witam wszytskie panny!
zgodnie z obietnica zdam wam relacje jak to bylo kiedy ann_maz brala slub...
a bylo to dawno, 22.04

niestety nadal jestem w szoku slubno - weselnym, wiec, aby uniknac balaganu
w mojej wypowiedzi, wspomoge sie punktami:
- noc z piatku na sobote: piwko ze siadkowa! polecam, bo odpreza, ale
poprzestancie na 2, najwyzej 3... wiecej nie radze i wiem co mowie

- rano w sobote obudzilam sie po niecalych 5-ciu godzinach snu, byla godz.
5:30 i juz nie udalo mi sie zasnac

- ok. 7:00 pierwsza setka, zalecenie mamy, bo przy sniadaniu trzesly mi sie
rece. jak mama kaze, trzeba sie sluchac.
- o 9:00 przyszla fryzjerka. na sama mysl o tyk wsuwkach, jakie wbijla mi w
mozg robi mi sie slabo; dobrze, ze to tylko raz w zyciu (w poniedzialek
obcielam wlosy!!!)
- po czesaniu manicure, ale oczywiscie popsulam sobie 4 paznkcie i trze bylo
poprawiac (cholera)
- 11:00, w dalszej kolejnosci make up (serdecznie polecam pania Edyte Romer,
specjalistke od makijazu slubnego)
- 12:00 pojawia sie fotograf, ktory pstryka fotki do poznej nocy...
(www.grabek.pl - Jarku, serdeczne pozdrowienia!)
- dzwoni narzeczony z info, ze koszula nie pasuje, bo nie daje sie do niej
dowiazac musznika...
- narzeczony dostaje opierdziel na czym swiat stoi (setka juz dawno przestala
dzialac i nerwy znow wziely gore), po czym dzwoni ponownie z info, ze jednak
koszula jest ok...
- zastanawiam sie dlaczego wychodze za maz?!
- biegam od okna do okna jednoczenie sprawdzajac czy marcin i swiadek juz sa,
czy nie pada i probujac zalozyc halke, po wczesniejszym zalozeniu sukni (nie
udalo sie niestety)
- ok. 13:30 razem ze swiadkami jedziemy w plener - przy tak ^%%$^% pogodzie
wyladowalismy na starowce (ciekawe jak wyjda fotki pod parasolem)
- po zdjeciach, na chwile wpadlismy do domu - kilka szybkich lufek na stojaco
(nie, nie jestem alkoholiczka

- 16:00 slub na ul. stryjenskich - zaplacilismy tylko 300zl za wszystko, ale
kwiaty byly boskie, bardzo mi sie podobaly!
- zamowilismy oprawe muzyczna: spiew + tranka + organy, ale firma sie nie
wywiazala, wiec nie polecam (marsz triumfalny z Aidy byl na wejscie, chociaz
wyraznie prosilam go na wyjscie z kosciola)
- uroczystosc minela nie wiem kiedy, nie pamietam zbyt wielu szczegolow,
skupialam sie na welonie, ktory miala zarzucony jako wolake i mnie
denerwowal... (ale wygladal bosko)
- wesele - hotel dedek park w parku skaryszewskim - Monia76, to byl dobry
wybor! dobre jedzenie, doskonala obsluga - byli tam gdzie bylo trzeba,
dyskretni, kulturalni, poprostu pierwsza klasa
- muzyka - Viva Band - doskonali! warci swojej ceny co do zlotowki!!!
... i to hyba na tyle jesli chodzi o wstepny raport... jesli amcie pytanai
sluze pomoca i doswiadczeniem
pozdrawiam serdecznie! zycze wam cudownego slubu, moj byl bajeczny!