portalu: Inwestor napisał(a):

              > ...wujkowi zabrali (czytaj zamienił z własnej woli), i teraz żal. Cóż,
              ludzkie.
              > To wyjaśnia i zaciekłość i głuchotę na argumenty. Żal mi Cię...

              A tu się mylisz. To jest daleki wujek, i ani on, ani ja nie cierpimy na tym
              specjalnie. Ja tu mieszkam i tak. dziwi mnie natomiast, że jemu nie pozwolili
              na zabudowę, a potem w 99 chyba roku komuś innemu też nie pozwolili, a teraz
              się nagle zgadzają.
              >
              > Ale, ponieważ tę dyskusję czytają być może także inni uprzejmie proszę abyś
              > przynajmniej nie wykorzystywała anonimowości w wyjątkowo obrzydliwy sposób. A
              > czymś takim jest uporczywe powtarzanie kłamstw, nieprawdaż? Nie pierwszy raz
              > piszesz o pękających ścianach, spalonym kościółku, przekupstwach itd, itp.
              >
              Pękające ściany są kłamstwem? czytałam o nich artykuł, och, jakże musiał być
              kłamliwy! Dalej jestem zdania, że kościół nie spłonął przypadkiem, nie oskarżam
              tu Ciebie konkretnie, czemu to bierzesz aż tak do siebie? A jak nie
              przekupstwo, to kumoterstwo. Na jedno wychodzi.
              jeśli chodzi o wykorzystywanie anonimowości w obrzydliwy sposób, ja się
              przynajmniej loguję. A na forum Kraków pisywał niejaki 'investor',
              potem 'inve', 'rici' i 'troy', który mieszał mnie z błotem, używając
              prostackich argumentów. Ale oczywiście był po twojej stronie, Więc jest OK.


              > myślisz, obecnie teren ma charakter budowlano inwestycyjny, a planu
              > zagospodarowania wciąż nie ma...).

              A figę!!!!
              >
              > nie dopuszcza wogóle zabudowy wielorodzinnej (bloków, bloczków, baraczków,
              > slamsów czy jak ich byś nie nazwała) ani szeregówki. Nie mówiąc o tym, że
              przy
              > 15% zabudowy jaką dopuszcza nie ma tego jak zrobić.
              >
              Trudno że się nie dopuszcza, przejedź się po Woli i sobie obejrzyj.

              I zrozumiałam jeszcze jedną rzecz, jesteś ze Śląska, gdzie przyrody nie ma. To
              wiele wyjaśnia. A my nie walczymy o swoje ogródki. Walczymy o to, by pozostawic
              w tym mieście jeszcze kawałek dzikej przyrody, niezabudowanej przez cokolwiek.
              Jak się kupuje działkę o charakterze rekreacyjnym, to trzeba się zastanowić nad
              konsekwencjami...
              blue
              • Gość: Inwestor fakty i mity IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 01:17
                Nie wiem Aniele, czemu mu (wujkowi) nie pozwolili. W '99 radni nie mogli ani
                pozwolić, ani odmówić, bo się tą sprawą nie zajmowali. Zajmowali się nią
                natomiast "profesjonaliści" z Urzędu Miasta. Ci zaś wierzą głównie we własną
                nieomylność. Radni rozważyli argumenty i najwyraźniej argumetacja (wasza) w
                stylu „nie, bo nie” lub „nie, bo mi to nie pasuje” do nich nie trafiła. I
                chwała im za to! Co zaś do kumoterstwa, to nic nie łączy nas z żadnym z radnych
                (o wszystkich 27 głosujących za nie wspominając). Oczywiście znam ten sposób
                argumentacji - skoro głosował nie po mojej myśli, to musi być skorumpowany.
                Proste, łatwe i wygodne. Nie wymaga wysiłku szukania argumentów na poparcie
                swojej tezy. Super! Problem w tym, że działa tylko do momentu, gdy odbiorca
                posili się o własną refleksję nad tematem, nieprawdaż? Ale w końcu ilu to zrobi?
                Skoro o pękających ścianach czytałaś w artykule, podaj źródło. Ty zyskasz
                wiarygodność, ja informację o tym, że ktoś nas szkalował w prasie. Twierdzę,
                że nic takiego nie miało miejsca, Ty odwrotnie, czytelnicy łatwo zatem
                sprawdzą, komu wierzyć... Przy okazji o jakim forum piszesz? Możesz podać
                adres? Nie traktuję ludzi tak instrumentalnie, żeby oceniać ich według tak
                prostego kryterium (są po mojej stronie czy przeciw). Chcę zrozumieć stanowisko
                drugiej strony i sam szukam zrozumienia i kompromisu. Stąd ta dyskusja, inaczej
                przecież nie miała by sensu.
                Po raz kolejny spotykam się z zarzutem, że wprawdzie zgodnie z przepisami nie
                można budować tego czy owego, ale już nie takie rzeczy na Woli się działy. Ale
                w takim razie należy protestować przeciw łamaniu przepisów (chętnie się
                przyłączę!) a nie utrudniać działanie tym, którzy je szanują, jak choćby my.
                Jak do tej pory jedynie wy łamiecie prawo, o czym już pisałem, oczywiście w
                myśl starej zasady cel uświęca środki. A cel przecież szlachetny...
                Nie obrażaj mieszkańców Śląska, przynajmniej nie z mojego powodu. Owszem, jeden
                z moich dziadków był powstańcem śląskim, ale drugi rzemieślnikiem krakowskim.
                Ja sam urodziłem się, wychowałem i większą część życia spędziłem w Krakowie.
                Las Wolski znam od dziecka i wierzę, że i moje wnuki (i ich wnuki) będą mogły
                po nim spacerować z rodzicami tak, jak kiedyś ja z moim Ojcem. Jak widać
                zabudowanie znakomitej większości działek Woli temu nie przeszkadza. Podobnie
                będzie i z naszą działką. Budowa zaplanowanych domów nie ograniczy w żadnym
                stopniu możliwości wejścia do Lasu.
                I na koniec znów (może w tym przypadku nieświadomie) rozmijasz się z prawdą.
                Nasz teren to w ponad 60% teren budowlano inwestycyjny, w pozostałej części
                użytek rolny – pastwisko. Tak od lat widnieje w ewidencji gruntów, która pod
                nieobecność planu zagospodarowania przestrzennego jako jedyna określa
                przeznaczenie gruntów. To, że Ty i inni traktujecie nasz teren jak publiczną
                własność nie tworzy jeszcze faktów. Równie dobre prawo mam ja do korzystania w
                twojego ogródka. Przemyśl to. (Ok, ok, tylko żartowałem, nie mam złudzeń, że
                sprowokuję Cię do jakichś refleksji, ale innych czytelników może tak).
      • Gość: Sarenka. Re: Historycy sztuki bronią Wesołej Polany w Krak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.04, 15:20
        Ciekawe co będzie jak historycy sztuki obronią Wesołą Polanę.Jak z tego wybrną
        ci radni,którzy już wydali częśc łapówki?.Nie chce mi się wierzyć,żeby ją
        oddali i usunęli się w cień.Zapowiada się walka na noże już nie tylko za tą
        łapówę,ale za być,albo nie być dalej przy żłobie i uniknięcia odpowiedzialności
        karnej za przestępczą i zorganizowaną działalność.
        • Gość: Inwestor mniej niż zero... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 01:20
          Staram się dyskutować za wszelką cenę, bo wiem, że przeciwnicy wykorzystują
          brak rzetelnej informacji do szkalowania i podburzania. Jednak na Twoim
          poziomie nie potrafię dyskutować. Powodzenia.
    • Gość: Inwestor Poznaj zdanie inwestora: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.04, 11:39
      Kolejna kłamliwa publikacja Gazety... Cóż, mol ma swoje zdanie, do czego ma
      oczywiście prawo, jednak przekracza jego granice podając po raz kolejny
      nieprawdziwe informacje. O ile dyskusyjne jest czy projekt budowy pięciu domów
      jednorodzinnych uprawnia do użytego w artykule określenia „osiedle”, to
      bezdyskusyjnym kłamstwem jest zdanie, że „do początku lutego nie było to
      (budowanie) możliwe”. Co do samego pisma TMHiZK, to tekstu wynika, że świetnie
      wpisuje się rozpętaną przeciwko nam nagonkę. Jak zwykle dużo szumu i wielkich
      słów, brak rzetelnych argumentów.
      Zdecydowałem się zamieścić tekst przygotowany po poprzedniej publikacji Gazety,
      niestety sporo po jej ukazaniu się (Gazeta oczywiście nie informuje nas o
      kolejnych publikacjach dotyczących tej sprawy).
      Jak to w Krakowie, wrzawy wiele, prawdy mało. Cieszy mnie, że chociaż w tej
      dyskusji znalazło się sporo głosów wyważonych i rozsądnych. Choć oczywiście
      przede wszystkim słychać pokrzykiwania tych, co we wszystkim wietrzą afery...
      Niestety relacje Gazety nie należą do rzetelnych. Przebija z nich jasne
      przesłanie, brakuje zaś nie tylko refleksji nad prawem do ograniczenia praw
      właściciela w imię praw społeczności ale nawet podstwawowych informacji.
      Śledząc tę nagonkę odnosi się wrażenie, że mowa co najmniej o zabudowie Wesołej
      Polany, a cały Las Wolski jest zagrożony. Tymczasem spór dotyczy działek o
      łącznej powierzchni 5500m kw (kwadrat o boku 75m) zajmujący zbieg al.
      Panieńskie Skały i al. Kasztanowej i sięgających w kierunku Lasku niewiele
      dalej niż istniejąca restauracja z ogródkiem. Ponadto zmiana, której dotyczy
      uchwała, mówi o zamianie planowanej kwalifikacji naszych działek (MN.1, UC.1,
      ZP.2 i ZO) na jednolitą MN.1, jaka zresztą obowiązuje na całym okolicznym
      terenie. Mówiąc jaśniej zamiast prawa do zabudowy ponad połowy terenu pawilonem
      gastronomiczno-hamdlowym i parkingiem uzyskaliśmy prawo do zabudowy o
      charakterze willowym – maksymalnie pięć domów jednorodzinnych o powierzchni
      zabudowy do 150m kw.
      Głosy protestu można podzielić na trzy grupy. Do pierwszej zaliczam tych,
      którzy najzwyczajniej w świecie oznajmiają, że naszą własnością należy
      rozporządzić w taki sposób, jaki im odpowiada, bo tak im pasuje i tyle.
      Oczywiście, nie mają zamiaru za to zapłacić, ot, należy ich zdaniem zmusić
      właściecieli, aby na swój koszt utrzymywali coś na kształt miejskiego parku.
      Jak widać kilkadziesiąt lat komunizmu stosowanego zrobiło swoje... Zwróćcie
      proszę uwagę, że nie ma tu mowy o żadnym odszkodowaniu, czy wykupie. Nie, teren
      ma pozostać nasz, będziemy za niego płacić podatki, tyle, że zainteresowani
      mieszkańcy w referendum określą nam, co mamy z naszą własnością robić. Ciekawe,
      czy przewidują upowszechnienie takiego podejścia i objęcie nim ich własnych
      domów, działek, mieszkań i innej własności? Jakoś trudno mi w to uwierzyć...
      Cóż, im możemy jedynie odpowiedzieć, że jesteśmy skłonni wziąć pod uwagę ich
      życzenia, ale jedynie w takim zakresie, w jakim uznamy to za możliwe do
      pogodzenia z naszymi planami. Najzabawniej te głosy brzmią w ustach naszych
      sąsiadów, którzy pobudowali się w tej samej okolicy, często znacznie bliżej
      Lasku. Czysty przejaw mentalności Kalego...
      Druga grupa argumentuje tak: owszem, te pięć domów, o których mowa, można by
      tam znieść. Ale wszak deweloperzy zawsze obiecują jedno, a robią coś zupełnie
      innego! Nie można zatem dopuścić, do tego, żeby cokolwiek tam robili, bo
      wystawią blokowisko. Zwróćcie proszę uwagę, że nikt nie zarzuca NAM, że gdzieś
      naruszyliśmy prawo, warunki zabudowy czy choćby ład przestrzenny. Nie, takie
      wnioski wyciągane są z tego, że INNI takich rzeczy się dopuścili. Pozostaje
      tylko zapytać czemu zamiast narzucać absurdalne ograniczenia nam, nie ścigają
      właśnie ich? Czemu Gazeta zamiast podjudzać opinię publiczną w naszej sprawie
      nie poprowadzi dziennikarskiego śledztwa w tamtych sprawach? Zresztą, jeżeli
      założyć naszą złą wolę i zamiar łamania prawa, to jakie znaczenie ma taki czy
      inny zapis planu? Sens spierać się o to jest jedynie wtedy, gdy przyjmie się,
      że będziemy się stosować do zapisów planu. Skoro tak, to można by jedynie
      protestować, gdybyśmy dążyli do zapisów pozwalających na intensywną zabudowę.
      Tak jednak nie jest, uchwała przewiduje dla całego obszaru MN.1 – zabudowę
      willową o malej intensywności.
      Dla tych co nawołują do przestrzegania prawa dodam jeszcze informację, że w
      momencie zakupu terenu przez nas nie obowiązywał (i wciąż jeszcze nie
      obowiązuje) plan zagospodarowania przestrzennego a w ewidencji teren figuruje
      jako budowlano inwestycyjny. Dlatego zgodnie z prawem bez problemu powinniśmy
      dostać zgodę na planowaną inwestycję. Tyle że Urząd Miasta nie przejmuje się
      prawem i łamiąc je skandalicznie przeciąga procedurę. Jakoś tak przez skórę
      czuję jednak, że w tym przypadku ewidentne przecież naruszenie prawa nie spotka
      się z potępieniem. Czyżby znowu mentalność Kalego?
      Wreszcie trzecia grupa, jedyna z którą warto polemizować, wytacza rozmaite
      pozornie obiektywne argumenty przemawiające przeciwko zabudowie. Problem w tym,
      że tych argumentów trudno się doszukać. Najlepszym tego przykładem są
      uzasadnienia przedstawione przez pracowników Urzędu Miejskiego. Pełno tam
      wielkich słów, pustych frazesów i kłamstw. Tyle, że na zarzuty co do
      rzetelności danych odpowiedź jest prosta – „u mnie (na papierze) jest tak i nic
      mnie nie obchodzi co tam jest naprawdę” (sic!). Koronnym argumentem jest
      konieczność zachowania „korytarza zieleni łączącego ekosystemy Lasu Wolskiego i
      doliny Rudawy” poparta piękną mapką z wyrysowanym zielonym pasem. Problem w
      tym, że po części od lat, po części od niedawna, pas ten wiodący w założeniu
      wzłuż al. Panieńskie Skały od al. Kasztanowej w kierunku Rudawy został już na
      całej dlugości zabudowany. Czyzby więc miasto zamierzało wyburzyć te domy (w
      tym trzy nowiutkie zespoły zabudowy szeregowej) i odtworzyć ten korytarz?
      Oczywiście nie, ale nie przeszkadza to wymachiwać mapką sprzed lat...
      Drugim argumentem jest konieczność zachowania „głównego traktu spacerowego Woli
      Justowskiej, wiodącego do rezerwatu Panieńskie Skały” z którego „korzystają
      tysiące mieszkańców”. Znów jakby nie tak... Ani nie jest to główny szlak, ani
      tysiące spacerowiczów z niego nie korzystają, a co najważniejsze szlak biegnie
      zamienioną w deptak al. Panieńskie Skały i oczywiście nikt nie zamierza go
      zamykać. Owszem wychodząc naprzeciw zamierzamy zabudowę usytuować wzdłuż
      przeciwległej (zachodniej) krawędzi terenu, tak aby spacerowicze szli wzdłuż
      zielonych ogrodów. Oczywiście wszystko to, przypomnę, na długości
      kilkudziesięciu metrów, bo taka jest długość krawędzi działki, dalej pozostnie
      otwarta przestrzeń ciągnąca się aż do lasu. Inna sprawa, że kierowanie
      wzmożonego ruchu turystycznego do rezerwatu mającego charakter dzikiego jaru
      wydaje mi się co najmniej dyskusyjnym pomysłem na ochronę przyrody...
      Mowa też jest o ochronie szczególnych wartości przyrodniczych (jakich?!) i
      kulturalnych (istniejąca restrauracja?!) oraz o położeniu w sąsiedztwie
      rezerwatu i skansenu z kościółkiem. Znów chyba to nie tak? Dlaczego restauracja
      z wyszynkiem jest lepszym sąsiedztwem dla kościoła niż domy mieszkalne? Zaś
      istniejąca zabudowa (w którą klinem wbija się nasz teren) sięga o wiele bliżej
      od planowanej przez nas nie tylko Lasku ale i rezerwatu i kościoła. Co do
      kościoła zresztą, to śpieszę donieść, że znam w Krakowie miejsca, gdzie
      kościoły mają z domami mieszkalnymi nawet wspólne ściany o najbliższym
      sąsiedztwie nie wspominając!
      Podsumowując argumenty są słabe, w większości po prostu wymyślone. A przecież,
      żeby ograniczyć podstawowe prawo – prawo własności – trzeba solidnych
      argumentów. Żeby bardzo je ograniczyć trzeba BARDZO solidnych argumentów.
      Argumentów zaś brak, wid
      • Gość: reactor Re: Poznaj zdanie inwestora: IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.03.04, 21:30
        Inwestor napisał:
        > "Ponadto zmiana, której dotyczy
        >uchwała, mówi o zamianie planowanej kwalifikacji naszych działek (MN.1, UC.1,
        >ZP.2 i ZO) na jednolitą MN.1, jaka zresztą obowiązuje na całym okolicznym
        >terenie."

        Może Pan szerzej wyjaśni tą "kosmetyczną" zmiane kwalifikacji..

        Właśnie w tym problem, że zieleń miejską przekształca się w tereny budowlane. Niech Pan sobie wybuduje osiedle tam gdzie jest obecnie MN.1 i nikt nie będzie robił afery.

        >" a w ewidencji teren figuruje
        >jako budowlano inwestycyjny."

        ależ ewidencja gruntów ma charakter deklaratoryjny i nie ma żadnego wpływu na wykonywanie prawa własności, w przeciwieństwie do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który jest aktem prawa miejscowego. Więc jakiś wpis w ewidencji gruntów to ŻADEN argument.
        • Gość: Inwestor już wyjaśniam: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 01:38
          Podałem konkretnie, o jakiej zmianie w projekcie planu mówi uchwała. W głosach
          sprzeciwu mowa o zmianie terenów zielonych na budowlane, więc wyjaśniam, że
          naprawdę jest inaczej. Nie moja to wina, że na naszym niewielkim w końcu
          terenie planista miejski postanowił rozmieścić tereny aż o czterech
          kwalifikacjach, właśnie MN.1, UC.1, ZP.2 i ZO, niemal palcem pokazując gdzie i
          co mamy wybudować. Zgodnie właśnie z tą (oryginalną) propozycją można wybudować
          pawilon o powierzchni przeszło 500m kw. i do tego obszerny (1200 m kw.)
          parking. Proponujemy w zamian zabudowę domami jednorodzinnymi o łącznej
          powierzchni ok. 700 m kw. Na to właśnie pozwala MN.1 na całej działce. Wierzę,
          że wielu okolicznych mieszkańców woli knajpę od domów mieszkalnych (to ich
          sprawa), ale bronię stanowiska, że jako właściciel terenu to ja mam prawo
          decydować co ja wolę. Natomiast w tym kontekście większość argumentów (ochrona
          przyrody, rezerwat itp) nie brzmi przekonująco a niektóre (bliskość kościółka)
          wręcz groteskowo, nieprawdaż?
          Co do znaczenia ewidencji gruntów to coś dzwoni, ale nie wiadomo w którym
          kościele. Owszem, JEŻELI dla danego terenu uchwalono plan zagospodarowania
          przestrzennego to ma on znaczenie decydujące. Jeżeli jednak go nie ma, a tak
          było w przypadku Woli zarówno w momencie zakupu działki jak i (wciąż jeszcze)
          dziś, decydują zapisy w ewidencji gruntów. Zresztą znakomita większość terenów
          w Polsce nie jest objęta planami zagospodarowania przestrzennego.
      • epimeteusz Re: Poznaj zdanie inwestora: 02.03.04, 00:39
        Inwestor przygotował sobie odpowiedź na artykuł gazety. Sprawdźmy co pisze:

        Zdecydowałem się zamieścić tekst przygotowany po poprzedniej publikacji Gazety,
        niestety sporo po jej ukazaniu się (Gazeta oczywiście nie informuje nas o
        kolejnych publikacjach dotyczących tej sprawy).
        - To naprawdę straszne, że GW nie informuje inwestora o tym, co publikuje na
        jego temat na tydzień wcześniej. Ilu skandali by w Polsce można było w ten
        sposób uniknąć gdyby gazety informowały zainteresowanych co o nich napiszą
        (patrz choćby taki bidula jaskiernia, jagiełło i inne małe żuczki)

        brakuje zaś nie tylko refleksji nad prawem do ograniczenia praw
        właściciela w imię praw społeczności
        - tu nie ma żadnego ograczniczenia tylko ZACHOWANIE dokładnie takich praw jakie
        inwestor miał w momencie zakupu tych terenów, czego musiał być świadom (dwie
        działki przeznaczone na zieleń, jedna na usługi – restaurację). A więc kłamstwo
        w żywe oczy.

        ale nawet podstwawowych informacji.
        Śledząc tę nagonkę odnosi się wrażenie, że mowa co najmniej o zabudowie Wesołej
        Polany, a cały Las Wolski jest zagrożony. Tymczasem spór dotyczy działek o
        łącznej powierzchni 5500m kw (kwadrat o boku 75m) zajmujący zbieg al.
        Panieńskie Skały i al. Kasztanowej i sięgających w kierunku Lasku niewiele
        dalej niż istniejąca restauracja z ogródkiem. Ponadto zmiana, której dotyczy
        uchwała, mówi o zamianie planowanej kwalifikacji naszych działek (MN.1, UC.1,
        ZP.2 i ZO) na jednolitą MN.1,
        - zaraz, zaraz, na sesji była mowa tylko o przekwalifikowaniu UC.1,
        ZP.2 i ZO, czyli trzech działek gdzie macie czwartą - MN1?

        jaka zresztą obowiązuje na całym okolicznym terenie
        - czyli z jednej strony. Przypomnijmy: z jednej jest dom czyli teren budowlany,
        z drugiej kasztanowa, z trzeciej trasa spacerowa KX, z czwartej dalsza część
        Wesołej Polany czyli ZO – zieleń otwarta. Czyli kłamstwo nr 2.

        Mówiąc jaśniej zamiast prawa do zabudowy ponad połowy terenu
        - brednie: to jakaś jedna trzecia terenu wystarczy spojrzeć na plany jaki
        fragment to UC1. I nie prawo do zabudowy, tylko co najwyżej rozbudowy tego co
        tam istnieje. Podwójne kłamstwo nr 3.

        pawilonem
        gastronomiczno-hamdlowym i parkingiem uzyskaliśmy prawo do zabudowy o
        charakterze willowym – maksymalnie pięć domów jednorodzinnych o powierzchni
        zabudowy do 150m kw.
        - a tymczasem złożyliśmy sobie projekt kilku bloków trzykondygnacyjnych z
        kilkudziesięcioma mieszkaniami, ale na to nie patrzcie, to nam się tylko tak
        wyrwało. To taka malutka prowokacja bo się urzędnicy na nas uwzięli i nie chcą
        pozwolić żebyśmy na terenie przeznaczonym pod zieleń budowali bloki. A to
        łaydaki. Kłamstwo nr 4.

        Głosy protestu można podzielić na trzy grupy. Do pierwszej zaliczam tych,
        którzy najzwyczajniej w świecie oznajmiają, że naszą własnością należy
        rozporządzić w taki sposób, jaki im odpowiada bo tak im pasuje i tyle.
        - pomyłka: powtórzę raz jeszcze protestujący chcą tylko zachować ja dokładnie z
        takim samym przeznaczeniem, jak wtedy, kiedy kupowaliście ją (i jaki ten teren
        miał od dziesiątków lat) od Jasińskiego z pełną świadomoscią, że nie jest to
        teren pod budownictwo (oczywiście tak niecną hipotezę, ze już wtedy mieliście w
        kieszeni pewnego nad wyraz bystrego radnego z LPR, akurat waszego znajomego z
        branży, który potrzebuje skończyć swój dom, trzeba odrzucic z całą
        stanowczoscia)

        Druga grupa argumentuje tak: owszem, te pięć domów, o których mowa, można by
        tam znieść. Ale wszak deweloperzy zawsze obiecują jedno, a robią coś zupełnie
        innego!
        - akurat tu teza protestujących sprawdza się całkowicie: na Radzie 07.01.2004.
        mówiłeś Gaździński o pięciu willach miejskich, w architekturze przedstawiłeś
        plan pięciu bloków trzykondygnacyjnych. Czy trzeba lepszego dowodu na kłamstwo
        i złe intencjie???
        Poza tym jeśli jestes developerem, to wiesz tak samo dobrze jak ja, jak łatwo
        można uzyskać od urzędników Arch. wszystko co się chce za naprawdę niewielkie
        pieniądze. Efektów nie trzeba szukać daleko: Villa Verde czyli trzypiętrowe
        bloki obok Willi Decjusza (oczywiście zbieżność nazw: Villa Verde – wille
        miejskie całkowicie przypadkowa)

        Nie można zatem dopuścić, do tego, żeby cokolwiek tam robili, bo
        wystawią blokowisko. Zwróćcie proszę uwagę, że nikt nie zarzuca NAM, że gdzieś
        naruszyliśmy prawo, warunki zabudowy
        - znowu bredzisz: sam pisales, ze wasz projekt to prowakacja bo się nie
        zgadzacie na to co wam zaprojektowała architektura. A przypomnę, że
        architektura nie zgadzała się na wasze osiedle pięciu willi miejskich i
        tworzenie kolejnej przecznicy od Kasztanowej w głąb Wesołej Polany. Czyli jest
        dokładnie przeciwnie: chcecie świadomie naruszyć warunki zabudowy wbrew woli
        architektury. Kłamstwo nr 5.

        Dla tych co nawołują do przestrzegania prawa dodam jeszcze informację, że w
        momencie zakupu terenu przez nas nie obowiązywał (i wciąż jeszcze nie
        obowiązuje) plan zagospodarowania przestrzennego a w ewidencji teren figuruje
        jako budowlano inwestycyjny.
        - na ja już nie mogę: człowieku spójrz co pisałes kilka linijek wyzej!!!, że
        teren był ZO, ZP, UP1. czyli dwie działki zielone, jedna – kontunuacja
        restauracji albo innych usług (np. kasyno – to projekt Rachwała podczas sesji
        04.02.2004.). Plan oczywiście formalnie nie obowiązuje, bo burdel to w tym
        kraju panuje, ale to nie znaczy, że architektura nie ma brac pod uwagę tego co
        było: wręcz przeciwnie ma wytyczne by do czasu uchwalenia nowego planu wydawać
        pozwolenia, które wzorują się na starych uregulowaniach. Gdybyś kupił działkę
        budowlaną nikt nie mógłby Ci odmówić pozwolenia na budowę i nikt by nie
        protestował poza złośliwym sąsiadem! Problem, że kupiłeś terez zielony i zieleń
        parkową i w tym momencie protestuje kilka tysięcy ludzi i poważne instytucje
        powołane do ochrony zabytków i zieleni.

        Wreszcie trzecia grupa, jedyna z którą warto polemizować, wytacza rozmaite
        pozornie obiektywne argumenty przemawiające przeciwko zabudowie. Problem w tym,
        że tych argumentów trudno się doszukać. Najlepszym tego przykładem są
        uzasadnienia przedstawione przez pracowników Urzędu Miejskiego. Pełno tam
        wielkich słów, pustych frazesów i kłamstw. Tyle, że na zarzuty co do
        rzetelności danych odpowiedź jest prosta – „u mnie (na papierze) jest tak i nic
        mnie nie obchodzi co tam jest naprawdę” (sic!). Koronnym argumentem jest
        konieczność zachowania „korytarza zieleni łączącego ekosystemy Lasu Wolskiego i
        doliny Rudawy” poparta piękną mapką z wyrysowanym zielonym pasem. Problem w
        tym, że po części od lat, po części od niedawna, pas ten wiodący w założeniu
        wzłuż al. Panieńskie Skały od al. Kasztanowej w kierunku Rudawy został już na
        całej dlugości zabudowany. Czyzby więc miasto zamierzało wyburzyć te domy (w
        tym trzy nowiutkie zespoły zabudowy szeregowej) i odtworzyć ten korytarz?
        Oczywiście nie, ale nie przeszkadza to wymachiwać mapką sprzed lat...
        - Trzeba ratować co się da – a nie da się zaprzeczyć, że Wesoła Polana, czyli
        teren pomiędzy Kasztanową a Lasem jest jedną z ostatnich szerokich,
        niezabudowanych terenów, które dają dostęp do Lasu. Nie oszukujmy się poza tym,
        że urzędnicy robili te opinie na odwal się nie zastanawiając się i przeklejając
        wszędzie te same uzasadnienia (sam to zauważyłeś w wypowiedzi 07.01.2004.) Z
        powodu głupoty urzędników nie można zamieniać terenów zielonych w tereny pod
        budownictwo bloków.

        Drugim argumentem jest konieczność zachowania „głównego traktu spacerowego Woli
        Justowskiej, wiodącego do rezerwatu Panieńskie Skały” z którego „korzystają
        tysiące mieszkańców”. Znów jakby nie tak... Ani nie jest to główny szlak, ani
        tysiące spacerowiczów z niego nie korzystają, a co najważniejsze szlak biegnie
        zamienioną w deptak al. Panieńskie Skały
        - wiem, ze jestes miastowy od niedawna i nie wiesz, że Panieńskich Skał nie
        jest zmieniona w dept
        • Gość: Inwestor do epimeteusza I IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 03:16
          Inwestor przygotował sobie odpowiedź na artykuł gazety. Sprawdźmy co pisze:

          Zdecydowałem się zamieścić tekst przygotowany po poprzedniej publikacji Gazety,
          niestety sporo po jej ukazaniu się (Gazeta oczywiście nie informuje nas o
          kolejnych publikacjach dotyczących tej sprawy).
          - To naprawdę straszne, że GW nie informuje inwestora o tym, co publikuje na
          jego temat na tydzień wcześniej. Ilu skandali by w Polsce można było w ten
          sposób uniknąć gdyby gazety informowały zainteresowanych co o nich napiszą
          patrz choćby taki bidula jaskiernia, jagiełło i inne małe żuczki)
          I> Na tydzień wcześniej może nie, chociaż chyba przecieniasz nasze wpływy ;).
          Jednak np. w dniu publikacji chyba by można? Choćby właśnie po to, żeby
          dyskusja, taka jak ta, mogła się odbyć?

          brakuje zaś nie tylko refleksji nad prawem do ograniczenia praw właściciela w
          imię praw społeczności
          - tu nie ma żadnego ograczniczenia tylko ZACHOWANIE dokładnie takich praw jakie
          inwestor miał w momencie zakupu tych terenów, czego musiał być świadom (dwie
          działki przeznaczone na zieleń, jedna na usługi – restaurację). A więc kłamstwo
          w żywe oczy.
          I> Kto chce zarzucać kłamstwo, powinien zadbać o posiadanie dobrych informacji,
          a nie słuchać plotek z magla. Prawda jest taka, że tak w momencie zakupu, jak i
          dziś jest to w ponad 60% teren budowlano inwestycyjny, w pozostałej części
          rolny. Każdy może to sprawdzić w ewidencji gruntów, która pod nieobecność planu
          zagospodarowania przestrzennego (a wciąż go nie ma) o tym decyduje.

          ale nawet podstwawowych informacji.
          Śledząc tę nagonkę odnosi się wrażenie, że mowa co najmniej o zabudowie Wesołej
          Polany, a cały Las Wolski jest zagrożony. Tymczasem spór dotyczy działek o
          łącznej powierzchni 5500m kw (kwadrat o boku 75m) zajmujący zbieg al.
          Panieńskie Skały i al. Kasztanowej i sięgających w kierunku Lasku niewiele
          dalej niż istniejąca restauracja z ogródkiem. Ponadto zmiana, której dotyczy
          uchwała, mówi o zamianie planowanej kwalifikacji naszych działek (MN.1, UC.1,
          ZP.2 i ZO) na jednolitą MN.1,
          - zaraz, zaraz, na sesji była mowa tylko o przekwalifikowaniu UC.1, ZP.2 i ZO,
          czyli trzech działek gdzie macie czwartą - MN1?
          I> W projekcji przygotowanym przez UM granice kwalifikacji nie pokrywają się z
          granicami działek. Zachodnia część dwóch działek ma kwalifikację MN.1. Łatwo to
          sprawdzić na mapce.

          jaka zresztą obowiązuje na całym okolicznym terenie
          - czyli z jednej strony. Przypomnijmy: z jednej jest dom czyli teren budowlany,
          z drugiej kasztanowa, z trzeciej trasa spacerowa KX, z czwartej dalsza część
          Wesołej Polany czyli ZO – zieleń otwarta. Czyli kłamstwo nr 2.
          I> Chcesz polemizować, bądź rzetelny. Nasza działka stanowi ostrze klina
          wbitego w rozległy obszar MN.1, który z obu stron sięga znacznie bliżej Lasu.
          Oczywiście pomijam kwalifikacje ulic (Kasztanowej i Panieńskie Skały).

          Mówiąc jaśniej zamiast prawa do zabudowy ponad połowy terenu
          - brednie: to jakaś jedna trzecia terenu wystarczy spojrzeć na plany jaki
          fragment to UC1. I nie prawo do zabudowy, tylko co najwyżej rozbudowy tego co
          tam istnieje. Podwójne kłamstwo nr 3.
          I> Uważam parking przewidziny jako ZP.2 za formę zabudowy. Jak na obrońcę
          zieleni masz dziwne stanowisko w tej kwestii – ogród przy willi jest be, a
          parking cacy? Bez komentarza... Nie wiem, skąd masz wiadomości o jakichś
          ograniczeniach (zabudowa – rozbudowa)? Zgodnie z projektem mam prawo wybudować
          tam dowolny obiekt spełniający ograniczenia co do powierzchni, wysokości i
          kształtu dachu.

          pawilonem gastronomiczno-hamdlowym i parkingiem uzyskaliśmy prawo do zabudowy o
          charakterze willowym – maksymalnie pięć domów jednorodzinnych o powierzchni
          zabudowy do 150m kw.
          - a tymczasem złożyliśmy sobie projekt kilku bloków trzykondygnacyjnych z
          kilkudziesięcioma mieszkaniami, ale na to nie patrzcie, to nam się tylko tak
          wyrwało. To taka malutka prowokacja bo się urzędnicy na nas uwzięli i nie chcą
          pozwolić żebyśmy na terenie przeznaczonym pod zieleń budowali bloki. A to
          łaydaki. Kłamstwo nr 4.
          I> Złożyliśmy dwa wnioski. W żadnym z nich jednak nie ma mowy o „kilku blokach
          trzykondygnacyjnych z kilkudziesięcioma mieszkaniami”. Już pisałem o plotkach z
          magla....

          cdn...
        • Gość: Inwestor do epimeteusza II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 03:18
          Głosy protestu można podzielić na trzy grupy. Do pierwszej zaliczam tych,
          którzy najzwyczajniej w świecie oznajmiają, że naszą własnością należy
          rozporządzić w taki sposób, jaki im odpowiada bo tak im pasuje i tyle.
          - pomyłka: powtórzę raz jeszcze protestujący chcą tylko zachować ja dokładnie z
          takim samym przeznaczeniem, jak wtedy, kiedy kupowaliście ją (i jaki ten teren
          miał od dziesiątków lat) od Jasińskiego z pełną świadomoscią, że nie jest to
          teren pod budownictwo (oczywiście tak niecną hipotezę, ze już wtedy mieliście w
          kieszeni pewnego nad wyraz bystrego radnego z LPR, akurat waszego znajomego z
          branży, który potrzebuje skończyć swój dom, trzeba odrzucic z całą
          stanowczoscia)
          I> Już pisałem (powyżej) o aktualnym statusie terenu. Owszem, w czasie
          obowiązywania poprzedniego planu zagospodarowania przestrzennego na teren były
          nałożone jego ograniczenia (też zresztą dopuszczające pewną zabudowę). Przestał
          on jednak obowiązywać w 2002 roku, przed zakupem działki przez nas. I daruj
          sobie sarkazm, bo Ci nie wychodzi....

          Druga grupa argumentuje tak: owszem, te pięć domów, o których mowa, można by
          tam znieść. Ale wszak deweloperzy zawsze obiecują jedno, a robią coś zupełnie
          innego!
          - akurat tu teza protestujących sprawdza się całkowicie: na Radzie 07.01.2004.
          mówiłeś Gaździński o pięciu willach miejskich, w architekturze przedstawiłeś
          plan pięciu bloków trzykondygnacyjnych. Czy trzeba lepszego dowodu na kłamstwo
          i złe intencjie???
          I> Nie, to byłby dobry dowód złych intencji, tyle że to nieprawda...

          Poza tym jeśli jestes developerem, to wiesz tak samo dobrze jak ja, jak łatwo
          można uzyskać od urzędników Arch. wszystko co się chce za naprawdę niewielkie
          pieniądze. Efektów nie trzeba szukać daleko: Villa Verde czyli trzypiętrowe
          bloki obok Willi Decjusza (oczywiście zbieżność nazw: Villa Verde – wille
          miejskie całkowicie przypadkowa)
          I> Nie wiedziałem, że jesteś deweloperem... Czy może tylko łapówkarzem? Ja nie
          jestem. Ale istotnie śledząc losy choćby tego tematu, mam swoje podejrzenia w
          tym zakresie. Tyle, że jak widać ja nie korzystam z tej drogi. Inaczej to
          właśnie Architektura wprowadziłaby pożądane zmiany, nieprawdaż? Natomiast
          pomysł że tylko 6 radnych (tylu głosowało przeciw) jest nieprzekupnych czy
          choćby że mogliśmy przekupić 27 (tylu głosowało za) jest nieco hmmm egzotyczny,
          nie sądzisz?

          Nie można zatem dopuścić, do tego, żeby cokolwiek tam robili, bo wystawią
          blokowisko. Zwróćcie proszę uwagę, że nikt nie zarzuca NAM, że gdzieś
          naruszyliśmy prawo, warunki zabudowy
          - znowu bredzisz: sam pisales, ze wasz projekt to prowakacja bo się nie
          zgadzacie na to co wam zaprojektowała architektura. A przypomnę, że
          architektura nie zgadzała się na wasze osiedle pięciu willi miejskich i
          tworzenie kolejnej przecznicy od Kasztanowej w głąb Wesołej Polany. Czyli jest
          dokładnie przeciwnie: chcecie świadomie naruszyć warunki zabudowy wbrew woli
          architektury. Kłamstwo nr 5.
          I> Prowokacją był projekt willi miejskich zlokalizowanych wzdłuż al.
          Kasztanowej. Jest to niewątpliwie projekt kontrowersyjny, jakkolwiek zgodny z
          obowiązującym w dniu jego złożenia (maj 2003) stanem prawnym. Drugi projekt,
          przewidujący budowę pięciu domów jednorodzinnych rozlokowanych wzdłuż
          zachodniej krawędzi działki, jakkolwiek zgodny z obenym projektem planu, był
          (do jesieni 2003) niezgodny z prawem. Absurdalność takiej sytuacji chcieliśmy
          właśnie wykazać. Na wszelki wypadek wyjaśniam, choć to chyba oczywiste, że samo
          składanie wniosków choćby na budowę drapacza chmur jest zgodne z prawem, trzeba
          jedynie respektować ewentualną odmowę lub nałożone w zgodnie ograniczenia.

          Dla tych co nawołują do przestrzegania prawa dodam jeszcze informację, że w
          momencie zakupu terenu przez nas nie obowiązywał (i wciąż jeszcze nie
          obowiązuje) plan zagospodarowania przestrzennego a w ewidencji teren figuruje
          jako budowlano inwestycyjny.
          - na ja już nie mogę: człowieku spójrz co pisałes kilka linijek wyzej!!!, że
          teren był ZO, ZP, UP1. czyli dwie działki zielone, jedna – kontunuacja
          restauracji albo innych usług (np. kasyno – to projekt Rachwała podczas sesji
          04.02.2004.). Plan oczywiście formalnie nie obowiązuje, bo burdel to w tym
          kraju panuje, ale to nie znaczy, że architektura nie ma brac pod uwagę tego co
          było: wręcz przeciwnie ma wytyczne by do czasu uchwalenia nowego planu wydawać
          pozwolenia, które wzorują się na starych uregulowaniach. Gdybyś kupił działkę
          budowlaną nikt nie mógłby Ci odmówić pozwolenia na budowę i nikt by nie
          protestował poza złośliwym sąsiadem! Problem, że kupiłeś terez zielony i zieleń
          parkową i w tym momencie protestuje kilka tysięcy ludzi i poważne instytucje
          powołane do ochrony zabytków i zieleni.
          I> Widzę, że nie możesz tego wszystkiego pojąć, ale co ja na to mogę poradzić?
          Dla pojetniejszych wyjaśniam raz jeszcze, że a) właśnie kupiłem teren budowlano
          inwestycyjny (patrz wyżej), b) nie oczekuję pozwolenia na budowę (bo o nie nie
          występowałem), ale tzw. warunków zabudowy i zagospodarowania terenu,
          określających właśnie co mogę wybudować. Kłopot w tym, że wbrew temu, co
          wypisujesz urzędnicy dobrze wiedzą, że warunki muszą być dość swobodne, dlatego
          z naruszeniem prawa odwlekają ich wydanie. Co zaś do kilku tysięcy ludzi, to
          skąd ta skromność? Nie żałuj sobie, napisz o kilku milionach, będziesz równie
          wiarygodny, a o ile lepiej to brzmi ;)

          Wreszcie trzecia grupa, jedyna z którą warto polemizować, wytacza rozmaite
          pozornie obiektywne argumenty przemawiające przeciwko zabudowie. Problem w tym,
          że tych argumentów trudno się doszukać. Najlepszym tego przykładem są
          uzasadnienia przedstawione przez pracowników Urzędu Miejskiego. Pełno tam
          wielkich słów, pustych frazesów i kłamstw. Tyle, że na zarzuty co do
          rzetelności danych odpowiedź jest prosta – „u mnie (na papierze) jest tak i nic
          mnie nie obchodzi co tam jest naprawdę” (sic!). Koronnym argumentem jest
          konieczność zachowania „korytarza zieleni łączącego ekosystemy Lasu Wolskiego i
          doliny Rudawy” poparta piękną mapką z wyrysowanym zielonym pasem. Problem w
          tym, że po części od lat, po części od niedawna, pas ten wiodący w założeniu
          wzłuż al. Panieńskie Skały od al. Kasztanowej w kierunku Rudawy został już na
          całej dlugości zabudowany. Czyzby więc miasto zamierzało wyburzyć te domy (w
          tym trzy nowiutkie zespoły zabudowy szeregowej) i odtworzyć ten korytarz?
          Oczywiście nie, ale nie przeszkadza to wymachiwać mapką sprzed lat...
          - Trzeba ratować co się da – a nie da się zaprzeczyć, że Wesoła Polana, czyli
          teren pomiędzy Kasztanową a Lasem jest jedną z ostatnich szerokich,
          niezabudowanych terenów, które dają dostęp do Lasu. Nie oszukujmy się poza tym,
          że urzędnicy robili te opinie na odwal się nie zastanawiając się i przeklejając
          wszędzie te same uzasadnienia (sam to zauważyłeś w wypowiedzi 07.01.2004.) Z
          powodu głupoty urzędników nie można zamieniać terenów zielonych w tereny pod
          budownictwo bloków.
          I> Zgoda co do tego, że trzeba ratować, co się da. Tego korytarza już się nie
          da, bo po prostu już go nie ma. Kreowanie na siłę z al. Panieńskie Skały
          głównego wejścia do Lasu też nie ma sensu, ale rozumiem, że możesz mieć inne
          zdanie, przynajmniej do momentu, aż zaczniecie robić aferę z okazji innej
          planowanej inwestycji. Kłopot w tym, że wejście nie biegnie przez nasz teren a
          obok. I, oczywiście, nic mu nie zagraża. Chyba że twoim zdaniem aby
          spacerowicze mogli trafić do lasu wejście musi mieć szerokość ponad 100m ;)

          cdn...
        • Gość: Inwestor do epimeteusza III IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 03:26
          Drugim argumentem jest konieczność zachowania „głównego traktu spacerowego Woli
          Justowskiej, wiodącego do rezerwatu Panieńskie Skały” z którego „korzystają
          tysiące mieszkańców”. Znów jakby nie tak... Ani nie jest to główny szlak, ani
          tysiące spacerowiczów z niego nie korzystają, a co najważniejsze szlak biegnie
          zamienioną w deptak al. Panieńskie Skały
          - wiem, ze jestes miastowy od niedawna i nie wiesz, że Panieńskich Skał nie
          jest zmieniona w deptak, tylko od początku istenienia na tym odcinku była
          deptakiem i dlatego wybaczam takie głupoty. Ale powiedz, czy w swojej krótkiej
          karierze bycia człowiekiem miastowym znalazłeś już jakieś inne dobre dojście do
          Lasku od strony miasta poza płatnym wjazdem drogą asfaltową do zoo?
          I> Cieszę się, że starasz się mnie obrazić, bo to typowe dla osób, które mają
          świadomość słabości swoich argumentów. Co do meritum, jak już pisałem, nie
          uważam kreowanie al. Panieńskie Skały na główne wejście do Lasu było dobrym
          pomysłem,. Dobrym dla Lasu a w szczególności dla rezerwatu. Jednak wejście jako
          takie nie jest zagrożone, więc dyskusja jest bezprzedmiotowa.

          i oczywiście nikt nie zamierza go zamykać. Owszem wychodząc naprzeciw
          zamierzamy zabudowę usytuować wzdłuż przeciwległej (zachodniej) krawędzi
          terenu, tak aby spacerowicze szli wzdłuż zielonych ogrodów. Oczywiście wszystko
          to, przypomnę, na długości kilkudziesięciu metrów, bo taka jest długość
          krawędzi działki, dalej pozostnie otwarta przestrzeń ciągnąca się aż do lasu.
          Inna sprawa, że kierowanie wzmożonego ruchu turystycznego do rezerwatu mającego
          charakter dzikiego jaru wydaje mi się co najmniej dyskusyjnym pomysłem na
          ochronę przyrody...
          - kupiłeś a nigdy tam chyba nie byłeś! Ok., nie będę się denerwował bo przecież
          ty miastowy od niedawna. Panieńskich Skał nie prowadzi tylko do tego jaru tylko
          na górną część Wesołej Polany a potem szerokim traktem na kopiec Piłsudskiego i
          do Zoo (poradzę: skręć w prawo na końcu alei za mostkiem a nie w lewo – wszak z
          prawicowym LPR jest ci po drodze). A nawet gdyby ten szlak prowadził do
          niezdobytej skały, to od kiedy to masz prawo decydować gdzie kierować ruch
          spacerowy publiczną aleją – poprzestawiało Ci się w głowie chyba. To nie
          protestujący chcą zmieniać cokolwiek w planie – chcą zostawić tak jak było –
          tylko inwestor chce decydować gdzie ludzie mają chodzić, gdzie lubią chodzić, i
          który szlak jest najwygodniejszy.
          I> Nie mam zamiaru narzucać spacerowiczom gdzie mają chodzić, pominąwszy jeden
          szczegół, otóż nie będą chodzić po moim terenie. Nie ogranicza to dostępu do
          Lasu, i kto chce może i będzie mógł spacerować czy to malowniczym jarem, czy
          przez Polanę i w górę do kopca. Natomiast nie jest to argument mogący
          merytorycznie uzasadniać zakaz budowy zaplanowanych przez nas domów. A że
          protestujący chcą jak dotąd korzystać bez ograniczeń z cudzej własności? Mogę
          to zrozumieć, ale z pewnością nie jest do przyjęcia narzucanie prawem takiego
          stanu rzeczy.

          Mowa też jest o ochronie szczególnych wartości przyrodniczych (jakich?!) i
          kulturalnych (istniejąca restrauracja?!)
          - Widzę, że kultura to dla ciebie to knajpa a nie skansen, którego nie
          zauważasz. Poszukaj, może znajdziesz jakiegoś buraka na swojej działce.
          Dogadacie się.
          I> Na mojej działce nie ma skansenu. Nie ma na niej nic oprócz zapuszczonej
          łąki, zdezelowanego betonowego parkingu i knajpy, obenie zresztą też częściowo
          zniszczonej. Nie ma ani jednego drzewa (są już na działkach sąsiednich), ani
          zabytków (skansen jest o kilka działek dalej) ani cennych okazów przyrody.
          Dlatego właśnie ta argumentacja jest nic nie warta.

          oraz o położeniu w sąsiedztwie rezerwatu i skansenu z kościółkiem. Znów chyba
          to nie tak? Dlaczego restauracja z wyszynkiem jest lepszym sąsiedztwem dla
          kościoła niż domy mieszkalne? Zaś istniejąca zabudowa (w którą klinem wbija się
          nasz teren)
          - wasze działki razem tworzą kwadrat (sam pisałes to kilka linijek temu) o boku
          75 m – to gdzie tu klin??? Ratujcie mnie przed głupotą – jak możne istniejć
          kwadratowa działka, do której coś się wbiło klinem??? (może Ci się klin z
          kielnią pomylił?)
          I> Sama działka istotnie nie jest regularnym kwadratem (lekko się zwęża od
          Kasztanowej w kierunku Lasu) ale pisałem o tym, że jest ostrzem znacznie
          większego klina wbitego w tym miejscu w szeroki, sięgający o wiele bliżej Lasu
          pas zabudowy.

          sięga o wiele bliżej od planowanej przez nas nie tylko Lasku ale i rezerwatu i
          kościoła. Co do kościoła zresztą, to śpieszę donieść, że znam w Krakowie
          miejsca, gdzie kościoły mają z domami mieszkalnymi nawet wspólne ściany o
          najbliższym sąsiedztwie nie wspominając! Podsumowując argumenty są słabe, w
          większości po prostu wymyślone. A przecież, żeby ograniczyć podstawowe prawo –
          prawo własności – trzeba solidnych argumentów. Żeby bardzo je ograniczyć trzeba
          BARDZO solidnych argumentów.
          - znowu pomyłka: nie ogranicza się tu żadnego prawa własności, tylko ZACHOWUJE
          takie prawa jakich byłeś świadomy w momencie kupna. Twoje działki są/będą
          naprawdę dużo warte dopiero po decyzji Radnych i dlatego właśnie sprawa
          wszystkim wydaje się tak podejrzana – dlaczego Rada sprezentowała ci tereny
          budowlane na miejscu terenów rekreacyjnych?
          I> Kwestię statusu działek wyjaśniałem już powyżej. Nie oczekuję żadnego
          prezentu, jedynie traktowania na równi z innymi właścicielami działek w tej
          okolicy. Oni (Wy?) zbudowali tam sobie domy i tego samego chcemy i my. Tylko
          tyle. A że próbujecie sobie przywłaszczyć naszą własność i zrobić z niej tereny
          rekreacyjne to już wasz problem. Charakterystyczne, że nie wystąpiliście do
          Rady z petycją o wykup terenu i przekazanie go na cele rekreacyjne. Nie,
          uważacie, że macie prawo rozporządzać naszą własnościa w trybie
          administracyjnym. Jak już pisałem ciekaw jestem, jak byście się zachowali,
          gdyby podobne pomysły ktoś miał w stosunku do waszej własności. Pytam
          oczywiście retorycznie...
      • epimeteusz Bloki na Wesołej polanie cd 02.03.04, 00:46
        Drugim argumentem jest konieczność zachowania „głównego traktu spacerowego Woli
        Justowskiej, wiodącego do rezerwatu Panieńskie Skały” z którego „korzystają
        tysiące mieszkańców”. Znów jakby nie tak... Ani nie jest to główny szlak, ani
        tysiące spacerowiczów z niego nie korzystają, a co najważniejsze szlak biegnie
        zamienioną w deptak al. Panieńskie Skały
        - wiem, ze jestes miastowy od niedawna i nie wiesz, że Panieńskich Skał nie
        jest zmieniona w deptak, tylko od początku istenienia na tym odcinku była
        deptakiem i dlatego wybaczam takie głupoty. Ale powiedz, czy w swojej krótkiej
        karierze bycia człowiekiem miastowym znalazłeś już jakieś inne dobre dojście do
        Lasku od strony miasta poza płatnym wjazdem drogą asfaltową do zoo?

        i oczywiście nikt nie zamierza go
        zamykać. Owszem wychodząc naprzeciw zamierzamy zabudowę usytuować wzdłuż
        przeciwległej (zachodniej) krawędzi terenu, tak aby spacerowicze szli wzdłuż
        zielonych ogrodów. Oczywiście wszystko to, przypomnę, na długości
        kilkudziesięciu metrów, bo taka jest długość krawędzi działki, dalej pozostnie
        otwarta przestrzeń ciągnąca się aż do lasu. Inna sprawa, że kierowanie
        wzmożonego ruchu turystycznego do rezerwatu mającego charakter dzikiego jaru
        wydaje mi się co najmniej dyskusyjnym pomysłem na ochronę przyrody...
        - kupiłeś a nigdy tam chyba nie byłeś! Ok., nie będę się denerwował bo przecież
        ty miastowy od niedawna. Panieńskich Skał nie prowadzi tylko do tego jaru tylko
        na górną część Wesołej Polany a potem szerokim traktem na kopiec Piłsudskiego i
        do Zoo (poradzę: skręć w prawo na końcu alei za mostkiem a nie w lewo – wszak z
        prawicowym LPR jest ci po drodze). A nawet gdyby ten szlak prowadził do
        niezdobytej skały, to od kiedy to masz prawo decydować gdzie kierować ruch
        spacerowy publiczną aleją – poprzestawiało Ci się w głowie chyba. To nie
        protestujący chcą zmieniać cokolwiek w planie – chcą zostawić tak jak było –
        tylko inwestor chce decydować gdzie ludzie mają chodzić, gdzie lubią chodzić, i
        który szlak jest najwygodniejszy.

