Dodaj do ulubionych

chyba chcę sie rozstac....

IP: *.uci.agh.edu.pl / *.uci.agh.edu.pl 06.09.04, 07:37
im blizej do slubu, ja sie zastanawiam czy w ogóle go chcę. Narzeczony sie
zmienił, mam wrazenie ze jestem mu obojętna, ze oddalamy sie od siebie.
Wymysla powody, zeby przesunąc datę o 3 miesiące. Draznią mnie jego wady
bardziej niz zwykle i mam ochotę umawiac sie z innymi facetami. Drażnią mnie
teściowie, nie znoszę jego matki, a ojciec jest obleśny i boję się, że mój
narzeczony tez sie zamieni w takiego potwora. Coraz bardziej angazuję sie w
pracę, nie chce mi się już wymayslać smacznych obiadków dla narzceczonego, bo
w pracy przynajmniej mnie ktos docenia, a w domu-nie (mieszkamy razem). Mam
wrazenie ze to juz przechodzony związek, ze za długo bylismy razem (5 lat, w
tym 4 mieszkania razem), i zwlekalismy ze slubem. Wypaliło się, czy po prostu
to przedślubna panika???Chyba mi jescze na nim zależy, ale mam wrazenie ze
jemu na mnie juz nie. Jak dać do zrozumienia, ze nie wolno mnie tak
traktować, bo odejdę?? - słowa nie działają. Szkoda mi tez tych 5 lat razem,
tyle razem budowalismy, i szkoda mi teraz wszystko burzyc. Były piękne
chwile, ale nie chcę zmarnować sobie i jemu zycia. Mam wrazenie, ze moj
narzeczony robi sie takim capem (jak teśc), co tylko kapcie, telewizor i piwo
z kolegami, a ja mam milion pomysłów na minutę, i boję się sie ze nie
pasujemy juz do siebie. A moze to tylko moja wyobraznia..Nie wiem co robic...
Obserwuj wątek
    • Gość: Ewa Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.04, 08:42
      Wyjedź gdzieś sama na tydzień - taka mała separacja, wakacje, urlop od
      codzieności. Wyciszysz się, przemyślisz, zastanowisz. Albo wyjedźcie razem na
      weekend- obcy teren jest idealny na trudne rozmowy. Musicie podjąć jakąś
      decyzję. 5 lat to dużo, ale patrz na teraźniejszość i przyszłość. każdy się
      zmienia TY też. Przemyśl wszystko, odpocznij, cokolwiel zrobisz bedzie dobrze smile
    • Gość: pszczolka Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: 192.168.1.* / *.cza.warszawa.supermedia.pl 06.09.04, 08:44
      z tego co piszesz to rzeczywiscie masz powody do zastanowienia sie, ja na twoim
      miejscu bym sie wycofala, lepiej teraz (wiem ze szkoda tych 5 lat) niz po roku
      malzenstwa, wydaje mi sie ze jestes jeszcze mloda- wiec masz okazje poznania
      osoby wartej ciebie, nie wychodz za maz gdy nie jestes pewna swoich uczuc,
      przeciez to ma byc czlowiek na reszte twojego zycia, to z nim powinnas spedzic
      najwspaniajlsze chwile swojego zycia- gdy nie czujesz ze to ta osoba- nie
      ryzykuj, ja swojego mezszczyzny bylam pewna i sie nie zawiodlam -tak jak przed
      tak i po slubie jest dla mnie cudowny, zastanow sie zanim na dobre wpakujesz
      sie w nieodpowiedni zwiazek,powodzenia
      • Gość: m Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 06.09.04, 09:04
        A może po prostu obydwoje jesteście zdenerwowani ślubem i nową formą
        odpowiedzialności za drugiego człowieka i każde czeka na miły gest z tej
        drugiej strony a tu ani widu ani słychu i z tego pretensje
        • Gość: anita nie powinnaś mieć przed ślubem wątpliwości.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.04, 09:49
          Już samo to ,że masz obawy co do przyszłości i charakteru meża, denerwuja cię
          jego wady, drażni zachowanie ( jesli odkłada ślub to nie jest to dobra wróżba)
          zmusza do poważnego zastanowienia się czy chcesz być żoną na zawsze tego
          meżczyzny...wiesz z tego pociagu się nie wysiada...ja nie miałam żadnych
          wątpliwości wychodząc za mąż za swego meża, po ślubie się nie zmienił, a w
          pirwszą rocznicę usłyszałąm ,że kocha mnie jeszcze bardziej i mocniejsmile nie
          miałam takich dylematów jak Ty...stres przedślubny różni się od tego co czujesz
          i o czym piszesz...wiecej informacji nie potrzeba , by stwierdzić ten fakt...
          moja znajoma, która znała swego męża 6 lat przed ślubem po roku ślubu
          stwierdziła ,ze to nie jest to...mąż i jego rodzina wykończyły ją
          psychicznie...a miała wątpliwości przed ślubem...nie posłuchała swej
          intuicji...obecnie są w separacji i prawdopodobny rozwód...posłuchaj swego seca
          co Ci mówi...zawierz swej intuicji...jeśli w środku czujesz ,że coś nie jest
          takie jak być powinno to nie warto szarpać się z emocjami....decyzja jaka podej
          miesz teraz zaważy na Twym życiu...ale zawsze pamietaj ,ze życzliwych Ci osób i
          dobrych, kochajacych mężczyzn nie brak i może włąśnie coś musi się zakończyć ,
          by rozpocząć mogło się coś pięknego?...tak było ze mną...meża poznałam po
          rozczarowaniu innym mężczyzną i to on okazał sie tą najwiekszą i jedyną wielka
          miłością, za ten skarb będę zawsze dziękować Bogu i losowi , który mi go dałsmile
          Tobie życzę dużo szczęścia i odwagi w podjęciu decyzjismile pozdrawiam cieplutkosmile)
    • Gość: grzesio Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.04, 09:32
      Sytuacja nie jest ciekawa,ale dobrze ,że te problemy,jeśli mialy sie
      pojawic,pojawily sie teraz.U wielu par pojawiają się po ślubie,a to juz gorsza
      sytuacja.Zrób jak proponuje Ewa.Porozmawiaj SZCZERZE z narzeczonym,o Swoich
      odczuciach.Małżeństwo z powodu,ze przez kilka lat sie coś budowało,że były
      piękne chwile i szkoda to burzyc nie ma sensu gdy teraz oddalacie sie od
      siebie.To było dopiero pięć lat,tych łatwiejszych lat.Stoicie na rozdrożu,nie
      pedejmuj decyzji którą iść drogą pochopnie.Nie jestem "doktorem Pasikonikiem"i
      napewno łatwiej mi sie to pisze,niz Tobie będzie to zrobic.Może przesuńcie slub
      o jakis czas i zobaczcie czy ta sytuacja się pogłebia.Może on wlaśnie tak
      myśli,jeśli tak to ma racje.Pobrać się w takiej sytuacji tylko dlatego ,że data
      ślubu jest ustalona nie jest dobrym rozwiązaniem.Jeśli macie być razem, to
      będziecie bez względu na to czy w szufladzie będzie leżała kartka papieru z
      waszymi podpisami,czy nie.Zawsze możecie ją tam włożyć,gdy będziecie tego
      PEWNI.
      • Gość: moniskaa Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.04, 09:48
        Wiesz tak to już jest, że czasmi czujemy się po prostu znudzone. Ja również po
        5 latach bycia razem (jescze nie było ślubu)spotykam np. jakiegoś mężczyznę,
        który mówi do mnie piękne i ciekawe rzeczy. To nowa twarz - coś innego : taka
        chwila zauroczenia. Dodam CHWILA. Bo w końcu sobie uświadamiam, że kocham tylko
        tego Jednegosmile
        Ciężko jest roztrzygać co powinnaś zrobić, bo to bardzo złożony problem. Nie
        odchodzi się z byle powodu i sama dobrze o tym wieszsmile Tak: Na dobre i na złe
        ślubujecie sobie w kościele.
        może po prostu w nadmiarze pracy, w tym pędzie życia Twój mężczyzna zapomniał o
        romantyźmie (taki typ)Może on Cię bardzo kocha. Mężczyźni często jednak okazują
        to w inny sposób jak kobiety. Chcesz aby Cię przytulił? Po prostu daj mu to do
        zrozumienia. I koniecznie POROZMAWIAJ Z NIM!!!
        Jeśli naprawdę podejmiesz decyzję, że to nie to, to lepiej teraz niż jak już
        będzie po! Daj mu jasno do zrozumienia, że sprawa naprawdę nie wygląda dobrze.
        Ja osobiście wychodzę z założenia, że teściów trzebna troszkę traktować z
        przymróżeniam oka, to wymaga wprawy ale naprawdę warto by nie znisczyć sobie
        życia i by nie znisczyć miłości bo to jego masz kochać a nie ichwink
        pozdrawiam
        • Gość: moniskaa Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.04, 09:50
          acha i zgadzam się z grzesiem, może lepiej jednak ślub przesunąć i zobaczyć
          dalszy ciąg wydarzeń - lepiej zrobić to niż nagle w natłoku tego wszystkiego
          powiedzieć to już koniec. ach to życie - skoomplikowana sprawawink
    • Gość: ania Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.uci.agh.edu.pl / *.uci.agh.edu.pl 06.09.04, 17:30
      Jedziemy na weekend w góry..moze jeszcze da sie cos uratowac. Narzeczony jest
      typem człowieka, od którego cięzko wybębnic czułe gesty, ale taki akurat był
      zawsze. Mówi, że go obchodzę, że bardzo mnie kocha itd, ale spodziewać się
      romantycznej kolacji przygotowanej specjalnie dla mnie raczej nie mogę - juz
      sie zresztą do tego przyzwyczaiłam. Zobaczymy. Napiszę za dwa tygodnie jak było
      w Tatrach na weekendzie. Pozdrawiam wszystkich cieplutkowink)
      ps mam 24 lata...wydaje mi sie, ze to już straaaaaasznie duzo i nikogo innego
      nie znajdę...
      • Gość: agg Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 06.09.04, 18:35
        Też miałam mnostwo wątpliwości przed pierwszym ślubem, podczas ceremoni
        płakałam, ale nie były to łzy szcześcia. Jeszcze cztery lata po ślubie trwała
        moja męczarnia, teściowie z mężem mnie wykończyli w efekcie ich znienawidziłam.
        Odeszłam, udało mi się przeprowadzić bardzo kulturalną sprawę rozwodową.
        A teraz mam trzydziestkę, jestem zakochana do szaleństwa i za niecałe dwa
        tygodnie wychodze za mąż!!!!Jestem bardzo szcześliwa i nie mam najmniejszych
        wątpliwości!!! Stres przed ślubny.....owszem, ale on dotyczy zupełnie czegoś
        innego.
        Aniu, jedzcie w góry, ale przemyśl całą sprawę dokładnie!!!
        • Gość: poruszona... Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.granica.bytom.pl 06.09.04, 23:05
          ah.. tak czytam te wypowiedzi i popadłam w refleksję sad życze ci powodzenia Aniu
          w tej sprawie. 24 lata to naprawdę nie tak dużo ;] , więc tylko uwierz w siebie,
          jeśli uznasz ze lepiej będzie odejsc i szukac szcześcia gdzie indziej (albo
          czekac az samo przyjdzie)to zrób tak, zdobądź sie na tą odwagę bo wszytko jet
          lepsze niz zmarnowanie sobie życia po śłubie. Przesuncie,termin, pogadajcie
          otwarcie, 'wystrasz go'... ostateczna decyzja należy do ciebie, nie trac
          nadzieji. Najlepsze pozdrowienia...
      • bziubzik Re: chyba chcę sie rozstac.... 13.09.04, 14:00
        Czesc Aniu smile Oj widze, ze mialybysmy wiele wspolnych tematow do rozmowy! Ja
        tez jestem dlugo-3 lata z tym moim JEDYNYM, z czego 2,5 roku mieszkamy. Tez nie
        jest typem romantyka i nie mysli o kolacjach we dwoje itp.. ale wiesz coraz
        czesciej mu mowie jakie sa moje potrzeby-to trudne,bo musi byc odpowiedni
        moment i bron boze z wyrzutem, bo sie zdenerwuje. Trzeba sposobem, niby
        przypadkiem - i co ? sa efekty. Romantykiem to on nigdy nie bedzie, ale wie ze
        lubie niespodzianki i stara sie smile

        Od 4 wrzesnia br jestem szczesliwa mezatka i moglabym sto razy przezywac ten
        dzien i kazdy nastepny po nim bo jest cudownie!!! Ale.... jeszcze miesiac temu
        mialam 1000 watpliwosci i tak jak Ty widzialam same zle strony jego, tesciowej,
        bycia zona itp... Mam 26 lat, jestem zywiolowa, zawsze mialam powodzenie,
        lubilam flirtowac i przyznam ze szukalam chyba pretekstu, zeby jeszcze nie
        wychodzic za maz. Tym bardziej, ze przed slubem przypomnieli sobie o mnie
        wszyscy moi ex i zaczely sie mile slowka,komplementy, szalone propozycje, czyli
        dokladnie to , czego mi ostatnio brakowalo ze strony narzeczonego. A najgorsi
        byli ludzie, ktorzy wypytywali czy to na pewno ten i czy nie robie bledu i tylo
        mnie nakrecali. Nic nie bierze sie z niczego- moj narzecony juz od lipca byl
        nieznosny, klocilismy sie bez przerwy, czulam sie niechciana i nie doceniana- a
        on po prostu mial kryzys przedmalzenski i teraz wiem , ze jest to zupelnie
        normalne i potrzebne.Z jednej strony konczy sie wolnosc, z drugiej jest masa
        przygotowan, nerwow, presji ze strony rodziny itp.. jak tu sie denerwowac na
        siebie , skoro sie mieszka razem ? jak znalezc czas na pyszne obiadki- ja
        myslalam tylko o lozku jak wracalam do domu.Jedlismy jedzenie kupne , bo nie
        bylo czasu , wszystko do slubu sama organizowalam i wydawalo mi sie, ze nikt
        mnie nie wspiera, wiec po co mi to wszystko? Nie glupi to pomysl, zeby przed
        slubem mieszkac osobno, unika sie klotni. Ja w koncu wyjechalam na tydzien nad
        morze, bo mialam dosyc , przemyslalam sobie wszystko, moj Misiu tez i ...
        zrozumielismy, ze nie potrafimy zyc bez siebie.Ostatni tydzien tez byl nerwowy,
        bo jak sie okazalo trzeba bylo dograc mnostwo rzeczy,ale staralismy sie juz
        wspierac nawzajem, a slub okazal sie najpiekniejszym dniem w naszym zyciu,
        dostalam nawet prezent od meza - pierscionek jako dowod jego milosci, oprocz
        obraczki, chcial mi go dac w kosciele, ale nie zdazyl, bo to wszystko tak
        szybko polecialo, wiec dostalam go w samochodzie w drodze na sale weselna i
        bylam doslownie w szoku, czyli jednak potrafi zaskakiwac. I teraz po slubie moj
        Tomus bardzo sie zmienil- jest taki opiekunczy,robi mi sniadanka , pomaga we
        wszystkim (kiedys tak nie bylo)a dla mnie najwazniejsze jest to, ze czuje ,ze
        mnie naprawde bardzo kocha i chce ze mna byc. I dobrze, ze mielismy kryzysy i
        wszystko przemyslelismy,chociaz ja myslalam ze to juz koniec i ze lepiej
        przesunac date slubu. Po 3 latach wkrada sie rutyna i nuda, ale my sie nie
        damy! I tego wlasnie Ci zycze , choc bede Cie wspierac w kazdej decyzji,jaka
        podejmiesz, bo pamietaj,ze to Ty masz byc szczesliwa i sama musisz zadecydowac.
        (wiem, ze to trudne). Jesli czujesz , ze to nie ten moment, nie ten facet tez
        sie nie wahaj, zycie jest tylko jedno. Zycze powodzenia!!

        Szczesliwa mloda zona , Ania
        jak bys kiedys chciala sie wygadac, pisz na : bziubzik@op.pl
        • Gość: ania Do Bziubzika;)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.04, 12:05
          Dzięki, bardzo mnie ta wypowiedz podbudowała:smile))
    • Gość: grzesio Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.04, 13:37
      Aniu,życzę Ci jak najlepiej,ale kochac to nie tylko mówic ,że kocham i mi
      zalezy.Kochamy kiedy kazdym nawet najmniejszym gestem,czynem i słowem sprawiamy
      aby nasza druga połowa czuła się szcześliwa.Wtedy słowo kocham ma sens,inaczej
      jest tylko wypowiedzianym słowem.(o kurde,przeczytałem to i gadam jak ksiądz na
      kazaniu na ślubie,co nie zmienia faktu ,że taka jest prawda).Jestem 11 lat po
      ślubie i uwielbiam zrobić cos specjalnego dla zony na obiad czy kolacje,pomóc w
      sprzataniu,praniu i wogóle...Kocham nie mówie prawie wogóle.Ona to czuje.
      (chociaz raz na jakis czas pewnie by sie przydało)A Ty to czujesz?Czy tylko
      słyszysz?Jesli nie jesteś przekonana,daj sobie jeszcze troche czasu.Źle sie
      stanie gdy związesz sie bo wiek i data ustalone.Niedobrze by sie stało gdybyś
      tez teraz z nim zerwała na skutek naszych opini i rad.Tak jak mówiłem,daj
      sobie czas i poczuj ,ze on cie kocha.Tego Ci życze.Powodzenia.
      • Gość: Marta Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.easycomm.pl / 212.191.169.* 07.09.04, 17:35
        Aniu
        moim zdaniem - powinniscie przede wszystkim ze soba szczerze porozmawiac,
        zastanowic, przemyslec.. ale na spokojnie, bez podejmowania pochopnych decyzji.
        Jestescie ze soba piec lat, cztery mieszkacie.. generalnie podczas wspolnego
        zamieszkania ludzie sie docieraja, widza swoje wady i zalety. Decyduja czy w ta
        strone chca skierowac swoje uczucia czy tez nie.

        Mnie kiedys wspolnie zamieszkanie uratowalo przed malzenstwem. Bylismy razem ze
        soba piec lat. Pol roku przed planowanym slubem zamieszkalismy ze soba. I
        zaczelo sie. Zaczal mnie draznic, nie mialam ochoty z nim rozmawiac - bo
        niebardzo wiedzialam o czym, zylismy obok siebie, w zaden sposob nie razem. Nie
        raz myslalam - odejdz, nie marnuj zycia, odejdz. Ale mimo takich roznic, ja
        balam sie podjac taka decyzje - glownie z obawy, ze nie znajde nikogo, nie
        pokocham.. nie ukrywam balam sie samotnosci. Cale zycie ktos przy mnie byl,
        wiec jak ja sobie dam rade sama.
        Oczywiscie w trakcie przygotowan do samego wesela, czasami o tym zapominalam..
        zylam ta chwila, ktora miala nadejsc. Wstepne zakupy, rezerwacje, zaliczki,
        suknia.. cos sie dzialo.
        Ale cos mi w srodku mowilo - zatrzymaj sie, porozmawiaj z nim, chociaz postaraj
        sie porozmawiac. Pierwsze kroki i pytania skierowalam do mego Taty.
        Opowiedzialam mu o swoich obawach, spostrzerzeniach.. Spytalam otwarcie: czy to
        sie wie? ze to jest wlasnie ten (ta) jedyny(a)? padla szybka prosta odpowiedz:
        tak... a ja tego nie czulam.
        Wieczorem usiadlam w domu i zaczelam rozmawiac. Nie byl zainteresowany, poszedl
        wziac kapiel.. wrocil i powiedzial, ze to koniec... spakowal sie i wyszedl.
        Generalnie potrzebowalam tygodnia, aby zaczac zyc normalnie - bez niego.
        I udalo sie. Teraz jestem szczesliwie zakochana, mieszkamy razem, planujemy
        wspolna przyszlosc i najwazniejsze ja wiem, ze to jest wlasnie ON.
        Oczywiscie nie zaluje w zaden sposob tych prawie szesciu lat. Jednak z
        perspektywy czasu wiem, ze jego decyzja byla dla nas najlepsza. Nie
        zmarnowalismy zycia, nie niszczymy sie wzajemnie, kazdy poszedl swoja wlasna
        droga.
        Pamietaj, ze piec lat wspolnego zwiazku to niewiele biorac pod uwage, ze macie
        byc razem cale zycie. Najwazniejsze to przezyc je tak, abyscie nigdy niczego
        nie zalowali, dobrze ze soba wspolgrali i wzajemnie szanowali.
        Trzymaj sie cieplo i zycze powodzenia
        Marta


    • r.sikorska Re: chyba chcę sie rozstac.... 07.09.04, 17:54
      Witaj Aniu! Myślę, że Ty już znasz odpowiedź...
      • Gość: moniskaa Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.04, 18:45
        Aniu mam nadziję róqnież, że wszelkie wątpliwośc są już rozwianesmile
        Pamietaj, że nie wolno Ci takiej decyzji podejmować pochopnie, bo potem można
        bardzo długo tego żalować to bardzo poważna decyzja.
        Pozdrawiam Cię serdecznie


        Grzesio Twoja żona jest prwadziwą sczęściarąsmileAniu dokładnie tak jak napisał
        Grzesio, zastanów się czy po prostu czujesz tą Jego miłość do Ciebie. Ja z
        własnego doświadczenia wiem, że kwiatka bez okazji nie dostanę od mojego
        ukochanego(pomimo tego,że mówiłam mu o swoim )"malutkim marzeniu")On pewnie już
        tego nie pamiętasmile Taki typ, ale pomimo tego czuję jego ogromną miłość, w
        róznych sutacjach życiowych kiedy oczekiwałam jego pomocy, wsparcia po prostu
        Jego -ON zawsze był....
        Pozdrawiam Was mocniutko!
    • Gość: ania Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.uci.agh.edu.pl / *.uci.agh.edu.pl 07.09.04, 23:45
      Juz sama nie wiem...Znowu mnie wkurzył przed chwilą. Nie chce mi sie nawet
      opisywac tej sytuacji. Ciągle tylko wady i wady we mnie, a zadnych zalet. Na
      jego plus moge dodac, ze jesli brac pod uwagę całe 5 lat związku - ZAWSZE
      mogłam na niego liczyc w waznych sprawach, nigdy mnie nie zawiódł, i pozostaje
      moim najbliszym przyjacielem, nikt o mnie tyle nie wie, i nikt mi tyle razy nie
      pomógł. Ale na co dzien czasami wymiękam. Tak jak dzisiaj. Pozdrowionka
      • Gość: moniskaa Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.04, 07:56
        Aniu mam nadzije, że w końcu uada Ci się podjąć słuszną decyzję.
        Pozdrawiam
    • Gość: Mężatka Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.04, 00:54
    • Gość: Mężatka Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.04, 00:59
      jak nie wiesz co zrobić ze Swoim życiem i z męzczyzną który ma być Twoim mężem
      to zaczekaj ze slubem, jeśeli tesciowie budzą w Tobie obrzydzenie już teraz
      zastanów sie co bedzie później, a jak któraś z osób wypowiedzianych wcześni8ej
      nie ważne czy 1 miesiąc 1 rok czy 10 bądź 40 lat po ślubie kazda lubi być
      adorowana i kżda lubi dostac od męża bez okazji kwiatek, na takie rzeczy nie ma
      czasu ani reguły, rzycze powodzenia i dobrrego wyboru.
      • Gość: moniskaa Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.04, 11:19
        A ja osobiście nie rozumię takiego podejścia, z którym ku mojemu zdziwieniu
        spotykam sie coraz częściej:"jeśli teściowie nie są ok - to najlepiej uciekaj
        jak najdalej". Czym więc jest ta miłość do NIEGO, czy to można nazwać miłością
        jeśli przeszkodą są niemili teściowie, to że niedostało się wczoraj kwiatka (a
        właśnie miało taki kaprys)W małżeństwie bywają dużo poważniejsze problemy.
        Najważniejsze jest to by szanować się nawzajem, kochać, wspierać. Gdy nasza
        druga połowa ma problem i jesli ją kochamy to chyba instynktownie chcemy jej
        pomóc a nie od razu odchodzićsmile
    • Gość: Pat Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.sgib.com 09.09.04, 14:09
      Powiem Ci z doswiadczenia jedno: "wychodzisz" nie tylko za chlopaka, ale i za
      cala jego rodzine. Jesli masz jakies watpliwosci co do niego, a rodziny nie
      znosisz, to sie dobrze zastanow, bo beda oni obecni w waszym malzenstwie przez
      dlugie lata. Moja tesciowa byla w maire OK przed slubem, i generalnie nic i
      zlego nie robi, ale wyszly rozne rzeczy, ktore sprawily, ze zaczynam patrzec na
      meza przez pryzmat jego rodzicow i widze w nim wady, ktorych wczesniej nie
      dostrzegalam. Boje sie ze bedzie taki jak jego rodzice, ze dzieci odziedzicza
      ich cechy....o tym trzeba myslec zawczasu!
      • Gość: pat Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.sgib.com 09.09.04, 14:26
        przeczytalam uwaznie jeszcze raz wszystkie dotychczasowe posty i opowiem, jak
        to jest u mnie: znalam sie z chlopakiem troche dluzej niz Ty Aniu. Moj
        narzeczony byl OK, ale mialam mu za zle, ze oswiadczyl sie za pozno jak na moj
        gust (chyba 6 lat to sporo). Przed slubem mialam watpliwosci, czy bedzie nam
        dobrze razem, bo milosc to nie wszystko: liczy sie wzajemne zrozumienie i
        wspolne zainteresowania. To pierwsze bylo, gorzej z drugim. Tesciowie niby OK,
        ale po slubie wyszly takie rzeczy, ze ich po prostu nie lubie. Co do wspolnych
        pasji i zainteresowan: toczymy boje o wszystko: o kolor scian w domu, ksztalt
        kanapy, wzor na zaslonkach, ilosc recznikow. Kazde z nas ma inna wizje i te
        klotnie zabijaja wzajemne zaufanie. Tak to jest OK, dobry chlopak, ale po 2,5
        roku malzenstwa mysle, ze powinnismy miec w sobie wiecej "pasji" i wspolnego
        niz mamy. Co do tesciow: glupie uwagi tesciowej doprowadzaja mnie do furii. A
        nie mysl, ze maz wystapi przeciw matce. Jak raz cos powiedzialam, naprawde
        delikatniem, to zostalam zjechana i byla obraza majestatu. Wyobraz sobie aniu,
        ze oni nam w niczym nie pomogli, tylko bylo gadanie, co to nie bedzie. Nawet
        samochodu do slubu nie mogli udekorowac. A po slubiue zabrali nam
        czesc "kopert". Nigdy bym ich o to nie podejrzewala, ale tak sie stalo. A maz
        oczywiscie wzial ich strone. Skoro mieli klopoty finansowe, to po co
        organizowali wesele? to oni naciskali, mnie to bylo obojetne...
        Tak ze, jesli on jest "gburowaty" nie licz ze cos sie zmieni po slubie. Jesli
        tesciowei juz sa wredni, to uwierz mi, moze byc tylko gorzej.
        Ja uwazam, ze generalnie jestem happy i moja sytuacja jest dobra. Maz ma wiele
        zalet, ale tak jak pisalam, patrze na niego przez pryzmat nielubianych
        rodzicow, i dostrzegam w nim a to rys ojca a to matki i tak jakos czasem
        nachodza mnie mysli, ze dobrze by bylo poznac kogos nowego...
    • Gość: gość Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.04, 14:17
      Jak mawia mój wujek co nie zrobisz będziesz żałować smile
      Wyjdziesz za niego będziesz żałować, nie wyjdziesz też będziesz żałować. A jak
      się zmienia w cepa to go olej. Bądź egoistką !!
    • Gość: ania Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.uci.agh.edu.pl / *.uci.agh.edu.pl 09.09.04, 14:35
      No własnie tego sie boje najbardziej - ze zmieni sie w przyszlosci w swoich
      rodzicow, i ze u mnie w domu zapanuje taki model rodziny, gdzie nikt się do
      siebie nie odzywa, i całe dnie przeed telewizorem. Na razie ich sam krytykuje,
      ale jak się blizej przyjrzec, widac w nim zalązki tego capowania (chociaz tu
      moze odzywac się moja katastrofalna wyobraznia). Chociaz z drugiej strony,
      jesli proponuję aktywny sposób spedzania czasu, nie oponuje, tylko się włącza,
      ale sam nic nie wymysli.
      W ogóle to przeprowadziłam poważną rozmowę we wtorek, i usłyszałam ze ja tez
      sie mało ostatnio staram. Chyba racja, ze się tak napędzało błędne koło, ze
      kazdy czeka na miły gest z drugiej strony, a tu nic, tylko praca. Najgorsze
      jest to, ze ja sama muszę zawsze napędzać takie rozmowy, bo ten milczek nigdy
      się pierwszy nie odezwie na takie tematy.
      Staramy się oboje teraz i jest duzo lepiej. Tylko na jak długo??
      Na slub nie naciskam, będzie to będzie, a nie to spadówa. Zobaczymy. Jeszcze te
      góry przed nami, moze się coś rozjaśni.
      ps tescie na szczęście w innym mieściewink))) to mnie podnosi na duchu.
      ps 2 jedno jest pozytywne w tym wszystkim - w pracy dostałam podwyżkę i będę
      pisać swój własny projektwink)))
      • Gość: pat Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.sgib.com 09.09.04, 14:55
        No anulka, widze nutke optymizmu. To dobrze. Co ma byc to bedzie i pamietej, ze
        nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo. bardzo duzy plus, ze tesciowie w
        innym miescie, to bardzo upraszcza zycie. Moi niestety w tym samym. Postaraj
        sie zobaczyc, czy w codziennych czynnosciach wychodzi jego troska o Ciebie. Moj
        na szczescie takie oznaki daje, ale tak jak pisalam, jest tak jak jego rodzice
        pozbawiony ambicji. Jak go do czegos nie kopniesz, to sie nie ruszy. ja musze
        byc m,otorem wszystkiego. A to meczy. Przeprowadzilam z nim pol roku temu
        powazna rozmowe o ewentualnym rozstaniu i od tego czasu jest lepiej. Ale tak
        jak pisalam, niepokoi mnie moja chec poznania kogos innego...
      • Gość: Mart NIE PAKUJ SIE DZIEWCZYNO W TO MAŁZEŃSTWO!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.04, 09:06
        jesli juz teraz masz takie obawy, to na pewno nie bedziesz szczesliwa w tym
        zwiazku. Radze-nie pakuj sie dziewczyno w to małzeństwo!!! Z tego , co piszesz
        facet to buc, leń, milczek i zmarnujesz sie przy nim . I skąd ja to znam -
        czytajac, co napisałaś, przypominam sobie mojego byłego narzeczonego, moj
        związek, narzeczeństwo sprzed kilku lat. Niby wszystko było w porzadku, ale
        właściwie nijako. Nigdy nie było żadnej inicjatywy z jego strony. Nasze wspólne
        wyjazdy, to jak spedzaliśmy wolny czas, wakacje zalezało tylko i wyłacznie ode
        mnie. Mój ówczesny narzeczony najchetniej spedzałby dnie przed telewizorem i na
        dyskusjach o polityce. Wtedy, bardzo w nim zakochana, nie dostrzegałam jego
        wad i chyba nie chciałam dostrzegać , sama przed soba usprawiedliwiałam jego
        zachowanie.
        Moge sie załozyć, ze ten Wasz wspólny wyjazd w góry na weekend to Twój pomysł,
        bo on nie wpadłby na to, zeby Tobie zrobić taka przyjemność.
        Ja tez kiedyś wymyśliłam wyjazd w góry, żeby ratować mój związek. I uratowałam
        go na jakiś czas. Zrobiłam te głupote i wyszłam za niego. A potem wszystko i
        tak sie rozleciało, bo moje wątpliwosci przedślubne potwierdziły sie w 100 %.
        Przechodziłam koszmar rozwodu i wtedy myslalam, ze juz nic dobrego mnie w zyciu
        nie spotka. To było 5 lat temu. Dzisiaj jestem b. szczesliwa, czuje sie
        spełniona zawodowo, doceniana w pracy, a prywatnie - za pare tygodni wychodze
        za mąż i tym razem nie mam zadnych watpliwości. Przy moim terazniejszym
        męzczyźnie czuje sie doceniona, czuje, ze rozkwitam, rozwijam sie. I czuje, ze
        tak bedzie zawsze, bo to taki typ człowieka.
        Ania, Ty twojego faceta i jego rodziców nie zmienisz. Czuje, ze nie jesteś z
        nim do końca szcześliwa. Wiem ,ze to cholernie boli.
        Jesli teraz po wyjezdzie w góry poprawiły sie Wasze relacje, to wiem, ze juz
        sie martwisz o to, że niedługo coś znowu popsuje sie miedzy Wami i usłyszysz,
        tak jak ja kiedys, że za mało sie starasz...

        Aniu, zastanów się....
        • kraxa Re: NIE PAKUJ SIE DZIEWCZYNO W TO MAŁZEŃSTWO!!! 13.09.04, 16:07
          Mój głos pewnie nie wniesie jakiejś złotej recepty na wyjście z tego pata, ale
          może kolejna prawdziwa historia pozwoli komuś, niekoniecznie tylko Ani, podjąć
          odważną, choć na pewno niełatwą decyzję. Ja ze swoim (już byłym )mężem byłam 6
          lat, z tego jakieś 2 lata z przerwami mieszkalismy razem. Wprawdzie z uwagi na
          jego specyficzny zawód (marynarz) czasu faktycznie spędzonego razem było trochę
          mniej, ale za to taki związek wymusza rózne sytuacje, w których ludzie się
          wzajemnie sprawdzają. To była moja pierwsza miłość, i chociaż Ania tegpo
          wyraźnie nie piszę myślę, ze w jej przypadku jest tak samo. Po prostu znam z
          autopsji te obawy, że ja nikogo już "tak" nie pokocham. W ciągu tych 6 lat
          naprawdę duzo się miedzy nami wydarzyło, były rozstania i powroty, ale teraz
          myślę, ze to mi bardziej zależało. W każdym razie przed ślubem miałam masę
          wątpliwości, które podzielali moi przyjaciele i rodzina. to byl taki dziwny
          stan, bo czułam się z jednej strony naprawdę niepewnie, a z drugiej, chyba w
          obawie przed "zaprzepaszczeniem" związku z takim stażem sama siebie
          przekonywałam o jego zaletach. moi rodzice byli otwarcie przeciwni, ale ja nie
          dawałam sie przekonac, a oni szanowali mój wybór, chociaż, jak się okzało moja
          matka wiele nocy przepłakała. No i niestety miała rację. nie wchodząc w
          szczegóły, wyprowadziłam się od męża po trwajacej 4 miesiące gehennie-kiedy
          czułam się odrzucona, niepotrzebna i wzgardzona. Do dziś nie wiem, czemu on sie
          chciał ze mną ożenić .Myślę, ze może dlatego, że tak wiele mu wybaczyłam-
          myslał, ze w malżemstwie będę spolegliwą zonką, bo juz mnie dostatecznie
          urobił. tu muszę wtrącic parę słów na temat relacji z rodziną byłego męża.
          Wprawdzie moi tesciowie nie zyli, ale mój mąż wszystkie uczucia przelał na
          jedyną, starszą siostrę, której wpływ na niegio był równie wielki, co
          negatywny. Symptomy tej zaburzonej relacji mogłam odczuć juz przed ślubem,
          kiedy usiłowała bez skrupułów korzystac z naszego mieszkania do schadzek z
          kochankiem. gwałtownie zaprotestowałam, ale mój mąż tylko udał, że przyznaje mi
          rację. Po prostu wtedy uznali, że ja jestem " z innej gliny" i zawiązali
          koalicje przeciwko mnie. Trzy razy dziennie rozmowy telefoniczne, w których on
          zdawał jej sprawę z wszystkiego co robił, porozumiewawcze spojrzenia w mojej
          obecności. A ja to wszystko próbowałam racjonalizować-właśnie tak, jak
          niektórzy z Was, doradzający Ani nie zwracanie uwagi na rodzinę przyszłego
          męża. Istotne jest jak zachowuje się wybranek w razie konfliktu pomiedzy tobą a
          nimi. Czyją strone bierze i czy kieruje się sensownymi przesłankami, czy tylko
          więzami krwi. Moje małżenstwo zakonczyło się po 4 miesiącach, poniewaz
          doprowadził mnie do kresu. nie podziewał się tego, jak sądzę, bo i ja sama
          byłam zaskoczona swoją stanowczą reakcją. Po prostu wyszłam z domu pewnego razu
          i wróciłam tam tylko po rzeczy. Obawiałm się bardzo reakcji otoczenia, jak to-
          niedawno slub,i to w dodatku kościelny, a ja chcę rozwodu. Niepotrzebnie się
          obawiałam-okazało się, ze większośc moich bliskich spodziewała się takiego
          obrotu sprawy. Po prostu doskonale dostrzegali to, czego ja nie chciałam. byli
          dla mnie wsparciem, i jakoś dzięki nim przetrwałam najgorszy czas. Potem w moim
          zyciu pojawił się ON-dawny przyjaciel, przy którym zrozumioałam co to znaczy z
          kimś być, móc na niego liczyć i czuc oparcie. Nie zyskałam w nim drugiego męża,
          bo to już nie jest moim celem, ale przyjaciela na całe zycie, mimo, ze nie
          jestesmy parą. strasznie się rozpisałam, niektórzy pewnie przysypiają,
          przechodze do konkluzji: dobrze się Aniu zastanów, ale nie walcz ze sobą. byc
          może tak jak ja musisz "odbić się od dna" z tym człowiekiem, żeby dostrzec to
          kim TY naprawdę jesteś i czego chcesz od życia. Po prostu moja drogą była
          bardziej uciążliwa, mnóstwo nieprzyjemności i przeszkód, ale przeszłam ją i
          jestem bardziej świadoma, na czym mi w zyciu zależy. wyzwoliłam się, i warto
          było zapłacić każdą cenę, za to kim teraz jestem. A może w Twoim przypadku nie
          bedzie to konieczne. Zaufaj swojej intuicji i posłuchaj bliskich. Jak oni Was
          widzą?
        • Gość: ania Do Mart IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 14:35
          To nie jest do konca tak, ze mój narzeczony jest bucem i leniem. Jest uprzejmy,
          miły dla ludzi, lubi pomagac w miarę mozliwości. Wlasnie skonczył jedne studia,
          pracuje, konczy drugie. Jest po prostu małomówny i mało kreatywny, jeśli chodzi
          o nasz związek. Brakuje mi czasami jego staran, kwiatka, czułości. No i
          tesciowie - na szczęscie w innym miescie, ale...Malzenstwo jego rodziców to
          fikcja, para zupelnie niedobranych, starzejących się, leniwych nudziarzy.
          Myslę, ze z tego trochę wynika ten jego brak kreatywności, napatrzył się w domu
          i nie przychodzi mu do głowy, ze mozna spędzać razem aktywnie i miło czas. Sam
          powiedział, kiedy mu zwróciłam uwagę, ze od wymyslania atrakcji w naszym
          związku jestem ja, bo jemu nie wychodzi to dobrze.Zastanawiam się, czy nie
          oczekuję za wiele, bo w małzenstwie chyba najwazniejsze jest to, zeby się
          wspólnie szanować, a ja bardzo szanuję mojego narzeczonego. Jest dobrym,
          uczciwym człowiekiem, a to nie jest tak łatwo dzisiaj spotkać. Sama juz nie
          wiem. Odezwę sie za jakis czas. Pozdrowionka
    • Gość: mike Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.acn.waw.pl 13.09.04, 18:04
      Odłóż datę ślubu! Najwyraźniej nie zdążyliście się jeszcze poznać,
      potrzebujecie jeszcze trochę czasu. Lepiej trochę zaczekać, niż potem męczyć
      się jeśli nie przez całe życie, to przez parę lat.
    • Gość: Anett Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: 213.199.195.* 13.09.04, 18:49
      Wczoraj byłaby 6 rocznica mojego ślubu, dziś jest 2 rocznica rozwodu a w
      czerwcu przyszłego roku biorę ślub. Mimo, że mam dopiero 27 lat to już sporo
      przeszłam, przed pierwszym ślubem też miałam wątpliwości, ale bałam się
      posłuchać siebie. Pamiętaj, że musisz być pewna. Ja dopiero teraz jestem pewna,
      że pierwsze małżeństwo było kompletną pomyłką ale planów na drugie jestem pewna
      w 100%. Całusiki i podejmij dobrą decyzjęsmile)
    • Gość: ania Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.04, 12:00
      No i nie pojechalismy w góry...Ale tym razem z mojej winycrying(Docenianie w pracy
      ma swoje złe strony - własnie siedzę w biurze i piszę kolejny projekt
      (pozytywne jest to, ze i tak jest zimno jak skurczybyk:smile)
      Nadal nie wiem, co będzie. Czasem jest lepiej, czasem jest gorzej. Pozostawiam
      sprawy swojemu biegowi. Dzisiaj idziemy sobie na kolacyjkę na misto, i na
      jakies piwko albo winko. Moze będzie miłowink)
    • Gość: ania Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.ds14.agh.edu.pl 26.09.04, 00:59
      wlasnie sie chyba rozstalismy
      • Gość: krakowianka-jedna Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 26.09.04, 01:38
        ooooo sad
        • Gość: moniszka Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 14:24
          Ania napisz coś więcej...chyba??
          Pozdrawiam.
    • Gość: ania Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 08:42
      No właśnie poszlismy w sobotę na romantyczny wypad do knajpki, i tam się
      dowiedzialam, ze najlepszym rozwiązaniem naszych problemów będzie rozstanie.
      Miałam się wyprowadzić, ale nie natychmiast. W koncu stanęło na tym, że nie
      wyprowadzam się, ale pozostajemy w przyjacielskich układach. Trochę to dziwnie
      wygląda. Śpimy w jednym łóżku, przytulamy się i całujemy. Już dawno nie
      przytulał mnie tak mocno jak dzisiaj w nocy. Ale nie jesteśmy parąwink)Kto
      zgadnie, jak mozna nazwac nasz porypany układ, temu nagroda w niebie. O ślubie
      oczywiście nie ma mowy.
      Ale mi to nawet odpowiada. Zadnych deklaracji, zadnych zobowiązań. W ten sposób
      ocaliliśmy przynajmniej naszą piekną przyjaźń. A moze wrócimy jeszcze do
      siebie, kto wie?
      Co nie zmienia faktu, ze całą niedzielę ryczałam jak bóbr, dzisiaj wyglądam
      pięęęęęęęknie w pracy z tymi oczami czerwonymi jak u królika. No i projektu nie
      skonczyłam. Szefo się na pewno "ucieszy".
      • Gość: pszczolka Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: 192.168.1.* / *.cza.warszawa.supermedia.pl 27.09.04, 11:09
        Aniu, czytajac twoja historie przypomnialam sobie sytuacje, w ktorej ja sie
        znalazlam 5 lat temu. Bylam zakochana po uszy, wprawdzie nie mieszkalismy
        razem, kazde z nas wynajmowalo mieszkanie ze swoimi przyjaciolmi, ale
        sprowadzalo sie to do tego ze po spedzonych razem 3 miesiacach wakacji na
        drugim kontynencie zamieszkalam u niego a moj pokoj stal pusty. Problem w tym
        ze to tylko ja bylam zakochana po uszy a on.... trudno stwierdzic - w nocy
        przytulal mnie bardzo mocno, calowal ...ale na codzien to raczej czasu dla mnie
        nie mial. Bylam tak zaslepiona, ze nie zauwazalam ze wszystko sie popsulo, nie
        chcialam o tym nawet myslec, tlumaczylam sobie ze wystarczy mi tAK JAK JEST.
        Dlugo to nie trwalo, po pol roku dowiedzialam sie ze najle[iej zebysmy sie
        rozstali, ryczalam przez 2 dni, nie wychodzilam z domu -tylko beczalam i
        beczalam. Ale nie bylam tak zle bo kolejne noce i tak spedzalismy razem mocno
        przytuleni, widzialam ze taki uklad mu odpowiada- tzn bez zobowiazan. Pewnego
        dnia sie obudzilam- bez zobowiazan- tzn ze sypia z innymi dziewczynami???
        Zerwalam z nim kontakt, powiem szczerze ze bylo mi ciezko przez nastepne 2 lata
        (chodz przez ten czas go wogole nie widzialam). Nie moglam byc z kims innym bo
        caly czas myslalam tylko o nim. A teraz jestem szczesliwa mezatka, odnalazlam
        prawdziwa milosc i teraz wiem ze w tamtym zwiazku nie bylam tak naprawde
        szczesliwa. Aniu, zycze ci zebys poznala osobe warta Ciebie.
      • Gość: grzesio Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 12:22
        przczolka ma racje.Taki ukLad nie jest zdrowy i długo nie potrwa.Odetchnąłem
        troche bo chociaż o ślubie nie ma mowy.A jeśli taki układ odpowiada wam obojgu
        to nawet nie myśl ,żeby wracać do siebie.Nie trać czasu i lepiej znajdż nowego
        faceta.Pozdrawiam.
        • Gość: moniszka Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 08:24
          I wszystko się wyjaśniło, jeśli po tym "zerwaniu" okazało się, że jest lepiej
          to zaczy, że Jego przerażała jednak perspektywa małżeństwa. Sama widzisz jak
          okazało się, że ślubu nie będzie od razu stał się czuły i troskliwy. Wychodzi
          na to, że on najwidoczniej miał zupełnie inne oczekiwania wobec Ciebie.
          To co jest między Wami teraz to nie jest rozwiązanie.
          Pozdrawiam.
          • Gość: ania Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 09:01
            Ja mam momentami wrazenie, ze on po prostu przestraszył się tego slubu. W koncu
            ma dopiero 25 lat, i chyba zdał sobie sprawę, ze jeszcze nie jest gotowy.
            Szkoda mi go trochę, bo chyba przezywa tą sytuację bardziej niz ja. Widac po
            nim totalne zmęczenie całą tą sprawą. Wczoraj chodził taki załamany, ze to JA
            musiałam go pocieszac, ze jeszcze nikt nie umarłsmile)A dzisiaj obiecałam, ze
            kupię mu magnez na stresawink)
            Ja na razie czekam na rozwój sytuacji. Pozostaje dla mnie najblizszą osobą na
            swiecie, i to się na razie na pewno nie zmieni. Wciąż go tez kocham, bardzo.
            Wciąż mam nadzieję, ze wszystko się naprawi. Na razie nic nie wiadomo.
            A za slubem nie płaczę. Trudno, będę starą panną, albo jak się to teraz modnie
            mówi - singlemwink)
            • Gość: pszczolka Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: 192.168.1.* / *.cza.warszawa.supermedia.pl 28.09.04, 12:25
              aniu, pamietaj ze faceci dojrzewaja pozniej, moj tez mial wtedy 25 lat i chyba
              staly zwiazek na cale zycie byl dla niego nie do przyjecia, koniec wolnosci i
              teraz tylko starosc....smile faceci dorastaja poznosmile)) pozdrawiam
          • Gość: ania Do Moniszki - co bys zrobiła na moim miejscu?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 09:27
            • Gość: moniszka Re: Do Moniszki - co bys zrobiła na moim miejscu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 10:06
              Droga Aniu, sama jestem w pięcioletnim związku. Jeszcze rok temu byłam
              przekonana, że będę bardzo długo czekała na tę chwilę. Widziałałam, że On nie
              jest gotowy, dojrzały, dziwne reaguje na słowo "ślub", przyznam, że bałam się
              Aniu. Zastanawiałam się czy jemu tak naprawdę zależy na mnie. On nie był gotowy
              ale ja czułam jego miłość, która objawiała się we wszystkim...był zawsze kiedy
              go potrzebowałam. Ja byłam gotowa już dawno - on dojrzał teraz i wiem, że warto
              było czekać.
              • Gość: ania Re: Do Moniszki - co bys zrobiła na moim miejscu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 10:54
                Czyli co??Czekać w tym porypanym układzie? Wczoraj powiedział, ze nie wyklucza
                mozliwości, ze wszystko między nami się uloży, ale nie chce niczego
                przyspieszać i składać zadnych deklaracji. Ja mogę czekać, tylko jak dlugo?Czas
                zdecydowanie dziala na moją niekorzyść. Im będę starsza, tym trudniej będzie mi
                znależc kogoś nowego.
                Sądzę jednak, ze zaczekam 2-3 miesiące. Ustalilismy zasady, ze mozemy spotykać
                się z innymi osobami, jesli mamy na to ochotę, ale bez kontaktow intymnych.
                Jesli zobaczę, ze związek się rozwija, zostanę. Jeśli nie - trzeba będzie się
                pogodzić z tym, ze to koniec.
                • Gość: moniszka Re: Do Moniszki - co bys zrobiła na moim miejscu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 12:09
                  Aniu ja Ci tak naprawdę nie odpowiedziałam na Twoje pytanie!! Napisałam tylko
                  jak było w moim przypadku. Ja piszę Ci, że mimo pewnych przeciwności i trochę
                  innch poglądów czuje Jego miłość i ja również kocham.
                  Mam wrażenie Aniu, że szukasz potwierdzenia, że to już koniec a ja nie mogę Ci
                  go dać - przykro mi. Może sama oceń jak poważne są Twoje obawy, czy na dłuższą
                  metę będziesz potrafiła to wszystko znosić i akceptować.........czy kochasz i
                  jesteś kochana. Myślę, że najgorszym błędem jest częste myślenie "On po ślubie
                  się zmieni". Chyba sama wiesz, że to jest nierealne.
                  Nie znam Was i na poczatku myślałam, że to nerwy przedślubne, teraz okazuje
                  się, że sprawa jest poważniejsza...
                  Te 2-3 miesiące mogą Wam bardzo pomóc i rozjaśnić sytuację, z jednej strony
                  spotykając się z innym osobami możecie potwiedzić swoją miłość do siebie,
                  odkryć, że to dla siebie jesteście stworzeni z drugiej może się okazać, że to
                  co Was łączy jest zwykłym przyzwyczajeniem, rutyną. To dobrze, że dajecie sobie
                  czas bo wiem, że nie tak łatwo zostawić coś co budowało się przez parę lat a
                  rozstanie może okazac się pomyłką. Takie jest moje zdanie, bo pytałaś Aniu, co
                  ja bym zrobiła na Twoim miejscu.
                  Jednak czytając Twoje wypowiedzi mam wrażenie, że znasz już odpowiedź.
                  Pozdrawiam Cię serdecznie.
                  • Gość: moniszka Re: Do Moniszki - co bys zrobiła na moim miejscu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 12:12
                    Aniu to jest mój adres E-mail: magnoliab@interia.pl
                    może tak będzie łatwiej porozmawiać.
                • Gość: tusia a propos dziwnego ukladu IP: *.ramtel.com.pl 30.09.04, 23:59
                  Czytam z przejeciem ten wątek, bo sama się kiedyś rozstalam po 4 latach. A tuz
                  przed rozstaniem bylam rozdarta, czy nie popelniam zyciowego bledu, bo tyle
                  czasu budowalismy naszą milosc itd. Ale jednak sie rozstalam, poznalam innego i
                  za tydzien wychodze za maz. Ale ja w sumie nie o tym, bo wydaje mi sie, ze
                  silenie sie najakies analogie byloby naduzyciem. Ja nie znam dokladnie Twojej
                  sytuacji, a Ty nie poznasz mojej z kilku linijek na forum. Chcialabym sie
                  jednak ustosunkowac do tego, co piszesz o Waszym ukladzie.

                  Wydaje mi sie, ze troche sie zapetliliscie. Skoro sypiacie w jednym lozku,
                  przytulacie sie, to znaczy, ze w jakis tam sposob jestescie jednak parą. Nie
                  rozumiem wiec o co chodzi z tym spotykaniem z innymi. No bo hipotetycznie taka
                  sytuacja: poznajesz super faceta, przystojny, wysportowany brunet, super sie
                  wam ze sobą gada itp. itd. I co dalej? Ponieważ znasz go od 30 min. (tygodnia,
                  miesiąca) wydaje Ci się dużo bardziej interesujący niż dotychczasowy partner
                  (efekt nowości). Z drugiej jednak strony przecież mieszkasz z innym, chcesz mu
                  byc wierna (wykluczasz jakiś intymny kontakt z tym drugim). Więc czemu służy ta
                  furtka pt. "spotykajmy się z innymi osobami". Moim skromnym zdaniem, to tylko
                  pogarsza sprawę, bo rodzi frustracje typu: "w starym związku nie jestem
                  szcześliwa, a nowego nie mam prawa zacząć". Wydaje mi się, że istnieją dwa
                  zdrowe rozwiązania tej sytuacji. Pierwsze - rozstajecie sie ze sobą, zwalniacie
                  ze wzajemnych zobowiązań (odpada wspólne mieszkanie i przytulanie) i
                  sprawdzacie jak się z tym czujecie, tzn. czy przypadkiem nie zaczniecie
                  strasznie za soba tęsknić. Drugie wyjście ustalacie, że jesteście ze soba na
                  100%, bez rozmieniania się na drobne i zaczynacie ten nowy etap waszej milości
                  jakimś symbolicznym akcdentem (tylko tu akurat nic konkretnego nie przychodzi
                  mi do głowy).

                  Nie wiem, czy to co popisalam wnosi coś nowego... Chcialabym Ci jakoś pomóc,
                  ale nie wiem jak...

                  PS. Napiszę jeszcze co ja sadzę o długoletnim chodzeniu ze sobą. Dla mnie
                  osobiście spotykanie się ileś tam lat jest samo w sobie deklaracją, że chcę być
                  z tą drugą osobą jeszcze bardziej niż teraz, więc to zmierza do małżeństwa. W
                  moim obecnym związku wyglądało to mniej więcej tak, że i ja i mój narzeczony
                  przez ponad 3 lata spotykania się dojrzewaliśmy do tej decyzji, coraz bardziej
                  sie do niej zblizaliśmy. Może ja szybciej niz on, ale jednak oboje. Gdybym
                  stwierdzila, że w którymś momencie jestem coraz mniej pewna, ze chcę go na męża
                  to bym się wycofala (tak jak z poprzedniego związku). Ale to co piszę w
                  mniejszym stopniu odnosi sie do związków, gdzie ludzie juz przed ślubem
                  mieszkają razem. Bo w moim mniemaniu takie wspolne mieszanie dostarcza tysiąca
                  codziennych problemow, ktore trzeba co rusz rozwiazywac (czasem w atmosferze
                  poirytowania i wzajemnego oskarżania) bez pomocy, jaką byłoby
                  założenie: "jesteśmy małżeństwem, mamy być ze sobą do końca życia, więc po
                  prostu MUSIMY sobie poradzić z każdym kolejnym problemem". I wtedy trudno
                  oddzielić te trudności zwyczajne od trudności sygnalizujących, że cały związek
                  jest do bani
                  • Gość: aneczka Re: a propos dziwnego ukladu IP: *.bochnia.pl / *.bochnia.pl 01.10.04, 20:51
                    Tusia - zgadzam się z Tobą.

                    Poza tym jest jeszcze jedna rzecz - długie związki.
                    Nie mówię, że tak jest zawsze, ale zauważam pewną prawidłowośc: po pewnym
                    etapie związku ludzie potrzebują następnego kroku: stabilizacji,
                    odpowiedzialności itd. Dobrze jeśli obie strony czują to w jednym czasie -
                    wtedy decyzja o małżeństwie.
                    Jeśli nie, czasem można poczekać na ta drugą osobę - pytanie tylko ile?
                    Kiedy związek (tzw. chodzenie, czasem ze wspólnym mieszkaniem) zaczyna się
                    przez to przedłużać w nieskończoność najczęściej pary się rozstają
                    definitywnie - i wtedy okazuje się co było przyczyną: albo zaczynają tęsknić za
                    sobą i w niedługim czasie biegną przed ołtarz albo...biegną przed ołtarz z kimś
                    innym, nowym.
                    To moje obserwacje otoczenia.

                    Moje zdanie i konkluzja zarazem: powinniście się rozstać (w dosłownym
                    znaczeniu) i zobaczyć.

                    Pozdrawaim i zyczę powodzenia
                • Gość: Kejt Re: Do Moniszki - co bys zrobiła na moim miejscu? IP: *.ols.vectranet.pl / 80.51.241.* 01.10.04, 22:01
                  Skoro ustaliliście, że możecie spotykać się z innymi osobami, to oznacza
                  (chyba) początek końca. Dla mnie osobiście nie ma sensu kontynuowania takiego
                  układu. Jest męczący dla Was obojga, zakładacie, że każde z Was może poznać
                  kogoś nowego. A poza tym zastanawiałaś się, co by się stało, gdybyś Ty jednak
                  chciała wrócić do swojego faceta, a on nagle stwierdził, że w tym czasie poznał
                  kogoś nowego? Bardzo współczuję Ci tej huśtawki emocjonalnej - oby jak
                  najszybciej się skończyła. Acha, jeszcze coś.... Gdybyście nawet za jakiś czas
                  wzieli ślub, czy nie będziesz się obawiać, że takie kryzysy i ucieczki od
                  związku będą się powtarzać?
                  Pozdrawiam gorąco i życzę dużo siły.
    • Gość: ppp Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.acn.waw.pl 02.10.04, 11:53
      Aniu, odejdź od niego. Przeczytałam cały wątek - strasznie Ci współczuję.

      Wiesz co jest najgorsze - złudzenia i robienie sobie nadziei, że a nuż wszystko
      będzie, jak na początku waszego związku. Nie wydaje mi się, że to jest ten
      jedyny dla Ciebie.
      Widzę, że się uśmiechasz - ten tekst o magnezie - ale to jakby uśmiech przez
      łzy. Kiedy on Cie w nocy przytula - czujesz sie, zpewne, szczęśliwa. A rano i w
      ciągu dnia przychodza wątpliwości.

      Tkwiłam w baaardzo podobnym, do Twojego obecnego, układzie i bardzo mnie to
      raniło.

      Rozstaliśmy się, bo ON chciał, ja tez miałam wątpliwości, ale się bałam, że nie
      znajdę nikogo lepszego (był moim "pierwszym", pod każdym względem) Nie
      chcialam "zmarnować" tylu wspólnie spędzonych lat. Zostaliśmy przyjaciółmi +
      sypialiśmy ze sobą. Ale nie czułam z jego strony niczego więcej. Bolało mnie,
      kiedy wychodziliśmy gdzieś całą paczką : nasze zaprzyjaźnione pary się
      przytulały, usmiechały się do siebie - a on nie przejawiał ani odrobiny
      czułości. Dużo by pisać. To był toksyczny związek.
      W końcu postawiłam ultimatum - albo jestesmy razem, albo koniec z chorym
      układem. Wróciliśmy do siebie, ale nie trwało to długo, było - prawdę mowiąc -
      coraz gorzej. On mi wyrzucał wcześniejsze naciski, a go zaczęłam olewać i
      powoli traciłam szacunek.

      Cieszę się, że mam to za sobą. Okazało się, że jednak mogę być szczęśliwa z
      innym mężczyzną. Teraz czuję, że kocham i że jestem kochana 24 godziny na dobą.
      I Tobie też tego życzę.

      Mam nadzieję, że nie zagalopowałam się w ocenie Twoich uczuć, ale bardzo mnie
      poruszyła Twoja historia - ze względu na moje wcześniejsze przeżycia.

      Pozdrawiam ciepło,
      PPP
      • Gość: ania Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.ds14.agh.edu.pl 02.10.04, 20:32
        Sama juz nie wiem..Radzicie mi, aby odejsc, a ja nie potrafię. Czułe gesty
        pojawiły sie nie tylko w nocy..Pojawił sie tez text, ze jest mu dobrze, ze nie
        załuje, ze sie nie wyprowadzilam. Ze nie chce sie spieszyc podjęciem TEJ
        decyzji, ale jest dobrze. Ze pozostaję jego najblizszą osobą. A ja sama na
        wiele spraw (np jego rodzice) popatrzyłam z dystansem.
        Nie staram sie niczego ratowac na siłę. Sprawy biegną sobie swoim trybem, Duzo
        czasu poświęcam przyjaciołom, i oni baaardzo mi pomogli w tym pierwszym
        okresie. Szefo w pracy zaczął mnie swatac ze swoim kumplemwink To wsyztsko
        sprawiło, ze łatwiej mi zniesc tą chorą trochę sytuację. On tez chyba
        przemyślał wszystko, i jest jakos lepiej.
        Na razie nie odchodzę.
        Bardzo dziękuję wszystkim za wypowiedzi i wsparcie. Az mi głupio, ze tyle osób
        zaangazowało się w mój problem.
        Będę informować o zmianachwink) Pozdrowionka dla wszystkichwink)
        • Gość: moniszka Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 15:16
          Aniu trzymam kciuki.
          Pozdrawiam Cię serdeczniesmile
          Mam nadzieję, że wszystko ułoży się pomyślnie.
          • Gość: moniszka Re: chyba chcę sie rozstac.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.04, 16:04
            Aniu, zaglądasz jescze na to forum? Mam nadziję, że Twoje sprawy zakończyły się
            pomyślnie, że wiesz już czego pragniesz w swoim życiu...odezwij sięsmile
            Pozdrawiam - moniszka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka