mam ogromny stres. ślub ma być w następnym roku.
nie wiem od czego zacząć z tym wszystkim...
jesteśmy razem od 3 lat. on parę lat starszy odemnie, nie zlaeżny. rodzina
jest z małej miejscowości a moja zewsząd
spytał co chcę na imieniny, powiedziałam że pierścionek. i tak upominałam się
przez miesiąc czasu. wkońcu pojechaliśmy i kupiliśmy, dosłownie w ostatniej
chwili.
pochwaliłam się mamie. ale zaręczyn nie było, nie klęknął, nie było 'gestu'.
on jest zamkniety w sobie. skryty czasem poprostu taki aż za cichy.
ale jak coś chce potrafi być zaborczy i uparty..
każdy nas pytał kiedy ten ślub i kiedy i jego rodzina i moja. na mnie presja
że zegar biologiczny mi tyka a na nim że starym kawalerem zostanie. nigdy nie
chciał mówić o ślubie. no to kupił ten pierścionek i tak od słowa do słowa.
nawet nie wiecie jak mi głupio jak każdy pyta 'jak się oświadczył'...
sęk w tym ze ja mam wrażenie że to ja wszystko inicjuje, że sama zabiegam, że
mi zależy a on siedzi cicho i tylko pokiwuje głową. mam wrażenie ze nic go
nie interesuje. ze ot bierze ślub o kupił pierścionek bo akurat tak wyszło.
głupio się czuję.
zależy mi na nim. razem mieszakmy długo, pracujemy. nasi rodzice nas lubią i
akceptują. (jedna siostra i jego bratowa tylko jakieś fochy stroją ale juz
tego tak nie przeżywam).
czasami mam wrażenie że on się wstydzi, jak go ktoś pyta o ślub. ale potem
zaraz jest miły dla mnie i jakby nigdy nic. tzw 'wali głupa' przy innych o
tym ślubie...
tylko, no właśnie nie wiem co.
starałam się z nim porozmawiać ale nie wiele wyciągnęłam. kiedyś się
rozryczałam że tak reaguje jak go ktoś pyta. powiedział że się za bardzo
przejmuje ale mija parę dni a on znowu to samo, np. dziś u swojej mamy.
pytają go o śłub datę a on jakby udawał że nie słyszy....
każdy robi presję by ten ślub się szybko odbył, mam wrazenie ze coś wiedzą
czego ja nie...
boje się, poprostu boje się, ze w tym ostatnim momencie, pod ołtarzem, któreś
z nas pęknie...