        Mowa też jest o ochronie szczególnych wartości przyrodniczych (jakich?!) i
        kulturalnych (istniejąca restrauracja?!)
        - Widzę, że kultura to dla ciebie to knajpa a nie skansen, którego nie
        zauważasz. Poszukaj, może znajdziesz jakiegoś buraka na swojej działce.
        Dogadacie się.

        oraz o położeniu w sąsiedztwie
        rezerwatu i skansenu z kościółkiem. Znów chyba to nie tak? Dlaczego restauracja
        z wyszynkiem jest lepszym sąsiedztwem dla kościoła niż domy mieszkalne? Zaś
        istniejąca zabudowa (w którą klinem wbija się nasz teren)
        - wasze działki razem tworzą kwadrat (sam pisałes to kilka linijek temu) o boku
        75 m – to gdzie tu klin??? Ratujcie mnie przed głupotą – jak możne istniejć
        kwadratowa działka, do której coś się wbiło klinem??? (może Ci się klin z
        kielnią pomylił?)

        sięga o wiele bliżej
        od planowanej przez nas nie tylko Lasku ale i rezerwatu i kościoła. Co do
        kościoła zresztą, to śpieszę donieść, że znam w Krakowie miejsca, gdzie
        kościoły mają z domami mieszkalnymi nawet wspólne ściany o najbliższym
        sąsiedztwie nie wspominając!
        Podsumowując argumenty są słabe, w większości po prostu wymyślone. A przecież,
        żeby ograniczyć podstawowe prawo – prawo własności – trzeba solidnych
        argumentów. Żeby bardzo je ograniczyć trzeba BARDZO solidnych argumentów.
        - znowu pomyłka: nie ogranicza się tu żadnego prawa własności, tylko ZACHOWUJE
        takie prawa jakich byłeś świadomy w momencie kupna. Twoje działki są/będą
        naprawdę dużo warte dopiero po decyzji Radnych i dlatego właśnie sprawa
        wszystkim wydaje się tak podejrzana – dlaczego Rada sprezentowała ci tereny
        budowlane na miejscu terenów rekreacyjnych?
    • Gość: antysnob Zabudować Wole I basta !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.04, 13:47
      MARTINA

      Oglądając ten projekt po raz pierwszy możemy odnieść wrażenie, że jest
      za mały, jak na wyobrażenie o naszym domu. Nic bardziej mylnego, to właśnie ten
      dom daje możliwości, o jakich każdy marzy, czyli szansę na powiększenie w
      przyszłości. Przede wszystkim, należy przyjrzeć się rozplanowaniu pomieszczeń,
      układ wręcz podręcznikowy. Idealnie rozdzielona cześć nocna od dziennej. Nasze
      pociechy będą mogły spokojnie spać, kiedy my będziemy przyjmować gości w naszym
      salonie, o całkiem sporych wymiarach. Kuchnia, z oknem na drogę, pozwala
      gospodyni na obserwację tego co się dzieje przed domem. Dużą zaletą projektu
      jest to, że jadalnia została włączona w strefę kuchni, a nie pokoju dziennego,
      zawsze to więcej przestrzeni w samej kuchni. Pozostaje więc pytanie, co jeszcze
      można zrobić z naszym domem, aby go ulepszyć ?
      Pierwszy etap zmian, to takie, które nie naruszają układu konstrukcyjnego.
      Zastanówmy się nad powiększeniem łazienki. Pomieszczenie gospodarcze zawsze
      jest potrzebne, ale czy nie lepiej mieć większą łazienkę? Jeśli w naszym
      pomieszczeniu planujemy kotłownię na gaz, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby
      została ona wchłonięta przez łazienkę. Jeśli jednak, będzie to kotłownia na
      paliwo stałe, niezbędne jest aby było to wydzielone pomieszczenie, Drugą zmianą
      może być likwidacja ścianki działowej między kuchnią a przedpokojem. Drobna
      zmiana, a pozwoli otrzymać naprawdę dużo więcej przestrzeni. I jeszcze jeden
      szczegół, zapomniany, ale przeżywający obecnie swój renesans. Ganek, czy też
      weranda. Zadaszone wejście do naszego domu, aż się prosi, aby go przeszklić.
      Nie ma nic milszego, niż kwiaty witające nas od progu w naszym domu. Pozwoli to
      na dalsze zmiany, czyli likwidacje ściany z drzwiami między wiatrołapem a
      przedpokojem. Można jeszcze dokonać powiększenia sypialni rodziców, kosztem
      pokoju dziennego, możemy w ten sposób zyskać około trzech metrów kwadratowych
      więcej. I to właściwie na tyle, jeśli chodzi o zmiany, których możemy dokonać
      sami w trakcie budowy, do dalszych zmian, niezbędny już jest architekt z
      konstruktorem. Zastanówmy się teraz, co chcemy zyskać ! Myślę, że pierwszym
      Państwa życzeniem, będzie dobudowa dodatkowego pokoju dla rozrastającej się
      rodziny, lub dla często odwiedzających nas gości. I tu najlepszym rozwiązaniem
      będzie połączenie tej rozbudowy z garażem. Zmian jest stosunkowo prosta. Wzdłóż
      ściany bez okien dostawiamy na całej długości moduł o szerokości trzech i pół
      metra. Przesuwamy łazienkę, likwidując pom gospodarcze. Powstanie w ten sposób
      korytarz który doprowadzi nas do nowo powstałej sypialnii. Pomieszczenie
      gospodarce, znajdzie dla siebie miejsce w garażu, a my zyskamy dodatkowy pokój
      o wymiarach 3,1 na 4,5 m. Zmiana ta, niesie za sobą również przekonstruowanie
      dachu. Jeśli już o nim mowa, to należy pamiętać, że zawsze istnieje możliwość
      adaptacji poddasza, wymaga to tylko wygospodarowania miejsca na klatkę
      schodową. Drugi etap naszej rozbudowy możemy odłożyć w planach na później.
      Należałoby jednak przewidzieć już teraz taką zmianę, przygotować przynajmniej
      fragmenty fundamentów pod dalszą rozbudowę i nanieść zmiany w projekcie już na
      pierwszym etapie budowy. Uciekniemy na przyszłość wszystkich spraw formalno
      prawnych i ponownego pozwolenia na budowę.

      POLINO

      Ten projekt jest doskonałym dowodem na to, że mała działka wcale nie
      oznacza małego nie funkcjonalnego domu !










      Podzielam zdanie inwestorów. Obecni mieszkańcy zachowują się jak za najlepszych
      czasów komuny !!!! Ta łączka jest nasza i koniec. Nikomu na nią nie wolno
      wchodzić. A ciekawy jestem, czy zasuwając z saneczkami, pytają się, czy wolno
      wejść na czyjś teren prywatny ??? Z jednej strony poetyckie opisy rosy trawie,
      kobieto daj spokój... . Pierwotni mieszkańcy, też bzdura. Przecież wola to była
      najgorsza wieś pod Krakowem..., zaludniona tuż przed wojną, a pałac Decjusza
      był przez kilkaset lat jedynym murowanym obiektem na Woli !!!! Więc każdy ma
      prawo tam budować i po roku czuć się jak SWÓJ !!!!!
      Jeszcze raz popieram moje zdanie, Wola Justowska musi stać się osiedlem domów
      jednorodzinnych, nie można na niej blokować zabudowy, Oczywiście w pełni się
      zgadzam, że nie należy wycinać lasu Wolskiego, czy stawiać domów w parku pod
      willą Decjusza, ale jeśli ktoś ma o tym decydować to niech to będzie ARCHITEKT
      I URBANISTA !!!! a nie nie wykształcony w tej dziedzinie AUTOCHTON, który
      zawsze będzie się kierował swoim dobrem. Mieszkańcy woli nie różnią się niczym
      od osób blokujących monary autostrady itp. Czemu nie widzicie śmietników
      dookoła waszych domów, czemu nie widzicie dziurawej ulicy, nieświecących
      latarni, w starym syfie jest wam dobrze, ale czegoś nowego w ŻYCIU !!!!, Czemu
      nie spróbujecie rozmawiać z inwestorem, zresztą to na tym etapie chyba za
      późno. Swoją drogą, jeśli to prawda z tymi blokami to rzeczywiście skandal. Do
      dziś nie mogę patrzeć się na to co zbudował DOCTOR Q, Nowa Huta, tyle że
      jeszcze nie przybrudzona.
      Uważam , tak na koniec, że trudno, taki los Woli, stać się bogatą dzielnicą
      Krakowa, to chyba raczej wyróżnienie. Więc należy ściągać bogatych inwestorów,
      a od miasta żądać, aby główna ulica woli Jadwigi, nie wyglądała jak przejazd
      przez PROSZOWICE, bo tak wygląda. Niech zrobią z niej aleję, a zabudowana
      łączka przestanie wam przeszkadzać, a na saneczki zawsze się znajdzie miejsce.
      Mam pytanie do inwestora, czy te jego pięć domków będzie projektowane przez
      kogoś, kto chociaż raz widział Kraków na oczy..., a nie jakiegoś dziadka z nie
      wiadomo skąd, który zrobi projekt TANIO . tego przypilnować należy, że jeśli
      juz na coś się gapić, to niech to chociaż wygląda !!!
      • blue.angel Re: Zabudować Wole I basta !!! 02.03.04, 16:59
        Gość portalu: antysnob napisał(a):

        >
        >
        >
        > Podzielam zdanie inwestorów. Obecni mieszkańcy zachowują się jak za
        najlepszych
        > czasów komuny !!!!

        Za najlepszych czasów komuny nikt tam nie chciał nic budować!!! NAWET komuniści
        uszanowali to miejsce!

        Ta łączka jest nasza i koniec. Nikomu na nią nie wolno
        > wchodzić. A ciekawy jestem, czy zasuwając z saneczkami, pytają się, czy wolno
        > wejść na czyjś teren prywatny ???

        Nie nasza. Nie pisze, że nikomu na nia nie wolno wchodzic, niech sobie wchodza,
        nie widzisz roznicy miedzy wejsciem a budowaniem osiedla?? Mieszkańcy woli maja
        swoje ogrody, ale masa spacerowiczów i narciarzy przyjeżdża z całego Krakowa.
        na wczorajszym zebraniu w tej sprawie sala była pełna, mieszkańcy Woli
        stanowili jakieś 3/4, a reszta przyjechała specjalnie z tej okazji - żeby
        zaprotestować.
        A o prywatnym właścicielu, mój drogi, zrobiło się głośno jakieś 2, może 3
        miesiące temu.

        > Przecież wola to była
        > najgorsza wieś pod Krakowem..., zaludniona tuż przed wojną, a pałac Decjusza
        > był przez kilkaset lat jedynym murowanym obiektem na Woli !!!! Więc każdy ma
        > prawo tam budować i po roku czuć się jak SWÓJ !!!!!

        W takim razie nie fascynują Cię te tłumy paranoicznie bogatych ludzi, którzy
        koniecznie chcą wystawiać swoje domy właśnie na tej najgorszej wsi pod
        Krakowem? Pamiętam, jak mój sąsiad z naprzeciwka hodował kury, i naprawde,
        wolałabym zeby Wola pozostala wlasnie taka. Bo teraz wracajac do domu, musze
        przemykac pod murami i czuje sie naprawde jak w betonowej dżungli. Bo każy
        możliwy skrawek zieleni jest zabudowywany domem, z pozostawieniem 2metrowego
        pasa wokół, a potem ogradzany murem. I to jest właśnie ta dzielnica 'ogrodowa',
        którą tak sie wszyscy zachwycają.

        > Jeszcze raz popieram moje zdanie, Wola Justowska musi stać się osiedlem domów
        > jednorodzinnych, nie można na niej blokować zabudowy, Oczywiście w pełni się
        > zgadzam, że nie należy wycinać lasu Wolskiego, czy stawiać domów w parku pod
        > willą Decjusza,

        Nie w otulinie rezerwatu przyrody i skansenu. Nie protestuje przeciwko
        zabudowie pojedynczych, budowlanych dzialek pomiędzy domami, ale z Wesołą
        Polaną sprawa wyglada zupełnie inaczej.

        >ale jeśli ktoś ma o tym decydować to niech to będzie ARCHITEKT
        > I URBANISTA !!!! a nie nie wykształcony w tej dziedzinie AUTOCHTON, który
        > zawsze będzie się kierował swoim dobrem.

        Otóż, mój drogi, przeciw, oprócz mieszkańców Krakowa, jest także prezydent,
        Wydział Gospodarki Komunalnej, Oddział Ochrony Zabytków Wydziału Kultury i
        Dziedzictwa Narodowego, Zespół Jurajskich Parków Krajobrazowych, Wojewódzki
        Konserwator Przyrody, Małopolski Wojewódzki Konserwator Zabytków, oraz Miejska
        Komisja Urbanistyczna. A nie tylko autochtoni, kierujący się dobrem społecznym
        zresztą, a nie swoim.

        Mieszkańcy woli nie różnią się niczym
        > od osób blokujących monary autostrady itp. Czemu nie widzicie śmietników
        > dookoła waszych domów, czemu nie widzicie dziurawej ulicy, nieświecących
        > latarni, w starym syfie jest wam dobrze, ale czegoś nowego w ŻYCIU !!!!

        Różnią się, oczywiście, ale tego nie dostrzegasz. Co Ci mieszkańcy poradzą na
        dziurawą ulicę? Nieświecącą latarnię? Od takich rzeczy nie są mieszkańcy, tylko
        jakieś słuzby miejskie, prawda? Śmietniku przed domem nie mam i nie zauważyłam
        żeby ktoś tu miał, śmieci na ulicy owszem często leżą, bo kosza na śmieci nie
        uświadczysz. To kwestia kultury osobistej, a raczej jej braku, i nie powinieneś
        mieć tu pretensji do mieszkańców - nie widzę zwiazku.

        , Czemu
        > nie spróbujecie rozmawiać z inwestorem, zresztą to na tym etapie chyba za
        > późno. Swoją drogą, jeśli to prawda z tymi blokami to rzeczywiście skandal.
        Do
        > dziś nie mogę patrzeć się na to co zbudował DOCTOR Q, Nowa Huta, tyle że
        > jeszcze nie przybrudzona.

        Rozmawiać z inwestorem? Po co? do niego nie docieraja nasze argumenty, do nas
        jego. Z blokami to prawda, tłumaczy się teraz że to taka prowokacja była.
        A domów jednorodzinnych się tu ostatnio nie buduje - tylko bloki, nazywane w
        projektach 'willami', szeregówki (niektóre mieszkania, droższe, z 'ogródkiem' -
        1*2m), albo koszmarki w stylu przeszklonej trumny:/

        > Uważam , tak na koniec, że trudno, taki los Woli, stać się bogatą dzielnicą
        > Krakowa, to chyba raczej wyróżnienie.

        Z punktu widzenia normalnych, starych mieszkańców - absolutnie nie. Wiesz jak
        ludzie na mnie patrzą, jak mówię, skąd jestem?? Muszę się od razu tłumaczyć, że
        wcale nie jestem bogata, a wręcz przeciwnie, bo moja rodzina sprowadziała sie
        tu 30 lat temu, a nie ostatnio, i wtedy wszystko wyglądało inaczej.

        >Więc należy ściągać bogatych inwestorów,
        > a od miasta żądać, aby główna ulica woli Jadwigi, nie wyglądała jak przejazd
        > przez PROSZOWICE, bo tak wygląda. Niech zrobią z niej aleję,

        Uważasz że bogaty inwestor zrobi ładnie? No co Ty? Będzie natomiast miał kasę
        na łapówki. Nie wiem jak zrobić aleję z Królowej Jadwigi, bo i tak jest za
        wąska już teraz, a poszerzyć się jej nie da, bo trzeba by wyciąć drzew. Wtedy
        to nie będzie aleja.

        a zabudowana
        > łączka przestanie wam przeszkadzać, a na saneczki zawsze się znajdzie miejsce.

        No nie wiem gdzie. W lesie trudno, nie dość że rezerwat, to jeszcze drzewa są.
        Dziwnym zbiegiem okoliczności... A łąk podleśnych nie ma, bo zabudowane.


        > Mam pytanie do inwestora, czy te jego pięć domków będzie projektowane przez
        > kogoś, kto chociaż raz widział Kraków na oczy..., a nie jakiegoś dziadka z
        nie
        > wiadomo skąd, który zrobi projekt TANIO . tego przypilnować należy, że jeśli
        > juz na coś się gapić, to niech to chociaż wygląda !!!

        Loegler projektował bloczki. Sam widziałeś, jak wyglądały. nie wiem kto miałby
        projektować domki, ale pewnie będą równie obrzydliwe, za to 'nowoczesne' w złym
        tego słowa znaczeniu. Zresztą jak ostatnio zobaczyłam, w czym mieszka Loegler,
        to zwątpiłam :/
        blue
        • Gość: Inwestor prawda i... prawie prawda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 03:52
          Prawda, że specjalnie zwołanym spotkaniu pojawiło się ze sto osób. Co biorąc
          pod uwagę jak absurdalne wersje kolportowane są w plotkach a powtarzane w
          niektórych publikacjach nie powinno dziwić. Sala owszem, byla pełna, bo...
          nieduża. Sęk w tym, że bycie na spotkaniu nie oznacza akceptacji waszych
          poglądów, szczególnie w ich ortodoksyjnym, „fundamentalistycznym” wydaniu.
          Daleko nie szukając, i ja tam byłem, ale nawet nie pozwolono mi zabrać głosu.
          Głos mieli tylko prowodyrzy tej rozwydrzonej tłuszczy. Ich wypowiedzi,
          cokolwiek by bełkotali kwitowane były oklaskami. Próby polemiki nawet w
          przypadku jednego z zaproszonych radnych przerywano od razu gwizdami i
          tupaniem. Skoro tak potraktowano zaproszonego gościa, to czy można się dziwić,
          że nikt z sali nie wyrywał się z krytyką jedynie słusznych poglądów? Ot, radni
          z dzielnicy VII, którzy zwietrzyli okazję do zbicia kapitału politycznego na
          głośnym temacie zrobili sobie spotkanie wyborcze. Najzabawniejsze, że jeżeli
          wyniki głosowania opublikowane w internecie są prawdziwe, to niektórzy z nich,
          jakby to powiedzieć, nieco rozminęli się z prawdą w kwestii głosowania.
          Nie samo spotkanie było wszak ważne, a to, że stanowi przepustkę do mediów. O
          ile bowiem kilkadziesiąt niezadowolonych i protestujących (poniekąd etatowo
          zresztą) mieszkańców nie jest w stanie terroryzować rady bez mała milionowego
          miasta, to obawiam się że nawet jednostki, ale wrzeszczące przez tubę mediów
          owszem, mogą.
    • stalynick Beiersdorf na prezydenta 01.03.04, 23:41
      j.w.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka