Dodaj do ulubionych

Nie takie rajtki straszne

IP: *.chello.pl 25.09.10, 11:15
zabawne są te historie z różnymi nazwami tej samej rzeczy w rożnych regionach - mieszkam juz 17 lat w Krakowie gdy pewnego razu moja mama pochodząca ze Śląska chciała kupić taki przyrząd kuchenny zwany mątewką zapytała się czy mają ferlok (tak na to mówi się na Śląsku) mama była pewna, że ją zrozumieją, musiała dokładnie opisywać o co jej chodzi niby tak niedaleko ze Śląska do Kraka :) a są zabawne różnice - mnie osobiście koledzy w pracy poprawiali, że idę na pole :) a nie na dwór :). pozdrawiam serdecznie
Obserwuj wątek
    • Gość: Krakers idze idze bajoku nie dajże, ino dEjże IP: *.chello.pl 25.09.10, 11:31
      bedzie mi tu pitolił gupoty
      • Gość: lamka Chojdże, idż, deże draże IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 07:14
        .
        • framberg Re: Na dwór nie od dworu 26.09.10, 09:51
          Na dwór nie od dworu się bierze lecz od drzwi. Na dwór, czy za dźwierze, na zewnątrz za dwooza
          • Gość: git Re: Na dwór nie od dworu IP: *.zax.pl 26.09.10, 12:01
            regionalizmy krakowskie i galicyjskie (w nawiasach ogólnopolskie znaczenie):

            fest (mocno)
            ino (tylko)
            cumel (smoczek)
            żołądź/żołędź (trefl)
            jupek/dupek (walet)
            kanka (podłuzne metalowe naczynie na mleko, kompot )
            flaszka (butelka)
            kumy, krzestni
            kostka (ćwiartka masła)
            szczapa (drzazga)
            lubieć (lubić)
            bramka (furtka)
            stopki (korki elektryczne)
            omasta (okrasa)
            cycki [wiadomo :)]
            pineski
            jadzi się (ropieje)
            zmarł (umarł)
            kaflarz (zdun)
            źróbek (źrebię)
            zaglądnąć (zajrzeć)
            ostrężyna (jeżyna)
            płaszcz (palto)
            majzel (przecinak)
            róść (rosnąć)
            sznurówki
            strugaczka, zastrugaczka (temperówka)
            siadnąć, klapnąć
            andrut (wafel)
            ubierać ubranie (zakładać ubranie)
            chabazie (zarośla)
            zaświecić (np zapalić światło)
            kwaśne mleko (zsiadłe)
            fajka (papieros)
            głowizna (salceson)
            kajsik (gdzie)

            i wiele wiele innych

            wek
            chochla
            szabasnik
            wihajster
            brechtać
            dziopa
            wasserwaga
            tramwajka
            klarnet bosy
            ślichta
            rajbetka
            podomka
            gościniec
            idze wejże
            jarzyna
            kibel
            jarzyć
            krawatka
            sagan
            szlafrok
            winkiel
            kobierzyn
            łazior
            git
            ferszalung
            • Gość: tu i tam Re: Na dwór nie od dworu IP: 194.33.17.* 26.09.10, 12:37
              pl.wiktionary.org/wiki/Indeks:Polski_-_Regionalizmy_krakowskie
              • Gość: git Re: Na dwór nie od dworu IP: *.zax.pl 26.09.10, 13:26
                Wiadomo, że sam tego nie wymyśliłem:)

                Tych określeń używam na co dzień i zdziwiłem sie, że mógłbym mieć problemy z porozumieniem się w innych częściach Polski. Wielu z nas ma podobne odczucie. Teraz jak od kilku godzin szukam różnic regionalnych to oprócz śląska, najbardziej - dla osoby z Galicji - niezrozumiałym będzie poznaniak.

                Piszę tu o soft różnicach w posługiwaniu sie językiem, nie dotyczy to hard różnicy jaka występuje między zakopiańskimi góralami i Kaszubami).
              • Gość: fliziarz z flaszką Re: Na dwór nie od dworu IP: *.hsd1.in.comcast.net 09.10.10, 17:27
                #

                jagoda, bot. typ owocu mięsistego, z dużą liczbą nasion wewnątrz owocu;
                #

                jagoda, bot. nieprawidłowa, potoczna nazwa owocu i krzewinki z rodzaju borówka (czarna).

                To z encyklopedii PWN. Czy się to komuś podoba czy nie, jest to oficjalna polska encyklopedia i nie można powiedzieć, ze być może definicje napisał jakiś (krakowski) amator pasjonat - takie zarzuty są wysuwane przeciw Wikii. O ile inne słowa t często regionalizmy małopolskie, to Borówka jest nazwą poprawną i encyklopedyczną (w książkach z ogrodnictwa też) a JAGODA JEST NAZWĄ NIEPOPRAWNĄ I REGIONALNĄ. Przyjmijcie to wiec, że mamy w Krakowie w wypadku tego słowa rację. O ile chodzi o winkle, cwibaki, piszingery wihajstry, flizy itp to są to regionalizmy poaustriackie - spolszczone niemieckie (ale z odmiany austriackiej) słowa ( inne niż w zaborze pruskim). A inne typu zastrugaczki (co jest chyba logiczne) i reszta to często starsze słowa polskie, historycznie bliższe literackiemu polskiemu z czasów gdy jego forma była oparta głownie na małopolskim dialekcie gdyż stolica była w Krakowie, choć i w XIX wieku (zwłaszcza drugiej połowie gdy Rosjanie i Prusacy niszczyli polskie szkolnictwo a Austriacy dawali coraz większą wolność edukacji po polsku), jako że tylko w Galicji swobodnie działały polskie uniwersytety, język"poprawny' był pod dużym wplywem małopolskich regionalizmów. podsumowując - wiele słów z tej listy to krakowskie regionalizmy (choć często są to poprawne i dawniej dominujące słowa poprawnej polszczyzny) ALE BORÓWKA JEST JAK NAJBARDZIEJ POPRAWNYM SŁOWEM A JAGODA JEST REGIONALIZMEM.
            • Gość: ślązaczka Re: Na dwór nie od dworu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 15:20
              Iiiiii, ale mi Krakowskie! U nas w Katowicach 3/4 albo i 7/8 ;-) całej tej litanii funkcjonuj odkąd sięgam pamięcią...
            • Gość: pyra Re: Na dwór nie od dworu - lista slow IP: 89.127.232.* 26.09.10, 15:31
              Te Krakusy to mysla, ze wszystko kreci sie kolo nich...
              W Pyrlandii 1/3 tych slow (28/61) tez jest uzywana na codzien.

              A jesli chodzi "plytki" to mowimy: "kafelki" na te na podlodze i na scianach
              • Gość: pyra Re: Na dwór nie od dworu - lista slow IP: 89.127.232.* 26.09.10, 15:31
                Aha i "rajtki" to tez mowimy
              • Gość: git Re: Na dwór nie od dworu - lista slow IP: *.zax.pl 26.09.10, 16:17
                To co pochodzi z zaborów pruskiego i austriackiego, to wiadomo, że poniemieckie jezykowo. Chociaż niemiecki z Austro-Węgier inaczej zmieniał nasz język niż w pruskim zaborze. A Kongresówka i całe ziemie wschodnie to jeszcze inna bajka i dla nich Galicja, może być takim mega dziwakiem językowym.
              • Gość: krakós Re: Na dwór nie od dworu - lista slow IP: *.chello.pl 27.09.10, 19:01
                płytki? kafelki? przecież to są flizy...
              • Gość: Heike Re: Na dwór nie od dworu - lista slow IP: *.ghnet.pl 12.10.10, 10:18
                W pyrlandii na podłodze masz terakotę
            • Gość: klarnet bosy Re: Na dwór nie od dworu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 21:16
              No chyba nie wszystko się zgadza. Weźmy na przykład takie cycki, które są ogólnopolskie (wiadomo), czy wręcz ogólnoludzkie.
              • Gość: ślązak cycki są niemieckie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 21:38
                polskie są piersi
            • Gość: eMJay Re: Na dwór nie od dworu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.10, 07:47
              szczapa to nie drzazga
              • Gość: eeeee Re: Na dwór nie od dworu IP: *.med.nyu.edu 23.10.10, 06:22
                dokladnie
                szczapa to kawalek drewna
                a drzazga po krakowsku to po prostu drzazga
          • Gość: basia Re: Na dwór nie od dworu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.10, 13:11

            na dwór to z rosyjskiego wa dwor(kiedyś zabór rosyjski),ale lepsze krakowskie na polu niż warszawskie na dworzu
      • minerwamcg Re: idze idze bajoku nie dajże, ino dEjże 26.09.10, 14:09
        Nie tylko dejże, ale wręcz dyjże, w wymowie niestarannej dyże. Heneeek, dyże mi tu majzel, klarnecie bosyy!
      • Gość: Smok_Wawelski przy takim zalewie przyjezdnego buractwa IP: *.centertel.pl 26.09.10, 20:01
        i tak niedługo nie będzie problemu, bo naszym dialektem będzie się porozumiewać zaledwie z 5% mieszkańców rodu Kraka.
        • Gość: momo Re: przy takim zalewie przyjezdnego buractwa IP: *.182.64.69.nat.umts.dynamic.eranet.pl 27.09.10, 07:18
          Masz rację Smoku. Zaleją nas i utopią ci "nowi mieszczanie".
      • Gość: look7 Ja też mieszkam w Galicji IP: 80.51.108.* 26.09.10, 22:48
        na Rzeszowszczyźnie na południu tejże krainy i u nas mówi się podobnie jak w Krakowie: idziemy na pole, strugaczka, dejże, poszedłżem, zróbże - dodajemy do niektórych słów końcówki -że -żem. Miałem, mam kontakty z osobami z innych regionów Polski: Warszawa, Wielkopolska (Poznań, Piła), Górny- Dolny Śląsk i czasami niemoge zrozumieć tych ludzi, osób, przyjaciół szczególnie trudno na początku było mi zrozumieć Ślązoków.Dalej jak spotykam się z kolegami, koleżankami ze Śląska to niektórych wypowiadanych przez nich słów nie rozumie.
        • Gość: ślązak bo Język Śląski to odrębny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 23:04
          język od polskiego.
        • Gość: fliziarz z flaszką Re: Ja też mieszkam w Galicji IP: *.hsd1.in.comcast.net 09.10.10, 16:38
          Krakowskie słownictwo, nie jest wyłącznie krakowskie. Śmieszy mnie jak ktoś spoza Galicji traktuje moje "krakowskie" nawyki językowe jako jakiś prowincjonalizm. Z 80% albo i więcej tych nawyków językowych można spotkać w innych całkiem sporych miastach Polski południowej i to od Rzeszowa, poprzez Tarnów, oczywiście Kraków aż do Bielska, które jest na śląsku (Biała była jeszcze w obrębie historycznej małopolski a w Bielsku i tak dominowali przez stulecia niemieckojęzyczni). Formy typu na pole powinny być uznane oficjalnie jako dopuszczalne i poprawne a nie żaden regionalizm. Na dwór to też regionalizm. Poprawnie i neutralnie to jest na zewnątrz, więc jakim prawem regionalizmy (a nie neutralne słowa) mazowieckie, prorosyjskie mają być "poprawne" a nasze regionalne? Na zasadzie dominacji stolicy? Przenieście stolice do Zakopanego a okaże się za 30 lat ze regionalizmy podhalańskie staną się poprawna polszczyzną. Język narodowy "poprawny" to regionalny język poparty armią i siedziba rządu oraz tym gdzie siedzibę mają media, nie ma to nic wspólnego z poprawnością wynikającą z logiki, gramatyki itp. Taka zastrugaczka jest logicznie sensowniejszym określeniem - ołówek jest zastrugany a nie zatemperowany czy utemperowany.
          • Gość: fliziarz z flaszką Re: Ja też mieszkam w Galicji IP: *.hsd1.in.comcast.net 09.10.10, 16:45
            Miało być porosyjskie a nie prorosyjskie. A dodam jeszcze jedno słowo inaczej rozumiane w Krakowie - potargane - w Krakowie oznacza najczęściej podarte a nie zmierzwione. Miałem kiedyś dziewczynę z Warszawy, przyjechaliśmy do mojej mamy w Krakowie, akurat był wietrzny dzień, ona miała futerko (sztuczne oczywiście) z dlugim włosem i powiedziała - o ale mi się futerko potargało - na co moja mama -pokaz gdzie to Ci zeszyje ;)
          • Gość: git Re: Ja też mieszkam w Galicji IP: *.zax.pl 09.10.10, 22:06
            Dobrze prawisz, nawet jak flaszka jest pusta, a flizy krzywo położone :)

            Też mnie zastanawia, dlaczego językoznawcy nie chcą uznać regionalizmów? Dlaczego w pracach maturalnych czy zwykłych wypracowaniach na każdym szczeblu edukacji, nauczyciele tępią regionalizmy, uznając je za błędy? Jak "kolo" lub "dziopa" będą walczyć w ogólnopolskim konkursie językowym, niech piszą czystą polszczyzną. Jeżeli piszą wyprawkę w swojej szkole i na lokalny użytek, niech piszą po polsku i z regionalnym wpływem.

            Wiem, to nie przejdzie. Lobby nauczycielskie się zbuntuje. Bo jakiś cichociemny z UJ wyląduje na Pomorzu, albo z łódzkiego w Małopolsce. I problem gotowy. Zamiast odbębnić kilka godzin w szkole, trzeba będzie wziąć słownik i nauczyć się "po jakiemu oni mówią" czyli lokalna mowa w pigułce.

            Zadałeś fliziarzu ciekawy temat. Może w MEN coś się ruszy w tej kwestii? Ja jednak wątpię. W zaciszu domowym będziemy pielęgnować swoją mowę, wbrew i na pohybel urzędasom z MEN.
            • Gość: fliziarz z flaszką Re: Ja też mieszkam w Galicji IP: *.hsd1.in.comcast.net 09.10.10, 23:51
              Miałem w podstawówce (3) polonistkę która wymuszała od nas używania na dwór, ale jej to nie wyszło, a dzieci były różne, od paru menelskich, poprzez większość z typowych, normalnych rodzin (co dzisiaj nazwano by klasą średnią) do dzieci profesorów, lekarzy i prawników (było takich kilkoro) i wszyscy mówiliśmy na pole. W UK na północy np w York mają dosyć mocny regionalny akcent i nauczyciele w tamtejszych szkołach tego nie poprawiają i sami często tak mówią. Mam przyjaciółkę z tamtego regionu i nawet na uniwersytecie mówiła ze swoim północnym akcentem. W Polsce natomiast tępią regionalizmy. Rozumiem, jakieś standardy muszą być, trudno aby ktoś mówił gwarą śląską czy góralską, czy też wiejską gdzie np a zmienia się często na o (ptok) lub ch na k (kryste panie), ale naszego galicyjskiego na pole czepiać się nie powinni, bo jak już wcześniej pisałem, na dwór to tez regionalizm i jedynie na zewnątrz jest neutralne, logiczne. A co do wymowy, np ą,ę sam używam, jak większość krakusów takiej nieco niedbałej, nie jest to om czy em, ani tez o i e, takiej pomiędzy a i ą itp. Mówię też sześset lub też szejset a nie sześć set. Są to regionalizmy które powinny być akceptowane i oficjalnie uznane za poprawny wariant skoro większa część populacji na południu tak mówi bez względu na wykształcenie. Na takie samej zasadzie jak dziennikarz BBC z New Castel itp wymawia cut jako coś w rodzaju coot, (kut) zamiast "kat" (wiem, to spolszczona wymowa, ale nie mam znaków alfabetu fonetycznego). Zupełnie poprawny język polski jest sterylny i nudny, ja tam lubię trochę lokalnego kolorytu, wiadomo z umiarem ale nie dam sobie głowy wyprać oficjalnymi standardami.
              • Gość: fliziarz z flaszką Re: Ja też mieszkam w Galicji IP: *.hsd1.in.comcast.net 09.10.10, 23:55
                A, nie mam nic do gwar śląskiej czy innych, tyle, że różnią się one tak znacznie do polskiego, że ciężko je zrozumieć. Można np znać gwarę góralską ale do porozumiewania z resztą Polaków potrzebny jest najczęściej jakiś w miarę "miastowy" polski, ot choćby w wersji krakowskiej, lub bielskiej :)
        • Gość: basia Re: Ja też mieszkam w Galicji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.10, 13:26
          no i prawidłowo ta część Polski to były zabór austriacki,stad tyle germanizmów a na Sląsku to co drugie słowo.A w Warszawie rusycyzmy jak jagody,palto no i słynne na dworzu:)
      • Gość: Krakowianka Re: idze idze bajoku nie dajże, ino dEjże IP: 78.131.144.* 27.09.10, 14:42
        wejże wejże farmazonów nie gadaj hihii
        Partykuła "że" rządzi ! :) Jak to dobrze że ją mamy :)

        a tak swoją drogą uwielbiam słowo rajtki :) przez całe dzieciństwo miałam traumę że rajtki mnie gryzą :D

        Pozdro dla wszystkich wychodzących na pole !
        • pandoraxxx gryzące rajtki :] 29.09.10, 00:51
          tak, grrr... grube, za długie i grrryzły... do tej pory bywa, że "gryzą" mnie swetry, etc. i w uszach wielu znajomych takie wyrażenie brzmi b. dziwnie ;>
        • Gość: ja Re: idze idze bajoku nie dajże, ino dEjże IP: *.adsl.inetia.pl 27.12.10, 16:31
          mnie w dziecinstwie (wTarnowie) tez gryzly rajtki po nogach. Pozdrawiam.
    • Gość: WG Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.ghnet.pl 25.09.10, 11:37
      muszę to wiedzieć...czy autobus mi zdupcył to jest typowo krakowskie/małopolskie?

      tudzież wdupcyć komuś...
      • Gość: apud Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.net.autocom.pl 25.09.10, 11:49
        "Zdupcać" czy "wdupcyć" to raczej z Podhala. Choć np. "wydupiaj" (= odejdź stąd szybko;) czy "dupny" (= wielki) też spotyka też na Śląsku. "Dupa wołowa" jest uniwersalna, choć "stara pierdoła" brzmi lepiej:)
        • Gość: któś Re: Nie takie rajtki straszne IP: 188.33.128.* 25.09.10, 14:25
          No i tu właśnie różnica. To, co na Śląsku jest zdupione, w Krakowie jest zdupcone. Przykłady często było widać w daaawnych czasach na automatach telefonicznych na monety i żetony. Pojwaiały się na nich napisy w rodzaju "połyka" albo "zdupiony"/"zdupcony". Spotkałem się zresztą również z formą "zdupczony"/"podupczony"/"wydupczyć". Ale to nie zawsze jest takie proste: w Krakowie mozna być zadupconym - czyli mocno pijanym, na Śląsku nie mówi się o pijanym, że jest zadupiony. Jest natomiast piękne śląskie określenie tego jakże miłego stanu. Brzmi ono "ożarty". Można być po prostu ożartym, można być ożartym jak kartofel lub nawet jak stodoła. Pijak zaś to ożyrok lub łożyrok.
          • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.zax.pl 25.09.10, 22:16
            racja racja hehe
          • Gość: pm Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 12:16
            no dobrze, skoro na czarne jagody mówi się borówka, to jak się określa czerwone jagody? brusznica? tyle, że to nazwa gatunkowa, czerwonych jagód jest kilka gatunków... więc jak ogólnie?
            • Gość: tu i tam I jeszcze sa ostrężyny. IP: 194.33.17.* 26.09.10, 12:38
              :)
              • Gość: . Re: I jeszcze sa ostrężyny. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 21:21
                Nie ma ostrężyn, są ostężnice.
                • Gość: poprawka Re: I jeszcze sa ostrężyny. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 21:22
                  OSTRĘŻNICE.
            • spicy_orange Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 12:59
              nie określa się :D w życiu nie widziałam czerwonych jagód to po co mi wiedzieć jak się na to mówi? ;) u mnie na czarne jagody mówimy borówki, a te owoce co wyglądają jak maliny tyle że są czarne mówimy albo jeżyny albo czernice a ostrężyna to krzak na którym rosną jeżyny
              • pandoraxxx Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 14:39
                azaliż wżdy, widzę, że słowo czernice się pojawiło :) już w tym wątku poruszyłam kwestię owocową (borówki, brusznice, jagody, jeżyny), ale ciekawie usłyszeć, że nazwa "czernica" nieobca jest. dla mnie czernice, były zawsze czernice, jeżyny pojawiły się później (choć to też regiony południowej Polski), ostrężyny - literackie, ogólnopolskie określenie, zupełnie niedomowe ;>
              • Gość: pm Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 19:10
                hm... czerwoną jakgodą nazwałem umownie to: pl.wikipedia.org/wiki/Borówka_brusznica
                dla mnie to borówka, a takie czarne to jagoda, ew. czarna jagoda. więc jak nazywają w małopolsce te czerwone kuleczki? :D
                • spicy_orange Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 21:53
                  może ktoś odpowie bo ja to pierwsze widzę ;)
                  • Gość: Damian Fornalski Re: Nie takie rajtki straszne IP: 194.159.99.* 27.09.10, 16:01
                    No przeesz ze brusznica. Rosnie chyba w Skandynawii, na Mazowszu i w ogole na polnocy, tez w Krakowie rzadko widywalem.
                • Gość: megas Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.10, 16:57
                  jagody - na odwrót
                • Gość: Neith Re: Nie takie rajtki straszne IP: 57.66.197.* 27.09.10, 20:27
                  Odkąd pamiętam, w mojej rodzinie (okolice Krakowa), czerwone "jagody" zwane są borówkami, natomiast czarne zwane są po prostu jagodami. Ale u mnie też się mówi "faworki", a nie "chrust". No i nie "zastrugiwaczka", tylko "zastrużka"!
                  A teraz idę na pole, na fajkę, o!
                  • Gość: fliziarz z flaszką Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.hsd1.in.comcast.net 09.10.10, 17:00
                    Pewnie twoja rodzina jest napływowa i ma przyzwyczajenie z innych regionów Polski. W mojej nikt się nie odważy powiedzieć jagody bo od razu będzie ochrzaniony/a przez resztę ;)
                  • Gość: dsa Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.chello.pl 10.10.10, 00:23
                    Muszę Cię zmartwić. Jesteś z rodziny napływowej i to raczej nie z południa :)
                    Jeszcze jagody można by wybaczyć, ale temperówke!?
                • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.zax.pl 28.09.10, 21:31
                  W Beskidzie Wyspowym na czarną mówi się borówka, na czerwoną wymiennie czerwona jagoda, lub czerwona borówka.
                • Gość: fliziarz z flaszką Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.hsd1.in.comcast.net 09.10.10, 16:57
                  Tak jak w encyklopedii - brusznica, a tak zwane czarne jagody nazywamy tak jak w encyklopedii - BORÓWKA. W wypadku pierwszej używamy drugiego członu nazwy a w wypadku czarnej jagody, pierwszego członu. Proste i komunikatywne zamiast opisowej nazwy
            • Gość: juzek Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.adsl.inetia.pl 26.09.10, 19:41
              borówka - czarna
              brusznica - czerwona

            • Gość: ma_dre Re: Nie takie rajtki straszne IP: 80.12.110.* 28.09.10, 11:41
              mowi sie tak :
              jagody = czarne
              borowki = czerwone

              nie ma czerwonych jagod, czy czarnych borowek, zreszta koloru tez sie nie dodaje, skoro wiadomo ze jagody sa czarne, a borowki czerwone ;-)
              • pandoraxxx w południowej Polsze tylko borówka i brusznica 29.09.10, 23:48
                100 razy zostało już powiedziane, w regione (Małopolska, Podkarpacie), a nawet zachaczając o Czechy:

                borówka = ma czarne, granatowe jagody
                brusznica = ma czerwone jagody

                określenia jagoda nie używa się zbyt często... nie mamy więc jagodzianek, tylko drożdżówki czy placki (w sensie ciasta/ wypieki) z borówkami

                tyla rozkminy w tym temacie :)
              • Gość: fliziarz z flaszką Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.hsd1.in.comcast.net 09.10.10, 17:07
                A skąd wiadomo? Bo u was się tak mówi. Sprawdź encyklopedie to jagoda, bot. nieprawidłowa, potoczna nazwa owocu i krzewinki z rodzaju borówka (czarna). To cytat z encyklopedii PWN, nie z Wiki, żeby nie było, że się posługuje niepewnymi źródłami. encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3916308 masz link jak nie wierzysz. Jagoda, bot. typ owocu mięsistego, z dużą liczbą nasion wewnątrz owocu; też z PWN. Dalej masz wątpliwości skoro PWN (który zazwyczaj promuje mazowieckie regionalizmy jako poprawne) twierdzi, że jagoda nie jest poprawnym określeniem borówki czernicy.
            • Gość: fliziarz z flaszką Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.hsd1.in.comcast.net 09.10.10, 16:53
              Normalnie, brusznica. Jagody to są wszelkie, maliny, wilcze, truskawki (choć to pseudo jagody chyba). Dzięki krakowskiemu dialektowi łatwiej mi rozumieć czeskie słowa, słowackie a nawet chorwackie - tam jagoda ( jahoda) to truskawka a borówka ((boruvka) to to samo co u nas. Zresztą nazwa encyklopedyczna (nie tylko według Wiki, ale wersji np PWN) to Borówka brusznica i i Borówka czarna lub czernica i jest zaznaczone TZW. CZARNA JAGODA a nie na odwrót.
              • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.zax.pl 09.10.10, 22:22
                Oj kolego, czernica to czernica! PWN mnie "wali" w tej kwestii. Borówka zawsze borówką stała, jeżyna vel ostrężyna to były i są czernice! U nas nie ma czarnych borówek, one są czarne z zasady, nazywały i nazywają się zwyczajnie borówkami, bez przymiotnika czarne. A Czernice to czernice (gdzieniegdzie mówi się na nie czarne maliny).
          • Gość: freiman Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.elwico.pl 26.09.10, 16:02
            zdupcony nie, ale nadupcony to już się mówi na Śląsku określając pianego , zdupcony to zepsuty
          • Gość: e Re: Nie takie rajtki straszne IP: 83.141.106.* 26.09.10, 16:36
            mozna byc jeszcze na Slasku 'chyconym'-jeszce nie ozarty ale juz czuc :)
          • Gość: ma_dre Re: Nie takie rajtki straszne IP: 80.12.110.* 28.09.10, 11:38
            tu sie z toba nie zgodze : ożartym tak, ale nie jak stodola, jak stodola to jest sie nawalonym, nawalonym tez sie jest jak messer-shmit ;-), kto sie ze mna zgodzi?
            a "ojebalo cie ?" tez znacie? w sensie "to co mowisz znacznie mija sie z prawda?"
        • Gość: spoko Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 17:31
          "zdupcać" to uciekać i to bardzo szybko
          "wdupczyć" to komuś wpieprzyc , wlać lub nakopać do "dupy" a tak naprawdę to zbić kogoś solidnie
          • Gość: z Kazimierza takie tam dupcenie IP: *.tktelekom.pl 27.09.10, 12:02
            Uwielbiam słowo dupcyć (dupczyć) z jego odmianami ;D chyba wszystko da się nim wyrazić.

            Nadupcony (pijany) nadupcał się (naśmiewał się) z podupconego (?głupiego) gościa, któremu nadupcyli (obili go) koledzy za wdupcanie się (wtrącanie się) w ich sprawy.
      • sernik20.1 Re: Nie takie rajtki straszne 25.09.10, 12:02
        Gość portalu: WG napisał(a):

        > muszę to wiedzieć...czy autobus mi zdupcył to jest typowo krakowskie/małopolski
        > e?
        >
        > tudzież wdupcyć komuś...

        no tak dużo sie tej "dupy" używa w krakowie. tak jak napisałeś można powiedzieć.
      • Gość: ja, ty, on Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.10, 12:34
        dupcyć jest nasze, południowe, ale czy krakowskie? reszta Polski powie: dupczyć

        ale też "dupcyć" na pewno nie jest podhalańskie, tam bardziej "ryćkać"
        • politologist Re: Nie takie rajtki straszne 25.09.10, 15:20
          Gość portalu: ja, ty, on napisał(a):

          > dupcyć jest nasze, południowe, ale czy krakowskie? reszta Polski powie: dupczyć
          >
          Obie formy w Krakowie spotykam (i używam [sic!]) równie często. "Dupczysz" będzie formą grzeczniejszą, używaną bez wzburzenia lub w stosunku do osoby, której się nie zna zbyt dobrze ;) Podobnie przymiotniki Podupcony/Podupczony
          • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.zax.pl 25.09.10, 22:21
            Tak, obie formy się używa równie często.

            Ale podupcony ma wyraźnie bardziej negatywne zabarwienie (- Patrz ten kretyn jest nieźle podupcony).

            Podupczony jest wersją łagodną (znajomej osobie np mówimy podupczyło cię? - jest to zwrócenie uwagi, ale bez wyraźnej intencji obrażenia).
            • Gość: M Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.chello.pl 26.09.10, 10:55
              Ha ha ha:)
      • Gość: misha krakow Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.adsl.inetia.pl 26.09.10, 00:08
        hmmm... czasownik "dupczyć" (wersja miejska) i "dupcyć" (wersja podmiejsko-wiejska) jest czasownikiem uniwersalnym, a odpowiednim prefiksem może oznaczać wszystko... np. Ania wybiegła z domu do sklepu w pantoflach. Miała kupić borówki, wekę, kiszkę, głowiznę, zastrógaczkę i cwibaka oraz mięso na sznycle. Na polu po deszczu było mokro, a autobus zdupczył jej w ostatnim. Dziewczyna musiała zadupczać z buta, a że długo czekała na rampach, aż pociąg przejedzie i zamokły jej całe buty. Po powrocie wbiegła do domu i zrobiwszy kilka kroków, wydupczyła się na flizach targając se rajtki, upadając przydupczyła se łokciem, a zakupy rozdupczyły się po całej kuchni. Ania wiedziała, że ma przedupczone, bo mama nie pozwalała jej chodzić na pole w pantoflach. pozdrawiam :)
        • Gość: oglądnąłem Hahahha IP: 194.33.17.* 26.09.10, 08:40
          Wlasnie tak, wlasnie tak!

          Dodajmy jeszcze, ze w kregach bardziej mlodziezowych, slowo dupcyc oznacza rowniez bezinteresowna kopulacje.
          • Gość: któś W takim tazie istotne pytanie: IP: 89.108.204.* 26.09.10, 15:05
            jak określa się kopulację interesowną?
            • Gość: pani Dulska Re: W takim tazie istotne pytanie: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 21:27
              Rzecz niesłychana! TEGO się nie robi w krakowskiem.
        • pfg Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 09:24
          Gość portalu: misha krakow napisał(a):

          > wydupczyła się na flizach

          Po ścianie biegła?! Dla mnie flizy to te na ścianach, na podłodze są zwyczajne płytki.
          • Gość: płytki? Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.chello.pl 26.09.10, 10:04
            Płytki? Na podłodze jest terakota a nie płytki.
            • Gość: d Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.adsl.inetia.pl 26.09.10, 19:44
              terakota? nie ma takiego słowa...
              • Gość: ma_dre Re: Nie takie rajtki straszne IP: 80.12.110.* 28.09.10, 11:49
                treakota, to z wloskiego terra cotta, czyli doslownie "pieczona ziemia", chodzi tu o wypalana czerwona gline, z ktorej robi sie plytki, kafelki ;-)
          • Gość: richtigSLONZOK Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.dip.t-dialin.net 26.09.10, 13:21
            kachle
        • Gość: Rafa Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.in-addr.btopenworld.com 26.09.10, 11:25
          Na nogach zadupczala...
        • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.zax.pl 26.09.10, 13:30
          Misha świetny tekst, uśmiałem się... Powinni w GW to dać do druku w poniedziałek, w dziale opinie do artykułu hehe
        • Gość: wicek Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 16:56
          moim zdaniem jest duża różnica między dupcyć a dupczyć. dupCZyć używa się tylko i wyłącznie do określeń kojarzących się ze seksem, a dupCyć do całej reszty: zepsuło, wywróciło, uciekało i żeby komuś uświadomić, że nie ma racji (chyba cię podupcyło)
        • Gość: ma_dre Re: Nie takie rajtki straszne IP: 80.12.110.* 28.09.10, 11:45
          jaka tam znowu dziewczyna? dziołcha!
        • Gość: z krakowa Re: Nie takie rajtki straszne IP: 194.120.16.* 30.09.10, 13:28
          w krakowie się idzie gdzieś "na nogach", a nie "z buta", czy jak gdzie indziej "na piechotę"!
        • Gość: fliziarz z flaszką Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.hsd1.in.comcast.net 09.10.10, 17:41
          Fajny tekst, śmieszny. Muszę się jednak zgodzić, że zdupcyć i zdupczyć jak zaznaczył "git" to nie tyle wersja wiejska i miejska ale inne zabarwienie emocjonalne. Autobus się zdupcył - zepsuł sie a ale powiedziałbym ze autobus mi zdupczył- uciekł. Ja używam obydwu, wersja zdupcyć i pochodne jest wulgarniejsza, i obydwie wersje są stosowane w mieście, wiec nie zgodzę się, że forma zdupczyc jest miejska a pierwsza wiejska, choć faktem, jest, ze aby być mniej wulgarnym w mieście używa się formy drugiej częściej, ale nie da się jej użyć gdy chce się być dosadnym.
      • Gość: look7 idzie dysc idzie dysc IP: 80.51.108.* 26.09.10, 23:00
        idzie sikawica. (Czy ktoś wie co to jest sikawica?) uleje usiece, uleje usiece, uleje usiece Janickowe lica. Nie lij dyscu nie lij bo ciy tu nie trzeba obejdź góry lasy, obejdź góry lasy, obejdź góry lasy zawróćsie do nieeeeeba. A ino ze jak. Jo miyszkom w gorach, jo żem górol z Beskidu kocham ten region ludzi i naszą gwarę.
      • pandoraxxx słynne "zdupczać/ zdupcać" 29.09.10, 01:00
        co powiedział Robert Korzeniowski w szatni/ poza kamerą, kiedy bardzo szybko odpadł z "TzG"?
        -"ZDUPCYŁEM!" (takież nowinki można usłyuszeć u K. Wojewódzkiego)

        ta info dziś, w kontekście toczącej się dyskusji, mocno mnie ubawiła; zwłaszcza, że musiałam tłumaczyć współlokatorce spodWawy "o co kaman" :)

        z kontekstu odczytała, że znaczy to, mniej więcej tyle, co "zchrzaniłem", ale "dupcenie/ dupczenie" zdecydowanie inaczej się jej kojarzyło ;p

        podczas, gdy w Małopolsce rozmaite prefiksy dodane do bazy wyrażają różnorakie stany i czynności, a różnica między wymową przez "cz" (lżejszą, zmiękczoną, przyjaźniejszą) a "c" (dosadniejszą, b. obraźliwą) też już tutaj była poruszana...
      • pandoraxxx słynne "zdupczać/ zdupcać" 29.09.10, 01:28
        Co powiedział Robert Korzeniowski w szatni/ poza kamerą, kiedy odpadł bardzo szybko z programu "TzG"?
        - ZDUPCYŁEM! ;p

        takie to nowinki od K. Wojewódzkiego można usłyszeć, ale jeszcze lepsze, że musialam współlokatorce spodWawy tłumaczyc "o co kaman" ;p domysliła, że chodzi o "schrzanić" (mniej więcej), poza tym kojarzyło się jej jednoznacznie - wulgarnie... ale ile się wtedy niuansów gubi ;)

        ...zatraca się (co już było tutaj wspominane) i wymowę przez "cz" (łagodniejszą, zmiększczoną, przyjaźniejszą) lub przez "c" (dosadniejszą, bardziej obraźliwą)... i możliwość stosowania rozmaitych prefiksów pozwalających oddać stany i czynności wielorakie... ehhh, niby takie sobie słowo :)
    • Gość: ślązaczka Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.10, 12:18
      A ja się urodziłam i wychowałam w Katowicach; u nas nie mówiło się co prawda "na pole", ale chrust to był chrust, (moja teściowa mówiła "chruściki"); nakastlik, bańki - wiadomo :-);
      s t r u g a c z k a - ale: czarne jagody, borówki.
      Jedyne, co mnie strasznie wkurza to "flizy"! Nienawidzę wprost tego słowa!
      • Gość: dr Re: Nie takie rajtki straszne IP: 80.50.137.* 25.09.10, 13:16
        Dokładnie, brońmy kafelków naszych:)
        • peteen Re: Nie takie rajtki straszne 25.09.10, 13:39
          czego???
          FLIZY - wyłącznie
        • politologist Re: Nie takie rajtki straszne 25.09.10, 15:17
          Gość portalu: dr napisał(a):

          > Dokładnie, brońmy kafelków naszych:)

          A co to są "kafelki"??? Małe kafle do "piecyka kafelfkowego"? ;P
          • Gość: mama Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.10, 18:09
            Kafelki to dokładnie to samo co flizy, tylko po polsku a nie po niemiecku!
            • prof.dr.wiktor.kuppelweisser Re: Nie takie rajtki straszne 25.09.10, 21:01
              Kafel to też germanizm ("kachel")
              • Gość: ślązak Zapomniales o roznicy miedzy kachlami (kacheln) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 01:45
                na piec, a flizami (fliesen) na sciane.
                • prof.dr.wiktor.kuppelweisser Re: Zapomniales o roznicy miedzy kachlami (kachel 26.09.10, 12:45
                  Ale fakt pozostaje faktem, że mnóstwo słów, które wydają nam się takie rdzennie polskie to dawne zapożyczenia, i bardzo często z niemieckiego. I bynajmniej nie są to regionalizmy.
                  • Gość: richtigSLONZOK Re: Zapomniales o roznicy miedzy kachlami (kachel IP: *.dip.t-dialin.net 26.09.10, 13:23
                    np. szlaban = Schlagbaum :)
                    • Gość: nauczyciel genau! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 20:46
                      szlaban, haha :)
                  • pandoraxxx Re: Zapomniales o roznicy miedzy kachlami (kachel 26.09.10, 15:11
                    ano zapożyczenia (najczęściej niemieckie, po habsburskie, czyli po austro-węgierskie), lecz noszą cechy regionalizmów, o tyle, że zostały zawłaszczone i są używane w danym regionie/ kilku graniczących ze sobą regionach Polski i nie są stosowane w powrzechnej polszczyźnie

                    PWN: regionalizm [łac.], cecha fonetyczna, forma gramatyczna, wyraz, znaczenie wyrazu lub konstrukcja składniowa, właściwe mowie pewnego regionu.
            • pandoraxxx flizy vs. kafelki vs. glazura 26.09.10, 15:06
              lecz po krakowsku są flizy, ot co! po warszawsku to glazura, więc jest i glazurnik... ale kiedyś prostowałam warszawiaków i innych polan, że glazura to błyszczący wierzch (tak jak glazura/ pomada cukiernicza):
              - szklista powłoka na płytkach, ceramice
              - warstwa cukru na owocach lub ciastkach
              - warstwa lodu, głównie na rybach

              encyklopedia PWN:
              "glazura":
              glazura [niem.], chem. synonim → szkliwa oraz pot. nazwa szkliwionych (glazurowanych) płytek ceramicznych.
              --> szkliwo, polewa, glazura, cienka warstwa szkła pokrywająca wyroby ceramiczne, nieprzepuszczalna dla cieczy i gazów, nadająca powierzchni gładkość, barwę, a także zwiększająca wytrzymałość wyrobu; m.in. szkliwo: przezroczyste, matowe, barwione.

              "fliza"
              flizy [niem.], płyty z kamienia, terakoty, szkła, fajansu, do wykładania ścian i podłóg

              "kafel"
              kafle [niem. Kaf(t)le ‘ozdobna wykładzina pieca’], wyroby ceramiczne, porowate, do wykładania ścian pieców i trzonów kuchennych; otrzymywane przez wypalenie glin (zawierających dużo związków wapnia), często barwione i zdobione; używane w Europie od ok. XIII w.

              "terakota"
              terakota [wł.], materiały (i wyroby) ceramiczne otrzymywane przez wypalanie gliny ogniotrwałej, skalenia, piasku kwarcowego oraz barwiących tlenków metali; stosowana od starożytności w rzeźbie, rzemiośle artyst., dekoracji arch., na płytki podłogowe.

              "gres"
              gres, płytki ceramiczne o czerepie spieczonym, dwukrotnie wypalane, zwykle nieszkliwione; bardzo twardy i odporny na ścieranie, mrozoodporny; stosowany na posadzki.

              reasumując: kafle i flizy to wyroby ceramiki budowlanej, czyli wyroby z gliny, tylko służące odmiennym celom (mamy jeszcze cegłę, dachówkę czy ceramikę sanitarną). do worka z płytkami możemy wrzucić flizy, gres, terakotę, ale już nie kafle. natomiast glazura, to szkliwo wierzchnie, którego np. gres nie ma (bo by się ślizgał i byłby nieprzydatny na schody zewnętrzne czy tarasy ;p)

              zatem w starciu kafelki-flizy-glazura, w odniesieniu do płytek ściennych lub podłogowych, wygrywają flizy :D
              • pandoraxxx Re: flizy vs. kafelki vs. glazura 26.09.10, 15:15
                ach i jeszcze nie podkreśliłam - "glazura" nawet w encyklopedii PWN, oznacza "potoczne" określenie szkliwionych płytek ceramicznych, a przy flizach takiego wyjaśnienia nie ma ;p

                1:0 dla fliz zatem ;>
            • Gość: fliziarz z flaszką Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.hsd1.in.comcast.net 09.10.10, 17:47
              Kafelki polskie słowo , wybacz bue heheheehehehheehheeheheh A kafelki to przypadkiem nie spolszczone niemieckie słowo? Flizy tez z niemieckiego, tyle że z wersji austriackiej. Z dwojga z lego wolę słowa zaborcy w który dawał Polakom jaki taki luz, od zniemczających nas Prusaków
          • Gość: któś Re: Nie takie rajtki straszne IP: 89.108.204.* 26.09.10, 15:04
            A idze idze, bajoku jeden tyy...
        • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.zax.pl 25.09.10, 22:26
          W Krakowie i Małopolsce się flizuje, a nie kafelkuje!
          • spicy_orange Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 13:01
            jestem z małopolski i u nas kafelkujemy. pierwsze słyszę słowo fliza jakem trzydziestodwuletnia baba ;)
            • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.zax.pl 26.09.10, 13:34
              Jeżeli to piec, to kafelkujecie. Łazienka zawsze jest flizowana, a na podłodze ma terakotę i nie ważne czy to terakota czy flizy podłogowe.
            • pandoraxxx Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 15:22
              <lol> a skąd dokładnie? bo Małopolska duża ;p

              flizy - i nie chce być inaczej
              • spicy_orange Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 21:59
                Gorlice, a moi rodzice i dziadkowie z okolic Łosia (łemkowszczyzna). Łazienkę kafelkowaliśmy ale na ścianach w łazience mamy płytki nie kafle. Piec kaflowy miała babcia w domu "na dwa końce" tzn. takim gdzie z jednej strony były izby mieszkalne a z drugiej spichlerz i "kumora". W kumorze zawsze wisiały jakieś świńskie nadmuchane pęcherze, był cukier puder w płóciennym worku i inne cuda o których do dziś wspominam z rozrzewnieniem, ale to już nie ten wątek ;)))
                • pandoraxxx flizy vs. kafelki starcie 2.0 27.09.10, 00:46
                  a zatem, niechże te flizy li tylko krakowskie/ podkrakowskie/ okołokrakowskie będą (ja w m. Krakowa urodzona i wychowana)... tak czy siak, kafelkami łazienek nie wykładamy, ewentualnie płytkami (to już światowo i ogólnopolsko ;p). ale jak już wspomniałam, Małopolska duża, więc Gorlice mogą inną nazwę stosować, a może to kwestia łemkowskiego pochodzenia i używania innej nazwy "rodzinnie"

                  jak zwykle, bardzo to wszytsko ciekawe :) choć ja się swoich fliz trzymać będę, a Gorliczankę pozdrawiam i jej kafelki jednakowoż :)
            • Gość: stad możeś Ty gorolka po dziadkach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 20:49
              zza Buga?
      • Gość: look7 Regiony teraz się mieszaja IP: 80.51.108.* 26.09.10, 23:09
        przez o wiele łatwiejszą możliwość podróży niż np.jeszcze 50 czy 100 lat temu dlatego też słowa używane w jednym regionie przechodzą do drugiego, zresztą w języku polskim jest wiele zapożyczeń z innych języków szczególnie niemieckiego i rosyjskiego dzięki naszym zaborcom, ale i też francuskiego czy ostatnio angielskiego. np. flaszka to od niemieckiego die Flasche - butelka.
        • Gość: ślązak Tylko Śląsk do zakończenia wojny w 1945 roku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 23:21
          nie był pod żadnym zaborem.
          • Gość: krakós Re: Tylko Śląsk do zakończenia wojny w 1945 roku IP: *.chello.pl 27.09.10, 19:09
            Jak to nie, pod niemieckim był :P ;)
            • Gość: ślązak Re: Tylko Śląsk do zakończenia wojny w 1945 roku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.10, 21:46
              >> nie był pod żadnym zaborem.
              > Jak to nie, pod niemieckim był :P ;)

              W życiu! ;) Proszę trochę książek historycznych poczytać (tylko nie komunistycznych).
    • Gość: ślązaczka Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.10, 12:19
      Aha; "rajtki" też się mówiło!!!
    • Gość: Ciocia Klocia -żeż, nie "-żesz"!!! IP: 77.236.26.* 25.09.10, 12:24
      Podwójna partykuła (-że + -ż)!
      Ten "rozkaźnik" zamiast wołacza też jest boski;
      • Gość: zalogowany Vivant Ciocie! IP: *.ztpnet.pl 26.09.10, 11:26
        Cioci Kloci się napisało:

        ...Podwójna partykuła (-że + -ż)...

        Zgadzam sie z Ciocią!

        ---

        Lubię "oszczytko" miast "temperówki" - bo choć wielkopolskie, to nie zgermanizowane!

        Ech, wy wschodniacy...
        Reszty kraju nie zuważacie, tak jak wasze pseudogólnopolskie prognozy pogody - w nich wasza prognoza jest zawsze dla nas, z Kresów Zachodnich, o dobę nieaktualna...

        PS. Ad "rozmaite zaszłości":

        Że wy tam, Redaktory i inne dialektologi, wymawiacie "-żeSZ" to nie znaczy, że wygłosowe "-żeż" nie powinno być tak zapisywane, pani Małgorzato [I.]!

        "...ojżeż ty, Mojżesz..."

        • alik-w-plomieniach Re: Vivant Ciocie! 06.10.10, 13:00
          Jak to swego czasu miała w opisie na GG koleżanka: "Oszcza krydki".
    • sernik20.1 Nie takie rajtki straszne 25.09.10, 12:39
      a u mnie na tą waszą strugaczkę mówi się podstrugiwaczka. Dodam że mieszkam w małopolskim na północ od Tarnowa. I co wy na to? :D
      • peteen Re: Nie takie rajtki straszne 25.09.10, 12:45
        nic - to ciągle wariant "strugania", a nie "temperowania"...
      • politologist Re: Nie takie rajtki straszne 25.09.10, 14:37
        sernik20.1 napisał:

        > a u mnie na tą waszą strugaczkę mówi się podstrugiwaczka. Dodam że mieszkam w m
        > ałopolskim na północ od Tarnowa. I co wy na to? :D

        Idźże, idźże Ty bajoku! :P Zastrugaczkę a nie strugaczkę
        • Gość: powiaty Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.chello.pl 26.09.10, 10:07
          Jestem Krakus i jakoś częściej słyszałem i używałem słowa "strugaczka" a nie "zastrugaczka"... Nie bardzo więc wiem, po czym wnoszą tą "zastrugaczkę".
      • Gość: Ag Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.ghnet.pl 25.09.10, 22:11
        Hmmm... nad morzem na temperówkę mówimy "ostrzynka" :PP
      • Gość: jędrek Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 12:32
        a co Wy na zacinaczkę ?
      • Gość: ewa Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 12:46
        a u mnie na tą waszą strugaczkę mówi się podstrugiwaczka. Dodam że mieszkam w małopolskim na północ od Tarnowa. I co wy na to? :D

        U mnie na zastrugaczkę mówi się strugaczka - mieszkam w Chrzanowie, na pograniczu woj. małopolskiego i śląskiego.
      • Gość: Licz Re: Nie takie rajtki straszne IP: 109.243.8.* 26.09.10, 13:06
        Podstrugiwaczka? Tez cos - na mnie wrażenie zrobiła "oszczerka" :] to oczywiscie temperówka:D
      • Gość: krakus Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.10, 13:52
        moje okolice ;-) też pamiętam ze szkoły 'podstrugiwaczkę' heh, a nie jakąś temperówkę, co w ogóle znaczy to słowo ? :)
      • Gość: Miah Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.6-1.cable.virginmedia.com 26.09.10, 14:05
        U mnie też mówiło się podstrugiwaczka :) Pochodzę z Dębicy, na wschód od Tarnowa.
      • Gość: Anusia Re: Nie takie rajtki straszne IP: 77.236.26.* 26.09.10, 18:46
        rzeszów też mowi 'podstrugiwaczka' :D
    • Gość: krakowianka Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.ghnet.pl 25.09.10, 13:45
      Uwielbiam krakowski język. Uwielbiam jeść borówki na polu, kupione od kleparskiej Baby krzyczącej "Kupże Pan!" i naprawdę ciężko mi znieść ludzi mowiących gwara innego regionu lub "warszawsko-slownikową" Polszczyzną. Mieć przyjaciół wychodzących na dwór? NIGDY!
      • palmere Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 25.09.10, 14:03
        jestem rodowitym krakowskim centusiem i jestem z tego dumny. Żaden warszawski krawaciarz nigdy nie zrozumie jak to jest iść na nogach na pole aby kupić krachlę.
        idze, idze (to forma bardziej kpiąca niż idźże, idźże...) bajoku...
        • wredman Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 25.09.10, 14:30
          Co to jest krachla? Ja co prawda jestem warszawskim krawaciarzem, ale moja żona - krakuska - też nie wie.

          --
          wredman
          • palmere krachla 25.09.10, 14:33
            krachla - butelka z zamknięciem pałąkowym (piwo, oranżada)
            pl.wiktionary.org/wiki/krachla
            • wredman Re: krachla 25.09.10, 14:48
              palmere napisał:

              > krachla - butelka z zamknięciem pałąkowym (piwo, oranżada)

              O, dzięki, w sumie nie wiedziałem, że ten sympatyczny (i ekologiczny - nie ma kapsli do wyrzucania, da się umyć i użyć raz jeszcze) rodzaj butelki ma swoją nazwę własną. Fajnie. Już teraz będę wiedział, że krachla to krachla (bo chyba nie ma na ten rodzaj butelki popularnego określenia w innych regionach).

              --
              wredman
            • Gość: git Re: krachla IP: *.zax.pl 25.09.10, 22:44
              Mam już swoje lata, i całe życie w Krakowie, ale tej nazwy nie kojarzę. A w mojej młodości dużo napojów było tak zamykanych. Świta mi nazwa tego zamknięcia, ale to nie chyba nie była krachla... Mogę się mylić. Może zapomniałem. Jak ktoś pamięta inne określenia, proszę o wpis.
              • lucyna_n Re: krachla 26.09.10, 02:35
                w Poznaniu mówili na taką butelkę chyba patentka, ale nie jestem pewna, bo patentówy to były też zdaje się tenisówki.
                • Gość: emikrant Re: krachla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 08:51
                  dear lucyno.
                  Za patentki w Poznaniu i Pyrlandii całe życie robiły prążkowane pończochy czyli przekleństwo męskiego dzieciństwa powojennego. Tfu. A te butelki nie miały nazwy własnej, chyba że napełnione były oranżadą lub inną bezalkoholową trucizną i wtedy robiły za blondki. A ogólnie jak masz jakieś wątpliwości to kup SE słownik Gruchmanowej i będziesz wszystko wiedziała o gwarze pyrlandzkiej. A oprócz tego będą kupował kawiorki a nie żadne weki, chodził na dwór bo to pole to ja rymuję i żarł chruściki nawet jak mi moja dyrekcja usmaży faworki. Wężykiem, wężykiem
              • Gość: Macho Re: krachla IP: 83.1.102.* 26.09.10, 18:26
                Możliwe że krachla to nazwa butelki z mechanicznym kapslem, ale krachla może też określać oranżadę (napój). I co ciekawe słowo to jest również znane moim znajomym Słowakom.
          • politologist Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 25.09.10, 15:04
            wredman napisał:

            > Co to jest krachla? Ja co prawda jestem warszawskim krawaciarzem, ale moja żona
            > - krakuska - też nie wie.
            >
            > --
            > wredman

            Pierwotnie określenie dotyczyło butelki, takiej z na stałe zamocowanym kapslem (dam sobie głowę uciąć, że jest pochodzenia niemieckiego) z butelki przeszło na jej wypełniacz, czyli oranżadę kiedy już butelki inaczej kapslowano. Zauważyłem, że ludzie w Krakowie (i okolicach, bo np. u mojej ciotki pod Bochnią też) krachla mówią na każdy rodzaj napoju gazowanego, w tym i w plastikowych butelkach PET. Ja krachlą nazywam tylko oranżadę w szklanych butelkach 0,33 np. taką jaką można dostać do kiełbaski po Halą :)
            • peteen Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 25.09.10, 16:20
              stąd określenie: pyszna krachelka...
            • Gość: Limo Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.isp.t-ipnet.de 26.09.10, 01:33
              Butelki z przymocowanymi na drucikach kapslami (z gumką), strzelają głośno przy otwarciu, czyli robią Krach (niem. hałas, trzask). Dlatego takie flaszeczki to krachle. A że kiedyś większość napojów gazowanych sprzedawano właśnie w takich butelkach, nazwa przeszła też na te w innych opakowaniach.
          • Gość: gosc Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.chello.pl 25.09.10, 19:56
            krachla,to jest lemoniada lub oranzada.Byla bArdzo smaczna,kolorowa i pachnaca landryna.
      • Gość: asd Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.chello.pl 25.09.10, 14:27
        to musisz byc bardzo ograniczona ze nie mozesz miec znajomych co mowia ze wychodza na dwor. Zamknalbym sie na twoim miejscu nie przynosil wstydu Krakowowi.
        • Gość: żmij Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.chello.pl 26.09.10, 11:01
          Zdupczajże na pole!!!
      • Gość: misha krakow Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.adsl.inetia.pl 26.09.10, 00:25
        hmmm... przyjaciele przyjaciółmi, ja mam narzeczoną wychodzącą "na dwór"... pracujemy nad tym, aby tą panią nawrócić na chodzenie "na pole", ale nie jest łatwo!! a to ino wstyd przed cała przed wszystkim !! ;)
      • Gość: gaduła Re: polszczyzna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 10:04
        Ludzie, co z Wami?! Nie chodziliście do szkoły? W szkole każdy powinien sie nauczyć (niezależnie od gwary czy dialektu, którym mówi w domu) po prostu języka polskiego - unormowanego, wspólnego dla wszystkich.
        • Gość: stad ale my som u siebie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 20:52
          a Wy sie tam uczcie po swojemu godać
      • Gość: marajka Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 11:47
        > Uwielbiam krakowski język. Uwielbiam jeść borówki na polu,

        To nie tylko w Krakowie;) Cała Małopolska i Podkarpacie wychodzą na pole i tam jedzą borówki, nie jakieś jagody na dworze, lub co gorsza, na dworzU.

        Mieć przyjaciół wych
        > odzących na dwór? NIGDY!

        Powiało grozą.
      • Gość: critique Re: Nie takie rajtki straszne... IP: *.ambra.com.pl 26.09.10, 16:01
        Polszczyzna słownikowa nie jest warszawska, w żadnym wypadku! Dolnośląska, owszem, wrocławska można powiedzieć, ale nie warszawska. Warszawiacy wszak mają tyleż osobliwości językowych co Krakusy...
      • Gość: zuza Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.toya.net.pl 08.10.10, 14:20
        Jeżeli oceniasz ludzi po tym czy ktoś mówi "na dwór" czy "na pole" to gratuluję, nawet nie ma co komentować Twojej wypowiedzi bo nie chcę Cię obrazić.Jestem z Łodzi mówię "na dwór", mam przyjaciół z Krakowa, którzy mówią ''na pole'' i bawią nas te różnice. Nikt z nas jednak nie wpadł na to, żeby z tego powodu zerwać naszą znajomość.
    • wredman Re: Nie takie rajtki straszne 25.09.10, 14:31
      Gość portalu: osia napisał(a):

      > a chciała kupić taki przyrząd kuchenny zwany mątewką zapytała się czy mają ferlok

      A co to jest mątewka znana również jako ferlok? Ciekawym, bo oba te słowa nic mi nie mówią.

      --
      wredman
      • palmere Re: Nie takie rajtki straszne 25.09.10, 14:44
        wredman napisał:

        > Gość portalu: osia napisał(a):

        > A co to jest mątewka znana również jako ferlok? Ciekawym, bo oba te słowa nic m
        > i nie mówią.

        pl.wikipedia.org/wiki/M%C4%85tewka
        • wredman Re: Nie takie rajtki straszne 25.09.10, 14:50
          palmere napisał:

          > > A co to jest mątewka znana również jako ferlok? Ciekawym, bo oba te słowa
          > nic m
          > > i nie mówią.
          >
          > pl.wikipedia.org/wiki/M%C4%85tewka

          Definicję przeczytałem i dalej nie wiedziałem o co chodzi. Na szczęście znalazłem zdjęcie, które dopiero coś wyjaśniło:
          www.gama2000.pl/src/fotoShow.php?id=446&id2=1
          --
          wredman
          • politologist Re: Nie takie rajtki straszne 25.09.10, 15:13
            wredman napisał:

            > palmere napisał:
            >
            > > > A co to jest mątewka znana również jako ferlok? Ciekawym, bo oba te
            > słowa
            > > nic m
            > > > i nie mówią.
            > >
            > > pl.wikipedia.org/wiki/M%C4%85tewka
            >
            > Definicję przeczytałem i dalej nie wiedziałem o co chodzi. Na szczęście znalazł
            > em zdjęcie, które dopiero coś wyjaśniło:
            > www.gama2000.pl/src/fotoShow.php?id=446&id2=1
            > --
            > wredman

            Tu znajdziesz sporo regionalizmów: pl.wiktionary.org/wiki/Indeks:Polski_-_Regionalizmy_krakowskie
            • Gość: gena Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.10, 18:14
              Ferlok to po prostu fyrlaczka i tyle!
              • Gość: misha krakow Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.adsl.inetia.pl 26.09.10, 00:31
                hmmm.... a pod Krakowem na to mówią jeszcze 'rogolka"
                • Gość: gosc Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.adsl.inetia.pl 26.09.10, 10:46
                  dokladnie tak - rogolka!

                  Jestem z czechowic-dziedzic, czyli gdzies na styku galicji, podbeskidzia i slaska, i u mnie sie zawsze w domu mowilo "rogolka" :-)

                  Ale jak na studia na gorny slask jezdzilem i kiedys znajomym wyjechalem z "rogolka" to nie mieli zielonego pojecia co mam na mysli :-)

                  No i cale zycie chodzilem "na pole", a olowki ostrzylem "strugaczka" :)


                  • minerwamcg Tak! 26.09.10, 12:39
                    U nas w domu się na to mówiło "rogalka". Nie wiem czemu przez 'a', nie przez 'o' - ale taką wymowę przekazała mi babcia.
                    W niektórych słowach była też tendencja do ściągania 'o' do 'ó' - mówiło się "kómorka", "kóminiorz".
          • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.zax.pl 25.09.10, 23:03
            U nas w domu przed wyjściem na pole, zwłaszcza w zimie, tzw. mątewką czy ferlokiem rostrzepywało się śmietanę, mąkę z wodą lub jakiem, by dolać produkt do gorącej strawy.

            Zawsze od stu lat nazywaliśmy to blenderem!!!

            Czyli napęd był ręczny i mocno obrotowy zwany rogalikiem. Teraz są jakieś gwiazdki drewniane z fabryki, dawniej szło się do lasu i robiło rogalika samemu. Był trzpień dla dłoni i 3 lub 4 odgałązki na końcu co mieszały w szklance.
          • Gość: pyra Re: Nie takie rajtki straszne - kwirlejka IP: 89.127.232.* 26.09.10, 15:37
            U nas: kwirlejka
            • Gość: pyra Re: Nie takie rajtki straszne - kopystka IP: 89.127.232.* 26.09.10, 15:43
              A jak mówicie na drewnianą łyżkę do mieszania, taka "siostra" kwirlejki w poznańskim, bo u nas "kopystka"... i raczej właśnie z zdrobnieniu, a nie "kopyść"
              • minerwamcg Re: Nie takie rajtki straszne - kopystka 27.09.10, 16:01
                Drewniana łyżka do mieszania u nas w domu nazywała się "warzecha" alias "warzocha". Mała była "warzeszka".
                • pandoraxxx ehh... warzecha i chochla :) 29.09.10, 01:35
                  mówiło się "warzecha" (poprawnie: warząchew), nigdy "kopyść" - choć znam to słowo

                  a do nabierania zupy - głęboka łyżka (metalowa, ceramiczna), to oczywiście chochla :D
        • Gość: emikrant Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 08:53
          To przecież to samo co kwyrlejka.
          • Gość: lisek Re: Nie takie rajtki straszne IP: 95.178.30.* 26.09.10, 11:34
            my mówimy kwyrla:) albo gwiazdka (zachodnia Polska, ale dziadkowie z Ukrainy)
            • minerwamcg Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 12:48
              Słyszałam też (ewidentnie z ruskiego) określenie "kałatuszka" albo bardziej spolonizowane "kołociuszka". Czy jest ktoś ze wschodnich Kresów?
              • Gość: bez korzeni Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 15:31
                Tak, tak!!! Moja babcia mówiła "kołotuszka" ! (Wołyniacy)
                • Gość: MEfi. Re: Nie takie rajtki straszne IP: 91.90.62.* 26.09.10, 21:48
                  okolice Łodzi - na mątewkę mówimy - koziołek :)
      • Gość: l Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.10, 20:47
        Mątewka to jest rogalka .
        • Gość: ślązaczka Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.10, 21:44
          Rogolka!
        • Gość: papukla Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.09.10, 13:00
          u mnie w domu (śląsk cieszyński)
          rogó(u)la na tą mątewkę
          na pole
          borówki
          teperówka
          • Gość: papukla Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.09.10, 13:04
            oczywiście: temperówka ;)
      • lucyna_n Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 02:29
        po poznańsku kwyrlejka
        • Gość: zuzia Re: a w centrum IP: *.smrw.lodz.pl 26.09.10, 13:07
          czyli w piotrkowskiem to był koziołek. Pamiętam, że mieszano nim kiszący się barszcz na zalewajkę
    • Gość: Taaa Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.net-partner.pl 25.09.10, 16:48
      Leci samolot z Warszawy do Krakowa. W pewnym momencie stewardessa mówi: "Jest godzina piętnasta czterdzieści. Przelatujemy nad granicą stref czasu, proszę przestawić zegarki: jest za pięć trzy na czwartą."
      • palmere Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 25.09.10, 17:21
        drożdżówka – niemal każdy rodzaj słodkich bułeczek, przeważnie z dodatkiem owoców, maku, czekolady lub słodkiego sera.
        Nie uwierzę, że to regionalizm...myślałem, że to w całej Polsce.
        • Gość: ichi51e Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.acn.waw.pl 26.09.10, 07:58
          ciekawe ze wymogiem bycia drozdzowka nie jest bycie buleczka na drozdzach... dziwne.
        • pandoraxxx Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 26.09.10, 15:27
          znajomi w Warszawie (napływowi z różnych części Polski, a także Warszawiacy) nie za bardzo kupali co to "drożdżówka" - oczywiście z kontekstu się domyślali, ale nie jest to powszechna nazwa
          • tierieszkowa Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 02.02.12, 22:31
            Jestem Warszawianka i zdecydowanie nie naplywowa. Zawsze w cukierni kupuje drozdzowki, czyli slodkie bulki z serem, owocami, budyniem itd. Jedynie bulki z jagodami nazywaja sie jagodzianki. Mniam!
      • peteen Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 25.09.10, 17:52
        "jest za pięć trzy na czwartą" - co to za piramidalna bzdura?
        • kapitan.kirk Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 26.09.10, 09:20
          Moja babcia (rodowita grzegórz... grzegórzan.. grzegórzcz... mieszkanka Grzegórzek ;-) tak mówiła do końca życia i jej rodzeństwo tak samo...
          Pzdr
          • Gość: zalogowany Mowy swej zapomnisz, ale łykenda - nie IP: *.ztpnet.pl 26.09.10, 11:38
            kapitan.kirk męczy się:

            ...grzegórz... grzegórzan.. grzegórzcz... mieszkanka Grzegórzek...

            Pomogę:
            "grzegórzczanka" [małoliterowo!].

            Kurnik - kurniczanka;
            Druskienniki - druskienniczanka;
            ...
            Pierniki - pierniczanka;
        • Gość: Taaa Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.net-partner.pl 26.09.10, 11:49
          przepraszam, nie mogłem odpowiedzieć wcześniej. Otóż godzina czwarta zaczyna się, gdy wypełni się trzecia (pamiętajmy, że godzina to 60 minut). Więc piętnaście po trzeciej to kwadrans na czwartą. Później jest pół do czwartej, po kolejnych piętnastu minutach są trzy kwadranse na czwartą. Zatem gdy jest za 20 minut czwarta - to jest za pięć (minut) trzy (kwadranse) na czwartą. W skrócie, gdy godzina jest znana w przybliżeniu, wystarczyło odpowiedzieć na pytanie KTÓRA? - ZA PIĘĆ TRZY NA. Mam ponad 60 lat, za mojego dzieciństwa tak mówili już tylko starzy Krakauerzy.
          • Gość: asia Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: 212.244.116.* 26.09.10, 15:14
            Ooo, moja babcia też tak zawsze określała godzinę! Nigdy nie mała nic wspólnego z Krakowem - pochodziła ze Śląska Cieszyńskiego.
          • Gość: zoofka Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: 194.169.228.* 26.09.10, 15:17
            zaraz zaraz! ja nadal nie rozumiem!
            15 po trzeciej jest "kwadrans na czwartą" a już
            45 po trzeciej jest "trzy kwadranse na czwartą"?
            nie powinno być odwrotnie? dla mnie bardziej logiczne byłoby, gdyby na 15 po trzeciej mówić trzy kwadranse na czwartą, a na 10 po trzeciej "za pięć trzy na czwartą"
            • a_weasley Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 26.09.10, 23:31
              Gość portalu: zoofka napisał(a):

              > zaraz zaraz! ja nadal nie rozumiem!
              > 15 po trzeciej jest "kwadrans na czwartą" a już
              > 45 po trzeciej jest "trzy kwadranse na czwartą"?
              > nie powinno być odwrotnie? dla mnie bardziej logiczne byłoby, gdyby na 15 po t
              > rzeciej mówić trzy kwadranse na czwartą, a na 10 po trzeciej "za pięć trzy na
              > czwartą"

              To by było za pięć trzy DO czwartej.
              W chwili odjazdu pociągu do Yumy 10 minut temu minęła godzina trzecia (czyli od południa / północy minęły trzy) i zaczęła się czwarta. Na razie minął... no dobrze, za 5 minut minie... 1 kwadrans tej czwartej godziny.
          • Gość: e Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: 83.141.106.* 26.09.10, 17:22
            moj maz jest Czechem i tak wlasnie mowi w czeskiej wersji 15.15-cwerc na stiyrzy
          • Gość: rodak bo to po niemiecku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 21:04
            większośc z nas jest bardziej niemcami niż to potrafimy sobie wyobrazic.
            1000lat wspólnego mieszkania. (śląsk)
            Dopiero po 1945 Polanie wszystko skomplikowali.
    • leszlong Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... 25.09.10, 17:38
      "Bardzo lubię "bajoka", ale też "zastrugaczka" jest fenomenalna - wymienia Makłowicz. - Tego nikt poza Krakowem nie rozumie!:"

      Panie Makłowicz, na Podkarpaciu tak też się mówi. Tak więc weka, na pole, rajtki, borówki, brusznice, sznycel, cwibak, chrust nie są nieznane tam. Trochę pokory z tym krakowskim wzdęciem pępka świata intelektualnego.
      • peteen czytaj uważniej... 25.09.10, 17:51
        "Paradoksalnie z krakowskimi słowami mniejszy mam problem, gdy wymawiam je w innych częściach Europy Wschodniej niż w innych częściach Polski - przyznaje krytyk kulinarny Robert Makłowicz, krakowianin i człowiek bywały. - A to dlatego, że słowo "borówka" na określenie czarnej kuleczki (nie - jak w Warszawie - czerwonej) istnieje identycznie lub prawie identycznie po czesku, słowacku czy chorwacku. Właściwie we wszystkich językach słowiańskich oprócz rosyjskiego."

        tu masz klucz do zrozumienia

        i jeszcze jedno - co pewna odrębność językowa, wyrażająca się sporą ilością regionalizmów, ma do, jak to w sposób napuszony napisałeś, "Krakowskiego wzdęcia pępka świata intelektualnego'"?
        • leszlong Re: czytaj uważniej... 25.09.10, 18:56
          @peteen: Nieraz krakusi byli zdziwieni podczas rozmowy ze mną, kiedy dowiadywali się, że ich ukochane krakowskie zwroty i słowa nie są krakowską specjalnością. Dlatego zacytowałem, to co powiedział Makłowicz o zastrugaczce. Ty zaś zacytowałeś/aś fragment z borówką. A w nim jest to : "Paradoksalnie z krakowskimi słowami mniejszy mam problem". Krakowskimi, a nie galicyjskimi. Dlatego napisałem o wzdęciu. Skoro je zna Podkarpacie, to są one galicyjskie.
          • Gość: git Re: czytaj uważniej... IP: *.zax.pl 25.09.10, 23:15
            Masz rację. Makłowicz za bardzo koncentruje sie na Krakowie. Te słowa były kiedyś (do powstania II RP) zrozumiałe w całej polskiej części austro-węgier. I do dziś przetrwały tam gdzie III RP. We Lwowie mógłby być spory problem. Bo starych polaków i młodych mało, a i sowiecka okupacja zrobiła swoje.

            Resumujac, galicja to galicja. Peeten też jak Makłowicz jest zbyt egocentryczny i nastawiony na Kraków. Wszystko tu jest wyjątkowe... bo GW tak o naszym mieście napisała.

            A ilekroć zamawiam wekę, borówki, sznycla na południe i wschód od Krakowa nie mam żadnych dziwnych spojrzeń sprzedawców.
            • Gość: Paul Re: czytaj uważniej... IP: *.chello.pl 26.09.10, 22:53
              Babcia i dziadek byli z Galicji wschodniej, ale mówili normalną polszczyzną literacką a nie tak jak Krakowianie. No, jedyne co się dopatrzyłem to "kartofle" zamiast "ziemniaki".
              • Gość: ślązak Kartofle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 23:03
                to po niemiecku
      • niewolnik_slow Tylko w krakowie? 25.09.10, 18:02
        > Panie Makłowicz, na Podkarpaciu tak też się mówi. Tak więc weka, na pole, rajtk
        > i, borówki, brusznice, sznycel, cwibak, chrust nie są nieznane tam. Trochę poko
        > ry z tym krakowskim wzdęciem pępka świata intelektualnego.

        Otóż to. Kocham to miasto, ale ono znacznie bardziej jest zakochane w sobie.
        Wśród wspomnianych wyrazów i zwrotów nie ma chyba żadnego, którego nie słyszałabym w innym miejscu. Sznycel, borówki, weka, pole i masę innych - tak mówi przecież cały były zabór austriacki!
        • Gość: krakowianka jedna Re: Tylko w krakowie? IP: 77.236.26.* 25.09.10, 18:28
          Jak byłam na studiach, to koleżanki z innych miejscowości nie wiedziały co to jest trencz, papier kancelaryjny nazywały prośbowym, myliły kremówkę z napoleonką i nie jadły pischingera. natomiast na kredki woskowe mówiły świecowe. Krakowski jest jeszcze grysik, zwykle na mleku, znany gdzie indziej jako kasza manna.
          • niewolnik_slow Rzecz o grysiku 25.09.10, 18:36
            Gość portalu: krakowianka jedna napisał(a):

            > Jak byłam na studiach, to koleżanki z innych miejscowości nie wiedziały co to j
            > est trencz, papier kancelaryjny nazywały prośbowym, myliły kremówkę z napoleonk
            > ą i nie jadły pischingera. natomiast na kredki woskowe mówiły świecowe. Krakows
            > ki jest jeszcze grysik, zwykle na mleku, znany gdzie indziej jako kasza manna.

            Pierwsze 25 lat swojego życia spędziłam daleko od Krakowa i, jak w mordę strzelił, jadłam grysik, a wypracowania pisałam na papierze kancelaryjnym.
            • Gość: liske500 Re: Rzecz o grysiku IP: *.mas.abpl.pl 25.09.10, 19:07
              Jestem spoza Krakowa i pisałam wypracowania na papierze kancelaryjnym, ale rysowałam kredkami świecowymi i jadłam kaszę mannę. Kremówka z napoleonką wyglądają bardzo podobnie, ale zawsze kremówka była kremówką w wersji krakowskiej.
              • Gość: jo Re: Rzecz o grysiku IP: *.tvk.torun.pl 26.09.10, 10:59
                Rysowałam kredkami świecowymi, weki to dla mnie słoiki ze szklanym wieczkiem (dekielkiem) z gumką do uszczelnienia i sprężynką do zamknięcia. Na tłusty czwartek sprzedawano faworki lub chruściki. Grysik kojarzę. Jestem z kujawsko-pomorskiego.
          • Gość: ślązaczka Re: Tylko w krakowie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.10, 19:31
            Grysik się mówi na Śląsku!!! Trencz - nie wiedziałam, że gdzieś się nie zna tego słowa! Piszynger, papier kancelaryjny też nic nowego w Katowicach. Niestety - znów różnica co do krakowskiej kremówki: w Katowicach napoleonka...
            • Gość: git Re: Tylko w krakowie? IP: *.zax.pl 25.09.10, 23:21
              W krakowie na kaszę manną mówi się głównie grysik.
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Tylko w krakowie? 25.09.10, 19:33
            Gość portalu: krakowianka jedna napisał(a):

            > Jak byłam na studiach, to koleżanki z innych miejscowości nie wiedziały co to j
            > est trencz, papier kancelaryjny nazywały prośbowym, myliły kremówkę z napoleonk
            > ą i nie jadły pischingera. natomiast na kredki woskowe mówiły świecowe. Krakows
            > ki jest jeszcze grysik, zwykle na mleku, znany gdzie indziej jako kasza manna.

            Nie wiem z jakich miejscowości były twoje koleżanki, ale nawet moja babcia pochodząca z Przemyśla mówiła "pischinger". W Rzeszowie od dziecka używałam wszystkich słów, które wymieniłaś.
            • pfg Re: Tylko w krakowie? 26.09.10, 09:44
              No bo to wszystko są słowa galicyjskie, jak to ustalono w rozmowie z leszlongiem :-) kilka postów wyżej. Moi krewni mieszkający w różnych częściach Galicji - wszyscy tych słów używają. Piszyngier, cwibak, rajtki, zastrugaczka, sznycel, borówki - wszystko jest jasne. (Za to rodzina mojej żony pochodzi z Kongresówki i co roku w sezonie spieram się z nimi o "jagody".) Krakowski-krakowski jest "bajok" - zwłaszcza w przytoczonym już zwrocie "idze, idze, ty bajoku", z iloczasem na "u" - i chyba zamienianie "się" na "se".

              No i krakowska, nie galicyjska, jest wymowa sylab -anka (jak szklanka, filiżanka, imię Anka), -enka (sukienka, wisienka).

              Ja, muszę przyznać, mam problem z "na pole/na dwór". Urodziłem się i wychowałem w Krakowie, ale moja mama, zresztą z wykształcenia polonistka, pochodzi z innej części Polski. Koledzy mówili "na pole", ale u mnie w domu tak się nie mówiło, "na dworze" też nie, tylko mówiło się opisowo. I tak mi zostało. Ja mówię "na zewnątrz" :-)
              • minerwamcg Re: Tylko w krakowie? 26.09.10, 12:47
                > i chyba zamienianie "się" na "se".

                Jakie "się" na "se"? W życiu! Tak to się mówi po czesku :)
                W Krakowie na "se" zmienia się "sobie"! Na przykład moje ulubione "wejse" to nic innego, jak "weź sobie". Dyjże se spokój! Umyjże se pysk!
                • Gość: e Re: Tylko w krakowie? IP: 83.141.106.* 26.09.10, 17:32
                  a nie prawda, swego czasu mialam wielu znajomych w Krakowie i smialismy sie ze roznice pomiedzy Slaskiem a Malopolska sa takie

                  S-Kaj dziesz, kajs
                  M-Ka idzies, kasik

                  choc mnie to przypomina bardziej gware goralska

                  ps.kajs jest z kreseczka(nie mam polskiej czcionki, sorki)
                • pfg Re: Tylko w krakowie? 26.09.10, 18:11
                  minerwamcg napisała:

                  > W Krakowie na "se" zmienia się "sobie"!

                  Masz rację.
              • Gość: Kyny Re: Tylko w krakowie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.13, 09:45
                Borówka to nazwa własna tego owocu który błędnie nazywany jest jagodą czyli ( Vaccinium ). Określenie "jagoda" dotyczy grupy owoców takich jak agrest, borówka, porzeczka itp.
            • spicy_orange Re: Tylko w krakowie? 26.09.10, 13:08
              u nas na pischingery mówi się po prostu wafle
      • Gość: ślązaczka Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.10, 18:22
        O o o, cwibak też się u nas piekło i drożdżówki (wymiennie: kołoczyki albo kołoczki)jadało. Niestty, mielony to karminadel a sznycel to schabowy (albo tradycyjny sznycel wiedeński, ale trzeba dodać to "wiedeński".)
        • Gość: lisek500 Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.mas.abpl.pl 25.09.10, 19:00
          Mnie się zawsze cwibak kojarzył z rodzajem chleba lub bułki, a nie z ciastem zwanym keksem. Ale sznycla nigdy nie kojarzyłam z mielonym - tylko właśnie ze schabowym.
          • spicy_orange Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 26.09.10, 13:13
            a propos ciasta. Moja mama zawsze w niedzielę piekła placek a nigdy ciasto. Na studiach dziewczyny robiły wielkie oczy, bo wg nich placek to może być co najwyżej ziemniaczany. Analogicznie było dla mnie niepojęte że kołocz jest po prostu zwykłym ciastem z blachy posypanym kruszonką kiedy dla mnie kołacz to ewidentnie wypiek w kształcie koła
            • pandoraxxx Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 26.09.10, 15:34
              tak, ciasto/ placek były używane w domu wymiennie, właśnie w kontekście słodkiego wypieku,

              ...a kołacz, to okrągłe, drożdżowe z serem w środku ;> choć wiem, że kołacz to koliste obrzędowe ciasto np. weselne i wcale nie musi być z serem :)
    • Gość: bajoczka Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.93.classcom.pl 25.09.10, 20:17
      Dziś było ciepło ,więc kto chodził po polu w kapuzie to się spocił i musi się okąpać


      • Gość: W-M Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: 77.236.3.* 26.09.10, 13:18
        nie spocił ale zgrzał! reszta OK..
    • Gość: xyz Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.chello.pl 25.09.10, 21:11
      A co w Galicji oznaczały jeszcze słowa proch i legumina ? :-D
      • Gość: ślązaczka Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.10, 21:47
        A nie kurz i deser? :-)
    • Gość: git Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.zax.pl 25.09.10, 22:36
      Boskie jest to nasze "idze idze". W ciągu dnia, jako negacji tego co mówi inna osoba, używam tego zwrotu kilkanaście, albo kilkadziesiąt razy dziennie.

      Dla niezorientowanych forumowiczów z innych rejonów kraju nie jest to idźże idźże. Czyli odejdź (fizycznie), a odejdź ze swoim poglądem - nie zgadzam się z nim.

      Każdemu kto to zaneguje, napiszę idze idze...
      • Gość: ma_dre Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: 80.12.110.* 28.09.10, 13:14
        a idze!
    • Gość: misha krakow Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.adsl.inetia.pl 26.09.10, 00:20
      "W Krakowie i Małopolsce się flizuje, a nie kafelkuje!"
      Racja !! Odbierając Krakowowi flizy odbieracie pracę Fliziarzom !!!
    • Gość: szary monopol na pole złamała wiele razy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 00:32

      jeszcze przed panem Dukajem autorka 'Całej zawartości damskiej torebki" i "Pierwszej osoby liczby mnogiej", gdzie bohaterowie mieszkający w Krakowie wychodzą sobie na pole :))
    • Gość: szary212 Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 00:53
      Cwibak, rajtki(tez rajtuzy), idze, idze bajoku, winkiel(skręcić za), zastrugaczka, kolarzówka (kumple z Rzeszowa mówi 'kolarka"), borówki, mątewka, weka, nakastlik, grysik, i nie obwarzanek żaden tylko zwykły "precel'. Papier kancelaryjny, no i te słynne "pokarmowe" zdrobnienia -chlebuś z masełkiem i szyneczką, do tego herbatka z cytrynką. "Dać siateczkę?"- pyta pani na kasie w markecie, wychodząc wyłącznie na pole. Ale fajne forum BTW:)



      • pandoraxxx Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 26.09.10, 12:43
        O nieeeeee! Żaden "precel", tylko i wyłącznie "obwarzanek" lub "bajgiel"... Spieszę wyjaśniać różnicę: obwarzanki i bajgle to wypiek podobnego rodzaju, czyli przed pieczeniem są "warzone" = obgotowywane we wrzątku, po czym pieczone, dzięki czemu pozostają w środku miękkie i ich skórka też nie jest spieczona.; jak powszechnie nie wiadomo, różnią się tym, że obwarzanek jest pleciony z dwóch pasków ciasta (pl.wikipedia.org/wiki/Obwarzanek), a bajgiel przypomina "bułkę z dziurką" (pl.wikipedia.org/wiki/Bajgiel), choć uważając sposób jego wypieku, technologicznie bułką nie jest. Precle, tymczasem: a) nie są warzone, tylko od razu pieczone, więc wychodzą chrupkie i twarde b) mają odpowiedni "preclowaty" kształt: pl.wikipedia.org/wiki/Precel

        Wypiek obwarzanków został nadany jako przywilej krakowskim piekarzom w XV w. przez Jana Olbrachta (choć wzmianki o tym wypieku pojawiały się już wcześniej). Natomiast jest niemal pewne, że jest odmianą bajgla, być może splataną, po to, by ją odróżnić od tradycyjnego żydowskiego pieczywa.

        Co do nazewnictwa:
        a) obwarzanek - poprawnie, tradycyjnie; zawsze zastanawiało mnie czemu nie ma obwarzanków "bez niczego"; ciekawe, kiedy u wylotu Szewskiej na Plany kilka lat temu pojawiły się takie z siemieniem lnianym i sezamem <mlask>; obwarzanki pikantne i z serem to nie obwarzanki, tylko jakieś bułki gąbczaste; w zeszłym roku, po remoncie Krakowskiego Przedmieścia szukałam tam czegokolwiek to zjedzenie na szybko i omal się nie popłakałam, na wspomnienie "bab w obwarzankami" w Krakowie - to takie smutne, że nie można było sobie z doskoku obwarzanka kupić... Obecnie sprzedają wypiek w warszawskich galeriach handlowych m.in. Złote tarasy, ale zwane są tam "Preclami krakowskimi" <grrr> (obwarzanek jest zarezerwowany dla wypieków z m. Krakowa, powiatu krakowskiego i wielickiego); wiem, że dawniej na wrocławskim Dworcu Głównym były wózki z "obwarzankami krakowskimi", ale później pewnie musiano zrezygnować z tej nazwy jako własnej

        b) bajgiel - starsi, rodowici krakowianie często (choć nie zawsze i zwykle stosując te nazwy wymiennie) tak właśnie mówili na obwarzanki; ta nazwa ma zatem pewne swoje uzasadnienie, choć może nie jest prawidłowa jeśli chodzi o konkretny wypiek; nigdy nie jadłam bajgla-bajgla i zastanawiam się, czy któraś z piekarni np. na Kazimierzu, go produkuje

        c) precel - stanowcze nie! tak na obwarzanki, mówiły osoby "napływowe" - te, których rodzice sprowadzili się do Krakowa i nie było tradycji domowej nazywania tego wypieku oraz te, które same tutaj przyjechały np. na studia (spod Krakowa lub dalszych rejonów Polski); choć oczywiście nie wszyscy mylnie stosowali nawę precel, bo szybko dowiadywali się, ze to "obwarzanek" :)

        Więc jeśli ktoś twierdzi, że w krakowskim domu były "precle" to <grrrr>, część jego rodziny była napływowa, ot co!

        Inne. Znajomych z Warszawy nieustannie uczę, że:
        1) w Krakowie nie ma Starówki, tylko Stare Miasto i Rynek, a coś jest np. w Rynku, idzie się do Rynku
        2) wychodzi się "na pole" :)
        3) informuje o "miodku/ miodziku" tradycyjnie sprzedawanym przy cmentarzach z okazji Wszystkich Świętych i Zaduszek (w Warszawie jest coś o nazwie "pańska skórka", ale jak zauważyłam sprzedają ją cało rocznie, choć rzadko można na nią trafić)
        4) nie ma "jagodzianek" (jak to?!), gdyż są drożdżówki z borówkami, a każdy wypiek drożdżowy wielkości bułki (jak w poprzednich postach wspomniano), to drożdżówka
        5) etc.
        • Gość: bajgle Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 15:40
          Pewnie! Bajgle możesz kupić też zawsze w czasie Dni Chleba, organizowanych na placu Wolnica.
          • pandoraxxx Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 26.09.10, 16:30
            oo, dzięki za info... będę polować na bajgle, choć spędów chlebowych/ zupowych/ pierogowych i podobnych za bardzo nie lubię.. jednakże ten bajgiel mnie chyba przekona :D
        • Gość: Sassenach Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.b-ras1.pgs.portlaoise.eircom.net 27.09.10, 20:55
          pandoraxxx napisała:

          > Precle, tymczasem: a) nie są warzone, tylko od razu pieczone...

          Nieprawda. Precle się przed pieczeniem "warzy" w ługu sodowym, stąd ta chrupka, twarda skórka.
          • pandoraxxx precle - zdecydowanie nie warzone ;> 27.09.10, 23:27
            a) warzyć w ługu, to nie to samo co warzyć (gotować) w wodzie, więc nadal takowe precle nie mogą być z obwarznkami lub bajglami mylone
            b) nie znalazłam żadnego przepisu, w którym precle jakoby warzy się w ługu, wiem natomiast, że uzyskania połysku smaruje się za to jajkiem; legenda mówi, że piekarz wiedeński zasnął podczas ich pieczenia i po obudzeniu upiekł je ponownie - stąd ta chrupkość i twardość
            c) można przygotować ciasto drożdżowe (podobnie jak na bajgle czy obwarzanki), po wyrośnięciu i wyrobieniu ułożyć w znany kształt precla "B", przegotować, a następnie upiec i wtedy wyjdzie precel miękki - preclem bedziemy go nazywać, ze względu na kształt tedy, a nie na technologię wypieku

            niezależnie od legendy, precle chrupiące i twarde nie bywają warzone, a już na pewno nie w wodzie... jeśli są te, o których wspominasz, czyli warzone w ługu, to tak czy siak jest to zupełnie inny wypiek

            a zatem, uparcie twierdzić będę, że obwarzanki to obwarzanki, bliżej im do bajgli i vice versa, a preclom dotych dwóch wypieków dużo dalej...
            • pandoraxxx Re: precle - zdecydowanie nie warzone ;> 27.09.10, 23:31
              no chyba, że zamiast jajka posmarujemy wierzch zaplecionych precli sodą rozpuszczoną w wodzie i to nazywasz ługiem sodowym... ale to nadaj nie jest warzenie/ obwarzanie, czyli gotowanie ;>
        • Gość: PT ad.3 - miód turecki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.10, 19:52
    • Gość: bonpo Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.chello.pl 26.09.10, 01:06
      Proponowałbym autorowi tego wątku zasugerować podobne podjęcie tematu w stosunku do wszystkich regionów Polski ; gdzie dla Nas Krakusów zwroty Mazowszan są zabawne i groteskowe .Zatem napiszcie coś podobnego o egzotyce językowej krawaciarzy tudzież Hanysów .
      • Gość: ślązaczka czyli Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 01:15
        ...hanyska:
        Kto wie, co to kielnia? (Wymawia się raczej kelnia...)

        • lucyna_n Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 26.09.10, 02:37
          takie narzędzie do murowania, tynkowania chyba?
          • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.zax.pl 26.09.10, 12:12
            Nie chyba a na pewno. Kielnia funkcjonuje tez w galicji
            • Gość: franek Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: 178.73.49.* 26.09.10, 12:30
              Kielnia znana w Warszawie !
              • Gość: ślązaczka czyli Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 15:43
                ...hanyska: he he he, żadne tam narzędzie do murowania! To jest CHOCHLA!!! Do nalewania zupy (kompotu czy czegokolwiek...:-)))
                • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.zax.pl 28.09.10, 22:48
                  forum.gazeta.pl/forum/w,410,116869191,116901542,Re_Nie_takie_rajtki_straszne_czyli_jak_mowia_kr.html
                  To se Ślązaczko spróbuj kielnią nalać zupy;) Odpowiem po Małopolsku vel Galicyjsku.

                  Polecam użyć do pomocy rajbetki, lub poszukać innego wihajstra. Najlepiej wykonuj tę czynność w szlafroku, podomce i rajtkach, a na szyi zawieś krawatkę. Jak będziesz miała problem ze skompletowaniem narzędzi i ubrania wsiądź w tramwajkę lub udaj się gościńcem do najbliższego marketu. Jeżeli spotkasz łaziora, powiedz mu magiczne słowo oddupcz się lub idże wejże. Jak nie zajarzy postrasz go chochlą chowaną pod płaszczem lub poczęstuj fajką. Jak dalej będzie namolny postrasz go, że jesteś jak kwaśne mleko i nie chcesz jego ślichty na ciele.

                  No cóż nie udało się i dobrał sie do twojej dziopy, zaciągnął cię w chabazie. Nawet jak protestowałaś, że się jadzi dziopa, dopiął swego. Postanowił i postawił wszystko na jedną kartę i zaatakował cię karcianym żołądziem. Teraz musisz negocjować warunki wspólnego życia, szczapy nosi on, ty zakładasz cumle na butelce. Jak zepsują się stopki on je wymienia, otwiera też bramkę gościom, prostuje sciany rajbetką i ma pod ręką wihajster na każdy problem techniczny. Ty mu omaszczasz ziemniaki, pokazujesz cycki gdy cie zapragnie, robisz andruty, głowiznę, zamawiasz kaflarza, przybijasz pineskami wiadomości, i wieszając ubrania zaczepiasz je do sznurka spinaczami.

                  Po kilku latach stwierdzasz, że lubieć go to zaszczyt, fest go kochasz, bo źróbek w stajni narodził się, bo róść z nim to zaszczyt, bo zastrugaczka działa i można się komunikować, bo chciałaś kominek a on posłusznie wziął majzel i skuł filar i kumy piały z zachwytu. A na koniec jego skuwania filara krzestni wyjęli flaszkę, a ty poszłaś z kanką po kompot.

                  I wszystko tak ładnie wyglądało zanim krzyknęłaś, kajsik on jest? I zaczęło się poszukiwanie. Pytałąś gdzie ten karciany dupek, zaglądnęłąś pod łóżko, za winkiel - ni ma - krzestny powiedział tylko ino by się odnalazł, krzestna zaczęłą histerycznie brechtać, a tobie przyszło do głowy, by powiedzieć ożesz klarnet bosy gdzie zasnął. Już jesteś bliska wizyty w Kobierzynie i... padnięta jak jarzyna. I pada hiobowa wieść, on zmarł...

                  Ubierasz mu ubranie, sprawdzasz waserwagą czy trumna trzyma poziom, i zastanawiasz się czy na te trzy dni nie załadować ciała do szabaśnika, by był ciepły w dniu pogrzebu. Na koniec zaliczasz kibel, bo to straszne stresy i ubierasz ferszalung na pogrzeb. Stawiasz też sagan na herbatę dla najbliższych.

                  Na koniec mówisz idze idze z takim życiem...

                  PS. Interesuje mnie kto z poza Galicji - Ślązaczka pewnie z 70% - zrozumiał więcej niż 60% tej historii.

                  Pozdrawiam :D
                  • pandoraxxx a propos szlafroka 29.09.10, 01:45
                    no, to dałeś popalić, Panie Kolego ;)

                    a w kontekście "szlafroka", kiedy usłyszałam, że w Wielkopolsce, czy innym kraju ;> mówi się: "pokąpielnik", to zwariowałam (na szczęście nie zabrali mnie do Kobierzyna... ani Rybnika, czy innych Tworek)
    • Gość: ślązaczka Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 01:20
      W antryju na bifyju stoi szolka tyju. (Może też stać szolka bąkawy ze szlagzaną). Czy ktoś z nie - Ślązaków przetłumaczy?
      • lucyna_n Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 26.09.10, 02:36
        w antrejce na ryczce stały pyry w tytce?
      • 999s Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 26.09.10, 20:49
        w przedpokoju na kredensie stoi szklanka herbaty
      • Gość: Krakus lingwista Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.adsl.inetia.pl 27.09.10, 08:06
        Oczywiście, przeytłumaczę:
        Przy wejściu (fr: entrée), na kredensie (fr. buffet) stoi szklanka (niem, Schale) herbaty (fr. thé)
        Wcale ta gwara ślunska nie jest tak bardzo pod wpływem niemczyzny ;-)
        Trzym sie dzioucha!
        • Gość: autochton albo raczej: eintritt schale tee IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.10, 09:20

          madry czlek sie do francuzow pcha, tam tylko platne autobany i inne ciulstwa
    • Gość: kraqs Re: Nie takie rajtki straszne IP: 81.219.149.* 26.09.10, 01:27
      idze, idze bajoku łysy
      • Gość: kraqs Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 01:56
        kraqs, oddaj mojago nicka!!!
      • Gość: krk Re: Nie takie rajtki straszne IP: 77.236.26.* 26.09.10, 12:26
        łysy raczej łączy się z klarnetem "idze idze klarnecie łysy"
        • Gość: Grzegórzecki Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.adsl.inetia.pl 27.09.10, 08:09
          Klarnet zawsze był bosy!
          Ale było też: Idźze idźze ty pędzlu gupii!
          Znalkiście?
          To z grzegórzek ;-)
          • hr.prysznitz Re: Nie takie rajtki straszne 27.09.10, 23:19
            Skoro już mowa o strasznych krakowskich obelgach, to klasykiem jest "ty bucu", które podobno na północy i w ogóle w reszcie Polski oznacza coś jak "ty gburze", a w Krakowie jak wiadomo to najgorszy wulgaryzm i użycie grozi pojedynkiem. Swoją drogą ciekawe czy mi to wykropkuje.
          • Gość: Kotlarska niegdyś Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.10, 10:04
            A jeśli wolno spytać: z której części Grzegórzek?
    • Gość: ślązak mimo, że blisko to inny to kraj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 01:46
      takie fakty
    • Gość: D rob C Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 26.09.10, 07:02
      A co zesz sie stalo ze slowami takimi jak winkiel czy sagan. Czemu o nich nikt nie pamieta to tyz takie Krakowskie czyz nie?
      • pandoraxxx Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 26.09.10, 15:41
        winkiel już tutaj wspominano, ale jest rozumiany nawet w Warszawie;

        sagan - sagan jest krakowski, ale jakoś się w domu nie używało, zawsze mówiło się czajnik (choć rodzina od strony taty od ponad 100 lat staropodgórska ;p)
    • Gość: ichi51e Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.acn.waw.pl 26.09.10, 07:53
      nie ma co jak robic z igly widly.
      Nie przecze w Krakowie mowia inaczej niz w Warszawie. Prawde mowiac pierwszy raz w zyciu istnienie dialektow i roznorodnosc jezykowa udalo mi zaobserwowac w Krakowie. (tak tak lza sie w oku kreci - pierwszy raz wyjechalam z Wawy odwiedzic kuzynow i pamietam ze stalam oniemiala) I faktem jest ze do dzis nie wiem co dokladnie mnie tak zachwycilo. Na pewno wbrew temu co probuje przekonac autor nie bylo to inne slownictwo (no sory sznycel, borowka(kazdy wiec ze borowka to ta czerwona ale i borowki to w ogole jagody - kto w ogole widzial taka czerwona borowke w naturze?), rajtki, strugaczka etc to sa raczej slowa zrozumiale i uzywane. Wydaje mi sie ze raczej zaskoczylo mnnie ze MELODIA jezyka jest zupelnie inna, jakby bardziej akcentowali i w innych miejscach? Moze ktos cos wie wiecej na ten temat?
      • Gość: Krakowianka Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.zax.pl 26.09.10, 09:56
        > wane. Wydaje mi sie ze raczej zaskoczylo mnnie ze MELODIA jezyka jest zupelnie
        > inna, jakby bardziej akcentowali i w innych miejscach? Moze ktos cos wie wiecej
        > na ten temat?

        Owszem, jest inna wymowa, może też akcent. Ja tego nie słyszę, ale koleżanka z Warszawy słyszy.

        A co powiecie na takie rzeczy (nie wiem na ile to regionalizm, ale takie różnice - m.in. - zauwazyłam):
        Ja stawiam wode na herbate, stawiam ziemniaki (nie kartofle ;)) żeby się ugotowały, ona wstawia wodę na herbatę, wstawia kartofle.
        Ja myję naczynie (liczba pojedyncza), a ona naczynia.

        Na górę wchodzicie czy wychodzicie?

        I jeszcze mi się coś takiego przypomniało: u nas się z tramwaju wysiada, w Warszawie wychodzi.
        • mary_ann Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 11:06
          Gość portalu: Krakowianka napisał(a):


          >
          > I jeszcze mi się coś takiego przypomniało: u nas się z tramwaju wysiada, w Wars
          > zawie wychodzi.


          Oj, chyba nie. Ja jestem z W-wy, a całe życie WYSIADAM z tramwaju (autobusu, tramwaju, samochodu...). "Wychodzić", owszem, zdarza się słyszeć w środkach komunikacji miejskiej, ale to chyba kwestia rejestru (forma potoczna).
          • Gość: Muranowianka do Krakowiaków :) IP: *.147.16.93.nat.umts.dynamic.eranet.pl 26.09.10, 14:47
            Oj, chyba nie. Ja jestem z W-wy, a całe życie WYSIADAM z tramwaju (autobusu, t
            > ramwaju, samochodu...). "Wychodzić", owszem, zdarza się słyszeć w środkach komu
            > nikacji miejskiej, ale to chyba kwestia rejestru (forma potoczna).

            mary_ann - nie zgadzam się z Tobą, zwróć uwagę kto pyta "czy pani wysiada na następnym (przystanku)?". Ja również jestem z Warszawy (od zawsze) i dość rzadko słyszę taki zwrot w ustach starszych Warszawiaków. Tutaj zamykamy drzwi na zamek a nie "zakluczamy", zakładamy w domu kapcie a nie "laczki", używamy łyżki wazowej do nalewania zupy a nie "nabierajki".

            P.S. Z przyjemnością czytam komentarze na tym forum. Serdecznie i ciepło pozdrawiam wszystkich piszących :-) ale szczególnie miło Krakowianki i Krakowiaków! Wielbię Wasze miasto od niepamiętnych czasów, ale mam jedno zastrzeżenie: opowiadacie, że panna, która dotknie Dzwonu Zygmunta wyjdzie za Krakowiaka. No i co? Kleiłam się do dzwonu ze trzy razy na przestrzeni wielu lat i NIC :-)

            Małgorzata








            • pandoraxxx Re: do Krakowiaków :) 26.09.10, 15:52
              w Krakowie zdecydowanie się wsiada i wysiada, ale w zasadzie nie zwróciłam uwagi, że w Warszawie mówi się inaczej... muszę to przetestować na warszawskich współpracownikach

              łyżka wazowa to w Krakowie (Małopolsce, Podkarpaciu, nie wiem czy też Śląsku) chochla :)

              drzwi się także zamyka; "zakluczać" - a skąd to?!

              z "pantoflami" jest radocha, bo dla Krakowian, to obuwie po domu; dla Warszawiaków eleganckie obuwie damskie lub męskie, jak szklane pantofelki u Kopciuszka ;p potocznie w Krakowie na pantofle (krakowskie) mówi się kapcie, papcie... w Wielkopolsce to podomowe to laczki/ lacze... w Krakowie laczki to określenie na klapki ;>
              • Gość: pyra Re: do Krakowiaków :) IP: 89.127.232.* 26.09.10, 16:01
                W Poznaniu też się wsiada i wysiada z tramwaju, bo "bimba" to juz nikt nie mowi :-(

                Drzwi zakluczamy i odkluczamy, jesli chodzi o zamykanie "na klucz", bo normalnie to sie otwiera i zamyka :-)

                A do nalewania zupy jest "nabierka"
            • minerwamcg Re: do Krakowiaków :) 26.09.10, 18:29
              Muranowianka dicit:
              > opowiadacie, że panna, która dotknie Dzwonu Zygmunta wyjdzie za Krakowiaka. No
              > i co? Kleiłam się do dzwonu ze trzy razy na przestrzeni wielu lat i NIC :-)

              A bo to taka baja dla turystów :) Opowiada się też, że panna, która dotknie serca Dzwonu Zygmunta wyjdzie za mąż jeszcze w tym roku - też nie działa, sprawdziłam.
        • Gość: Paul Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.chello.pl 26.09.10, 22:56
          Jestem z ziem odzyskanych a też wodę raczej stawiam. Dzielisz trochę włos na czworo.
          • Gość: historyk Jak można być z "ziem odzyskanych"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 23:02
            Coś kręcisz... albo jesteś autochtonem albo osadnikiem.
            • Gość: ziemba1 Re: Jak można być z "ziem odzyskanych"? IP: 81.219.201.* 26.09.10, 23:45
              Jak się jest potomkiem osadników (przesiedleńców) z różnych regionów, to ciężko jest się jednoznacznie określić - a po 65 latach to taka mieszanka już jest normą.
              Ja jestem Pomorzaninem Zachodnim pochodzenia lwowsko-podolsko-kielecko-wołyńsko-warszawskiego pochodzenia.
              Pamiętam ze wczesnoszkolnych jakie mieliśmy problemy z tym , kto teoretycznie przynosi prezenty pod choinkę: Mikołaj, Święty Mikołaj, Aniołek, Gwiazdor, Jezusek, Dzieciątko - wszystkie opcje w jednej klasie.
      • pfg Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 10:32
        Gość portalu: ichi51e napisał(a):

        > kazdy wiec ze borowka to t
        > a czerwona ale i borowki to w ogole jagody - kto w ogole widzial taka czerwona
        > borowke w naturze?

        A skąd! Borówka - dojrzała - jest granatowa. I na odwrót: granatowe jagódki zbierane w lesie to BORÓWKI. Dopuszczalna jest także nazwa "czarna jagoda". Czerwone jagódki zbierane w lesie (tak, w dzieciństwie sam zbierałem), używane głównie do robienia specjalnego sosu lub galaretki do mięs, to brusznice. "Jagody" to są, ogólnie, kuliste owoce pewnych krzewów lub krzewinek. Każda borówka, podobnie jak każda brusznica, ale też i porzeczka, jest jagodą.
        • Gość: katowiczanka Re: Nie takie rajtki straszne IP: 83.141.106.* 26.09.10, 17:52
          a moj czeski maz tez mowi brusznice na borowki (czerwone kulki),czeskie jagody to nasze truskawki, a jagody (czarne kulki) to borowki
      • Gość: zalogowany Ad melodia IP: *.ztpnet.pl 26.09.10, 11:56
        ichi51e napisała:
        ...zaskoczy[ł]o mnie [ż]e MELODIA j[ę]zyka jest zupe[ł]nie inna, jakby bardziej akcentowali i w innych miejscach? Mo[ż]e kto[ś] co[ś] wie wiecej na ten temat...

        Mnie, mieszkającemu pono w regionie mówiącym najlepszą polszczyzną [literacką] - tj. wypraną z gwar, w Lubuszczyżnie - każdy wyjazd w region z tradycjami daje językowe odkrycia nie do przecenienia.

        Zaskoczeniem była nawet melodia [intonacja] w sąsiedniej Wielkopolsce [prócz jej zakusów, na mą lokalność] - takie przedłużone, śpiewne wymawianie sylaby końca każdego zdania.

        Natrętne "tykanie" każdego obcego rozmówcy [nie rozmówczyni] tam per "Wuja" doprowadzało mnie do rozpaczy ;-)


        Gwary gwarami, ale pamętajmy, że dziś wszyscy Słowianie na międzynarodowych spędach ze sobą się dogadują, czego nam reszta zazdrości :)
        Tak było półtora tysiąclecia temu, czego nam też ówcześni nie-Słowianie zazdrościli!
        • Gość: look7 Właśnie poznańskie wielkopolskie IP: 80.51.108.* 26.09.10, 23:27
          zwracanie się do niektóych osób per "Wuja" u nas się mówi wujek, stryjek. Na starego kawalera mówimy stryku.Swat
      • pandoraxxx Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 13:52
        źleee - borówka, to ta granatowa ;p
        brusznica lub borówka brusznica, to czerwona ;p
        jagoda, to po prostu nazwa rodzaju owocu (mięsista, niepękająca owocnia), jagodą jest np. pomidor, czy cytryna ;>

        z resztą czarna jagoda, to poprawnie borówka czarna (słownikowo), a więc krakowianie/ Małopolanie/ i okoliczni mają rację z borówką i to ona raczej powinna funkcjonować w oficjalnym j. polskim, ale że M.Konopnicka zmóżdżyła utwór "Na jagody" to tak pewnie zostało

        hmmm... są jeszcze "jeżyny" (w innych rejonach Polski ostrężyny, ostrężnice); w okolicach Zakliczyna/ Jeziora Czorsztyńskiego/ Czchowa/ Nowego i Starego Sącza/ Tarnowa zwane "czernicami" (img.kupsprzedaj.pl/6e/ff/34-orig.jpg)
        • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.zax.pl 26.09.10, 14:30
          Beskid Wyspowy z pochodzenia się kłania i przez godzine nie mogłem sobie przypomnieć lokalnej nazwy ostrężnicy (żadko uzywam tej nazwy). Oczywiście to czernica (tylko tak ja nazywam, jak zobaczę! Prawie eureka! Dzięki za wpis:)

          Macie tez tak jak ja dziś, że intuicyjnie używacie znanych wam nazw na określenie przedmiotu czy czynności, a jak pojawi sie taki temat i trzeba sobie przypomnieć coś co ma różne nazwy i wtedy jest czarna dziura, gdy chcemy użyć swojskiej nazwy, a nie ogólnopolskiej?
          • pandoraxxx Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 16:28
            oooo... czyli jednak ta "czernica", super! a btw: zauważyłam swój błąd wcześniejszy, chodziło mi o Jezioro Rożnowskie, a czemu mi się wkopało Czorsztyńskie, nie wiem... no nic też Dunajec, też Sądecczyzna :)
            • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.zax.pl 26.09.10, 16:43
              Moje okolice to zachodnia część powiatu limanowskiego. Zawsze tam są przy drogach i pod lasami czernice. Jeziorami sie nie przejmuj, można się pomylić. Jak mam kapelusz to proszę o bajgle, jak łysina świeci w słońcu to są obwarzanki lub precle (żart).

              Jeszcze chciałbym pociągnąć temat liszek. Podobno u nas to są kurki. 30 lat temu jak żyła babcia to spotkałem się z tym określeniem, ale teraz na tego grzyba mówią kurki. Może to wpływ telewizji. 30 lat wstecz na wsi nie było telewizora, tylko lato z radiem podczas porzeczko brania.
              • pandoraxxx Re: Nie takie rajtki straszne 26.09.10, 17:52
                tak z liszkami też słyszałam, że małopolski... ale u mnie w domu to zawsze były kurki. tata Krakus, właściwie w lasach nie bywał, a raz jak na wieś w dzieciństwie wyjechał, to nie wiedział co to boisko - nie do gry, tylko takie w stodole ;p więc pewnie nie miał okazji grzybów nazywać. dopiero, gdy mamę poznał począł na grzyby z nią jeździć. mama wychowywana częściowo w Krakowie, częściowo w okolicach Zakliczyna - jej dziadek z Ostrawy posługiwał się literackim j.polskim, więc pewnie te kurki jednak przeważyły :)
      • Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.zax.pl 26.09.10, 14:20
        W 1988 roku odpoczywałem na Mazurach. I świeżo poznana laska z Białegostoku (notabene z ZSMP... sic!) po kilku minutach rozmowy stwierdziła, że jestem ze Śląska... Ona mówiąc prawie śpiewała tym swoim pięknym akcentem.

        Zamurowało mnie wtedy na jej słowa, nie sądziłem że tak twardo z austriacka mówimy my tu w Krakowie. A wystarczy wyjechać 50 km od Krakowa np. w stronę Limanowej, na wieś, i tam nie ma tej twardości języka, mimo, że to też była prowincja austro-węgier. Tam króluje se idze, ale bez tego "śpiewu".
    • jotembi ja w sprawie sznycla 26.09.10, 07:57
      mianowicie jeśli określenie "sznycel" oznaczające kotlet mielony pochodzi z Austro-Węgier, to jak się ma do tego mój ukochany Wienerschnitzel, zupełnie nie mielony sznycel cielęcy wielkości półmiska...?
      • brytnej Re: ja w sprawie sznycla 26.09.10, 15:02
        jotembi napisała:

        > mianowicie jeśli określenie "sznycel" oznaczające kotlet mielony pochodzi z Aus
        > tro-Węgier, to jak się ma do tego mój ukochany Wienerschnitzel, zupełnie nie mi
        > elony sznycel cielęcy wielkości półmiska...?

        1. Nie "Wienerschnitzer", a "Wiener Schnitzel". Wienerschnitzel znaczy: "kotlet z Wiedenczyka".
        2. Wiener Schnitzel nie musi byc wieloksci polmiska, bo to po prostu zwykly schabowy. Ze z dobrobytem idzie zwykle w parze obfitosc, to inna sprawa.
        3. Informacja Mazana, ze Schnitzel oznacza kotlet siekany jest calkowicie bledna. Schnitzel zawsze przygotowywany jest, jak sama nazwa wskazuje (poludniowoniemiecka koncowka "-el" odpowiada mniej wiecej literackoniemieckiej "-lein"), z miesa krojonego na plastry. Siekany kotlet to albo "Frikadelle" (poludniowe Niemcy i wariant bardziej literacki), albo "Bulette" (polnocne Niemcy), a w niektorych przypadkach "Klops" (dawne Prusy Wschodnie).
        • jotembi Re: ja w sprawie sznycla 26.09.10, 17:15
          a gdzie ja niby napisałam "Schnitzer"...?
          Schnitzel stoi jak byk
          prawdziwy Wiener Schnitzel (jeśli tak wolisz, choć może powiedz to jeszcze miejscowym restauratorom ;) ) nie jest schabowym, tylko kotletem cielęcym
          i naprawdę jest przeogromny - jeśli się go je w dobrej wiedeńskiej knajpie

          ale cieszę się że się zgadzasz co do mielonego :)
        • Gość: dr Freud Re: ja w sprawie sznycla IP: *.adsl.inetia.pl 27.09.10, 08:16
          sznycel po wiedeńsku jest z cielęciny!!!!
    • Gość: oglądnąłem Kurcze blade, az sie lezka w oku kreci... IP: 194.33.17.* 26.09.10, 08:34
      a najbardziej kreci, jak sie jest na emigracji. Szczegolnie tutaj widoczne sa roznice, kiedy to w jednym miescie jest wiele osob pochodzacych z roznych obszarow Polski.
      • tora13 Re: Kurcze blade, az sie lezka w oku kreci... 26.09.10, 09:03
        Jestem rodowitą krakowianką, od 25 lat "na wygnaniu". Do szkoły to ja chodziłam ubrana w chałat a w drodze przegryzałam bajgle a nie precle. Eh! Brakuje mi tego pola no i oczywiście bajoka.
        • Gość: f451 właśnie - dlaczego sprzedawcy bajgli IP: 178.73.49.* 26.09.10, 11:14
          uparli się pisac "krakowskie precle" ???
          • Gość: tu i tam Bajgle to chyba po warszawsku, w Krakowie precle. IP: 194.33.17.* 26.09.10, 12:31
            .
            • Gość: krk Re: Bajgle to chyba po warszawsku, w Krakowie pre IP: 77.236.26.* 26.09.10, 12:33
              bajgle to raczej z "Krakoskiego" a tak na marginesie bajgiel z "żydoskiego" pochodzi
              • Gość: tu i tam Sam juz nie wiem, tutaj pisza inaczej: IP: 194.33.17.* 26.09.10, 12:36
                pl.wiktionary.org/wiki/Indeks:Polski_-_Regionalizmy_krakowskie
              • Gość: JA Re: Bajgle to chyba po warszawsku, w Krakowie pre IP: *.pljtelecom.pl 24.12.12, 15:32
                Bajgle to po warszawsku. w Krakowie mówi się precle albo obwarzanek.
          • Gość: emeryt Obwarzanek to nie to samo, co precel, ani bajgiel! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 12:39
            Ten błąd pojawił się już w tym wątku parokrotnie.
            Obwarzanek, precel i bajgiel to różne rodzaje pieczywa!!!
            Obwarzanek to ten najpopularniejszy, okrągły z posypką, precel ma kształt zbliżony do ósemki, a bajgiel podobny jest z wyglądu do donuta (doughnut). Oczywiście różnią się też smakiem.

            pl.wikipedia.org/wiki/Obwarzanek
            pl.wikipedia.org/wiki/Precel
            pl.wikipedia.org/wiki/Bajgiel
            • pandoraxxx Re: Obwarzanek to nie to samo, co precel, ani baj 26.09.10, 13:11
              bajgiel nie ma nic wspólnego z donatem (to raczej w drugą stronę jeśli chodzi o wygląd0, bo ciasta są zupełnie inne. już wyżej jest mój dłuugaśny post, o różnicach i podobieństwach między tymi wypiekami. bajgiel jest bliższy obwarzankowi niźli jakikolwiek precel, a w tradycyjnej krakowszczyznie bajgle i obwarzanki funkcjonowały obok siebie jako nazwa wypieku "plecinego", choć prawdą jest, że inaczej wyglądają (jednakowoż technologia wypieku jest podobna). precel - nie, nie, nie!

              prawda, że wiele określeń nie jest krakowskich, a właśnie małopolskich, czy szerzej - galicyjskich

              a jeszcze: gadać farmazony

              wspomniane już: nakastlik/ nachtkastlik (nigdy nie zapomnę, jakiego ataku śmiechu dostała moja druga połowa słysząc to po raz pierwszy), krachla (zamkniecie butelki - tego sama używam, lub oranżada - ja już tak nie mówiłam, ale mój tato jeszcze tak)

              regionalizmy, akcenty, zaśpiewy, itp. ogólnie, to kopalnia fantastycznych odkryć, dlatego ujednolicanie języka jest bez sensu i jeśli gdzieś wyjeżdżam, to posługuję się zwykle małopolskimi/ krakowskimi zwrotami i z przyjemnością wyjaśniam oraz dyskutuję o różnicach. btw: podobno my z południa mówiły dłuuuugo i rozciągamy sylaby, nie wiem, nie słyszę ;p ale słyszę, ze ludzie znad morza strasznie "pędzą" i skracają słowa
              • Gość: emeryt Re: Obwarzanek to nie to samo, co precel, ani baj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.10, 14:28
                Przecież wyraźnie napisałem, że Z WYGLĄDU bajgiel podobny jest do donuta. Wiele osób nie wie, jak wygląda bajgiel, a wie jak wygląda donut - stąd porównanie bajgla do donuta.

                Na marginesie: relacja podobieństwa jest zwrotna, więc skoro bajgiel jest podobny Z WYGLĄDU do donuta, to i donut jest podobny Z WYGLĄDU do bajgla.
                • pandoraxxx Re: Obwarzanek to nie to samo, co precel, ani baj 26.09.10, 17:29
                  to że bajgiel przypomina z wyglądu donat (doughnut czy inny donut), to jakby powiedzieć że bułka przypomina z wyglądu pączka ;p

                  rozumiem co to znaczy z wyglądu i że vice versa, ale takie zestawienia więcej zaciemniają niż wyjaśniają

                  a przedmówca nie zrozumiał, że w wyrażeniu "bajgiel nie ma nic wspólnego z donatem (to raczej w drugą stronę jeśli chodzi o wygląd)" chodziło mi o to, że bajgle do Stanów przywieźli emigranci żydowscy i ta forma "ciasta z dziurką" została później przeniesiona na donata (wypiek poączkopodobny)

                  ...natomiast tak, być może, był to zbyt doży skrót myślowy, więc nie ma się co unosić i wielkimi literami w poście szaleć
              • Gość: Frantz de Galais Re: Obwarzanek to nie to samo, co precel, ani baj IP: *.adsl.inetia.pl 27.09.10, 08:18
                Farmazony to sie plecie.
                \Skądinąd słowo to pochodzi z j. francuskiego "franc-maçon" co oznacza masona!
                Ot takie to dyrdymały ("dire du mal ")!!!
                • pandoraxxx pleść farmazony :D 27.09.10, 10:14
                  no tak, oczywiście! nie mogłam sobie, za Chiny Ludowe, przypomnieć tego związku frazeologicznego, pięknie dziękuję i pozdrawiam :)
        • Gość: git Re: Kurcze blade, az sie lezka w oku kreci... IP: *.zax.pl 26.09.10, 14:37
          Tora13

          Prowokujesz tym wpisem, albo piszesz prawdę. Jak to jest prawda to wierze w chałat i bajgiel. Tak nazywaliście obwarzanka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka