Dodaj do ulubionych

Uban jest najlepszy w wykrywaniu afer

22.12.06, 23:38
Takich, jak na przykład ta:

"Atak gejów!

Przedwyborcza mistyfikacja. Warszawski bomber i homoseksualni terroryści to
wymysł kaczej propagandy.

20 października 2005 r., tuż przed wyborami prezydenckimi, cała Warszawa
zostaje sparaliżowana gigantycznymi korkami, policja i służby specjalne
szaleją. W wielu miejscach, m.in. na przystankach autobusowych na pl.
Bankowym, w okolicy Stadionu Dziesięciolecia, na rondzie de Gaulle’a,
pojawili się policyjni pirotechnicy z psami. W mieście uruchomiono
zarządzanie kryzysowe. Strach pada na mieszkańców – w 11 miejscach nieznany
sprawca podłożył 13 bomb. Wszystkie były ponumerowane, zawierały mechanizmy
bardzo podobne do tych, które stosuje się w prawdziwych ładunkach: druty,
proszek, którego zapach miał zmylić psy tropiące (a który okazał się
saletrą). Ale nie były to bomby, tylko ich atrapy. Według policji sposób
przygotowania akcji i jej skoordynowania odróżniał to wydarzenie od innych
fałszywych alarmów i świadczył o tym, że mogły być groźne.

Pojawiają się sprzeczne komentarze: jedni dają do zrozumienia, że to fragment
kampanii wyborczej ówczesnego prezydenta Warszawy i kandydata na prezydenta
Polski Lecha Kaczyńskiego, inni sugerują wręcz przeciwnie – że to akcja w
niego wymierzona.

Sprawców nie wykryto.

3 listopada 2006 r., tuż przed wyborami samorządowymi rzecznik prasowy
Komendy Stołecznej Policji podinspektor Mariusz Sokołowski triumfalnie
oznajmia, że policja schwytała sprawcę odpowiedzialnego za wydarzenia sprzed
roku – nazywanego warszawskim bomberem. Zatrzymanie tego człowieka to jeden z
elementów układanki, którą jest ta sprawa; przed policją jeszcze wiele do
zrobienia – powiedział rzecznik (depesza PAP z 5 listopada). Wkrótce do
mediów przeciekają dalsze informacje. Zamachowiec nie był sam, stoją za nim
niebezpieczne organizacje terrorystyczne wywodzące się ze środowisk
homoseksualnych. „Gazeta Wyborcza” donosi, że są to organizacje Gay Power i
Silny Pedał. Bomber to Roman W., homoseksualista, kryminalista z wieloletnim
wyrokiem na koncie, dyrektor artystyczny pedalskiego klubu Toro w Warszawie,
dorywczo dziennikarz niegdyś prowadzący w Polsacie „Muzyczne Listy”, z zawodu
pielęgniarz.

Komentarze są jednoznaczne – za zamachem z 2005 r. stały pedały, które
próbowały w ten sposób nie dopuścić do wyboru Lecha Kaczyńskiego na
prezydenta Polski.

Historia jak na zamówienie PiS-owskiej propagandy.

* * *

Z redakcją skontaktował się Piotr R., który twierdzi, że historia z Gay
Power, Silnym Pedałem i Romanem W. w roli bombera to bajka. Bajka, którą sam
wymyślił i którą twórczo rozwinęli stołeczni policjanci.

W liczącym 37 stron liście Piotr opisuje, jak do tego doszło.

Piotr i Roman poznali się w kryminale. Po wyjściu postanowili razem działać –
wyłudzali luksusowe samochody od firm leasingowych i sprzedawali je za
granicą. Interes się kręcił, aż tu nagle Piotra zwinęła policja. Jak się
szybko zorientował, trafił za kraty, bo wspólnik Roman go wsypał, by samemu
nie iść do paki. Piotr postanowił zemścić się na kapusiu. Tak o tym pisze:

„Wiedziałem, że Roman W. chociażby z obawy przed zemstą z mojej strony dołoży
wszelkich starań abym w więzieniu pozostał jak najdłużej. (...) Dlatego
pierwszą rzeczą, którą należało zrobić było wyeliminowanie W. z gry poprzez
doprowadzenie do aresztowania go w obojętnie jakiej sprawie. Najlepiej
jednak, gdyby była to jakaś poważna sprawa, do której W. w sposób idealny
pasowałby jako sprawca. (...)

Pomysł na pozbycie się W. podsunęły mi wydarzenia, które bodajże 20
października 2005 roku miały miejsce w Warszawie. (...) Mówiło się, że za
zamachem tym (o ile w ogóle zdarzenie to można nazwać zamachem) stoi jakaś
organizacja gejowska, która w ten sposób stara się przekonać mieszkańców
Warszawy, aby w nadchodzących wyborach na prezydenta i do parlamentu nie
głosowali na braci Kaczyńskich i ich partię. Wydarzenie to bowiem miało
podobno unaocznić Warszawiakom, iż skoro Lech Kaczyński nie radzi sobie w
sytuacjach kryzysowych jako prezydent Warszawy, to z całą pewnością w tego
rodzaju sytuacjach nie będzie sobie radził jako prezydent Polski. (...) O
tym, że za podłożeniem tych atrap stoi jakaś organizacja gejowska oraz, że
wydarzenie to miało taki a nie inny kontekst miały świadczyć emaile, które
podobno jakiś młody zakapturzony człowiek porozsyłał z kafejki internetowej,
mieszczącej się w warszawskim centrum handlowym Arkadia. W. co prawda w ogóle
nie był podobny do tego młodzieńca, którego wizerunek na podstawie nagrania z
kamery przemysłowej rozpowszechniły media, ale przecież nikt nie zamierzał
twierdzić, że to właśnie on osobiście przygotował atrapy bomb porozwoził je
po mieście a następnie podjechał do kafejki internetowej by porozsyłać do
mediów emaile. Mógł przecież w ogóle nie uczestniczyć osobiście w powyższej
akcji, a mimo to ponosić za nią pełną odpowiedzialność jako jej inicjator,
organizator oraz szef przyznającej się do jej przeprowadzenia organizacji
gejowskiej”.

Piotr miał świadomość, że jeśli sam doniesie do policji, że jego
niegdysiejszy wspólnik jest bomberem, to nikt w to nie uwierzy. Poprosił o
pomoc współwięźnia Pawła L., który skuszony 100 tysiącami złotych nagrody za
wskazanie bombera zgodził się na odegranie swojej roli. Obydwaj panowie wiele
dni poświęcili na uzgadnianie wiarygodnie brzmiącej i spójnej legendy. Gdy
już byli gotowi, Paweł L. zameldował władzom aresztu, że chce złożyć zeznania
w sprawie bardzo ważnej dla bezpieczeństwa narodowego. Sprawą natychmiast
zainteresowała się prokuratura, CBŚ i policjanci z Wydziału do Walki z
Terrorem Kryminalnym. Przesłuchano Pawła L., który między wierszami dodał, że
o Romanie bomberze wie dużo Piotr, z którym siedzi. Następnie przesłuchano
więc Piotra R. Wszczęto zakrojoną na szeroką skalę inwigilację Romana W. i
środowiska warszawskich gejów.

Legenda wymyślona przez Piotra, choć początkowo chwyciła, okazała się jednak
niedoskonała. Pewnego dnia ponownie trafił do Komendy Stołecznej Policji i
usłyszał:

„Słuchaj człowieku, od kilku tygodni dzień i noc podsłuchujemy W. i śledzimy
każdy jego krok. W tej chwili możemy powiedzieć, że w zasadzie wiemy o nim
wszystko. Jesteśmy pewni, że nie ma on nic wspólnego ani z Gay Power, ani też
z podłożeniem w Warszawie atrap bomb. To po prostu zwykły frajer, którego
jedyną pasją życiową jest nadstawianie dupy komu popadnie. Wychodzi więc na
to, że ty i L. okłamaliście nas, aby wyłudzić od władz miasta nagrodę za
pomoc w ujęciu sprawcy podłożenia tych atrap. (...) od momentu, w którym ci
z »góry« dowiedzieli się o Romanie W., telefony z pytaniami na temat tej
sprawy wręcz się urywają. A wydzwaniają do nas już niemalże wszyscy,
poczynając od ABW, poprzez pełniącego w tym mieście obowiązki prezydenta
miasta Kazimierza Marcinkiewicza oraz ludzi z kancelarii prezydenta RP, a
kończąc na premierze rządu, który od jakiegoś czasu sprawą tą interesuje się
osobiście (!). Wszyscy zaś dają nam do zrozumienia, że mamy utrzymać ten
właśnie kontekst sprawy oraz doprowadzić do jej zakończenia przed wyborami
samorządowymi. Wychodzi więc na to, że nad dalszymi postępami w dochodzeniu
będziemy musieli popracować już wspólnie – my, ty oraz Paweł L. Wy zgarniecie
sobie sto tysięcy złotych, a my w końcu zamkniemy tą cholerną sprawę. Paweł
był tu u nas wczoraj i rzecz jasna zrobił już swoje. Teraz kolej na ciebie”.

Zgodnie z zaleceniami Piotr „doprecyzował” swoje zeznania, policjanci
podpowiedzieli mu np., jak się ubierali członkowie Gay Power (jak skejci), by
wszystko pasowało do zebranego materiału dowodowego. Wkrótce Roman W. został
zatrzymany pod zarzutem usiłowania sprowadzenia niebezpieczeństwa
powszechnego mogącego spowodować panikę i ewaku
Obserwuj wątek
    • kikoo1 fragment wywiadu z J.Urbanem : 22.12.06, 23:51
      Ostatnio wokół „Nie” ucichło. Nie wykrywacie nowych afer, nie podajecie nowych
      faktów.

      To nie dlatego ucichło. To umyślna polityka. My wykrywamy afery, one są
      następnie albo przedmiotem śledztw, albo powodują wtórne publikacje w innych
      czasopismach nie powołujących się na „Nie”, tylko rozwijających lub
      powtarzających to co myśmy napisali. W ten sposób jednak wpływamy na
      rzeczywistość.
      • xyz_xyz_xyz Samo życie 22.12.06, 23:56
        Pierniki z Torunia

        Doroczne święto moherowego imperium ojca Rydzyka.

        Srednia wieku pielgrzymów – sześćdziesiąt kilka lat. Przywieźli prezenty, bo
        nie przywykli, żeby ktoś dawał im coś za darmo. Te prezenty to koperty z
        pieniędzmi.

        * * *

        Wyłączono z ruchu wszystkie ulice, które wskazali organizatorzy. Policyjne
        patrole przepuszczają jedynie rządowe limuzyny, autokary z pątnikami i
        komunikację miejską. 7 grudnia, w wigilię uroczystości Niepokalanego Poczęcia
        Najświętszej Marii Panny, w Toruniu odbywa się dziękczynienie za 15 lat
        ewangelizacyjnej posługi medialnej Radia Maryja. Dziękuje kilka tysięcy
        pątników, premier Jarosław Kaczyński, ministrowie, 9 biskupów, 150 księży i
        matka ks. Jerzego Popiełuszki. Wysuszona starowinka w niebieskiej chustce i za
        dużym śliwkowym swetrze w olbrzymie czarne kwiaty jest tego dnia Polką nr 1.
        Telewizja Trwam co chwilę pokazuje jej twarz. Kaczor, pani Popiełuszko, tłum,
        pani Popiełuszko. Rówieśniczki jej zazdroszczą.

        – Mój syn odwiedza mnie rzadko i zwykle chce na piwo – mówi jedna z kobiet.

        Do kościoła nie można się wcisnąć. Gnieciemy się w ogromnym namiocie ustawionym
        tuż obok. Elity oglądamy na telebimie.

        Wspólnie działać dla Kościoła i Polski... W Kościele i Polsce jesteśmy silni...
        Radio Maryja daje odpór... Ocala rodaków od zwątpienia... – słowa premiera
        rozpływają się w hałasie. „Jeszcze Polska nie zginęła” – intonuje. Tłum zaczyna
        śpiewać, ale po jednym wersie zmienia piosenkę. Życzymy, życzymy, niech go
        nigdy nie zabraknie... Na telebimie Gosiewski z bezradną miną. Widać nie zna
        słów.

        * * *

        Satelitarny zestaw do odbioru Telewizji Trwam – 300 zł, flaga polska bez
        drzewca – 15 zł, z drzewcem – 20 zł, watykańskie identycznie. Można kupić
        różaniec, film o Janie Pawle II i „intencję”, czyli modlitwę w określonym celu.
        Najczęściej ludzie chcą wyzdrowieć i żeby syn nie pił. Wśród świętych książek
        dużo antysemickiej literatury typu „Jedwabne kłamstwa” – o tym, że uciekinier z
        pogromu to fantasta, bo źle policzył Żydów spalonych w stodole w podłomżyńskiej
        wsi. Są książki kucharskie. Pretekst taki, że przepisy spisała zakonnica.
        Drogim atramentem.

        Za darmo, a raczej za „co łaska” herbata, chleb i bigos. Ogon kilkakrotnie
        zawinięty. Jestem sześćdziesiąta trzecia. Przede mną grupa pań z Łodzi. Gadamy.
        Nie notuję, bo widok długopisu podobnie jak aparatu fotograficznego czy kamery
        elektryzuje snujące się wszędzie Rydzykowe patrole. Wolontariusze żądają
        akredytacji i wywalają za drzwi.

        – Dałam 100 złotych. Za miejsce w autobusie i na prezent dla ojca Rydzyka –
        opowiada pani Ania z Teofilowa. – Prezent musi być. Czy pani chodzi do kogoś na
        urodziny bez prezentu? – pyta zaczepnie. Nazbierałyśmy 2563 zł. Kupiłyśmy
        kwiatki, resztę do koperty. Tak poradził proboszcz. Ojciec dyrektor rachunki ma
        do zapłacenia, a my jesteśmy rodzina, więc nie ma co się zastanawiać, co wypada.

        Kopertę przywiózł każdy autokar. Jest ich z 200.

        Przy kotłach dyżurują młodzi ludzie bez białych kitli. W zamian za żarcie
        wrzucamy szmal do dużego pudła z tektury. Bigos ledwo letni, bezmięsny,
        niedoprawiony. Jemy na stojąco, starając się nie wywalić zawartości
        plastikowych talerzyków na sąsiadów. Atmosfera pikniku. Raduje się naród,
        raduje się dusza, gdy Pierwsza Kadrowa na wojenkę rusza – śpiewa Zespół
        Reprezentacyjny Wojska Polskiego. Potem o pięknych warszawiankach i potrzebie
        całowania. Pątniczki podchwytują słowa i podrygują w rytm muzyki.

        – Fajny zespół, ale pewnie drogi – mruczę.

        Patrzą jak na idiotkę.

        – Przecież na urodziny przyjechali, od serca...

        * * *



        Kto myśli na rok do przodu, sieje zboże, na dziesięć lat – sadzi las, daleko w
        przyszłość kształtuje dzieci i młodzież – taką najważniejszą myśl zawiera
        rocznicowa broszura wydana z okazji 15-lecia Radia Maryja. Broszurę, podobnie
        jak przekazy na rzecz utworzonej przez Rydzyka Fundacji Lux Veritatis, rozdają
        za darmo. Tak samo jak miłość. Fundacja jest właścicielem Telewizji Trwam i
        kulturalno-edukacyjnego centrum Polonia in Tertio Millenio. Wyższa Szkoła
        Kultury Społecznej i Medialnej już działa. Powstać ma muzeum osiągnięć narodu
        polskiego i dom dla ludzi starych. Rydzyk zachęca pątników do otwarcia
        portfeli. Chodzi nam o bardzo dobre warunki. Każde nazwisko ofiarodawcy będzie
        umieszczone na stałe w widocznym miejscu; ci, którzy dadzą 1000 zł i więcej,
        będą uhonorowani tabliczkami.

        Przed laty pisałam, jak toruński samorząd oddaje Kościołowi kat. nieruchomości.
        Brał biskup Suski. Rydzyk kilka lat temu chciał od rajców czterdziestu hektarów
        pod budowę Polonia in Tertio Millenio. Pewnie by dostał, gdyby był cierpliwszy.
        Jednak gdy zablokowano podjęcie stosownej uchwały, kupił grunt od osoby
        prywatnej. Mówi się, że pieniądze przyniósł w walizce.

        – Jest trochę więcej – miał nonszalancko oświadczyć kontrahentowi.

        Studenci kształcą się na dziennikarstwie i komunikacji społecznej oraz
        politologii. Oprócz studiów dziennych zorganizowano studia uzupełniające
        magisterskie i podyplomowe. Jeśli wierzyć opiniom profesury z Uniwersytetu im.
        Mikołaja Kopernika, ta szkoła janczarów to wcale nie jest śmieszna szkółka.
        Zaprzyjaźnieni z Radiem Maryja wykładowcy zjeżdżają z całego świata, studenci
        mają praktyki w liczących się instytucjach, nowiutkie akademiki są najlepsze w
        mieście. Jedno-, dwu- i trzyosobowe pięknie umeblowane pokoje wyposażono w
        telefon i Internet. Wprawdzie studia są płatne, ale biedni dostają z MEiN
        stypendia socjalne, a zdolni – Rydzykowe stypendia naukowe. Przepustką do tego
        świata jest rekomendacja właściwego proboszcza.

        * * *

        Radio Maryja walczy z szatanem, który nie chce, aby Polska była Polską. Poza
        tym pomaga przezwyciężać proste życiowe trudności.

        Konrad z Dolnego Śląska wozi Radio Maryja w ciągniku podczas prac polowych.
        Dzięki temu zboże rośnie lepiej, a on ma więcej siły i może pracować do późna.

        Józef zdradzał żonę z koleżanką z pracy. Żona słuchała Radia Maryja, a on
        denerwował się, bo sądził, że dzięki temu odkryje romans. Sam zaczął słuchać i
        po tygodniu nabrał takiej mocy duchowej, że odprawił kochankę. Powiedział jej,
        że zdrada to przestępstwo.



        Mąż Danuty codziennie upijał się piwem i bił rodzinę. Kobieta była bezradna, aż
        jej 8-letni syn Marek zaproponował, aby zawsze o trzeciej odmawiać razem z
        Radiem Maryja Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Modlili się dzień w dzień przez
        rok. Potem mąż zachorował na oskrzela i nie mógł iść po piwo. Z konieczności
        słuchał, jak się modlili, a siódmego dnia rozpłakał się i teraz zamiast pić,
        modli się z rodziną.

        * * *

        Większość na chodniku przed kościołem to mieszkańcy Torunia, którzy przystanęli
        na chwilę w drodze z pracy. Komentują masową obecność biskupów.

        – Jak któryś tatce podskakuje, wychodzi na jaw, że w przeszłości był agentem.
        Choćby Mering z Włocławka – przypomina ktoś.

        – Rydzyk wybudował imperium i jeszcze mu wystarcza na sutanny dla książąt
        Kościoła – podsuwa inny.

        – Lewica rządziła tyle lat i nawet stałej siedziby nie ma.



        Patrzymy, jak rządowe limuzyny wjeżdżają na klasztorny dziedziniec. Ochrona
        machnięciem ręki odprawia towarzyszący im radiowóz. Policjanci posłusznie
        odjeżdżają.

        Biskupi gadają długo i nudno. Ludzie ożywiają się, gdy do mikrofonu podchodzi
        Rydzyk. Współczuje nam, bo jesteśmy zmęczeni, zwłaszcza ci, dla których brakło
        miejsc siedzących. Kogoś głaska, dotyka, cmoka w policzek. Kobieta obok ociera
        łzy wzruszenia. Do domu pod Szczecinem pojedzie całą noc. – Warto było – uważa.
        Przez megafon szukają zagubionej pani z Sitna z autokaru numer 81 i legitymacji
        emeryckiej.

        Rydzyk mówi o sobie. On? Cóż. Właściwie go nie ma. Całkow

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka