Dodaj do ulubionych

ja chyba ciąglę robie coś źle....

04.09.06, 03:35


mam ogromny stres. ślub ma być w następnym roku.
nie wiem od czego zacząć z tym wszystkim...

jesteśmy razem od 3 lat. on parę lat starszy odemnie, nie zlaeżny. rodzina
jest z małej miejscowości a moja zewsządsmile

spytał co chcę na imieniny, powiedziałam że pierścionek. i tak upominałam się
przez miesiąc czasu. wkońcu pojechaliśmy i kupiliśmy, dosłownie w ostatniej
chwili.
pochwaliłam się mamie. ale zaręczyn nie było, nie klęknął, nie było 'gestu'.

on jest zamkniety w sobie. skryty czasem poprostu taki aż za cichy.
ale jak coś chce potrafi być zaborczy i uparty..

każdy nas pytał kiedy ten ślub i kiedy i jego rodzina i moja. na mnie presja
że zegar biologiczny mi tyka a na nim że starym kawalerem zostanie. nigdy nie
chciał mówić o ślubie. no to kupił ten pierścionek i tak od słowa do słowa.

nawet nie wiecie jak mi głupio jak każdy pyta 'jak się oświadczył'...


sęk w tym ze ja mam wrażenie że to ja wszystko inicjuje, że sama zabiegam, że
mi zależy a on siedzi cicho i tylko pokiwuje głową. mam wrażenie ze nic go
nie interesuje. ze ot bierze ślub o kupił pierścionek bo akurat tak wyszło.

głupio się czuję.
zależy mi na nim. razem mieszakmy długo, pracujemy. nasi rodzice nas lubią i
akceptują. (jedna siostra i jego bratowa tylko jakieś fochy stroją ale juz
tego tak nie przeżywam).

czasami mam wrażenie że on się wstydzi, jak go ktoś pyta o ślub. ale potem
zaraz jest miły dla mnie i jakby nigdy nic. tzw 'wali głupa' przy innych o
tym ślubie...

tylko, no właśnie nie wiem co.
starałam się z nim porozmawiać ale nie wiele wyciągnęłam. kiedyś się
rozryczałam że tak reaguje jak go ktoś pyta. powiedział że się za bardzo
przejmuje ale mija parę dni a on znowu to samo, np. dziś u swojej mamy.
pytają go o śłub datę a on jakby udawał że nie słyszy....

każdy robi presję by ten ślub się szybko odbył, mam wrazenie ze coś wiedzą
czego ja nie...


boje się, poprostu boje się, ze w tym ostatnim momencie, pod ołtarzem, któreś
z nas pęknie...
Obserwuj wątek
    • inkageo Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 07:07
      Nie przejmujcie się presją otoczenia...wiem, że łatwo napisać, trudniej zrobić.
      Ja znam się z narzeczonym 10 lat, od 8 jesteśmy razem, a ślub dopiero za roksmile
      Wreszcie jest odpowiednia dla nas chwila i przygotowania są cudownesmile Oboje
      wiemy, że chcemy bardzo tego ślubu, dojrzeliśmy do tej decyzji, a wcześniej
      było różnie. Ciotki już od dawna podpytywały "kiedy?", ale ja kwitowałam to
      uśmiechem i odpowiedzią, że w ciąży nie jestem i nie widzę powodu do
      pośpiechu...nic im do tego..wink Bardzo dobrze, że nie poddaliśmy się presji i
      wybraliśmy czas i miejsce odpowiednie dla nas, a nie dla nichsmile I Wy na pewno
      też znajdzieciesmilesmile Pozdrawiamsmile
    • laura1231 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 08:12
      ja bym jeszcze raz z nim poważnie porozmawiała, wybrałabym odpowiedni moment i
      z grubej rury zarzuciła mu że on prawdopodobnie nie chce tego ślubu i kazałabym
      mu natychmiast wypowiedzieć swój pogląd na ten temat. Możliwe że dla niego ślub
      nie ma takiego znaczenia jak dla ciebie, że to tylko "papier" a że ty chcesz
      więc on dla świętego spokoju...
      • nikola55 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 09:06
        Musisz z nim o tym jeszcze raz porozmawiać i postawić sprawę jasno, że jeśli
        tak podchodzi do sprawy to ślub nie ma sensu(nawet jeśli tak nie myślisz). Ja
        wiem,że to niełatwe, ale jeśli dojdzie do tego ślubu tylko z Twojej inicjatywy,
        ten dzień nie będzie najszczęśliwszym w Twoim życiu! Musisz mu delikatnie
        uświadomić, że nie jest jedynym kawalerem na świecie... Możesz mi wierzyć, że
        jeśli poczuje niepewność, zacznie mu bardziej zależeć.
        Trzymam za Ciebie kciuki, daj znć jak ustalicie datę ślubu smile
      • greene3 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 16:51
        > z grubej rury zarzuciła mu że on prawdopodobnie nie chce tego ślubu i
        kazałabym
        >
        > mu natychmiast wypowiedzieć swój pogląd na ten temat.

        No to faktycznie świetna sprawa - oskarżamy i kłócimy się o ślub. Dla
        niektórych to wyczyn - trzeba im pomóc dojrzeć do tej decyzji a nie oskarżać o
        to, że nie są gotowi. Nie chce ślubu to nie znaczy - nie kocha
    • a_weasley Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 09:24
      maddys napisała:

      > każdy robi presję by ten ślub się szybko odbył, mam wrazenie ze coś wiedzą
      > czego ja nie...

      Wiedzą, owszem.
      1. Że najtrwalsze są prowizorki.
      2. Że w miarę ciągnięcia aktualnego stanu rzeczy Tobie jego tymczasowość jest
      coraz bardziej niedogodna, a im bardziej niedogodna jest Tobie, tym wygodniejsza
      jest jemu.
      Dlatego to Ty nastajesz na ślub, a jemu jest dobrze. Ma to wszystko, co
      normalnym porządkiem rzeczy miałby bez ślubu, a zobowiązań... do owych, nazwijmy
      to, zaręczyn nie miał żadnych, a teraz też nieduże, skoro bez terminu. Zwłoka
      jest najbardziej zabójczą formą odmowy.
      • maddys Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 11:08
        czy sądzicie że wobec tego, powinnam wszystko odwołać? ale tak konkretnie?
        wyprowadzić się i odejść?
        to jest taka huśtwka. Ja poprostu nie czuję żeby on się interesował. Boję się
        wzbudzać zazdrość, bo to działa w dwie strony..

        Każda z was pisze 'my' 'nas' a ja czuję jakbym sama szła do tego ślubu...
        Oglądaliśmy sale, to nie zadał ani jednego pytania...Mam setki stron w
        podfolderze w necie dotyczące ślubu, ani raz ich nie przejrzał.
        Fakt że ciężko pracuje.
        Ale sądziłam że to nieśmiałość a boje się, że to obojętność...

        • a_weasley Kochaj albo rzuć 04.09.06, 12:15
          maddys napisała:

          > czy sądzicie że wobec tego, powinnam wszystko odwołać?

          Jak by powiedział Gombrowicz, nie jestem tak szalony, abym co sądził albo i nie
          sądził.
          Dobrze jednak jest mieć jasność w temacie. W szczególności co do tego, czym
          właściwie jest Wasza relacja - z tego, co mówisz, mam niejasne wrażenie, że Ty
          żyjesz w narzeczeństwie, a on w związku nieformalnym, różne macie wizje i różne
          oczekiwania.

          > ale tak konkretnie? wyprowadzić się i odejść?

          Pamiętasz, co w "Wiedźminie" (książce) mówiła Angouleme o potrzebie decyzji? Jak
          nie, to wyrażę to oględniej: w pewnym momencie albo trzeba podjąć konkretne
          działania, albo dać sobie spokój. Zawsze wydawało mi się dziwnym narzeczeństwo
          bez określenia, choćby przybliżonej, daty ślubu.
        • greene3 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 16:54
          Ja na Twoim miejscu powiedziałabym mu ”Kochanie widzę, że nie jesteś gotowy.
          Odwołajmy wszystko, przemyślmy jeszcze raz. Zależy mi na Twoim zaangażowaniu.
          Bez niego nie cieszę się tym slubem”. Ale musisz to szczerze proponować. Jak
          przytaknie, że wolałby to jeszcze opóźnić to się nie obrażaj. Daj mu czas.
    • opty2 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 11:48
      ale czy on tylko na temat ślubu jest taki milczący czy wogóle?
      czy macie o czym rozmawiać?
      musicie się dobrze rozumieć,jeżeli chcecie się zwiazać na stałe
      ja jednak stworzyłabym odpowiednio miłą atmosferę i spokojnie (naprawde
      spokojnie)porozmawiałabym o tym ślubie: czy wogóle go brać, czy on się waha,
      czy denerwuje go mówienie o ślubie, jak widzi waszą przyszłość
      może przygotuj sobie listę takich przemyślanych pytań, bo w razie emocji
      zapomina się o co chciało się spytać
      jeszcze jest czas, jeszcze można wszystko odwołać, zastanowić się, w końcu
      narzeczeństwo może trwać długo i wcale nie skończyć się ślubem
      pozdr.
      • litorija Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 11:53
        hmm
        oddaj mu ten pierścionek
        niech wręczy go gdy sam uzna za stosowne
        bo teraz jest on dla Ciebie tylko powodem do przykrości.


        p.s. facet typu "ciepłe kluchy"? - współczuję.
        • maddys Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 12:00
          oj nie on włąśnie nie jest taki typemsmile
          potrafi być bardzo porywczy. Sęk w tym, ze nie rozmawia nigdy o emocjach. Ale
          to chyba u nich rodzinne.
          O wszystkim ma opinie, jest zaradny i zorganizowany ale jak przychodzi do
          emocji...

          Sądzę jednak ze jezeli miałabym oddać pierscionek, to powinnam i się
          wyprowadzić. Więc to byłby poprostu koniec. A nie o to mi chodzi...

          Nigdy nie chciał mówic o ślubie a w sumie to dzięki kolegmom któzy są już po
          złamanych związkach - co ja się nasłucham...

          Kiedyś jego rodzina sugerowała żeby go złapać na dziecko. Ale po co, żeby potem
          dzieciaka znienawidził? Nie tak to sobie wyobrażałam.
          Ale jak widzę jego reakcję na moje pomysły, czyli brak reakcji, to sama nie
          wiem...Parę osób mi powiedziało że faceci oprostu się tym ĄŻ tak nie
          interesują, ze to na nas spada większość obowiązków organizacyjnych.

          Tyle że ja ciągle wracam do tych zaręczyn...do tego pytania 'jak on ci się
          oświadczył?'....
          • lucilla Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 12:07
            pytanie podstawowe: dlaczego chesz wyjsc za maz? Bo go kochasz (najlepszy
            powod), bo chcesz stabilizacji i chcesz wiedziec na czym stoisz? (mozna
            zrozumiec), czy dlatego, ze po tylu latach wypada? Kluczem do znalezienia
            odpowiedzi, jest zadanie kluczowego pytania

    • nikola55 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 12:10
      Jeśli on jest taki milczący w każdym temacie, to nie ma powodów do obaw, ale
      jeśli tylko na temat Waszego ślubu to musisz wziąć się w garść i spróbować coś
      z tym zrobić.
      Ja gdy nie mogę dogadać się z moim narzeczonym po wielu nieudanych próbach,
      piszę poprostu do niego list. Długi, szczery i wyrzucam z siebie
      wszystkie "bolączki". Wtedy gdy nie może przerwać mi w pół zdania, a moje słowa
      ma na kartce przed sobą zaczyna poważniej traktować mój,a właściwie nasz
      problem.
      Radzę Ci, żebyś jeszcze spróbowała na wiele sposobów dotrzeć do sedna Waszego
      problemu, bo na pewno warto. Ale nic na siłę!
      Powodzenia
    • misia_2309 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 12:48
      Niekoniecznie facet musi paść na kolana i się oświadczyć z wielkim bukietem róż
      i pierścionkiem jak to na filmach pokazują. Nie każdy potrafi odstawić taką
      piękną scenkę. No ale to nie jest takie wazne przecież. Dostałaś pierścionek to
      masz prawo czuć się narzeczoną i wreszcie swobodnie rozmawiać o ślubie (dla
      wielu facetów to temat tabu). Wiadomo, ze sprawy organizacyjne bardziej
      interesują kobiety, ale on się z czasem też wciągnie. Zacznijcie od ustalenia
      daty, pytaj go wprost: kiedy??? Konkretnie: za rok, dwa, czy za parę miesięcy i
      w końcu konkretnie którego dnia. Jeśli się zastanawia nad ślubem w ogole, to
      daj mu jakiś okreslony czas i już, musisz przecież wiedzieć na czym stoisz, co
      mówić rodzinie, na kiedy planować urlop i ewentualne wydatki itp. sprawy.
      • a_weasley Do tanga trzeba dwojga 04.09.06, 13:39
        misia_2309 napisała:

        > Nie każdy potrafi odstawić taką piękną scenkę.
        > No ale to nie jest takie wazne

        Ważne jest natomiast, żeby było wiadomo, że to są oświadczyny. Czyli złożona
        wprost propozycja małżeństwa. Mówiąc językiem prawniczym, oferta wiążąca. Jak
        się taką ofertę przyjmie, to wtedy między stronami jest umowa przedwstępna,
        zwana potocznie zaręczynami. Strony takiej umowy zwą się narzeczonymi.
        Nie ma jakiejś formy oferty, wymaganej pod rygorem nieważności, ale musi być
        złożona w formie nie budzącej wątpliwości co do zamiarów oferenta.

        > Dostałaś pierścionek to masz prawo czuć się narzeczoną

        Czuć się to ma prawo każdy i wszystkim, pytanie, czy MadDys ma powód. Czy jej
        facet także uważa się za narzeczonego. Z okoliczności, które przedstawiła, wcale
        to nie wynika.
        To trochę tak, jakbym ja się czuł gościem, a ktoś mnie uważał za najemcę i
        dziwił się, że nie płacę czynszu.
    • justm Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 13:04
      może zamiast oddawać pierścionek zapytaj czy on nie wolałby ci go wręczyć w
      innych okolicznościach?
      albo zaproponuj bardziej 'uroczyste' uczcczenie tej chwili? wspólna kolacja?

      ja swojego męża też zmotywowałam jesli chodzi o oświadczyny, teraz jest dumnym
      mężem i wypiera się, że musiałam mu pomóc, twierdzi, że chciał od samego
      początku smile

      może za bardzo widzisz to w czarnych barwach.
      rozmawiaj z nim.
      • maddys Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 13:22
        dziękismile
        z rozmów z koleżankami wynika że nie wiele dziewczyn miało jakies 'super'
        oświadczynysmile co raz częściej ujawnia się obraz, że faceci poprostu są
        cholernie dziecinni, w tej kwestii.

        chciałabym w nim poprostu widzieć więcej entuzjazmu...

        myślę iż dobrym pomysłem jest żeby się trochę stęsknił. Może wyjadę na parę
        dni? Ogólnie dużo ze sobą przebywamy i może potrzebna jest czasem chwila
        samotności?
        Może to źle poprowadziłam, ale końcową myśl mam zawsze taką, że nawet jeżeli -
        to przecież on jest dorosły, samodzielny, jakby tego naprawdę nie chciał to by
        zareagował. A teraz poprostu chyba łatwiej mu zebym to ja się tym zajęła?

        Czasem wydaje mi się że to wszystko powinno być takie romantyczne, ale życie
        okazuje się mniej kolorowesmile


        (co do wypowiedzi ewika, to nie będę komentować bo pachnie mi to jakimś
        sfrustrowanym facetem co kobiet nie lubi i nie ma nic miłego ani konkretnego do
        powiedzenia w żadnym z wątków który tutaj komentował - ale to pewnie stałe
        użytkowniczki juz się poznałysmile)
        • justm Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 13:27
          wyjazd może pomoże, ale raczej tobie niż jemu.
          niektórzy mężczyźni tacy są.
          ja swojemu od lat tłukę do głowy na czym polega romantyzm i co? i nic.
          jak sama nie zrobię kolacji przy świecach to się raczej nie doczekam.
          nie mówiąc o śniadaniu do łóżka - z raz dostałam smile ale narobił przy tym tyle
          rabanu, że się zerwałam na równe nogi i poszłam pomoc.
          teraz walczę o wyjście do teatru, ale tak, że tym razem to on organizuje
          wyjście, rezerwuje, kupuje bilety itd....

          może za rok się uda. smile
    • williamshakesbeer Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 13:41
      Same kobity gadają... wink
      Może dla niego ślub jest nieistotny, może ... Ale do rzeczy-> uważam że
      powinnaś dowiedzieć się czy mu na Tobie zależy a nie czy mu zależy na ślubie.
      Jeśli mu nie zależy na ślubie a zależy na Tobie to daj mu do zrozumienia,że dla
      Ciebie to ważne. I nie wciskajcie kitu, że jak dla drugiej osoby ślub nie jest
      ważny to trzeba go zostawić. Jeśli zrobi to tylko dla Ciebie to chyba też jest
      duży powód do radości.
      • anusiaczek87 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 14:07
        niektorzy faceci tecy juz sa..wyrazanie uczuc przychodzi im ciezko.. mam
        takiego ojca.. mysle ze powinnas z nim powaznie porozmawiac, jezeli pojechal z
        Toba po ten pierscionek, to znaczy ze tego slubu chce tylko o tym nie mowi..
        moj narzeczony jest podobny jezeli chodzi o podejscie do slubu.. bylam zla, bo
        tez chcial zebysmy pojechali razem, bo bal sie ze zle wybierze, denerwuje mnie
        jego niezdecydowanie co do daty i innych szczegolow, ale i tak go kocham smile
        nauczylam go wyrazac jego uczucia i teraz uczen przewyzszyl mistrza wink
    • justm Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 16:45
      no nie byłabym taka pewna, kto tu jest starą panną....
      • maddys Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 16:55
        justkosmile))))

        no widać każde forum ma swojego trolla. tu ujawnia się w postaci ewika-
        złośnikasmile
    • greene3 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 16:47
      Wiesz to jest tak, że facet musi sam do tego dojść. Ja chciałam ślubu jeszcze w
      czasie studiów (jestem rok po studiach a ślub za rok). Zdarzało mi się
      napomykać o tym i nie kończyło się to dobrze. Mój narzeczony na szczęście nie
      jest milczkiem i jasno mówił mi jak go to wkurza, jak on sam wie, kiedy i jak
      sie oświadczyć. Okazało się, ze już bardzo dawno wymyślił, że ożeni się mając
      28 lat. No i prawie mu się udało :p
      Pogadaliśmy jakie to ważne dla mnie, jaka to presja dla niego.
      Postanowiłam zostawić sprawę w jego rękach.
      Oświadczył się zaraz po mojej obronie (tego samego dnia).
      Z ustaleniem terminu slubu jednak się nie kwapił. Okazało się, że jednocześnie
      chce normalnego wesela, białej sukni i całonocnej zabawy oraz przeraża go
      perspektywa całej rodziny skupionej tylko na nas dwojgu.
      No ale jak już rodzinki nasze się spotkały... Załatwia, pilnuje. Teraz własnie
      pojechał podpisac umowę z zespołem i wpłacić zaliczkę. Coraz częściej zaczyna
      rozmowę o konkretach. Równie często jednak mówi: Jak znowu chcesz gadać o tym
      slubie to ja wychodzę (nic to - wygadam się na forumsmile
      Ja wiem, że te wszystkie przygotowania i sama decyzja to dla niego duże
      przeżycie - może nawet większe niż dla mnie - dlatego dumna jestem z niego, że
      w końcu się przełamał i robi to teraz z przekonania a nie z przymusu.
      Powiedziałam sobie kiedyś - nie zniosę takiej sytuacji, że składając przysięgę
      nie będę na 200% pewna, że mój ukochany jest gotowy. Teraz jestem pewna i
      jestem szczęśliwa. I niczego nie żałuję. Cieszę się, że nie uległ mojemu
      marudzieniu kiedyś tam
      • epox123 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 16:57
        U mnie było odwrotnie,on coś tam napominał o ślubie,a ja mu na to,że mnie jest
        dobrze i bez papierka(raz byłam już o krok decyzji o ślubie z
        poprednim "władcą" i uciekłam miesiąc przed,poprostu czułam,że to nie to,że nie
        ten i nie ta bajka)ale w tamtym roku,coś się zmieniło siedziałam jak zwykle
        tutaj z Wami na tym forum i pomyślałam sobie,a może by tak jednak połączyć
        się "na wieki" i napomniałam mojemu B. o ślubie,ucieszył się,przedyskutowaliśmy
        wszystko i podjeliśmy decyzję ślub będzie w 2007r,myślę,że musiałam dojrzeć do
        tej decyzji,może i on potrzebuje więcej czasu....(myśle tutaj o Twoim partnerze)
      • maddys Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 16:58
        Równie często jednak mówi: Jak znowu chcesz gadać o tym
        slubie to ja wychodzę (nic to - wygadam się na forumsmile
        ---

        o właśniesmile znaczy się to bardziej okazuje jego mina niż on sam. dlatego
        przestałam juz prawie o tym mowic, tą kwestie poruszają inni przy nas..

        fajnie, że każde z was, ma swoją opinię na ten temat. Dobrze że czasem ktoś
        inny potrafi ubrać w słowa to co ja czuję.
        Chcę z nim porozmawiać ale wiem że on automatycznie się blokuje gdy czuje że
        taki ciężki temat idzie..
        A może ja nie potrafię grać?
        • greene3 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 18:39
          No to całe szczęście, że nie potrafisz grać
          Nie o grę tu chodzi tylko o szczerość
          I o rozmowę?
          Czy Ty w ogóle znasz jego plany, marzenia?
          Czy wiesz czego pragnie w życiu?
    • a_weasley Kto kim jest - a co to ma za znaczenie? 04.09.06, 17:07
      Nie wiem, kim jest Ewik. Nie wiem, kim jest Maddys. Obie strony wiedzą o sobie
      nawzajem tyle, co ja o nich, czyli tyle, co z sieci. Może więc lepiej darować
      sobie insynuacje i obelgi, a skupić się na tym, co Ewik pisze.
      A to niestety ma sens. Ślubu się nie da wyprosić. On musi płynąć ze szczerej
      chęci. Pytanie, czy te szczere chęci są, pcha się na usta nachalnie. I bardzo mi
      przykro, ale Maddys nie przedstawiła tu nic, co by na nie wskazywało - oprócz
      własnego pragnienia, żeby tak było, i faktu, że są ze sobą ileś tam.
      Mad, piszesz, że ślub w przyszłym roku. A co na to Twój?
      • maddys Re: Kto kim jest - a co to ma za znaczenie? 04.09.06, 17:35
        weasley możebym i bardziej zwróciła uwagę na komentarz trolla gdyby było to
        konstruktywne i nie złośliwe - jak każda jego odpowiedź na tym forum.

        mamy juz zaklepany termin ślubu. no i napisałam właśnie co na to on - może to
        dlaniego tak odległy termin że poprostu nie angażuję się organizacyjnie tak jak
        ja?
        uspokoiło mnie to ze wiele dziewczyn nie miało magicznych zaręczyn tylko to
        jakoś 'tak wyszło'...
        • lucyfire Re: Kto kim jest - a co to ma za znaczenie? 04.09.06, 17:43
          uspokoiło mnie to ze wiele dziewczyn nie miało magicznych zaręczyn tylko to
          > jakoś 'tak wyszło'..

          Ale z twoich wypwiedzi wynika tylko, ze dla faceta nie ma poprostu tematu! Jest
          za to presja ze strony rodziny. Slub (jego brak) to poprostu wasza sprawa. I
          moze twoj facet nie chce slubu, tylko chce poprostu z toba byc.
    • kasiszcz Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 20:50
      Moja żona (z jej nicka piszę)zainteresowała mnie Twoim listem, dlatego pozwole
      sobie na krótki komentarz.
      Po pierwsze; czy jesteś pewna, że Twój mężczyzna pierścionek potraktował jako
      zaręczynowy? Bo jeśli jako prezent na imeniny, to nie dziwię mu się...
      Po drugie; podejrzewam, że jemu jest wygodnie w tym co ma, a mężczyźni nie
      lubią zmian...
      Po trzecie; Dopóki nie porozmawiacie poważnie na temat tego W JAKIM ZWIĄZKU
      (RELACJACH) OBECNIE JESTEŚCIE to będą nieporozumienia. Ty myślisz że to
      narzeczeństwo, a on traktuje to jako luźny związek. Mężczyzna sam ma podjąć
      decyzje na temat małżeństwa. Owszem, potrzebuje czasem zachęty - czy
      zasygnalizowania, ale nie presji!
      Nam też bije zegar i mieliśmy daleko gdzieś zdanie innych.
      Pozdrawiam mąż mojej żony smile
    • maddys Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 04.09.06, 21:10
      dzięki wam za wszytkie słowa
      to naprawdę wiele daje.
      a że mąż się ktorejś wypowiada to mnie mile zaskoczyłosmile)))

      mam juz takiego stracha, ze chyba się wyprowadzę zanim on wróci z pracy...
      wiem ze powinnam rozmawiać... i tak jak napisałam, to chyba ja wszystko źle
      robię...jest mi przykro przyznam
      ale z waszych rad, poprostu czuję że powinnam to wszystko zerwać...
    • awsr maddys 04.09.06, 21:52
      powiem Ci tak: moj g. oswiadczyl sie sam z siebie, ale na samo slowo slub
      widze, ze sie denerwuje poniewaz ma wazniejsze rzeczy na glowie niz ogladanie
      zdjec na kompie.

      rzucac go nie mam zamiaru z tego powodu wink

      spytaj sie poprostu NARZECZONEGO CZY ON ABY JEST PEWIEN SLUBU BO Ty sie czujesz
      tak jakbys na nim to wymogla.
      nie krzycz, nie strasz, nie zrywaj.

    • ewik_75 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 05.09.06, 09:26
      maddys,

      cokolwiek postanowisz trzymam za Ciebie kciuki
      I daj znac, jak rozwija sie sytuacja i co postanowiłaś.
      POwodzenia
    • misia_2309 Re: ja chyba ciąglę robie coś źle.... 05.09.06, 10:36
      Największe nieporozumienia w związkach powstają w wyniku braku szczerych
      rozmów. Porozmawiajcie szczerze, długo i spokojnie. Jesli np. nagle
      wyprowadzisz się, to on nawet może nie wiedzieć dlaczego, o co Ci wlasciwie
      chodzi. Może on wcale nie wie co Ty tak naprawdę czujesz, może uważa, że
      wszystko jest ok.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka