longwehicle
30.10.06, 08:13
Homo homini lupus – zna każdy tą maksymę…
Ale okazuje, że w pewnym środowisku, dziennikarskim, to określenie jest już
mocno zdewaluowane.
Bo już nie wypełnia całkowicie „głębi” stosunków jakie tam panują
szczególności wśród dziennikarzy – komentatorów politycznych. Nie tylko
wilkiem… ale i hieną, a może nawet gorzej…
Dziennikarze, środowisko mediów, przez wiele lat traktowało siebie jako grupę
wzajemnie się wspierających i dobrze rozumiejących – profesjonalistów.
Oczywiście – zdarzały się w nim różne przypadki, odszczepieńcy i zwyczajne –
świnie.
Ale w pewnych określonych sytuacjach – można było powiedzieć, że potrafiło
mówić w miarę jednym zdaniem. Jak choćby w sytuacjach ochrony źródeł
informacji – czy prawa prasowego, lub etyki.
Nagle jednak, wciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, nastąpiła dosyć znaczna
zmiana. Środowisko zostało radykalnie zmienione, podzielone – wręcz
spolaryzowane.
Co jest tego przyczyną ?
Jest ich kilka.
1. Pojawienie się na arenie nowego magazynu opinii - czyli „Dziennika” Gazeta
ta, zbudowana jako przeciwwaga dla „Gazety Wyborczej”, skupiła wokół
dziennikarzy o charakterze wyraźnie prawicowym. Oczywiście publikują w niej
również dziennikarze i komentatorzy innych opcji – ale jest ona postrzegana
głównie przez swojego głównego komentatora – Cezarego Michalskiego. To
właśnie on, a nie naczelny, Robert Krasowski, jest twarzą gazety. Powstanie
tej gazety – jako opozycji wobec „GW” - spowodowało natychmiast radykalizację
jej oponenta – oraz podniesienie głowy przez inne periodyki – „Życie
Warszawy” i odnowiona po odejściu Gaudena – „Rzeczpospolitą”. Prawdą jest to,
że „Gazeta Wyborcza” piórem naczelnego Adama Michnika i jej publicystów (
Milewicz, Stasiński, Wroński ) narzucała pewien styl komentarza i poglądów na
życie społeczne i polityczne Polski. Prawdą jest również to, że koncern
medialny „Agora” miał kolosalny wpływ na inne media, w tym także – telewizję
publiczną. Ale jej przeciwnicy – posługują się wobec niej bardziej lub mniej
otwarta krytyką – nie krytyka merytoryczną – lecz doraźną – na zasadzie – bij
mocniejszego – bo tak wypada. Jeżeli zaczyna brakować argumentów – to atakuję
się „GW” za wszystko złe z ostatnich 17 lat. Najsmutniejsze jest to, że duża
część ataków idąca w stronę Adama Michnika – jest inspirowana spoza tego
środowiska.
2. Drugim powodem takiej a nie innej sytuacji, są oczywiście zmiany, dokonane
przez KRRiT w mediach publicznych. Praktycznie, z dnia na dzień została
przesunięta w drugą stronę zwrotnica - i w miejsce tej już opisanej
poprawności – wszedł radykalny, czasem zmanipulowany i serwilistyczny
komentarz prawicowy. Jeżeli jeszcze w TVP – można mówić o trzymaniu się
pewnych standardów przekazywania informacji – to radio – już poszło na
całość. Zatrudnienie takich komentatorów jak Semka, czy Michalkiewicz, o
wyraźnych – żeby nie powiedzieć – dosadnych poglądach, dziennikarzy – daje
temu medium wyraźny, prawicowy obraz.
3. Trzecim elementem tego spolaryzowania się środowiska jest… internet. Od
pewnego czasu, ta sfera komunikacji medialnej, wykorzystywana głównie przez
amatorów – została odkryta także przez żurnalistów – i polityków. Wstępuje to
w postaci lawinowo wykluwających się blogów – blogów politycznych. Jeżeli
jeszcze rok temu można było policzyć je na palcach jednej ręki – teraz
praktycznie każdy szanujący się dziennikarz – czy to prasowym, telewizyjny –
musi mieć swojego bloga. Prywatna inicjatywa Igora Janke - Salon24 – rośnie z
dnia na dzień – nie ma dnia, aby ktoś ze znanych nie dołączył – ostatnio jest
to Tomasz Sakiewicz – co wzbudziło w pozostałych uczestnikach tego projektu –
znaczne poruszenie. Blog jako miejsce swobodniejszej niż łamy prasowe wymiany
poglądów, daje także możliwość szybszej i skuteczniejszej odpowiedzi i
polemiki. I tu właśnie, po raz pierwszy dochodzi do zderzenia i wymiany
ostrych poglądów. Jeszcze wprawdzie nie padają inwektywy – ale już zarzuty
kłamstwa ( Pośpieszalski ) czy przypomnienie starych przewin ( też
Pośpieszalski i telewizja „Familijna” ) jest już przypominane. Z drugiej
strony, publicyści, którzy w oficjalnych mediach muszą dalej
prezentować „wyważone” stanowisko i „niezależne” poglądy – na blogu mogą
pokazywać swoje fobie ( Ziemkiewicz – Michnika ) lub prawdziwe, na przykład
pro pisowskie sympatie ( i znów – Ziemkiewicz ! ). Tego rodzaju publikacje są
oczywiście natychmiast komentowane – i czego się zapewne blogowicze nie
spodziewali – te opinie przeciekają do oficjalnych publikatorów – wzbudzając
poruszenie.
Opisałem w tej części tylko pewien, nazwijmy to – stan techniczny sytuacji.
Prawdziwą przyczyna takiego zamieszania wśród dziennikarzy jest jednak
zupełnie inna – to, że publikują oni w różnych mediach lub dyskutują za
pomocą przeglądarki internetowej lub portalu – to tylko przyspiesza i ułatwia
dyskusje. I nie jest prawdą, że podziały, tak ostatnio uwidocznione wynikają
z konkurencji rynkowej. Bo gdyby tak było – to poziom opinii, jej fachowości,
niezależności – i świadomości obywatelskiej i pro państwowej by rósł. A tak
nie jest…
Powodem wzrostu temperatury dyskusji i adrenaliny jest to, że dziennikarze
ulegli manipulacji polityków i pogonią za newsem.
Opinie polityków szczególnie ze strony Prawa i Sprawiedliwości o tym, że
środowisko jest uwikłane w tzw. szarą sieć, służby specjalne, agentów, WSI i
tym podobne, kazało części tego środowiska przyklasnąć tej opinii, a drugiej –
równie licznej – gwałtownie zaprotestować.
Nie chodzi tu tylko o ewentualne uwikłanie dziennikarzy we współpracę ze
służbami.
Dziennikarze, zarówno mediów prywatnych, jak i państwowych – zostali
przymuszeni, a część poszła dobrowolnie na taki układ – do opowiedzenia się
po jednej lub drugiej stronie.
Popatrzmy;
Sprawa Beger – tasiemki – czysta sprawa dziennikarskiej prowokacji, zrobiona
profesjonalnie – i nie na zamówienie – ale po to aby pokazać mechanizmy
pewnego działania partii rządzącej – inaczej wygląda po następnych dziesięciu
dniach – kiedy Sakiewicz na polecenie Macierewicza ujawnia sprawę Subotica…
I w tym momencie Morozowski i Sekielski – chcąc, nie chcąc – są już
postawieni w sytuacji nie niezależnych dziennikarzy niezależnej stacji – lecz
jako uczestnicy określonej sytuacji politycznej. Gdyby nie doszło do zejścia
się kolacji rządowej na nowo – to oni byliby określani jako architekci tego
rozpadu.
Druga sytuacja – czyli „raport” Platformy Obywatelskiej na temat mediów.
Umieszczenie w nim, i to w sposób niefortunny, nazwisk kilku dziennikarzy –
doprowadziło do tego, że muszą się oni postawić w określonej sytuacji – i
tłumaczyć się – że nie są wielbłądami.
Ale oczywiście – większość winy leży jednak po stronie samych dziennikarzy.
Te wieczne briefingi, ganianie za politykami po Sejmie, szukanie newsów,
komentowanie i puszczanie na wizji lub w Internecie każdej, nawet
najbzdurniejszej informacji polityków – sprawia wrażenie tego, że politycy
nie przekazują informacji – lecz KREUJĄ nową, daleką od prawdy –
rzeczywistość.
Dziennikarze zaczęli zatracać to co ich kiedyś cechowało – czyli poczucie
krytycyzmu wobec tego co mówią politycy. I siłą rzeczy stali się publicystami
nie politycznymi – lecz pa