secesja2005
07.09.05, 23:02
Wracam sobie dziś na moje osiedle około 22 i widzę z oddali, że dwóch panów w
dresach bezstresowo rzuca w balkony kamieniami. Drą się przy tym i wyją jak
to zwykle dresy, a ludność miejscowa spokojnie wyprowadza psy i inną trzodę,
patrząc beznamiętnie w stronę tej ciekawej scenki.
Nagle jednak zbiegają się drogi dresów i moja - dokładnie naprzeciw
osiedlowej cukierni dresy zaczynają ćwiczyć wschodnie sztuki walki na koszu
na śmieci. Dewastują go natychmiast i już widzę, że zamierzają się na witrynę
cukierni. Więc biorę telefon i dzwonię na policję. Nauczona strasznymi
doświadczeniami z pogotowiem, że panie dyspozytorki odmawiają przysłania
karetki do leżącego na ulicy, wybieram numer. I myślę sobie, że do domu chyba
jednak nie dojdę bo zanim policja przyjedzie i coś z tym zrobi to dresy
zainteresują się i mną. A tutaj nowe dziwo! Policja przyjeżdża dosłownie w
przeciągu dwóch -trzech minut po sygnale i dawaj gonić dresów. Moje
zaskoczenie było wielkie, dresów chyba większe. Przyjemnie było się tak
zdziwić.