Dodaj do ulubionych

Szpital Uniwersytecki

IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.11, 22:05
Co za bzdura. Na Kopernika NIE MA MOŻLIWOŚCI porodu w wybranej pozycji.
Brud, smród, ubóstwo.
Nacięcie bez uprzedzenia, tłumy gości, brak intymności, przedmiotowe traktowanie rodzącej.
Nie polecam, chyba, że ktoś chce tam urodzić pierwsze i ostatnie dziecko.
Obserwuj wątek
    • Gość: Mama Frania Szpital Uniwersytecki IP: *.dynamic.chello.pl 15.11.11, 11:19
      Zgadzam sie!
      Urodzilam tam mojego synka ( pierwsze dziecko).
      Obsluga na sali porodowej fatalna, naciecie krocza bez uprzedzenia, zero intymnosci, jednym slowem masakra.
      Sale poporodowe obskurne, male, przepełnione. Sale 2 i 1 osobowe dla wybrancow.
      Co wiecej powiedziec, leczylam ze szpital Uniwersytecki stanie na poziomie.
      Dziecko hospitalizowane na oddz neonatologicznym.
      Po 4 miesiacach okazalo sie ze dziecko ma wzmozone napiecie miesniowe ( wczesniej wszyscy zrzucali to na kolki). Po usg mozgu okazalo sie ze to niedotlenienie jest przyczyna. Juz nie draze kiedy << Czy w czasie ciazy czy w trakcie porodu ?>> , dobrze ze malenstwo rozwija sie dobrze
    • Gość: Ajka Szpital Uniwersytecki IP: *.home.aster.pl 29.11.11, 21:15
      Rodziłam tam w tym roku cóż, spędziłam 10 dni na patologi ciąży nie zrobiono mi cesarki zaraz po przyjęciu mimo że dziecku spadało tętno, lekarze czekali 10 dni na poród naturalny jak w końcu wzięli mnie na porodówke to dzieko było niedotlenione i dostało 5 punktów. Do dzisiaj gdy kładę się wieczorem przypomina mi sie sala pooperacyjna w której było ciemno mnie trzepały drgawki po znieczuleniu aż rzucało mną po całym łózku a całą noc slyszałam tylko chrapanie pielęgniarki która rano wstała i laskawie spytała czy chce coś przeciwbólowego jak powiedziałam że tak bo mnie boli to jeszcze na mnie nakrzyczała że nie wołałam, a niby jak skoro baba spała. Potem trafilam na sale sześcioosobową z 2 dostawionymi łózkami czyli w jednej sali 8 łóżek jedno przy drugim 8 dzieci i do tego po 2 osoby odwiedzające przy kazdym łóżku, takiego koszmaru nie można sobie wyobrazić a ja to przeżyłam. Po wypisie kazali mi się zglosić do swojego lekarza żeby sprawdził czy po cesarce jest wszystko w porządku, a on stwierdził że w okresie połogu to szpital ma obowiązek się mną zająć. W rezutlacie wzięłam 100 w zęby i poszłam prywatnie. To tak w skrócie o rodzić po ludzku na kopernika.
      • Gość: mama dwóch Re: Szpital Uniwersytecki IP: *.adm.agh.edu.pl 01.03.12, 09:01
        Na Kopernika mają sprzęt do ratowania dziecka gdyby cos sie stało po porodzie, nie trzeba wzywać karetki żeby przewiozła dziecko z prywatnej kliniki na Kopernika, ot co. Trzymam kciuki za remont, bo ja rodziłam dwójkę dzieci jeszcze przed i fakt, warunki straszne. Do tego dołożę jeszcze jedna przemiłą położną, pania Teresę, która była na mnie wyraźnie obrażona- to był drugi poród, nie dała mi rodzić rodzinnie, ale odpuściłam, bo tak bardzo mi na tym juz nie zależało, po 10 dniach bezsensownego leżenia na patologii po prostu chciałam urodzić. Rodziłam na krolpówce, która przyspiesza akcję porodową , więc poród był szybki ale okropnie bolesny- pani teresie BARDZO przeszkadzało, że krzyczę ("A KTOREŻ to dziecko pani rodzi?" choć przed chwilą zrobiła ze mną wywiad, więc wiedziała które)- i takie tam inne uprzejmości. Złosliwe ukłucie satysfakcji przyszło, kiedy zobaczyłam ją kiedyś stojącą obok stłuczonego auta, ktoś ją puknął, była wyraźnie wściekła. Szkoda, bo to dobra położna, widziałam jak odbiera poród tuż przede mną, bardzo dziewczynie pomogła. Tu uwaga- widziałam, bo sale porodowe tak tam wyglądały- 3 albo 4 boksy z przepierzeniami, wszystko widać i słychać. A szesnastolatce, która przyjechała twierdąc, że ma bóle porodowe kazali usiąść (tak! usiąść) na stołeczku i czekać aż mama dojedzie. Nieletnia nie ma prawa urodzić póki rodzic się nie zjawi. Natomiast WIELKIE słowa uznania dla Pani Doktor Tomaszczyk z Neonatologii, więcej takicjh lekarzy, po prostu widać, że kocha dzieci.
    • Gość: pacjentka Szpital Uniwersytecki IP: *.vectro.com 05.01.12, 13:24
      Lewatywa obowiązkowa, o nacięciu krocza rodząca dowiaduje się po fakcie, gdy widzi zakrwawione nożyce w ręku położnej, pomoc przy karmieniu - to krzyk pielęgniarek: " Jak pani to dziecko do piersi przykładaaaaaaaa ??????? !!!!".
      Co do obecności anestezjologa, to pan Langie nie szczędzi chamskich i prostackich komentarzy. Poza tym nieodpowiednio dobiera dawkę znieczulenia, co wyklucza odruch parcia ( niezbędny, aby dziecko przyszło na świat ).
      Po porodzie - sale wieloosobowe z wycieczkami zwiedzających i odwiedzających.
      Brudno.


    • Gość: rozczarowana Szpital Uniwersytecki IP: *.dynamic.chello.pl 23.02.12, 20:48
      Informacji do artykułu udzielali chyba pracownicy szpitala bo wątpię aby któraś z pacjentek tak pozytywnie się wypowiadała. Synka urodziłam w Szpitalu Uniwersyteckim osiem miesięcy temu, wydawało mi się że wiem na co się decyduję . Nie zależało mi na wygodach , indywidualnej łazience. Nie będę wypowiadała się na temat warunków w jakich się rodzi bo świadoma byłam co mnie czeka. Dla mnie najważniejsze było dobra opieka nad dzieckiem i mną, wydawało mi się że to będą miała zapewnione w SU. Niestety spotkało mnie wielkie rozczarowanie. Mój poród zakończył się cesarskim cięciem, dziecko zobaczyłam po 6 godzinach i tak miałam szczęście bo jedna dziewczyna na sali pooperacyjnej leżała 28godzin bez dostępu do maluszka, powodem był brak miejsca na normalnych salach. Ja leżałam na drugim piętrze (podobno lepiej ), niestety przerażające są te tabuny odwiedzających. Do każdej dziewczyny przychodziło po kilka osób siedzieli całymi dniami, w pokojach mało miejsca , każdy przechodzi na noworodkami chucha i dmucha na dzieci. Ludzie nie mają pohamowania nawet im do głowy nie przyjdzie, że w pokoju leżą inne kobiety które mogą się krępować karmić przy mężu, teściu, mamusi i teściowej współlokatorki. Tak było w moim przypadku leżałam na sali dwu osobowej a u współlokatorki od 8 rano do 21 BEZ PRZERWY były w odwiedzinach 4 osoby. Koszmar!! Wydaje mi się że powinien być jakiś regulamin odwiedzin i powinien on być respektowany . Kolejny mój pech polegał na tym że rodziłam w piątek i przez weekend nie było w pracy położnej z poradni laktacyjnej. Przyszła dopiero w poniedziałek kiedy mi zaczynało się już zapalenie piersi, gdyż położne w weekend uznały że jestem po cesarskim cięciu i nie mam prawa mieć pokarmu przez co najmniej 4 doby po zabiegu. Ja już czułam po 24 godzinach że piersi chcą mi pęknąć i próbowałam przystawiać małego, niestety nie umiałam tego robić , one nie chciały mi pomóc ( „ bo nie mam na pewno mleka „) . Nawet nie chciało im się mnie dotknąć i sprawdzić co się dzieje tylko brały małego i karmiły. W drugą noc co godzinę przychodziłam do pokoju w którym mały nocował i pytałam czy nie trzeba go nakarmić a te mi tylko odpowiadały że jak się obudzi to mnie zawołają trwało to 12 godzin. W końcu rano się uparłam i powiedziałam , że biorę dziecko do karmienia, przyznały się ze go nakarmiły bo cytuje „ Nigdy żadnego dziecka Pani tymi piersiami nie nakarmi a brodawki ma Pani do niczego „ Tak więc zrobił mi się nawal, pozatykały kanaliki i rozpoczęło zapalenie, ratunek zawdzięczam Pani z poradni laktacyjnej która w poniedziałek rano mnie uratowała. Jak jej opowiedziałam co jej koleżanki przez weekend wyprawiały to nawet bardzo się nie zdziwiła i powiedziała że są niereformowalne. W chwili obecnej mija ósmy miesiąc a ja małego nadal karmię piersią  Kolejny raz na pewno bym się świadomie nie zdecydowała na poród w tym szpitalu.
    • Gość: benia Szpital Uniwersytecki IP: *.ists.pl 25.06.12, 21:29
      To wszystko co napisane jest w tym artykule o porodówce w Szpitalu Uniwersyteckim okazuje się prawdą. Byłam tam ostatnio i nie wierzyłam własnym oczom. Porodówki są po remoncie oddane, pokoje pojedyncze z łazienkami , wszędzie klima. Mąż może być w każdej sali, worki, piłki drabinki , materace itd. SUPER!!!!!!!!!!
    • Gość: zadowolona Szpital Uniwersytecki IP: *.um.krakow.pl 20.07.12, 08:54
      Zastanawiam się czy te negatywne opinie nie wynikają głównie z oczekiwań co do standardu sal. Rodziłam (a dokładnie miałam cesarkę) w uniwersyteckim w zeszłym roku i mimo, że spędziłam tydzień na patologii w nieciekawych warunkach, a potem w 8-osobowej poporodowej, gdzie zetknęłam się z nieprzyjemnymi połóżnymi, to kolejny raz również zdecydowałabym się na ten szpital. Bo najważniejsze było dla mnie, że moje dziecko miało najlepszą opiekę medyczną. Co do lekarzy nie mam żadnych zastrzeżeń - w odpowiednim momencie zaproponowano mi cesarkę zamiast wywoływania porodu w obawie o moje zdrowie.
    • Gość: Oleńka Szpital Uniwersytecki IP: *.dynamic.chello.pl 15.12.12, 21:49
      Rodziłam w lipcu na Kopernika i właśnie dojrzewam psychicznie do złożenia jakiejś oficjalnej skargi na to, co się tam działo... Kilku lekarzy i położnych z pewnością nie zasłużyło na te słowa, ale oni wiedzą, że to nie o nich piszę... Pozostały personel, bo chyba personel muszę wymienić w pierwszej kolejności spośród pozostałych okropności. Oczywiście, wszystko da się przeżyć i ostatecznie cieszę się, że z dzidziusiem wszystko ok, jednak nie da się przejść obojętnie obok przede wszystkim chamstwa. W skrócie. Przyjechałam do szpitala o 4 rano dzwoniąc dzwonkiem i czekając chwilę na portiera. Otworzył i pyta: Słucham? no w sumie ..ok. Niech pyta. No rodzę. Idę do poczekalni, pukam do drzwi i mówię, że rodzę. Zbadano mnie i powiedziano, że skurcze są ale żadnego tu rozwarcia. Jednak nie odesłano do domu. Ale powiedziano że miejsc nie ma i nie że mam wrócić około 11 to może się coś zwolni.... Chciałam rodzić tam, bo wcześniej trafiłam tam na patologię ciąży, więc cała historia ciąży była na miejscu.. Czekałam w poczekalni ze skurczami co 7 minut. Zaczęły zbierać się kobiety do poradni ginekologicznej, położniczej... zaczeły być przyjmowane.. a my z mężem wśród nich, ja z ledwością opanowująca głośne jęki, kuląca się z bóli po kątach... W końcu lekarka, która przyszła o 7 znalazła jednak dla mnie miejsce (za co dziękuję, mimo wszystko) (jak to jest, że wg jednego lekarza jest, wg innego nie ma miejsca). o 8 trafiłam na salę. I tam zaczęło być już tylko gorzej. Sala porodowa - tu nie mogę nic zarzucić. Ale większość osób, z którymi się tam spotkałam... położne mające pretensje, ze w ogole tam się jest, docinki, nieprzyjemne hasełka, uszczypliwości, całkowici zerowa empatia dla kobiety w takim dniu jej życia; nie dali jeść, krzyczeli, że nie ma rozwarcia, po co tam jestem... "kto by pomyślał że taka wrażliwa na ból itd'; 12 godzin regularnych skurczy, bez jedzenia i bez znieczulenia! Brak rozwarcia i decyzja o cesarce (miała być podjęta o 14 stej, ale jednak potm Pani powidziała ze o 20 - stad brak jedzenia.,,) Nikt nic nie wyjaśnił.. jestem wrażliwa, emocjonalna, przyznaję. Ale nie ja jedna na pewno. Wwzieziono mnie na salę operacyjną nic nie mówiąc o tym jak będzie wyglądała cesarka, której absolutnie nie planowałam. Na pytanie na czym polega operacja, personel wybuchnał śmichem, po czym wysoki, chudy, zarozumiały Pan doktor powidział, żę na wyciągnięciu dziecka z brzucha... rozpłakałam się... więc usłyszałam, że mam przestać ryczeć. Brutalna, starsza i tęższa pani położna zginała mnie w pół jak scyzoryk do zastrzyku, krzycząc, żebym się rozluźniła (po ponad 20 godzinach skurczy). Na moje protesty "to boli" usłyszałam, że musi boleć i dopiero może mnie boleć... Potem "czemu Pani taka nerwowa" na co ja "bo Pani jest nieuprzejma, prosiłam, żeby mnie Pani tak ni zginała, to bardzo boli, sama się skulę". Usłyszałam "A PANI TO MOŻE JEST UPRZEJMA!!" Następnie anestezjolog opieprzyła mnie, że mam krzywy kręgosłup i bardzo trudno jej się wbić... Udało jej się za 3 razem.... Byłam wyczerpana fizycznie i nerwowo i tak, mogłam być już rozgoryczona i załamana, łzy leciały mi policzkach. Na koniec usłyszałam, "a może zawołamy psychiatrów hehe".... koszmar... już nic nie mówiłam tylko cichutko sobie plakałam... dopiero kiedy usłyszałam płacz synka... łzy zamieniły się w łzy szczęścia i już nic mnie nie obchodziło. Musiałam poprosić, żeby mi go w ogole podano. Kiedy to robili Maluszek ich obsiusiał co się im należało... problem w tym, że przez to spanikowali krzycząc: sika, sika! no i nie położyli mi go na piersiach tak jak to powinno miec miejsce zgodnie z dzisiejszymi standardami.... Synka ledwo dotknęłam, dostałam głupiego jasia i tyle pamietam.... Mąż czekal na zewnątrz i też nikt z nim nie porozawiał. W biegu zdążył zrobić zdjęcie wyjeżdzającemu synkowi. Na szczęście po przebudzeniu, jedna z miłych Pań położnych przywiozła synka do piersi.... Z sali pooperacyjnej trafiłam do poporodowej.... chyba przeznaczonej dla 6 osob... było nas 9.... 9 kobiet, 9 dzieci, przy każej odwiedzający.... krajobraz jak po wojnie.. Leżałam w kącie i w ogóle nie byłam w stanie podjechać synkiem pod moje łóżko... Eh.... W międzyczasie zostałam też okrzyczana, że uduszę dziecko zasypiając z dzieckiem... Eh, na koniec dziękuję tej garstce serdecznych osób tam, że pozwolliły to przetrwać... Mogłabym naprawdę jeszcze wiele pisać... Nigdy więcej tam nie trafię...
    • Gość: szczesliwa mama Szpital Uniwersytecki IP: *.ghnet.pl 04.04.13, 18:59
      Drogie przyszłe mamy. Chciałam się podzielić swoją opinią na temat szpitala na kopernika. 15 marca właśnie tam na świat przyszła moja coreczka. Miałam ogromne obawy przed rodzeniem w tym miejscu, tym bardziej, że czytałam i słyszałam wiele nieprzychylnych opini. Jednak moje obawy były zupełnie bezpodstawne. Rewelacyjna opieka, panie położne pomocne o każdej porze dnia i nocy, na położnictwie przychodziły w nocy dogladały co się z nami dzieje, czy dobrze się czujemy, czy maluszek dobrze przystawiony do piersi, czy dobrze przewiajmy itp. Maluszki prawie non stop były zabierane na badania, monitorowano ich stan zdrowia. Porodówka rewelacyjna, mozliwość porodu w wybranej pozycji, z osoba towarzyszacą, sale super wyposażone. Lekarze i położne pozytywnie nastawieni do pacjentek, nie spotkałam się z zadną przykroscią czy odmową pomocy. Naprawdę drogie przyszłe mamy nie warto wierzyć we wszystko co się mowi na temat tego szpitala. Chciałam zaznaczyć, że nie miałam tam nikogo znajomego lekarza czy położnej.
    • Gość: 4Tyska Szpital Uniwersytecki IP: 31.172.187.* 12.03.14, 15:02
      Witam,
      w szpitalu rodziłam w styczniu 2012 r. Zanim zdecydowałam się na ten szpital przesiedziałam kilka wieczorów czytając fora nt szpitali. Na oddziale nie miałam swojego lekarza, żadnej znajomej pielęgniarki czy położnej. Zdecydowała się no w sumie nie wiem... z tego że neonatologia na najwyższym poziomie i trochę z przekory. Rzeczywiście standard ówczesny jeśli chodzi o sale porodowe i poporodowe masakryczny. ale na to byłam przygotowana. Jeśli chodzi zaś o opiekę zarówno lekarską, jak i położniczą - była rewelacyjna. Nie pisze tego, bo ktoś mi zapłacił albo pracuje tam, nie dałam nawet złotowki nikomu. Byłam oczywiście świadkiem jak pani anestezjolog wyzywała pacjentkę, słyszałam jak położna brzydko komentowała rodzącą. Ale w moim przypadku nic takiego nie miało miejsca. Byłam w szpitalu około tygodnia, trzykrotnie lądowałam na sali porodowej. Po porodzie trafiłam na 2 piętro. Wszędzie personel była naprawdę bardzo pomocny. Może pomagał fakt, że generalnie jestem gadułą, która do każdego się odezwie, poprosi, podziękuje a nie tylko żąda. Pacjentki, o których wcześniej wspominałam zachowywały się naprawdę jakby tylko one na świecie rodziły i za sam fakt, że przyjechały właśnie do tego szpitala należy im bić pokłony. po porodzie rzeczywiście na salach tabuny ludzi i poupychane łózka, ale rekompensowały to co chwilę zaglądające panie położne i laktacyjne.
    • sidolux Szpital Uniwersytecki 08.06.14, 01:36
      A ja mam pytanie do Pań, które narzekają na warunki tam panujące ile zapłaciły personelowi za odbieranie ciąży? Wydaje mi się, że chyba 0 zł skoro tak zostałyście Panie potraktowane. Polska służba zdrowia to nie "Lekarze" na TVN. Jak się chce miło i profesjonalnie to niestety trzeba sypnąc groszem. Pozdrawiam
    • Gość: gosc Klinika IP: *.dynamic.chello.pl 08.12.14, 13:25
      Oddział może i wyremontowany, ale personel pozostawia wiele do życzenia. Na sali porodowej mogłam liczyć na pomoc pań położonych. Natomiast na Oddziale byłam pozostawiona sama - sobie. Po ponad 2 godzinach 2 fazy porodu zaproponowano mi oksytocynę.... Dopiero po 13 godzinach porodu zadecydowano (na mój wyraźny wniosek, iż konam z bólu) o cc. PATOLOGIA.
      Pani "doradca laktacyjny" zamiast udzielać pomocy i wskazówek pojawiła się znienacka w 2 dobie z pretensjami, iż karmię dziecko butelką a nie piersią. Dodam, iż pokarm pojawił się dopiero w 3 dobie. Panie położne z Oddziału są bardzo niemiłe. Wiedząc, iż jestem po cc nocą nie pomagały mi w żaden sposób. Dziecko z codziennej higieny wracało przestraszone i zapłakane.
      Jeżeli zamierzacie rodzić po ludzku w szpitalu naprawdę przyjaznym mamie i dzieciom nie wybierajcie tego szpitala. Słyszałam wiele negatywnych opinii na temat Kliniki Ginekologii i niestety z własnej głupoty sprawdziłam je na własnej skórze.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka