ale sie zadomowilam na tym forum

. Slub minal, wesele juz prawie przebrzmialo
(21 maja). I pozostal dol straszny, ze juz wszystko minelo. Ja mam luki w
pamieci, taka bylam wzruszona i przejeta, ze nie pamietam kto na zyczenia
skladal. Jak patrze na zdjecia to chce mi sie ryczec. Nie wiedzialam, ze to
takie przezycie. Moj maz

tez teskni za ta chwila, za tymi goscmi,
wszystkimi dobrymi ludzmi i cala fantastyczna , acz nerwowa sytuacja!
Wlascwie to chce Wam napisac, ze to jest naprawde cudowna chwila w zyciu.
Wyjatkowa. Do tej pory najpiekniejsza!
Przezyjcie ja cudownie i swiadomie! Niczym sie nie martwcie! Mnie nerwy i
ciagla gonitwa mysli, czy wszystko zalatwione i dopiete, w niczym nie pomogla.
Do kosciola weszlismy i wyszlismy za rece, tak normalnie, a ja myslalam na
poczatku, ze wejde z tata pod ramie i wyjde jako dumna zonka, ale
potraktowalismy ta uroczystosc, zupelnie nieswiadomie, naturalnie. Duza
zasluge w intymnosci i braku patetycznosci ma ksiadz, ktory powiedzial piekne
kazanie, przeczytal hymn do milosci. Przyjaciele, ktorzy grali i spiewali.
Wszystkie osoby zaangazowane w nasze szczescie!
Ale sie rozpisalam...

tyle jeszcze we mnie emocji po tym wszystkim

naprawde!, zamiast biegac do konca i cos zalatwiac odpocznijcie i
usmiechnijcie sie do siebie, do rodzicow, rodzenstwa, babc i dziadkow, no i do
narzeczonego

, wezcie gleboki oddech, bo czeka Was przepiekne przezycie!
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie!
Lena.