Gość: good son
IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl
02.01.02, 23:07
Ze wzruszeniem przeczytalem w dzisiejszej GW wyrazy moralnego oburzenia (obok donosow polska narodowa
specjalnosc) czytelnika z Trojmiasta, wstrzasnietego faktem, ze w Krakowie po tragedii 11 wrzesnia
zorganizowano zabawe sylwestrowa. Oto plomienne serce godne Piotra Skargi, jakich w Polsce juz tak malo.
Wrazliwosc moralisty jest tym bardziej imponujaca, ze nawet w samym Nowym Jorku po 11 wrzesnia nie
zrezygnowano z imprez, wrecz przeciwnie. Nasuwa sie oczywiscie pytanie, czy uczucia tego demona
wspolczucia zostaly w minionych latach rownie zranione tym, ze zabawy sylwestrowe odbyly sie po rzeziach
w Srebrenicy czy Somalii, po ludobojstwie w Rwandzie, ze ciagle odbywaja sie mimo trwajacego Holocaustu II (a
moze III? XXV? CLIX?) w Tybecie i czy w ogole byl taki rok,w ktorym mozna bylo organizowac jakiekolwiek
zabawy noworoczne. Fakt, ze w tylu miastach w Polsce nie odbyly sie zabawy sylwestowe jest oczywiscie
uzasadniony kiepskim stanem polskich finansow (ale o jakim kryzysie mozna mowic w krolestwie Sloneczka
Podkarpacia, krola Piasta z AGH?). Podawanie 11 wrzesnia jako przyczyny jest dowodem, ze ludzka hipokryzja
zaiste nie ma granic. Ciekawe, czy ow wzburzony czytelnik spedzic sylwka samotnie w czterech scianach
wsrod portretow strazakow z WTC, zapalajac kolejne kieliszki spirytusu (por. scena z "Popiolu i diamentu")?
Tadek