kapitan.kirk
26.07.04, 13:20
Uciekając przed upałem, którego nie zdołał złagodzić nawet chłodzony Żywiec,
schroniłem się wczoraj do klimatyzowanej sali ARS, gdzie akurat dawali
najnowsze dzieło Michaela Moore'a. Niniejszym pragnę uroczyście przeprosić
urzędującego prezydenta USA za to, że dotąd nie byłem jego fanem, a nawet
byłem przeciwko wojnie irackiej (choć już nie przeciwko udziałowi Polaków).
Nie wiem gdzie Moore uczył się swego fachu, ale wygląda na to, że chyba w
Mosfilmie albo u śp. Romana Wionczka - sposobem i jakością argumentacji film
ten przypomina najtoporniejsze, prymitywne agitki z lat komuny. Ciekawe, że
sądząc po dość powściągliwej reakcji sali, docierało to nawet do młodszej
części publiki, która peerelu świadomie pamiętać nie może. Czyżby dystans
wobec tandetnej propagandy dziedziczyło się genetycznie? ;)