akeley
04.01.06, 21:48
Przede wszystkim kupowanie w Polsce żółtego sera przypomina ruletkę albo
raczej kupowanie kota w worku: nigdy nie wiadomo na co się trafi. Kupując ten
sam "gatunek" sera (np. gouda), od tego samego producenta, można kupić goudę,
salami, cheddar albo ementaler - oczywiście w przybliżeniu, bo nie są to
stricte wspomniane gatunki, a jedynie "substancje" najbardziej je
przypominające ;) Nie wspomnę tu o trafiających się "wynalazkach" typu
"plastelina" albo "superekspres" (tj. "prawie dojrzały"). Z takimi wybrykami
producentów nie spotkałem się ani w Austrii, ani w Niemczech, ani w Belgii,
ani we Francji, ani na Islandii. Może to jakaś "słowiańska specjalność"? ;\