przepio
28.05.06, 00:17
Jestem mężatką już długo i jak szykowałam się do ślubu to forum jeszcze nie
było. Czytając Wasze posty dziękuję Bogu,że go nie było. Nabawiłabym się
tylko kompleksów. W moim mieście-ponad 200-tysięcznym był wtedy jeden duży
salon sukni slubnych i kilka małych. Falbanki, cekiny itp drobiazgi były
absolutnie nie w moim typie- sukienkę uszyła mi znajoma w prezencie ślubnym-
prostą, z dłuższym trenem. Byłam dwukrotnie u fryzjera na próbnym uczesaniu-
ale nie podobało mi się i czesała mnie koleżanka do cywilnego, a fryzjer
identycznie do kościoła.Jechaliśmy samochodem mojego chrzestnego, który w
przeddzień ślubu własnoręcznie szorowaliśmy i dekorowaliśmy. Między cywilnym
i kościelnym ślubem miałam 7 godzin przerwy- pamiętam,że wyszłam po coś do
sklepu i spotkałam się z kumpelą- usiadłyśmy na ławce i prawie 2 godziny
gadałyśmy-teraz pewnie nie do pomyślenia. 2 godziny przed ślubem byłam
umówiona z kosmetyczką-pomalowała mnie, wróciłam do domu przebrałam w suknie
i już. Wesele dla 60 osób miałam w restauracji- mimo,że byłam studentką, to
sama na nie uzbierałam. Przyjezdni spali w akademiku. Sami wszystko
zamawialiśmy, rodzice tylko wiedzieli co i jak. 2 miesiące przed ślubem
wyjechaliśmy za granicę i wróciliśmy 11 dni przed uroczystością. Teraz jak
czytam pewnie parę miesięcy wcześniej robiłabym się na bóstwo i w ogóle nie
mogłabym spać z nerwów. Nigdy nie byłam przesadnie oszczędna, ale jak czytam
ile wydaje przeciętna panna młoda na ślub i wesele, to mnie zatyka. Ja za
kasę zainwestowaną w ślub na pewno nie kupiłabym nowego, dobrego samochodu.
Podziwiam, ale nie zazdroszczę! Powodzenia!!!