Dodaj do ulubionych

kosztorys życia w Kraku?!

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 16:11
Witam, mieszkam w Jeleniej Górze, ale duszą zawsze jestem z Krakowem. Juz pio
pierwszym pobycie tu zostałam oczarowana królewskim miastem i bardzo chetnie
do niego wracam. Marzę o tym, zeby juz do niego wrócic na stałe i wspolnie z
chłopakiem planujemy sie tu przeprowadzic na lato/jesien 2006. Bardzo nam na
tym zalezy, chcieliismy tu mieszkac,pracowac i studiowac, chociaz nie wiemy
czy na to wszystko starczy pieniedzy. Chciałabym sie zorientowac za ile mozna
wynajać skromna kawalerke i jak jest z praca? Oboje jestesmy po maturze, a
Kuba jest teraz na studium informatycznym. Nie oczekujemy luksusów, jestesmy
gotowi na wiele wyrzeczeń byle tylko byc tam razem. Prosze Was o pomoc w tej
sprawie czyli o realia życia w Krakowie. Ile trzeba zarabiac zeby sie
utrzymac i jakos zyc. Jakie sa ceny najmu i jaka prace moglibysmy wykonywac.
Jak oceniacie nasza sytuacje? Licze na wszelkie porady i informacje, bo
wiem,że mam do czynienia z życzliwymi krakusami:) Pozdrawiam serdecznie!
Obserwuj wątek
    • peteen Re: kosztorys życia w Kraku?! 22.11.05, 16:15
      chyba nie odbiega od innych miast...
      no, może z wyjątkiem cen wynajmu mieszkań - kawalerkę za 7 stów powinniście
      znaleźć, z pracą jest dużo gorzej
      koszt utrzymania 2 osób przez miesiąc, wraz z mieszkaniem - a bedzie tego z 2
      tysiaki (w tym już liczę ze 2 wypady napiwko na kaźmierzu)...
      przybywajcie!
    • mrug Re: kosztorys życia w Kraku?! 22.11.05, 16:16
      Jeśli nie macie dzieci, samochodu, nie lubicie jadać codziennie mięsa i,
      generalnie, nie macie zbyt dużych wymagań, to 2000 starczy.
      Ale bez fanaberii...
      • Gość: Mennta Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 16:20
        hmmm...2 koła czyli musimy zarabiac przynajmniej po 1000 zl, nie wiem jak tam,
        ale u nas to ciezko o tak platna prace bez doswiadczenia :((
        • peteen promocje telefonii komórkowej... 22.11.05, 16:23
          znajomy prowadzi dla różnych firm - handlowcy (spotkasz ich w m1, plazie karej
          furze) zarabiają spokojnie po 1500 miesięcznie...
          • Gość: Mennta Re: promocje telefonii komórkowej... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 16:26
            a jakies kwalifikacje potrzebne? dzieki za odzew
            • peteen pracują głównie studenci... 22.11.05, 16:29
              wtedy się od nich zusu nie płaci ;c)
              ot i kwalifikacje, trochę życia, umiejętność mówienia po polsku (wcale nie taka
              prosta), świadomość pracy w weekendy...
              • Gość: Mennta Re: pracują głównie studenci... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 16:33
                Hehe z tym mowieniem po polsku to dobre :) i prawdziwe:) ale mysle, ze z tym
                jakos bysmy rade dali, a juz na pewno po kilku browarkach na Kaziku :P to sie
                jezyczek by rozwiazal :D
                • peteen no to przyjeżdżajcie... 22.11.05, 16:36
                  w końcu zawsze będziecie mieli swoją jelenią górę, gdyby tu wam się nie
                  powiodło, choć tego nie zakładam...
                  • Gość: Mennta Re: no to przyjeżdżajcie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 16:41
                    No nie do konca, bo by z dwoch stron Polski i chcemy sie wlasnie "zjednoczyc" w
                    Krakówku :), bo jakby nie bylo klimat tam jest najbardziej sprzyjajacy mlodym
                    ludziom (kluby,bary,kawiarnie etc.) no i nie wieje nudą, co tez ma znaczenie.
                    Chyba trzeba bedzie wykorzystac szanse i sprobowac, w koncu jeszcze troche
                    czasu na przygotowania zostalo... thx :)
                • mrug Re: pracują głównie studenci... 22.11.05, 16:38
                  Oj...nie byłbym tego taki pewien...;)
                  Bo chodzi o to, by język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa...;)
                  • Gość: Mennta Re: pracują głównie studenci... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 16:43
                    Czasem lepiej ugryżc sie w jezyk niz powiedziec za duzo ;) szczegolnie marudnym
                    klientom ;)
        • czy.ja.wiem Re: kosztorys życia w Kraku?! 27.11.05, 11:08
          Wiesz Krakow to specyficzne miasto, wielka "nadprodukacja" ludzi z wyzszym
          wyksztalceniem co zaostrza konkurencje, majac tylko mature trzeba miec naprawde
          duzo szczescia na znalezienie pracy.A co dp mieszkan to znajoni wynajmuja pokoj
          z kuchnia za 600PLN w tym juz jest czynsz.
    • Gość: Mennta Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 16:49
      A jak sie juz zamelinujemy w naszej norce :] to zapraszamy na jakies reggae
      party a'la parapetówka :)))))


      Forever loving Jah!
      • qoobaq Re: kosztorys życia w Kraku?! 22.11.05, 18:56
        A to konsumenci przebzydli, 2000. Ja jestem lepszym gimnastykiem bo dalem rade
        utrzymywac trzyosobowa rodzine za 1500 pln. Co prawda wymieklem i wyjechalem ale
        jest to wykonalne - sluze radami w kwestii przezycia 8-) Poza tym rastamani nie
        pija piwka 8-)
        Greetings in the name of the most high
        • Gość: Mennta Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 21:23
          No to ja chetnie skorzystam z tych porad jakże dla nas cennych :) Tez jestem
          zwolenniczka zaradnosci i gimnastyki w kwestii finansowej:) Dzieki za odzew, a
          co do piwka to ja nie uwazam sie za rasta mimo, ze sie interesuje ta kultura to
          staram sie nie szufladkowac :) pozdro ! i zbieram wskazówki <łapki>
          • qoobaq Re: kosztorys życia w Kraku?! 22.11.05, 22:20
            no to sie zaloguj, nie bede sie wywnetrzal na forum i nauczal jak sie koniec z
            koncem wiaze, kursy survivalu pietro wyzej 8-)
            • Gość: Janek Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 22:24
              koniec z koncem w Angli czy w Polsce?
              • qoobaq Re: kosztorys życia w Kraku?! 22.11.05, 22:27
                W Polsce - dlatego wyjechalem bo mi juz praca na czarno i gimnastyka
                comiesieczna bokiem wyszla. Od tego czasu utylem i przestalem siwiec
                • Gość: Janek Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 22:31
                  ale czy tak latwo byloby ci utzymac 3 osoby w Angli?
                  • qoobaq Re: kosztorys życia w Kraku?! 22.11.05, 22:38
                    primo - te trzy osoby stanowia teraz dwie odrebne grupy - jak sadze nie bez
                    zwiazku z iloscia czasu poswiecanego niegdys na prace, kosztem innych kwestii
                    secundo - owszem, jestem przekonany ze kosztowaloby to mniej wysilku
                    tertio - kto powiedzial, ze bylo latwo ?
                    • Gość: Janek Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 22:48
                      ooooooooo
                      a myslalem , ze jestes na zasilku , bo duzo czasu spedzasz na forum
    • Gość: ja Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.localdomain / *.internetdsl.tpnet.pl 23.11.05, 08:45
      hej
      koszty zycia w kraku sa wyzsze w porownaniu z innymi miastam,i, szczegolnie
      jezeli chodzi o mieszkania. kawalerke mozna wynajac juz od 700, ale raczej na
      hucie, azorach, czyzzynach, albo kurdwanowie. blizej centrum- zdecydowanie
      drozej. oplaty za prad, gaz mysle ze takkie kak w innych miastach. generalnie
      na mieszkanie rezba przeznaczyc 800 zeta minimum miesiecznei (1 pokojowe
      oczywiscie). no i dojazdy . jak nie macie auta to bilet miesieczny, nie wiem
      jakie ceny, bo ja jezdze autem, mam prace na drugim koncu miasta i autko na
      gaz, wiec tygodniowo krece 200 kilosow srednio, przy dzisiejszych cenach gazu
      to okolo 60 zeta tygodniowo. jedzenie nie jest drogie, jest duzo dyskontow i
      hipermarketow, masa promocji, wieksze zakupy raz na tydzien i z glowy. knajpy
      rozne ceny, bywaja drozszei tansze, ale na piwko czasem mozna wyskoczyc, cena
      okolo 5 zeta za browar na kazimierzu, albo rynku. zeby sie utrzymac w kraku we
      2 osoby to trzeba by minimum zarabiac 1500- 2000 miesiecznie. jaka praca?
      zalezy od wyksztalcenia i umiejetnosci, ale jak sie nie ma doswiadczenia, to
      mysle ze taka prace za tysiaka mozna zlapac (ostatecznosc przedstawiciel
      handlowy- ale to zdecydowanie odradzam). krakow rzeczywiscie jest swietnym
      miastem, ale trzeba zwrocic uwage na to ze jak sie nie mieszka w centrum,
      pracuje 5 dni albo i wiecej (bo i tak bywa), dojezdza godzine do roboty, to na
      przyjemnosci zostaje malo czssu. praktycznie weekendy, ale dobre i to. tu
      ciagle cos sie dzieje, nie mozna sie nudzic, wystawy, koncerty, imprezy, muzea,
      no i magiczny rynek. chyba ta niezwykla atmosfera ludzi tu przyciaga. tak wiec
      przyjezdzajvcie, ale najpierw znajdzie jakis punkt zaczepienia, prace, a potem
      juz z gorki
    • b-w-w Re: kosztorys życia w Kraku?! 23.11.05, 09:27
      bedzie Wam ciezko...ale jesli sie zmobilizujecie i oczywiscie
      znajdziecie prace od razu to jakos moze sie bedzie krecic

      a z praca nie jest wcale ciekawie, jeszcze bez doswiadczenia...
      mam znajomych,ktorzy po studiach szukaja pracy miesiacami a jak
      juz znajda to jest to praca w granicach 1000 zl lub na budowie
      za troszke wiecej (na czarno lub z minimalnym ubezpieczeniem)

      ale....jak sie juz znajdzie ciekawa i w miare dobrze platna prace
      to krakowa nie zamieni sie na zadne inne miasto ;))

      (ale przemadrzala- mieszka 20 km od Centrum (na wsi) a pracuje-40 km
      od miejsca zamieszkania ;)))

      pozdrawiam i powodzenia zycze
    • mennta Re: kosztorys życia w Kraku?! 23.11.05, 10:23
      konto założone, dzieki za odzew i info, wszystko dokladnie analizuje :)i moje
      nadzieje po cichu rosną...
    • Gość: agmaa Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: 212.244.39.* 23.11.05, 11:02
      W Krakowie przemieszkałam 27 lat i niebawem po dłuższym wypadzie w łódzkie
      wracam!!! Hurra!!!
      Powiem tak: mieszkam obecnie w mniejszym mieście, mam własne mieszkanie-ono
      owszem kosztowało przynajmniej 1/3 mniej niż by kosztowało w Krakowie, nawet
      1/4, ale czynsz jest dużo wyzszy niz w Kraku. Ponadto wszelkie opłaty-może nie
      prąd, ale net i np. kablówka są dużo wyzsze tu w 50 tys. pipidówku (bo wiadomo,
      nie ma konkurencji). Żywność również jest droższa, często bywam w Krakowie i
      sobie obserwuję co i jak. Ponadto np. ubrania czy buty-nie uswiadczysz tu na
      miejscu nic ładnego i taniego, ceny wygórowane, wiec na zakupy odzieżowe do
      Krakowa (lub ostatecznie Łodzi;)
      W Krakowie bywało, ze zarabiałam jakieś 1400 zł i byłam w stanie wszystko
      opłacic i starczało na przyjemności typu pub, karnet do fitness klubu;)
      A w ogóle Jelenia Góra jest super:) Tam w sumie też mogłabym mieszkać:)))) Ten
      widok z balkonu na góry:)
      • mennta Re: kosztorys życia w Kraku?! 23.11.05, 11:12
        No generalnie J.G. nie jest zła, nawet przyjemnie sie tu mieszka:) tylko jakos
        mało mozliwosci...pewnie dlatego,że mniejsza. Co prawda nie lubię wielkich
        miast, ale Kraków zachowuje "kameralny klimat" mimo wielkosci:) A co do
        Karkonoszy to bez dwóch zdań sie zgadzam, że widoczki są śliczne, ale
        poza "widokowaniem" nie ma za dużo perspektyw... Pozdrawiam!
        • Gość: Jolla Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.05, 16:52
          Popieram, Jelenia tez ma swoj urok jako miasteczko turystyczne, ze o Karpaczu i
          Szklarkiej Porebie nie wspomne! :) Zima tu jest naprawde rulezz!
    • Gość: observer Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.itelekom.pl 23.11.05, 18:27
      Drogo się u nas porobiło.
      Jak masz mieszkanie własnościowe to jeszcze spoko( widzę po sobie ). Bo
      wystarczy ci taka typowa krakowska pensja czyli max 1200 netto. Jak musisz
      wynajmować to katastrofa. 5 do 7 stów kawalerka. Czyli bieda.
      Ja przy własnościowym mieszkaniu mam 7 stów opłat. ( mieszkanie, prądy, gazy,
      telefony, net, c+ ), ale jak bym miał wynajmować to bankructwo same opłaty to
      około 1400 ja dziękuję dziatkom, że szybko odeszli bo ze starymi długo bym nie
      wytrzymał. A jeszcze jedno w Krakowie strasznie marnie płacą. Znajomi ta jak ja
      po hujocie to z premiami mają max 1500. I tyle wystarczy.
      • mennta Re: kosztorys życia w Kraku?! 23.11.05, 21:00
        po raz kolejny wielkie THX !
        • up11 Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 21:52
          a może mi- krakusowi,ktoś pomoże znaleść prace??każdą.
          • qoobaq Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 21:56
            oj nie wiem Up, z taka fizjonomia moze byc ciezko 8-)
            • up11 Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 22:00
              to ktoś z was kazał mi zmienić zdjęcie...
              • qoobaq Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 22:46
                ja, ale skad mialem wiedziec, ze tak wygladasz 8-)
                • up11 Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 22:48
                  to co???znowu mam fotke zmienić?
                  • qoobaq Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 22:49
                    Tak jest, nastepne wcielenie 8-)
                    • up11 Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 22:49
                      robi sie..
                      • up11 Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 22:52
                        tera sie ładuje...
                        • qoobaq Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 22:54
                          ja jestem slabego zdrowia, bacz co robisz - juz ostatnie bylo porazajace - abym
                          tylko nie dostal zapasci jakiejs 8-)
                          • up11 Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 22:56
                            myśle,że powinieneś to jakoś wytrzymać...
                            • qoobaq Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 22:57
                              dobra lykne psychonozolu i bede gotow 8-)
                              • up11 Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 22:58
                                %?
                                • qoobaq Re: kosztorys życia w Kraku?! 24.11.05, 23:05
                                  Nie nie - to taki syropek - legalny i nie sluzy do oduzania 8-)
    • Gość: wars Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.crowley.pl 25.11.05, 00:41
      Dajcie sobie spokój z Krakowem, piwo na Kazimierzu to rozrywka dla złotej
      młodzieży, która i tak ma za co żyć, a wy potem po studiach dalej będziecie
      zarabiać grosze na jakichs promocjach telefonów czy innych chałturach. W
      Warszawie jest trochę drożej, za to zarobki i perspektywy znacznie lepsze.
      Kraków jako centrum polskiej kultury, taaa... nakręcanie się zakurzoną legendą w
      knajpach przy tanim piwie. Kraków jest fajny na weekend, ale dla przyjezdnych,
      którzy dłużej w nim pomieszkają, ksenofobiczny, nadęty (ach, ta tytułomania),
      filisterski i nieprzyjazny. Szkoda najlepszych lat życia na ten skansen.
      • qoobaq Re: kosztorys życia w Kraku?! 25.11.05, 00:42
        Lo matko zkondes ty sie urwal 8-)
        • Gość: wars Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.crowley.pl 25.11.05, 00:45
          Z Krakowa. Bogu dzieki ten epizod mam już za sobą.
          • peteen wars z krakowa? 25.11.05, 09:02
            kiepski żart...
            w dodatku podający ten sam drętwy od lat komunikat o tytułomanii i nadęciu -
            no, skoro się przyjechało z pierdzichowa górnego na wymarzone studia rolnicze i
            zetknęło z kulturą, której się nie rozumie, bo tu trzeba było zacząć od
            oducznia się siorbania i dłubania w nosie, to wszystko faktycznie może się
            wydawać nadęte: i stary teatr, i kabarety, i wydawnictwo literackie,i knajpy na
            kazimierzu też...
            a teraz, chłopcze, jedź w to swoje łowickie, i siej pan!
            • Gość: wars Re: wars z krakowa? IP: *.crowley.pl 25.11.05, 14:46
              Nie pluj tak. Z kulturą jesteś mocno na bakier, jak widzę z tekstów o siorbaniu
              i małych miejscowościach. Jestem z Wawy, ale to akurat bez znaczenia;
              studiowałem na UJ, skuszony legendą wysokiego poziomu i magicznego miasta. Po
              dyplomie i powrocie musiałem długo nadrabiać to, co osiągnęli moi koledzy z
              liceum, którzy przez całe studia pracowali nie w knajpach, ale od razu w swoim
              sektorze rynku. Krakowskie studia kompletnie nie przystawały do rzeczywistości,
              cholera mnie bierze, jak słyszę te bajki o szlachetnej zachowawczości UJ.
              Feudalizm, ksenofobia (w czasie studiów jeździłem na stypendia zagraniczne,
              które sam sobie załatwiałem przez różne fundacje - UJ odnosił się do tego
              bardzio nieufnie), metody nauczania żywcem z XIX wieku i zupełne lekceważenie
              tego, że należy przede wszystkim przygotowac ludzi do wykonywania konkretnego
              zawodu. Większość ludzi z mojego roku wyjechała z kraju albo dalej pracuje
              dorywczo, nie potrafili samodzielnie przebijać się w swojej profesji, mimo
              dyplomu nie traktowali siebie jak dorosłych. Poza tym wybacz, ale Stary Teatr to
              już bardziej legenda niż czołówka polskiego teatru. Wydawnictwo Literackie i
              Znak owszem, są, ale jakie niby praktyczne znaczenie ma studiowanie o krok od
              nich? Dobrych teatrów i wydawnictw masz w Wawie dziesięć razy więcej. A knajpy
              na Kazimierzu były super, ale to tylko weekendowa rozrywka, raczej marny sposób
              na satysfakcjonujące życie zawodowe w przyszłości. Dlatego odradzam Kraków, bo
              po dyplomie można obudzić się z ręką w nocniku, wspomnieniami z Singera i ciężką
              frustracją.
              • skks Re: wars z krakowa? 25.11.05, 15:12
                "..Z kulturą jesteś mocno na bakier.." - nie akurat Ten typ nie jest.

                Ale co do reszty to ja, stary krakus, kaźmirzok, niestety w dużej części musze
                się z Toba zgodzic:((
                Oczywiście przesadzasz, upraszczasz ale tylko... trochę, niestety.
                Warszawskie szkoły, warszawska kultura, warszawskie teatry jakoś żyją.
                W Krakowie sa oczywiście indywidualne przedsięwziącia - które WAŻĄ ale - to
                szczegół.
                Metody nauczania?? Eee takie same, i w Krakowie, i w Giżycku, i w Warszawie -
                wszędzie brak kasy i umiejętności.... a mądrzejsi już w Usiech albo Londynie:(

                Knajpy??? - a co one mają do kultury?
                Przyjadą warszawiaki czy londyńczycy, popiją, zostawią tysiące EURO i wróca
                leczyć kaca i zarabiać do siebie....
                • Gość: wars Re: wars z krakowa? IP: *.crowley.pl 25.11.05, 15:59
                  Nie znam "typa" :D, ale jestem uczulony na docinki nt. pochodzenia, uważam je za
                  wyjątkowo chamskie. Pewnie dlatego, że często sam byłem podejrzewany - bez
                  żadnych podstaw, tak na wszelki wypadek - o lekceważenie ludzi, którzy nie są z
                  Wawy, bo jak warszawiak, to wiadomo, pewnie patrzy na innych jak na buraki.
                  Błędne koło.
                  Pewnie, że upraszczam, ale nie bez podstaw. Kilka lat temu (mam nadzieję, że to
                  się zmienia) na UJ pytania o przełożenie programu nauczania na praktykę
                  traktowane były jako wysoce nieprzyzwoite ("to jest uniwersytet z wielowiekową
                  tradycją a nie szkoła zawodowa!"). Podczas studiów pracowałem i mimo
                  indywidualnego trybu zajęć (2 kierunki) miałem kłopoty np. ze zblokowaniem
                  zajęć, bo praca (praca w zawodzie, nie w knajpie) nie mieściła się w standardzie
                  studenta UJ. To samo z dłuższymi stypendiami, prestiżowe staże traktowano jak
                  podejrzane samowolki. Część kursów specjalistycznych pod koniec studiów robiłem
                  na UW (znalazłem tu dwu profesorów, którzy zajmowali się akurat tą "działką"
                  nauki, w której się specjalizuję) - UJ nie zaliczył mi tych seminariów, pomimo
                  deklaracji współpracy międzyuniwersyteckiej, "bo my w sumie nie wiemy, co i na
                  jakiej zasadzie pan tam u nich robi" (wystarczyło przejrzeć papiery).
                  Dlatego ogólnie uważam, że studia w Krakowie to sztuka dla sztuki, ale marny
                  punkt wybicia do dalszej pracy. Uczelnia unika konfrontacji z innymi, lekceważy
                  realny start zawodowy absolwentów po dyplomie, nie modyfikuje programów pod
                  kątem przydatności zdobywanej wiedzy na rynku pracy. A atmosfera rozleniwia,
                  przyjemniej zarabia się w knajpie niż na poważnym stażu, zresztą na miejscu nie
                  ma zbyt wielu firm, w których można by takie staże odbywać. Jeżeli ktoś chce
                  studiować w Krakowie, powinien najpierw zadać sobie pytanie, czy stać go na pięć
                  lat czystej teorii w pięknych okolicznościach archirektury :))), a potem kubeł
                  zimnej wody i nadrabianie po dyplomie kilkuletniego opóźnienia w praktyce
                  zawodowej, wejście w inny rytm pracy, w której liczą się faktyczne umiejętności,
                  doświadczenie i wyniki.
                  • skks Re: wars z krakowa? 25.11.05, 16:27
                    "Typ" jest ciekawy i warty poznania:)) A, że usczypliwy... taki Ci Łon.

                    A co do reszty, NIC się nie zmieniło albo jest jeszcze gorzej.... Nie znam tego
                    z własnego doświadczenia - bo moje studiowanie rozpoczęło sie za śp. Gierka
                    i wtedy kończyło.
                    Ale widzę co "wyprawia" córka - studiująca na UJ. Dogadać się z nikim nie
                    idzie, Erazmusy to .... na niektórych wydziałach to jakiś "przekręt".
                    A Ją interesujący najbliżej ma podpisane kwity... no gdzie?? /Sam wiesz:))/
                    Ehhh - ale studiowanie dla samego kształcenia się - to też coś!!
                    Tylko na filozoficzne podejście do nauki mało dziś jest chętnych.
                    A z drugiej strony... jednak kilkanaście kierunków ujotowskich, agiehowskich
                    jest poszukiwanych i "bezrobotnych" nie produkują:))
                    • Gość: wars Re: wars z krakowa? IP: *.crowley.pl 25.11.05, 17:40
                      Tyż prawda z niektórymi kierunkami, ale ja jestem po filologii i mimo całego
                      sentymentu do Krakowa (samo to, że wychodzi człowiek na Rynek i zaraz spotyka
                      pięciu znajomych i niemal co wieczór wdeptuje na nocne rozmowy po knajpkach
                      itp.) zdązyłem po stokroć przekląć UJ, kiedy przez pierwsze trzy lata po
                      studiach zasuwałem jak nakręcony po kilkanaście godzin na dobę, żeby na własną
                      rękę dogonić i przegonić znacznie ode mnie młodszych, którzy w zawodzie bili
                      mnie na głowe samym choćby rozeznaniem w realiach i myśleniem w skali szerszej
                      niż mury jednej uczelni i jednego miasta. Udało się, przegoniłem, ale
                      najgorszemu wrogowi takiej harówki nie życzę, i do dzisiaj patrzę na mój
                      krakowski dyplom jak na kwit bez pokrycia z banku Grobelnego.
                      Teraz weź jeszcze pod uwagę, że i tak mam komfortową sytuację: mieszkanie w
                      Wawie i środowisko, do którego mogłem tu wrócić i które bardzo mi na starcie po
                      studiach pomogło. Bez takiego zaplecza w życiu nie wszedłbym na rynek, który,
                      cokolwiek mówić, nakręca się i koncentruje w stolicy. Jeszcze ciekawostka: w tej
                      chwili blisko połowę zleceń mam z Krakowa, i to wcale nie dzięki nawiązanym tam
                      w czasie studiów kontaktom. Zleceniodawcy nie wiedzą, gdzie studiowałem, ale z
                      poważnymi zamówieniami walą jak w dym do Wawy, czyli sami dyskryminują własne
                      podwórko. Rozmawiałem z jednym z nich na ten temat, powiedział, że jego zdaniem
                      w-wiacy mają praktykę i sa bardziej profesjonalni. Też stereotyp i znowu błędny
                      krąg. Aha, no i ta sama krakowska firma płaci mi prawie dwa razy więcej niż
                      koleżance z Krakowa za identyczne zlecenie - chyba sądzą, że mam wyższe koszta
                      utrzymania i za mniej pracował nie będę, bo tu mam w czym wybierać - i w sumie
                      słusznie, rozpuściłem się już :DDDDDD
                      • mennta Re: wars z krakowa? 25.11.05, 17:48
                        A to dziwne, ze nawet do Jelonki trafiaja nie za ciekawe opinie o UJ :| znajoma
                        tam studiowala historie sztuki i cos tam jeszce i ostatnio odnawiala kolumny u
                        mnie w Jelonce :) i wlasnie doszly do mnie sluchy o tej "renomowanej" uczelni
                        jakoby w nienalezyty sposob traktowala studentow. Nie wiem ile w tym prawdy, że
                        UJ tylko ładnie brzmi... :|
                      • mrug Re: wars z krakowa? 25.11.05, 18:05
                        Z całym szacunkiem, ale filologia, czy historia sztuki, nie są bardzo
                        poszukiwane na rynku pracy...;) Ale to co mówicie o UJ-ocie, jest prawdą. Nie
                        kształci on tak jak dawniej. Uczelnie poszły na ilość, a nie na jakość. Otwiera
                        się coraz to nowsze kierunki, żeby tylko zwabić studentów. Szczytem dla mnie
                        było otwarcie filozofii na AGH-u! Inżynier filozofii?! Do tego dochodzą prywatne
                        uczelnie (patrz nasza rodzima, "prezydencka", Krakowska Szkoła Wyższa). Jakoś
                        nie chce mi się wierzyć, żeby kształciły one na odpowiednim poziomie. Ludzi po
                        studiach jest, w tym momencie, jak mrówków. Dyplom ukończenia wyższej szkoły
                        zdewaluował się troszeczkę.
                        Takie małe pytanie...co, u licha, warszawiak robił w Krakowie, zamiast studiować
                        u siebie?!;) Bo w to, że skusił Cię miraż wielowiecznego UJ-otu, nie uwierzę...;)
                        • mennta Re: wars z krakowa? 25.11.05, 18:12
                          mrug napisał:

                          > Z całym szacunkiem, ale filologia, czy historia sztuki, nie są bardzo
                          > poszukiwane na rynku pracy...;)

                          I pojawia sie odwieczny dylemat, czy studiowac cos co pasjonuje, czy to
                          co "jest poszukiwane na rynku pracy"... jaki Waszym zdaniem jest "dobry"
                          kierunek, nad ktorym warto by sie sie zastanowic?
                        • qoobaq Re: wars z krakowa? 25.11.05, 20:10
                          jako niedoszly hist.szt. musze ze smutkiem przyznac, ze leeeeeeeeeeeeee, ale
                          nudy, i zadnego zastosowania w praktyce - co racja to racja - tylko dla idealistow.
                          ale imprezki byly fajne 8-)
                          • mennta Re: wars z krakowa? 25.11.05, 20:24
                            No i nie ma to jak odnawianie kolumn :)) w sumie niezla fucha. Ale chyba bym
                            sie nie skusila, az taki "IDEoloG" nie jestem, ale imprezki kusząco brzmią.
                            Jakby nie bylo ze sztuka powiazania wystepuja i fajnie tancowac w owinieciu
                            szalem roztargnionego artysty ;-)
                            • qoobaq Re: wars z krakowa? 25.11.05, 20:32
                              Co to jest odnawianie kolumn for fak sejk ?
                              • mennta Re: wars z krakowa? 25.11.05, 20:38
                                A nie to tak a'propos mojej znajomej co cos skrobała przy kolumnach wejsciowych
                                urzędu, podobno byly jakies zabytkowe i sie sypały to je wypełniała jakas
                                ciapka i w gruncie rzeczy wygladały jak nówki tylko ze stare :)
                        • Gość: wars Re: wars z krakowa? IP: *.crowley.pl 25.11.05, 23:20
                          Skusił skusił - wiesz, cała ta średniowieczna oprawa (niestety nie tylko oprawa,
                          jak się okazało...), no i bardzo chciałem żyć na własny rachunek, a z rodzicami
                          pod bokiem pewnie do dzisiaj byłbym maminsynkiem, co to jajecznicy nie potrafi
                          usmażyć :))) W nowym mieście człowiek świetnie sam się sprawdza, dopiero wtedy
                          wychodzi, kim właściwie jest, jakich zdobywa znajomych, do czego dąży itd.
                          Filologowie nie są poszukiwani, ale tłumacze i redaktorzy owszem, tyle, że w
                          rozsądnych ilościach, i żeby się w tej puli znaleźć, trzeba być po studiach
                          właśnie tłumaczem albo redaktorem z dyplomem filologii, a nie filologiem - bo to
                          w ogóle nie jest zawód, tylko podkład pod faktyczny fach.
                          Inżynier filozofii - rewelacja! :DDDDDDDDDD
                          • mrug Re: wars z krakowa? 26.11.05, 11:02
                            No, to czegoś się jednak nauczyłeś na studiach.;)Nie umien się wypowiedzieć na
                            temat poziomu kształcenia w obu miastach akurat w tych zawodach, ale, całkiem
                            prawdopodobnie, masz rację. Trzeba jednak dodać, że rynek pracy jest bardziej
                            rozwinięty w Warszawie i dużo prościej jest jednak znaleźć jakiś wakat.
                            Dodatkowo, ludzie, którzy studiowali na miejscu, zdążyli złapać kontakty,
                            znajomości, zorientowali się w realiach. Na samym starcie byli już na pozycji
                            uprzywilejowanej. Bo, niestety, sam fakt okończenie UJ-otu przestał już
                            nobilitować...
                          • Gość: studentkafilologii Re: wars z krakowa? IP: *.chello.pl 26.11.05, 17:38
                            Piszesz, ze skonczyles filologie - ciekawam jaka - mniemam, ze i polska i obca. Sama studiuje jedna (i nie polonistyke), zamierzam druga (na UJ oczywiescie :) i raczej nie mam powodow do narzekan. Po tych studiach jestes przede wszystkim FILOLOGIEM i taki jest twoj zawod. Dyplom filologa nie uprawnia do wykonywania jednego konkretnego zawodu, ale przy zdobyciu pewnych kwalifikacji (chocby studium pedagogiczne, specjalizacja z translatoryki, studia podyplomowe) umozliwia podjecie roznych prac (lektor, nauczyciel, tlumacz, osoba odpowiedzilana za kontakty zagraniczne, przewonik po Krakowie, pilot wycieczek itd.). Moi znajomi problemow ze znalezieniem pracy raczej nie mieli, znaja biegle 2-3 jezyki, czesto kolejne 2 w stopniu sredniozaawansowanym (i nie mam na mysli laciny :)) i w zaleznosci od kombinacji jezykowej byli mniej lub bardziej poszukiwani. Te wszystkie staze smierdzialy mi ekonomia lub innymi stosunkami miedzynarodowymi, a tu niespodzianka. Moze chodzi o to, ze nie zamierzam poswiecic sie karierze i moja przyszla praca nie spedza mi snu z powiek. Moze dlatego, ze perspektywa nauczania mnie nie przeraza. Lektorzy w szkolach zarabiaja calkiem niezle, ba, udzielajac kilku lekcji/korepetycji zarabiam wiecej niz moi koledzy pracujac w weekendy w knajpie...
                            • Gość: wars Re: wars z krakowa? IP: *.crowley.pl 27.11.05, 09:16
                              Dwie filologie, obie obce, do tego robiony w ostatniej chwili licencjat z
                              ekonomii. Pracy w szkole nie brałem pod uwagę. Korepetycje czy pilotowanie
                              wycieczek to zajęcia dobre na chwilę, żeby dorobić w czasie studiów, ale potem?
                              Natomiast filolog to nie zawód, tylko wykształcenie, i o tym właśnie piszę, a
                              dyplom w ogóle do niczego nie uprawnia - uprawniają umiejętności, praktyka i ew.
                              rozmaite egzaminy państwowe czy międzynarodowe. "Osoba odpowiedzialna za
                              kontakty zagraniczne" w firmie to człowiek z danej branży, który zna języki, a
                              nie filolog! Rzecz w tym, że absolwenci filologii liczą na pracę dzięki samej
                              znajomości dwu czy trzech języków obcych, co jest w tej chwili dość oczywistym
                              "wyposażeniem" dodatkowym każdego dobrze wykształconego człowieka - a gdzie
                              reszta? Nie mówię o profesjonalnych tłumaczach, bo tych UJ nie kształci, nie ma
                              zajęć np. z technik przekładu symultanicznego ani, o zgrozo, z polskiej
                              gramatyki, składni i stylistyki (większość studentów filologii obcych z polskim
                              ostatni raz miała do czynienia na maturze i nie potrafi poprawnie napisać strony
                              tekstu w ojczystym języku - to nie żart). Specjalizacja translatorska to ściema,
                              teoria wykładana przez teoretyków i nijak przystająca do rzeczywistości.
                              Nie wiem, co masz na myśli pisząc o "poświęcaniu się karierze" - wyglada to
                              trochę na rezygnację z profesjonalizmu, zgodę na status człowieka, którego w
                              każdej chwili można zastąpić innym. Mi zależało na satysfakcjonującej pracy, w
                              której to ja dyktuję warunki, na takim poziomie kompetencji, żeby nie mieć nad
                              głową groźby "na twoje miejsce jest stu chętnych, którzy potrafią to samo, co
                              ty". W tej chwili ludzi, którzy potrafią robić to, co ja, jest w kraju może
                              kilkunastu. Nie boję się bezrobocia, nie mam nad głową humorzastego szefa,
                              pracuję kiedy chcę i niezbyt intensywnie (z natury jestem dość leniwy), wybieram
                              ciekawe oferty, dzieki którym ciągle rozwijam swój warsztat, a nie w
                              nieskończoność odtwarzam wyuczone schematy.
                              Czego też szczerze życzę nie tylko filologom, ale i założycielce wątku, bo
                              niezależność profesjonalisty to jest to! I warto trochę pozasuwac, kiedy czas po
                              temu, zamiast naiwnie liczyć na magiczną moc dyplomu UJ, a potem całe życie np.
                              obwozić turystów po Rzymie i pilnować, czy im walizki nie poginęły.
                              • Gość: studentkafilologii Re: wars z krakowa? IP: *.chello.pl 27.11.05, 11:35
                                Umiejetnosci i praktyke nabywa sie w czasie stdiow, uwierz mi. Przynajmniej u mnie ze stypendiami zagranicznymi i stazami nie ma zadnych problemow - jest wiecej miejsc niz chetnych, co to translatoryki - zgadzam sie w zupelnosci, ale jezeli ktos jest zdolny i ma odrobine samozaparcia jest w stanie sam sie doksztalcic i poradzic lepiej niz niejeden przygotowywany do tego zajecia praktycznie. Korepetycje to wbrew pozorom moze byc zajecie na cale zycie - doswiadczony nauczyciel bierze do 40 zl za godzine, mam znajomych, ktorzy zyja tylko z korepetycji, sa w stanie spokojnie zaplacic ZUS i jeszcze zostaje im calkiem niezla pensja. Zyja na wlasny rachunek i sami sobie dyktuja warunki. W wakacje tlumacza albo oprowadzaja turystow po Krakowie (ok. 300 zl/dzien, im mniej popularnym jezykiem posluguje sie grupa tym wyzsza stawka). Wakacje maja wtedy, kiedy sami maja na to ochote. To tylko kwestia organizacji i zgody na niepewnosc, bo korepetycje moga przepasc, mozna sie rozchorowac itd.. wiadomo, ze etacik albo stale zlecenia sa nieco mniej stresujace. Co kto lubi.
                                Zajecia z polskiej gramatyki i skladni sa na wielu filologiach, na wiekszosci sa wymagane podczas egzaminu wstepnego i stanowia naprawde wazny jego element, a takich rzeczy sie nie zapomina. Zreszta nie wiem, czy mozna zdac egzamin z gramatyki opisowej bez odniesienia do gramatyki polskiej. Generalnie rzecz biorac wyglada na to, ze studia skonczyles juz jakis czas temu - nawet na skostnialym UJ (wcale nie twierdze, ze taki nie jest, ale zeby byl zupelnie nieprzydatny tez nie moge powiedziec) czasem cos sie zmienia, m.in. przygotowuje sie ludzi do pracy w przediebiorstwach, prowadzi zajecia z jezyka ekonomicznego, prawniczego, ekonomii, informatyki pod odpowiednim katem (a nie wlacz-wylacz i zredaguj dokument w wordzie). 2-3 jezyki w dzisiejszych czasach to byc moze standard dla wyksztalconego czlowieka, obawiam sie jednak, ze filolog zna te jezyki o niebo lepiej. Znam wielu ludzi, ktorzy poszli na studia majac najwyzsze certyfikaty, bedac native speakerami i wcale sie nie nudzili, ekstremalnym przypadkiem bylo oblanie egzaminu praktycznego po I roku. Owszem, przewaza teoretyczne podejscie do jezyka, ale dzieki temu nie robie bledow, bo wiem dlaczego ma byc tak a nie inaczej w kazdym mozliwym aspekcie. Nie wiem, czy czlowiek mowiacy w obcym jezyku biegle ale z bledami jest dobra wizytowka dla firmy. Wszystko oczywiscie jeszcze zalezy od filologii - nie kazda uczy dobrze jezyka i zdaje sobie z tego sprawe, dlatego wybralam te, ktore daja mi niemal gwarancje (przy odpowiednim nakladzie pracy a nie przeslizgiwaniu sie na trojczynach w sesji poprawkowej) opanowania jezyka i poslugiwania sie nim na poziomie native speakera. A taki poziom jest potrzebny m.in. by uczyc. Niekoniecznie w szkole podstawowej.
                                • Gość: wars Re: wars z krakowa? IP: *.crowley.pl 27.11.05, 14:01
                                  OK, więc jednak sporo się zmieniło i miło mi to słyszeć, nauka języka na
                                  przyzwoitym poziomie to już coś (choć w poziom native speakera po standardowych
                                  lektoratach UJ nie wierzę). Jak jak z literaturoznawstwem? Z filozofią języka?
                                  Ze stylistyką? Za moich czasów wszystko to przypominało skansen, tylko poloniści
                                  wprowadzali (też z oporami) nowoczesne metody, natomiast filologie nowożytne
                                  tkwiły po uszy w XIX. wieku, w interpretacjach z gatunku "co autor chciał
                                  powiedzieć" i w teorii języka na poziomie podstawówki. Kadra nie miała ochoty
                                  się kształcić i wszelkie nowości uznawała za chwilowe mody, wybryki zgniłego
                                  Zachodu, skutkiem czego właściwie nie było z kim dyskutować i zazwyczaj po
                                  powrocie ze stypendiów wpadałem w ostrą frustrację.
                                  Nt. korepetytorów właściwie nie powinieniem się wypowiadać, rzuć, proszę, okiem
                                  na jeden z postów poniżej - w najlepszym razie dublują wykładowców
                                  uniwersyteckich czy nauczycieli, a w przeciwieństwie do nich nie mają nawet
                                  możliwości zmiany modelu kształcenia; nie sadzę, żeby był to specjalnie
                                  rozwijający zawód.
                                  Mniejszym obciachem jest dla firmy kompetentny fachowiec, któremu zdarzają się
                                  błędy językowe, niż filolog, który nie ma pojęcia o zawartości merytorycznej
                                  swoich wypowiedzi. Na oficjalne spotkania firma może dorywczo zatrudnić
                                  człowieka z agencji, ale do codziennych pertraktacji technicznych predzej
                                  wybierze inżyniera z dobrym angielskim, który bez kłopotów porozumie się z
                                  kontrahentem w Chinach, Francji, Holandii itd. Praca tłumacza w firmie to jeden
                                  wielki mit, poza nielicznymi wyjątkami nie ma na nią zapotrzebowania.
                                  Niepokoi mnie perspektywa zatrudnienia filologów, którą rysujesz w swoim poście.
                                  Szkoła, wyrobnicza praca w agencjach tłumaczeń (podobno stawki rzędu 20 zł za
                                  stronę), korepetycje, pilotowanie wycieczek - i tyle? W dodatku tłumacz i pilot
                                  muszą jeszcze po studiach sporo nauczyć się we własnym zakresie, czyli kogo
                                  praktycznie wychowuje uczelnia? Masowy półprodukt, średnie osiągnięcie jak na
                                  lata inwestycji. Pewnie, że można potem iść na studia podyplomowe (płatne), i na
                                  kolejne, i na kurs, i na bezpłatny staż dla absolwentów... Tylko na co w takim
                                  razie student marnuje te bite pięć lat? Ściema jak stąd do Wieliczki :D
                                  • Gość: studentkafilologii Re: wars z krakowa? IP: *.chello.pl 27.11.05, 15:43
                                    Filozofia jezyka? pierwsze slysze o takim cudzie ;) Lietraturoznawstwo prowadza z reguly mlodzi ludzie, jezeli starsi, to wyklady, ktore i tak sa ciekawe (choc literatura moja miloscia nie jest), bo profesorowie maja ogromna wiedze. Nudne wyklady tez sa, ale nie z filologami ;) Lektoraty miedzywydzialowe sa do niczego, ale praktycznie kazda filologia ma swoj - 2. jezyka z grupy lub europejskiego w przypadku filologii bardziej egzotycznych.

                                    Co do korepetytorow - nie wiem jak wygladaja korepetycje, o ktorych myslisz. Ja pomagam uczniom, ktorzy maja problemy w szkole - odrabiam z nimi zadanie domowe (tymi mniejszymi), a starszych mecze z garmatyki, rozszerzam slownictwo i ucze poprawnej wymowy i ogolnie zmuszam do wziecia sie za siebie, czasmai przygotowuje do matury/certyfikatow. Albo ucze ludzi jezyka, nie zdazylo mi sie przerabiac na zajeciach szkolnego materialu (chyba, ze ktos byl chory), zawsze jakies inne materialy by rozszerzyc to co w szkole. Moze mam zdolnych uczniow, nie wiem.
                                    Filolog nie musi byc tak znowu niekompetentny - wszyscy mamy jakies pasje, ktore rozwijamy "po godzinach". Nie trzeba skonczyc innych studiow by byc w czyms swietnym i przegonic osobe z mgr tak jak nie trzeba byc filologiem by znac swietnie jezyk. Wiec opcja magister + dodatkowe umiejetnosci (w przypadku jednych jezyki, innych - inne umiejetnosci praktyczne :)) jest jak najbardziej poprawna.
                                    Jezeli uwazasz, ze praca tlumacza w firmie to mit przejdz sie, prosze, do Paderevianum i poogladaj ogloszenia. Mniej jest studentow przyjmowanych na I rok rzadkich filologii niz ogloszen pracodawcow poszukujacych absolwentow tychze. Znam osobe po orientalistyce (i zadnych inncyh studiach - pracuje jako tlumacz w firmie) zarabiajaca 20 - 30 000 zl miesiecznie.
                                    Ciekawa jestem bardzo jaki jest Twoj zawod, skoro kazda praca jest nieciekawa, wyrobnicza, maloplatna itd., a ogolne perspektywy sa bardzo niepokojace... Pracowac trzeba, a w sytuacji gdy 1500 zl na reke dla czlowieka z mgr przed nazwiskiem jest niezla stawka uwazam, ze filologowie (ci, co maja ochote wysciubic nos poza etacik w szkole) zarabiaja naprawde niezle. A ze trzeba popracowac? Trudno. Uprawnienia pilota, do ktorych tak pijesz, juz mam, praktyke rowniez, udalo mi sie to pogodzic ze studiami i zyje, wiec nei wymaga to jakis niezwyklych nakladow pracy i to wcale nie po studiach. Nie mam aspiracji na wille z basenem, 3 samochody i ciagle pomnazanie majatku. Czy chec polaczenia pasji z praca, za ktora nie dostane 10 000 zl miesiecznie czyni ze mnie osobe nienormalna? Nie wyobrazam sobie robic czegos, co mnie nie interesuje, moze tutaj sie rozmijamy...
                                    • Gość: olbrzym wars: IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.05, 01:52
                                      tak od szczegółu do gółu to chyba jednak zbytnie uproszczenie
                                      to ze na studiach w Paderevianum nie do końca przygotowują do zawodu nie znaczy
                                      od razu, ze UJ i Kraków sa do dupy
                                      skończyłem w końcu UJ, znajomi (siłą rzeczy) tez i zasadniczo nie narzekają
                                      akurat na poziom studiów, nie sądze, aby w naszej branży gdzie indziej nauczyli
                                      sie wiecej, moze nawet mniej
                                      po studiach zostali w Krakowie albo wyjechali - różnie, jak to w życiu
                                      Krk jest miłym miejscem do mieszkania, napisałbym: higienicznym - nerwowość
                                      mniejsza, miasto nie za duże, nie za małe; troche sie dzieje, troche nie - tak w
                                      sam raz ;-)
                                      a co do profesjonalizmu firm warszawskich: refinansuję kredyt i firma warszawska
                                      na zamówienie banku nasłała na mnie rzeczoznawce od nieruchomości
                                      po cięzkiej 15 minutowej pracy warszawski rzczoznawca wysmażył wartość
                                      mieszkania lekko licząc 50 proc. rzeczywistej (transakcyjnej, w tym samym
                                      budynku w ostatnim roku trzy mieszkania zmieniły włascicieli) wartosci
                                      ot, i tak to jest ze stereotypami ;-)
                  • Gość: lavenezia Re: wars z krakowa? do warsa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.05, 22:33
                    tak sobie czytam te wszystkie posty ze szczegolna uwaga na to co pisze
                    wars,chcialabym wiedziec jaka jest Twoja profesja w tej chwili,bo piszac ze to
                    co TY umiesz jest niewielu w Polsce,no a ciekawosc wziela gore... ;)
      • Gość: krawiec Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.mccnet.pl 26.11.05, 12:39
        filisterski ..hehe a co to znaczy?
    • mennta Re: kosztorys życia w Kraku?! 25.11.05, 16:51
      O jakie ożywienie.Człowiek wraca zmeczony po 8 godzinach adresowania
      kopert,ukladania archiwum z bolem kregoslupa, to zamiast wymasowac to... ehhh
      • Gość: Lonia Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.05, 23:24
        czy wiecie, ze kiedys byla matematyka filozofi na UJ
        i byly to wielke nazwiska
        • Gość: kiko Wars ma rację! IP: *.net.autocom.pl 26.11.05, 11:48
          Dopiero teraz zajrzałam do tego wątku...B. ciekawy, ze względu na Warsa i jego
          opinie o Krakowie i o UJ. Nie potrzebuję dodawać, że zgadzam się z Warsem
          całkowicie, dokładnie tak jest! Kraków miasto sympatyczne, ale b.archaiczne,jak
          większość jego instytucji. No i ten UJ. Nie tylko studenci narzekają, co
          wyrywniejszym pracownikom też podcinane są skrzydła. I tak powstaje błędne
          koło... No a kultura w Krakowie i ta Duża i ta Mała, czyli na co dzień, też
          pozostawia wiele do życzenia, wystarczy przejrzeć to forum...
          • mrug Re: Wars ma rację! 26.11.05, 12:03
            Tak.
            Wystarczy przejrzeć to forum...
            • Gość: kiko Re: Wars ma rację! IP: *.net.autocom.pl 26.11.05, 12:31
              No właśnie, mrugu itp........
              • mennta trutututu 26.11.05, 12:47
                od słowa do słowa naRasta rozmowa...
          • Gość: wars do Kiko IP: *.crowley.pl 27.11.05, 10:29
            Wiesz, Kiko, jak się pod koniec studiów obudziłem, że za chwilę dorosłe życie,
            koniec stypendiów i trzeba na siebie zarobić, chciałem to odwlec o parę lat i
            zrobić doktorat. Ale pogadałem z ludźmi, którzy byli już w trakcie tej zabawy, i
            wyłonił się taki oto obrazek:
            - prawie żadnego programu, jakieś dwa seminaria na krzyż i nawet za lektorat
            trzeba płacić - co to za studia?
            - bezpłatne prowadzenie zajęć, niby w ramach praktyki - zwykły wyzysk. Stypendia
            i wyjazdy nadal niemile widziane, bo to przerwa w prowadzeniu zajęć;
            - zero ubezpieczeń poza zdrowotnym, 4 najważniejsze lata w plecy przy składce
            emerytalnej;
            - w perspektywie ostra walka o etat, bo doktorantów jest mnóstwo, szansę ma
            bodaj jeden na pięciu, a kryteria otrzymania etatu są mocno niejasne, nepotyzm
            kwitnie (w moich czasach po Paderevianum biegał taki ewidentnie zaburzony gość,
            dr chyba slawistyki, i całymi dniami pokrzykiwał o jakichś kalesonach -
            oczywiście syn profesora tejże slawistyki), w konkursach liczą się głównie mocne
            plecy, najlepsza metoda to nie wychylać się przed szereg - np. koleżanka mimo
            świetnych osiągnięć przegrała konkurs z miernym lizusem, który naukowo do pięt
            jej nie dorastał, w uzasadnieniu komisja wymieniła brak przystosowania do pracy
            zespołowej oraz konfliktowy charakter;
            - jak dostaniesz w końcu ten etat, masz 1000 zł na rękę i dalej żadnej
            niezależności, czysty feudalizm aż do habilitacji;
            - a jak nie dostaniesz, to zupełna chała: na inną uczelnię w Polsce raczej nie
            ma co liczyć, tam mają swoich takich na pęczki, z wejściem na rynek jesteś
            opóźniony bardzo już poważnie i praktycznie dalej nic nie umiesz (pracodawcy
            tytuł przed nazwiskiem nie powala na kolana), ambicje i cztery lata wyrzeczeń
            (bo z czego żyć na tych studiach? dalej z chałtur, podobno jest zakaz pracy na
            etacie poza UJ) możesz sobie schowac do kieszeni, i to nie dlatego, że jesteś
            tępakiem, tylko np. zadarłeś z szefem instytutu.
            Może ci moi znajomi nie byli reprezentatywni (mam nadzieję), ale zniechęcili
            mnie skutecznie. A najbardziej wkurzające, że na studiach ciągle słyszałem, że
            szczytem moich marzeń powinno być uczenie innych tego, czego uczono mnie, czyli
            właśnie kariera uniwersytecka. Ładna mi perspektywa... Uczymy nauczycieli, żeby
            uczyli kolejnych nauczycieli jak uczyć nauczycieli - toż to jakiś seryjny
            onanizm, a przecież 95% studentów opuszcza UJ-owski matrix i dopiero wtedy oko
            im bieleje na widok wymagań rynku. Ale te 95% to chyba, zdaniem uczelni, odpady...
            No i gadałem niedawno z kolegą, który doktoryzował się z teorii tego, czym ja
            się zajmuje w praktyce. Facet nie ma zielonego pojęcia, o czym gada (chociaż
            wszystko brzmi bardzo naukowo), wpycha studentom do głowy tony niepotrzebnych i
            błędnych teorii, ponieważ nigdy nie miał szans sprawdzić ich w praktyce, a
            przyszedł skonsultowac się w kwestii kawałka mojej roboty, o ktorej chciał
            napisac artykuł - posłałem go na księżyc, kiedy po paru zdaniach okazało się, że
            znacznie lepiej ode mnie wie, co i jak robię.
            • Gość: kiko Do Warsa! IP: *.net.autocom.pl 27.11.05, 15:26
              Warsie, problemy o których piszesz są mi znane z kilku żródeł. B. dobrze
              postrzegasz całą złożoność tego, co się na tej uczelni dzieje. Niby normą jest,
              że edukacja za postępem i nowinkami w nauce nie nadąża, ale na UJ ten dystans
              jest o wiele, wiele za duży. A sprzyjają temu: feudalny ustrój uniwersytetu,
              nepotyzm, niezwykle zachowawcza postawa kadry i pewnego rodzaju krakowska
              megalomania. Swoją drogą ma to swój urok, taka patyna, takie wejście w mroki
              średniowiecza... Tylko, że do potrzeb dzisiejszych czasów i do nowoczesnego,
              wymagającego rynku pracy to z trudem przystaje.
              Serdecznie pozdrawiam i dużo sukcesów życzę
              K.
              • Gość: wars Re: Do Warsa! IP: *.crowley.pl 27.11.05, 15:43
                Dzięki Kiko i nawzajem - coś mi się zdaje, że ostro zapuściłeś się w te mroki i
                instalujesz tam chyłkiem jakiś zdradziecki, modernistyczny reflektor :DDDD
                Powodzenia i... obyś moje dzieci uczył!
    • mrug A ludzie w Warszawie mają takie problemy...;) 26.11.05, 22:25
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=51&w=32588339&v=2&s=0
      • Gość: Pola Re: A ludzie w Warszawie mają takie problemy...;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.05, 06:07
        a jednak w Polsce jest duzo pol analfabetow
        • Gość: biszkopt Re: A ludzie w Warszawie mają takie problemy...;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.05, 17:43
          10 000zl na m-c :|| luksus!
    • Gość: apik Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.05, 17:40
      UP UP :D
    • Gość: lavenezia Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.05, 22:06
      na dwie dorosle osoby na samo jedzenie ok1000zl.do tego-powiedzmy ze nie macie
      auta i jezdzicie tramwajami to wam wyjdzie plus minus 170zl.na dwie osoby,
      mieszkanko dwupokojowe niekoniecznie w samym rynku,ale np.stare
      podgorze,kazimierz lub pradnik wyjdzie mniej wiecej 1200zl. wszystkie koszta
      oczywiscie sie wachaja w gore i dol,podaje srednia tego wszystkiego jako ze
      jestem zorientowana w tych sprawach bo wlasnie zaczelam studia. pokoj na starym
      podgorzu w wyremontowanej kamienicy 450zl plus gaz(ogrzewanie +ciepla woda)
      bilet miesieczny(tyle ze w moim przypadku studencki) oprocz czesnych to jeszcze
      100zltygodniowo na jedzenie i ogolnie zycie,strasznie ciagne od rodzicow,az mi
      glupio i w drugim roku szukam pracy:) faktycznie krakow to magiczne miasto i oby
      wam w nim dobrze bylo
      • mennta Re: kosztorys życia w Kraku?! 12.12.05, 16:18
        Dzięki lavenezia :)Życze powodzenia na studiach i w poszukiwaniu pracy :)
        • Gość: ekeltroluks Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.05, 01:43
          dwupokojowe na Kazimierzu za 1200? chyba bez opłat...
    • Gość: Inny głos Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.05, 12:59
      Ja też pozwolę sobie zgodzić się z Warsem.
      U mnie była zbliżona sytuacja, z tym, że ja miałem (nie)przyjemność studiować
      na Politechnice Krakowskiej. To co tam się wyprawiało, w szczególności
      traktowanie studentów jak bandę półgłówków i śmieci, przechodzi wszelkie
      pojęcie. Szkoda słów, nigdy w życiu nie przeżyłem tylu stresów, koszmarów co
      wtedy.
      Oczywiście bardzo dobrze wspominam same czasy studenckie, knajpki, Rynek,
      przepiękne okolice Salwatoru, okolice Tyńca. Kazimierz w tamtym czasie był
      jeszcze zapuszczonym targowiskiem (lata 1992-1997).
      Na rok - dwa przed końcem studiów nalezało jednak realnie spojrzeć na zycie.
      Sytuacja w KR była wówczas taka, że potworna była nadprodukcja magistrów,
      inżynierów itp, a firm, które mogłyby ich zatrudnić jak na lekarstwo, a jeżeli
      już to z Bożej łaski za 700-800 zł na niekończące się umowy zlecenia itp
      wynalazki(przypominam 1997 rok). Tak też skończyła część moich kolegów,
      wynajmując jedno mieszkanie w kilku i żyjąc dalej jak w akademiku, bez żadnych
      w zasadzie szans na zmianę tego stanu rzeczy.
      Ja miałem to szczęście, że znajomi mojej mamy żyli wciąż w Wawie i miałem jakiś
      punkt zaczepienia na pierwsze tygodnie.
      I uwierzcie mi, pierwszą pracę w zasadzie w zawodzie znalazłem po 20 dniach,
      bez żadnych znajomości, po prostu z ogłoszenia. Moja pierwsza pensja wyniosła
      1200 zł netto, po 3 zaledwie miesiacach w tejże firmie była już 2700 netto.
      Ożeniłem się z dziewczyną spod Krakowa ;) wtedy. Ona przyjechała do mnie.
      Minęły 2 lata, zmieniłem firmę i zarabiałem już ponad 5000 netto / miesiąc.
      Dzięki temu żyjąc oszczędnie i bez szaleństw (Kraków akademickie czasy
      rulez ;) ) po 4 latach kupiliśmy sobie własne 55 m2 mieszkanie w tzw. dobrej
      dzielnicy - Stary Mokotów za ponad 200000 zł. Za swoje, nic nie na kredyt który
      trzeba spłacać kolejne 20 czy 30 lat. Później było stać nas na kompleksowy
      remont (taki z kuciem starych tynków, wymianą wszelkich rur, elektryki, podłóg
      itp) za około 50000 zł.

      Nie chcę twierdzić, że Warszawa jest super a Kraków be, tymniemniej życie za
      marną pensję 1000 czy 2000 zł z wynajmowanym za gigantycznie dużą część tych
      dochodów bylejakim mieszkaniem w blokowisku na Kurdwanowie czy Prądniku, to
      zdecydowanie nie było tym, co chciałbym w życiu osiągnąć.

      Paradoksem jest również fakt (moja obserwacja, mogę sie mylić oczywiście), że w
      Krakowie 95% pieniędzy będących na rynku jest w posiadaniu 5% tamtejszego
      społeczeństwa. W Warszawie te proporcje sa bardziej wyrównane, nie ma tu zą
      takich przepaści.

      Dlatego też podaję w miarę dokładne kwoty, żeby każdy mógł sobie przeliczyć i
      proównać do swych realiów.

      Teraz znów zmieniłem pracę, na paradoksalnie mniej płatną bo około 4200 netto,
      ale spokojniejszą, bez wyjazdów po kraju, urodził nam się kilka tygodni temu
      synek, żyjemy spokojnie i w zasadzie bezstresowo. I jestem przekonany w 100% że
      nasze obecne życie nie byłoby takie, gdybym pozostał w Krakowie :(
      • Gość: MICHALFRÅNSV Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.skane.se 15.12.05, 06:20
        Radzwe wybierz Wroclaw lub...Londyn.Wielu tam polakow
        za chlebem pojechalo.
      • Gość: jeszcze inny głos Re: kosztorys życia w Kraku?! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.05, 21:02
        Ja sadze iz w Krakowie tez moze sie udac - tez mozna znalezc dobra prace (bez
        znajomosci), kupic mieszkanie i zyc bezstresowo. Nie wyobrazam sobie zyc w
        miescie i to nie dlatego ze jestem szczesciarzem i akurat mi sie udalo.
        Wszystkim tego zycze Tu i Teraz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka