Dodaj do ulubionych

O służebności

09.04.03, 13:53
zawodu architekta- a jakże.
Celnie oddają to następujące wypowiedzi:
" Nasz pospiesznie zanonimowany architekt (enigma)nie bardzo lubi, żeby mu
publika oceniała jego wybitność. Publika ma płacić i - mieszkać albo kupować"
oraz "To obywatel płaci za to, czego używa" i "Brakuje demokratycznej
świadomości robienia czegoś dla siebie, wspólnie" - to wyjątki z wypowiedzi
na innych wątkach.
Prędzej czy później w dyskusjach pojawia się nieodmiennie kontekst i tło.Otóż
istota problemu nie leży w zwolennikach i przeciwnikach kontekstu tylko
właśnie w mentalności architekta.Nie wiem jak jest teraz, ale z okresu swoich
studiów pamiętam jedno: prawie wszyscy studenci architektury czuli się
Artystami.No oczywiście wiem, że ten egzamin z rysunku i umiejętności
rysowania są niezbędne, ale czy cały proces kształcenia architektów nie
przebiega właśnie w kierunku utwierdzania ich we własnej wyjątkowości, w
konieczności stworzenia Dzieła? Pomijając ten najistotniejszy w tym zawodzie
aspekt- słuzebności właśnie. Czy zajmowanie się rozwojem przestrzennym miasta
jest dla architektów zajęciem chlubnym? Nie-ich chlubą są pojedyncze obiekty.
Może pokory i stosownego ukierunkowania brakuje właśnie na etapie
kształcenia. Koronnym argumentem w dyskusjach z inwestorami czy podczas prób
stworzenia komisji konkursowych spoza SARP-u jest właśnie: jakie podstawy ma
do oceny tego co robimy ma laik? W gruncie rzeczy dyskutujemy więc o gustach.
Idźmy dalej: co kształtuje gust architektów- uczelnia, osobowość ( i ulubione
trendy czy manieryzm)profesora na tejże? czy poczucie własnej wyjątkowości i
posłannictwa. Posłannictwa człowieka sztuki oczywiście, nie obywatela.
Złośliwie rzecz ujmując to jednak na wernisażach i wystawach malarzy wiekiem
młodych architekci nie bywają. Dalej- z wielką niechęcią przyjmują do
wiadomości, że jednak są inżynierami. Usilnie aspekty techniczne, techniczno-
kosztowe omijają, skupiając się na rzeczach, które są pochodną wiedzy z
historii sztuki, gustów-ale raczej nie własnych i interesów (producentów
materiałów rzecz jasna).Tymczasem kształtowanie przestrzeni miejskiej,
podmiejskiej czy nawet wiejskiej jest zajęciem z pogracza socjologii,
psychologii, inżynierii i pewnie jeszcze wielu innych dziedzin. Zapraszam do
dyskusji na temat słuzebności.
Obserwuj wątek
    • doktor_hiszpan Jak widzisz, tłok się zrobił wprost okropny... 15.04.03, 20:06
      ...Wszyscy by chcieli tylko o służebności zawodu architekta(-: Ale nie jest
      źle, mój ulubiony członek kolegium sędziów SARP w Krakowie przerżnął właśnie w
      NSA sprawę o uznanie jego nielegalnie wybudowanej pracowni za samowolę
      budowlaną.I jeszcze się błazen sam podłożył. Wyrok w trybie administracyjnym
      jest prawomocny i ostateczny. Słowem - trzeba zburzyć. Nie ma rady. Oj jak oni
      tego nie lubią, oj, jak nie lubią.Oj.

      pzdr

      DH
    • Gość: kakaka Re: O służebności IP: *.pp.com.pl 25.04.03, 18:56
      spróbuje streścić pytanie, aby upewnić się czy dobrze zrozumiałem - brzydkie
      budynki powstają dlatego, że architekci mają parszywą mentalność, są pyszni i
      zawsze chcą pokazać pełnie
      swego
      ogromnego
      ego,
      wynikającego
      z tego,
      że w latach młodości po zdaniu egzaminu z rysunku stwierdzili, że są artystami
      i jako tacy zobligowani są, aby wyprzedzać swój czas, będąc przy tym
      niezrozumianymi. zamiast służyć. zamiast poszerzać swoje wiadomości o aspektach
      techniczno-kosztowych jak i rozmaitych wiadomościach z zakresu kształtowania
      przestrzeni nawet wiejskiej w aspektach socjologii, psychologii i nie tylko
      inżynierii. zamiast zająć się planowaniem, co jest dla architekta obywatelsko
      świadomego zajęciem dopiero chlubnym. więcej pokory.
      jak widać ze streszczenia sytuacja jest zagmatwana.
      pzdr
      kakaka
      • smokwawelskijr Re: O służebności 26.04.03, 17:03
        Nie jestem architektem i z tą dziedziną niewiele mam wspólnego. wielu moich
        znajomych studiuje jednak ten kierunek na PK.
        Po pierwsze: architekt to dla mnie osoba projektująca budynek, dbajaca o to
        aby się nie zawalił. Projektuje szkielet, a wraz z plastykiem czy innym artysta
        pwoinien myśleć i projektować wystrój zewnetrzny. Dobrze gdyby było to kilka
        osób, a tak chyba funkcjonują pracownie architektoniczne.
        Po drugie: architekt musi mieć powołanie. I chociaż nie leczy ani ciał
        ludzkich ani dusz, to jednak pozostawia coś, co oglądać będą pokolenia. Powinna
        więc to być misja.
        Po trzecie: architekt jest tylko czlowiekiem.A jako, że to zawód dobrze
        płatny jest też wiele pokus. Łapówki są jedną z nich, szczególnie u tych,
        którzy odowiadają za kształt przestrzeni miejskiej.
        Dowiedziałem się ostatnio, że kazdy mlody adpet architektury, aby móc
        uprawiać swój zawód musi wpłacić ok. 8000 złotych haraczu SARP-owi. Wg mnie to
        zamykanie środowiska dla mlodych i zdolnych, a promowanie miernot z pieniedzmi
        i znajomościami, tak jak w medycynie i prawie.
        Pozdrawiam :-)
        • Gość: behemot Re: O służebności IP: *.ds.uj.edu.pl 27.04.03, 17:59
          Jako nie-architek a tylko odbiorca architektury moge powiedziec ze czasem
          tej "sluzebnosci" jest az nadto. Sluzebnosci wobec inwestora oczywiscie, ktory
          zwykle chce TANIO, SZYBKO, JAK NAJWYZEJ. Wezmy takie "pudlo" na
          hotelu "Monopol". 2 mozliwosci - albo architekt rzeczywiscie minal sie z
          powolaniem i za grosz nie ma poczucia smaku albo inwestor wymogl na nim
          zastosowanie tandetnego, "supermarketowego", zjadliwie niebieskiego, za to
          taniego szkla i bialego tynku. No i w prezencie mamy nasz wlasny, krakowski
          (nie turecki) Reform Plaza.
          Pomijajac pierwsza mozliwosc, projektant tego "cuda" musi sie bardzo nisko
          cenic prezentujac cos co nie jest ani ladne, ani nowoczesne czy tym bardziej
          nowatorskie.
          Prawda, architektura jest sztuka uzytkowa. Jednak ciagle sztuka. Myslenie tylko
          w kategoriach funkcjonalnosci,kosztow itd doprowadzilo do powstania blokowisk
          jednakowych prostopadlosciennych "pudel". Wolalbym jednak zeby architekci
          oprocz myslenia o sluzebnosci mieli swiadomosc wlasnej wartosci. A ze sa lepsi
          i gorsi? Coz czy wszystkie stare kamienice sa piekne??
          • o13y W takim razie prościej 28.04.03, 10:37
            Czy architekt ma budować dla wlasnej satysfakcji i sławy, czy dla użytkowników
            jego produktu (określenie trochę niezręczne, ale trudno).Ma brać pod uwagę
            związki emocjonalne łączące ludzi z miejscem, ulicą, czy zamykać oczy i stawiać
            swoje dzieło (lub "dzieło") bez oglądania się na tych którym ma służyć?
            Ma brać pod uwagę kształtowanie CAŁEJ przestrzeni- dzielnicy, ulicy (przy
            projektowaniu większych kompleksów (aleja Pokoju na przykład) czy tylko jeden
            (swój) obiekt. Samopoczucie mieszkańców kompleksu (każdy budynek z innej
            parafii), stworzenie "klimatu" całej przestrzeni,gdzie moga poczuć się
            gospodarzami, czy tylko jeden obiekt i potem choćby potop?
            A propos wymuszania przez inwestorów to mit. Uczestniczę w realizacji wielu
            duzych obiektów (niektóre dość znane) i NIGDY architekt nie pracował pod
            dyktanto inwestora. Prawo mówi wyraźnie o kompetencjach w tym zakresie .
            Zresztą to architekt podpisuje się pod projektem - i tu autorzy są bardzo
            wyczuleni.
            • Gość: kakaka najprościej IP: *.pp.com.pl 28.04.03, 19:06
              o13y napisała:

              > Czy architekt ma budować dla wlasnej satysfakcji i sławy, czy dla
              użytkowników
              > jego produktu (określenie trochę niezręczne, ale trudno).
              SĄDZĘ, ŻE TO POMYŁKA FREUDOWSKA:-)) -"PRODUKT". A CZY NIGDY NIE POWINIEN
              PROJEKTOWAĆ DLA WŁASNEJ SATYSFAKCJI? CZY NIE POWIENIEN MIEĆ SATYSFAKCJI ZE
              SWOJEJ PRACY?
              > Ma brać pod uwagę
              > związki emocjonalne łączące ludzi z miejscem, ulicą, czy zamykać oczy i
              stawiać
              >
              > swoje dzieło (lub "dzieło") bez oglądania się na tych którym ma służyć?
              WYDAJE MI SIĘ, ŻE SAMA SOBIE ODPOWIADASZ NA PYTANIA. LUB STAWIASZ PYTANIA W
              SPOSÓB DOPUSZCZAJĄCY JEDNA ODPOWIEDŹ, NO CHYBA ŻE JEST SIĘ ZŁYM CZŁOWIEKIEM:-)
              > Ma brać pod uwagę kształtowanie CAŁEJ przestrzeni- dzielnicy, ulicy (przy
              > projektowaniu większych kompleksów (aleja Pokoju na przykład) czy tylko jeden
              > (swój) obiekt. Samopoczucie mieszkańców kompleksu (każdy budynek z innej
              > parafii), stworzenie "klimatu" całej przestrzeni,gdzie moga poczuć się
              > gospodarzami, czy tylko jeden obiekt i potem choćby potop?
              OCZYWIŚCIE TYKLO JEDEN OBIEKT, A POTEM POTOP. POŻĄDANE, ABY JEGO BUDYNEK
              WYSTAWAŁ Z WODY JAKO JEDYNY I OSTATNI:-)))
              > A propos wymuszania przez inwestorów to mit. Uczestniczę w realizacji wielu
              > duzych obiektów (niektóre dość znane) i NIGDY architekt nie pracował pod
              > dyktanto inwestora. Prawo mówi wyraźnie o kompetencjach w tym zakresie .
              > Zresztą to architekt podpisuje się pod projektem - i tu autorzy są bardzo
              > wyczuleni.
              TEGO NIGDY NIE ZROZUMIEM. CZY TO OZNACZA, ŻE INWESTOR DOSTAJE PROJEKT Z KTÓREGO
              JEST NIEZADOWOLONY? I JEST SZCZĘŚLIWY, ŻE MOŻE AZ ZA TO ZAPŁACIĆ? CHCE
              SUPERMARKET A DOSTAJE MUZEUM RUCHU ROBOTNICZEGO?!!! PROJEKT JEST ZAWSZE
              WYNIKIEM NEGOCJACJI!!!! PROBLEM W NEGOCJATORACH, ALE TO OZNACZA OBIE STRONY.

              UWAŻAM, ŻE MATERIA JEST DALEJ ZAGMATWANA. POLECAM DYSKUSJĘ NA TEMAT
              PROJEKTOWANIA DWORKÓW NA FORUM OGÓLNOGAZETOWYM TEMAT ARCHITEKTURA

              POZDRAWIAM
              KAKAKA
              • o13y Re: najprościej 29.04.03, 08:37
                1/ KAŻDY powinien mieć satysfakcje z pracy. Ale nie o to chodzi. Ma przeważać
                satysfakcja własna czy satysfakcja tzw. odbiorców? Chodzi mi cały czas o
                problem czy jest to zawód służebny czy nie.(to jest o wypowiedzi Wasze, bo moim
                zdaniem JEST służebny).
                2/ Nie stawiam pytań retorycznych - moje zdanie widać- o poglądy innych n/t mi
                właśnie chodzi (gdyby jeszcze argumentacja lub coś szerzej...)
                3/ No. Noemu to nie pomogło i musiał arkę :-)))
                4/ Bez yay (pardon) z Muzeum. Rozumiem, że napisane żartobliwie, gdyż różne
                funkcje użytkowe budynków WYMUSZAJĄ inną formę (nie tylko w zakresie bryły).
                Niestety dla każdego, kto czynnie zajmuje sie projektowaniem, realizacją
                inwestycji czy zarzadzaniem projektami jest jasne, że rzeczone negocjacje są
                iluzją. Wszelkie sugestie, prośby i życzenia napotykają na mur niechęci i
                argumentację: " to mój projekt i nikt nie będzie mi go oceniał".Nie chodzi tu o
                tzw.technologię, bo tę egzekwują stosowne urzędy i po prostu mogą obiektu nie
                dopuścić do uzytkowania, ale o formę właśnie, zastosowane materiały - im
                drozsze oczywiście tym lepsze.
                • Gość: behemot Re: najprościej IP: *.ds.uj.edu.pl 29.04.03, 21:22
                  o13y napisała:

                  > 1/ KAŻDY powinien mieć satysfakcje z pracy. Ale nie o to chodzi. Ma przeważać
                  > satysfakcja własna czy satysfakcja tzw. odbiorców? Chodzi mi cały czas o
                  > problem czy jest to zawód służebny czy nie.(to jest o wypowiedzi Wasze, bo
                  moim
                  >
                  > zdaniem JEST służebny).
                  > 2/ Nie stawiam pytań retorycznych - moje zdanie widać- o poglądy innych n/t
                  mi
                  > właśnie chodzi (gdyby jeszcze argumentacja lub coś szerzej...)
                  > 3/ No. Noemu to nie pomogło i musiał arkę :-)))
                  > 4/ Bez yay (pardon) z Muzeum. Rozumiem, że napisane żartobliwie, gdyż różne
                  > funkcje użytkowe budynków WYMUSZAJĄ inną formę (nie tylko w zakresie bryły).
                  > Niestety dla każdego, kto czynnie zajmuje sie projektowaniem, realizacją
                  > inwestycji czy zarzadzaniem projektami jest jasne, że rzeczone negocjacje są
                  > iluzją. Wszelkie sugestie, prośby i życzenia napotykają na mur niechęci i
                  > argumentację: " to mój projekt i nikt nie będzie mi go oceniał".Nie chodzi tu
                  o
                  >
                  > tzw.technologię, bo tę egzekwują stosowne urzędy i po prostu mogą obiektu nie
                  > dopuścić do uzytkowania, ale o formę właśnie, zastosowane materiały - im
                  > drozsze oczywiście tym lepsze.

                  A moim zdaniem KAZDY zawod jest sluzebny. To sie nazywa podzial pracy i jest
                  jednym z osiagniec cywilizacji. CZy mniej sluzebny jest zawod lekarza,
                  nauczyciela?A z "wyzszej polki" malarza, literata, muzyka???
                  Sa po prostu architekci ZLI i DOBRZY. I tak jest od wiekow. Poza tym kazdy
                  nawet najlepszy architekt ma realizacje lepsze i gorsze. To tez nic nowego. Ja
                  np. zawsze sie czepiam barokowej przebudowy wawelskiej katedry i nie chodzi
                  wcale o to ze w XVII w nie bylo pojecia zabytku. Po prostu wg wszelkich
                  estetycznych kanonow- tak gotyckich jak barokowych zewnetrzna bryla katedry
                  jest koslawa i znieksztalcona.
                  Moim zdaniem glownym problemem Krakowa jest to ze olbrzymia wiekszosc budynkow
                  jest budowana wg projektow architektow z krakowskiego "kolka wzajemnej
                  adoracji". Dzieki czemu wszystkie budynki maja jednakowa stylistyke. I w
                  dodatku architekci z tego kolka uznaja to za atut. Kiedy ostatnio zbudowano w
                  Krakowie cos wg projektu "zamiejscowego" (lub zagranicznego- w tym wypadku dosc
                  latwa odpowiedz).
                  Prawda jest taka ze budynki zle i dobre byly, sa i beda budowane. Kwestia
                  proporcji. A takze kwestia tego ile i co sie buduje. A poki co buduje sie malo
                  i to najchetniej w historycznym srodmiesciu czyli obszarze ogolnie trudnym. Dla
                  mnie stracona szansa na kawal dobrej architektury jest Opera. 1. doskonala
                  okazja na miedzynarodowy konkurs, w koncu nie co rok jakies duze europejskie
                  miasto buduje opere i mam wrazenie ze dla wielu architektow byloby to wyzwanie
                  warte zachodu ale 2. NIE NA TEJ DZIALCE. Mamy kawal niezagospodarowanych
                  terenow nad wisla w sam raz na tego typu architekture a opera bedzie wcisnieta
                  miedzy pudlowaty biurowiec i tyly kliniki. No i oczywiscie wygral projekt
                  z "k.k.w.a.".
                  Jak widac problem nie tyle w sluzebnosci, nawet przekonany o swym artyzmie
                  architekt, byle dobry moze swietnie wpisywac swoje budynki w krajobraz. Z
                  drugiej strony nawet zapatrzony w otoczenie ale kiepski moze bardziej
                  zaszkodzic.
                  pozdrav
                  • o13y Malarza, literata, muzyka 30.04.03, 09:00
                    Dobry przykład. Otóż jednak wydaje się , że wymienione zawody nie są służebne.Z
                    pewnością malarz i literat nie osiągnie wiele kierując się słuzebnością
                    właśnie.Byli tacy, co gustom schlebiali i pozostali w zapomnieniu. Pamiętamy
                    raczej tych, co wyprzedzali swój czas. Co do muzyków to są twórcy i odtwórcy.
                    Odkąd rozwinęła się sztuka użytkowa na skalę masową, a w szczególności
                    upowszechniło pojęcie "design" mamy wyraźne rozgraniczenie działalności ( bo
                    niekoniecznie twórczości).Czy meble sygnowane nawet przez znanego projektanta
                    są sztuką? - nie są. A meble Wyspiańskiego ( nawiasem potwornie niewygodnie jak
                    twierdzili właściciele)? też mam wątpliwosci. Ale obraz już jest. O służebności
                    zawodu wydaje sie więc decydować fakt, czy autor musi się liczyć z odbiorcą,
                    czy wręcz przeciwnie- odbiorcy nic do tego co i jak wykonał.Budynki, meble,
                    odzież muszą spełniać określone wymogi (funkcjonalne, uzytkowe, inne nawet
                    określone przepisami). Ale obraz , książka, utwór muzyczny juz nie. A może
                    problem braku świadomości słuzebności zawodu architekta rzeczywiście leży w
                    sposobie kształcenia?
                    • Gość: behemot Re: Malarza, literata, muzyka IP: *.ds.uj.edu.pl 30.04.03, 10:17
                      o13y napisała:

                      > Dobry przykład. Otóż jednak wydaje się , że wymienione zawody nie są
                      służebne.Z
                      >
                      > pewnością malarz i literat nie osiągnie wiele kierując się słuzebnością
                      > właśnie.Byli tacy, co gustom schlebiali i pozostali w zapomnieniu. Pamiętamy
                      > raczej tych, co wyprzedzali swój czas. Co do muzyków to są twórcy i odtwórcy.
                      > Odkąd rozwinęła się sztuka użytkowa na skalę masową, a w szczególności
                      > upowszechniło pojęcie "design" mamy wyraźne rozgraniczenie działalności ( bo
                      > niekoniecznie twórczości).Czy meble sygnowane nawet przez znanego projektanta
                      > są sztuką? - nie są. A meble Wyspiańskiego ( nawiasem potwornie niewygodnie
                      jak
                      >
                      > twierdzili właściciele)? też mam wątpliwosci. Ale obraz już jest. O
                      służebności
                      >
                      > zawodu wydaje sie więc decydować fakt, czy autor musi się liczyć z odbiorcą,
                      > czy wręcz przeciwnie- odbiorcy nic do tego co i jak wykonał.Budynki, meble,
                      > odzież muszą spełniać określone wymogi (funkcjonalne, uzytkowe, inne nawet
                      > określone przepisami). Ale obraz , książka, utwór muzyczny juz nie. A może
                      > problem braku świadomości słuzebności zawodu architekta rzeczywiście leży w
                      > sposobie kształcenia?

                      Nie wiem co odpowiedziec bo dosc wybiorczo potraktowales moja (fakt troche
                      przydluga) wypowiedz. Moze tak: malarz malujacy obraz na plotnie,desce itp
                      rzeczywiscie moze sie nie przejmowac. Ale czy np. Matejko mogl sie nie
                      przejmowac odbiorca tworzac anioly w Kosciele Mariackim??Zawod architekta czy
                      urbanisty jest o tyle bardziej jak to chcesz nazywac "sluzebny" ze o ile do
                      muzeum nie musze chodzic, takich czy innych mebli nie musze kupowac to na
                      zewnetrzna forme budynkow i uklad urbanistyczny miasta jestem skazany.
                      Poza tym dzis obraz, ksiazke, muzyke weryfikuje rynek i klienci. Architekture
                      tez. A ze gusta wiekszosci Polakow to obecnie dom w typie dworek i zjadliwie
                      niebieski szklany biurowiec to inna sprawa.
                      Wydaje mi sie ze szukasz problemu tam gdzie go nie ma natomiast nie dostrzegasz
                      tych ktore sa. Wymogi wymogami.Mozna okreslic maxymalne i minimalne gabaryty
                      budynku, czasem jakies dodatkowe wymogi wynikajace z lokalizacji. I tak
                      naprawde niczego wiecej. Reszta i tak zalezy od gustu bezposredniego
                      odbiorcy/inwestora. I talentu architekta oczywiscie
                      I ponawiam pytanie: kiedy ostatnio zbudowano w Krakowie cos znaczacego wg
                      projektu zamiejscowego architekta (bo zagranicznego to chyba manggha)
                      • o13y Re: Malarza, literata, muzyka 30.04.03, 12:38
                        Powiem, że nie wiem (ale pewnie ktoś wie).
                        Traktuję wybiórczo, bo usiłuję dociec co o służebności decyduje.I z opera się
                        zgadzam(było, a nawet chyba istnieje Studio Projektowe Opera). A i projekt nad
                        Wisłą swego czasu Penderecki poparł, no ale w inne rejony działań go zniosło.
                        No oczywiście kółko wzajemnej adoracji i popierania. Ale gdyby architekturę
                        weryfikował rynek, to czy byłoby tyle krytyki pod jej adresem? Jeśli chodzi o
                        konkursy to weryfikują ją niestety architekci. A poza konkursami, to brutalna
                        prawda jest taka, że nie weryfikuje jej nikt.Proszę mi powiedzieć, czy ktoś
                        widział osobiście protokół uzgodnień przedprojektowych, wytyczne inwestora i
                        tym podobne rzeczy spisane na piśmie? najczęściej budzą one głębokie zdumienie,
                        obu stron, jeśli poda taka propozycja.
                        • Gość: behemot Re: Malarza, literata, muzyka IP: *.ds.uj.edu.pl 30.04.03, 14:08
                          o13y napisała:

                          > Powiem, że nie wiem (ale pewnie ktoś wie).
                          > Traktuję wybiórczo, bo usiłuję dociec co o służebności decyduje.I z opera się
                          > zgadzam(było, a nawet chyba istnieje Studio Projektowe Opera). A i projekt
                          nad
                          > Wisłą swego czasu Penderecki poparł, no ale w inne rejony działań go zniosło.
                          > No oczywiście kółko wzajemnej adoracji i popierania. Ale gdyby architekturę
                          > weryfikował rynek, to czy byłoby tyle krytyki pod jej adresem? Jeśli chodzi o
                          > konkursy to weryfikują ją niestety architekci. A poza konkursami, to brutalna
                          > prawda jest taka, że nie weryfikuje jej nikt.Proszę mi powiedzieć, czy ktoś
                          > widział osobiście protokół uzgodnień przedprojektowych, wytyczne inwestora i
                          > tym podobne rzeczy spisane na piśmie? najczęściej budzą one głębokie
                          zdumienie,
                          >
                          > obu stron, jeśli poda taka propozycja.

                          Zweryfikuje. Jesli nie od razu to za pare lat. Byle tylko nio powstawalo cos co
                          jest wyraznie za duze lub nie odpowiadajace przeznaczeniu bo z tym pozniej
                          klopot (a to przeciez stosunkowo latwo okreslic). Ale sam styl, materialy
                          zawsze mozna poprawic. Wystarczy popatrzec na stara i "nowa" forme Feniksa na
                          Rynku.

                          Co do krytyki - manggha i radio krakow tez byly ostro krytykowane, podobnie
                          jak KAZDA inwestycja. Gdyby cos dla Krakowa zaprojektowal ktorys z tuzow
                          swiatowej architektury, gdyby nawet calemu swiatu sie to podobalo to i tak
                          bedzie u nas oprotestowane, skrytykowane, przeliczone na zlotowki itd.
                          Niektorzy po prostu uwazaja ze naprzeciw Wawelu lepszy jest syf (na ktory
                          przeciez mozna nie patrzec :D )niz jakikolwiek budynek. Tyle ze niezbyt czesto
                          zdaza sie krytyka rzeczowa (" w budynku nie podoba mi sie to, to i to") a tylko
                          lakoniczne stwierdzenia z rodzaju madrosci objawionych.
                        • Gość: kakaka kto weryfikuje IP: *.pp.com.pl 05.05.03, 18:53
                          wydaje mi się że służebność jest nieodpowiednim słowem - właściwszym jest
                          odpowiedzialność. i od razu pytanie wobec kogo? na pewno najbliższą koszulą
                          jest inwestor i wobec niego architekt odpowiada za projekt wykonany wg jego
                          wymagan (tj. inwestora), zgodny z prawem, w budżecie, na czas. odpowiada też
                          wobec społeczności - stawiając budynek rzecz trwałą i na długo - zasmiecając
                          lub zdobiąc. i do pewnego stopnia, przy prestiżowych zleceniach odpowiada też
                          wobec historii, jakkolwiek bucowato by to nie zabrzmiało. zawsze jest
                          odpowiedzialny za swoje dobre imię. i zawsze chce pieniążków:-)wydaje mi się,
                          że taka hierarchia, pewnie nie do konca przemyślana, pieniążki prima cosa:-).
                          planowaniem przestrzennym zajmuje się kto inny - mamy czasy specjalizacji. i
                          planowanie też jest powodem do dumy, ale mniej widocznym, a chyba bardziej
                          odpowiedzialnym, co widać w dłuższej perspektywie.
                          co do konkursów - ostatni konkurs sarpowski ogłoszono latem zeszłego roku więc
                          dawno, jak na 40milionowe państwo. obecnie konkursy ogłasza inwestor w ramach
                          procedury o zamówieniach publicznych (chyba), jak chce za prawie darmo dostać
                          koncepcję (i bez zobowiązań). i sądzi to , kto chce, są też sędziowie
                          sarpowscy.więc wniskując z wypowiedzi wyżej, sytuacja zaczyna się uzdrawiać:-
                          ))).
                          rynek weryfikuje? oby nie. gust ogółu obywateli widać w telewizji.
                          budynek wynika z wspólpracy klienta i architekta - jest wynikiem talentu obydwu
                          stron!!! bycie klientem też wymaga przygotowania.
                          już są takie książki - uzgodnienia przedprojektowe - profesjonalny inwestor.
                          wyrazy szacunku
                          ukłony dla behemota
                          kakaka
                          • stow.dla_arcytektury Re: kto weryfikuje 30.06.03, 20:30
                            Slowem propozycja pelnego,socjalistycznego uprzedmiotowienia spoleczenstwa.
                            Pycha. Ciekawe, ze w USA da sie robic publiczna przestrzen w uzgodnieniu z
                            uzytkownikami, a u nas na wet na Liebeskinda nie ma kto jechac, bo sami
                            wybitni, no nie?
                            • Gość: kakaka ? IP: *.pp.com.pl 02.07.03, 18:26
                              jakieś bliższe informacje? - naprawdę zainteresowany.

                              zapewne stowarzyszenie zna nazwisko Ralph Erskine? - on potrafił projektować
                              nawet bloki mieszkalne przy współuczestniczeniu przyszłych mieszkańców, nota
                              bene bardzo interesujące estetycznie - osiedle Byker, Newcastle. I
                              zdyscyplinowane formalnie. Nie dotarłem do informacji, jak daleko sięgała
                              swoboda mieszkańców - jak wyglądała współpraca obu stron - biuro
                              architektoniczne otwarte dla partycypantów na placu budowy - tyle wiem.

                              niech żyje socjalizm
                              precz ze społeczeństwem

                              ukłony
                              kakaka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka