sex_pistols
25.05.05, 13:13
Kilka dni temu czytałem wątek, w którym ktoś pisał o pobieraniu opłaty za
korzystanie z szaletu. A ja wczoraj miałem okację (bo o przyjemności mówić tu
raczej nie można) korzystania z kilku ubikacji na trasie Kraków-Poznań-Kraków,
oraz w samym Poznaniu. Klejąca się podłoga, cuchnące ubikacje, w jednej ktoś
nawet roztarł co nieco na ścianie, brak papieru, ręczników papierowych, mydła
czy wręcz zakręcona woda, aby komuś nie przyszło do głowy umyć ręce.
Zastanawiam się, czy Polacy podobnie mają we własnych ubikacjach? Czy u siebie
też za przeproszeniem leją po deskach, kreta sadzają obok a nie w muszli. I
przede wszystkim czemu tego nikt nie sprząta? Myślicie, że tak jest tylko na
stacjach benzynowych? Otórz nie! Również w sieciowych fastfudach sprzedających
szczórburgery jest taki syf i smród, że wchodząc najpierw do ubikacji nie ma
się już więcej ochoty na jedzenie czegokolwiek. Również w sądzie w Poznaniu
oraz Galerii Stary Browar (czyli w Kulczykowie) jest tak ochydnie, że
odechciewa się sikać. Niech te wszystkie miejsca będą płatne, niech nawet
kosztuje to 5 złotych, ale chcę wejść do pachnącej, czystej ubikacji, chcę
umyć ręce w czystej umywalce, chcę mieć mydło i ciepłą wodę. Czy ja naprawdę
chcę tak dużo?