ra_v2
01.02.05, 16:21
Artukuł z Gazety Wyborczej o którym pisze ruczaj.x
Zostaną puste szuflady. Podsumowanie dwuletnich rządów Jacka Majchrowskiego
Krzysztof Fijałek, Wojciech Pelowski, Magdalena Kursa 26-11-2004 , ostatnia
aktualizacja 26-11-2004 07:58
Dwa lata spędzone na urzędzie przez prezydenta Majchrowskiego to suma działań
wynikających z kontynuacji przedsięwzięć przygotowanych przez poprzedników i
szczęśliwych zbiegów okoliczności. Powtarzanie takich zaklęć jak budowa hali
widowiskowej czy centrum kongresowe wystarcza, żeby dobrze wypaść w
sondażach.
Ale tylko tyle
Od odrodzenia samorządu miasto i jego władze miały przeróżne ambicje, ale
ostatecznie i tak sprowadzały się one do tego, żeby wyróżniać się i przodować
wśród innych gmin. W sprawach dziś tak oczywistych jak budżet zadaniowy czy
emisja obligacji komunalnych Kraków wyprzedzał inne miasta. Tu zatem
przyjeżdżali włodarze innych metropolii i gmin, by uczyć się skutecznej
samorządności. Był co prawda krakowski samorząd miejscem groteskowych
niekiedy
zdarzeń, ale jego władze toczyły debaty tak fundamentalne jak ta dotycząca
zadłużenia miasta i sfinansowania z kredytu jego rozwoju.
Ten poziom myślenia o sprawach publicznych to przeszłość.
Prezent Gołasia
Prezydent Jacek Majchrowski zastał miasto dość dobrze urządzone, z działającą
komunikacją i infrastrukturą komunalną, z rozpędzonymi inwestycjami, na które
zgromadzono pieniądze. Nic zatem dziwnego, że jeśli się idzie krakowskimi
ulicami, odnosi się wrażenie, iż w mieście sporo się dzieje.
Tymczasem jeszcze dwa lata temu, w czasie kampanii wyborczej, kandydat Jacek
Majchrowski zapowiadał, że nie będzie prezydentem od "przecinania wstęg",
że "zadłużonego potwornie miasta nie bardzo stać na nowe inwestycje", że
celem
nowej kadencji będzie przygotowanie Krakowa pod inwestycje w kolejnych
latach.
Co się zatem stało?
Nie sprawdziły się fatalistyczne zapowiedzi "finansowego pogorzeliska", a
głosy
o zadłużeniu, które sprowadzi na miasto komisarza, po zmianie władzy ucichły
zupełnie, co znaczy, że z kasą nie jest tak źle. Za to okazało się, że
Andrzej
Gołaś zostawił następcy niezły prezent w postaci rozkręconych inwestycji.
Nowy
prezydent mógł więc zainwestować we wstęgi i rozwozić dziennikarzy po
kolejnych
uroczystościach ich przecinania, w których udział najwyraźniej bardzo
polubił.
Zadziałało - krakowianie docenili jego drogowy rozmach (wystarczy zerknąć do
sondażu "Gazety").
Powoli jednak kończą się przygotowane (wstępnie jeszcze pod rządami Józefa
Lassoty) inwestycje. I co dalej? Nic! Zanosi się na to, że to nie poprzedni
rządzący, ale właśnie Jacek Majchrowski pozostawi po sobie puste szuflady.
Widać to było po blamażu z projektami finansowania inwestycji ze środków
unijnych. Proces zaangażowania się w kolejne, coraz trudniejsze
przedsięwzięcia
Majchrowskiego najwyraźniej nie interesuje. Przykład? Budowa spalarni odpadów
komunalnych, której koszt ocenia się dziś na 100 mln euro, musiałaby się już
rozpocząć, aby miasto w 2014 czy 2015 roku nie utonęło w śmieciach. O tym w
magistracie cicho. Tak jak o tunelu pod Wzgórzem św. Bronisławy (nie wiadomo
nawet, czy jest to koncepcja realna, czy też odrzucona).
Szczęśliwy stołek
W ostatnich latach pojawiły się w Europie tanie linie, dzięki którym
rozwinęły
się nie tylko nieco zapomniane miasta, ale i regiony. Jeszcze dwa lata temu w
Balicach o tanich liniach jeszcze nie myślano. Nie myślał o nich także
kandydat
na prezydenta Jacek Majchrowski. Znów jednak miał szczęście. W swoim urzędzie
postanowił postawić fotel pełnomocnika ds. turystyki. Przypadł on PSL-owi,
które poparło go w wyborach. Pełnomocnikiem została Grażyna Leja -
przedsiębiorca z branży turystycznej. Postawiła na tanie linie, przekonała
wokół siebie kilka osób (nie mając w urzędzie żadnych tzw. decyzyjnych
uprawnień!) i wymyślała sposoby, jak owe linie do nas ściągnąć. Powstał
Krakowski Port Lotniczy, spółka zajmująca się zapraszaniem "low-costów" pod
Wawel w zamian za reklamę. Sprawdziło się. Dziś do Krakowa lata kilku tanich
przewoźników, a miasto jest na ich mapach w całej Europie. Widać to już po
naszych hotelach i międzynarodowym gwarze na ulicach.
Wiatr po halach
"Postawię wam halę" - to jedno z głównych haseł kampanii Jacka
Majchrowskiego.
Co więc z halą widowiskowo-sportową na tysiące ludzi? Otóż mają być dwie.
Prezydent tak przywiązał się do swojego pomysłu, że prędzej chyba z niego
zrezygnuje, niż by miał stawiać halę do spółki z kimś. Okazało się bowiem, że
budowniczym obiektu widowiskowego chce zostać także marszałek Janusz Sepioł.
Co
więcej - obaj panowie zaplanowali wybudować swoje obiekty niemal obok siebie -
w Czyżynach.
Efektów na razie żadnych: marszałek nie ma gruntu, choć mógłby mieć
pieniądze,
a prezydent nie ma pieniędzy, choć z gruntem nie ma problemu. Ale przecież
żadnemu z nich nie przyjdzie do głowy, żeby halę wybudować wspólnie. Nie
umieją
tego, podobnie jak nie potrafią ze sobą rozmawiać i sensownie planować spraw
ważnych dla Krakowa i okolic...
Skończmy jednak temat hali. Wygląda na to, że długo na nią poczekamy.
Podobnie
jak na obiecywane centrum kongresowe. Po dwóch latach skierowano wreszcie
zaproszeni do inwestorów. Partnerstwo prywatno-publiczne, tak chwalone przez
Jacka Majchrowskiego, ma jednak jedną wadę: obok "publicznego"
ma "prywatnego",
a tego ostatniego zupełnie nie widać.
Mieszkania rozdane
Jacek Majchrowski traktuje politykę mieszkaniową tak jak Andrzej Gołaś drogi.
Tylko w ubiegłym roku miasto zakupiło 724 mieszkania, a to więcej niż w
poprzednich czterech latach. Liczby robią wrażenie także przez nonszalancję
poprzedniego gospodarza, który mieszkaniami dla najbiedniejszych głowy sobie
specjalnie nie zaprzątał. Tak to, słusznie, odbierali jego urzędnicy z
mieszkaniówki, stąd nie byli w stanie wydać nawet skromnych kwot. Przez
kłopoty
przy rozstrzyganiu przetargów nie wykorzystano sporych pieniędzy, które
zostawały do wydania na następny rok. Prezydent Majchrowski miał więc na
mieszkania skumulowane 43 mln zł.
Znów trochę szczęścia, ale trzeba przyznać, że jest też kilka nowych
pomysłów.
W budżecie znalazły się dodatkowe pieniądze na lokale, i w dodatku udaje się
je
wydać - zinwentaryzowano gminne mienie, powstają sensowne programy
zagospodarowywania pustostanów. Lansowany ostatnio pomysł wymiany gruntów na
mieszkania w statystykach będzie się świetnie prezentował. W praktyce jednak
oznacza tworzenie gett komunalnych lokatorów i spotęgowany efekt odrzucenia
społecznego. Nic nowego - cały świat to przechodził. Parę lat temu toczyła
się
z związku z tym debata w radzie miasta, zakończona konkluzją, żeby zamiast
tworzenia slumsów, spróbować lokatorów komunalnych rozparcelować pomiędzy
normalnymi mieszkańcami. Prezydent Majchrowski wybrał rozwiązanie, które z
pewnością dobrze przyjmą deweloperzy - mają niesprzedane mieszkania, a
program
prezydencki zakłada, że gmina przejmie je do połowy przyszłego roku. Dlaczego
jednak prezydent nie korzysta z możliwości zakupu mieszkań z drugiej ręki,
które są tańsze i których zasiedlenie nie skończy się efektem slumsów?
Zmienić myślenie
Gospodarczo Kraków nie jest wprawdzie pustynią, ale też na pewno nie
wykorzystuje swojego potencjału. Koncernu LNM w Hucie im. Sendzimira nie
można
uznać za inwestora ściągniętego do Krakowa, bo przecież Hindusi zakupili
krakowską stalownię w pakiecie ze śląskimi zakładami.
Kraków nie dopracował się nawet strategii rozwoju, co władzy prezydenta
Majchrowskiego wystawia jak najgorszą ocenę. Miastu wciąż brakuje choćby
promocji gospodarczej z prawdziwego zdarzenia. Dobrą inicjatywą jest na pewno
Biuro Kongresów, które robi co może, żeby hotele poza sezonem nie były puste,
a
pod Wawel ściągały firmy na rozmaite szkolenia i minikonferecje (o
prawdziw