Gość: stan
IP: 64.114.128.*
25.02.03, 05:19
Tadeusz Zieliński
Śladami Argentyny
Autor stwierdził w tej książce wyraźnie, że realizacja wspomnianych reform
pod przewodnictwem ministra finansów, Domingo Cavallo, uczyniła Argentynę
jednym z "najbardziej obiecujących krajów Ameryki Łacińskiej" (jw., s. 283).
Dzisiaj jest to kraj zbankrutowany w skali niespotykanej w historii.
Liberalną gospodarkę, czczoną tam do niedawna jak świętość, gnębi recesja.
Argentyna należała niegdyś do najbogatszych krajów świata. Teraz szerzy się w
niej przerażająca bieda. Stopa bezrobocia wynosząca w 1991 r. 6,5% wzrosła
ponad trzykrotnie. Państwo utraciło całkowicie zdolność spłaty długu
zagranicznego przewyższającego 130 mld dolarów.
Tak oto przedstawia się sytuacja kraju, który, według naszego apologety
gospodarki rządzonej "niewidzialną ręką rynku", miał być naszym wzorem!
Leszek Balcerowicz pisał, że radykalne reformy, m.in. argentyńska, miały
znane w Polsce składniki: stabilizację pieniądza, liberalizację handlu
zagranicznego, usunięcie barier wobec kapitału zagranicznego, prywatyzację
sektora państwowego i usunięcie szczegółowej ingerencji państwa.
Krach gospodarki argentyńskiej opartej na takich samych założeniach
modelowych, co obecna gospodarka polska, stanowi więc dla nas poważne
ostrzeżenie. Nie popadając w histerię, trzeba wnikliwie rozważyć, czy obecny
kryzys finansów państwa w Polsce nie jest pierwszym symptomem nadciągającej
katastrofy. Wskazuje na to m.in. identyczny jak w Argentynie poziom
bezrobocia (20% w grudniu 2001 r.).
Nasi ekonomiści myślą, podobnie jak do niedawna ich argentyńscy koledzy, że
stabilizacja pieniądza i całkowite uwolnienie życia gospodarczego spod
ingerencji państwa zapewnią powszechny dobrobyt. Jakże się mylą, sadząc, że w
chwili recesji nie opuści ich Międzynarodowy Fundusz Walutowy! Okazuje się,
że specjaliści z MFW wcale się dziś nie przejmują tragedią Argentyny, która
tak samo jak Polska kierowała się wskazaniami Funduszu niczym wyrocznią
niepodlegającą żadnej dyskusji.
Może przykład Argentyny uzmysłowi wreszcie naszym "elitom" grozę sytuacji? Na
razie ludzie odpowiedzialni za stan naszej gospodarki po załamaniu finansów
państwa nie przedstawili szczegółowego i czytelnego planu wyjścia z kryzysu.
Jedynym sposobem są cięcia budżetowe, które są wprawdzie doraźnie konieczne,
ale same przez się nie gwarantują wzrostu gospodarczego, opanowania
szalejącego bezrobocia i zmniejszenia obszarów biedy. Rząd szuka oszczędności
w kieszeniach obywateli, zamiast zrewidować dotychczasowe ultraliberalne
dogmaty, które nie sprawdziły się w praktyce.
Trudno oprzeć się wrażeniu, iż rząd walczy ze skutkami kryzysu, a nie z jego
przyczynami. Z kolei Sejm bardziej interesuje się wybrykami niejakiego
Leppera niż sposobami wyprowadzenia kraju z zapaści finansowej. Posłowie nie
pojęli, że nadciągającą recesję trzeba zdusić w zarodku. Jeśli w krótkim
czasie nie nastąpi odwrót od skrajnie liberalnej gospodarki rynkowej, możemy
być świadkami podobnego wybuchu społecznego gniewu, jaki wstrząsnął Argentyną
i w konsekwencji pogrążył ten kraj w odmętach populizmu.
Na drodze do zmian systemowych w Polsce stoją ekonomiści spod neoliberalnych
sztandarów, którzy nadal wierzą niezachwianie w "niewidzialną rękę rynku",
nie doceniają natomiast stymulacyjnej roli państwa w kształtowaniu procesów
gospodarczych i wręcz kwestionują ustrojową zasadę społecznej gospodarki
rynkowej, zapisaną w art. 20 konstytucji.
Cudownym lekarstwem na bezrobocie i ubóstwo ma być nieokiełznany leseferyzm,
nieograniczona wolność gospodarowania. Zdaniem neoliberałów, pełna swoboda
dysponowania siłą roboczą przez pracodawców rozwiąże automatycznie wszystkie
problemy na rynku pracy. Argument jest jeden: "oni" (tj. właściciele
przedsiębiorstw) "tworzą miejsca pracy". Trzeba więc im umożliwić swobodę
eksploatowania współczesnego proletariatu i wyrzucić na śmietnik kodeks
pracy, który chroni ludzi pracy najemnej przed wyzyskiem.
Doszukiwanie się w kodeksie pracy przyczyny wzrastającego lawinowo bezrobocia
jest szkodliwym mitem, który odwraca uwagę od rzeczywistych, ekonomicznych
źródeł kryzysu i sposobów jego przezwyciężenia.
Polska podobnie jak Argentyna stała się jednym z najdroższych krajów do
prowadzenia działalności gospodarczej. Jeśli inwestorzy nie zostaną uwolnieni
od nadmiernych obciążeń finansowych, to nasza gospodarka będzie coraz
bardziej pogrążać się w stagnacji.
Reforma prawa pracy może, ale tylko w pewnym stopniu, przyczynić się do
ożywienia koniunktury. Z pewnością konieczne jest zliberalizowanie przepisów
krępujących swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Kompletnym jednak
nieporozumieniem jest oskarżanie kodeksu pracy, że nie ma w nim "mechanizmów
tworzących nowe miejsca pracy". Zarzut ten zgłosił niedawno ekspert Centrum
im. Adama Smitha w dyskusji nad reformą prawa pracy ("Gazeta Wyborcza" z
22.11.2001 r.). Co ów ekspert miał konkretnie na myśli, nie wiadomo. Chyba
nie sądził, że z samych przepisów urodzą się miejsca pracy?
Cytowany wyżej pogląd stanowi przykład szukania po omacku sposobów wyjścia z
pułapki, w jakiej znalazł się rynek pracy. Uderzający jest prymitywizm w
podchodzeniu do tak skomplikowanego i wielostronnie uwarunkowanego zjawiska,
jakim jest bezrobocie. Jedni uważają, że wystarczy tylko zmienić ów wredny
kodeks, a wszyscy natychmiast będą mieli pracę. Inni znowu są przekonani, że
trzeba obniżyć stopy procentowe, a gospodarka ruszy z kopyta.
Nikt z owych ekspertów wierzących w cudotwórczą moc prawa nie wpadł jednak na
genialny pomysł zniesienia bezrobocia jednym przepisem, stwierdzającym, że w
Polsce bezrobocia po prostu... nie ma! Pomysł ten nie jest oryginalny, bowiem
już Nicolae Ceausescu poradził sobie w ten sposób ze zjawiskiem wyzysku.
Kazał mianowicie wpisać do rumuńskiego kodeksu pracy przepis, według którego
w Socjalistycznej Republice Rumunii "wyzysk człowieka przez człowieka został
zniesiony na zawsze".
Zamiast więc toczyć jałowe spory, jak walczyć z bezrobociem na tym łez
padole, będziemy cieszyć się rzeczywistością wirtualną wykreowaną przez
prawo. Jak długo? Aż kolejną ekipę rządzącą zmiecie gniew ludu
2 stycznia 2002 r.
www.maloca.com/zagloba/bezrob.htm