Gość: ania
IP: *.uci.agh.edu.pl / *.uci.agh.edu.pl
06.09.04, 07:37
im blizej do slubu, ja sie zastanawiam czy w ogóle go chcę. Narzeczony sie
zmienił, mam wrazenie ze jestem mu obojętna, ze oddalamy sie od siebie.
Wymysla powody, zeby przesunąc datę o 3 miesiące. Draznią mnie jego wady
bardziej niz zwykle i mam ochotę umawiac sie z innymi facetami. Drażnią mnie
teściowie, nie znoszę jego matki, a ojciec jest obleśny i boję się, że mój
narzeczony tez sie zamieni w takiego potwora. Coraz bardziej angazuję sie w
pracę, nie chce mi się już wymayslać smacznych obiadków dla narzceczonego, bo
w pracy przynajmniej mnie ktos docenia, a w domu-nie (mieszkamy razem). Mam
wrazenie ze to juz przechodzony związek, ze za długo bylismy razem (5 lat, w
tym 4 mieszkania razem), i zwlekalismy ze slubem. Wypaliło się, czy po prostu
to przedślubna panika???Chyba mi jescze na nim zależy, ale mam wrazenie ze
jemu na mnie juz nie. Jak dać do zrozumienia, ze nie wolno mnie tak
traktować, bo odejdę?? - słowa nie działają. Szkoda mi tez tych 5 lat razem,
tyle razem budowalismy, i szkoda mi teraz wszystko burzyc. Były piękne
chwile, ale nie chcę zmarnować sobie i jemu zycia. Mam wrazenie, ze moj
narzeczony robi sie takim capem (jak teśc), co tylko kapcie, telewizor i piwo
z kolegami, a ja mam milion pomysłów na minutę, i boję się sie ze nie
pasujemy juz do siebie. A moze to tylko moja wyobraznia..Nie wiem co robic...