Dodaj do ulubionych

Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.08.07, 20:41
powinni ograniczyc powierzchnie parku do minimum na pozostałym obszarze zezwolic na niska zabudowe jednorodzinna np wys. budynków max.6m niska zabudowa nie pozbawi krakowa przewietrzania a własciciele działek beda zadowoleni, a i kraków zyska na wyglądzie
Obserwuj wątek
    • Gość: crac.87 Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.07, 22:47
      nie przesadzajmy z łąkami. miasto to organizm dynamiczny, taki,
      który dostosowuje się do nowych wyzwań. to oczywiste, że trzeba
      budować domy. jedynie przemyśleć trzeba, jak je zbudować, by
      uszanować naturę. najlepiej zaplanować duże ogrody, albo po prostu
      nie zabudowywać pewnej części traw.
      • Gość: kxeni Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.centertel.pl 15.10.08, 20:17
        a widziałeś duże ogrody przy blokach ,wystarczy zobaczyć osiedle EKO-PARK przy
        Bocianiej nazwa ok tylko na drzewa wsród blokowisk brak miejsc, tak samo będą
        wyglądać łąki w Toniach
    • Gość: dreptak Łąki tonieckie: jak nazwa wskazuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.07, 23:02
      to jest teren podmokły. Na końcu ul. Maciejkowej istniejące domy mają problem z
      wodą gruntową, cały czas pompują wodę do rowu melioracyjnego. W niektórych
      okresach woda pojawia się już na głębokości 40 cm. Im głębiej w łąki tym gorzej.
      Tam gdzie nie koszone łąki rosną trzciny i tataraki. Bardzo "zdrowe" warunki
      zamieszkania, ale to nie p. Zadęcki będzie tam mieszkał. GORąCO POLECAM
      BUDOWANIE !!!
      • Gość: Łysy Re: Łąki tonieckie: jak nazwa wskazuje IP: *.kolornet.pl 27.08.07, 23:09
        "Obecność cieku wodnego, który przepływa przez łąki tonieckie nie wymaga
        uchwalenia tak szerokiej strefy ochronnej - mówi Grzegorz Stawowy,
        przewodniczący Komisji Planowanie Przestrzennego UMK."

        A ja sie pytam, jakie pan Stawowy ma kompetencje, żeby wiedzieć jakiej wymaga, a
        jakiej nie wymaga strefy ochronnej obecność cieku wodnego?
        • Gość: wolf Re: Łąki tonieckie: jak nazwa wskazuje IP: *.aster.pl 27.08.07, 23:48
          Jak sa chronione tereny przylegle do Lasu Kabackiego w Warszawie?
          Ano tak: niska zabudowa, dzialki minimum iles tam metrow, iles tam procent (>50%
          to na pewno pamietam) zieleni czynnej, dla ochrony plazow nie moze byc murkow,
          tylko siatki i swobodne ogrodzenia, zadnych podpiwniczen, ekologiczna kanalizacja.
          I wilk syty i owca cala. Okolica sie zabudowuje dynamicznie, lecz nisko i zielono.
          Tu na wiekszosci terenow tez tak mozna zrobic, ale na park rzeczny zostawic tez
          trzeba sporo miejsca!
          • helenka17 Przepraszam za skrót myślowy 28.08.07, 00:20
            ...ale puknij się deseczką w czółko: na Mazowszu jest równo jak na stole i
            piź..i przez okrągły rok.
            W Krakowie jest niecka pradoliny Wisły, zaświniona czym się tylko da, ostatnio
            Mittal zaczął nam dokładać z Huty, a większy wiatr trafia się od wielkiego
            dzwonu. Ponadto ok 60% dni w roku jest bezwietrznych.
            Zamarynowana puszka z paskudztwami.
            Do tego 2,5 razy niższa (od średniej krajowej dla polskich miast) ilość
            urządzonych ter. zielonych na głowę mieszkańca.
            Do tego dodaj piece węglowe - i gorsze niż w W-wie samochody.
            W Krakowie dzień muszę zaczynać od płukania oczu, bo emisja kwasów uwodnionych w
            nocy szczypie mnie w spojówki.
            Jaśniejsze słońce trafia się w Krakowie wyłącznie po wielkim deszczu,
            podczas kiedy w Warszawie jasne światło słoneczne to standard.
            I Ty chcesz porównywać jedne warunki z drugimi?
            Wygląda to na nadużycie.

            H.
            • Gość: GrYzLy Re: Przepraszam za skrót myślowy IP: *.ghnet.pl 28.08.07, 00:44
              helenko, jak glosi krakowska opowiastka, juz jednemu krakowskie powietrze nie
              sluzylo... i zalecono mu przeprowadzke na wies...

              p.s. wg naszych wspanialych i pracowitych urzednikow, ktorzy tak dzielnie
              kazdego dnia, w pocie i na przekor losowi planuja zagospodarowanie terenu,
              wszystkie laki w kolo krakowa sa cenne, argumentacja kadego terenu jest taka, ze
              to ONA jest najwieksza, najbogatsza w roslinnosc i zwierzatka... zdecydowali by
              sie ktora ;)
              • helenka17 (c: 28.08.07, 20:24
                Powiastka jest bardzo pouczająca, ale - jak pewnie wiesz - służył mu raczej
                spodziewany tron Szwecji, czy też nadzieje na niego.
                I ogólnie był świetny gość: zamiast przesadzić królewicza na prawosławie, to
                zamierzał (dewot niestety) przesadzić całą Rosję na katolicyzm.Miał sobie chłop
                rozmach.
                Do rzeczy.
                Przymiotniki możesz sobie darować, a jeśli uważasz, że nadawałbyś się lepiej na
                urzędnika, to może wystartuj w jakim konkursie?
                Strasznie lubię nadawanie na urzędników, ale po dyplomie wszyscy lecą
                projektować za ochłapy do biur, które okradają ich z pomysłów (vide passus Miś
                Obarza. vs. Bazio) a Urzędu to żaden się nie "dotchnie". Do wyższych rzecz są
                stworzeni.
                Dodajmy, że ustawy regulujące pracę tych urzędników w zakresie urb/arch także
                ustawiają przekupieni architekci,żeby się dało wszystko i wszędzie stawiać za
                duże pieniądzory.
                Bo, że ustawy są szyte na miarę to każde dziecko wie.
                A nie tylko Rywin.
                Im większa kasiora - tym większe ustawienia.
                Co do terenów zielonych, to porównaj sobie może powierzchnię byle jakiego
                porządnego miasta (Zurich, Sztokholm, Strasburg, Marsylia, Lion, Turyn czy co
                tam jeszcze) z powierzchnią Krakowa. Kraków to jest MOLOCH i socjalistyczne
                bydło. Zapowiedź dewastacji urbanistycznej na miarę Stambułu albo Kairu.
                Rozdęcie granic Krakowa narobiło kupę nieszczęścia, ale wśród likwidacji skutków
                socjalizmu o ZMNIEJSZENIU granic Krakowa to nawet mysz nie piśnie.
                Kraków ma o 2,5 x mniej terenów zielonych na głowę mieszkańca miasta niż wynosi
                średnia krajowa dla miast. Zatem jeśli urzędnik przyhamowuje zabudowę terenów
                niezabudowanych to bardzo mądrze postępuje. Niestety nie podoba się to
                żarłocznym misiom, które nakupiły sobie łąk w Toniach i teraz się martwią, że
                zostaną z lokatą. Tymczasem są takie miejsca w mieście, które (mimo, że kupione
                drogo, a może i za drogo) nie zostaną zabudowane NIGDY.
                I kiedy łapowniki - kierowniki słyszą coś takiego, to by zabili.
                Bo im interes nie wyjdzie.

                Pisze tu któryś jakieś pie..doły o trybunale.
                Nie pisze wprawdzie którym trybunale, bo mu koledzy naopowiadali. Ale zapewne
                chodzi o ETS w Luksemburgu.
                Zapomniał sobie bidusia, że ETS w Luksemburgu orzeka w sprawach już uładzonych.
                I jeśli prawo polskie upodobni się do prawa Unii , szczególnie do niemieckiego,
                to łapowniki - misie zobaczą z dnia na dzień, jak to jest , kiedy na nielegalną
                budowę wjeżdża spychacz.
                A zbyt wysokie budy rozbiera się na ich koszt, poczynając od strychu (windy,
                zbiorniki, maszynownie...).
                Zajrzyj sobie do przedwojennych polskich regulacji budowlanych. Zajrzyj do
                orzeczeń.
                Kiedy Komunalna Kasa Oszczędności wyjechała ( w latach 30-tych) ze swoim
                biurowcem na Pl. Szczepańskim o trzy kondygnacje wyżej, niż mogła, to zapłaciła
                500 tys przedwojennych złotych kary. Na biednego wprawdzie nie trafiło, ale
                chciałabym widzieć miejscowych lubigrosików jak patrzą na koparę, która kasuje
                im budowę.
                Żeby dziś zapłacić taką karę , to niejeden musiałby - jak Pan Chm - zniknąć w
                odmętach Kanady.
                Bo byłby za cienki w palcach.
                Przedwojenne przepisy o nadzorze nie dość, że precyzyjnie regulowały przepisy o
                rozbiórce to jeszcze nakazywały licytację materiałów rozbiórkowych NA PLACU BUDOWY.
                Wyobraź sobie teraz: rozwalają Ci budowę, po tym konkurenci-sąsiedzi przychodzą
                i licytują Twoje materiały na twoich oczach, a to co zostanie i tak uprzątasz na
                własny koszt, albo cię kosztami obciążą.
                Oj przydałoby się w Krakowie i Zakopanem z 10 takich pokazówek...
                Każdy następny by się 100 x zastanowił.

                H.
                • Gość: mts Re: (c: IP: *.net.autocom.pl 28.08.07, 22:05
                  Co mają granice Krakowa do tego, czy mamy mniej, czy wiecej zieleni.
                  Zieleni będzie zawsze tylko tyle ile jest jej w rzeczywistości.

                  Statystycznie rzecz biorąc jest jej wiecej, gdy granice są jak
                  najdalej od centrum (jak to nazwałaś - rozdęte). Dlatego nie bardzo
                  rozumiem postulat zmniejszenia granic. Gdzie tu logika ?
                  Trudno wyczytać coś sensownego z Twojego postu, poza tym że jest on
                  przeciw budowaniu czegokolwiek.
                  • helenka17 Mhm 29.08.07, 01:31
                    Najmocniej przepraszam, ale to, co nazywasz logiką należałoby prócz geometrii
                    wspomóc nieco wiedzą o mieście. na początek odejmij od Krakowa zdegradowane
                    tereny wokół Huty, na których nic nie wybudujesz jeszcze przez 30-40 lat.
                    Nie wiadomo dlaczego uchodzi to za tereny ZIELONE. Chyba, że je na zielono
                    pomalujemy.
                    Nie chodzi zatem o zieleń W OGÓLE, ale o tzw zieleń urządzoną. O inwestycje w
                    zieleń.
                    Kraków z racji swojego położenia winien mieć skalę miasta 500-tysięcznego.
                    Liczby przekraczające tę wielkość zagrażają moim zdaniem pojemności okolicy. A
                    ta nie jest nieograniczona. Chyba, że ktośuważa, że Nowa Huta (odzielne miasto
                    bez wątpienia) , albo Bieżanów Nowy to też jest Kraków. Albo Tyniec. Albo Tonie.
                    No dobra. Ale ja tak nie uważam.
                    Miasto - mówiąc po ludzku , nie może się rozrastać w nieskończoność. Musi mieć
                    - vide miasta niemieckie - zwartą treść. Kraków, żeby był lepszy nie ma być
                    większy, ale lepiej zorganizowany.Będzie też droższy.
                    Na wykłady jakoś mi się nie zbiera.
                    Może kiedy indziej? (c:

                    H.
            • Gość: A. Przepros za swe idiotyzmy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.07, 01:00
              Heleno: nie masz zielonego pojecia o Mazowszu. Gdyby bylo inaczej,
              nie pitolilabys o tym, jaki to w Warszawie jest zdrowy klimat. I
              brak przemyslu, co? Ech. Slabo sie robi, kiedy czlowiek czyta takie
              wypociny. A probowalas ty dziecino choc raz pic warszawska wode?
              Oddychac warszawskim powietrzem? Bo o to, ze mieszkalas/sz w
              Warszawie Cie nie podejrzewam: nie moglabys az tak nie rozrozniac
              rzeczywistosci.

              A.
              • Gość: Ken Re: Przepros za swe idiotyzmy IP: *.chello.pl 28.08.07, 20:04
                W Warszawie wieje w Krakowie powietrze stoi. Nie wiem czy jakakolwiek łąka pomoże na to syfiate powietrze jakie tutaj jest.
                Najwięcej robią samochody - stare złomy z przebiegiem kilkuset tysięcy km, siwy dym czarne chmury z rury.
              • helenka17 O Jezu 28.08.07, 21:22
                Miły Panie,

                Nie wiem , jak Ci to wyjaśnić,żeby nie bolało.
                Nie cytuj sądów obiegowych, bo wyjdziesz na durnia.
                Nie porównuj wody z powietrzem, bo jedno z drugim nie ma takiego związku, jak
                sądzisz.
                Piłam warszawską wodę przez ładnych kilka lat. Nie tylko dziś.
                Także i dlatego, że jestem od Ciebie o około 20 lat starsza. Chcesz się założyć?
                Weź sobie do rączki jakieś badania dostępne tu i tam, porównaj sobie stężenie
                pyłu zawieszonego, procent wymiany powietrza,
                kropnij się do IMiGW, tam się dowiesz, co to są wiatry i ilość wietrznych dni w
                roku. I co to jest natężenie wiatru. I w jakich jednostkach się je mierzy.
                Popatrz na mapę (fizyczną - taka z kreseczkami...) Krakowa i Warszawy, oraz
                odpowiednio Małopolski i Mazowsza.
                Dowiedz się, że są miasta na świecie budowane tak, by zapewnić przewietrzanie
                ulic i materii miasta. Niektóre z nich leżą nawet nad Atlantykiem.
                Dość znane.
                Nie wiem, gdzie znalazłeś mój pogląd o tym, że w Warszawie nie ma przemysłu?
                Albo, że tam jest ZDROWY klimat?
                Jest ZNACZNIE LEPSZY niż w Krakowie.
                (przeczytaj jeszcze raz. PO - WO - LI).
                Nie DOBRY,
                ale
                ZNACZNIE LEPSZY NIŻ W KRAKOWIE.

                H.
                • Gość: A. Jezusa prosze w to nie mieszac. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.07, 23:29
                  Pani (mila? nie wiem, nie znam osobiscie - watpie, po stylu i
                  zakresie odpowiedzi),

                  nie wiem jak to powiedziec tak, aby nie bolalo: prosze sie nie
                  obrazic, ale uzywa Pani argumentacji na poziomie prymusa szkoly
                  podstawowej: nie majac o mnie pojecia, sugeruje, iz jest "o okolo 20
                  lat" starsza. Argument tyle szczeniacki, co mialki. W
                  zasadzie, "argument" a nie argument. Ale rozumiem, ze Pani inaczej
                  nie potrafi.

                  Nie patrzac w Pani metryke i nie pytajac o wiek stwierdze tylko, iz
                  jest juz Pani istnym zabytkiem. Licze sobie bowiem ladne kilka
                  wiosen, ale...ze tez Pani na emeryturze sie chce pisac w Internecie?
                  I do tego takie idiotyzmy?

                  Jestem rodowitym Warszawianinem, z warszawskiej rodziny. Prosze
                  laskawie nie pouczac mnie, jaki klimat mamy w miescie, bo to akurat
                  wiem znacznie lepiej niz Pani. Przez wrodzona kulture osobista nie
                  zapytam, czy "chce sie Pani zalozyc", ale uwazam, ze - w tym
                  wypadku - moje zapewnienie wystarczy.

                  Jak to bylo? "Pila Pani warszawska wode ladne pare lat"? Coz...a
                  wiec, widocznie za krotko. Swoja droga, jesli nie uzywala Pani
                  baniakow z woda oligocencka lub jakakolwiek inna, to nie swiadczy to
                  najlepiej o Pani zdolnosciach poznawczych. A moze Pani na tym czyms,
                  co mamy w kranach, po prostu lubi gotowac...? Nie wnikam.
                  Przedstawila Pani po prostu tak zenujacy obraz zlowrogiego klimatu
                  krakowskiego (i tejze wody), ze mnie zlapal pusty smiech. Zawsze tak
                  mam (reakcja alergiczna?), kiedy widze "medrka z Internetu".
                  Przekonanie o wlasnej racji to troche malo. Krakow lezy w niecce -
                  fakt. Ale jaka jest wielkosc Krakowa, a jaka Warszawy? To skale
                  nieporownywalne. Jak juz chce Pani blyszczec watpliwa wiedza, to
                  prosze porownac Krakow z Lodzia - to sa przynajmniej miasta
                  porownywalne wielkoscia. Co do innych aspektow, Lodz momentami bije
                  Krakow na glowe.

                  Tak, zeby Pani pojela, krakowska emerytko: w Warszawie jest znacznie
                  wiecej ludzi i przemyslu, niz w Krakowie. Jesli to dziala pozytywnie
                  na klimat, to nie mamy o czym rozmawiac. Krakowska niecka z
                  zanieczyszczeniami (prosze nie przesadzac, Solvay ani Bonarka juz
                  nie truja), to dane sprzed lat. Nie ma Pani pojecia o tym, jak truje
                  Warszawa. Ale - fakt: Pani ma patent na racje. No i ta siwa glowa.
                  Ech.

                  • helenka17 A to i forma się pojawiła w użyciu - wyciągnięta 29.08.07, 01:17
                    ... i odkurzona.
                    No brawo.
                    Kto pierwszy pisze do kogoś per "dziecino" ten sam sobie winien. Nie zapewniłam
                    o racji, ale zaproponowałam zakład. Być może zjawisko zakładu zaniknęło już na
                    Mazowszu. Była okazja skorzystania z cywilizacji - i już jej nie ma. Strata
                    niewielka.
                    Ja w przeciwieństwie do Pana - mój Panie - używam argumentacji. A nie zapewnień,
                    że z racji mieszkania w Warszawie cokolwiek się wie.
                    Powtórzymy więc; woda z Grubej Kaśki ani z Żerania nie ma decydującego - ani
                    zasadniczo żadnego wpływu na klimat Warszawy. Ani na zanieczyszczenie powietrza.
                    Zatem argument o wodzie jest tylko powtórzeniem tego samego. Jest nudną frazą.
                    Jeśli nie zna Pan wskaźników zanieczyszczeń dla polskich miast, to przyjemnie
                    się będzie Pana czytać, ale bezowocnie.
                    Konkrety na stół zamiast piany.Tak bym proponowała.
                    O skali uprzemysłowienia można sobie przeczytać w każdym szanującym się roczniku
                    statystycznym i posiadać wiedzę z oglądu.
                    Jak rozumiem,że w Warszawie posiadanie wiadomości o uprzemysłowieniu danego
                    regionu uchodzi za wiedzę tajemną. A Krakowie nie.
                    Nie byłam nigdy prymusem szkoły podstawowej, ale rozumiem, że można sądzić wg
                    siebie. Nie prowadzi to jednak do prawdy a jedynie do zaczepek. Prosimy dalej...
                    Skoro rozumie Pan, że inaczej nie potrafię , to rozumiem , że to Pańskie
                    rozumienie ma walor prawdy. Człowiek to się ciekawych rzeczy dowiaduje o
                    dowodzeniu prawdy.
                    Nie zamierzam Pana pouczać jaki "macie" klimat w mieście, choć to nie wiedza
                    tajemna, i z faktu, że Pan NAPISZE,że Pan to wie lepiej, nic jeszcze nie wynika.
                    A jaki to klimat, jeśli łaska?
                    Kraków zajmuje 3/5 powierzchni Warszawy, o czym zatem Pan pisze utrzymując, że
                    to "nieporównywalne " wielkości? Z czym nieporównywalne? Ze sobą?
                    Różnica wysokości w obrębie miasta wynosi w Warszawie ~35 metrów,a w Krakowie
                    ~180.
                    O ile to cokolwiek Panu pomoże w ustaleniu różnic.
                    A po co mam porównywać Kraków z Łodzią? Dla różnic klimatu,czy wentylacji? Nie
                    odbieram Panu Prawa do wielbienia Łodzi, choć nie wiem, jaki to ma związek z
                    tematem sporu.
                    Mimo, że w Warszawie jest "znacznie więcej ludzi i przemysłu" - i utrzymania
                    tego stanu rzeczy życzę jak najdłużej, bo to i świetność, i chwała - to Warszawa
                    jest miastem mniej (statystycznie) zanieczyszczonym od Krakowa, czy się to Panu
                    podoba, czy nie.
                    Pańskie nieświeże wiadomości o jakichś Bonarkach czy Solvay'ach nie zmienią
                    stanu naszej przepychanki, w której ja cytuję Panu wyniki badań i podaję źródła
                    powszechnie dostępnej wiedzy oraz odsyłam Pana do nich, a Pan próbuje mnie
                    obrazić. Proszę ponaglić swoich informatorów w Krakowie: Bonarka i Solvay już
                    nie istnieją, a nie tylko nie trują.
                    Ukłony dla Stolycy - żeby grzecznie skończyć, trzeba było grzecznie zacząć, co
                    się Panu - Arbiter elegantiarum - nie udało.
                    Gratuluję obycia i terminów "szczeniacki" etc.
                    BO.

                    H.
                    • Gość: A. Prymat formy nad trescia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.07, 02:01
                      cechuje to, co Pani pisze. Ale po kolei:

                      1) Prosze nie usilowac cedowac na mnie wlasnego stylu wypowiedzi:
                      poniewaz zastosowala Pani 'argument ostatni'- zapewne z
                      determinacji - to i ja odpowiedzialem na analogicznym poziomie.
                      Jednakze: prosze pamietac o FAKTACH. Jak Pani wie, te zawsze sa
                      prawdziwe. W tym wypadku nie ja zaczalem od mialkich ad Personam,
                      ale Pani. Rozumiem, ze to krakowska moda i metodologia
                      rozmowy/traktowania interlokutora/dochodzenia do czegokolwiek. "W
                      cywilizacji" (ze tak skorzystam z Pani nomenklatury), to juz raczej
                      nie uchodzi - ale w Krakowku, jak widze, i owszem. Jak to Pani
                      wdziecznie byla laskawa napisac...strata niewielka. Dla mnie, z
                      pewnoscia.

                      2) A zatem, jesli zamierza Pani porzucic swoj (jakze zajmujacy) styl
                      wypowiedzi, to mozemy kontynuowac nasza rozmowe. Prosze o
                      deklaracje. Prymat formy nad trescia mnie nie interesuje, podobnie
                      jak i relacja z Pani porannego plukania oczu. Nie chce byc zlosliwy,
                      i wypominac (bo chyba nie przypominac...) swoistej znajomosci
                      topografii Mazowsza; jak rowniez tego, ze mnie Pani do niczego nie
                      odeslala. Aby moc kogokolwiek do czegokolwiek odeslac, nalezy wpierw
                      cokolwiek o czymkolwiek wiedziec. A jak na razie, poznalem watpliwe
                      walory braku Pani kultury osobistej. Az strach mnie lapie, kiedy
                      pomysle, co kryje sie w warstwie "merytorycznej": luna trawiaca
                      rozmowe, niczym ogien sciernisko. W krakowskim powietrzu.

                      To co Pani byla laskawa pokazac do tej pory jest zapewne szalenie
                      ciekawe i frapujace. Wprost, zapiera dech. Ale, stwierdzic musze, ze
                      zadna miara nie wykazuje checi, by przedzierac sie przez kolejne
                      meandry Pani (zapewne szalenie ciekawej i skomplikowanej)
                      osobowosci. Sama Pani uznala, ze jej styl to 'przepychanka'. Otoz,
                      mnie podobny poziom wymiany mysli nie odpowiada. Dlaczego? Gdyz
                      cenie swoj czas. A nie sadze, by przepychanka - nawet w tak wybitnym
                      wykonaniu jak Pani - byla warta poswiecania jej mej uwagi. Ot, co.
                      Pani 'bicie piany' nie lezy w polu mych zaintersowan poznawczych.
                      Jest zreszta dosc toporne, i cokolwiek manieryczne. Ale to juz uwaga
                      poboczna.

                      Pokazala Pani wstep, rozwiniecie nie bedzie wiele lepsze. Chyba, ze
                      jednak zdecyduje sie Pani na wariant rozmowy merytorycznej? Prosze o
                      deklaracje. Jasna.




                      P.S. Jesli dla Pani uzycie formy "Bonarka ani Solvay juz nie truja"
                      WYKLUCZA fakt mej wiedzy o tym, ze oba zaklady juz nie wykazuja
                      produkcji - to doprawdy...szalenie interesujaco (pod wzgledem
                      epistemologicznym) zapowiada sie nasza rozmowa. Ale moze choc
                      merytorycznie sie Pani wybroni? Zakladajac, ze sie Pani zdecyduje,
                      etc. Choc, jak na razie, nie wyszla Pani poza toporny standard
                      informacji.

                      Tylko - jesli laska - prosze unikac stwierdzen, iz
                      (gdziekolwiek) 'pizdzi'. Ja wiem, ze ma Pani przebogate slownictwo,
                      wrecz nieprzebrane. Ze jest ono wyjatkowej jakosci, oraz, ze jest
                      Pani istnym fechmistrzem erystyki. A 'pizdzi' to tylko mala probka
                      Pani mozliwosci...TYLE TYLKO, ze choc biore poprawke nawet na
                      krakowskie normy kultury osobistej, to jednak zwykle (toporne,
                      prostackie) chamstwo jest chyba cokolwiek nizej nawet Pani
                      standardow? Po prostu nie wypada. Choc...fakt: nie wypada "w
                      cywilizacji". W Krakowie zapewne jest inaczej, skoro
                      Pani 'pizdzenia' uzywa.

                      Poza tym, chamstwo jest nudne. Podobnie jak Pani propozycje, aby
                      ktos deska uderzal we wlasne czolo...Doprawdy: wiele sie nie
                      spodziewam, ale z tego typu blaskow swej inteligencji, prosze
                      zrezygnowac. Z uwagi na to, aby do konca nie porazily pani
                      rozmowcow. Znow siegne do Pani dokonan, parafrazujac
                      delikatnie: "Wiedza o kulturze osobistej i jej normach jest w
                      Krakowie tejamna? W Warszawie nie".

                      I jeszcze jedno: z tego co widze, winna Pani darowac sobie,
                      pouczanie kogokolwiek i czegokolwiek, odnosnie norm - ze szczegolnym
                      uwzglednieniem norm kultury. Za uklony dziekuje, gratulacje
                      przyjmuje - jako sluszne. Pani pokazala, iz w jej przypadku, moje
                      gratulacje szerokiego obycia bylyby nieuzasadnione. Ale moze kiedys
                      beda. Jak sie Pani "obyje". Z pizdzeniem.
                      • Gość: krako Re: Prymat formy nad trescia IP: 80.50.68.* 29.08.07, 10:14
                        Chciałem serdecznie pogratulować i podziękować Panu za merytoryczne
                        i słowotwórcze określenie i podumowanie naszej "przyproszonej"
                        idolki Helenki 17( do siedemnastu trzeba dodać około sto).
                        Popieram opinię o jej jakże "wyszukanym" słowotwórstrwie i zianiem
                        nienawiści do właścicieli i inwestorów którzy chcą znależć złoty
                        środek i pogodzić przyrodę z zabudową.
                        Bardzo podobała mi się jej wypowiedz na tym forum że spuściła ze
                        mnie powietrze w sporze o Kostrze.
                        Otóż informuję na tym forum Panią Helenkę że w tym sporze jeszcze
                        okaże się kto komu spuści powietrze w tej sprawie(już niedługo).
                        Ciekawe jest to że zawsze najwięcej do powiedzenia na temat łąk i
                        terenów otwartych maja ludzie którzy nie posiadają tam nic.
                        Ponadto informacją dla wszelkich Towarzystw Ochrony Przyrody i
                        skostniałych miłośników fauny i flory(przeważnie tam nie
                        wystepującej,ale cóż każdy argument jest dobry w planowaniu
                        przestrzeni) może być to że jeśli również nie dojdzie do kompromisów
                        między Miastem a właścicielami działek bo rzekomo posiadają one
                        WYJATKOWE wartości przyrodnicze- zapowiedzi właścicieli działek
                        którzy zamierzają rozwiązać ten problem i przypomnieć sobie jak to
                        ich dziadkowie za pomocą bron orali powierzchnię pozbywając się tym
                        sposobem bezkopromisowych ekologów.)..W końcu to ziemia rolna....
                        • helenka17 Pozdrowienia dla dziadków 29.08.07, 11:29
                          , którzy za pomocą bron orali powierzchnię.
                          Ten pozom wiedzy rolniczej utrzymali przez pokolenia. Z czasem przeniósł się i
                          na budownictwo.

                          No pa.

                          H.

                          PS: żeby mieć rację, nie trzeba być stroną w sprawie.
                      • helenka17 Być może doczekamy się konkretów ? 29.08.07, 11:10
                        Jeszcze ze dwa zakręty pozbawione treści poruszanej w wątku i kto wie...?

                        Gość portalu: A. napisał(a):

                        > cechuje to, co Pani pisze. Ale po kolei:
                        >
                        > 1) Prosze nie usilowac cedowac na mnie wlasnego stylu wypowiedzi:
                        > poniewaz zastosowala Pani 'argument ostatni'- zapewne z
                        > determinacji - to i ja odpowiedzialem na analogicznym poziomie.
                        > Jednakze: prosze pamietac o FAKTACH. Jak Pani wie, te zawsze sa
                        > prawdziwe. W tym wypadku nie ja zaczalem od mialkich ad Personam,
                        > ale Pani. Rozumiem, ze to krakowska moda i metodologia
                        > rozmowy/traktowania interlokutora/dochodzenia do czegokolwiek.

                        1.1 Fałsz: zaczęłam od słowa "Przepraszam" które na dodatek nie do Pana było
                        skierowane,Pan zaś zaczął od słowa "idiotyzmy".

                        "W
                        > cywilizacji" (ze tak skorzystam z Pani nomenklatury), to juz raczej
                        > nie uchodzi - ale w Krakowku, jak widze, i owszem. Jak to Pani
                        > wdziecznie byla laskawa napisac...strata niewielka. Dla mnie, z
                        > pewnoscia.

                        1.2 urzędowy spis miejscowości nie pozwala na znalezienie miejsca o nazwie
                        "Krakówek". Co miał Pan na myśli? Byłaż by to próba zdeprecjonowania (poprzez
                        przekręcenie nazwy) miasta o klimacie lepszym od warszawskiego, w którym Solvay
                        ani Bonarka już nie trują? To prawie nie do uwierzenia.

                        1.3 Niezręcznie mi komentować to, co Pan widzi. Wolę odnosić się do tego, co
                        jest. Proszę dalej.

                        >
                        > 2) A zatem, jesli zamierza Pani porzucic swoj (jakze zajmujacy) styl
                        > wypowiedzi, to mozemy kontynuowac nasza rozmowe.

                        2.1 Zbytek łaski, ton wypowiedzi dostosowuję zwykle do stylu rozmówcy, a to dla
                        potrzeby porozumienia, która to potrzeba dość mnie zajmuje. Notuję sukcesy.

                        Prosze o
                        > deklaracje.

                        2.2 A czego te deklaracje miałyby dotyczyć?


                        Prymat formy nad trescia mnie nie interesuje, podobnie
                        > jak i relacja z Pani porannego plukania oczu.



                        2.3 Podam prosty sposób na formowanie zainteresowań nie obejmujących płukania
                        moich oczu: wystarczy nie czytać tego fragmentu. Ponieważ nie mieszka Pan w
                        Krakowie, a zatem i miejscowa statystyka medyczna nie jest Panu znana - jak
                        mniemam. Natomiast wiedza o lokalnym poziomie skażeń nie jest - z natury swojej
                        - kosmopolityczna. W mojej sytuacji jest znaczny odsetek krakowian. Pokładają
                        się ze śmiechu widząc Pańskie wykręty. Polecam teorię ewidencji prawdy.


                        Nie chce byc zlosliwy,
                        > i wypominac (bo chyba nie przypominac...) swoistej znajomosci
                        > topografii Mazowsza; jak rowniez tego, ze mnie Pani do niczego nie
                        > odeslala. Aby moc kogokolwiek do czegokolwiek odeslac, nalezy wpierw
                        > cokolwiek o czymkolwiek wiedziec.

                        2.4 Trudno spodziewać się po Panu złośliwości, nie wiem skąd to w ogóle przyszło
                        Panu do głowy?
                        A może spodziewał się Pan wykładu? Poszukiwanie źródeł w dobrej wierze to
                        elementarz wiedzy, nie mam czasu na przekazywanie jej Panu. Nie dopatruję się
                        też w Pańskich poczynaniach dobrej wiary. Problemy, o których mowa w wątku mnie
                        przejmują, a Pan przekłada słowa. Miłej zabawy.

                        A jak na razie, poznalem watpliwe
                        > walory braku Pani kultury osobistej. Az strach mnie lapie, kiedy
                        > pomysle, co kryje sie w warstwie "merytorycznej": luna trawiaca
                        > rozmowe, niczym ogien sciernisko. W krakowskim powietrzu.

                        2.5 Uprzedził Pan to poznanie, a poniekąd je sprowokował, przywołanym już słowem
                        "idiotyzmy". To taki stołeczny wymiar elegancji (Przypominam, że forma
                        dostosowana jest do rozmówcy). Chyba że biorę udział w kultywowaniu tradycji PP
                        Wiecha lub Węgiełka - wtedy zniosę niejedno. Dla dobra historii kultury.

                        >
                        > To co Pani byla laskawa pokazac do tej pory jest zapewne szalenie
                        > ciekawe i frapujace. Wprost, zapiera dech. Ale, stwierdzic musze, ze
                        > zadna miara nie wykazuje checi, by przedzierac sie przez kolejne
                        > meandry Pani (zapewne szalenie ciekawej i skomplikowanej)
                        > osobowosci. Sama Pani uznala, ze jej styl to 'przepychanka'. Otoz,
                        > mnie podobny poziom wymiany mysli nie odpowiada. Dlaczego? Gdyz
                        > cenie swoj czas. A nie sadze, by przepychanka - nawet w tak wybitnym
                        > wykonaniu jak Pani - byla warta poswiecania jej mej uwagi. Ot, co.

                        2.6 Czekałam na kropkę, A teraz może proszę odpowiedzieć na pytanie "Co?"
                        Poważam Pańskie zmartwienia, ale nie przybliżają nas do meritum. Czasu Pan sobie
                        nie ceni, poświęcając go na rzeczy Pana niezajmujące. Patrz wyżej. Sprzeczność
                        wewnętrzna.

                        > Pani 'bicie piany' nie lezy w polu mych zaintersowan poznawczych.
                        > Jest zreszta dosc toporne, i cokolwiek manieryczne. Ale to juz uwaga
                        > poboczna.

                        2.7 Zważywszy na rosnący w miarę upływu listu poziom elegancji Pańskiej
                        wypowiedzi mogłabym zrewanżować się tym samym, co najwyżej usuwając z Pańskiej
                        wypowiedzi słowo "cokolwiek".Ale i to nie zbliżyłoby nas do meritum. A ponieważ
                        w dotychczasowej treści nie doniósł się Pan ani jednym słowem do przedmiotu...


                        2
                        >
                        > Pokazala Pani wstep, rozwiniecie nie bedzie wiele lepsze. Chyba, ze
                        > jednak zdecyduje sie Pani na wariant rozmowy merytorycznej? Prosze o
                        > deklaracje. Jasna.

                        2.8 Ta prośba o deklarację - "Jasną" - jest prośbą tylko z pozoru, Jeśli
                        rozumie Pan, co to jest równość stron w sporze, to proszę popracować nad stylem.
                        Dotychczasowe próby dominacji mnie nie mobilizują. Przeciwnie, nawet początkowe
                        zaciekawienie osłabło.
                        >
                        >
                        >
                        >
                        > P.S. Jesli dla Pani uzycie formy "Bonarka ani Solvay juz nie truja"
                        > WYKLUCZA fakt mej wiedzy o tym, ze oba zaklady juz nie wykazuja
                        > produkcji - to doprawdy...szalenie interesujaco (pod wzgledem
                        > epistemologicznym) zapowiada sie nasza rozmowa. Ale moze choc
                        > merytorycznie sie Pani wybroni? Zakladajac, ze sie Pani zdecyduje,
                        > etc. Choc, jak na razie, nie wyszla Pani poza toporny standard
                        > informacji.

                        PS 1. : toporny standard... no tak. W samej rzeczy wyższa elegancja. Co do
                        meritum, mój Panie, to wymienione zakłady nie istnieją fizycznie, jako bryły w
                        przestrzeni, ergo "nie wykazują produkcji". Ale wiedząc o tym nie napisałby Pan
                        tego, co napisał. A że nie używa Pan polskich znaków, więc można wnosić, że
                        symboliczne doprawdy luki w Pańskiej informacji można powiązać (choć to nie jest
                        pewne) z pobytem poza Ojczyzną.
                        >
                        > Tylko - jesli laska - prosze unikac stwierdzen, iz
                        > (gdziekolwiek) 'pizdzi'. Ja wiem, ze ma Pani przebogate slownictwo,
                        > wrecz nieprzebrane. Ze jest ono wyjatkowej jakosci, oraz, ze jest
                        > Pani istnym fechmistrzem erystyki. A 'pizdzi' to tylko mala probka
                        > Pani mozliwosci...TYLE TYLKO, ze choc biore poprawke nawet na
                        > krakowskie normy kultury osobistej, to jednak zwykle (toporne,
                        > prostackie) chamstwo jest chyba cokolwiek nizej nawet Pani
                        > standardow? Po prostu nie wypada. Choc...fakt: nie wypada "w
                        > cywilizacji". W Krakowie zapewne jest inaczej, skoro
                        > Pani 'pizdzenia' uzywa.

                        PS 2. Język - Mój Panie - to tylko narzędzie. W obliczu konieczności zrozumienia
                        pełni (nie od dziś ) formę służebną. Naginam go do statystyki czytelniczej.
                        Splendid isolation mnie nie pociąga.

                        >
                        > Poza tym, chamstwo jest nudne. Podobnie jak Pani propozycje, aby
                        > ktos deska uderzal we wlasne czolo...Doprawdy: wiele sie nie
                        > spodziewam, ale z tego typu blaskow swej inteligencji, prosze
                        > zrezygnowac.

                        PS3. I ta prośba znów nie jest prośbą. Skoro zaś zwroty kolokwialne uznaje Pan
                        za blaski inteligencji -jakkolwiek znaczny byłby to przekąs...

                        Z uwagi na to, aby do konca nie porazily pani
                        > rozmowcow. Znow siegne do Pani dokonan, parafrazujac
                        > delikatnie: "Wiedza o kulturze osobistej i jej normach jest w
                        > Krakowie tejamna? W Warszawie nie".

                        PS 4. Jeśli sądzić wg średniej, to w Warszawie nie jest ona tajemna, ale
                        nieznana. Fakt, że zdradza Pan ambicje by zmieścić się ze swym - jak rozumiem -
                        wyszukaniem w granic
                        • helenka17 Być może doczekamy się konkretów ? (dokończenie) 29.08.07, 11:22
                          System jednak jest niedoskonały. Uciął zakończenie.



                          PS 4. Jeśli sądzić wg średniej, to w Warszawie nie jest ona tajemna, ale
                          nieznana. Fakt, że zdradza Pan ambicje by zmieścić się ze swym - jak rozumiem -
                          wyszukaniem w granicach błędu statystycznego nie daje jeszcze prawa, by orzekać
                          o cechach populacji stolicy en masse.

                          H.

                          PS: końcówkę pomijam, bo mnie żenuje.
                        • Gość: A. Szkoda mego czasu: Pani taka madra, ja taki glupi. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.07, 02:34
                          Pani H.


                          Moze to nerwy Pania poniosly, moze arogancja, a moze po prostu buta
                          i wlasna ambicja - jednakze efekt, jaki Pani zaprezentowala w
                          odpowiedzi na moj list, jest efektem o tyle mialkim, co
                          nieokreslonym.

                          Poza grosem uwag (mniej lub bardziej skladnych) na temat jezyka,
                          bawi sie Pani w psychologa - medium, okreslajac "prawdziwa nature
                          mych dzialan". Jednak, w Pani analizie, nic sie z niczym nie laczy,
                          zas 'im dalej, tym gorzej'. To juz nawet nie jest smieszne, to jest
                          zenujace. Mojego czasu - na podobny poziom rozmowy - po prostu
                          szkoda.

                          Tym razem to ja, postanawiam "spuscic powietrze", nie czekajac, az
                          Pani balon sam peknie z nadmiaru skumulowanego gazu. Moze winna Pani
                          siegnac po nervosol, albo cos na przeczyszczenie?



                          Z uwagi na powyzsze, wycofuje swa deklaracje (tak, ta sama, ktorej
                          Pani nie byla w stanie zrozumiec z tresci mego listu), a wprost
                          odnoszaca sie do podjecia z Pania MERYTORYCZNEJ polemiki. Nie
                          przekonala mnie Pani co do tego, iz podjecie z nia jakiejkolwiek
                          dyskusji merytorycznej, ma sens - ergo: podjecie nie laczyloby sie
                          ze strata dla mego czasu.

                          Obojetnie od Pani dobrego mniemania na swoj temat, pozwole sobie
                          miec na ten temat zdanie takie, jak sformulowalem powyzej.
                          Przedzieranie sie przez mialkosc i mielizne meandrow Pani wywodu,
                          nie byloby ani zajmujace, ani antropologicznie ciekawe. Uzyla Pani
                          slowa "zenada", na okreslenie zakonczenia mego listu. Coz, w tym
                          przypadku, podjecie rozmowy z Pania, byloby wlasnie czyms zenujacym,
                          istna strata czasu.

                          Jednakze, poniewaz byla Pani na tyle laskawa, aby zaszczycic mnie az
                          dwiema odpowiedziami, to z przyjemnoscia sie ustosunkuje do ich
                          tresci (w kazdym razie do tego, co da sie zrozumiec), by nie
                          pozostalo wrazenie, iz uniknalem rozmowy. Na kolejne Pani madrosci
                          raczej nie znajde czasu, ni ochoty, by odpowiedziec:



                          Ad. 1 Faktem jest, iz to Pani rozpoczela nasza wymiane zdan od
                          topornego i nieskladnego ad Personam, zreszta, cechujacego
                          styl "metody ostatniej". Jesli ma Pani problem ze zrozumieniem
                          wlasnych slow, to trudno wymagac, aby ogol mogl to pojac? Pomijam w
                          tym momencie Pani specyficzne przekonanie o wlasnych
                          umiejetnosciach. I trywialnie nieuzasadniony ton belfra ("prosze
                          dalej")...Pani sie chyba role myla, Pani H.

                          To nie jest klasa III c, a Pani nie jest "Pania Hania", bijaca
                          dzieci linijka po rekach za nieznajomosc calej i rozniczek.

                          To Internet: nie ma Pani o mnie pojecia, nie wie Pani kim jestem. A
                          traktuje mnie Pani tylez niemilo, co protekcjonalnie. Taki brak
                          wyczucia granic jest Pani BLEDEM. Ale to juz inny temat.



                          Ad. 1.2 Pani napisala "Stolyca" - z wyraznym cynizmem i brakiem
                          elegancji. Odpisalem zatem na poziomie przyswajalnym dla Pani. Swoja
                          droga, Pani jest krakowianka ze starego krakowskiego rodu? Watpie.
                          Stawialbym na podparpacka wioske i 'Krakow jako szczyt osiagniec'.

                          Widze, ze slusznie odpisalem na przyswajalnym przez Pania poziomie,
                          przy czym nie pomylilem sie sadzac, iz nie bedzie Pani umiala
                          przyznac sie do tego, iz pierwsza zaczela taki styl rozmowy. Coz,
                          wnosic mozna, iz samokrytyka nie jest Pani mocna strona. I jeszcze
                          jedno: prosze nie popadac w bigoteryjne oburzenie nad "przekrecaniem
                          nazwy", a juz na pewno nie wtedy, kiedy Pani pierwsza siega po takie
                          metody.

                          Kto pierwszy uzyl zwrotu "Stolyca", niech teraz nie karci innych
                          za "Krakowek". Szczegolnie, iz nie podejrzewam, aby Pani zwiazki z
                          tym miastem siegaly wyzej niz jedno pokolenie. Moze rodzice budowali
                          NH? A moze to tylko Pani przezyla "awans", dostajac sie na UJ, lub
                          AGH? Coz...nie wnikam. Ale wystawia Pani Krakowowi swiadectwo takie,
                          a nie inne. Mierne.



                          Ad. 2.1 Z tego co widzialem na forum, Pani 'zwyczajnym stylem' jest
                          to, czego probke wlasnie omawiam. Specyficznie pojece normy kultury
                          slowa to tylko jedna z cech Pani stylu. Ton belfra takze nie ulatwia
                          kontaktu - szczegolnie, jesli jest Pani "teoretykiem teorii w
                          teorii" omawianego zagadnienia.

                          Nie wiem w czym notuje Pani jakiekolwiek sukcesy, ale jesli chce
                          Pani powiedziec, iz reprezentowany przez Nia styl jest pojednawczy i
                          koncyliacyjny...to prosze siegnac do slownika, i sprawdzic znaczenie
                          slowa "koncyliacja". Ja tu zadnego porozumienia nie widze, jesli
                          juz, to dosc kuriozalna praktyke stalego zwarcia. To bywa ciekawe
                          (fakt), ale wtedy i tylko wtedy, kiedy osoba korzystajaca z takich
                          metod ma cos do przekazania, lub/i posiada odpowiednia perfekcje w
                          operowaniu slowem. W Pani przypadku jest tak, jak kazdy widzi.



                          Ad. 2.2 Choc na moment prosze znizyc sie do poziomu rozmowcy. Wiem,
                          iz to trudne dla Pani (Olimp tak wysoko, a my tak nisko...), to
                          jednak polecam czytanie ze zrozumieniem. Gdyby nie usilowala Pani
                          wykazac swej watpliwej wyzszosci na kazdym kroku, moze by Pani
                          wiedziala o jaka deklaracje chodzilo...? Podpowiedz: deklaracja juz
                          jest nieaktualna (zob. poczatek niniejszego listu).



                          Ad. 2.3 Podania przez Pania metodologia "nie czytania danego
                          fragmentu" ma z pewnoscia zastosowanie w wielu przypadkach. Jednakze
                          w odniesieniu do Pani, oznaczaloby nie czytanie wiekszosci tego co
                          Pani tworzy, lub zgola nic z ww. tworczosci.

                          O tym kto sie na czym poklada - prosze nie mowic, szczegolnie w
                          imieniu tych, ktorzy sie pokladaja. A jesli juz koniecznie chce Pani
                          wiedziec, momentami czytajac Pani madrosci, odechciewalo mi sie juz
                          smiac.

                          Najgorzej, iz ludzi Pani pokroju (jesli idzie o styl, maniere, ton)
                          jest wielu: maja przekonanie o wlasnej wartosci tak wielkie, iz
                          zatracaja oni z oczu komentowany przedmiot. Najwazniejsi sa oni.
                          Pisza jak byc powinno, bo to ich nic nie kosztuje. Nie ich ziemia -
                          nie ich pieniadze. Wazne, ze maja racje. Pani prowadzila
                          kiedykolwiek jakiekolwiek przedsiebiorstwo? A moze jest Pani
                          wlascicielem jakiejs ziemii ornej lub budowlanej? Bo jak na razie,
                          jawi sie Pani jako "teoretyk teorii w teorii"...a to dosc znacznie
                          odbiera sens Pani slowom.

                          Swoja droga, czymze jest "teoria ewidencji prawdy"? Przez kogo i
                          kiedy zostala stworzona? Ciekawe...widze, iz nie tylko tworzy Pani
                          swoje madrosci, ale i fakty historyczne. To moze byc zajmujace,
                          ale...obawiam sie, iz w tym wypadku, nie wyjdzie Pani poza ramy
                          zwyklej mitomanii. A ta jest na dluzsza mete nudna.



                          2.4 Nie wie Pani skad zlosliwosc przyszla mi do glowy...a jaki
                          zwiazek logiczny ma to, co przychodzi do mej glowy, z tym, co Pani
                          mysli? Hmmmm? Zakladajac, iz aksjomatem jest istnienie takiego
                          zwiazku (jak widze, Pani zywi gorliwe przekonanie), to bedzie Pani
                          naprawde trudno ww. przekonanie jakkolwiek udowodnic. Jesli to mial
                          byc sarkazm, to wyszedl on Pani tak, jak i inne 'chwyty'. Gratuluje.
                          W koncu to Pani jest mistrzem slowa.

                          Nie, nie spodziewalem sie wykladu. Tylko, ze jesli pisze Pani,
                          iz "odsyla" - to dobrze by bylo, aby Pani slowa mialy choc minimalne
                          pokrycie w rzeczywistosci (aby nastapilo faktyczne "odeslanie").
                          Tego nie widzialem.

                          Wyklad...jak widze, jest Pani teoretykiem. Do tego teoretykiem,
                          ktory potencjalnie czuje sie na silach dawac wyklady. Coz, watpie,
                          aby Pani poczucie szlo w parze z praktycznymi umiejetnosciami
                          dydaktycznymi. Uczyla Pani kiedykolwiek kogokolwiek? Tylko prosze
                          nie pisac, iz "notuje Pani sukcesy", bo raczej nie uwierze.

                          Prosze nie obarczac mnie odpowiedzialnoscia za to, ze nie byla Pani
                          w stanie podac zadnych zrodel. Pisze Pani: "Poszukiwanie zrodeł w
                          dobrej wierze to elementarz wiedzy, nie mam czasu na przekazywanie
                          jej Panu". Jak rozumiem, chodzilo o "ELEMENT" wiedzy
                          (slowo "elementarz" ma zupelnie inne znaczenie, ciekawe, czy Pani go
                          nie zna - czy 'tylko' zapomniala?).

                          Zrodel szukac mozna, jesli ktos trzyma sie prawdy w przekazywaniu
                          wiadomosci (Pani ma z tym problemy, vide nieistniejaca "Koncepcja
                          ewidencji prawdy"). Do czego mialbym szukac zrodel? Do
                          nieistniejacych tez? Czy moze wymyslila Pani kolejna "koncepcje
                          ewidencji p
                          • Gość: A. Szkoda mego czasu: Pani taka madra - II. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.07, 03:11
                            2.4 Nie wie Pani skad zlosliwosc przyszla mi do glowy...a jaki
                            zwiazek logiczny ma to, co przychodzi do mej glowy, z tym, co Pani
                            mysli? Hmmmm? Zakladajac, iz aksjomatem jest istnienie takiego
                            zwiazku (jak widze, Pani zywi gorliwe przekonanie), to bedzie Pani
                            naprawde trudno ww. przekonanie jakkolwiek udowodnic. Jesli to mial
                            byc sarkazm, to wyszedl on Pani tak, jak i inne 'chwyty'. Gratuluje.
                            W koncu to Pani jest mistrzem slowa.

                            Nie, nie spodziewalem sie wykladu. Tylko, ze jesli pisze Pani,
                            iz "odsyla" - to dobrze by bylo, aby Pani slowa mialy choc minimalne
                            pokrycie w rzeczywistosci (aby nastapilo faktyczne "odeslanie").
                            Tego nie widzialem.

                            Wyklad...jak widze, jest Pani teoretykiem. Do tego teoretykiem,
                            ktory potencjalnie czuje sie na silach dawac wyklady. Coz, watpie,
                            aby Pani poczucie szlo w parze z praktycznymi umiejetnosciami
                            dydaktycznymi. Uczyla Pani kiedykolwiek kogokolwiek? Tylko prosze
                            nie pisac, iz "notuje Pani sukcesy", bo raczej nie uwierze.

                            Prosze nie obarczac mnie odpowiedzialnoscia za to, ze nie byla Pani
                            w stanie podac zadnych zrodel. Pisze Pani: "Poszukiwanie zrodeł w
                            dobrej wierze to elementarz wiedzy, nie mam czasu na przekazywanie
                            jej Panu". Jak rozumiem, chodzilo o "ELEMENT" wiedzy
                            (slowo "elementarz" ma zupelnie inne znaczenie, ciekawe, czy Pani go
                            nie zna - czy 'tylko' zapomniala?).

                            Zrodel szukac mozna, jesli ktos trzyma sie prawdy w przekazywaniu
                            wiadomosci (Pani ma z tym problemy, vide nieistniejaca "Koncepcja
                            ewidencji prawdy"). Do czego mialbym szukac zrodel? Do
                            nieistniejacych tez? Czy moze wymyslila Pani kolejna "koncepcje
                            ewidencji prawdy", tyle, iz na innym gruncie?

                            To nie jest kwestia "dobrej wiary" (jakkolwiek nie rozumiem, co ona
                            mialaby miec wspolnego ze zrodlami Pani tez), ale o to, ze nie tylko
                            nie jest Pani w stanie racjonalnie umotywowac swych przekonan - ale
                            i unika konkretow innych, niz potocznie znane truizmy. Wyglaszane
                            przez Pania banaly sa tak sluszne, ze az smieszne.

                            Generalnie: prosze unikac protekcjonalnego tonu wobec oponenta.
                            Szczegolnie, jesli zamierza Pani klamac. Zawsze moze sie trafic, iz
                            oponent zna temat na ktory Pani klamie, znacznie lepiej od Pani...i
                            wtedy bedzie wstyd. Tak jak teraz, z Pani mitomanska
                            koncepcja "ewidencji prawdy".

                            Biore poprawke na to, iz jest Pani tylko teoretykiem teorii, nie
                            majacym pojecia o zarzadzaniu czymkolwiek, ani budownictwie.
                            Praktyka nie polega na wertowaniu ksiazek, ale nawet wertowanie
                            prowadzi Pania do wnioskow plytkich, za to krzykliwych. W konkretach
                            Pani 'lezy', szczegolnie, jesli ktos zlapal Pania na klamstwie (tak
                            jak ja, w przypadku wymyslonej przez Pania teorii "ewidencji
                            prawdy").



                            Ad. 2.5 Pomijam, to strata nie tylko mojego czasu, ale i ujma dla
                            intelektu.



                            Ad. 2.6 W sposob elegancki ustosunkowalem sie do perspektywy naszej
                            dalszej rozmowy, wskazujac, iz moze sie ona odbyc jest zrezygnuje
                            Pani ze swego koszmarnego stylu: tak sie nie stalo, a ja propozycje
                            wycofalem (zob. wyjasnione juz powyzej dwukrotnie).

                            Na Pani miejscu uwazalbym takze z takim szybkim wydawaniem sadow o
                            sprzecznosciach: takie slowa ladnie brzmia, ale kiedy przyjrzec sie
                            im blizej, to okazuje sie, iz mowi Pani o wlasnych wyobrazeniach, a
                            nie faktach. W zwiazku z tym, iz jest Pani teoretykiem siegajacym po
                            mitomanie i klamstwo - nie sadze, aby stac Pania bylo na odmiane
                            stylu. I dlatego wlasnie, wycofalem swoja propozycje.

                            A na przyszlosc: zanim zacznie sie Pani wypowiadac na jakis temat,
                            moze dobrze by bylo poznac go doglebnie? W aspekcie ziemii,
                            owe "poznanie doglebne" oznaczac moze chocby osobiste
                            zainteresowanie problemem, inne, niz ksiazkowe? Dla Pani to sa
                            kartki papieru, a dla kogos dzialalnosc gospodarcza o ktorej nie ma
                            Pani pojecia.

                            A pseudonaukowy belkot prosze sobie darowac: zawsze. Wtedy Pani
                            niewiedza jeszcze mocniej fosforyzuje.



                            Ad. 2.7 Zamiast poprawiac moje wypowiedzi, moze zajmie sie Pani
                            wlasnymi niedoskonalosciami....? Jest ich chyba wystarczajaca ilosc,
                            aby "spuscic powietrze" z balonu swej pychy - zanim zacznie sie
                            oceniac innych? Okreslilem Pani styl jako "manieryczny", choc
                            sprecyzowac nalezy, iz jego zasady sa dosc toporne i nudnawe. Jak
                            wloskie kino klasy B sprzed 40 lat.

                            Co do mego ustosunkowania sie przedmiotu: moglem - proszac o
                            deklaracje. Pani zas wolala wybrac droge swej zwyklej egzystencji na
                            tym forum, co z kolei mnie odrzucilo od dalszej rozmowy (zob.
                            wyjasnione na poczatku).



                            Ad. 2.8 Napisala Pani nastepujaco: "Jesli rozumie Pan, co to jest
                            rownosc stron w sporze, to prosze popracować nad stylem"...udziela
                            mi Pani rad. Kolejny raz. Pomijam, ze wartosc owych rad jest ZADNA.
                            Ale, mylenie przez Pania porzadkow jest po prostu nudne.

                            Co ma 'rownosc stron' do 'stylu rozmowy'? Nic. Chyba, ze Pani miala
                            az tak rozbuchana ocene wlasnych umiejetnosci? Ciekawe, na podstawie
                            czego? Bo na pewno nie tego, co pokazala w tej rozmowie.

                            "Przepychanka" - jesli juz - wymaga dobrych zawodnikow. Ja pani nie
                            usilowalem dominowac, wlasnie z powodu sporej roznicy miedzy nami:
                            cenie nie tylko swoj czas (choc Pani wie lepiej...), ale i swoja
                            wartosc. Z kolei Pani nie wyszla poza kino wloskie klasy B z lat 60
                            XX wieku. A to oznacza, iz kazdy kto podejmowac bedzie z Pania
                            polemike, uczyni zamach czynny na zabytek...no, i do tego ten wiek:
                            z tego co Pani pisala, jest juz Pani emerytka. Zatem, czyz nie
                            lepiej bawic wnuczeta, a nie pisac takich bzdur?

                            Tym bardziej, jesli stac Pania wylacznie na mizerne ad Personam?
                            Narzedzi pani brak: nawet wiedza nie moze Pani przytloczyc, gdyz
                            (jak w przypadku "teorii ewidencji praewdy"), opiera sie Pani (nomen
                            omen) na klamstwie.




                            P.S. Moja odmowa rozmowy na Pani zasadach, byla jasna. Prosilem o
                            deklaracje - Pani zadecydowala tak, a nie inaczej. Zatem, przestaje
                            tracic czas na Pani osobe.

                            P.S. "Styl i zakres" Pani jezyka i zdolnosci rozmowy, umieszczaja Ja
                            w wiekszosci polskiego spoleczenstwa. Podobnie, jak i wiekszosci
                            spoleczenstwa polskiego nie sa obce Pani cechy osobowe (od
                            mitomanskiego wyobrazenia na swoj temat, po "patent na wiedze
                            absolutna" w odniesieniu do kazdego zagadnienia).

                            Wiekszosc spoleczenstwa...watpie jednak, by dla osoby...hmm...innej
                            niz Pani, znalezienie sie w tej wiekszosci, to powod do dumy. Dla
                            mnie by nie byl.
                            • helenka17 Późny wniosek lepszy niż żaden 30.08.07, 10:52
                              Kopanina?
                              Nic z tego.
                              Nie wiem jak ścierpię Pańską odmowę dialogu, ale jakoś będę musiała sobie z tym
                              poradzić.
                              Lekki osąd o Polakach odpowiada prawdzie w dużo większym stopniu,szczególnie po
                              lekturze Pana wystąpienia: zaiste prezentuje Pan wszystkie niemal krytykowane
                              przez siebie cechy.
                              Skromność jednak nie jest złym nałogiem.
                              A może spoziera Pan na sprawy Polski i Polaków "z zewnątrz"?
                              Godzina nadania postu wraz z łacińską klawiaturą każą mi potwierdzać to co
                              Podejrzewałam: mądrości zza Atlantyku.

                              To uszczupla znacznie Pańskie kwalifikacje dotyczące rozmowy nt. różnic w
                              zanieczyszczeniu powietrza pomiędzy Krakowem i Warszawą.
                              A w Pańskich enuncjacjach tego próbowałam się doszukać, reszta mniej mnie
                              pociąga. Zgoła wcale.
                              Boleję nad tym że nie słyszał Pan ("Pani nie wie, kto ja jestem!!")nigdy o
                              teorii ewidencji prawdy, a swoją niewiedzę próbuje Pan maskować napastliwym
                              zarzucaniem mi kłamstwa. Świat słowa drukowanego poza internetem naprawdę
                              istnieje. Nie zawsze wystarczy "wstukać"...
                              Reszta także wygląda znakomicie, ale nie traktuje o meritum.
                              Z Pańskiego listu wiele się nauczyłam.
                              O polonijnym poczuciu własnej wartości.
                              Pańskie zapewnienia, że nie ma Pan czasu na dialogi,
                              skutkują coraz to dłuższymi odpowiedziami.
                              Czy doczekam się, że tego czasu Panu zabraknie?
                              Zadał Pan sobie trud studiowania moich postów, co uznamy chyba za jeden jeszcze
                              dowód braku zainteresowania.
                              A temu brakowi zainteresowania wiele miejsca Pan poświęca.
                              Jak przystało na brak zainteresowania.
                              No i tak.
                              Było uroczo.
                              W Stolycy.
                              Mimo, że nie była to stolyca stanu Nowy Jork.
                              Ładnie by ta Pańska stolyca wyglądała, gdyby nie wysysanie zewsząd najlepszych
                              synów ojczyzny.
                              Jeśli nie rozróżnia Pan pomiędzy atakiem personalnym ("idiotyzmy") a kpiną z
                              terminu "stolica" - to odsyłam do Tuwima.
                              Ujawniane w wywodzie kłopoty związane z Pańskim pochodzeniem z Podkarpacia
                              (dlaczego z Podkarpacia??), ubrane w atak na mnie, nie zbliżają nas do prawdy.
                              Paralela z kinem włoskim, jakkolwiek dla nikogo prawie nie zrozumiała, nie jest
                              także prawdziwa.
                              Ale dobrze jest sprawić wrażenie przywołując odniesienia mało znane.
                              Albo też - by utrzymać moc Pańskiego autorytetu, tajnego, ale niewzruszonego -
                              jest tak prawdziwa, jak różnica pomiędzy
                              koncepcją ewidencji prawdy (nie słyszałam)
                              i teorią ewidencji prawdy (przywołałam).


                              H.
                              • Gość: krako Re: Późny wniosek lepszy niż żaden IP: 80.50.68.* 30.08.07, 13:10
                                to przykre tak pisać sama do siebie...

                                Ale twoich wywodów rzeczywiście nie chce się czytać, ciężka z ciebie
                                kobieta, (współczucia dla meża -jesli wogóle taki się znalazł)
                                Poglądy masz iście belfrowskie to i zawsze musi byc to ostatnie
                                zdanie. Cóż mądrzyj się dalej ..i lecz swoje kompleksy
                                • helenka17 Czy wolno psu na Pana Boga szczekać? 30.08.07, 19:27
                                  Odpowiedz sobie sam. To poważny problem teologiczny.
                                  No pa.

                                  H.

                                  • Gość: krako Re: Czy wolno psu na Pana Boga szczekać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.07, 23:17
                                    .. to jest własnie twój problem Heleno, mania wyzszości do
                                    wszystkich i wszystkiego(w psychiatri nazwano to odpowiednim
                                    terminem).
                                    Ale takie rzeczy można leczyć,choć już jestem całkowiecie pewien że
                                    w twoim przypadku bedzie to niemożliwe.
                                    • helenka17 F psychiatri, f psychiatri - wyzszości - bedzie. 31.08.07, 01:06
                                      Zważaj na spacje, a jeśli pot kapie na klawiaturkę, to jej nie szkodzi. Nie
                                      martw się.

                                      H.
                                  • Gość: Kajetan Zalewski A ten BÓG to Helenka17? (n/t) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.07, 00:08
                                    Z tego co widzę, przekonanie o własnej gigantycznej wartości, to dla
                                    Heleny17 chleb powszedni. Wątpię, żeby jej wyobrażenia miały
                                    jakiekolwiek podłoże w rzeczywistości.

                                    Trzeba być straszliie pysznym człowiekiem, żeby określać się mianem
                                    BOGA, zaś innych uważać za szczekające psy. To nie jest problem
                                    teologiczny, ale medyczny; śliślej: psychiatryczny.
                                    • helenka17 Panie Kajetanie 31.08.07, 01:23
                                      nie znamy się na tyle, by Pan wypisywał bzdury podobne do tych, które wydziela z
                                      siebie Pańską sąsiad, karako.
                                      Ale wystarczy spojrzeć z boku, a odpowie Pan sobie sam na swoje pytanie - z
                                      gruntu retoryczne: przecież nie sposób porównywać Helenki do Boga.
                                      Z kilku przynajmniej powodów.
                                      Np stworzenie na "obraz i podobieństwo" nie dotyczy kobiet. Pisał o tym bodaj
                                      Św. Augustyn. Ponadto do XVII wieku urzędowo (tu i tam) nie posiadałyśmy duszy,
                                      dzięki kategorycznym orzeczeniom Ojców Kościoła. Nie posiadałyśmy też rozumu, i
                                      to dość długo. Konfederacja Szwajcarska raczyła przyznać nam prawa wyborcze
                                      dopiero w latach 70-tych ubiegłego wieku - uwierzyłby Pan?
                                      Zatem wszystko to, co napisał Pan później obciąża Pańskie zacietrzewienie
                                      znacznym balastem. I nie wiem, co Pan z nim zrobi. Pewnie coś mądrego. Czego
                                      życzę z całego serca.
                                      Zwrot "podłoże w rzeczywistości" zastąpiłabym na Pańskim miejscu zwrotem
                                      "oparcie w rzeczywistości". Na oko lepiej się prezentuje (porada gratis).
                                      Odnośnie zaś do pychy, o której słusznie Pan wspomniał, to najlepszą pointę
                                      wypracował sobie F. Nietzsche, autor dewizy "Bóg umarł - Nietzsche". I kiedy
                                      protoplaście faszyzmu nareszcie się zmarło, to studenty-łobuzy wypisywały na
                                      murach :"Nietzsche umarł - Bóg".
                                      Dlatego też problem - mimo Pańskiego urodziwego zacietrzewienia - nadal pozostał
                                      teologiczny.
                                      Oczywiście dla tych, którzy istnieniem Boga zaprzątają sobie głowę, w tym
                                      szczególnie Boga osobowego. A to nie wszystkich dotyczy.
                                      Czego jak widzę, nie wziął Pan pod uwagę.
                                      Tym samym ideał patriotyzmu autorstwa Jana Sztaudyngera nie stracił na aktualności:

                                      Polak
                                      Katolik
                                      i to trzecie - też do rymu.

                                      Dobrej nocy
                                      Panie Kajetanie.

                                      H.
                                      • Gość: Kajetan Zalewski Pani Heleno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.07, 14:06
                                        Pani Helenko17


                                        Wydaje mi się, iż potrafiłem samodzielnie zinterpretować Pani
                                        zapytanie, zgodnie z jego treścią. Sądzę także, iż uczyniłem to
                                        poprawnie. Dlatego też, dziękuję za Pani pouczenie, gdyż jest ono
                                        całkowicie zbędne. Ludzi którzy usiłują mi dyktować co mam myśleć i
                                        jak oceniać to co widzę, unikam. Proszę nie ustawiać się w tym
                                        mizernym rzędzie "interpretarów", bo łatwo stać się może, iż Pani
                                        pycha obróci się w Pani problem.

                                        Uwaga gratis: proszę nie mylić koncepcji Doktorów Kościoła ani Ojców
                                        Kościoła z tekstem biblijnym.

                                        Nie sposób porównywać Helenki do Boga, jakkolwiek Helenka tak
                                        właśnie uczyniła. To był jej błąd, i jej pycha - ale jednak fakt.
                                        Widzę jednak, iż usiłuje Pani mieć pojęcie o teologii dogmatycznej.
                                        Ukazuje Pani w tym usiłowaniu tak zabawne zacietrzewienie, iż
                                        obawiam się, że nie jest Pani fizjologicznie zdolna do przyjęcia
                                        jakiejkolwiek krytyki. Ale, przekonajmy się:

                                        a) Bzdurą jest Pani twierdzenie, jakoby stworzenie (biorąc za
                                        wyjście wersję biblijną - np.: BT), w jakikolwiek sposób "pomijało"
                                        kobiety. Już samo przekonanie o tym, iż tak było, stawia Panią w
                                        rzędzie osób niespecjalnie wyedukowanych, w zakresie teologii
                                        dogmatycznej. Skoro jednak weszła Pani z takim wdziękiem na grząski
                                        grunt nauki o człowieku, odpowiem najprosciej, jak się da -
                                        dostosowując poziom do Pani prawdopodobnych umiejętności: Sama
                                        koncepcja stworzenia wywodzi się jeszcze z Ugarit (jak Pani zapewne
                                        wie, bóstwo "EL" zwane było "stworzycielem wszelkich stworzeń"). To
                                        czysty politeizm, jednakże nie segregujący "stworzeń" na dzieło w
                                        postaci mężczyzny, i dzieło w postaci kobiety. Monoteizm (w sensie
                                        stworzyciela) jest wyrażony dopiero w koncepcji jahwistycznej
                                        (proszę zwrócić uwagę choćby na Rdz 14:19).

                                        A zatem, przywołuje Pani koncepcję stworzenia znaną z Rdz (stąd -
                                        jak rozumiem - ten "obraz i podobieństwo"). Opis z drugiego rodziału
                                        RDZ (powiedzmy: Rdz, 2, 4 - 25) wskazuje na stworzenie pierwszej
                                        pary ludzkiej z wilgoci, gdyż dopiero to ona uczyniła glebę
                                        urodzajną, i mógł na niej powstać Eden. A Eden to początek rodu
                                        człowieczego. Nigdzie w tekście nie pada różnicowanie stworzenia
                                        pierwszej pary ludzkiej, co prowadzi do konstatacji, iż "obraz i
                                        podobieństwo" odnosiło się zarówno do męzczyzny, jak i do kobiety. W
                                        tym wypadku, biblijny "Adam" (proszę pamiętać o hebraistycznym
                                        znaczeniu tego słowa), to protoplasta całej społeczności: cała
                                        społeczność jest w niego inkorporowana.

                                        b) Bzdurą jest Pani twierdzenie, iż dusza jest przyznana wyłącznie
                                        mężczyźnie, a nie kobiecie. Ponawiam swoją gratisową poradę i nie
                                        mylenie tez DK i OK, z Biblią. Na Jej polu, taka segregacja nie
                                        istnieje. A co do Augustyna: radziłbym lepiej zapoznać się z jego
                                        pismami. Takie ogólniki, jakie zostały przez Panią przytoczone, są
                                        na nic. Augustyn był manichejczykiem, mającym do tego dość
                                        skomplikowany stosunek do katolicyzmu (wielokrotnie w historii
                                        wzbudzało to kontrowersje, między innymi w sporach Towarzystwa
                                        Jezusowego z instytucjonalnym Kościołem). A o samych OK i DK można
                                        by mówić wiele, ale wątpię, aby mój wykład miał w tym momencie
                                        jakikolwiek sens. Orygenes, Augustyn czy wielu innych - to
                                        wielopłaszczyznowe czasy wczesnego i środkowego Średniowiecza.
                                        Rozwijanie przeze mnie tematu nie ma sensu, albowiem Pani i tak z
                                        wiadomym sobie wdziękiem, przeskoczy nad mą argumentacją do porządku
                                        dziennego, aby tylko pisać swe oświecone bzdurki.

                                        c) Za mną nie przemawia zacietrzewienie, ale wiedza. Zupełnie
                                        odwrotnie, niźli ma to miejsce w Pani przypadku. Proszę coś z tym
                                        zrobić. Mądrego.

                                        d) Za poprawienie "podłoża w rzeczywistości" dziękuję, jednak nie
                                        było ono potrzebne. Proszę skupić się na sobie, zanim zajmie się
                                        Pani naprawianiem innych. Co do Nietzschego, to jak widzę bazuje
                                        Pani na anegdotycznych i obiegowych opiniach. Mój wykład nt. tego, w
                                        co wierzył i jak wierzył Nietzsche nie będzie miał sensu, a więc,
                                        nie odniosę się szerzej do tego zagadnienia. Poprzestaję na
                                        konstatacji, iż w przypadku Nietzschego, Pani wiadomości są równie
                                        dogłębne, jak w sprawie Augustyna: nie rozumiejąc przyczyn i tła,
                                        rzuca Pani opinie. Brawo, Helenko17.

                                        A to wszystko po to, aby stwierdzić, iż Pani problem z przecenianiem
                                        własnej wartości nie ma podłoża teologicznego - a jedynie (lub aż) -
                                        medyczny. Jak widzę, nie wzięła Pani pod uwagę, iż Bóg (jako
                                        Absolut) zawiera w sobie zarówno aspekt osobowy, jak i nieosobowy.
                                        Zresztą, nawet gdyby było inaczej, to i tak uważałbym określenie
                                        Helenki17 mianem Boga (osobowego lub nieosobowego) za przesadę, źle
                                        świadczącą o Helence17. A za określenie mnie mianem "Polaka -
                                        katolika", nie dziękuję. To kolejny przykład Pani wyjątkowego
                                        poznania świata i ludzi;)


                                        • helenka17 Panie Kajetanie 01.09.07, 01:15
                                          Gość portalu: Kajetan Zalewski napisał(a):

                                          > Pani Helenko17
                                          >
                                          >
                                          > Wydaje mi się, iż potrafiłem samodzielnie zinterpretować Pani
                                          > zapytanie, zgodnie z jego treścią. Sądzę także, iż uczyniłem to
                                          > poprawnie. Dlatego też, dziękuję za Pani pouczenie, gdyż jest ono
                                          > całkowicie zbędne.

                                          A skąd przyszło Panu do głowy, że to moje zapytanie? Czy gdybym pytała "być,
                                          albo nie być?" to też sądziłby Pan, że to moje zapytanie?


                                          Ludzi którzy usiłują mi dyktować co mam myśleć i
                                          > jak oceniać to co widzę, unikam. Proszę nie ustawiać się w tym
                                          > mizernym rzędzie "interpretarów", bo łatwo stać się może, iż Pani
                                          > pycha obróci się w Pani problem.


                                          Gdyby w istocie był Pan tak rygorystyczny w unikaniu osób, które usiłują
                                          dyktować Panu co ma Pan myśleć, i jak oceniać to co Pan widzi, to i ja z
                                          pewnością unikałabym Pana. Podążając za Pańską radą i w trosce o samą siebie.
                                          >
                                          > Uwaga gratis: proszę nie mylić koncepcji Doktorów Kościoła ani Ojców Kościoła
                                          z tekstem biblijnym.

                                          Uwaga II gratis: Pańskie przekonanie, jakobym myliła te teksty jedne z drugimi
                                          wynika być może z zaufania, jakie żywi Pan do stałości komentarzy. One zmieniają
                                          się tymczasem w zależności od epoki, w której są wygłaszane. Czy decyzja o
                                          skreśleniu w 1835 r."De revolutionibus.." z indeksu była decyzją Ojców - czy
                                          Doktorów Kościoła? (c:
                                          >
                                          > Nie sposób porównywać Helenki do Boga, jakkolwiek Helenka tak
                                          > właśnie uczyniła. To był jej błąd, i jej pycha - ale jednak fakt.

                                          To, że Pan dwukrotnie coś powtórzy nie staje się z tego powodu faktem.

                                          > Widzę jednak, iż usiłuje Pani mieć pojęcie o teologii dogmatycznej.
                                          > Ukazuje Pani w tym usiłowaniu tak zabawne zacietrzewienie, iż
                                          > obawiam się, że nie jest Pani fizjologicznie zdolna do przyjęcia
                                          > jakiejkolwiek krytyki.

                                          Nie mam najmniejszego pojęcia o teologii dogmatycznej. Źródła Pańskiego
                                          niezachwianego przekonania pochodzą być może z wiary, i stąd ich żarliwość?
                                          Ponadto przyjmowanie krytyki nie zależy od fizjologii. O ile poruszamy się wokół
                                          zbliżonego znaczenia pojęcia "fizjologia". Proszę więc śmiało porzucić swoje obawy.

                                          Ale, przekonajmy się:
                                          >
                                          > a) Bzdurą jest Pani twierdzenie, jakoby stworzenie (biorąc za
                                          > wyjście wersję biblijną - np.: BT), w jakikolwiek sposób "pomijało"
                                          > kobiety. Już samo przekonanie o tym, iż tak było, stawia Panią w
                                          > rzędzie osób niespecjalnie wyedukowanych, w zakresie teologii
                                          > dogmatycznej.

                                          O tym już była mowa. O ile brak wyedukowania mieści się w zawartości terminu
                                          "niespecjalnie", którego precyzyjne znaczenie jest mi nieznane,podobnie jak
                                          znaczenie terminu "poniekąd". To zdaje się próba pogodzenia "tak" z "nie" (c:
                                          Gładko prześliznął się Pan nad własną tezą, jakobym korzystała wyłącznie z
                                          wersji biblijnej. Gdyby murarz budował domy tak, jak Pan buduje dowody, to na
                                          sól by nie zarobił.

                                          Skoro jednak weszła Pani z takim wdziękiem

                                          Z "takim", to znaczy z jakim? Nie dostrzegłam tego wdzięku. Czy coś mi umknęło?

                                          na grząski
                                          > grunt nauki o człowieku, odpowiem najprosciej, jak się da -
                                          > dostosowując poziom do Pani prawdopodobnych umiejętności: Sama
                                          > koncepcja stworzenia wywodzi się jeszcze z Ugarit (jak Pani zapewne
                                          > wie, bóstwo "EL" zwane było "stworzycielem wszelkich stworzeń"). To
                                          > czysty politeizm, jednakże nie segregujący "stworzeń" na dzieło w
                                          > postaci mężczyzny, i dzieło w postaci kobiety. Monoteizm (w sensie
                                          > stworzyciela) jest wyrażony dopiero w koncepcji jahwistycznej
                                          > (proszę zwrócić uwagę choćby na Rdz 14:19).

                                          Biblia zdaje się być dla Pana prapoczątkiem wszystkiego.Dla mnie nie.


                                          >
                                          > A zatem, przywołuje Pani koncepcję stworzenia znaną z Rdz (stąd -
                                          > jak rozumiem - ten "obraz i podobieństwo"). Opis z drugiego rodziału
                                          > RDZ (powiedzmy: Rdz, 2, 4 - 25) wskazuje na stworzenie pierwszej
                                          > pary ludzkiej z wilgoci, gdyż dopiero to ona uczyniła glebę
                                          > urodzajną, i mógł na niej powstać Eden. A Eden to początek rodu
                                          > człowieczego. Nigdzie w tekście nie pada różnicowanie stworzenia
                                          > pierwszej pary ludzkiej, co prowadzi do konstatacji, iż "obraz i
                                          > podobieństwo" odnosiło się zarówno do męzczyzny, jak i do kobiety. W
                                          > tym wypadku, biblijny "Adam" (proszę pamiętać o hebraistycznym
                                          > znaczeniu tego słowa), to protoplasta całej społeczności: cała
                                          > społeczność jest w niego inkorporowana.

                                          Adam to zwykła kalka starszej od cywilizacji judejskiej koncepcji "Manu".
                                          Zastanawiające jest też, jak prędko i wielokrotnie źródło cytowane przez Pana
                                          uznawane było, w zależności od potrzeb, przez Pańskich zacnych poprzedników za
                                          niepodważalny dowód historii, źródło wiary i/lub poetycką eseistykę. Prezentyzm
                                          co sto lat. I jakkolwiek poważam sobie system etyczny chrześcijaństwa, to był on
                                          modyfikowany i budowany przez ludzi. Ich niedoskonałość bywa nużąca.

                                          >
                                          > b) Bzdurą jest Pani twierdzenie, iż dusza jest przyznana wyłącznie
                                          > mężczyźnie, a nie kobiecie. Ponawiam swoją gratisową poradę i nie
                                          > mylenie tez DK i OK, z Biblią.

                                          Ależ to nie jest moje twierdzenie. I jako takie niechże podlega krytyce, proszę
                                          jednak nie łączyć tej krytyki ze mną.

                                          Na Jej polu, taka segregacja nie
                                          > istnieje. A co do Augustyna: radziłbym lepiej zapoznać się z jego
                                          > pismami. Takie ogólniki, jakie zostały przez Panią przytoczone, są
                                          > na nic. Augustyn był manichejczykiem, mającym do tego dość
                                          > skomplikowany stosunek do katolicyzmu

                                          Stosunek Św. Augustyna do katolicyzmu, powiada Pan? Nie do chrześcijaństwa
                                          zatem, ale do katolicyzmu? Zaiste nie wiem zbyt wiele. Proszę mi zatem wyjaśnić,
                                          dlaczego w historii (pierwsi chrześcijanie) i dniu dzisiejszym (chrześcijanie
                                          starosyryjscy np) nie używamy w odniesieniu do tych zbiorowości terminu "katolicy"?


                                          (wielokrotnie w historii
                                          > wzbudzało to kontrowersje, między innymi w sporach Towarzystwa
                                          > Jezusowego z instytucjonalnym Kościołem). A o samych OK i DK można
                                          > by mówić wiele, ale wątpię, aby mój wykład miał w tym momencie
                                          > jakikolwiek sens. Orygenes, Augustyn czy wielu innych - to
                                          > wielopłaszczyznowe czasy wczesnego i środkowego Średniowiecza.

                                          Pański wykład byłby niezwykle przydatny, ale
                                          "...że szczupłość czasu była na zawadzie
                                          więc się nie stało zadość buchmanowej radzie".
                                          Tu prawie nikt nie pisuje tak poważnych i porządnie podbudowanych rzeczy. A
                                          szkoda. Czytam je uważnie, i korzystam z nich jak tylko mogę.


                                          > Rozwijanie przeze mnie tematu nie ma sensu, albowiem Pani i tak z
                                          > wiadomym sobie wdziękiem, przeskoczy nad mą argumentacją do porządku
                                          dziennego, aby tylko pisać swe oświecone bzdurki.
                                          > c) Za mną nie przemawia zacietrzewienie, ale wiedza.

                                          Dobre samopoczucie to ważny składnik sukcesu. O mojej wiedzy - kategorycznie mi
                                          przypisywanej a następnie negowanej - już pisałam. Ani mi się też śni
                                          przechodzić (czy też przeskakiwać) nad Pańską argumentacją do porządku
                                          dziennego. Z wiadomym mi (a zatem nie Panu, ale mi - skąd więc wiedza, że to w
                                          ogóle jest wdzięk??) wdziękiem. A to dlatego, że sposób jej prezentowania daje
                                          mi wiele informacji nt. wpływu Pańskiej nieomylnej - że się tak wyrażę -
                                          formacji na losy Europy. Vide "De Revolutionibus..."


                                          Zupełnie
                                          > odwrotnie, niźli ma to miejsce w Pani przypadku. Proszę coś z tym
                                          > zrobić. Mądrego.

                                          Domaga się Pan w następnym zdaniu zrobienia czegoś mądrego od osoby, której w
                                          poprzednim zdaniu odmawia Pan przymiotów mogących do tego prowadzić. Czyżby
                                          szkoła z ul. Kopernika? To mnie znacznie przerasta.
                                          Jeśli to Panu nie zrobi różnicy, to będę moją wiedzę rozwijać w innych
                                          kierunkach. Czy to dozwolone? Bo w Pańskim "Proszę" pobrzmiewa groźba.

                                          >
                                          > d) Za poprawienie "podłoża w rzeczywistości" dziękuję, jednak nie
                                          > było ono potrzebne. Proszę skupić się na sobie, zanim za
                                          • helenka17 Panie Kajetanie - CD 01.09.07, 01:26


                                            >
                                            > d) Za poprawienie "podłoża w rzeczywistości" dziękuję, jednak nie
                                            > było ono potrzebne. Proszę skupić się na sobie, zanim zajmie się
                                            > Pani naprawianiem innych.

                                            Niewinną poprawkę redakcyjną korygującą niezręczność językową trudno doprawdy
                                            nazwać naprawianiem innych. Świat, który udziela mi swoich wartości znacznie
                                            większą wagę przywiązuje do szczęścia innych,aniżeli do szczęścia własnego. Tym
                                            razem nie uczynię zadość Pańskiej prośbie.

                                            A teraz , kiedy już wymieniliśmy serię ukłonów na oczach zdumionej publiczności,
                                            to chciałam serdecznie podziękować za żarliwość i zaangażowanie w wykład. Wielu
                                            czytelników z pewnością na nim skorzysta. Co więcej - dla wielu będzie to jedyna
                                            tutaj okazja do zetknięcia się z rzetelną wiedzą i sumiennym podbudowywaniem
                                            sporu ( w części - ale zawszeć to)

                                            H.
                                            • Gość: Kajetan Zalewski Re: Panie Kajetanie - CD IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.07, 01:35
                                              W tym wypadku, zapytanie jest tego, kto je sformułował. Może to być
                                              Jan Kowalski - ale należało to zaznaczyć, jeśli on jest autorem
                                              przytaczanych przez Panią słow. Skoro Pani nie zaznaczyła
                                              przytoczenia, to zakładam, iż pytanie jest Pani autorstwa. Zresztą -
                                              wydaje mi się po raz kolejny, że porusza Pani zagadnienia nie mające
                                              żadnego związku z tematem. Pytanie zadała Pani, a więc (przynajmniej
                                              na tym forum), to Pani jest jego autorem. Nie wnikam przy tym, czy
                                              pytanie jest Pani autorstwa, czy też, stanowi plagiat czyichś myśli.
                                              To bez znaczenia dla dalszego toku sprawy.

                                              Nie zna Pani mojego systemu wartości, ani też tego, jakim jestem
                                              człowiekiem i co sobą reprezentuję. Dlatego też, podważanie przez
                                              Panią mego kategoryzmu w unikaniu "interpretatorów", jest
                                              nieuprawnione. Nie zna mnie Pani na tyle, aby podobne sądy i opinie
                                              wydawać o mnie.

                                              W przypadku dzieła Kopernika, można mówić zarówno o "potępianiu
                                              przez Kościół Rzymsko - Katolicki", jak również o samym umieszczeniu
                                              na "Indeksie...". Co do umieszczenia: była to bulla Aleksandra VII z
                                              1644 roku, zatytułowana: Speculatores domus Israel. A czy
                                              przypadkiem odkłamanie "De revolutionibus..." nie nastąpiło przed
                                              1835? To tak apropos Pani poznania tematu. Podała Pani datę
                                              wydania "Indeksu..." za czasów Piusa VII, kiedy to już "Indeks..."
                                              bez dzieł o heliocentryzmie został wydrukoiwany. Ale to tylko część
                                              prawdy. Pani dokonała szybkiego sądu i wpisała "1835", co nie jest
                                              błędne, ale wskazuje na Pani nieznajomość zagadnienia. W przeciwnym
                                              razie, wiedziałaby Pani, iż 1835 to tylko i wyłącznie data druku
                                              pierwszego "Indeksu..." bez dzieł heliocentrycznych, a "odkłamanie
                                              heliocentryzmu w Kościele" nastąpiło wcześniej: po pierwsze, w roku
                                              1819 wydrukowano ostatni "Indeks...", zawierający dzieła
                                              heliocentryczne. Po drugie, w roku 1822 Pius VII zatwierdził Dekret
                                              Kongregacji Kardynalskiej o dozwoleniu druku takich dzieł. Zatem, od
                                              1822 wolno było drukować Galileusza czy Kopenika. A sama zmiana
                                              na "Indeksie...", nastapiła w kilkanaście lat po dowzoleniu druku.
                                              Czy teraz jasnym jest, jak wyglądała Pani - a jak powinna wyglądać -
                                              odpowiedź na postawione pytanie?


                                              To co powtórzyłem jest stwierdzeniem faktu, czy to się Pani podoba,
                                              czy nie. To, iż nie ma Pani pojęcia o teologii dogmatycznej jest
                                              faktem. Dobrze, że ma Pani jego pełną świadomość. Kolejny raz
                                              stwierdzam, iż nie zna Pani mojego systemu wartości - dlatego proszę
                                              go nie oceniać. A jeśli myli Pani naukowość z żarliwością (inną,
                                              niż "naukowa żarliwość"), to już nic na to nie poradzę. Co do
                                              fizjologizmu: dziękuję za uwagę, jakkolwiek jest ona nie tyle
                                              zbędna, co błędna. Isnieje gatunek ludzi, będący niezachwianie
                                              impregnowanym na jakąkolwiek krytykę. W ich przypadku, mamy do
                                              czynienia z biologiczną (zatem: fizjologiczną) blokadą organizmu,
                                              niemożnością zaakceptowania odmiennych punktów widzenia, etc. Tak
                                              rodzi się fanatyzm.

                                              Odwołalem się do Biblii, ponieważ Pani była łaskawa bzdurzyć akurat
                                              o katolicyzmie. Gdyby zaś bzdurzyła Pani na temat innej religii,
                                              odpowiadałbym na innym polu. Nie mam żadnego wpływu na to, jaki
                                              temat zaszczyci Pani swym brakiem edukacji. Swoją drogą,
                                              zastanawiające jest, iż wydawała Pani tak stanowcze sądy mając w
                                              pełni swą świadomość braku - choć minimalnych - kompetencji do
                                              zajmowania stanowiska?

                                              Pani podobało się pisać bzdury o katolicyzmie, mimo, iż zdawała
                                              sobie Pani sprawę, że nie ma o nim pojęcia. Ciekawe. Nawiązując do
                                              Pani tezy: gdyby murarz tak budował jak Pani prześlizguje się po
                                              swej niewiedzy, to zostałby szewcem. Nawet by nie zauważył różnicy.

                                              Czy umknęło Pani coś we frazie: "Skoro już weszła Pani z takim
                                              wdziękiem..."? Tak, umknęło. Co? Sarkazm i ironia.

                                              Wyjaśniam także po raz wtóry, iż Biblia została przywołana z powodu
                                              tego, iż Pani raczyła bzdury pisać właśnie na jej temat. Proszę
                                              udowodnić, iż Biblia stanowi dla mnie "prapoczątek wszystkiego"? W
                                              razie, gdyby nie była Pani w stanie, proszę o publiczne przeprosiny
                                              i błędu.

                                              Odnoszę wrażenie, iż Panią generalnie wszystko nudzi. Czyż nie?
                                              Wytyka mi Pani, iż to co piszę nie robi na Pani wrażenia. Teraz z
                                              kolei pisze pani, iż budowanie chrześcijaństwa było czynione przez
                                              ludzi, i to też jest nużące...czy coś Pani nie nudzi? A czy nie
                                              doszła Pani nigdy do wniosku, iż znużenie wynika z braku poznania
                                              tego, co niby nuży? Może, gdyby zadała sobie Pani trud zgłębienia
                                              tematu (zamiast wypowiadać się bez pojęcia), to okazałoby się, iż
                                              znudzenia nie ma? Swoją drogą, proszę mi wyjaśnić, co łączy a co
                                              dzieli chrześcijaństwo i katolicyzm? Z tego co widzę, dla Pani to są
                                              synonimy?

                                              Komicznie wyglądają Pani zabiegi, aby zaczarować rzeczywistość.
                                              Niech Pani sama spojrzy: najpierw zadaje Pani jakieś pytanie, a
                                              kiedy tylko otrzymuje Pani kontrę i wykazanie błędu, to odrzuca Pani
                                              to pytanie od siebie, z komentarzem "to nie jest moje pytanie".
                                              Przyznam, że wolta zabawna. Wstydzi się Pani własnych słów? A może
                                              wydaje się Pani, iz nie istnieje możliwośc zrekapitulowania i
                                              przywołania tego, co Pani napisała...? Przeciez wystarczy cofnąc
                                              listy, aby przekonać się, iż formułowała Pani właśnie taką a nie
                                              inną tezę. Teraz, gdy została ona obalona, Pani się jej wypiera.
                                              Znów będziemy przerabiali "istorne zagadnienie" na ile zadane przez
                                              Panią pytanie jest Pani pytaniem?????

                                              Proszę o dokłądne cytowanie: w kontekscie św. Augustyna napisałem,
                                              iż "(...) wielokrotnie w historii wzbudzało to kontrowersje, między
                                              innymi w sporach Towarzystwa Jezusowego z instytucjonalnym
                                              Kościołem". To jest fakt. Czy znów chce Pani oponować wobec faktów?
                                              Proszę także o nie mylenie chrześcijaństwa z katolicyzmem
                                              (szczególnie, z rzymskim - katolicyzmem). Zresztą, zadałem już
                                              pytanie na ten temat powyżej. A jeśli chce mnie Pani zapytać (w tak
                                              zaowalowanej, że aż nieudolnej) formie o powstanie Kościoła oraz
                                              prymat sedes apostolicae - to proszę pytać jasno i konkretnie. I
                                              jeszcze jedno: proszę pamiętać, iż Mt, 16:18 (szczególnie, w
                                              kontekście Mt, 4:10) nie daje żadnego prawa biskupowi Rzymu do
                                              sprawowania władzy nad Kościołem. Zresztą, instytucjonalny Kościół
                                              istnieje w historii dopiero od donacji.

                                              Jakkolwiek rozumiem, iż Pani dobre samopoczucie (podlane
                                              Mickiewiczem: swoją drogą, kim BYŁ - a nie, "kim czuł się"
                                              Mickiewicz?), to gwarant Pani sukcesu. W moim przypadku, jest
                                              skromnie i cicho: wystarczy mi wiedza. Jak Pani widzi, nie mam
                                              żadnego problemu w ustosunkowaniu się do Pani "tez". Dodam także,
                                              iż - skoro tak lubi Pani językoznawstwo - fraza "wiadomy Pani
                                              wdzięk" oznacza tyle, co wdzięk, jaki moga wszyscy spostrzec,
                                              ocenić, uznać za nierozłączną część Pani osobowości. Zresztą, znów
                                              nie wyczuła Pani ironii i sarkazmu. Pewnie za dużo Mickiewicza, za
                                              wiele bezsensownego czepiania się słow.

                                              Skoro już popełnia Pani po raz setny błąd w ocenie mnie, proszę, aby
                                              wykazała Pani, na jakiej podstawie uznaje mnie za część "formacji",
                                              która tak źle wpłynęła na losy Europy? W razie, gdyby nie mogła Pani
                                              dowieść związków między mną a tą "formacją" - proszę o publiczne
                                              przeprosiny oraz przyznanie się do błędu.

                                              Nie odbierałem Pani posiadania wiedzy, a jedynie wskazywałem, na jej
                                              brak w zakresie tego, co sama Pani przywołała. Gdyby nie Pani
                                              bzdurki, zapewne nie włączyłbym się do tego pasjonującego wątku. Ale
                                              Pani akurat postanowiła błyszczeć swą niewiedzą...coż. A
                                              feaza "proszę coś z tym zrobić", była po raz pierwszy użyta przez
                                              Panią. Ja tylko pokazałem, jak brzmią Pani własne słowa. Czy zacznie
                                              Pani w końcu zdawać sobie sprawę z ich sensu, treści, brzmienia?

                                              Fakt, iż zamiast skupić się na swych błędach, koryguje Pani
                                              poczynania innych...nie świadczy najlepiej o Pani. Zdania
                                              brzmiącego: "Świat, który udziela mi swoich wartości znacznie
                                              większą wagę przywiązuje do szczęścia innych,aniżeli do szczęścia
                                              własnego", kompletnie nie rozumiem. Nie mam pojęcia, co chciała Pani
                                              wyrazić. Ale, w
                                              • Gość: Kajetan Zalewski Re: Panie Kajetanie - CD riposta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.07, 01:36

                                                Fakt, iż zamiast skupić się na swych błędach, koryguje Pani
                                                poczynania innych...nie świadczy najlepiej o Pani. Zdania
                                                brzmiącego: "Świat, który udziela mi swoich wartości znacznie
                                                większą wagę przywiązuje do szczęścia innych,aniżeli do szczęścia
                                                własnego", kompletnie nie rozumiem. Nie mam pojęcia, co chciała Pani
                                                wyrazić. Ale, wątek "fizjologicznej odporności na krytykę" już
                                                przerabialiśmy. Szkoda tylko, iż nawet posiadając pełne przekonanie
                                                o swym braku wiedzy na dany temat, Pani i tak nie przyznaje się do
                                                błędu. Takie wykręcanie kota dookoła stołu jest zapewne ciekawe,
                                                ale - tym razem mnie - zacznie nużyć dość szybko. Proszę zmienić
                                                styl.
                                                • helenka17 Panie Kajetanie 02.09.07, 14:10
                                                  Jestem bardzo zainteresowana dalszą wymianą myśli, i to bez względy na to, ile
                                                  razy był Pan uprzejmy w dwóch ostatnich postach dać dowody niezrozumienia rzeczy
                                                  podstawowych, blatując je - jak to się mawia - napaścią.
                                                  Sam tylko fragment o pracy Kopernika (polecam zapoznanie się ze zjawiskiem tzw
                                                  promulgacji prawa)wskazuje,że stara się Pan odwrócić naszą uwagę od istoty
                                                  rzeczy. A to nie jest TERMIN usunięcia dzieła z indeksu.
                                                  Zatem jeśli i Pan jest zainteresowany dalszą wymianą zdań - nieczęstą tutaj , i
                                                  dającą mi wiele satysfakcji - to proszę łaskawie przeredagować dwa ostatnie
                                                  posty w taki sposób, bo w miejsce zaczepek i napaści pojawiła się skłonność do
                                                  docieczenia prawdy.
                                                  W przeciwnym razie wolałabym uznać naszą - pouczającą , przyznam - wymianę zdań
                                                  za zakończoną.
                                                  Sposoby tzw "jezuickiej" logiki, które Pan stosuje , dostrzegam, ale boksowanie
                                                  się z nimi nie ma końca.
                                                  Proszę rozważyć to, co napisałam - jeśli to Panu dogadza.

                                                  H.
                                                  • Gość: Kajetan Zalewski Szkola z ul. Kopernika - znow kula w plot. EOT IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.07, 01:35
                                                    Nie liczyłem, ile to razy Pani dała dowody nierozumienia spraw
                                                    najbardziej prozaicznych - gdyż uważam, iż Pani intelektualna
                                                    konstrukcja jest taka, a nie inna. Ale, doceniam Pani zaangażowanie,
                                                    mimo, iż najpierw chce Pani rozmowy, a później już jej nie chce.
                                                    Pani mnie pouczała i 'wskazywała kierunek'.

                                                    O promulgacji prawa wiem sporo, zresztą...to nieistotne. W przypadku
                                                    Kopernika nie chodziło o promulgację praw, ale o to, iż podana przez
                                                    Panią data zdradza laika. Nie jest błędna, lecz zdradza osobę
                                                    nieznającą tematu. Promulgacja nie ma tu NIC do rzeczy. 1835 - to
                                                    termin tylko i wyłącznie publikacji pierwszej wersji Indeksu BEZ
                                                    dzieła Kopernika. Ale, Pani znów wie lepiej. Cóż, przyznam, że takie
                                                    nieuzasadnione przekonanie Pani co do własnej wiedzy, zaczyna razić.
                                                    Było zabawne - staje się monotonne. Znów Pani się wydaje, i
                                                    na "wydawaniu się" trzeba poprzestać, gdyż fakty są sprzeczne z Pani
                                                    bajkami.

                                                    Droga Pani, ja nie jestem komputerem APPLE, i nie mam dawać Pani
                                                    satysfakcji. Ani nie jestem batonikiem BOUNTY, więc "chwila raju"
                                                    odpada. Dla mnie rozmowa jest zakończona: Pani decyzją i na Pani
                                                    odpowiedzialność.


                                                    P.S. A uznanie mnie za reprezentanta "jezuickiej logiki", po raz
                                                    kolejny obrazuje, jak chętnie i wadliwie Pani ocenia. Znów kula w
                                                    płot, znów pomyłka, znów się Pani nie udało. Moje rozbawienie
                                                    przerodziło się w gromki i tubalny rechot. A rechot przeszedł w
                                                    żażenowanie. Że rozmawiałem. Cóż, nie było warto. Eot.
                                    • helenka17 Bóg i Helenka 31.08.07, 23:59
                                      Gość portalu: Kajetan Zalewski napisał(a):

                                      > Z tego co widzę, przekonanie o własnej gigantycznej wartości, to dla
                                      > Heleny17 chleb powszedni. Wątpię, żeby jej wyobrażenia miały
                                      > jakiekolwiek podłoże w rzeczywistości.

                                      Dzień dobry. Ja też nie wiem, a może i wątpię, czy przekonanie to to samo, co
                                      wrażenia.
                                      Czy Pańskie wyobrażenia o mojej domniemanej pysze mają jakiekolwiek "podłoże" w
                                      rzeczywistości? Nie wiem. Proszę to rozstrzygnąć samodzielnie.
                                      Nie wiem też, czy z tego, że Pan coś "widzi" ma wynikać prawda, w tym
                                      szczególnie prawda o tym, jakobym była pyszna.
                                      Sama natomiast - już bez Pańskiej życzliwej pomocy, wynikającej zapewne wprost z
                                      miłosierdzia - Panie Sędzio - jestem przekonana o własnej pysze. Pańska pomoc
                                      nie jest mi do ugruntowania tego przekonania niezbędna.
                                      Nie jestem doskonała, choć mój sposób oceny czynów uważam za lepszy od
                                      Pańskiego. I z pewnością starszy (tu już mój pogląd nie ma nic do rzeczy).
                                      Ale jednak coś skłania Pana do tych kategorycznych osądów.
                                      Bardzo dbam o to, by nie być doskonałą (w Pańskim rozumieniu rzecz jasna)
                                      albowiem doskonałość tę uważam za śmiertelnie nudną.
                                      Ponieważ jednak to nie Pański charakter, jako wolny od niedoskonałości, uczynił
                                      Pan przedmiotem swojej napaści, ale mój, więc na początek proszę przyjąć do
                                      tolerancyjnej wiadomości, że prezentowany przez Pana jako uniwersalny system
                                      poglądów i źródeł nie robi na mnie dostatecznego wrażenia.
                                      Szanuję fakt, że ma Pan własne przekonania. Ale to nie są moje przekonania.

                                      >
                                      > Trzeba być straszliie pysznym człowiekiem, żeby określać się mianem
                                      > BOGA, zaś innych uważać za szczekające psy. To nie jest problem
                                      > teologiczny, ale medyczny; śliślej: psychiatryczny.

                                      Trzeba być straszliiie wzburzonym, by przypisywać komuś problem śliślej:
                                      psychiatryczny. Zamiast tego wzburzenia wystarczy przyjąć do wiadomości, że
                                      Pański osobisty stosunek do zjawiska boga, czy też Boga może nie robić na mnie
                                      dostatecznego wrażenia. By tak rzec. I święte oburzenie, którym Pan pała,
                                      sądząc że porównuję się z Pańskim Bogiem, nie wywiera na mnie zamierzonego
                                      wrażenia. Choć jako święte zapewne nie wrażenie ma wywierać, ale co najmniej
                                      skruchę.
                                      Zwrot, którym się posłużyłam (cwpnPBs)nie pozostaje w związku ze składem mojej
                                      osobowości(w której to materii porusza się Pan na szczęście nieco mniej pewnie
                                      niż w biblioznawstwie), ale z żywą formą codziennego języka, który Pańscy starsi
                                      koledzy (w wierze?) już nie raz próbowali przykroić do swoich dogmatów.
                                      Nie obchodzi mnie to, ani nie zamierzam się tym przejmować.
                                      I jako człowiek wolny skłonna jestem pisać gdzie popadnie:
                                      czy wolno psu na Pana Boga szczekać?
                                      Absurd przypisań umknął Pańskiemu zacietrzewionemu odbiorowi, albowiem pies,
                                      jako nie posiadający świadomości "ja", i nie obdarzony rozumem, nie byłby zdolny
                                      szczekać na Pana Boga.
                                      "Duch nieskończenie doskonały, stworzyciel nieba i ziemi" nie może zaś w żaden
                                      sposób być obszczekiwany.

                                      To pytanie ubrane w formę niezbyt złożonego paradoksu jest sprzeczne samo w sobie.
                                      Ale temu, kto zamierza napaść - nie atakowany, bo doprawdy ciężko porównać to,
                                      co ma Pan do powiedzenia z tępawymi napaściami Pana krako, obywatela Kostrza,
                                      który dalej własnego kostrzańskiego nosa problemów nie dostrzega, a to poważne
                                      problemy mojego miasta - na kogoś innego ten rozziew nie przeszkadza.
                                      Tak się Pan w tym ataku rozpędził, że przeleciał Pan obok.
                                      Nie pobiegłam za Panem.

                                      H.
                                      • Gość: Kajetan Zalewski Re: Bóg i Helenka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.07, 00:24
                                        Przekonanie może być oparte na wrażeniu - oczywiście, nie musi. Ale
                                        i trudno byłoby Pani odmówić "wrażeniom" roli w procesie
                                        kształtowania się opinii na jakiś temat. Dlatego, wątpię, aby taki
                                        (z gruntu akademicki) spór, miał jakikolwiek sens. Zresztą, na tej
                                        samej zasadzie, mógłbym zaoponować, iż poza wrażeniami są także
                                        odczucia...im także odbiera Pani rację bytu? A przecież (zarówno
                                        jedne, jak i drugie), moga okłamywać człowieka...czyż nie? Proszę
                                        popatrzeć na następujący przykład: zima, a Pani marznie w dłonie.
                                        Czy od tego, że założy Pani rękawiczki stanie się cieplej? Nie. Ale
                                        Pani organizm otrzyma taki właśnie komunikat (było zimno - jest
                                        ciepło), na podstawie odczucia. Tego samego odczucia, które stanowi
                                        zafałszowanie rzeczywistości.

                                        Moje wyobrażenia na temat Pani, przyjęły konkretną formę
                                        przekonania. Wpierw było wrażenie, następnie nastąpił proces
                                        falsyfikacji/potwierdzenia, zaś po nim (i po potwierdzeniu),
                                        narodziło się przekonanie. Oczywiście, może Pani pytać o jego powody
                                        (przesłanki), lecz chyba sama zdaje sobie sprawę z tego, jaki model
                                        licencia poetica reprezentuje swym stylem i zachowaniem? Dlatego,
                                        proszę zwolnić mnie z obowiązku tłumaczenia oczywistości Pani pychy.
                                        Dobrze, iż jest Pani o niej przekonana.

                                        Proszę nie nazywać mnie Sędzią, gdyż wydawanie sądów i ocen (często
                                        wadliwych, błędnych lub wprost bezsensownych) to chyba Pani
                                        domena...? Tajemnicą dla mnie pozostaje, dlaczego swój sposób oceny
                                        czynów uznaje Pani za lepszy, od mojego? Jednocześnie, nie mam
                                        pojęcia, dlaczego uznaje Pani swój system oceny za "starszy"? W
                                        jakim kontekście mam to rozumieć? O to, iż wydała Pani znów wadliwy
                                        sąd, nie śmiem nawet Pani podejrzewać...

                                        Zaznaczę także, iż zarzuca mi Pani kategoryzm sądów w sytuacji,
                                        kiedy to ocenianie i wydawanie błędnych sądów na tematy wszelakie,
                                        stał się Pani modelem rozmowy. Nie uważa Pani, iż jednak lepiej jest
                                        uderzyć się najpierw we własne piersi, zanim ochoczo zacznie się
                                        łomotać w cudze?

                                        Nie ma Pani pojęcia, jak ja pojmuję "doskonałość", dlatego bardzo
                                        prosze o nie wydawanie kolejnych sądów i ocen na mój temat. Stąd, za
                                        totalną bzdurę uznaję Pani osąd, iż pojmowana przeze mnie
                                        doskonałośc jest dla Pani nudna. Nie zna jej (doskonałości) Pani, a
                                        więc, nie może być ona dla Pani nudna.

                                        Nigdy nie twierdziłem, iż jestem osobą doskonałą (cokolwiek Pani
                                        rozumie pod terminem "doskonała osoba"). Proszę wykazać, iż
                                        gdziekolwiek napisałem, iż postrzegam siebie (swój charakter, itd.)
                                        za doskonały? W przeciwnym razie, wnoszę o publiczne przeprosiny i
                                        wyrażenie szczerego żalu.

                                        Nie napadłem na Panią. Wykazałem jedynie, iż w swych opiniach bazuje
                                        Pani na sądach o tyle powierzchownych, co obiegowych. Płytkich. Sądy
                                        takie znamionują osobę, która nie ma rzetelnej wiedzy na poruszany
                                        temat. To moja opinia, stanowiąca tylko stwierdzenie faktu. Pani
                                        reakcja (uznanie mego sprowadzenia Pani na ziemię za napaść) jest w
                                        pełni zrozumiała, co jednakże nie oznacza jeszcze, że jest słuszna.
                                        Po prostu, zachowała się Pani przewidywalnie w tym znaczeniu, iż -
                                        nie umiejąc przyznać się do niewiedzy i nieznajomości tematu -
                                        poczytała Pani me uwagi za atak (napaść).

                                        Nie ma Pani pojęcia o moim systemie wartości ani poglądów, dlatego
                                        też, proszę nie pisać po raz wtóry, jaki on jest - a jaki nie jest.
                                        Nie ma Pani pojęcia o moich przekonaniach, dlatego proszę ich nie
                                        oceniać. Czy zrozumie to Pani w końcu? Nie może Pani oceniać czegoś,
                                        czego Pani kompletnie i całkowicie nie zna, nie poznała, ani nie
                                        doświadczyła. W przeciwnym razie, każdy Pani sąd na wyżej wskazany
                                        temat, pozostanie nic nie wartą pisaniną.

                                        Obojętnym jest dla mnie to, czy pisane przeze mnie frazy robią na
                                        Pani (lub nie robią) jakiekolwiek znaczenie. Fakt, iż wspomniała
                                        Pani o tym "robieniu wrażenia" tłumaczy (nieco freudowsko, ale
                                        zawsze), powody Pani wywyższania się ponad innych. Cóż, zatem
                                        odpowiem w Pani stylistyce: na mnie nie robi wrażenia to, iż nie
                                        robię na Pani wrażenia. Czy możemy iść dalej?

                                        Nie byłem wzburzonym stwierdzając nieadekwatność Pani adresu.
                                        Stwierdziłem, iż wskazany przez Panią problem nie ma nic wspólnego z
                                        teologią - co jest faktem; jak również, że problem kłopotów z
                                        własnym charakterem jest natury medycznej - co takoż faktem
                                        pozostaje. A wiec, z czym stara się Pani dyskutować?

                                        Nie zna Pani mojego stosunku do Boga, a więc proszę go nie oceniać.
                                        Za kompletne nieporozumienie uznaję Pani (skądinąd, tautologiczną)
                                        konstrukcję, jakoby stosunek ów miałby robić na Pani wrażenie. A
                                        niby dlaczego miał? I niby dlaczego wszystko ma być ocenianie pod
                                        kątem tego, czy robi na Pani wrażenie, czy nie robi? Jeśli ma Pani
                                        problem z poczuciem własnej tożsamości, czy też, "wywyższaniem się",
                                        to fakt, że informuje mnie Pani po raz kolejny, że to co piszę nie
                                        robi na Pani wrażenia, znamionuje tylko Pani problem. Nic więcej.

                                        Pani porównała się z Bogiem generalnie. Nie z "moim Bogiem", ani nie
                                        z "Bogiem Jana Kowalskiego", ale z boską siłą jako taką.
                                        Stwierdziłem zatem, iż problem ten (czysto medyczny, nie
                                        teologoczny), jest wyrazem pychy. Dla wyjaśnienia: uznałbym
                                        analogicznie porównanie każdej innej osoby do Boga. Za przypomnienie
                                        (który to już raz? 10?), że ro co piszę nie wywołuje u Pani
                                        wrażenia, dziękuję. Jednakże, wbrew temu co Pani pisze, nigdy nie
                                        miało owego wrażenia wywołać. A więc, kolejny raz (który to
                                        już...?), źle oceniła Pani sytuację, oraz moje cele i zamierzenia.

                                        Ładny termin "biblioznawstwo". Tyle, iż nie ma tu żadnego
                                        zastosowania. Ponieważ dotknęła pani DK i OK, to odpowiedziałem na
                                        gruncie katolicyzmu. W innym przypadku (islamu, judaizmu, buddyzmu),
                                        posługiwałbym się al-Qran, Talmudem czy Wedami. To uwaga pierwsza.
                                        Uwaga druga jest taka, iż myli Pani biblioznawstwo (niech Pani
                                        będzie) z teologią dogmatyczną. Uwagą trzecią jest fakt, iż nie
                                        rozumiem jacy moi starsi koledzy i co próbowali przykroić do swych
                                        dogmatów? Język??? Wybaczy Pani, ale wyraża się Pani naprawdę
                                        nieprecyzyjnie.

                                        Nie posiadam zacietrzewionego umusłu, ani "odbioru". Co to
                                        znaczy "świadomość ja"? Bo - jak się już trzymać zaproponowanego
                                        przez Panią gruntu Biblii - zwierzę i dusza do zagadnienie całkiem
                                        spójne...swoją drogą, Pani zdaniem zwierzęta mają dusze? A czy
                                        zwierzęta są duszami?

                                        Odnośnie Pani przykładu - można nań odpowiedzieć jednym zdaniem:
                                        zakładając transcendentalność Boga oraz jego emanację w świecie,
                                        można stwierdzić, iż pies szczekający obszczekuje także
                                        niewidzialnego Boga.

                                        Pani pytanie nie jest paradoksem (lubię zarówno je, jak i
                                        sylogizmy), chyba, że na tym kończy się Pani możliwość myślenia
                                        abstrakcyjnego?

                                        Nie atakowałem i nie pisałem o łąkach tonieckich. Ale, by trzymać
                                        się Pani stylistyki: "Tak się Pani rozpędziłą, że zapomniała ruszyć
                                        z miejsca". Ileż tu finezji.











                                        • helenka17 Re: Bóg i Helenka 02.09.07, 13:22
                                          Gość portalu: Kajetan Zalewski napisał(a):

                                          > Przekonanie może być oparte na wrażeniu - oczywiście, nie musi. Ale
                                          > i trudno byłoby Pani odmówić "wrażeniom" roli w procesie
                                          > kształtowania się opinii na jakiś temat. Dlatego, wątpię, aby taki
                                          > (z gruntu akademicki) spór, miał jakikolwiek sens. Zresztą, na tej
                                          > samej zasadzie, mógłbym zaoponować, iż poza wrażeniami są także
                                          > odczucia...im także odbiera Pani rację bytu? A przecież (zarówno
                                          > jedne, jak i drugie), moga okłamywać człowieka...czyż nie? Proszę
                                          > popatrzeć na następujący przykład: zima, a Pani marznie w dłonie.
                                          > Czy od tego, że założy Pani rękawiczki stanie się cieplej? Nie. Ale
                                          > Pani organizm otrzyma taki właśnie komunikat (było zimno - jest
                                          > ciepło), na podstawie odczucia. Tego samego odczucia, które stanowi
                                          > zafałszowanie rzeczywistości.

                                          Zgoda - nie we wszystkim, ale generalnie - zgoda.

                                          >
                                          > Moje wyobrażenia na temat Pani, przyjęły konkretną formę
                                          > przekonania. Wpierw było wrażenie, następnie nastąpił proces
                                          > falsyfikacji/potwierdzenia, zaś po nim (i po potwierdzeniu),
                                          > narodziło się przekonanie. Oczywiście, może Pani pytać o jego powody
                                          > (przesłanki), lecz chyba sama zdaje sobie sprawę z tego, jaki model
                                          > licencia poetica reprezentuje swym stylem i zachowaniem? Dlatego,
                                          > proszę zwolnić mnie z obowiązku tłumaczenia oczywistości Pani pychy.

                                          Przykro mi to napisać, ale ma Pan hm... szczupłe wyobrażenie o tym,jaki model
                                          licentia poetica prezentuję swoim stylem i (?) zachowaniem. A to dlatego,że od
                                          nadania mojego komunikatu (cwpnPBs) do odbioru Pańskiej (dość podekscytowanej,
                                          zgódźmy się) oceny minęło zbyt mało czasu, by zdołał się Pan przygotować.
                                          Umieściłam do tej pory na tym forum 2360 wpisów, pod tym jednym tylko
                                          pseudonimem. I sposób doboru przez Pana próby do oceny nie jest mi
                                          znany.Zmuszona jestem tym samym podważyć jej rzetelność.
                                          Ponadto umieszczane tu teksty są dla mnie środkiem, a nie celem. Z pozycji
                                          logiki nie angażowałabym się - na Pańskim miejscu - w dowodzenie OCZYWISTOŚCI
                                          mojej pychy.

                                          > Dobrze, iż jest Pani o niej przekonana.

                                          Jestem o niej przekonana nie na skutek Pańskiej argumentacji, ale innych
                                          przyrodzonych skłonności, z których korzystam wedle woli, a które pozostają w
                                          sprzeczności z pychą solennie mi przypisywaną. Gdybym byłą pyszna na poziomie
                                          zakładanym, to ten dialog dawno by się skończył. A być może by się nie
                                          rozpoczął.To co Pan prezentuje jest dla mnie (zjawisko mądrości zbiorowej,
                                          występujące w internecie po raz pierwszy w historii wymiany myśli,na objaśnienia
                                          brak tu miejsca)rodzajem darmowej akademii, bo nie ma wątpliwości, że wie Pan, o
                                          czym pisze - choć nie dotyczy to łąk w Toniach. Notujemy (c: oczywiście i błędy
                                          (Wedy nie mają związku z buddyzmem), ale niewielkie.
                                          >
                                          > Proszę nie nazywać mnie Sędzią, gdyż wydawanie sądów i ocen (często
                                          > wadliwych, błędnych lub wprost bezsensownych) to chyba Pani
                                          > domena...?

                                          W powyższym zdaniu położyłabym nacisk na słowo "chyba". To przynajmniej nie
                                          oddali nas od rzeczywistości. Odnośnie do terminu "często" - bo i to jest zabieg
                                          opisany i wydany staraniem pewnego niemieckiego cynika w 1831 (c:- zachęcam do
                                          posłużenia się statystyką. Termin "często" może - jak sądzę - odnosić się raczej
                                          do jakiejś bliżej nieznanej całości. Nie określił Pan jej rozmiarów.

                                          Tajemnicą dla mnie pozostaje, dlaczego swój sposób oceny
                                          > czynów uznaje Pani za lepszy, od mojego?

                                          Kategorie "lepszości" czy też "gorszości" sposobów oceny zbliżyłby nas
                                          niebezpiecznie do kwestii zamkniętych i potwierdzonych w pierwszym akapicie.

                                          Jednocześnie, nie mam
                                          > pojęcia, dlaczego uznaje Pani swój system oceny za "starszy"? W
                                          > jakim kontekście mam to rozumieć? O to, iż wydała Pani znów wadliwy
                                          > sąd, nie śmiem nawet Pani podejrzewać...

                                          Doradzałabym rozumienie tego w kontekście chronologicznym, przy założeniu, że
                                          czas jest zjawiskiem liniowym.
                                          >
                                          > Zaznaczę także, iż zarzuca mi Pani kategoryzm sądów w sytuacji,
                                          > kiedy to ocenianie i wydawanie błędnych sądów na tematy wszelakie,
                                          > stał się Pani modelem rozmowy. Nie uważa Pani, iż jednak lepiej jest uderzyć
                                          się najpierw we własne piersi, zanim ochoczo zacznie się
                                          > łomotać w cudze?

                                          To, że moje sądy są błędne jest Pańską opinią, której nadaje pan walor prawdy,
                                          nie wiem też, co to są tematy "wszelakie" (wszystkie? Nie wszystkie, wybór wedle
                                          woli krytyka?). O większości światowych dyscyplin i problemów nie mam - jak
                                          każdy - pojęcia. To przecież truizm.
                                          >
                                          > Nie ma Pani pojęcia, jak ja pojmuję "doskonałość", dlatego bardzo
                                          > proszę o nie wydawanie kolejnych sądów i ocen na mój temat. Stąd, za totalną
                                          bzdurę uznaję Pani osąd, iż pojmowana przeze mnie
                                          > doskonałość jest dla Pani nudna. Nie zna jej (doskonałości) Pani, a
                                          > więc, nie może być ona dla Pani nudna.


                                          No proszę. Zadziałało zwrotnie. Szkoda, że tak późno. Czas na zastanowienie się
                                          nad powodem ataku wykorzystał Pan wedle własnej woli. Nie przeszkadzałam w tym.
                                          Albo jest Pan tym, co Pan pisze, albo reprezentuje Pan poglądy cudze, albo też
                                          występuje Pan w obronie prawdy opisanej i dowiedzionej, której istnienie
                                          podważam, pisząc "bzdury". Oczywiście Pańskie poglądy,czy też system wartości
                                          może nie mieć z tym związku. Naturalnie oburzenie Pańskie dotyczące porównania
                                          człowieka do psa odnotowałam... a to właśnie daje mi podstawy do domniemań.
                                          Co ciekawe: kiedy cytuję Szekspira, lub księdza Chmielowskiego (odnalazłam
                                          wreszcie źródło cytatu), to póki nie podam źródła, są to MOJE poglądy. Tak?
                                          Załóżmy więc, że poza cytatami z Biblii opatrzonymi wskazaniem źródłowym i Pan
                                          przedstawia własne poglądy i własny system wartości.



                                          >
                                          > Nigdy nie twierdziłem, iż jestem osobą doskonałą (cokolwiek Pani
                                          > rozumie pod terminem "doskonała osoba"). Proszę wykazać, iż
                                          > gdziekolwiek napisałem, iż postrzegam siebie (swój charakter, itd.)
                                          > za doskonały? W przeciwnym razie, wnoszę o publiczne przeprosiny i
                                          > wyrażenie szczerego żalu.

                                          "Szczery żal" jako określenie przypisane do niewielu doprawdy tradycji pozwala
                                          jednak na poznanie by części źródeł Pańskich przekonań. Język to jednak
                                          złośliwiec nie lada.
                                          Zaś przeprosin mógłby się Pan domagać w sytuacji obrazy, nie zaś przypisania
                                          Panu cech pozytywnych, których Pan (jak mniemam z opisu ) nie posiada. Możemy co
                                          najwyżej mówić o ocenie pozbawionej podstaw. Przyznaję, że wydałam ocenę
                                          pozbawioną podstaw.
                                          >
                                          > Nie napadłem na Panią. Wykazałem jedynie, iż w swych opiniach bazuje Pani na
                                          sądach o tyle powierzchownych, co obiegowych. Płytkich.
                                          Sądy takie znamionują osobę, która nie ma rzetelnej wiedzy na poruszany temat.
                                          To moja opinia, stanowiąca tylko stwierdzenie faktu. Pani reakcja (uznanie mego
                                          sprowadzenia Pani na ziemię za napaść) jest w pełni zrozumiała, co jednakże nie
                                          oznacza jeszcze, że jest słuszna.

                                          Napaść zależy w równej mierze od treści, jak i od formy. Znamy w
                                          miejscowej(europejskiej) a szczególnie w azjatyckiej tradycji liczne napaści,
                                          których formie nic zarzucić nie można. Dramat zaś dostarcza nam (i wiedza o
                                          języku ciała zeń się biorąca)) mnogich informacji o napaściach pozbawionych
                                          treści ( w sensie fleksyjnym)i złożonych jedynie z formy,toż samo w wadżrajanie,
                                          gdy bóstwa okazują tzw "gniewne oblicze" lub "gniewne formy". Słowa nie są
                                          konieczne.
                                          Ponadto o tym, czy do napaści doszło, czy też nie orzeka często sam napadnięty.
                                          Doszło.

                                          > Po prostu, zachowała się Pani przewidywalnie w tym znaczeniu, iż -
                                          > nie umiejąc przyznać się do niewiedzy i nieznajomości tematu -
                                          > poczytała Pani me uwagi za atak (napaść).


                                          Napadł Pan na mnie ZANIM miałam okazję przyznać się (lub nie) do nieznajomości
                                          tematu).Hm?
                                          >
                                          > Nie ma Pani pojęcia o moim systemie wartości ani poglądów, dlatego
                                          > też, proszę nie pisać po raz w
                                        • helenka17 dokończenie 02.09.07, 13:44
                                          Napadł Pan na mnie ZANIM miałam okazję przyznać się (lub nie) do nieznajomości
                                          tematu).Hm?
                                          >
                                          > Nie ma Pani pojęcia o moim systemie wartości ani poglądów, dlatego
                                          > też, proszę nie pisać po raz wtóry, jaki on jest - a jaki nie jest.
                                          > Nie ma Pani pojęcia o moich przekonaniach, dlatego proszę ich nie
                                          > oceniać. Czy zrozumie to Pani w końcu? Nie może Pani oceniać czegoś, czego
                                          Pani kompletnie i całkowicie nie zna, nie poznała, ani nie doświadczyła. W
                                          przeciwnym razie, każdy Pani sąd na wyżej wskazany temat, pozostanie nic nie
                                          wartą pisaniną.

                                          Próba deprecjacji poprzez używanie określeń "nic nie warta pisanina" nie licuje
                                          z Pańską skłonnością do wertowania źródeł. O tym, w jaki sposób poznaję Pańskie
                                          poglądy, lub mam tytuł, by brać je za Pańskie, była już mowa. Sieć dominacji,
                                          którą Pan nade mną rozpościera jest dziurawa. Nie tylko ja to widzę.

                                          >
                                          > Obojętnym jest dla mnie to, czy pisane przeze mnie frazy robią na
                                          > Pani (lub nie robią) jakiekolwiek znaczenie. Fakt, iż wspomniała
                                          > Pani o tym "robieniu wrażenia" tłumaczy (nieco freudowsko, ale
                                          > zawsze), powody Pani wywyższania się ponad innych. Cóż, zatem
                                          > odpowiem w Pani stylistyce: na mnie nie robi wrażenia to, iż nie
                                          > robię na Pani wrażenia. Czy możemy iść dalej?

                                          W te pędy, dodam tylko, że termin "robić wrażenie" jako potoczny opisuje coś
                                          innego, z czego doprecyzowania chciałabym być zwolniona, bo już nie będzie tak
                                          miło. A ponieważ stosuje Pan relatywnie często zwroty obraźliwe nadając im
                                          ogładzoną formę...
                                          >
                                          > Nie byłem wzburzonym stwierdzając nieadekwatność Pani adresu.
                                          > Stwierdziłem, iż wskazany przez Panią problem nie ma nic wspólnego z teologią
                                          - co jest faktem; jak również, że problem kłopotów z
                                          > własnym charakterem jest natury medycznej - co takoż faktem
                                          > pozostaje. A wiec, z czym stara się Pani dyskutować?]


                                          Na pytanie o to, o czym staram(!) się dyskutować proszę sobie odpowiedzieć
                                          samodzielnie, bo to Pan ten dialog rozpoczął. Nie ja.
                                          To,że ów problem nie ma nic wspólnego z teologią przesuwa się Pan nad faktem, że
                                          i owszem, KIEDYŚ teologów fascynował. Być może DZIŚ już tak nie jest. Teologów w
                                          historii europejskiego chrześcijaństwa fascynowały rzeczy niekiedy tak bzdurne
                                          (z dzisiejszego pkt widzenia) ,że boki zrywać. A i sama teologia doprecyzowywała
                                          swój zakres zainteresowań w miarę postępu dziejów i pracy.Proszę, by ta
                                          zmienność nie umykała Pańskiej uwagi.
                                          >
                                          > Nie zna Pani mojego stosunku do Boga, a więc proszę go nie oceniać.
                                          > Za kompletne nieporozumienie uznaję Pani (skądinąd, tautologiczną)
                                          > konstrukcję, jakoby stosunek ów miałby robić na Pani wrażenie. A
                                          > niby dlaczego miał? I niby dlaczego wszystko ma być ocenianie pod
                                          > kątem tego, czy robi na Pani wrażenie, czy nie robi?

                                          O Pana stosunku do Boga i mojej jego ocenie, oraz źródłach tej oceny mowa byłą
                                          już wcześniej. I to nie WSZYSTKO ma być oceniane pod wskazanym przez Pana kątem.
                                          Nasz dialog nie dotyczy wszystkiego. Jest ciągnącą się w czasie moją odpowiedzią
                                          na Pańską napaść na mnie.I z tego też powodu jest przeze mnie oceniany. O formie
                                          o treści napaści - patrz wyżej. W tej - jak Pan to ujął - konstrukcji nie
                                          dostrzegam tautologii. Może to sprawka niedobrego okulisty?

                                          Jeśli ma Pani
                                          > problem z poczuciem własnej tożsamości, czy też, "wywyższaniem się", to fakt,
                                          że informuje mnie Pani po raz kolejny, że to co piszę nie robi na Pani wrażenia,
                                          znamionuje tylko Pani problem. Nic więcej.

                                          Toż to ja z Panem rozmawiam. To czyj to niby ma być problem? Uniwersalny? Czy
                                          nadaję mu takie cechy? Nie. Zatem przypisuje mi Pan poglądy ani nie wyrażone,
                                          ani nie posiadane. 1831...

                                          > Pani porównała się z Bogiem generalnie. Nie z "moim Bogiem", ani nie z "Bogiem
                                          Jana Kowalskiego", ale z boską siłą jako taką.

                                          Przykro mi niezmiernie, ale nie porównałam się, co najwyżej Pan tak twierdzi.
                                          Ponadto jako ,że Bóg jest zjawiskiem nieobiektywnym, a nawet nie
                                          intersubiektywnym, ale przedmiotem wiary, więc nie wiem, co to znaczy z "Bogiem
                                          generalnie"? Nie wiem też, dlaczego w kontekście ewentualnego szczekania pojawia
                                          się nagle jakaś "boska siła"? Czy boska siła uniemożliwia szczekanie? Nie rozumiem.


                                          > Stwierdziłem zatem, iż problem ten (czysto medyczny, nie
                                          > teologoczny), jest wyrazem pychy. Dla wyjaśnienia: uznałbym
                                          > analogicznie porównanie każdej innej osoby do Boga. Za przypomnienie (który to
                                          już raz? 10?), że to co piszę nie wywołuje u Pani wrażenia, dziękuję.

                                          nie "u mnie", ale "na mnie". Proszę cytować należycie. Sam Pan się tego domaga.
                                          Czy potrzebna Panu pomoc w ustaleniu, który to już raz?

                                          Jednakże, wbrew temu co Pani pisze, nigdy nie
                                          > miało owego wrażenia wywołać. A więc, kolejny raz (który to
                                          > już...?), źle oceniła Pani sytuację, oraz moje cele i zamierzenia.
                                          >
                                          > Ładny termin "biblioznawstwo". Tyle, iż nie ma tu żadnego
                                          > zastosowania. Ponieważ dotknęła pani DK i OK, to odpowiedziałem na
                                          > gruncie katolicyzmu. W innym przypadku (islamu, judaizmu, buddyzmu),
                                          posługiwałbym się al-Qran, Talmudem czy Wedami. To uwaga pierwsza.
                                          > Uwaga druga jest taka, iż myli Pani biblioznawstwo (niech Pani
                                          > będzie) z teologią dogmatyczną. Uwagą trzecią jest fakt, iż nie
                                          > rozumiem jacy moi starsi koledzy i co próbowali przykroić do swych
                                          > dogmatów? Język??? Wybaczy Pani, ale wyraża się Pani naprawdę
                                          > nieprecyzyjnie.

                                          Ależ drogi Panie, ja tylko wyrażam się w sposób, który Panu nie odpowiada. I
                                          przyszywając doń termin "nieprecyzyjnie" nadaje Pan swojemu sposobowi a
                                          contrario cechy precyzji. Język, z którego zmuszeni jesteśmy korzystać jest z
                                          natury swojej nieprecyzyjnym narzędziem. Teoretycy prawa już od wielu lat
                                          starają się temu zaradzić, i idzie im tak sobie.Proszę więc przyjąć do
                                          wiadomości, że i Panu brak precyzji nie jest obcy. A co mają Wedy do Buddyzmu?
                                          Że niby jak daleko to nieważne?

                                          >
                                          > Nie posiadam zacietrzewionego umusłu, ani "odbioru". Co to
                                          > znaczy "świadomość ja"?

                                          Oj, to Pan nie wie, co to jest zwierzęca świadomość "ja"? To proszę może zapytać
                                          kogoś mądrzejszego ode mnie, o co pewnie nie będzie trudno...

                                          Bo - jak się już trzymać zaproponowanego
                                          > przez Panią gruntu Biblii

                                          Grunt biblii zaproponowałam w odniesieniu do Księgi Rodzaju i dzieła stworzenia,
                                          a nie w odniesieniu do zwierząt. Przesunięcie z jednego tematu na drugi musi Pan
                                          wziąć na swoje barki.

                                          - zwierzę i dusza do zagadnienie całkiem
                                          > spójne...swoją drogą, Pani zdaniem zwierzęta mają dusze? A czy
                                          > zwierzęta są duszami?

                                          Nie wiem niestety, co to jest dusza, a zatem nie wiem, czy zwierzęta ją mają. Na
                                          co dzień boleję jednak nad stanem poglądu księży katechetów tej mierze.
                                          >
                                          > Odnośnie Pani przykładu - można nań odpowiedzieć jednym zdaniem:
                                          > zakładając transcendentalność Boga oraz jego emanację w świecie,
                                          > można stwierdzić, iż pies szczekający obszczekuje także
                                          > niewidzialnego Boga.

                                          Skoro w pytaniu wskazano na adresata, to zepchnięcie do ogólności nie da się
                                          zastosować. Pytanie nie brzmiało bowiem czy wolno na wszystko, ale czy wolno na
                                          Pana Boga. Nie zatem na Pana Boga i innych, ale kierunkowo i ze wskazaniem.
                                          Skoro pojawia się pytanie o przyzwolenie, to oznacza ono z kolei, że pies
                                          szczeka na Pana Boga świadomie, a problem do rozstrzygnięcia dotyczy wymaganego
                                          przyzwolenia właśnie.
                                          >
                                          > Pani pytanie nie jest paradoksem (lubię zarówno je, jak i
                                          > sylogizmy), chyba, że na tym kończy się Pani możliwość myślenia
                                          > abstrakcyjnego?

                                          Ten niezamierzony komplement, jakobym do tej pory zdolna była myśleć
                                          abstrakcyjnie pozostaje w sprzeczności z częścią przynajmniej kategorycznych
                                          ocen, na jakie pozwolił Pan sobie pod moim adresem. Ale tę sprzeczność proszę
                                          może rozwikłać samodzielnie. To raczej paradoks niż sylogizm. Ale nie dam się za
                                          to pokroić.
                                          >
                                          > Ni
                                        • helenka17 Dokończenie II 02.09.07, 13:52
                                          Ten niezamierzony komplement, jakobym do tej pory zdolna była myśleć
                                          abstrakcyjnie pozostaje w sprzeczności z częścią przynajmniej kategorycznych
                                          ocen, na jakie pozwolił Pan sobie pod moim adresem. Ale tę sprzeczność proszę
                                          może rozwikłać samodzielnie. To raczej paradoks niż sylogizm. Ale nie dam się za
                                          to pokroić.
                                          >
                                          > Nie atakowałem i nie pisałem o łąkach tonieckich. Ale, by trzymać
                                          > się Pani stylistyki: "Tak się Pani rozpędziłą, że zapomniała ruszyć
                                          > z miejsca". Ileż tu finezji.

                                          Troszkę szkoda, bo to one głównie mnie zajmują, reszta to zabawa dla przyjemności.


                                          Glossa: ponieważ system tego forum kroi nasze głosy już nie na dwie, ale nawet i
                                          na trzy części,więc dalszy dialog może być utrudniony. Tak cierpliwa nie jestem.

                                          H.
                                          • Gość: Kajetan Zalewski Cierpliwe jagnie z białym podszerstkiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.07, 01:23
                                            Zacznę od końca: skoro "system" (cokolwiek Pani rozumie pod tym
                                            pojęciem), nadszarpuje Pani cierpliwość, to naprawdę nie musi Pani
                                            ze mną rozmawiać. "Sztuką dla sztuki" jest w tym wypadku radość i
                                            swoiste intelektualne zmagania. Ale - co oczywiste - nie interesują
                                            one ogółu. Dlatego też, proszę się nie krępować i nie odpowiadać na
                                            mój list. To Pani wybór i Pani sprawa, jak długo ciągnąc będzie Pani
                                            naszą wymianę poglądów. Dla mnie to nie jest kwestia cierpliwości,
                                            rozmawiam z Panią z kilku powodów - jednym z nich jest ten, iż Pani
                                            mnie bawi. Tak po prostu.


                                            Pisze Pani, iż mam "szczupłe wyobrażenia". Możliwe, nie są one
                                            skrojone pod odzież zimową, ale proszę nie insynuować mi braku
                                            podstaw w ocenie: miałem ich przynajmniej tyle, co i Pani na mój
                                            temat. A proszę przypomnieć sobie, ileż to kategorycznych sądów Pani
                                            była miła wystawić? Ileż z nich było błędnych? Ileż bezsensownych,
                                            lub po prostu głupich i zbędnych?

                                            Ponieważ wymaga Pani (jak zawsze, do tej pory) skrupulatnego
                                            tłumaczenia każdego użytego słowa, to oświadczam, iż pisałem o Pani
                                            zachowaniu tylko w takim kontekście, jaki stanowi
                                            wypełnienie "zachowania podczas rozmowy na forum".

                                            Proszę nie pisać, iż mój odbiór był "podekscytowany" - chyba, iż
                                            jest Pani w końcu w stanie choć raz oprzeć swój sąd na czymś
                                            solidnym? Mowiąc prościej: na jakiej podstawie stwierdza Pani, iż
                                            mój odbiór Pani słów był "podekscytowany"? Zarzucanie
                                            podekscytowania osobie, z którą się rozmawia, jest chwytem (sama
                                            Pani przyzna...) dość miałkim, czyż nie? Chyba stać Panią na coś
                                            więcej, niż mitomańskie opowieści o 'podekscytowaniu'? Najłatwiej
                                            jest napluć bez konkretów, w tym zaś przypadku, sugerując
                                            jednocześnie, iż oponent nie potrafi opanować nerwów. Szkoda, iż
                                            stosuje Pani tego typu chwyty.

                                            Proszę nie pisać, co Pani by zrobiła na moim miejscu, gdyż nigdy
                                            Pani na nim nie będzie. A zatem, jakiż sens ma Pani rada? Żadnego,
                                            poza pochwaleniem się, iż umieściła Pani 2360 wpisów na tym forum,
                                            pod tylko tym jednym (a więc, są i inne) pseudonimem. Twórczość
                                            godna...ale, czego? Lauru za pisanie? Laurki za ilość? A co z
                                            jakością? Przeglądałem Pani wpisy na różnych forach, i (generalnie)
                                            ma Pani analogiczną metodologię rozmowy na każdym z nich. Zresztą, w
                                            polemice ze mną, stosuje Pani tylko te zagrania, które ma Pani
                                            przećwiczone z innych rozmów. To kwestia stylu rozmowy, doboru
                                            argumentów, metody wymiany myśli, logiki. To także kwestia Pani
                                            charakteru i osobowiści, jasno emanujących zza liter. Cóż, w moim
                                            przypadku, Internet jest znanym narzędziem od wielu lat. Nie chcę
                                            się porównywać z Pani stażem, ale ja już dawno rozpocząłem drugie
                                            dziesięciolecie bytności w nim. Stąd, bez czytania wszystkich z 2360
                                            wpisów, umiem ocenić.

                                            Pycha nie jest Pani przypisywana, stanowi tylko stwierdzenie faktu.
                                            Oczywiście, domyślam się, iż nigdy i w żadnej sytuacji nie jest Pani
                                            w stanie przyznać oponentowi racji - ani mnie w tej rozmowie, ani
                                            komukolwiek innemu. Zawsze ma Pani jakieś uwagi, które wydają się
                                            Pani przytłaczające i przechylające szalę wartości rozmowy i jej
                                            efektu, na Pani stronę. Cóż, Pani przekonanie budzi co najwyżej mój
                                            uśmiech. Nie śmiech, lecz uśmiech. Gdybym ja wypowiadał się z takim
                                            znawstwem - jak Pani - choć z 1/10 dziedzin, o których "coś wiem",
                                            to już dawno ogłoszono by mnie guru.

                                            A Pani...cóż, internetowe mądrości mają to do siebie, iż szybko
                                            nudzą kogoś, kto dysponuje rzetelną wiedzą. Tak jak ja teraz czuję
                                            się znudzony tym, co Pani stosuje: rozczarowałem się, zaś początkowa
                                            ciekawośc ustąpiła miejsca sztampie. Pani, ze swymi 2360 wpisami,
                                            lokuje się pośród innych "mędrców z Internetu", którzy choć nie mają
                                            o niczym rzetelnego pojęcia, to jednakże mówią dużo i chętnie. Ja
                                            gigabajtów swych odpowiedzi (postów) nie muszę liczyć - i to jest
                                            między Panią a mną różnica zasadnicza. Ja nie muszę liczyć...

                                            Dlaczego trwa ten dialog? Wyjaśniłem na początku. Pani mnie bawi. Na
                                            przykład bawi mnie Pani "internetowa mądrość" na każdy temat i
                                            każdego rodzaju. Przykładem niech będą Wedy. Pani zdaniem (jako
                                            mędrca, besserweissera i fachowca od wszystkiego) nie mają one
                                            żadnego związku z buddyzmem. Wytknęła to Pani w "swoim stylu". A
                                            więc, faktycznie: Wedy są hinduistyczne (kanon śruti). Ale pisałem o
                                            Wedach, kierując swój komunikat do laika: nie miałoby sensu (i nadal
                                            dla mnie nie ma) robienie wykładu na temat religii Płw. Indyjskiego.
                                            Użyłem pojęcia generalnego, aby nakreślić kierunek - nie zaś wnikać
                                            w różnice i podobieństwa między obiema religiami. Dla laika, jakim
                                            Pani jest, Wedy kojarzyć się mają z Indiami. I o to chodziło. A
                                            zatem, gdybyśmy rozmawiali o Indiach, to cytowałbym teksty
                                            indyjskie. Na tej zasadzie, bez podziału na te, które pochodzą z
                                            okresu BON, oraz na stricte buddyjskie. Zresztą, można odpowiedzieć
                                            na Pani zarzut następująco: hinduizm stanowi podstawę buddyzmu, a
                                            zatem, wszystko co odnosi się do buddyzmu, odnosi się także do
                                            hinduizmu. I w taki sposób, wytknięty przez Panią "błąd", przemienił
                                            się w prawdę.

                                            Co do definicji "częstotliwości": przywykłem, iż lubi Pani zwracać
                                            przesadną uwagę na znaczenie słów, obsesyjnie domagając się
                                            tłumaczenia najbardziej oczywistych znaczeń. Ale nie ma problemu. W
                                            tym przypadku, wystarczy zapoznać się z ta ilością sądów, jakie w
                                            niniejszej rozmowie wydała Pani na mój temat. Ileż ich było, hm? I
                                            ileż z nich było całkowicie błędnych? Jednakże, fakt iż były one
                                            błędne, nie stanowi okoliczności łagodzącej. Wydawała Pani
                                            nieuprawnione sądy i opinie na mój temat, gdyż to jedna z
                                            zasadniczych metod Pani rozmowy.

                                            Za doradzenie wzięcia pod uwagę liniowości czasu - dziękuje.
                                            Przyjmijmy, iż Pani rada jest z zakresu przedszkola, a ja (jak to
                                            Pani kiedyś napisała) "umiem już wiązać buty". A zatem? Nadal nie
                                            rozumiem, dlaczego miałbym uznać Pani sposób analizy za "starszy"?
                                            Chyba, iż chce mi Pani zasugerować, iż jest on starszy, gdyż Pani
                                            (bedąca jego reprezentantką) jest ode mnie starsza? Cóż...jesli tak,
                                            to warto zdać sobie sprawę z tego, iż w swych listach wielokrotnie
                                            wraca Pani do kwestii swego wieku, uznając autorytatywnie, iż jest
                                            starsza od rozmówcy. Czy tak jest w tym momencie? Proszę nie być
                                            śmieszną, a jedynie zabawną. Proszę.

                                            Stwierdzenie, iż Pani sądy (te, które z taką lubością są produkowane
                                            przez Panią) wyczerpują znaczenie "błędnych", jest stwierdzeniem
                                            faktu. A zatem, nie zależy od mojej opinii, lecz od neutralnego
                                            wyniku. Rozumie Pani? To, iż sądy są błędne weryfikuje
                                            rzeczywistość. Jak na razie, 1:0 dla rzeczywistości. Musi Pani
                                            nadrobić, albo przestać oceniać?

                                            Jeśli obce jest Pani znaczenie słowa "wszelakie", to odsyłam do
                                            Słownika Języka Polskiego. Na przykład tego, który w 2000 roku,
                                            ukazał się nakładem PWN.

                                            Jeśli stara się Pani przekonać mnie, iż nie znając mojego
                                            pojęcia "doskonałości", może Pani stwierdzić, czy jest nudna - czy
                                            nie jest - to pozostaje Pani w błędzie. Nie jest Pani w stanie
                                            stwierdzić, jaki charakter ma pojmowana przeze mnie "doskonaość", z
                                            uwagi na to, że nie zna Pani definicji, którą stosuję by ją opisać.
                                            Ale zaczynam przywykać (tylko proszę nie kazać wyjaśniać sobie
                                            znaczenia słowa "zaczynam") do tego, że Pani wydaje sądy i opinie na
                                            tematy oraz o kwestiach, wobec których jest Pani całkowitym laikiem.
                                            Szkoda, że tak się dzieje.

                                            Wolałbym, aby wypowiadała się Pani wtedy, kiedy ma choć minimalne
                                            pojęcie na dany temat. A domniemania...cóż, nie liczą się one. Ani w
                                            karnistyce, ani w życiu. Dlatego, zamiast domniemywać, proszę zacząć
                                            wnioskować, na podstawie faktów.

                                            Co do cytatów: nie wiem, dlaczego nie jest Pani w stanie pojąc tego,
                                            iż jesli nie podaje Pani autora słow, to słowa są uznawane za Pani?
                                            To chyba logiczne, iż osoby wobec których kieruje Pani dany
                                            komunikat, odbierają Panią jako jego nadawcę - oraz - autora? Nie
                                            dzieje się tak (odbierają wyłącznie jako nadawcę), kiedy tylko
                                            wskaże Pa
                                            • Gość: Kajetan Zalewski Re: Cierpliwe jagnie z białym podszerstkiem II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.07, 01:25
                                              Co do cytatów: nie wiem, dlaczego nie jest Pani w stanie pojąc tego,
                                              iż jesli nie podaje Pani autora słow, to słowa są uznawane za Pani?
                                              To chyba logiczne, iż osoby wobec których kieruje Pani dany
                                              komunikat, odbierają Panią jako jego nadawcę - oraz - autora? Nie
                                              dzieje się tak (odbierają wyłącznie jako nadawcę), kiedy tylko
                                              wskaże Pani, iż posługuje się cytatem. A ja...cóż, ja zawsze
                                              zaznaczam, czy cytuję, czy wyrażam swoje opinie. Oraz, zaznaczam na
                                              jakim gruncie wyrażam daną opinię. Nie da się tego nie zauważyć.
                                              Choć...Pani jednak dała radę. "Brawa dla jagnięcia".

                                              Pięknie Pani pisze, choć kompletnie nie wie Pani o czym. Dostało
                                              się "szczeremu żalowi". A zatem, wyjaśniam: pojęcie "szczery żal"
                                              nie ma nic wspólnego z religią, za to wiele z prawem. To tak na
                                              marginesie, gdyż (z tego co zrozumiałem), starała się Pani przypisać
                                              religijne konotację użytych przeze mnie słow? Racja, język to
                                              złośliwiec. Szczególnie, jesli odbiorca nie zna znaczenia użytych
                                              słów.

                                              Co do tego, czy mogę domagac się przeprosin, czy nie...Pani wie
                                              lepiej. I niech tak zostanie. Nie ma sensu wymuszanie krwi z
                                              kamienia, choć odnotowałem, iż przyznała się Pani do wydania opinii
                                              pozbawionej podstaw.

                                              A teraz, raczy Pani bzdurzyć o "napaści". Wcześniej dostało
                                              się "szczeremu żalowi", teraz z kolei, prześlizguje się Pani brak
                                              kompetencji po definicji napaści. I czegóż można się dowiedzieć? Że
                                              wyróżnia Pani napaść co do formy, oraz napaść co do treści. Truizm,
                                              ale jednak nie oznaczający komplementarności obu czynników. W tym
                                              układzie, "umknęło" Pani, że można naruszyć formę bez naruszania
                                              treści (i odwrotnie). I też, wedle przyjętych przez Panią kryteriów,
                                              będzie to "napaść". Bzdurzenie o języku teatru azjatyckiego pomijam.
                                              Nie ma sensu tłumaczyć Pani nieprzystawalności argumentów prawa, do
                                              argumentów teatru czy transcendencji religijnej. Dała sobie Pani
                                              otwartą furtkę, stwierdzając, iż o "napaści" orzeka sam napadnięty.
                                              To nie do końca jest tak - w przeciwnym razie, na co byłyby sądy?
                                              Swoją drogą, jak rozumiem, dzięki tej otwartej furtce Pani robi z
                                              siebie ofiarę mojej napaści...? To chyba żart lub kpina? Kto jak
                                              kto, ale autorka 2360 identycznych co do metody wpisów, nie powinna
                                              wmawiać odbiorcom, iż jest niewinnym jagnięciem, które zranić może
                                              byle puch.

                                              Pozostaję przy swoim, iż nie może Pani oceniać czegoś, czego
                                              Pani kompletnie i całkowicie nie zna, nie poznała, ani nie
                                              doświadczyła. Uwagi trzy: pierwsza - nie rozpościeram nad Panią
                                              żadnej sieci, a już na pewno, nie dominuję Pani. Pani mnie bawi, ale
                                              nie oznacza to jeszcze, iż miałbym Panią dominować. Może to Pani
                                              pragnienia freudowsko wymykają się spod kontroli...? Nie wiem i nie
                                              wnikam. W każdym razie, ja Pani nie zamierzam dominować. Po drugie -
                                              "nie tylko ja to widzę", a zatem, Wielki Brat patrzy. Wspaniale. To
                                              jakaś forma obsesji, czy też może coś nowszego? Prosze uchylić choć
                                              rąbek tajemnicy, inaczej padnę z niecierpliwości. Po trzecie - Pani
                                              poznaje moje poglądy tylko patrząc na to, co piszę. Analogicznie
                                              jest ze mną. Mogę opierać się tylko na tym, co autorka 2360
                                              wybitnych komentarzy raczyła napisać. Dla mnie to aż nadto. A dla
                                              Pani...cóż, biorąc pod uwagę Pani skłonność do nadinterpretacji, nic
                                              mnie nie zdziwi.

                                              Była Pani łaskawa napisać zdanie następujące: "A ponieważ stosuje
                                              Pan relatywnie często zwroty obraźliwe nadając im
                                              ogładzoną formę...". To miał być komplement? Może pokusi się Pani o
                                              przytoczenie jakiegoś obraźliwego zwrotu, który "relatywnie często"
                                              (nie będę Panią, i nie przyczepię się do tego), stosuje vulgaris w
                                              ogładzonej formie?

                                              Zaczyna się Pani powtarzać, co wbija Pani słowa w jeszcze głębszą
                                              rutynę. Rozumiem, iz to wina tych nieszczęsnych 2360 postów, ale
                                              jednak - proszę zachować umiar. Zabawnymi są Pani reakcje, lecz
                                              niech nie każe mi Pani co krok wyjaśniać każdego elementu, gdyż
                                              nasza rozmowa straci polor. Pani broni się przed stwierdzeniem, iż
                                              adres był nieadekwatny. Cóż, fakt, że "relatywnie często" nie umie
                                              się Pani przyznać do popełnionego błędu, nie dziwi mnie. Szkoda
                                              tylko, iż ten upór jest tak bezsensowny.

                                              Dwa dni temu stwierdziła Pani, że nie wie nic na temat teologii
                                              dogmatycznej. Teraz zaś usiłuje Pani zabierać głos z pozycji
                                              eksperta, opisując, co "niegdyś" teologów fascynowało. A zatem:
                                              jakich teologów? Jakich religii? Niegdyś czyli kiedy? I -
                                              najważniejsze - co fascynowało? Bo jeśli mam na poważnie brać Pani
                                              bzdurzenie o tym, co niegdyś fascynowało teologów chrześcijańskich,
                                              to proszę mnie zwolnić od tego zadania: wyjaśnianie powodów rzezi
                                              za "współistotność" nie ma sensu, w przypadku rozmowy z Panią.
                                              Dlatego, zamiast bezsensownego uporu, proszę po prostu przyznać się
                                              do błędu.

                                              Dość ciekawie postrzega Pani siebie w tej rozmowie: Pani żywi
                                              bezpodstawne przekonanie, iż na Panią napadłem (może w końcu się
                                              dowiem, co tak zraniło jagnięcą skórkę?), następnie zaś usiłuje
                                              Pani - z pozycji eksperta od wszystkiego - odpowiadać na moje
                                              argumenty. Do tego, wydaje Pani bezpodstawne sądy, i krtykuje moje
                                              oceny Pani osoby, mimo, iż wszystkie są poparte przykładami. Pani
                                              zaś nie korzysta z przykłądów, tylko na bazie hurranadinterpretacji,
                                              tworzy Pani swoje zdanie. To dośc paranoiczne, nie sądzi Pani?

                                              Nosi Pani okulary? Jeśli tak, to radzę zmienić optyka. To tak w
                                              stylistyce, w jakiej Pani napisała. Co do tautologii: jak widzę,
                                              znów "uciekło" Pani (a może po prostu nie zna Pani) znaczenie
                                              tautologii inne, niż używane powszechnie. O tautologii Pani
                                              konstruktu myślowego pisałem w kontekście, jaki nadawał tautologii
                                              pewien austriacki filozof, na początku lat 20 XX wieku.

                                              Nadal nie rozumiem, dlaczego to co piszę, miałoby być oceniane pod
                                              kątem tego, czy robi na Pani wrażenie - czy też nie robi? A jakie to
                                              ma znaczenie? To już problem Pani, a nie całej ludzkości.

                                              Co do koncepcji Boga: zwrot "z Bogiem generalnie" został chyba
                                              wyjaśniony dostatecznie szeroko? Ponieważ jednak Pani nie
                                              zrozumiała, to wyjaśnię raz jeszcze: chodziło o koncepcję deistyczną
                                              Boga "sensu stricte", bez naleciałości religijnej, oraz bez
                                              jakiejkolwiek naleciałości czyjegokolwiek postrzegania. Bóg. Po
                                              prostu Bóg. Nie Bóg znany z Islamu, ani nie Bóg znany z
                                              chrześcijaństwa. Czy to Pani rozumie? To Bóg zarówno osobowy, jak i
                                              nieosobowy. A samo pytanie o szczekanie, zakłada istnienie Boga -
                                              nawet, jeśli ów nie jest widzialny w tym momencie. Jedno nie
                                              wyklucza drugiego.

                                              Nie trzeba liczyć, ile razy stwierdziła Pani, że nie wywołuję na
                                              Pani wrażenia tym, co piszę. Nadal nie rozumiem, dlaczego miałoby
                                              być inaczej? Inną kwestią pozostaje fakt, iż Pani wspominanie o
                                              tym "niewywieraniu" znamionuje Pani osobisty problem. Ale to już
                                              inny temat.

                                              Pytałem Pani i od Pani oczekuję odpowiedzi: co to jest "świadomość
                                              ja"?

                                              Nie wie Pani co to dusza, ale boleje Pani nad katolicką katechezą.
                                              Jakkolwiek katolicka katecheza nie powinna mieć miejsca w szkole
                                              publicznej (świeckiej!), to zaproponowane przez Panią rozwiązanie
                                              jest przecież wykrętem od odpowiedzi: znów sama Pani nie wie czym
                                              jest coś (w tym wypadku "dusza"), ale to nie oznacza dla Pani
                                              niemożności oceniania innych poglądów na ów temat. Faktycznie:
                                              wyjątkowo logicznie.

                                              Pytanie brzmiało, czy wolno na Boga. Czekam na konkretną odpowiedź,
                                              przy założeniu, że pies nie posiada "świadomego ja" (tak Pani
                                              twierdziła), a więc - mimo tego, co Pani pisze - może szczekać
                                              bezwiednie. W tej swej bezwiedności, jest w stanie obszczekać
                                              niewidzialnego Boga, emanującego w przyrodzie. Czyż nie?
                                              • helenka17 O tu, tu ( w przeoczenie nie wierzę) : 03.09.07, 08:43
                                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=410&w=68106489&a=68402825
                                                H.
                                                • Gość: Kajetan Zalewski EOT = EOT (to chyba jasny komunikat?) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.07, 11:01
                                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=410&w=68106489&a=68427512

                                                  • helenka17 TEO ≠ TEO (nie będę żyć dwa razy), też jasny. 03.09.07, 22:25

                                                  • kajetan.zalewski Dane Ci będzie to, w co wierzysz. Gratuluje. 03.09.07, 23:58
                                                  • kajetan.zalewski Nie umiesz skończyć.Mierna prowokacja bez aplauzu. 04.09.07, 00:07
                                                  • helenka17 Szukasz sobie kolegów? 10.09.07, 11:54
                                                    podałam warunki kontynuacji. A Pan swoje. No to powodzenia. Ja nie jestem
                                                    przywiązana do tej rozmowy. A życie po raz drugi nie jest kwestią wiary, ale
                                                    postępowania. W tym wielkie systemy raczej są zgodne.
                                                    ITBBNT.

                                                    H.
                                                  • kajetan.zalewski Sypiasz z misiem, czy to już żywy pluszak? 11.09.07, 03:05
                                                    Pisałem, iż mierziła mnie perspektywa dalszej wymiany myśli z kimś
                                                    Pani pokroju. Zakończyłem dyskusję. Pani nie umiała się pogodzić z
                                                    tym, iż wytknąłem jej niewiedzę, a więc - postanowiła mnie Pani
                                                    (mimo zamkniętej rozmowy), zaatakować. Tym samym wymusiła Pani moją
                                                    reakcję. Tak, było mi wstyd, że zmarnowałem czas na rozmowę z Panią.
                                                    Nie było warto.

                                                    Uprzedzam, iż do obecnej wymiany myśli zostałem przez Panią
                                                    sprowokowany; została ona wymuszona Pani oszczerczym atakiem. Dodam
                                                    także, iż jak na kogoś, kto nie jest "szczególnie przywiązany" do
                                                    tej rozmowy, zadała sobie Pani dużo trudu, żeby - mimo wszystko -
                                                    napluć na mnie raz jeszcze. Rozumiem, iż to kanon Pani braku kultury
                                                    osobistej. Wspólczuję zarówno Pani, jak i całemu Pani domowi
                                                    rodzinnemu.

                                                    Skoro jednak stworzyła Pani to, co stworzyła, to ustosunkowuję się w
                                                    sposób następujący: nie jest moim celem tłumaczenie Pani czegoś
                                                    konkretnego, jak i niekonkretnego. W zasadzie, wyjaśnianie nie jest
                                                    (nie było) celem w samym sobie na żadnym etapie. Już po pierwszych
                                                    słowach zorientowałem się, iż jest Pani całkowitym laikiem. A zatem,
                                                    dzieli nas przepaść intelektualna, dająca mi pewne przywileje na
                                                    omawianym gruncie. Postanowiłem z nich nie korzystać, aby nie być
                                                    przez Panią oskarżonym o złe traktowanie. Na nic się to zdało, gdyż
                                                    Pani i tak postanowiła na mnie pluć. A zatem, założyłem maskę. To
                                                    tyle. Czy Pani pojęła - czy nie - to już nie moja sprawa.

                                                    Wyjaśnianie Pani czegokolwiek i w jakikolwiek sposób nie ma żadnego
                                                    sensu. Dlaczego? Otóż przede wszystkim z tego powodu, iż Pani
                                                    (programowo) wie wszystko najlepiej. To czyni wymianę myśli jałową,
                                                    pobiawioną sensu. Po co mam wyjaśniać coś komuś, kto nie wie, ale
                                                    jest przekonany o tym, że ma rację? Pani taka własnie jest: Pani nie
                                                    wie, ale Pani jest przekona o swych racjach. A zatem, proszę w tych
                                                    przekonaniach pozostać. Po drugie, rozmowa z Panią była dla mnie
                                                    pozbawioną poloru. Ten "polor" to coś, czego nie da opisać się
                                                    słowami. Dużo piszę, a zatem, wyczuwam estymę rozmowy na milę. W tym
                                                    przypadku, na milę morską czułem swąd Pani niewiedzy, i udowadniania
                                                    przez Panią - na KAŻDYM kroku - swych wątpliwych tez. I (doprawdy)
                                                    jest dla mnie obojętnym, czy dla Pani życie "po raz drugi" jest
                                                    kwestią wiary, czy postępowania. Pani i tak ma patent na
                                                    nieomylność...a w każdym razie, tak się Pani wydaje. A zatem, niech
                                                    się wydaje nadal. A mnie tylko śmiech ogarnia, kiedy czytam to, co
                                                    Pani w takim pocie wypisywała: bzdura na bzdurze. Wstyd.
                                                  • Gość: krako Re: TEO ≠ TEO (nie będę żyć dwa razy), też IP: 80.50.68.* 04.09.07, 09:38
                                                    Helenko, i całe szczęscie że tylko raz!
                                                    Zadałem sobie trud przeczytania twoich wypocin(wiele wiadomości
                                                    historycznych po prostu jest przeklejana z innych potali
                                                    informacyjnych w internecie) i widzę że chyba tylko tym się w życiu
                                                    zajmujesz,smarowaniem i i ratowaniem swojego ego na forach.
                                                    Z łąkami daj sobie spokój bo to nie twoja sprawa i Ciebie nie
                                                    dotyczy.Jak chcesz się przewietrzyć i nie dusić to przeprowadź się
                                                    na wieś,tam są tylko pola,jak uważasz że zabudowa jednorodzinna
                                                    zaburzy kanały wentylacyjne.
                                                    Ale uwaga: na wsi też są domy jednorodzinne!Przewietrzanie tam też
                                                    może być zaburzone...
                                                    Masz problemy ze sobą, to widać
                                                    Problemy łąk rozwiążą się same z czasem.
                                                    A Ty bedziesz dalej pisać...na inne tematy


                                                  • helenka17 hau, hau 10.09.07, 11:50
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=410&w=68106489&a=68275057
                                                  • Gość: krako [...] IP: 80.50.68.* 11.09.07, 15:20
                                                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • Gość: krako znów helenka:( IP: 80.50.68.* 28.08.07, 09:06
              Zawsze jak pojawia się problem terenów otwartych(na forach) i łąk
              gdzie należy pogodzić interes własciceli działek i interesu
              publicznego zdrowym rozsądnym kompromisem - pojawia się "Helenka17"z
              mentalnością urzednika z Biura Planowania Przestrzennego.Jej opinie
              są dokładnie takie jak w biurze. Zdrowy rożsądek helenko a nie
              pisanie głupot i dyskusje o sprawach które Cię NIE dotyczą!!!
              Dobrze że J.Majchrowski za waszymi plecami podpisał decyzję o
              wykonywaniu studium przez ludzi z poza waszego biura(tak bo to widać
              że tam pracujesz-BPP).Oni obiektywnie ocenią jakie powinny być
              proporcje i wielkość łąk a gdzie zabudowa jest możliwa (wzdłuż dróg
              i ciągów komunikacyjnych)Widać już On podejrzewa że nic nie wiecie o
              planowaniu!!!
              • helenka17 Chciałeś coś? 28.08.07, 17:09
                czy tak bijesz pianę z przyzwyczajenia?
                A może nie możesz przeboleć, że Ci spuściłam powietrze w sporze o Kostrze?
                Albo sądzisz, że rację ma tylko ten, kto pisze pod dyktando stanu posiadania?

                Oczywiście, że pracuję w BPP - to jest jedyna wersja, którą zdolna jest pojąc
                Twoja złożona umysłowość.
                Jeśli nie byłaby tak złożona, to zwykła analiza tekstów pozwoliłaby Ci zoczyć,
                że to nie jest możliwe.
                Ale korzystaj z wolności i myśl co zechcesz. Mnie od tego nie ubędzie.
                Nie wiem też, co to znaczy "zawsze jak się pojawia"? Czy dwa razy to jest
                "zawsze"? Nnno - może w Kostrzu...
                Nie śledzę też opinii BPP tak sumiennie, jak TY (bo masz w tym interes - co
                widać, a ja nie), by móc orzekać co jest, a co nie jest podobne. I do czego.
                To, że Pan Prezio nerwowo szuka w całej Polsce ludzi, którzy podpiszą lipę pod
                nazwą "NOWE STUDIUM" oznacza, że nikt z porządnym nazwiskiem i kwalifikacjami
                tego nie zrobi. A jeśli zrobi to porządnie, to z krakowskich łapowników wióry
                się posypia, bo - nie wiem, czy wiesz, ale - teoretyczne zasady projektowania są
                w Łodzi takie same, jak w Krakowie.
                Może się też zdarzyć, że szuka kogoś, kogo nie będą mogli od razu przekupić
                krakowscy kombinatorzy - łapownicy. A pośród nich i Twoi koledzy - jak sadzę.
                Płać więc dalej podatki na gminę Kraków, a ona te podatki wyda dla kumpli w
                Łodzi. Tak przecież jest lepiej...
                Ucałuj też Panią Elżbietkę w same usta i napij się wódeczki z Okomatem, a
                następnie wsiądź nachlany za kierownicę, tak jak to Pan Pełnomocnik ma we zwyczaju.
                Do czasu, aż któryś policjant nie odmówi łapówki. I wtedy nawet kupiony w KSW
                dyplom nie pomoże.
                Następnym razem, jeśli będziesz coś chciał, to się zaloguj, bo z anonimami
                zwyczajowo nie gadam.
                Dodajmy, że przeczysz sam sobie, skoro ubrdałeś sobie, że pracuję w BPP a w
                następnym zdanku czytamy, że te sprawy mnie... "NIE dotyczą!!!"
                To może się zdecyduj.

                Pa.

                H.
                • Gość: GrYzLy Re: Chciałeś coś? IP: *.windtelecom.pl 28.08.07, 17:36
                  Ale sie zapienilas...
                  Zyjemy w Panstwie Demokratycznym? podobno tak... mamy w konstytucji
                  zagwarantowane prawo wlasnosci? mamy... wiec czemu najwiecej do gadania w tym
                  temacie maja ludzie ktorzy nie posiadaja nawet 1m2 ziemi w konkretnym terenie?
                  Dlaczego jezeli miasto ma jakis pomysl na zagospodarowanie terenu, nie odkupi od
                  ludzi tych terenow i nie bedzie problemow z deweloperami, kolesiostwem,
                  znajomosciami i lapowkami. Przeciez studium zagospodarowania to nie jest pomysl
                  realizowany z dnia na dzien, wiec kase w budzecie miasta nalezy rozplanowac na
                  takie wydatki. A u nas polityka jest taka, zablokujmy ludzia ich wlasnosci, a za
                  10 lat moze cos z tym zrobimy. Niemcy potrafia odzyskac swoje posiadlosci z
                  okresu przedwojennego. U nas odszkodowania za kilka lat tez sie moga posypac...
                  jak tylko wiekoszsc spraw zostanie uwalona w polskich sadach i bedzie mozna sie
                  odwolywac do trybunalu. Niech miasto mierzy sily na zamiary...
                  • tomeyk Re: Chciałeś coś? 28.08.07, 18:32
                    A tak w ogóle, to o co Ci chodzi? Bo z tego zapisu swobodnego
                    strumienia świadomości trudno coś zrozumieć.
            • Gość: crac.87 helenka, przeprowadź się do jakiejś puszczy : ) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.07, 20:16
              włosy staja dęba po lekturze zagrożeń i wszelakiego zła, jakie
              czyhają na nas w krakowie. zwłaszcza z tym zalesien iem było bajkowo
              i dowcipnie. też znam te dziwne statystyki, ale rozglądam się
              dookoła i nie wierzę w nie.
              • helenka17 Wiara pomyliła Ci się z wiedzą 28.08.07, 21:27
                Nota bene nie pierwszy raz (c:
                To się nazywa google maps. Popatrz choćby na Katowice. Na Poznań, na Szczecin.

                H.
                • Gość: crac.87 Re: Wiara pomyliła Ci się z wiedzą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.07, 22:13
                  o katowicach wiem więcej niż myślisz, heleno. popatrz na las wolski
                  i park bielańsko- tyniecki. i w ogóle trochę wyczucia. do śląska sie
                  nie porównujemy.
        • helenka17 Hehe 28.08.07, 00:10
          Żadne. Ale za to wie od kogo smolić dudy za przepchanie tego, co należy.
          Chyba nic nie przekręciłam.

          H.
      • Gość: krakus teren zawsze mozna oszuszyc :) budowac :) a tak... IP: *.betanet.pl 28.08.07, 13:46
        pozatym to czy nie w tych okolicach ma przegiegac polnocna
        obwodnica krakowa ? :)
        • Gość: tkb Re: teren zawsze mozna oszuszyc :) budowac :) a t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.07, 17:18
          Zaiste najbardziej ciekawe jest to kto z mieszkancow tak bardzo
          protestuje przeciwko parkowi - mieszkancy aktualni czy potencjalni -
          tj klienci Apartamexu. Sam mieszkam w bezposrednim sasiedztwie
          rzeczonych lak i mam pewne rozeznanie jesli chodzi o nastroje
          mieszkancow. Otoz jesli ktos tu kiedykolwiek protestowal to
          przeciwko planom developerow a nie ochronie tych terenow. Niech o
          unikalnym ekosystemie lak swiadczy, ze nie ma takiego spaceru z psem
          podczas ktorego nie spotkalbym bazantow, kuropatw, zajecy, czasami
          widuje sie sarny. O inncyh gatunakch nie wspominam bo nie jestem
          obeznany w temacie, zreszta byla o tym mowa a artukule. Mysle ze
          smialo mozna powiedziec ze jest to taka mini-podkrakowska Rospuda -
          porownania uzywam swiadomie w kontekscie uwagi o obwodnicy. Zreszta
          sytuacja w Tonaich wcale nie jest czarno-biala. W ostatnich latach
          powstalo tu kilka osiedli ale:
          - po pierwsze - niskiej jednorodzinej zabudowy
          - po drugie - wzdluz ulicy Łokietka a nie w samym sercu najbardziej
          cennych ekologicznie terenow.
          Zabudowa o jakiej wspominam powstawala i dalej moze zatem powstawac
          bo jest jeszcze sporo miejsca wzdluz ulicy Lokietka gdzie niskie
          osiedla nie beda niczemu przeszkadzac a nawet odwrotnie - beda
          wypierac juz istniejaca stara, wiejska zabudowe. Zreszta powstalo
          tu tez kilka wiekszych apartamentowcow ale powiedzmy ze jeszcze o
          dopuszczallnym poziomie dyskrecji. Problem w tym ze lobby
          developerskie ma niepochamowany apetyt - skoro pozwolono zbudowac
          kilka duzych budynkow to od razu chce sie nam zafundowac caly ich
          las. Mam wiec nadzieje ze wladze miasta nie ugna sie i uda sie
          stworzyc w sposob sensowny dzielnice bardziej o willowym niz
          wiezowcowym charakterze bo takie tez sa w miescie potrzebne.
      • Gość: eso Re: Łąki tonieckie: jak nazwa wskazuje IP: *.net.autocom.pl 28.08.07, 20:44
        A co bylo na Bronowicach na obecnym zaczarowanym kole i granadierow?
        Bagna! I co - stoja bloki?
        Stoja - melioracja czyni cuda!
        Ale oczywiscie laki musza zostac!
    • ma_arek Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła 28.08.07, 06:06
      trochę mnie dziwi awantura o podmokłe łąki na zadupiu Krakowa, kiedy w centrum
      zabudowuje się każdy zielony kawałek (obszar między Wilgą a ul. Krasickiego, czy
      teren między ul. Przy Rondzie a F.Nullo), albo stawia budynki zbyt wysokie
      (koszmarki przy dawnym Forum). Kraków powinien się rozbudowywać, ale właśnie
      poza centrum, niską zabudową.
      • Gość: mts Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.net.autocom.pl 28.08.07, 07:25
        Dokładnie.
        Może ktoś wyjaśni o co chodzi z tymi kanałami wentylacyjnymi na
        peryferiach miasta, bo ja tego nie rozumiem. Przecież każda ościenna
        wieś jest takim kanałem wentylacyjnym na peryferyjach. Rozumiem, że
        wentylację zapewniają np.Śródmieściu Błonia i inne niezabudowane
        ciągi wewnątrz miasta, ale ideii wentylowania przez pozostawienie
        czegoś praktycznie poza miastem nie moge pojąć.
        Pozdrawiam
        • Gość: ? rzeczkę w tunel /patrz Katowice Rawa/ i beton IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.08.07, 08:00
          naprzód !!!!


          i blok od bloku 8 metrów


          w stylu krakowskiego "developera" :-)

          oczywiście bez żadnych dróg dojazdowych, szkół, przedszkoli
          i sklepów

          to się rozumie chyba samo przez się :-)

      • Gość: M Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.chello.pl 28.08.07, 18:41
        Chłopie, co Ty porównujesz?! Przecież teren przy ul. F. Nullo nie
        ma żadnych wartości przyrodniczych, a łąki w Toniach duże. Tereny
        zielone w centrum miasta trzeba chronić ale z całkiem innych
        względów. Byłeś chociaż raz na tym terenie. Polecam wycieczkę o
        świcie - jeżeli nie jesteś ślepy i głuchy to zmienisz zdanie.
    • Gość: marta Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.07, 08:54
      Prawda jest taka że P.Zadęcki chce zawładnąc całymi Toniami, i
      ustawiać ludzi po kątach , niech sobie sam wybuduje apartamexy, u
      siebie na podwurku!
    • Gość: sus Ten sam ciek wodny - Sudoł - płynie wzdłuż ulic... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.07, 09:27
      Opolskiej i Nad Sudołem i tam został zaimprowizowany ciąg spacerowy. Mieszkam
      przy nim od 1976 r. i uważam, że to idealne rozwiązanie. Wielkie parki gdzieś
      daleko od domu nie ciągną tak bardzo, a małe spacerniaki blisko domu dają szansę
      na spacer z wózkiem czy psem. Jeśli będę musiał patrzeć na te bezkresne
      przestrzenie "niczego" nazywanego łąkami - przez lata, to nie wiem, czy będę
      zdrowszy.
    • malylasek Łąki tonieckie: a co jest w Studium 28.08.07, 11:19
      jestem ciekaw po co ta dyskusja. Plan zagospodarowania musi byc
      zgodny ze Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania miasta
      Krakowa, czyli Studium przesądziło już o przeznaczeniu tego terenu
      Trzeba tylko zaglądnąć do Studium i wszystko będzie wiadomo
      • Gość: fda ple ple ple :) IP: *.betanet.pl 28.08.07, 13:56
    • Gość: Max Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 28.08.07, 11:49
      Jeżeli ktoś jak ja mieszka w centrum miasta, przyzna że Kraków już się powoli
      dusi, a przynajmniej jej mieszkańcy, zwłaszcza w ciepłe dni. To, że zieleni
      potrzebujemy jak najwięcej jest dla wszystkich jasne, a "wietrzenie" miasta jest
      koniecznością. Zapewne w tym celu należałoby nawet coś wyburzyć... Ale o tym
      powinni decydować fachowcy. Mam nadzieję że biorą oni udział w tworzeniu Planu
      Zagospodarowania. Zresztą ciekawe dlaczego nie można tych planów (jakie by nie
      były)znaleźć na stronie miasta? Może wówczas mniej byłoby różnych protestów po
      fakcie? I malowania od nowa. Oczywiście, różne interesy należy godzić
      wydzielając strefy ochronne, parki itp, ale później przestrzegania tych ustaleń
      rygorystycznie pilnować, by nie dochodziło do sytuacji jak na Szerokiej12!
      Pamiętajmy, każdy nowy budynek ma wpływ na sąsiedztwo.
      • Gość: krako Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: 80.50.68.* 28.08.07, 12:23
        maksiu, wszystkie plany,projekty,studia uwarunkowań(obecnie na
        szczęście zmieniane) znajdziesz na stronie BPP.
        Dobrze poszukaj w google
        • Gość: M Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.chello.pl 28.08.07, 18:45
          Na stronie Krakowa też jest. Wystarczy zaglądnąć do BIP i dalej do
          planów.
    • Gość: Jarek Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.betanet.pl 28.08.07, 13:35
      Komu przyszło do głowy myśleć o zabudowie terenów zalewowych Wisły? Nazwa Tonie
      mówi sama za siebie. Nie chciałbym tam domu nawet za darmo.
    • Gość: edyta Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.07, 14:02
    • Gość: Katarzyna Danecka Łąki tonieckie: zabudować czy zostawić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.07, 15:18
      W Nowej Hucie też kiedyś mieliśmy podobny problem ale dzięki
      determinacji mieszkańców i oddolnej inicjatywie lokalnych środowisk
      udało nam się zachować jeden z napiekniejszych obecnie na terenie
      Krakowa obszarów łąkowych, uchwalajac na nim użytek ekologiczny
      chroniony prawnie pod nazwą Łąki Nowohuckie. Przesyłam kilka linków
      do informacji, informuję również, że instnieje na terenie Nowej Huty
      Stowarzyszenie Łąk Nowohuckich a informacji o nim można szukać w
      Ośrodku Kultury im. C.K.Norwida, w dziale Animacji (oni chetnie
      doradzą, jakie kroki należy podjąć). Serdecznie pozdrawiam i życzę
      determinacji w ochronie wartości! (linki:
      www.krakow.pl/miasto/ekologia/?id=laki.html ;
      pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81%C4%85ki_nowohuckie ;
      www.okn.edu.pl/ekologia/laki2.htm ; www.zoo-
      krakow.pl/doc.php?group=32 )
    • Gość: mieszkaniec okolic Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.adsl.inetia.pl 28.08.07, 21:02
      Zabudowywując powyższe tereny spowodujemy, że każde oberwanie chmury, lub
      dlugotrwale deszcze bedą zalewac kazdy dom w promieniu 500 metrów.
      Dzis woda ma miejsce gdzie sie rozlac po opadach deszczu, a drzewa tam rosnace,
      wchlaniaja tą wodę, wiec tylko czasami dochodzi do podmycia domow, a nie zalania.
      • Gość: mieszkaniec ton Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.07, 20:13
        to chyba pan mieszka w dalekiej okolicy.. bo na lakach raczej nie ma drzew tylko
        miejscami rosnie wiklina i to bardzo rzadko.. wiec lepiej zeby osoby ktore nie
        maja pojecia o co chodzi i jak wyglada sytuacja nie wypowiadaly sie.. a
        szczegolnie na forum ktore moze czytac kazdy..tworzycie tym sposobem
        nieprawdziwa wizje obszaru na ktorym moze stanac piekne osiedle. Komentarze tego
        typu naleza zapewne do osob dzieki ktorym obszar lak toniecki zostanie uznany za
        park rzeczny a nastapnie po wykupieniu za grosze powstanie na nim osiedle
        nalezace do jednego lub grupy inwestorow ktora zadbala o zielone pluca krakowa.
        Czemu jasli chodzi o poswiecenia dotycza one grupy mieszkancow dla ktorych te
        dzialki sa nierzadko jedynym sposobem na zapewnienie lepszej przyszlosci, gdyz
        wiadomo ze wiele rodzin z ton zajmowalo sie rolnictwem ktore teraz nie
        przychodzi juz prawie zadnych dochodow...
    • Gość: misia Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.07, 00:54
      Nam mieszkańcom Krakowa wydaje się,że przeciez nie ma się o co
      martwić.Jest tyle argumantów za ochroną terenów Toń,że o czym ta
      dyskusja:
      -kwestia przewietrzania centum Krakowa-zbadana i udokumentowana
      wiele lat temu, miała zawsze odzwierciedlenie w poprzednich planach
      i w aktualnym studium
      -ochrona cennych przyrodniczo terenów
      -brak wystarczającej infrastruktury-drogi ( ulice ślepe, media)
      Jakakolwiek zabudowa to bezpowrotne zniszczenie roślinności,siedlisk
      płazów i chronionych ptaków.
      WSZYSCY mieszkańcy-właściciele o tym wiedzieli, bo nikt nigdy nie
      mówił ,że ten teren był, jest czy będzie budowlany. Wręcz
      odwrotnie.DEWELOPER posiadając już działkę za wszelką cenę chce
      załatwić swoje interesy nawet kosztem nas - Krakusów.Wybudować,drogo
      sprzedać i zwinąć się mając wszystko i wszystkich gdzieś, nie
      ponosząc odpowiedzialności za to co się będzie działo potem. To MY
      tu żyjemy i mam nadzieję ,że właściwe Urzędy będzą nas CHRONIŁY
      przed taką prywatą wiedząc,że skutki decyzji będą miały wpływ na
      zdrowie obecnych i przyszłych mieszkańców.
      • Gość: GrYzLy Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.windtelecom.pl 29.08.07, 09:43
        Jesli miasta nie stac na utrzymywanie tak ogromnych terenow zielonych w kolo
        miasta to blokowanie wlascicieli dzialek jest lamaniem prawa. Niech miasto
        odkupi te tereny i robi wtedy co samo zechce. Niestety miasta nie stac nawet na
        utrzymywanie obecnych parkow w nalezytym stanie!
    • Gość: gość Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.07, 08:19
      Właśnie tak jast jak wypowiedział się jeden z rozmówców "na spacer z
      pieskiem " bo Ci którzy mieszkają przy maciejkowej mają przestrzeń ,
      mają gdzie swoje pupije wyprowadzać żeby na naszych własnościech się
      załatwiały .Czemu nikt nie pisze o tym że zabranie związku z tą
      sprawą zostało zorganizowane przez księdza tej parafi i że było na
      nim prawie 100 właścicieli działek położonych na łąkach i każdy
      znich przyszedł po to by bronić tej srawy bronić swojej własności .
      • Gość: duży Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.07, 18:38
        Do licha co za gadanie! Tu nie chodzi o psy czy koty ale o ludzi w
        centrum. Pan GOŚĆ-EGOISTA WŁAŚCICIEL ( zapewne ma dom obok łąk )-
        I właśnie z uroków tych łąk korzysta,pachnącym,świeżym powietrzem
        oddycha i ma w d.. resztę Krakusów i to,że miasto się "udusi". Czy
        ktoś Panu kiedykolwiek obiecywał,że ten teren jest pod zabudowę.
        100% że NIKT!!!! Nikt też Panu własności nie odbiera i pozwala
        korzystać tak jak dotąd.A do obowiązków WŁADZ MIASTA jest dbanie i
        ochrona miasta i jej mieszkańców!!!
        • Gość: krako Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.07, 21:02
          Podobnie jak obowiązkiem władz Miasta oprócz dbanie o jego
          mieszkańców jest wykupić zablokowane tereny. A na wykup nie ma więc
          bedzie musiało znaleźć kompromis z włascicielami tych terenów
          zachowując odpowiednie proporcje(to nie PRL gdzie zabrali i koniec)
          Jesli tego nie zrobi pojdzie z torbami jak ludzie wystapią o
          odszkodowania.
          Wyrok NSA z 7.VII 2007(sygn II OSK 604/07) gdzie gmina przegrała z
          uchwałą Rady Miasta oraz oraz wyroki o odszkodowania ETS w
          Strassburgu (sygn 52589/99 oraz 17.VII 2007sygn 17373/02)Na ich
          podstawie NSA może już przyznawać odszkodowania dla właścicieli
          takich terenów. Gminy o tym wiedzą i mają to już na uwadze.
          A jak nie to niedługo do nich dotrze...
          • Gość: M Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.chello.pl 30.08.07, 09:46
            Oczywiście że to nie PRL. W PRL wywłaszczali decyzjami sądowymi. Za
            IV RP wystarczy decyzja o budowie. Bez decyzji sądu i bez
            wcześniejszego powiadomienia właściciela wichodzą na działkę,
            zabierają ją (a jak właściciel protestuje to go ochroniarze biją -
            vide działki koło Rospudy, akcja w tym miesiącu), nie wypłacają
            żadnego odszkodowania (bo jak chcesz dostać odszkodowanie to musisz
            napisać stosowny wniosek że chcesz pieniądze za działkę którą ci
            zabrali -a wniosku nie napisałeś bo nie wiedziałeś że ci
            zabieraja działkę). To jest państwo prawa (dla jasności - nie tylko
            PiS, bo za tą ustawą głosowały wszystkie partie w parlamencie).
          • helenka17 F Strasssburgu (c: 31.08.07, 01:28
            mój kostrzewski mądralo nie mieści się ETS, ale ETPC. Co zaś do decyzji NSA, to
            polskie prawo nie jest prawem precedensowym.
            Śpij grzecznie.

            H.
            • Gość: krako Re: F Strasssburgu (c: IP: 80.50.68.* 31.08.07, 09:21
              Widzę że temat nie daje Ci spokoju, nawet spać nie możesz.Może się
              czegoś obawiasz?
              Pisz sobie pisz na kazdy temat,widać że realizujesz się tylko na
              forach zaś w życiu troszkę bardziej niezaradnie.
              Nie komentuj już proszę tego akurat tematu bo zaczynasz się pogrążać
              coraz bardziej i twoje frazesy na nikim nie robią już jak widzisz
              wrażenia

              • helenka17 szczekający odsyłacz 01.09.07, 11:00
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=410&w=68106489&a=68275057
    • Gość: zieloni2004 Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła-zielonyglos IP: *.ghnet.pl 29.08.07, 12:37
      jesli chcecie wyrazniej zaznaczyc swoj glos, pomozcie nam dzialac dla dobra
      przyrody ,a zarazem naszego wlasnego zdrowia zatruwanego przez spaliny, poniewaz
      wraz z budowa kolejnego osiedla znika nastepna łąka-zrodlo tlenu i naturalna
      'gabka' pochlaniajaca zanieczyszczenia.
      www.krakow.zieloni2004.pl
      • Gość: gość Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła-zielon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.07, 13:07
        Jesli dobrze pamiętam i nic nie pomyliłam to wasze Zielonych
        odwołanie zostało odrzucone .To jest nasza własność zalesiejcie
        sobie ,dbajcie o swoje ptaszki płazy i tym podobne gdzie indziej nie
        na szej ziemi
    • przemek.6 Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła 30.08.07, 13:57
      Dostałem w spadku kilka działek w terenie planowanym jako "park
      rzeczny Tonie".Dla nie zorientowanych park ten ma się rozciągać na
      prawo jadąc ul. Jasnogórską na wysokości od salonu toyoty do ok.
      1 km. za sklep Nico do ul. W.Łokietka. Przypatruję sie tej dyskusji
      i dochodzę do wniosku, że niewiele osób wypowiadających się wie, że
      w obszar tzw: "parku rzecznego Tonie" wchodzą przede wszystkim nie
      osławione już łaki ale tereny uprawne z których część została już
      przekształcona w budowlane i na których dawno już stoją domki
      jednorodzinne. Na części tych terenów Ogród Zoologiczny rozpoczął
      zalesianie i obecnie jadąc ul. Jasnogórską i skręcając w ul. Gaik
      na prawo widzimy sadzonki drzewek dębu oraz nieprzebrane zarośla
      chaszczy. Reasumując łąki zajmują ok40%mającego powstać parku , a
      wojna rozgrywa się o owe 60% terenów działek rolnych mogących być
      przekształcone w budowlane.
      Jestem ciekawy ile osób z wypowiadających się (zwłaszcza znawców z
      BPP) przed przeczytaniem w/w artykułu wiedziała o istnieniu
      miejscowości -Tonie? Ile osób wie gdzie leżą owe łąki? Nie pytam
      nawet ile osób tam było?
      Od urodzenia mieszkam w centrum miasta i wiem że są dni podczas
      których ciężko się oddycha.
      Ale dlaczego moi Dziadkowie, Rodzice a teraz i ja mam płacić podatki
      a nie mieć prawa do decydowania o swojej właśności?
      Posiadam jedna niewielką działkę na "słynnych" łąkach, w czerwcu br
      zebrałem kilka worków śmieci brudząc przy tym buty psimi odchodami.
      Proponuję aby osoby decydujące o kształcie Naszego miasta oraz
      Ekolodzy przyjechali któregoś popołudnia najlepiej niedzielnego w
      okolicę istniejącego kilkadziesiąt lat boiska
      piłkarskiego "Tonianka" które znajduje się na tych łąkach i
      przekonały sie na własne oczy,że łąki Tońske od dawna są już
      ubikacją dla psów , zmotoryzowanych mieszkańców północnych dzielnic,
      a biegające tam psy na pewno nie służą zwiększeniu się populacji
      czegokolwiek co tam żyje, chyba tylko z wyjatkiem motyli( ktoś
      napisał,że żyją tam bociany- ja ostatniego widziałem tam kilkanaście
      lat temu i to w locie w kierunku na Bronowice).
      Obecnie tereny te mają właścicieli: są koszone, nawożone,sprzątane-
      kto będzie wykonywał to wszystko po wykupieniu tych terenów przez
      miasto- bo innego rozwiązania nie znajduję - też miasto?
      Kto będzie pilnował przed wywozem na te tereny śmieci przez
      mieszkańców z całej okolicy na darmowe śmietnisko, chyba nikt nie ma
      złudzeń że tak będzie bo taką mamy kulturę.
      Na koniec dlaczego na bagnach Pychowickich postawiono Campus
      Uniwersytecki, tam nikt nie mówił o wietrzeniu tej części miasta.
      Dziękuję.
      • Gość: GrYzLy Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.windtelecom.pl 30.08.07, 14:19
        Odnosnie lak w pychowicach, kostrzu i bodzowie, to rowniez wg ekologow oraz
        urzednikow z BPP zielone pluca krakowa, ktore NIE MOGA BYC ZABUDOWYWANE (chyba
        ze kolejnymi zabudowaniami UJ oraz polem golfowym - wg projektu plany
        zagospodarowania), podobna sa unikalne na skale europejska ;)
        • Gość: krako Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: 80.50.68.* 30.08.07, 14:39
          Odnośnie Kostrza, Bodzowa i Pychowic to ten plan to wierutna bzdura.
          Zostanie odrzucony w całości.
          Ciekawostką która mnie ubawiła jest zaista wiedza wypowiadającej sie
          Pani dyrektor BPP Magdaleny J. która pisząc np o działkach
          przeznaczonych tam pod ogród Botaniczny (ok.200 ha!)mówi że
          zostawiając tam łąki niczego(ma na myśli własności)nie odbiera-
          wobec tego wyciągam szybki wniosek że wogóle nie czytała treści
          projektu planu który tak broni!
          Na terenie tego "ogrodu"nie można nawet łopaty wbić,krzewu wyciąc,
          itp.Jest to blokada zupełna czegokolwiek!
          Jak pisał jeden z przedmówców teraz właściciele dbają o tereny,
          koszą i doglądają, po wejściu tego planu wszystko satnie odłogiem,
          zarośnie osikami(nie drzewami)i zrobi się jeden wielki bałagan w
          centrum miasta.
          Miasto nie ma pieniędzy na utrzymanie istniejącej zieleni( patrz
          artykuly o koszeniu np wałów) a co dopiero na wykupy tak wielkich
          połaci terenów i odszkodowania!
          A propos przewietrzania to to zjawisko ma miejsce tzn zaczyna się od
          wysokości 20-30 m nad ziemią. Zabudowa niska czyli taka o jaką
          wszyscy walczą nie spowoduje tu żadnych zakłócen (do 8 m)
          • helenka17 Co mnie podkusiło 30.08.07, 19:34
            ,żeby w ogóle z Tobą gadać? Nie wiem. Ale to się da naprawić.
            Czuję się tak, jakbym nie mogła domyć rąk.
            Brrr...

            H.
            • Gość: havi Re: Co mnie podkusiło IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.07, 21:43
              ale ci helenko leżą na sercu te ugory

              niska zbudowa nie pogorszy przewietrzania centrum...
              a i miasto będzie lepiej wygladac
              • Gość: wszystkomający Re: Co mnie podkusiło IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.07, 22:12
                No sam nie wiem czy zabudowa apartamentowcem 3 piętrowym to jest JESZCZE, czy JUŻ niska zabudowa. Doucz mnie, bom strapiony.
                A te psy i koty, które włóczą się przed i za swymi partnerami ludzkimi to szkody wśród zwierząt czynić nie będą?

                I w jaki sposób chronić coś obdzierając coś z naturalnej ochrony??

                Setki lat ludzie nie budowali się w dolinie Sudołu, bo było tam zawsze mokro i były powodzie, łupania w kościach i rychła śmierć.
                Komu życzysz mieszkać w niecce otoczonej z 3 stron wzniesieniami?
                A co sądzisz o grillach i innych paleniskach wraz z ostatnio modnym spalaniem plastików?
                Czy świadom jesteś wielu innych zagrożeń zasiedlenia człowieka w takim miejscu?

                Nasze miasto najlepiej wygląda na zdjęciach.
            • Gość: GrYzLy Re: Co mnie podkusiło IP: *.windtelecom.pl 21.12.07, 10:37
              www.bip.krakow.pl/?mmi=413
              "W dniu 19 grudnia 2007 r. Rada Miasta Krakowa:
              (...)
              - odrzuciła w pierwszym czytaniu projekt uchwały w sprawie uchwalenia
              miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego obszaru "Bodzów - Kostrze"."

              Pozdrowienia dla normalnych...
    • Gość: Krystyna Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.centertel.pl 14.10.08, 19:58
      jaka niska zabudowa ,na łąkach mają powstać same szeregówki i BLOKI 3-piętrowe
      ,aż do Sudołu Koniec z parkiem z waszymi kwiatuszkami ,jaszczurkami ,bażantami
      itp.W studium wprawdzie są ZO całkowity zakaz zabudowy ale kogo to obchodzi na
      pewno nie urzędników
    • Gość: Jerzy Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.centertel.pl 14.10.08, 20:00
      to juz nie bedziesz miała niskiej zabudowy tylko bloki tak urzednicy załatwili
      nastepny skrawek przyrody
    • Gość: Romana Re: Łąki tonieckie: Na dwoje babka wróżyła IP: *.centertel.pl 15.10.08, 18:54
      już nie ma niskiej zabudowy tylko bloki .nie chcieliście parku wasze działki i
      tak nic nie będą warte ciekawe ,kto chce mieć dom pod blokiem bo ja na pewno nie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka