Gdzie jada biegacz?

06.11.02, 08:16
Myśle o maratończyku na dobrym stanowisku, czyli naszym ministrze, bliskim
koledze M. Jacksona,sylwetce szczupłej i ciele sprawnym...
gdzie on jada?
Czy w tym tanim barze w budynku ministerstwa finansów czy tylko
McDonaldsy..???
Ale żeby po to biegać aż do NY ?
...
No tak , ale sam mówiłem, ze sprawne ciało, a o tej istotnej części , która
czyni z niektórych przedstawiciela Homo sapiens , nie wspominałem...
...
Ile można przebiec dystansu po takiej niedrogiej pomidorowej?
Za dużo chyba nie, no to on musi coś koksować...
trudny
    • Gość: bonzaj Re: Gdzie jada biegacz? IP: *.krakow.pl 06.11.02, 09:45
      Heh trudny widzisz...To się nazywa pasjia...ten człowieczek (Pan K.) lubi
      biegać...A że aż w Nowym Yorku?? Hmm pewnie miasto mu się podoba ,a może liczył
      na nagrode ;) No i wspomnieli o nim podczas transmisji na EuroSporcie :)
      • trudny2002 Re: Gdzie jada biegacz? 06.11.02, 10:03
        Tak. Doceniam pasje.
        Każdy winien mieć jakąś pasję. I robić to z zapałem.
        Najcześciej to bywa tak, że pasja jest czymś na czym zainteresowany zna się
        najpełniej, najlepiej...i idealnie jest jeśli ta pasja staje się wykonywanym
        zawodem.
        To oczywiście idealna sytuacja, a tu mówimy jedynie o teoretycznym aspekcie...
        Jest też dobrze jeśli wyniki osiągane w realizacji pasji są , jeśli juz sie
        upublicznia, na poziomie wysokim. To chyba też jeden z celów pasjonata...np.
        filatelisci prześcigają sie nie w ilości czasu jaki poświecają znaczkom, ale w
        osobliwości i rzadkości posiadanego...
        Biegacz to wymierne.
        Nie jedyna stacja wspomina o takim wyczynie jak naszego biegacza...nie dziwi.
        Wszak to bodaj jedyny na swiecie minister finansów , i to z kraju gdzie w
        finansach nie jest najlepiej, i czynnie biega w maratonach...
        Dopceniam. Tylko jeśli pasja nie jest tu zawodem to traktowałbym ją w
        kategoriach osobistej frajdy pasjonata, i wówczas niechże sobie pobiega ale
        raczej już jak ten zołnierz grecki czyli po pracy.
        ...
        Krótko:
        Takich pasjonatów w tej ekipie jest kilku. Szkoda, ze pasja nie pokrywa sie z
        ich czynnościami jakie wykonują z tytułu funkcji czy profesji...
        U Pana K. przesuneło to coś co dominuje, a to na chwałe nie bardzo mi się
        widzi...
        trudny
        • adam.67 Figle i psotki Grzesia Kołodki 06.11.02, 10:10
          Nie każdy naród ma to szczęście, żeby pierwszy kasjer był takim twardzielem...
          Miejsce nieistotne, ale to, że dobiegł... laur zwycięzcy na jego skroń ubierzmy
          więc, niech duma nasze serca rozpiera, że mamy takiego ministra.
          Długodystansowiec... z pasją.
          Sui generis curiosum... może podwyższą Polsce rating?
          • trudny2002 Re: Figle i psotki Grzesia Kołodki 06.11.02, 10:21
            Ja tam swoje wiem. Nie ma dziś wielkiego sportu bez koksu. Co bierze biegacz?
            Ale po takich maratonach to chyba nie ma testów antydopingowych...pozatym ile
            on nasiuia po tej taniej zupce....
            Nie wystarczy na próbkę B...
            trudny
            • adam.67 Re: Figle i psotki Grzesia Kołodki 06.11.02, 10:31
              I ja wiem, że Ty wiesz. Ale i Ty wiesz, że ja wiem. I żeby nie było jak w
              starej anegdocie żydowskiej - "i o czym my jeszcze mamy rozmawiać?"
              Wiedza to potęga.
              Wielki sport to wielkie pieniądze. Wielkie pieniądze wymagają efektów, więc i
              wielki koks. Do diabła z ideą olimpijską, niech zawiśnie na kołku w szatni.
              Biegacz bierze. Oj, bierze. Kasa to dopiero narkotyk. Ale czy dla niego to
              jedyny koks? Widzę więcej koksów, jakże silniejszych... władza, sława, rozgłos,
              oto kapitał, oto narkotyk.
              Tego nie będzie w siuśkach. To widać, słychać i czuć. Oj, jak to dobrze
              widać...słychać... czuć...
Pełna wersja