Dodaj do ulubionych

po spowiedzi...

19.07.06, 17:34
ciężko było po tylu latach ale na szczęście udało się, żałuję tylko że tak
późno bo trzeba było to dawno zrobić. Trafiłam na łaskawego księdza... nie
krzyczał, wytłumaczył wszystko spokojnie, ale mam wrażenie że wszystkiego nie
słuchał bo skupił się w zasadzie tylko na 1 sprawie. Dalej jakoś ciężko na
duszy, chociaż wszystko szczerze wyznałam... wolałabym chyba indywidualną
spowiedź-rozmowę z księdzem a nie po tak długim czasie (8lat)5 minutowe
szeptanie.sama nie wiem... smutno jakoś
Obserwuj wątek
    • twitti Re: po spowiedzi... 19.07.06, 17:36
      dobrze ze sie udalo.. a co do takiej prawdziwej spowiedzi.. tak normalnie to
      ciezko.. jesli zalezy Ci na szczerej rozmowie z ksiedzem, to moze powinnas isc
      na zakrystie.. na pewno ktorys by chetnie z toba pogadalsmile
    • magdalenkaaa4 Re: po spowiedzi... 19.07.06, 17:45
      mój narzeczony miał właśnie taką spowiedź ostatnio, jako że sie bieżmował trochu
      później siostra która go przygotowywała załatwiła mu taką spowiedź, rozmowa
      trwała ość długo w pustym zamkniętym kościele, potem ksiądz udzielił mu komunii
      świętej. Nie wiem może oczekiwałam bardziej jakiejś ulgi po tej spowiedzi,
      rozwiązania problemów których jest sporo, ale nie wiem skąd mi sie to
      wzieło...miałam od razu iść na mszę ale ustać na nogach nie mogłam...przeżyciewink
      • athandavan Re: po spowiedzi... 19.07.06, 18:07
        magdalenkaaa4,
        ciesze sie, ze dla Ciebie spowiedz to nie bylo traumatyczne przezycie.
        A co do tego zalu, ktory nadal czujesz...

        Moim zdaniem duzo ludzi wyobraza sobie spowiedz jak spotkanie z medrcem, ktory
        ma na dodatek magiczna rozdzke i rozwiaze wszystkie moje problemy. Niestety
        ksiadz bardzo czesto zamiast madrym czlowiekiem okazuje sie sluzbista, albo Cie
        nie rozumie, albo nie chce zrozumiec i skupia sie wlasnie na tej jednej sprawie.

        Wydaje mi sie, ze czesciej to my sami musimy stopniowo krok po kroku sobie
        pomoc. Problemy, ktore sie nagromadzily przez lata nie znikna po jednej, nawet
        godzinnej, spowiedzi. A ze jest trudno. O. Pio kiedys powiedzial, ze trudnosci,
        ktore napotykamy swiadcza o naszej dojrzalosci. ON nie zeslal by ich na nas,
        gdyby czul ze nie jestesmy na to przygotowani.

        Moim zdaniem - jesli czujesz, ze potrzebujesz dluzszej rozmowy umow sie z jakims
        zyciowym ksiedzem. Zacznij spowiedz od tego, z czego jestes dumna i co ci wyszlo
        w Twoim zyciu (tak mi radzil moj ksiadz) - a potem przejdz do tego, co cie
        gnebi, co czujesz ze jest nie w porzadku.

        Powodzenia.
    • annajustyna Re: po spowiedzi... 19.07.06, 18:11
      Sakrament dopelnil sie poprzez Twoj szczery rachunek sumienia (zal, obietnica
      poprawy, zadoscuczynienie)...To bylo najwazniejsze! Nastepnym razem trafisz na
      spowiednika, u ktorego sie "wygadasz". Glowa do gory!
      • felicita33 Re: po spowiedzi... 19.07.06, 21:23
        Cieszę się,że jewszcze ktoś tu pisze o takich rzeczach i jest to dla niego
        ważne.Jeśli mogę,to proszę Cię o modlitwę,bo choć jestem wierząca 29-07-06
        wychodzę za niewierzącego...Serdecznie pozdrawiam i życzę dużo szczęścia!!!
        • annajustyna Re: po spowiedzi... 19.07.06, 21:29
          Trzymam kciuki za Wasze szczescie!!! My mamy pierwsza rocznice 3 wrzesnia...Ale
          ten czas lecismile))). Pzdr!
        • magdalenkaaa4 Re: po spowiedzi... 20.07.06, 08:07
          nie ma sprawysmile powodzenia w przygotowaniach... tych weselnych i tych duchowychsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka