Gość: ula
IP: *.studentby.uit.no
16.12.08, 23:56
Chciałam potwierdzić, że norweskie parkingi jak najbardziej nocą polarną są
otulone od góry Saltfjellet aż po Svalbard. W mroku toniemy i rozświetlamy
sobie dni światłem świec, ale nie tym samym, które wypełniało adwentowe
lampiony i które niosło się na roraty.. A przed 6 rano nie spieszę do
kościoła, a do pracy. Apropo kolei, to na północy kraju (na północ od Narviku)
trakcji kolejowej Norwegowie (ani Niemcy) nie położyli i o urokach kolei może
tylko marzyć. Jedyne co nam pozostaje to latać bądź (opcja dla bogatszych)
wsiąść na tzw. Hurtigrutę (coastal steamer) i popłynąć dalej na północ lub na
południe, ku słońcu. Lub, dla odważnych i mniej zamożnych (brawo Sylwia!), do
kraju udać się za jeden uśmiech przez Finlandię. Z braku obecności pociągów na
co dzień, myśl o pokonaniu trasy Gdańsk-Giżycko w przedświątecznym okresie
raduje, jako że do codzienności nie należy. Poza tym, czy można lepiej Polskę
odczuć i się z nią zjednoczyć po długiej chwili nieobecności niż w zatłoczonym
pośpiesznym? Ale to, że kilka dni później moja norweska połówka będzie musiała
pokonać tę trasę sama lekko przeraża i uświadamia jak wiele nam brakuje, jaka
przepaść nas dzieli. Przypomina, że rozróżnienie Wschód-Zachód nie tkwi tylko
w poziomie standardu kolei narodowej, ale w mentalnych przestrzeniach przede
wszystkim ... Oby mój gość umiał odkryć detale widziane tylko dzieciącym
okiem, i jeszcze miłość na przejściu. Pozdrowienia z zanurzonego w krąg nocy
polarnej Tromso.