Dodaj do ulubionych

Byłem na idealnie standardowym weselu i było super

30.10.06, 15:26
Samo wesele poprzedzało małe zadrażnienie - otóż wieczór kawalerski miał być w
lokalu typu dziewczyny na rurze. Zdziwiony tym niemile, bo zupełnie mi to do
pana młodego nie pasowało, zadzwoniłem doń uprzedzając, że nie przyjdę, bo w
takowych lokalach nie bywam, a on się też zdziwił niemile słysząc, co to za
lokal. Ostatecznie był wieczór kawalerski w normalnym pubie.

Co do samego wesela miałem pewne obawy. Z jednej strony miało być w typowym
domu weselnym pod Warszawą (bo i ślub w jednym z podwarszawskich miasteczek),
a z drugiej państwo młodzi prawie abstynenci. Można się było obawiać, że
młodzi mieli mało do powiedzenia w sprawie wesela.
W każdym razie ślub się odbył w miejscowym kościele, do którego państwo młodzi
przyjechali umiarkowanie zabytkowym samochodem.
Wesele było, jako się rzekło, standardowe do granic. Poprawka. Nie było
żadnych przemówień na początku. No i usadzenie ciekawe, ale o tym osobno.
Była trzyosobowa kapela, grająca (dobrze) standardy lat głównie 60-tych i
70-tych. Tańczyli nie wszyscy, ale większość, zawsze na parkiecie był dobry
ruch (zresztą miejsce do tańczenia wewnątrz podkowy stołów, scena naprzeciwko
stołu prezydialnego). Trochę szkoda, że za głośno grali w zasiadanej fazie
wesela, przed pierwszym tańcem.
Było podziękowanie (lakoniczne dość, bo pan młody nie jest zbyt elokwentny)
dla rodziców i piosenka dla nich (ale nie "Cudowni rodzice"), rzucanie welonem
(złapała siostra panny młodej) i muchą (którą chłopakowi tejże siostry sąsiad
zgarnął koszykarskim ruchem sprzed nosa).
Było dosyć wódki, trochę wina, a jak kto chciał, to i piwo w sieni stało.
Kieliszki do wódki małe, więc wszyscy się wstawili, a nikt solidnie nie upił.
Było kilkanaścioro przyjaciół państwa młodych, kilkoro dzieci,
kilkudziesięcioro kuzynów, kuzynek, wujków, cioć, stryjków, stryjenek i
różnych podobnych, i wszyscy się świetnie bawili, młodzi, starzy i średni, a
najlepiej chyba bawił się ojciec panny młodej, z fachu weterynarz.
Zabaw i konkursów trochę, ale bez przesady i bez przekraczania granic smaku.
Może dlatego, że wszystkie co do jednej były przed weselem uzgodnione z młodymi.
I ja tam byłem, Smirnoffa i wino piłem, świetnie się bawiłem, co jeszcze w
stawach skokowych czuję.
Obserwuj wątek
    • ashton Re: Byłem na idealnie standardowym weselu i było 30.10.06, 15:29
      Tylko pogratulować dobrej zabawy wink
      Znaczy się nie warto przesadzać z oryginalnością...
    • lubna Re: Byłem na idealnie standardowym weselu i było 30.10.06, 20:48
      A mi najbardziej się spodobało, że mogłam powiedzieć mojemu narzeczonemu, że jednak nie jest jedynym, który nie poszedłby do lokalu z rurami smile
      • zajenta Re: Byłem na idealnie standardowym weselu i było 30.10.06, 21:29
        ja swojemu też chciałabym tak powiedzieć...
        jeszcze trochę czasu do wieczoru kawalerskiego, może się uda big_grin
    • nives1 Re: Byłem na idealnie standardowym weselu i było 30.10.06, 23:10
      ja w sobotę też byłam na sympatycznym weselu mojej przyszłej świadkowej smile))
      tez standardowe bez zbednego blichtru , jedyny minus że mało miejsca do jedzenia było - ale bawiłam sie rewelacyjnie smile))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka