Dodaj do ulubionych

ona z miasta a on ze wsi - czy to może się udać?

15.11.06, 13:44
Zastanawiam się....

Inne wychowanie, inna rodzina, inne wyobrażenia o weselu i ślubie. A jednak
są razem smile
Obserwuj wątek
    • kasia_niemcy Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 13:49

      Pewnie ze moze!!
      Ja mieszkalam w niemczech moj kochany najpierw na wsi potem w duzym miescie.
      Taki zwiazek mielismy przez 5 lat, a teraz planujemy slubsmile

      Pozdrawiam
      • znajomy_jennifer_lopez Może sie udać, zawsze może 15.11.06, 23:58
        Pytanie natomiast podstawowe to "GDZIE chcą mieszkać?"
        Jesli na wsi (zakładajac ze gosc ma gospodarstwo rolne) to podstawowa kwestia czy ta laska NAPRAWDE chce mieszkać na wsi czy może 'myśli' ze go zmieni i że go przekabaci ze sie stamtad wyprowadzą.

        Mieszkanie w miescie na wsi nie jest jakąs wielką różnica (od czego jest net i samochód? żeby być "na bieżaco"), pomijając już to ze wiele osób na wsi zachowuje sie (i żyje) bardziej kulturalnie niż ludzie z miasta (of coz tez nei wszyscy)

        Trzecia sprawa to... konieczność. Sorry ale w mieście NIE MA tylu facetów żeby "zaspokoić" nimi lachony miejskie i babeczki ze wsi (aspirujące) więc część kobiet musi sie przenieść na wies (lub kupić psa, jak onegdaj moja 33 letnia znajoma...)
        • coked Re: Może sie udać, zawsze może 16.11.06, 00:02
          W tym przypadku, on mieszka już w mieście dosyć długo. Na wieś jeździ tylko w
          odwiedziny. Mała część rodziny jest też w mieście, głownie bo pomógł im tu
          znaleść pracę.
          • prozzac Nie widzę problemu 16.11.06, 10:53
            Jeśli obydwoje mieszkają w mieście i wiążą z tym swoją przyszłość, to ich
            związek może tylko na tym zyskać. W sytuacji koniecznego wyboru między
            mieszkaniem (i pracą) na wsi a miastem moga być rzeczywiście problemy. "Bycie na
            bieżąco" to nie tylko internet i samochód, ale tez dostęp do instytucji
            kulturalnych czy większe perspektywy rozwoju zawodowego.
            • lucusia3 Re: Nie widzę problemu 16.11.06, 13:24
              Ja jestem "miastowa", mój mąż rodowity góral z okolicy gdzie sąsiadów widac tylko z daleka. Od 15 lat jesteśmy razem i jest nam dobrze. Domek jednak kupiliśmy za miastem, bo mężowi było w blokach czy szergówkach ciasno. To był doskonała decyzja, bo mamy 2 w jednym - spokój w domku i blisko do każdej odmiany życia kulturalnego i towarzyskiego jakiej chcemy (góra 45 minut dojazdu).
              Do prozzaca - jak często uczestniczysz z dostępu do instytucji kulturalnych. A jak często Twoi miejscy sąsiedzi? Jesteś pewien, że szkoła w Twojej okolicy ma lepszy poziom, niż na wsi? Jesteś pewien, że możesz pod domem zostawić otwarty samochód? Jaką drogę masz od miejsca gdzie zaparkujesz do drzwi domu? Czy jak ci sie cos w domu stanie Twoi sąsiedzi przyjdą za darmo Ci pomóc?
              Nigdy wcześniej nie mieszkałam na wsi, teraz nigdy się z niej nie wyprowadzę.
    • inkageo Nie:) 15.11.06, 13:54
      Uuuuu..... Nie polecamsmile Mój tato wczesne dzieciństwo spędził na wsi, niby to
      nie był znaczący okres, ale jednak... Mama urodziła się i wychowywała w dużym
      mieście. Po latach tata nadal wstaje z kurami i hałasuje od 6 rano nawet w
      weekend, a mama lubi pospać do 9, codziennie tata zrzędzi, że noc jest od
      spania a rano trzeba wstawaćwink No niby drobiazg ale jak irytujący...winkwinkwink
      • coked Re: Nie:) 15.11.06, 13:56
        Tylko kury?

        Ale nadal są razem.
        • inkageo Re: Nie:) 15.11.06, 14:07
          Są razem, ale po trzydziestu pięciu latach małżeństwa nadal nawzajem nie
          potrafią się zrozumieć i porozumieć. To jest zaskakujące, że nawyki z
          dzieciństwa pozostają na całe życie. Mama często żartuje, że tata popełnił
          wielki błąd żeniąc się z nią. Byłby dużo szczęśliwszy z babą ze wsi, która
          wstałaby o 5, nagotowała, naprała, nasprzątała i poleciała do kościoławink Tatę
          zawsze ciągnęło na wieś. Wybudował dom za miastem i teraz tu mieszkamy. Mi to
          nie przeszkadza bo jestem bardziej "mobilna", tata jest w swoim żywiole - kosi,
          grabi, podlewa. A mama czuje się odcięta od świata (jest na emeryturze),
          wyobcowana i wcale nie jest tu szczęśliwa.
          • josarna Re: Nie:) 16.11.06, 22:49
            A ja nie pojmuję Twojej mamy! Właśnie w mieście można oszaleć na emeryturze! Co
            można robić w bloku? Mało jest zajęć dla emerytów - pozostają plotki z
            sąsiadkami - widuję całe osiedla takich skapcaniałych pań (Nowa Huta). Tymczasem
            na wsiach ruch jak w ulu: upiększanie ogródków, spotkania, pikniki niedzielne i
            praca do późnej starości. Do mieszkańców wsi ciągną rodziny i znajomi z miasta.
            Nie mówię o sobie, bo z racji pracy (pensjonat) właśnie na wsi poznałam setki
            ludzi, ale inni również się nie nudzą. Radość życia ma się w sobie albo nie - i
            tyle.
            • lucusia3 Re: Nie:) 17.11.06, 13:58
              Niestety tata inkageo gorzej się ożenił, niż jej mama wyszła za mąż. Ewidentnie kobieta nie szanuje swojego partnera i brak szacunku przekazała córce. Godzina pobudki rano w żaden sposób nie jest skorelowana z miejscem urodzenia. Miałam sąsiadów w Krakowie, którzy budzili się w niedzielę o 5-6 rano i urządzali pranie, chodzili w drewniakach, kłócili się. Po prostu pełnia życia. Ci państwo też pewnie nie pochodzili ze wsi, bo mieszkanie mieli po babci. To kiedy sie wstaje, jest cechą wrodzoną. Ludzie dziela się na "skowronki" i "sowy".
              Zgadzam się z josarną, że radość życia ma się w sobie, a przyjaciół i zajęcia mozna znaleźć wszędzie. No chyba, że celem życia mamusi inkageo jest robienie zakupów. Wtedy wieś się nie sprawdza.
              • inkageo Do lucusi.... 19.11.06, 12:42
                Lucusiu przesadziłaś.... Mój post miał być raczej żartobliwy i nikogo nie
                obrażał, więc jest mi przykro, a raczej jestem wściekła, że zarzucasz zarówno
                mi jak i mojej mamie brak szacunko do ojca.... Masz rację, że pora wstawania
                jest najczęściej cechą wrodzoną, ale tolerancja i zrozumienie, że każdy może
                mieć inne potrzeby w tej kwestii to już cecha nabyta, kwestia wychowaniawink A z
                radością życia, różnie w życiu bywa...bo życie jest bardzo przewrotne. Mama
                ciężko choruje, nie może przebywać na słońcu, a mieszkając na wsi ma też
                utrudniony dostęp do leczenia, wiąże się to z ciągłymi męczącymi wyjazdami i
                celem tych wyjazdów wcale nie są zakupy.. Otóż wieś nie zawsze się sprawdza.
                • ghotir Re: Do lucusi.... 19.11.06, 13:31
                  inkageo napisała: "pora wstawania jest najczęściej cechą wrodzoną"

                  Prawdopodobnie zapisana w naszych genach smile)))))))))))))
                • lucusia3 Re: Do lucusi.... 22.11.06, 13:45
                  Zgadzam się, że tolerancja i zrozumienie to cechy nabyte, kwestia wychowania.
                  Zastanów sie czy żarty Twojej mamy to żarty, czy zarzuty:
                  "Mama często żartuje, że tata popełnił wielki błąd żeniąc się z nią. Byłby dużo szczęśliwszy z babą ze wsi, która wstałaby o 5, nagotowała, naprała, nasprzątała i poleciała do kościoławink". Dla mnie, zwłaszcza, że jak piszesz często tak mam mówi, to nie są żarty sad. Zastanów się, czy bedzie Ci miło, gdy ktoś CZĘSTO wypominałby Ci, że jesteś n.p. z bloków, więc jesteś blokersem i lepiej by Ci było, gdybyś sobie znalazła jako znajomych dresów, a nie nas.
                  Jeżeli mama ciężko choruje, to i tak siedzi w domu, więc tego wyobcowania nie za bardzo rozumiem. Oczywiście, jeżeli wieś jest odcięta od świata to dojazd do lekarza może być problemem, zwłaszcza jeśli pochodzisz z małego miasta, gdzie szpital by dwie ulice od mieszkania. W Krakowie dojazd do szpitala, czy przychodni gdzie mozna zrobić badania, trwa zawsze coś koło godziny (poza szczęśliwcami, ktorzy mieszkają bliżej któregoś, ale oni za to maja notoryczny hałas karetek przy ostrym dyżurze). Badania zresztą łatwiej zrobić na wsi, bo tu nie ma tak gigantycznych kolejek. Żeby coś zbadać w przychodni na Szwedzkiej w Krakowie musi sie nieraz wyrywac tam o 5 rano i nie ma się gwarancji, że się dostaniesz.
                  Prawda, nie wiem na jakiej Ty wsi mieszkasz, może tam nie ma ośrodka zdrowia i trzeba jechać do gminy, nawet z 10 km.
                  • inkageo Re: Do lucusi.... 22.11.06, 22:44
                    Właściwie bez sensu się tłumaczyć bo to co piszesz ma się nijak do mojej
                    sytuacji rodzinnej. Ale dodam, że mama pochodzi z Krakowa i obecnie leczy się w
                    Krakowie (200 km od miejsca obecngo zamieszkania), a jej choroba nie wymaga
                    ciągłego przebywania w domu, więc nie jest głównym powodem "wyobcowania". A
                    żarty, o których wspominałam nigdy nie mają miejsca przy tacie, a tylko wtedy,
                    gdy jesteśmy z mamą sam na sam. Proponuję skończyć ten temat bo jest zbyt
                    osobisty.
          • sojuz1 Re: Nie:) 19.11.06, 12:21
            inkageo napisała:

            > Są razem, ale po trzydziestu pięciu latach małżeństwa nadal nawzajem nie
            > potrafią się zrozumieć i porozumieć.
            To niech się rozwiodą. W czym problem?
          • martabb Re: Nie:) 19.11.06, 18:54
            mój mąż do 16 roku życia mieszkał na wsi ze wszystkimi konsekwencjami( duże
            gospodarstwo rolne), ja dziewczynka z dobrego miasteczkowego domu, nasze życie
            jest udane, mieszkamy w mieście mąż w sobotę i niedzielę śpi do 12 a ja wstaję
            z kurami chociaż nie muszę. Zawsze lubiłam wstawać rano tak samo jak mój tata,
            który też wychował się w mieście. Ja choć zawsze mieszkałam w bloku mażę o
            domku za miastem mój mąż twierdzi, że jest mu bez różnicy ale też woli
            przestrzeń. Poczyniliśmy pierwsze kroki i kupiliśmy działkę za miastem stanie
            tu nasz domek, nie będzie kur ale psy, koty jakiś ogródek warzywny. Myślę, że
            będę szczęśliwa bo w tym roku poraz pierwszy w życiu uprawiałam warzywka.
      • ozi29 Re: Tak 15.11.06, 13:58
        Heh dziwne pytanie...
        To tak jakby biedny i bogata albo na odwrot...
        Pewnie, ze moze sie udac !!!!!!!!!!!
        • coked Re: Tak 15.11.06, 14:04
          Tak, tylko ludzie są inaczej wychowani. Rodzinny inne. Pieniążki inne.
          Mają inne potrzeby i wizję na świat.

          Jest też tak że Pan młody jest bardzo samodzielny i od kilku lat mieszka w
          mieście.
          Teraz gdy trwają przygotowania do ślubu i wesela (i tak jest bardzo oporny)
          okazuje się że rodziny mają kompletnie inne podejście do tego jak to ma
          wyglądać. Jeżeli teraz wychodzą takie kwiatki, to co będzie za parę lat??
          • ozi29 Re: Tak 15.11.06, 14:05
            coked napisała:

            > Tak, tylko ludzie są inaczej wychowani. Rodzinny inne. Pieniążki inne.
            > Mają inne potrzeby i wizję na świat.

            Niezgadzam sie!
            • krzysio39 Re: Tak 18.11.06, 21:08
              co to w ogole za pytanie, co za odpowiedzi???? jeśli się kochają to w czym
              problem??? przeprowadziłem się do miasta w zeszłym roku, w wakacje w sklepie
              spożywczym zauważyłem pewną dziewczynę. Przez 2 miesiące jeździłem swoim
              motocyklem i wyglądałem za nią, co się później okazało ona za mną. jesteśmy
              razem już pół roku, mieszkamy razem i nic nie wskazuje na to żeby miało się nie
              udać.
          • martusia67 Re: Tak 15.11.06, 15:27
            > Tak, tylko ludzie są inaczej wychowani. Rodzinny inne. Pieniążki inne.
            > Mają inne potrzeby i wizję na świat.
            Słucham??????????????

            Ja - mala wies liczac 300 osob, Nazeczony- miasto ok 100 tys! Obecie mieszkamy
            w Warszawie, ja studentka moj luby skonczyl studia, pracuje! nigdy nie
            zauwazylam aby nasze rodziny sie roznily,moi rodzice pracuja zawodowo,maja
            rowniez swoje gospodarstwo z świnkami wlaczniesmile Nigdy nie wstydzilam sie
            swojego pochodzenia,jestesmy tak samo wychowani, mamy podobne podejscie do
            życia! Pieniązki inne ????? To ty myslisz,ze na wsi mieszkaja sami
            biedacy....sorry teraz, na wies wynosi sie sama elita! Moi rodzine wychowali
            mnie tak abym nie patrzyla na pochodzenie czlowieka a na Niego samego!!!
            • coked Re: Tak 15.11.06, 15:29
              Przeczytaj całość a potem się ewentualnie unoś.
              • martusia67 Re: Tak 15.11.06, 15:54
                coked napisała:

                > Przeczytaj całość a potem się ewentualnie unoś.

                Przeczytalam calosć!!! I takie jest moje zdanie!
                • coked Re: Tak 15.11.06, 15:55
                  Ok. Ale nie krzycz.
                  • martusia67 Re: Tak 15.11.06, 15:59
                    coked napisała:

                    > Ok. Ale nie krzycz.

                    Przepraszam,ze krzyczalam.Czytajac Twoje posty,zrobilo mi sie przykro,ze ludzie
                    z miasta nadal maja takie zdanie na temat ludzi z miast, ze to inne poglady,
                    inna kasa,ze to rodzina sie wtraca,obgaduje.... Mnie to zlosci i bulwersuje.
                    A,ze czara sie przelala padlo akurat na Ciebie....
                    • coked Re: Tak 15.11.06, 16:00
                      Nie zrozumiałaś więc o czym piszę.

                      Nie mam nic przeciwko wsi i nie o tym piszę.

                      Piszę o konkretnym przypadku. Nie generalizuję.

                      • kvin_n Re: Tak 17.11.06, 20:21
                        • ona z miasta a on ze wsi - czy to może się udać?
                        coked 15.11.06, 13:44 + odpowiedz


                        Zastanawiam się....

                        Inne wychowanie, inna rodzina, inne wyobrażenia o weselu i ślubie. A jednak
                        są razem smile (...)
                        > Piszę o konkretnym przypadku. Nie generalizuję.
                        >

                        Rzeczywiście bardzo konkretny przypadek. A zwłaszcza opis.
                    • martusia67 Re: Tak 15.11.06, 16:01
                      Oczywisie mialo byc
                      ...ludzie z miasta nadal maja takie zdanie na temat ludzi ze wsi...
                      • ozi29 Re: Tak 15.11.06, 16:02
                        Tak było jest i pewnie dlugo jeszcze bedzie...
              • hanna26 Re: Tak 15.11.06, 15:58
                Nie rozumiem, co ma wspólnego miejsce urodzenia z udanym małżeństwem. Mój mąż
                całe życie mieszkał na wsi podwarszawskiej, ja całe życie w Warszawie. Jesteśmy
                małżeństwem od 6 lat, mamy dwie udane córeczki. Teraz budujemy dom na jego
                rodzinnej wsi i nareszcie wyprowadzimy sie z bloku.
                W ogóle mam wrażenie, że autorka wątku zapomniała o upływającym czasie i
                nadal tkwi na wsi przedwojennej. Dzisiaj, w dobie samochodów i anten
                satelitarnych naprawdę wieś nie jest taką odciętą od świata dzuplą. Na całej
                wsi rodzinnej męża jest jeden wierzchowy koń (nasz), jedna krówa (sąsiadki) i
                kilkanaści kur (teściowej). A wszyscy mieszkańcy pracują w okolicznych
                miastach.
                • martusia67 Re: Tak 15.11.06, 16:00
                  Pieknie,poprostu pieknie to napisalas smile
                  • coked Re: Tak 15.11.06, 16:03
                    No to masz złe wrażenie o autorce.


                    Cały czas odnosisz się do ogółu. Ja piszę o pojedyńczej sytuacji. Ty piszesz o
                    stereotypach, pod które niestety, część tej sytuacji się wpisuje.


                    Dobrze jednak przeczytać o doświadczeniach innych - nawet tych co zaraz unoszą
                    się że ktoś wieś krytykuje, nie lubi i nie zna kiedy nie o tym wątek.
                    • mefika Re: Tak 16.11.06, 08:09
                      Mówisz o konkretnej sytuacji... Hmmm ludzie piszą Ci o swoich doświadczeniach
                      że się udało a Ty byś nadal chciała wiedzieć co w Twojej sytuacji... a nie
                      uważasz ze za mało danych, wszystko zależy tylko i wyłącznie od ludzi i tak jak
                      może się nie udać małżeństwo miastowe, wiejskie tak może sie nie udać wiejsko -
                      miejskie czy miejsko - wiejskie
                      A statystycznie rzecz biorąc, przyjmując obserwację otoczenia powinno być dobrze
                      A jak będzie w konkretnej sytuacji... życie pokaże
                      • lucusia3 Re: Tak 17.11.06, 14:04
                        Myślę, że może się nie całkiem udać jak nie będziesz precyzować o co ci chodzi, tylko sobie to pomyślisz i będziesz oczekiwać, że inni zrozumieją. Tylko, że się nie uda nie tylko wiejsko-miejskie małżeństwo, ale każde możliwe.
                • inkageo Re: Tak 15.11.06, 16:04
                  U nas niestety nie jest nowocześnie, może nowocześnie inaczej...wink Baby mają
                  mikrofalówki, ale mężczyźni nie potrafią ich obsługiwać, a raczej nie chcą się
                  nauczyć.. Nie mam tu na myśli rodzin, które przeprowadziły się z miast, ale
                  rdzennych mieszkańców, którzy zresztą "nowych" raczej nie akceptują. Nowych
                  czyli tych, którzy się tu nie urodziliwink
                • tydel Re: Tak 15.11.06, 19:45
                  sorki, ale wieś podwarszawska nie jest wsią w pełnym tego słowa znaczeniu
                  raczej chyba można powiedzieć że mieszkało się poza miastem niż że mieszkało się
                  na wsi
                  • inkageo Re: Tak 15.11.06, 20:19
                    Tu są dwa światy - osiedle nowych domów, w których mieszkają przybysze z
                    miasta, którzy tylko tu śpią i gospodarstwa rdzennej ludności. Pisząc mam na
                    myśli tych drugichsmile
            • margaretka777 Re: Tak 15.11.06, 22:46
              Popieram cię w 100%
              Ja pochodze z miasta, mój narzeczony ze wsi i co z tego ??
              Oboje studiujemy, jesteśmy tak samo ambitni( on może bardziej niż ja), mamy
              normalne rodziny, które się bardzo lubią i nadają na podobnych falach. Jeśli
              chodzi o pieniądze, to u niego nawet jest ich dużo więcej niż u mnie( i to mi
              powinno być głupio ). A po ślubie planujemy zamieszkać wlaśnie na Wsi(od dziecka
              o tym marzyłam), bedziemy dojeżdzać do pracy, a nasze dzieci bedą pochodzić i
              wychowywać się na wsi, do szkoły bedą musialy chodzić piechotą , albo dojeżdzać
              autobusem.I może zaraz się posypie, że krzywdze nasze dzieci ale tak właśnie
              widzie naszą przyszłość.
              Jaka różnica czy ktoś jest z miasta czy ze wsi?. Czy ktoś jest bogaty, czy
              biedny?. Czy jest Polakiem , czy obcokrajowcem? Ja nie widze róznicy smile,
              Najważniejsze, by ludzie byli razem szczęśliwi i się kochali.
              • emeelka Re: Tak 15.11.06, 22:54
                > Popieram cię w 100%
                > Ja pochodze z miasta, mój narzeczony ze wsi i co z tego ??
                > Oboje studiujemy, jesteśmy tak samo ambitni( on może bardziej niż ja), mamy
                > normalne rodziny, które się bardzo lubią i nadają na podobnych falach. Jeśli
                > chodzi o pieniądze, to u niego nawet jest ich dużo więcej niż u mnie( i to mi
                > powinno być głupio ). A po ślubie planujemy zamieszkać wlaśnie na Wsi(od
                dzieck
                > a
                > o tym marzyłam), bedziemy dojeżdzać do pracy, a nasze dzieci bedą pochodzić i
                > wychowywać się na wsi, do szkoły bedą musialy chodzić piechotą , albo
                dojeżdzać
                > autobusem.I może zaraz się posypie, że krzywdze nasze dzieci ale tak właśnie
                > widzie naszą przyszłość.
                > Jaka różnica czy ktoś jest z miasta czy ze wsi?. Czy ktoś jest bogaty, czy
                > biedny?. Czy jest Polakiem , czy obcokrajowcem? Ja nie widze róznicy smile,
                > Najważniejsze, by ludzie byli razem szczęśliwi i się kochali.

                Daleka jestem od stwierdzenia ze wychowanie na swiezym powietrzu i z dala od
                wielkomiejskiego tłoku i szaleństwa to dla dziecka krzywda.
                Krzywdą dla dziecka może być mieszkanie w 48metrowym mieszkaniu na 14 pietrze w
                jednym z nowych blokowisk na bemowie, które rodzice kupili zapożyczając sie na
                lat kilkanaście.
                Przecież zawsze dziecko można wszędzie zawieść!
              • kfiatuszek1903 Re: Tak 15.11.06, 23:31
                zgadzam sie z Toba w 100 %.ja rowniez pochodze z miasta a moj przyszly maz ze
                wsi i juz nie moge sie doczekac kiedy wyprowadze sie na wies.od zawsze mowilam
                ze w miescie mieszkac nie bede i nie znosze miasta.a pytanie swoja droga jest
                dosyc glupie.jesli oboje tego chca to napewno sie uda!nie wazne skad pochodza.
          • maciekjakcholera Re: Tak 15.11.06, 17:30
            hmmm spotkalem piekna dziewczyne ze wsi skonczyla studia itd pare razy
            rozmawialismy...i okazalo sie ze ona "kupywa" i inne takie smaczki...czar prysl
            • the_dzidka Re: Tak 15.11.06, 19:17
              > hmmm spotkalem piekna dziewczyne ze wsi skonczyla studia itd pare razy
              > rozmawialismy...i okazalo sie ze ona "kupywa" i inne takie smaczki...czar
              prysl

              Ludzie z miasta nie "kupywają" twoim zdaniem?
              • maciekjakcholera Re: Tak 16.11.06, 10:45
                moim zdaniem ludzie z miasta i wsi kupują a nie "kupywają"
                • lucusia3 Re: Tak 17.11.06, 14:07
                  Ale baba miała szczęście, że cie wypłoszyła. Ale mogła wdepnąć.
        • ozi29 Re: Tak 15.11.06, 14:04
          Aha
          I chciałam dodac, ze wkurzaja mnie tacy ludzie, ktorzy uwazaja, ze jezeli ktos
          jest ze wsi to jest gorszy!
          Mam wiele kolezanek mieszkajacych na wsi, co niektore sa bardziej wykształcone
          oraz lepiej i gustowniej sie ubieraja od tych z miasta !
          Ludzie nie wrzucajcie ludzi do jednego "wora"!
          • coked Re: Tak 15.11.06, 14:11
            Nie o tym mowa czy ktoś gorszy czy lepszy, tylko że inny.
            Że są inne potrzeby i wizja na świat. Rodzina z miasta bardziej akceptuje
            chłopaka niż rodzina ze wsi dziewczynę.

            • ozi29 Re: Tak 15.11.06, 14:13
              No chyba, ze ktos ma "płytkie" poglady, to moze i tak...
              • coked Re: Tak 15.11.06, 14:15
                No ale w tym przypadku powinniśmy właśnie określić 'płytkie' -
                to co na wsi 'płytkie' może jest 'głębokie' w mieście i wice wersa smile
              • inkageo Re: Tak 15.11.06, 14:15
                Ozi przeczytaj o moich rodzicach kilka postów wyżejsmilesmile
                • coked Także 15.11.06, 14:19
                  Mam obawy że poprostu ingerencja rodziny ze wsi jest dla nich czymś naturalnym.
                  Chłopak nie potrafi im się postawić. Nie chce konfilktu.
                  Natomiast rodzina z miasta nie wtrąca się i uważa że to dzień młodych i każdy
                  powienien się dostosować.
                  Rodzina ze wsi uważa że przychodzi się pobawić na koszt młodych. Rodzina z
                  miasta jest bardziej elastyczna, pyta co i jak, kto za co płaci i jakie są
                  oczekiwania młodych.
                  Rodzina ze wsi, uśmiecha się że im się podoba, a za plecami obgaduje. Rodzina z
                  miasta nic nie mówi.
                  • k123 Re: Także 15.11.06, 14:31
                    > Mam obawy że poprostu ingerencja rodziny ze wsi jest dla nich czymś naturalnym.
                    > Chłopak nie potrafi im się postawić. Nie chce konfilktu.
                    > Natomiast rodzina z miasta nie wtrąca się i uważa że to dzień młodych i każdy
                    > powienien się dostosować.
                    > Rodzina ze wsi uważa że przychodzi się pobawić na koszt młodych. Rodzina z
                    > miasta jest bardziej elastyczna, pyta co i jak, kto za co płaci i jakie są
                    > oczekiwania młodych.
                    > Rodzina ze wsi, uśmiecha się że im się podoba, a za plecami obgaduje. Rodzina z
                    >
                    > miasta nic nie mówi.

                    chyba nie piszesz tego poważnie, takie opinie świadczą o tym jak niektórzy sa
                    ograniczeni i niepotrzebnie tworza podziały miedzy ludzimy bo nie ma znaczenia
                    skąd jest człowiek ale jaki jest i jak jest wychowany, moge wskazać mnóstwo osób
                    z miasta które postępuja w ten sposób"uśmiecha się że im się podoba, a za
                    plecami obgaduje"
                    • coked Re: Także 15.11.06, 14:32
                      Ja też mogę.


                      Piszę o KONKRETNYM przypadku. A nie o ogóle.
                  • leeloo2002 Re: Także 21.11.06, 23:27

                    > Mam obawy że poprostu ingerencja rodziny ze wsi jest dla nich czymś
                    naturalnym.
                    > Chłopak nie potrafi im się postawić. Nie chce konfilktu.
                    > Natomiast rodzina z miasta nie wtrąca się i uważa że to dzień młodych i każdy
                    > powienien się dostosować.
                    > Rodzina ze wsi uważa że przychodzi się pobawić na koszt młodych. Rodzina z
                    > miasta jest bardziej elastyczna, pyta co i jak, kto za co płaci i jakie są
                    > oczekiwania młodych.
                    > Rodzina ze wsi, uśmiecha się że im się podoba, a za plecami obgaduje. Rodzina
                    z
                    >
                    > miasta nic nie mówi.


                    Dziewczyno, po prostu wstyd mi za Ciebie, ze takie bzdury wypisujesz. To co
                    piszesz jest strasznie prymitywne intelektulanie. Juz lepiej zamilknij i nie
                    sadz tu takich kwiatkow
              • anabia nie za dobrze 15.11.06, 14:17
                nie jest łatwo jeśli ludzie są z zupełnie innych światów. Dobrze jeśli ten mało
                obyty ( a czasami prostak) chce się uczyć od tej osoby która jest bardziej
                obyta, ale jeśli prostak nie ma ochoty nabyć obycia to będzie bardzo ciężko.
                Jeśli się nie ma wrodzonej inteligencji to jeszcze nic straconego bo można ją
                nabyć, źle jeśli się nie ma i tej i tej.
                • mayagaramond Re: nie za dobrze 15.11.06, 14:27
                  anabia napisała:

                  > nie jest łatwo jeśli ludzie są z zupełnie innych światów. Dobrze jeśli ten mało
                  >
                  > obyty ( a czasami prostak) chce się uczyć od tej osoby która jest bardziej
                  > obyta, ale jeśli prostak nie ma ochoty nabyć obycia to będzie bardzo ciężko.
                  > Jeśli się nie ma wrodzonej inteligencji to jeszcze nic straconego bo można ją
                  > nabyć, źle jeśli się nie ma i tej i tej.

                  Nie o prostactwo tu chodzi. Wies nie ma na nie monopolu. CHodzti raczej o
                  "zgrzyt" spowodowany wlasnie innym wychowaniem, zwyczajami itp. I oto na ile
                  jestem w stanie (i chce) dostosowac sie do partnera. Moj przyszly szwagier ma
                  zone argentynke (on jest niemcem). Zgrzyt miedzy nimi polega na tym, ze on
                  uwielbiam spedzac wolny czas na swiezym powietrzu (na wsi sie bynajmniej nie
                  wychowal) - rower, narty, kajak itp. Ona natowmias woli koncerty, opera i balet,
                  i rowerek treningowy. Z tego tez powodu spedzaja b. malo wolnego czasu razem, bo
                  zadnie nie che isc na kompromis. I to jest to wielkie slowo - kompromis.
                  • anabia Re: nie za dobrze 15.11.06, 14:33
                    A mi chodziło o coś troche innego,chyba nie muszę tak dokładnie w 100%
                    odpisywać na posta autorki, chyba można troche odstąpić od tematu...uważam że
                    to co napisałam jest pokrewne z zapytaniem autorki.

                    p.s Ty napisałaś o sprawach które da sie pogodzić ( moim zdaniem)
                    żle jak np. on lubi oglądanie tv i leżenia a ona chciałaby coś bardziej
                    zajmującego,orginalnego i na poziomie.
                    • coked Re: nie za dobrze 15.11.06, 14:35
                      Dobrze poprostu poczytać o doświadczeniach innychsmile
                • tydel Re: nie za dobrze 15.11.06, 19:49
                  anabia napisała:

                  > nie jest łatwo jeśli ludzie są z zupełnie innych światów. Dobrze jeśli ten mało
                  >
                  > obyty ( a czasami prostak) chce się uczyć od tej osoby która jest bardziej
                  > obyta, ale jeśli prostak nie ma ochoty nabyć obycia to będzie bardzo ciężko.
                  > Jeśli się nie ma wrodzonej inteligencji to jeszcze nic straconego bo można ją
                  > nabyć, źle jeśli się nie ma i tej i tej.

                  dlaczego zakładasz że 'osoba ze wsi'='prostak' ? na jakiej podstawie ? myślisz
                  że ci z miasta nie są prostakami ? a może ta druga połówka mimo że ze wsi to
                  jednak jest bardziej obyta i lepiej się potrafi zachować niż ta z miasta ?
                  • bacha1979 Re: nie za dobrze 15.11.06, 21:08
                    Też mnie zastanowiła dziwna "logika" anabii.
                    • anabia Re: nie za dobrze 18.11.06, 10:45
                      Cieszę się Basiu że nie rozumiesz mojego myślenia, musiałabym się obawiać samej
                      siebie gdybyś Ty mnie rozumiała wink
                      Pozdrawiam
                  • anabia Re: nie za dobrze 16.11.06, 14:19
                    Ja nie pisałam o ludziach ze wsi, napisałam ogólnie.
                • ewa741 Re: nie za dobrze 15.11.06, 21:18
                  > źle jeśli się nie ma i tej i tej.
                  Czego jestes najlepszym przykładem.
            • ashton Re: Tak 15.11.06, 14:23
              To znowu ja. Kto wrażliwy na mój nick, niech zamknie oczy wink
              Udać się może, ale problemy są - mimo iz w dzisiejszych czasach różnice między
              metropolią a przysiółkiem nie są aż tak dobitne.
              Pochodzę z miasteczka (ok. 55 tysięcy mieszkańców), mój Mąż ze wsi
              postPGRowskiej. Różnimy się od siebie jak dwie krople czystej wody, ale akurat
              to, że on ze wsi, ja z miasta jest dla nas najmniej ważne. Natomiast dla
              naszych rodzin ważne po stokroć.
              Jego rodzina: "po co ci kobieta z miasta, wykształcona, przecież cię rzuci,
              znajdzie sobie kogoś ze swojego środowiska i tylko będziesz cierpiał"
              Moja rodzina: "co??? ze wsi??? no to wcale się nie dziwimy że na ciebie uwagę
              zwrócił, przecież to dla niego wielki awans społeczny... (na takie dictum
              roześmiałam się mamie w twarz, "awans społeczny", dobre sobie, jak za czasów
              ancien regime'u))... stać cię na kogoś lepszego".
              I kwakwakwa, i brekekeks (cytując Wańkowicza).
              Na szczęście oboje mieliśmy to głęboko gdzieś.
              Nasi rodzice po raz pierwszy spotkali się na ślubie i obyło się bez zgrzytów.
              Co do samej organizacji ślubu i przyjęcia, obie rodzicielskie pary ocierały
              łzy, że tradycyjnego wesela nie będzie, ale wiadomo względy finansowe, nikt nie
              miał ochoty na "zastaw się a postaw się".
              A teraz to już po ptokach. Za kilka lat sami zamieszkamy na wsi i szczerze
              mówiąc nie mogę się już doczekać wink
              • coked Re: Tak 15.11.06, 14:30
                Dziękuję Ci ashton za miłą wypowiedź.

                Nie wiem na ile to dla niego awans. Rodzina młodej bardzo go lubi. Jest
                pracowity i przedsiębiorczy. Mieszka w mieście od dawna. Jest samodzielny.
                Ale to korzenie go ciągną w dół. Czasem robią jakieś uwagi, szanatażują
                emocjonalnie że 'jemu się udało'. Najgorsze jest to że on nie przeciwstawia się
                im. Nie broni.

                Jej rodzina jest z miasta. Na wsi raktują ją dziwnie. Bo inna, nowa, nie z
                okolicy. Bo ma inne pomysły. Chciała ślubu ale teraz widać że się wacha..
                Nie czuje od niego wsparcia...

                • ashton Re: Tak 15.11.06, 14:40
                  I tu jest największy problem.
                  Na przykładzie mojego Męża widzę, jakie to jest - za przeproszeniem - porąbane.
                  W rodzinnej miejscowości uważają go za "kogoś lepszego" - od tylu lat jest w
                  mieście, jakoś sobie tam radzi, ma fajną żonę (hehehe) i dziwią się, że wciąz
                  mówi "dzień dobry" i spotyka się z kolegami, którzy zostali na wsi. Były
                  prośby "załatw mi pracę w Warszawie, ale taką żeby odłożyć co najmniej półtora
                  tysiąca na miesiąc" - bez komentarza! Zazdroszczą wszystkiego.
                  Szkoda mi go, widzę jak się miota, każda wizyta u rodziców to nerwy, nerwy i
                  jeszcze raz nerwy.
                  Z drugiej strony całkowite odcięcie się od korzeni chyba jeszcze gorzej o
                  człowieku świadczy...
                  • coked Re: Tak 15.11.06, 14:42
                    Otóż to.

                    Tylko że koledzy młodego w większości piją albo nie żyją.

                    Natomiast podejście o pracę ma młodszą część rodziny. Wielu wyciągnął.

                    Braci, siostrzeńca...i każdy rękę wyciąga. Niby nic nie chce, ale zawsze...

                    • ashton Re: Tak 15.11.06, 14:50
                      Musiałby powiedzieć twardo, że wraz ze ślubem kończy się miłosierne
                      samarytaństwo, że od tej pory najważniejsza jest rodzina w sensie "żona"...
                      • coked Re: Tak 15.11.06, 14:54
                        smile
                • ozi29 Re: Tak 15.11.06, 16:04
                  coked napisała:

                  > Jej rodzina jest z miasta. Na wsi raktują ją dziwnie. Bo inna, nowa, nie z
                  > okolicy. Bo ma inne pomysły. Chciała ślubu ale teraz widać że się wacha..
                  > Nie czuje od niego wsparcia...
                  >

                  Heh a moja przyszla tesciowa z miasta i ciagle patrzy na mnie jak na przybysza
                  z kosmosu- i ja tez z miasta;P
                  • coked Re: Tak 15.11.06, 16:06
                    Fakt, każdy przypadek jest inny.

                    Czasami mimo wszelkich starań by w stereotypy nie wierzyć one same się nasuwają
                    i potwierdzają uncertain
                    To chyba też dotyczy teściowych smile
                    • ozi29 Re: Tak 15.11.06, 16:08
                      Dokładnie!!!
                      Pochodze z malej miesciny ale miesciny;P moj narzeczony z miasta -wiekszego;P
                      Zawsze jak do nich przyjade to sasiadki malo co z okien nie
                      powypadaja;P "dziwni" ludzie sa wszedzie...
      • monia189 Re: Nie:) 16.11.06, 15:12
        Ja uważam, że akurat opisany przez Ciebie przypadek nie ma nic do rzeczy czy
        ktoś mieszka w mieście czy na wsi. Są dwa typy ludzi skowronki i sowy. Jak ktoś
        jest skowronkiem to niezależnie czy urodził sie w mieście czy na wsi to i tak
        bedzie wstawał wcześnie. To ma się zapisane w genach. Sowy natomiast lubią
        dłaużej pospać.
        • inkageo Re: Nie:) 16.11.06, 15:41
          Moje wypowiedzi troszkę zginęły w morzu innych postów, ale podałam też inne
          przykładysmile Mimo wszystko nadal uważam, że dla osób wychowanych na wsi i
          pracujących w gospodarstwach wczesne wstawania to podstawa. Nie znam osoby
          wychowanej na wsi, która pozwala sobie na leniuchowanie do południa, to inne
          podejście do pracy i obowiązkówsmile Oczywiście na pewno są wyjątkismile
    • inkageo Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:32
      Wiecie co...mieszkam na wsi już dosyć długo i mimo, że moja miejscowość nie
      jest odcięta od świata (2,5 km za miastem) to tutaj czas zatrzymał się w
      miejscu.. Kobiety usługują mężczyznom a wszystkim rządzi ksiądzwink Ludzie są
      bardzo bogobojni, jak coś robią to na pokaz i strasznie się martwią co inni o
      nich pomyślą.. Ksiądz ciągle organizuje festyny, na których zbiera pieniądze na
      budowę kościoła i zleca kobietom lepienie pierogów i pieczenie ciast na
      sprzedaż. Mężczyźni przychodzą na festyny i wypijają hektolitry piwa w zbożnym
      celusmile Sielsko anielsko...niech żyje równouprawnieniewink
      • coked Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:37
        Tak, to też jest prawda. Smutna trochę ale Ci ludzie są chyba szczęśliwy.
        Ale jak znajduje się w tym towarzystwie ktoś obcy, nagle jest poruszenie,
        zdziwienie i.......wytykanie palcami.
    • lifesurfer Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:43
      matko... myslalam, ze to podpucha ale przeczytalam nizej posty i wychodzi, ze
      niesmile
      Przez 19lat mojego 26o letniego zycia mieszkalam na wsi. Wprawdzie moi rodzice
      ze zwierzat hodowlanych mieli tylko psawink ale sasiedzi to juz np. rolnicy pelna
      para. Od 7mu lat mieszkam za granica, glownie w miastach powyzej 1mln
      mieszkancow. Nigdy nie bylo sytuacji, w ktorej musialabym sie poczuc gorsza z
      powodu mojego miejsca urodzenia. Wrecz przeciwnie, znajomi blokersi zazdroszcza
      mi, ze mam taka swoja przystan- dom rodzicow na wsi, gdzie moge zjesc sobie
      obiadek w ogrodzie a sasiad nie zaglada mi w talerzsmile Nigdy nie mialam
      problemow z zachowaniem sie w eksluzywnej restauracji, gdzie obiad kosztuje np.
      100 czy 200 euro (cale szczescie zawsze placila firma;.
      Moj chlop jest miastowy i zdecydowanie mniej "bywa"wink ze wzgledu na charakter
      jego pracy.
      • coked Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:44
        Ale to nie jest podpucha i mówienie że ktoś ze wsi jest gorszy.

        Mówimy o różnicach wynikających z pochodzenia i godzenia owychsmile
        • lifesurfer Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:50
          ale to nie jest problem pochodzenia... to, ze ktos, jest "ze wsi" nie znaczy
          przeciez, ze automatycznie jest burakiem... wierz mi, poznalam
          wielu "miastowych", ktorym buta ze slomy wychodzi.
          Problem pojawia sie wtedy, kiedy miedzy Wami jest widoczna roznica w obyciu,
          kulturze osobistej itd. Ale to akurat nie ma NIC wspolnego z miejscem urodzenia.
          • coked Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:53
            Ja mówię o konkretnym przypadku.

            Wiem że nie należy generalizować i nie piszę o tym że wieś=burak itp.
            Wyprzedzasz myśl, niepotrzebnie zresztą.

            Jest to kwestia wychowania i tego że inne jest w mieści a inne jest na wsi.

            Nie mówię o ludziach napływowych czy nowomiastowych albo nowowiejskich.


            Mówię o przypadku gdzie rodzina, wiejska, ingeruje i narzuca. Gdzie dla nich to
            jest normalne. Gdzie dla nich, bycie z miastową to 'dziwne'.

            Taki wpływ ma na pana młodego, który mimo że dawno tam nie mieszka, takie ma
            korzenie i to wpływa mocno na związek.
            • lifesurfer Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 15:01
              wiesz co na pocieszenie powiem Ci, ze moja Tesciowa (osoba miastowa) jest
              mistrzem we wtracaniu sie do naszego zwiazku, wesela i ogolnie wszystkiego.
              Ksiazke bym mogla o tym napisac, no ale co ja mam zrobic..smile Nie przejmowalabym
              sie tym jaka jest rodzina, najwazniejsze jest to, jaki jest przyszly maz!
              • coked Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 15:02
                smile)) Teściowe tak ponoć mają.

                Pan młody jest dobry. Ma charakter, ale boi się panicznie rodziny ze wsi.
                • lifesurfer Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 15:05
                  no to sie nie przejmujsmile Przeciez nie musicie sie tam przeprowadzacsmile Niestety
                  rodziny sie nie wybiera...
      • mayagaramond Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:49
        lifesurfer napisała:
        Wrecz przeciwnie, znajomi blokersi zazdroszcza
        >
        > mi, ze mam taka swoja przystan- dom rodzicow na wsi, gdzie moge zjesc sobie
        > obiadek w ogrodzie a sasiad nie zaglada mi w talerzsmile

        bo u nas wies kojarzy sie wlasnie z prostactwem i nieumiejetnoscia poslugiwanie
        sie nozem i widelce. Dlatego tez mamy przymiotniki jak: wsiurski (wsiorski???),
        wiesniak, nie rob wioch, ale wiocha itp. A po niemiecku jak "mach kein dorf"???wink

        A i chcialam jeszcze dodac, ze np. miastowi z w-wy (najbardziej miastowego
        miasta) to w 90% powojenna ludnosc naplywowa z okolicznych wsi. Stara w-wy
        wyniosla sie do miejscowosci podwarszawskich albo do lodzi...
    • makwa.lz Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:44
      a co to ma do rzeczy! a nie moze byc tak - on z miasta ona z miasta... inne
      wychowanie, inna rodzina, inne poglady - czy to sie moze udac? nie szukajmy
      problemow na sile.
      • coked Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:45
        To nie jest problem na siłę.
        To jest konkretny przypadek.
        • makwa.lz Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:46
          czy w dzisiejszych czasach naprawde problemem dla ciebie jest to ze ty lub ktos
          z twojego otoczenia ma faceta ze wsi?
          • coked Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:48
            Mam prawo spytać o cokolwiek i o tym dyskutować. Nie mówię o że pochodzenie
            jest problemem tylko mówię o różnicach z tego wynikających.
            • makwa.lz Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:53
              nie neguje tego ze masz prawo dyskutowac.
              tylko zastanawiam sie czy zyje sie z mezem czy z cala jego rodzina, bo zeniac
              sie czy wychodzac za maz to ty zakladasz rodzine.
              dla mnie nie jest problemem ze moj facet - przyszly maz - ma inne poglady -
              dzieki temu mamy o czym rozmawiac, ze ma inna rodzine - poznaje ciagle cos
              nowego, ma inne podejscie w kwestii wesela - uczymy sie chodzic na kompromis. i
              tylko o to mi chodzilo.
              • coked Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 15:00
                Zgadzam się z tobą, że małżeństwo to całe nowe życie i zakładanie od nowasmile

                Niemniej, tutaj jest pan młdy który odciął się od rodzinnej wsi, i trochę na
                nim wiszą, nie potrafi się odciąć od tego. Z każdą wizytą są jakieś komentarze.
                Powinien tupnąć nogą??? Ma starszych rodziców i sporo rodzeństwa. Powinni
                potrafić zająć się sobą (a tylko się kłócą). Czekają na niego jak na zbawienie.
                Że na wiglie przyjedzie, z miasta drzewko przywiezie, brata zatrudni, zus
                zapłaci...

                A ona, jest inna. Poprostu. Jej nie robi różnicy wieś czy miasto. Sama na wsi
                spędziła dzieciństwo, bojowe zresztą smile


                Jej rodzina nie wisi na niej, niczego nie oczekuje, cieszy się z nią.

                • ashton Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 15:15
                  A niech walnie pięścią w stół, ileż można za niańkę robić?
                  • coked Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 15:16
                    No i tu że tak powiem jest problem, nie walnie...
                • makwa.lz Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 16.11.06, 13:30
                  ale on chyba nie jest uzalezniony od rodziny?
                  pomoc rodzicom to obowiazek, ale bez wtracania sie w zycie innych ludzi -
                  wtracaniu sie rodzicow w zwiazek mowie nie. ja tupnelam nogą.
            • inkageo Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 14:57
              Miszkałam w mieście średniej wielkości, później w dużym, a teraz na wsi i sama
              się przekonałam, że różnice światopolądowe są ogromne. Tu nie chodzi o kulturę
              osobistą czy wykształcenie, tylko o spojrzenie na świat, na pracę, na rodzinę,
              na rolę mężczyzny i kobiety.
              • coked Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 15:01
                właśnie 'role' smile
            • kaatkaa Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 16.11.06, 12:03
              no tak ale czy te różnice (nawet w tym konkretnym przypdakusmile) wynikają właśnie
              z pochodzenia? Może nie, może z góry tak załozyłaś?
              • coked rożne modele rodzinne 16.11.06, 12:07
                Wydaje mi się że tak.

                Napisał ktoś o tym jaki model rodziny jest na wsi a jaki w mieście.
                Partiarchalny a partnerski. (wiem NIE JEST tak wszędzie).

                Nie mówie o tym który jest lepszy a który gorszy. Tylko o tym że się one różnią
                i ludzie wychowani w różnych modelach rodzinnych - tak jak my - nie koniecznie
                muszą się dogadać...
    • agata781 Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 15:03
      Mój mąż jest ze wsi,ja z mista.jesteśmy razem jz 10 latJak ktoś jest mocno
      uprzedzony do takiego układu to ja nie polecam ale osobiście uważam że taki
      związek jest jaknajbardziej mozliwysmile
      • coked Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 15:10
        Układ jest ok. Chodzi jedynie o rodzinę układu smile
    • annajustyna Nam sie udalo:)))))) 15.11.06, 16:45

      • coked Re: Nam sie udalo:)))))) 15.11.06, 21:56
        smile

        Widocznie potrafił się oderwać od korzeni i ułożyc sobie swoją rodzinę bez
        ingerencjismile
      • minerwamcg Re: Nam sie udalo:)))))) 21.11.06, 21:58
        I gratuluję! smile)))

        Wszystko wskazuje na to, że mojemu bratu również. Jego żona urodziła się i
        wychowała w małej wsi pod Bochnią. Mój brat wieś owszem, lubił, ale wyłącznie na
        wakacjach, mowy nie było, żeby tam zamieszkał. Ale jak zobaczył duży dom, ogród,
        drzewa, łąkę - spodobało mu się. Oboje pracują w Krakowie, więc do pracy mają
        raczej daleko - ale chwalą sobie bardzo mieszkanie poza miastem.
        Różnice w gustach i upodobaniach oczywiście są, ale raczej nie wynikają z
        miejsca urodzenia. Problem "wiejskich" i "miejskich" rodziców odpadł na starcie,
        bo z całej czwórki żyje tylko nasza mama, która bardzo lubi i wieś, i synową z
        tejże. Zresztą to dość nietypowa wieś - w każdym domu jest przynajmniej jedna
        osoba z wyższym wykształceniem.
    • ryssio W czasie ostatniej dyskusji sejmowej 15.11.06, 18:10
      o przemocy w szkole z sensem mówił tylko gość z peeselu, inny dzieciaki wbiliby
      w ziemię. Więc może te nasze wyobrażenia o wsi są zbyt przejaskrawione?
      • jjr44 nie macie o wsi pojęcia 15.11.06, 21:17
        przecież nikt tu nie mówi chamach i wiejskich głupkach. Mówi sie o normalnych
        ludziach. Ci normalni ludzie żyją inaczej niż w mieście. Rodziny są wieksze
        (zerknij do rocznika GUS) i bardziej ze sobą związane (ilu swoich kuzynów,
        wujków ciotek spotykasz mieszkajac w dużym mieście?). Czesciej niż w dużym
        mieście ludzie uczestniczą w praktykach religijnych. Inaczej wydają pieniądze.
        Mają inny stosunek do nauki (statystycznie; znałem inteligentne dzieci wiejskie
        które wcale nie miały ochoty iśc na studia czy nawet do liceum - po prostu dla
        nich to nie było wartościowe - znowu porównaj sobie odsetek studentów ze wsi -
        nawet punkty zaa pochodzenie tego nie mogły zmienic).
        jestem ze wsi. Nigdy to dla mnie nie był problem. Róznice kulturowe są jednak
        dla mnie bardzo wyraźne. Mieszkam w mieście od 19 roku życia. Skończyłem
        studia, zrobiłem doktorat i pracowałem na uczelni (dużej). Mam porównanie.
        • niusy_magda Re: nie macie o wsi pojęcia 15.11.06, 22:26
          zupelnie prywatne pytanie..jestes moze z Wrocka?
          pozdr
          Magda
          • jjr44 niestety nie :-) jestem z wawy 15.11.06, 22:38
            a pochodzę z wielkopolski - do wrocka nie miałem tak daleko ale w końcu
            wybrałem warszawę.
            Oczywiście pisząc to co powyżej nie twierdzę bynajmniej że związek osoby
            wywodzącej sie ze wsi z osobą "z miasta" sie nie uda. To zależy od tych ludzi.
            natomiast różnice kulturowe są i mogą by bardzo istotne. Sam znam jedno
            małżeństwo które rozpadło sie m. in. z takich powodów.
            • coked Re: niestety nie :-) jestem z wawy 15.11.06, 22:49
              To zależy od tych ludzi.

              Właśnie co dokładnie zależy....?

              > natomiast różnice kulturowe są i mogą by bardzo istotne. Sam znam jedno
              > małżeństwo które rozpadło sie m. in. z takich powodów.

              Możesz rozwinąć? confused)
              • jjr44 Re: niestety nie :-) jestem z wawy 16.11.06, 00:17
                Główne obszary nieporozumień to:
                1. dom czy mężczyźni tez sprzątają i gotują?
                2. praca: czy kobiety chodzą do pracy? czy obiad musi by na stole kiedy
                mężczyzna wraca z pracy?
                3. rodzina: czy musimy odwiedzac mamusię? Czy musimy życ w taki sposób jak
                mamusia uzna za stosowne?

                No i generalnie okazało się że po okresie fascynacji oni lubią spędzac czas w
                inny sposób, generalnie wola robic inne rzeczy.

                To mogłoby się też zdarzyc parze miejsko-miejskiej ale podłoże było jednak
                między tradycyjną patriarchalną a partnerską wizją rodziny i w moim przekonaniu
                było mocno zwiazane z różnicami miasto- wieś ....
                • kiciiaa Re: niestety nie :-) jestem z wawy 16.11.06, 07:44
                  pochodzę ze wsi, dość dużej, ale jednak ze wsi i u mnie w domu
                  1. dom. mężczyźni (tato i brat) - sprzatają, gotują, mają takie sama prawa i
                  obowiązki jak ja i mama
                  2. praca. pracują rodzice, pracuje ja. obiad w domu gotowany jest właściwie
                  tylko w niedziele, bo wtedy rodzice lubią sobie wspólnie popichcić
                  3. ani mnie, ani mojemu bratu nikt nigdy nie mówil, jak mamy zyć, ani kiedy
                  odwiedzać rodzinę

                  teraz mam 26 lat, mieszkam w mieście, mam chłopaka - rodowitego warszawiaka. i
                  on się z moimi rodzicami dogadał momentalnie i żadnych scysji nie ma. Zdążyłam
                  zauwazyc, że sporo moich znajomych z miasta zazdrościło mi tolerancyjnych
                  rodziców, a nie wydaje mi się, żeby byli unikatowi. moja babcia, na pytanie
                  siostry (z miasta), dlaczego ja w tym wieku nie jestem mężatką, odpowiedziała
                  "niech się dziecko bawi, poki może"
                  czy wy troszeczkę nie ptrzesadzacie z tym uwypuklaniem róznic między wsią, a
                  miastem?
                  • bacha1979 Re: niestety nie :-) jestem z wawy 16.11.06, 07:51
                    Przesadzają.Niektóre osoby tu wypowiadające się znają wieś co najwyżej
                    z "Chłopów" i wydaje im się, że czas sie zatrzymał dla wsi na tamtym etapie.
                    • jjr44 Re: niestety nie :-) jestem z wawy 16.11.06, 22:25
                      Już pisałem że mieszkałem pół życia na wsi. Bogatej wsi dodam. nie było to za
                      czasów "chłopów". Właśnie ze względu na różnice kulturowe kiedy wyjechałem
                      nigdy nie planowałem powrotu. Znacznie lepiej czuję sie w warszawie. A moi
                      koledzy ze szkoły odwrotnie: nigdy nie przyjechaliby do warszawy. Nie znosza
                      tego miasta. wola sobie żyć właśnie na wsi. i tak jest ok - każdy ma to co
                      lubi. Nie ma powodów żeby uznawać że czyjeś zdanie jest wyróżnione smile
                  • jjr44 Re: niestety nie :-) jestem z wawy 16.11.06, 22:21
                    ja przecież nie mówię że wszyscy ludzie na wsi są jacyś a wszyscy z miasta są
                    jacyś. Mówię tylko tyle że istnieją różnice kulturowe między miastem a wsią. To
                    nie jest nic wartościującego. Wcześniej już pisałem ale sama możesz sobie
                    sprawdzić: ilość dzieci w rodzinie, sposoby spędzania wolnego czasu, czytana
                    prasa i książki, religijność, dochody i dużo innych rzeczy różni miasto od wsi.
                    Ludziom wychowanym w różnych środowiskach może być trudno dojść do
                    porozumienia - tylko tyle mówię.
                    jak masz chłopaka z warszawy to dorozumiewam że mieszkasz na przedmieściach
                    warszawy albo dajmy na to piaseczna czy pruszkowa. No daruj ale to nie jest
                    wieś. Pojedz sobie dalej na wschód albo południe to zobaczysz jak wyglada wieś.
                    Zdziwisz sie. smile
                  • aron2004 Re: niestety nie :-) jestem z wawy 18.11.06, 13:01
                    branie żony z miasta to całkowity absurd bo ona jak oskrobie i ugotuje kartofle
                    to wielkie rzeczy co to ona nie zrobiła. Dla kobiety ze wsi to normalne, że
                    trzeba posprzątać, ugotować, pozmywać itp.
                • coked tego szukałam 16.11.06, 11:47
                  ale podłoże było jednak
                  > między tradycyjną patriarchalną a partnerską wizją rodziny i w moim
                  przekonaniu
                  >
                  > było mocno zwiazane z różnicami miasto- wieś ....

                  Chyba właśnie trafiłeś w sedno........
    • kegol Rzeczpospolita wsiowa 15.11.06, 18:21
      Polska to taki piękny kraj, gdzie podział wieś-miasto ma jeszcze jakieś
      znaczenie. To podział tak fałszywy, jak pytanie: myć ręce czy nogi?
      Znam "chamów" ze wsi, którzy są arystokratami ducha całą gębą i "arystokratów"
      z miasta, którzy chamiami są w kazdym calu. Nie w tym rzecz, skąd jesteś, ale
      jaki jesteś.
      Zauważyłem zresztą, że ten podział jest strasznie ważny dla tzw. pierwszego
      pokolenia w mieścia. To oni na każdym kroku podkreślają swoją "miejkość". To
      oniu na tak naprwadę są ze wsi mentalnejwink)
      • jjr44 nie przesadzaj z tą polityczna poprawnoscia 15.11.06, 21:08
        Przecież tu nie chodzi o wartościowanie i nadawanie etykietki "cham". Są
        różnice kulturowe między miastem i wsia, nie ma w tym nic dziwnego ani złego.
        oczywiście każdy sobie może życ jak chce i pochodzenie wieś/miasto nie
        determinuje jego przyszłości ani nawet nie musi na wiecznośc ustalac jego
        poglądów na życie.
        Dziwne że podział kojarzy ci sie od razu z wartościowaniem i z wieśniakami
        którzy przyjechali do miasta i staraja sie o swoim chamskim pochodzeniu
        zapomnie.
        Jakby co to wychowałem sie na wsi wiec wiem o czym mówie.
    • alicja_warsaw Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 18:23
      Byliśmy razem 14 lat. Ja z miasta on ze wsi.
      Zawsze byliśmy różni – w sprawach zasadniczych i w tych mało istotnych. On
      uważał, że najlepsza kara dla dzieci to wpierdul – ja nie. On, że dzieci powinny
      chodzić spać po dobranocce – a ja nie miałam nic przeciwko siedzeniu z nimi i
      pogaduszkach.
      Nie rozumiał co to znaczy, że dzieci mają prawo do prywatności, że nie wolno im
      grzebać w biurkach ani w tornistrach.
      Najważniejszy był nowy samochód – żeby ludzie widzieli. I nowy płaszcz bo to też
      widać…
      Moja teściowa przesmażała 1 kg pasztetówki z 2 kg smalcu i rodzina to jadła
      przez tydzień; ja zawsze byłam rozrzutna bo skoro w kapuście jest mięso to po co
      tam jeszcze kiełbasa???
      Dzieci miały mówić: niech tatuś, a może tatuś. Nie wspomnę nawet o tym, że
      teściowa chciała, żeby moje dzieci całowały ją w
      RĘKĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Ciągła walka – różne priorytety, różne nawyki i zwyczaje.
      Według mnie urodziny dzieci to nie jest dobra okazja do biesiadowania z morzem
      alkoholu, tym bardziej, jeżeli impreza odbywała się w tygodniu. Ale dla nich
      każda okazja do wypicia i jedzenia była dobra!!! Na dodatek na urodziny moich
      dzieci teściowa zapraszała swoje rodzeństwo z rodzinami, nieraz po 25
      osób!!!!!!!!!!!!!! Nie da się tego opowiedzeć… W końcu powiedziałam basta!!! I
      mam święty spokój…
      Mój mąż nie potrafił z tym walczyć. Więc dałam sobie spokój. W moim przypadku
      się nie udało; mam jednak wrażenie, że jeżeli kobieta pochodzi ze wsi to
      łatwiej się przystosuje niż mężczyzna. Jest nawet takie powiedzenie, zresztą
      bardzo sensowne: CHŁOP ZE WSI WYJDZIE – WIEŚ Z CHŁOPA NIGDY!
      • r_mol A to są różnice wieś-miasto? 15.11.06, 18:37
        Nie - w większości to różnice pomiędzy normalnością a wychowaniem "róbta co
        chceta". Naoglądałaś się głupich amerykanskich seriali i chciałaś według nich
        układać sobie życie. Nie pochwalam rozwodów - ale w tym przypadku rozumiem
        twojego męża.
        • jjr44 ty to jakiś dziwny jesteś 15.11.06, 20:59
          Co ma do tego "róbta co chceta"? co mają do tego amerykańskei seriale?
          bredzisz. Kobieta pisze o istotnych różnicach kulturowych między miastem a
          wsią. Sporo ze wsią i z ludźmi ze wsi miałem do czynienia więc mogę
          potwierdzic, że rożnice pogladów w kwestii wydawania pieniędzy, żywienia,
          ubierania, urządzania mieszkania są i to spore. Nie widzę w tym nic złego - tak
          jest.
          W zasadzie szkoda czasu na ciebie - czytałem co pisałeś na temat Grzesia
          Przemyka. Też żałosne brednie. Skad sie takie egzemplarze biorą - nie wiem,
          • r_mol Jakie znowu różnice kulturowe? 15.11.06, 21:36
            Nie większe niż między Warszawą a Krakowem. Po prostu kobieta nie szanowała
            męża, rodziny, nastawiała dzieci przeciw ojcu. Czyli sprowadzała je na drogę
            grzechu.
            A co do Przemyka - lubisz pijanych chuliganów, wychowanych w rozbitych,
            niemoralnych rodzinach - twoja sprawa.
            • jjr44 już pisałem 15.11.06, 22:25
              Nie wiem czy jest sens pisac, w końcu jeżeli z całego listu powyżej wnioskujesz
              że kobieta nie szanowała męża itd to wygląda na to że nie rozumiesz co czytasz.
              przecież wyraźnie pisała co jej sie w mężu nie podobało:
              stosunek do wychowania dzieci
              sposób wydawania pieniedzy
              model świetowania i ogólnie model rodziny.
              ....
              Nie wszystkei te rzeczy muszą koniecznie wynikac z podziału miasto - wieś. Nie
              musza. Natomiast faktem jest że patriarchalny model rodziny popularniejszy jest
              na wsi niż w mieście. Styl picia wódczany też ma tam wiecej zwolenników. duże
              rodzinne imprezy też częściej spotykasz na wsi. ja nie upieram sie ze to są
              jakieś złe wzorce ale są inne niż miejskie. jedni lubia tak zyc a inni nie.
              naprawdę tego nie widzisz?

              Co do przemyka to nawet nie chce mi sie gadac.

              • r_mol Skoro nie podobał jej się model rodziny 15.11.06, 22:35
                to po co za człowieka wychodziła?
                To trochę tak jakby np. ateistka wyszła za katolika i miała pretensje że jej
                mąż chce posyłać dzieci na religię.
                Nie wiem też, co ma "patriarchalny model rodziny" do sytuacji, kiedy kobieta
                buntuje dzieci przeciw ojcu. Przecież przykazanie "Czcij ojca swego i matkę
                swoją" jest chyba dosyć uniwersalne?
                Teściowie zaś z reguły nie budzą gorących uczuć. Tak na wsi, jak i w mieście.
                • jjr44 chyba nie masz jeszcze rodziny ? :-) 15.11.06, 22:40
                  tak myślę. I gdzie niby to "buntowanie"? Ja nie mogę sie doczytac. Brzmisz
                  niestety jakbyś słuchał radia maryja.
                  • r_mol Oczywiście że mam i nie wyobrażam sobie 15.11.06, 22:46
                    żeby moja zona kwestionowała podstawowe zasady na jakich opiera się normalna
                    rodzina. Np. zasadę posłuszeństwa dzieci wobec rodziców. Zasadę zresztą
                    zapisaną w polskim prawie.
                    A Radia Maryja słucham czasami, choć nie bezkrytycznie. A Ty tylko "Szkło
                    kontaktowe"?
                    • jjr44 Re: Oczywiście że mam i nie wyobrażam sobie 15.11.06, 22:54
                      Wiesz o tym RM to ja piszę bo mam poczucie ze masz logikę zaburzoną przez
                      system wartości.
                      jak się ma bicie i rewizje osobiste jakośrodek wychowawczy do jakieś tam zasady
                      posłuszeństwa?
                      • r_mol Art. 95 par. 2 Kodeksu Rodzinnego: 15.11.06, 23:03
                        "Dziecko pozostające pod władzą rodzicielską winno rodzicom posłuszeństwo" -
                        tak polskie prawo formułuje pogardzaną przez Ciebie "jakąś tam zasadę". A
                        kolejne paragrafy mówią, jak ta władza powinna być wykonywana. Nie wiem, jak
                        można "dbać o dobro dziecka", nie wychowując go. e dziecuiak zaćpal się na
                        śmuierć na jakiejś owsiakowej imprezie...
                        • r_mol Pardon, klawiatura... 15.11.06, 23:04
                          Nie wiem, jak można "dbać o dobro dziecka", nie wychowując go. Rodzice nie
                          poświęcają dzieciom uwagi, a potem dziwią się, że ich syn czy córka zaćpali się
                          na śmierć na jakimś owsiakowym sabacie...
                          • jjr44 wychowanie... 15.11.06, 23:13
                            Już pisałem - wychowanie nie musi polega na biciu i totalitarnej kontroli. Co
                            do Owsiaka to mylisz się. On kieruje aktywnośc dzieci w dobrym kierunku. On ich
                            wychowuje.
                            obsesja na punkcie Owsiaka to przejawa niezrozumienia i ksenofobii.
                            Ech już wiem co mi napiszesz, ale to wynika wyłacznie z twojej sztywności. Masz
                            jakieś poglądy i uważasz je za jedynie prawdziwe.
              • alicja_warsaw Re: już pisałem 16.11.06, 15:29
                r_mol napisał:

                > to po co za człowieka wychodziła?
                > To trochę tak jakby np. ateistka wyszła za katolika i miała pretensje że jej
                > mąż chce posyłać dzieci na religię.
                > Nie wiem też, co ma "patriarchalny model rodziny" do sytuacji, kiedy kobieta
                > buntuje dzieci przeciw ojcu. Przecież przykazanie "Czcij ojca swego i matkę
                > swoją" jest chyba dosyć uniwersalne?
                > Teściowie zaś z reguły nie budzą gorących uczuć. Tak na wsi, jak i w mieście.

                Po co za niego wychodziłam? Bo go po prostu kochałam i nic poza tym nie miało
                znaczenia. Oczywiście - jak większość na początku - byłam przekonana, że właśnie
                nam sie uda i reszta nie miała znaczenia. Przecież miłość góry przenosi!
                Rzeczywiście w narzeczeństwie były pewne symptomy tego, co może mnie czekać w
                dalszej przyszłości ale nie chciałam chłopaka przekreślać bo i dlaczego? że ze wsi?
                Jedna z upłwem czasu opisane wcześniej sytuacje i inne nieopisane zaczęły mnie
                po prostu meczyć. Ktoś napisał wcześniej, że dziecko winno rodzicom
                posłuszeństwo. Owszem - ale nie bezwarukowe i absolutne. Dziecko to też
                CZłOWIEK! Trzeba je traktować zdecydowanie podmiotowo a nie przedmiotowo!!! I tu
                się niestety różniliśmy... To jeden z arcyważnych elementów naszego życia, co do
                którego byliśmy rozbieżni ale nie jedyny.
                Różnilismy się również co do wyedukowania naszych dzieci. Mąż uważał, że do
                matury dzieci utrzyma a potem niech idą do pracy i dalej edukują się same!!! Za
                własne pieniądze! Na szczęście do tego etapu już nie doszlismy wspólnie...
                Ach szkoda słów - było i nie ma!
                Nie uważam, że związki miejsko-wiejskie są złe. Uważam, że są po prostu trudne.
                Wymagają dużo tolerancji i zrozumienia. Jednak każde pokłady miłości i
                tolerancji mogą się wyczerpać. Myślę, ze powinna o tym pamiętać każda ze stron.
        • jackie71 Re: A to są różnice wieś-miasto? 16.11.06, 13:08
          Tak jest! bachor powinien znac swoje miejsce, drżeć na widok "tatusia", całowac
          babcię po rękach, a w swoje urodziny powinien iśc spac po dobranocce, coby
          tatuś, babcia i ich kumoszki mogli popić do syta i nie musieli sie krępowac
          żartów "na poziomie" i takiegoż słownictwa przed pętającym się gó..arzem. To
          sa tradycyjne wartości, a nie jakieś "róbta co chceta"...
          Buahahahahahaaaaaa.....
          • kekoa2 Re: A to są różnice wieś-miasto? 17.11.06, 15:02
            masz racje,jeszcze taki bachor musialby na wsi zapierniczac w polu jako darmowa
            sila robocza,
      • inkageo Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 18:47
        Alicjo współczuję, dobrze że się uwolniłaś z tego związkusmile
        • ziuz Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 16.11.06, 08:16
          tez bym miala obawy, ale trzymam kciuki!
          skoro sie kochacie..
      • coked Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 15.11.06, 21:39
        Alicjo,

        Bardzo dziękuję za relacjęsmile Chodziło mi właśnie o możliwość integracji takich
        dwóch światów. Wiadomo że czasem to się udaje a czasem nie.
        Ciekawi mnie od czego to jest uzależnione?

        Jeszcze raz, ja nie generalizuję. Mam wrażenie jednak, że w tym przypadku
        stereotypy się potwierdzają, niestety...
      • osa102 chłop ze wsi wyjdzie ale wies z chłopa nigdy !!!! 15.11.06, 22:20
        i tu masz racje w stu procentach piszę to ja wiejska baba- żona chama z miasta
        • coked Re: chłop ze wsi wyjdzie ale wies z chłopa nigdy 15.11.06, 22:22
          smile w 'potwierdzeniu' chodzi mi o mój przypadek - nie o ocenianie innych
          forumowiczów smile))
    • monia_mama_kubusia jestesmy dowodem ze mozna!!!!!! 15.11.06, 19:44
      JA jestemz miasta moj narzeczony ze wsi,i nie mamy problemu ani ze slubem ani z
      dogadaniem sie na codzien{no prawie ale chyba jak w kazdym zwiazku i nie ma
      znaczernia skad so osoby w zwiazku}Oczywiscie kazde z nas musialo isc na pewien
      kompromis ale takie jets zycie.MOZNA
      • mamuskawiki ja z moim mężem też!!!! 15.11.06, 21:33
        on wychował się na wsi, ja w mieście 350tys. mieszkańców. jesteśmy razem 7 lat.
        • coked Re: ja z moim mężem też!!!! 15.11.06, 21:55
          mamuskawiki napisała:

          > on wychował się na wsi, ja w mieście 350tys. mieszkańców. jesteśmy razem 7
          lat.


          smile i nie wtrąca się rodzina? i nie ma problemów na święta? i potrafi się im
          postawić??
          • dorota621 Re: ja z moim mężem też!!!! 16.11.06, 21:45
            W każde święta są problemy. Rodzina na wsi jest najważniejsza. Jestem mężatką
            20 lat i ciągle nie mogę się przyzwyczaić. Nie ma woli kompromisów, nie ma
            prawdziwej szczerości. W sumie można z tym żyć, ale czasem ma się wrażenie
            walenia głową w mur(ja już nie walę, odpuściłam) .
            Jest jeszcze problem "ojcowizny", którego nie czuję. Moja rodzina nigdy nie
            miała ziemi. W tych spawach nigdy nie zabieram głosu.
            • coked święta i ojcowizna 17.11.06, 01:32
              święta? to wogóle oddzielny rozdział......

              W tamtym roku on i ona wyjechali zagranicę na święta i do dziś jedna z sióstr z
              nimi a bardziej nią nie rozmawia. Powiedziała jej nawet wprost że jej rodzina
              to bagno bo rodzice są po rozwodzie.

              Co do ojcowizny, ciągle są jakieś przepychanki kto do kogo poszedł a kto nie na
              imieniny. A tak naprawdę sprawiają wrażenie że czekają tylko na tą ziemię....
    • ppo On z Anglii ona z Polski- czy to może się udać? 15.11.06, 21:56
      Pewnie, że tak! Nikt nie ma wątpliwości, prawda? A chyba jednak kultura,
      wychowanie, a przede wszystkim język o wiele bardziej odmienne, niż polskie
      miasto/wieś. Zastanawiam się, jakie utrudniające życie kompleksy trzeba mieć,
      aby rozpoczynać takie wątki na forum.
      • coked Re: On z Anglii ona z Polski- czy to może się uda 15.11.06, 22:00
        Nie trzeba mieć żadnych kompleksów, jedynie obawy.

        Mylisz także poziomy różnic kulturowych. Nie ma tu porównania
        rasowego/krajowego (kulturowego) ale chodzi o podział klasowy/lokalny.
        • ppo Re: On z Anglii ona z Polski- czy to może się uda 15.11.06, 23:21
          > Nie trzeba mieć żadnych kompleksów, jedynie obawy.

          Jesli masz jakiekolwiek obawy czy watpliwości, to wstrzymaj się z małżeństwem.
          Może pochodzenie jest tylko próba wytłumaczenia sobie zwykłego niedopasowania
          charakterów czy zapatrywań na życie. Jesli róznice są dla ciebie tak widoczne,
          to poczekaj jeszcze ze slubem. Poznaj partnera lepiej. Oto moja rada.

          > Mylisz także poziomy różnic kulturowych. Nie ma tu porównania
          > rasowego/krajowego (kulturowego) ale chodzi o podział klasowy/lokalny.

          Nie mam pewności, czy różnice miasto/wieś w obrębie jedego narodu są bardziej
          zanczące, niż róznice narodowe. Sądzę raczej, że nie są. Wydaje mi się, że
          chodzi tu o zwykłe niedopasowanie konkretnych partnerów. Przecież w jednym
          mieście też różni ludzie mieszkają i różne klasy społeczne. Tak samo jak na wsi
          są "pany" i są "chamy".
          • gagolek Re: On z Anglii ona z Polski- czy to może się uda 16.11.06, 03:48
            a czy przypadkiem tutaj tesciowie nie sa do siebie niedopasownai? Jesli mlodzi
            sa w stanie sie dogadac a mamy maja inne pomysly na slub da sie to przeziez
            rozwiazac, nie przesadzajmy.
            Problemem moze byc rzeczywsicie zwykle niedopasowanmie partnerow ale wtedy to
            nie roznica miasto wies czy Polska Anglia !!!
    • teresa90 Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 16.11.06, 04:31
      Miałem taką sytuację z żoną ona ze wsi ja "miastowy"
      Guzik z tego wyszło.To prawda, słoma z bucików wystaje.
      A myślałem,że się wyrobi dziewczę.
      • rilla100 Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 16.11.06, 10:10
        Trzeba wziac poprawke ze wiekszosc "miastowych" np. w Wa-wie to miastowi od 1-2
        pokolen i tu roznicy pomiedzy wsia a miastem nie ma bo Ci "miastowi" nadal maja
        babcie, prababcie na wsi i rodzicow z "wiejska" mentalnoscia.
        Ale osoba zakorzeniona w duzym miescie od dawien dawna z osoba ze wsi (nie
        jakiejs podwarszawskiej ani bogatej tylko takiej klasycznej, normalnej,
        stereotypowej wsi) zawsze bedzie miala tarcia. O wszystko, inna mentalnosc,
        rodzina, pieniadze. Mozna wiesniaka wyslac do miasta, wyksztalcic i ubrac ale
        sloma z butow zawsze wyjdzie. Mam przyklady w rodzinie chocby np. moja kuzynka
        i jej maz (pan dyrektor w duzej firmie w duzym miescie) ktory niestety pewnego
        poziomu nigdy nie doscignie. Moja ciocia i wujek.......pelno przykladow. Dla
        mnie to nie wyjdzie!
    • tatarzy4 Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 16.11.06, 11:37
      Moja żona pochodzi z miasta. Ja natomiast przeniosłem się ze wsi do miasta.
      Oboje z żoną jesteśmy 5 lat poślubie i bardzo dobrze nam się układa. Każde
      małżeństwo jest tylko kompilacja kilku podstawowych zasad. A mianowicie:
      wzajemnego zrozumienia, miłości, kompromisu, częstych szczerych rozmów itp.
      Pozdrawiam.
      • fran29 Żenada.... 16.11.06, 13:48
        To co tu piszecie świadczy tylko o tym, jak bardzo jesteście zacofani i macie w
        pamięci obraz wsi z "Chłopów" czy "Samych swoich"... Spotkałam w życiu więcej
        rodowitych Warszawiaków, którzy byli bardziej "wieśniaccy" niż ludzie ze wsi.
        Mam kilka przykładów nawet teraz w pracy, kiedy 25 letnia dziewczyna ze wsi zna
        biegle 3 języki, śwetnie radzi sobie w pracy, awansuje, super wygląda itp.,
        podczas gdy druga rodowita Warszawianka, córka profesorów wygląda właśnie jak
        przysłowiowa "wieśniara", jest dzika, z nikim nie umie się dogadać i w dodatku
        jest maksymalnie zakompleksiona. O czym tu w ogóle mówić. W dzisiejszych
        czasach nie ma znaczącej różnicy pomiędzy wsią a miastem.
    • asiek06 Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 16.11.06, 14:37
      Ja całe życie mieszkałam i wychowałam się w mieście-mój mąż na wsi. Znam mojego
      męża nieco ponad 3 lata-małżeństwem jesteśmy niecałe 3 miesiące i z moich
      obserwacji wynika i zgodzę się z niektórymi osobami, które się tutaj
      wypowiedziały, że pewne różnice są. Nie chodzi mi tutaj o różnice w stylu-on ze
      wsi to głupi, ona z miasta-inteligentna. Jestem skłonna zgodzić się, że jeśli
      chodzi o poglądy na pewne tematy to różnice są. Na początku gdy byłam jeszcze
      dziewczyną mojego męża to wszystko mi pasowało-tzn. nie było żadnych starć
      pomiędzy mną-moim przyszłym mężem oraz jego rodzicami. Wszystko się zmieniło
      jak podjęliśmy decyzję o ślubie. Moja Mama-też wychowana w mieście nie wtrącała
      się w ogóle w nasze plany-od samego początku do końca były problemy ze strony
      teściów-mogłabym sie rozpisać na ten temat ale nie o to tu chodzi. Myślę, że
      osoby wychowane w mieście i te wychowane na wsi mają inne poglądy na różne
      życiowe tematy ale to wcale nie znaczy, że osoby takie nie mogą być razem i nie
      mogą stworzyć zgranej, szczęśliwej rodziny/małżeństwa. Dom mojego męża to dom,
      gdzie kobieta-czyli moja teściowa siedzi w kuchni przy garach i usługuje
      wszystkim domownikom-a mężczyzna-czyli mój teść przynosi pieniądze do domu i w
      niedzielę siedzi pod sklepem pijąc piwo z sąsiadami. To jest obraz życia na
      które napatrzył się mój mąż od dzieciństwa do momentu kiedy wyprowadził się z
      domu i zamieszkał ze mną. Ale u nas jest zupełnie inaczej-ja od samego początku
      uczę męża innych zasad-i on wie, że w domu pomagać musi-że nasze życie nie
      będzie nigdy wyglądało jak życie jego rodziców. Przykładów mogłabym podawać
      jeszcze wiele-ale osobiście uważam, że to czy ktoś mieszkała na wsi czy w
      mieście znaczenia naprawdę nie ma. Ludzie bardzo różnie sie dobierają. Przecież
      osoby, które się obie wychowały w mieście też tworzą małżeństwa i bardzo często
      nie mogą się dogadać i ich małżeństwa się rozpadają. Jeśli się naprawdę kocha i
      zależy nam na drugim człowieku to po prostu trzeba umieć rozmawiać ze sobą-być
      wyrozumiałym dla drugiej strony, czasami iść na kompromis a przede wszystkim
      rozumieć, że każda osoba jest inna i wychowała się w innym środowisku i trzeba
      umieć to uszanować!!!
      • alicja_warsaw Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 16.11.06, 15:32
        r_mol napisał:

        > to po co za człowieka wychodziła?
        > To trochę tak jakby np. ateistka wyszła za katolika i miała pretensje że jej
        > mąż chce posyłać dzieci na religię.
        > Nie wiem też, co ma "patriarchalny model rodziny" do sytuacji, kiedy kobieta
        > buntuje dzieci przeciw ojcu. Przecież przykazanie "Czcij ojca swego i matkę
        > swoją" jest chyba dosyć uniwersalne?
        > Teściowie zaś z reguły nie budzą gorących uczuć. Tak na wsi, jak i w mieście.

        Po co za niego wychodziłam? Bo go po prostu kochałam i nic poza tym nie miało
        znaczenia. Oczywiście - jak większość na początku - byłam przekonana, że właśnie
        nam sie uda i reszta nie miała znaczenia. Przecież miłość góry przenosi!
        Rzeczywiście w narzeczeństwie były pewne symptomy tego, co może mnie czekać w
        dalszej przyszłości ale nie chciałam chłopaka przekreślać bo i dlaczego? że ze wsi?
        Jedna z upłwem czasu opisane wcześniej sytuacje i inne nieopisane zaczęły mnie
        po prostu meczyć. Ktoś napisał wcześniej, że dziecko winno rodzicom
        posłuszeństwo. Owszem - ale nie bezwarukowe i absolutne. Dziecko to też
        CZłOWIEK! Trzeba je traktować zdecydowanie podmiotowo a nie przedmiotowo!!! I tu
        się niestety różniliśmy... To jeden z arcyważnych elementów naszego życia, co do
        którego byliśmy rozbieżni ale nie jedyny.
        Różnilismy się również co do wyedukowania naszych dzieci. Mąż uważał, że do
        matury dzieci utrzyma a potem niech idą do pracy i dalej edukują się same!!! Za
        własne pieniądze! Na szczęście do tego etapu już nie doszlismy wspólnie...
        Ach szkoda słów - było i nie ma!
        Nie uważam, że związki miejsko-wiejskie są złe. Uważam, że są po prostu trudne.
        Wymagają dużo tolerancji i zrozumienia. Jednak każde pokłady miłości i
        tolerancji mogą się wyczerpać. Myślę, ze powinna o tym pamiętać każda ze stron.
        • coked dr jekyll i mr hyde 16.11.06, 15:44
          o takie opinie mi chodziło a nie o odwieczny konflikt wieś-miasto...

          Chodzi tutaj chyba właśnie o wzorce, jakie są wzorce w domu.

          Pan młody młodo uciekł z domu. Uciekł, bo było ich wiele a on chciał być sam.

          Udało mu się. Sam do wszystkiego doszedł. Ma pracę, mieszkanie, firmę...

          Ale mimo wszystko wydaje się być bardzo samotnym człowiekiem, który nie potrafi
          mówić czego potrzebuje, ani o emocjach ani o życiu wogóle. Jest trochę
          taką 'maszyną'....

          Będąc niemniej na wsi u rodziny zmienia się w takiego baranka, kochanego,
          cichego, przytakującego, mało mówiącego.

          Mama prowadziła dom, pracowała, Tata jego też pracował. To siostry wychowywały
          wszystkich....


          Jak on wraca do miasta to nagle jest jego drugie oblicze.

          Panna młoda, zwiedziła zagranicę, mieszka w Polsce od dłuższego czasu, rodzice
          są po rozwodzie, mają innych partnerów i jej relacje z nimi są bardzo dobre a i
          oni nie ingerują, bardziej wspierają. Nie jest perfekt ale właśnie jest
          bardziej partnersko.

          A i on już z nią trochę świata zwiedził - widział. Jej rodzice go lubią a czy
          jego rodzina ją? No właśnie chyba nie, nie wie.


          Twoją psychikę ponoć kształci dzieciństwo ale on nie chce nic o nim mówić.
          • alicja_warsaw Re: dr jekyll i mr hyde 16.11.06, 16:28
            Kochana coked - mój mąż też był bardzo pracowity i zapobiegliwy. Ale okazało
            się, że to za mało...
        • hanna26 Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 18.11.06, 00:01
          alicja_warsaw napisała:

          > Nie uważam, że związki miejsko-wiejskie są złe. Uważam, że są po prostu
          trudne.
          > Wymagają dużo tolerancji i zrozumienia.

          Każdy związek wymaga tolerancji i zrozumienia, Alicjo. Jednym budowanie
          związku przychodzi łatwiej, innym trudniej, ale akurat pochodzenie wieś-miasto
          ma tu niewiele wspólnego.
    • inkageo Polskie seriale - różnica wieś/miasto 16.11.06, 17:56
      Oglądacie polskie seriale? Najbardziej wkurza mnie M jak miłość, bo jest bardzo
      popularny i strasznie propaguje wizerunek kobiety służącej. Hanka ze wsi i jej
      teściowa Barbara całe dnie spędzają w kuchni, pichcą, podają, zmywają, mężowie
      nigdy im nie pomagają. Nie mogę już patrzeć na tego starego, który tylko czeka
      aż mu pod nos podstawią żarcie po czym zwinie do "pubu" na piwo i szachy.. Aż
      dziw, że kobieta pisze ten żenujący scenariusz, a inne kobiety to oglądają co
      tydzień..(sama oglądam i się sobie dziwięwink
      To jest obraz wsi... Teraz obraz miasta..czy Marta - sędzina z miasta jest
      pokazywana w kuchni? Bardzo rzadko..
    • lamicka Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 16.11.06, 22:02
      Ludzie jak ktos ma byc razem to bedzie, bez wzgledu na wszystkie przeciwnosci
      milosc zwyciezy. Ja tez jestem z miasta, a moj maz ze wsi, jestesmy rzem juz 7
      lat, a od prawie 3 malzenstwem, kochamy sie i rozumiemy, nie ma miedzy nami
      mezaliansu.
      • tykolec Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 16.11.06, 22:50
        100% racji!!!
    • krysiulka Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 17.11.06, 09:26
      Moim Rodzicom się nie udało, choć obydwoje są wspaniałymi, wartościowymi
      ludźmi sad(( Ich rozwód był dramatyczny i bolesny, miałam wtedy 13 lat...
      • miniaturka Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 18.11.06, 22:37
        Nam też się nie udało (wytrwaliśmy 2 lata) - ja z dużego miasta, on z małej
        miejscowości. Po prostu byliśmy zbyt różni - inaczej wychowani, z innymi
        priorytetami i potrzebami. A szkoda, bo to naprawdę fantastyczny facet ...
    • meli5 Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 17.11.06, 16:06
      Temat mnie zaintrygowalsmile
      No wlasnie ja z duzego miasta ,maz ze wsi moze bardziej pasuje okreslenie
      miejscowosci (niemieckiej).
      Mieszkam juz tu ok 10 lat a jednak wzdycham za miastem,no coz wioska wieje
      nuda,wyjde np na ulice a tu zywego ducha,nawet sklepu nie ma jedynie co o dwie
      male knajpki z miejscowa elita.
      Ratuje mnie samochod w ktorym prawie kazdego dnia wyrywam sie do miasta no i
      moj najwiekszy "przyjaciel"komputer ktory laczy mnie z cywilizacja miastowa!!
      No i widoki miejscowych wzgorz sa malownicze i ciesza oko dzieki ktorym sie
      latwiej tutaj mieszka.UFFF powzdychalam smile
    • amoniaaa dowiesz się po latach..... 18.11.06, 10:08
      znam kilka par i uważam że to tak jakby katoliczka wyszła za araba. Jeden
      przypadek na 100 się sprawdzi wink Ale to tylko moje zdanie.
    • belzebub00 o polsko feudalna..... 18.11.06, 21:15
      miasto-wies to chyba tylko w polsce mozliwe,to jest pozostalosc feudalizmu i
      tego sie nie wykorzeni,na to potrzeba kilku pokolen
    • ghotir Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 19.11.06, 00:43
      Z pewnoscia nie moze sie udac dla ludzi takich jak autor tego watku. Biedak nie
      potrafi zrozumiec, ze ludzie to ludzie, bez wzgledu na to gdzie im sie udalo
      urodzic. Coked, utop sie w miejskim szambie.
    • sojuz1 Od czasów "Chłopów" Reymonta trochę się zmieniło 19.11.06, 12:18
      coked napisała:

      > Zastanawiam się....
      >
      > Inne wychowanie, inna rodzina, inne wyobrażenia o weselu i ślubie. A jednak
      > są razem smile
      Chyba, że masz na myśli jakieś największe dziury.
    • brutus36 Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 19.11.06, 21:16
      "Ona z miasta a on ze wsi"

      He, to coś jak Ania Popławska i Leszek Górecki, w mieście Łodzi.
      • anuteczek Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 20.11.06, 10:48
        W moim wypadku się nie udało. Moje pierwsze małżeństwo zywczajnie rozsypało się
        po dwóch latach i ośmiu miesiącach - zostałam sama w ciąży.
        Mój mąż oficjalnie 'mniastowy',w mieście urodzony i wychowany, ale exteściowie
        pochodzą ze wsi podsuwalskiej i taka jest ich mentalność -żywcem z "Konopielki".
        Więzy krwi uber alles. My jako ci bogaci z miasta mieliśmy ich utrzymywać,
        płacić za studia i fanaberie szwagierki, a ja miałam rzucić studia i iść do
        roboty. Ex teść wpadł do nas raz - akurat uczyłam się do egzaminu, mąż obierał
        ziemniaki - exteść stwierdził 'Tyś już nie chłop' i obrażony wyszedł.
        Szopki zaczęły się już od dnia zaręczyn, na których teść zjawił się we
        flanelowej koszuli, teściowa w dresiku. Potem obraza na to, że zaproszenia
        wykonywane ręcznie, a nie kupione w sklepie, że wysyłane a nie zawożone
        (zaprosiliśmy ich, babcie i chrzestnych osobiście), że muzyka na żywo a nie DJ,
        itd. Te różnice w podejściu byly widoczne nawet w prezentach ślubnych i
        podejściu gości do pokrywania kosztów noclegu. Moja mama pochodzi z Lublina,
        ślub i wesele było w Łodzi, goście przyjechali, nalegali, by pokryć koszt
        noclegu, pytali zupełnie szczerze - tak jest przyjęte w mojej rodzinie co
        chcemy, co nam się przyda, rodzina exmęża cóż - dla nich było za daleko, choć
        zapewniliśmy transport autokarem, hotel też nie pasował - bo łazienki w pokojach
        i jak się załatwili to śmierdzi - cyt.
        Już po ślubie przytyki w stylu - a my na wieś na wykopki jedziemy, a paniusi
        d... się nie chce ruszyć, trucie ex mężowi - a ty nie dla niej, ona królewna,
        rzuci cię bo znajdzie lepszego. No i rzucił mnie, znikając bez śladu, bo znalazł
        sobie taką samą jak on przeszczepioną ze wsi zamojskiej 'Warszawiankę', która z
        kolei zostawiła go dla prawdziwego Warszawiaka.
        Z przykrością stwierdzam, że małżeństwo wsi z miastem jest trudne. Nie
        generalizuję, ale polska wieś jest jeszcze środowiskiem zamkniętym, dziewczynie
        , zwłaszcza wykształconej trudno jest się przebić i zostać zaakceptowaną.
        Wiecie nawet taki przykry przykład - stracilismy pierwsze dziecko - w czasie
        wizyty u teściów - nie przyszli nawet do szpitala, słyszałam komentarze - co to
        za jedna, że nawet dzieciaka urodzić nie może, itp. Kiedy ex poszedł w siną dal
        teściów nie interesowało co dzieje się ze mną i dzieckiem. Odezwali się dopiero,
        gdy po sprawie rozwodowej (byłam w siódmym miesiacu ciąży) okazało się, że nie
        dość, że ciąża się utrzymała, to jeszcze będzie chłopak (pierwszy i jedyny
        wnuk), a ja zamierzam wyjechać zagranicę. Gdyby wiedzieli kiedy lecę to by jak
        Rejtan w bramce lotniska się rzucli.

        Mój obecny mąż pochodzi z miasta - nie było cyrków, że spotyka się z dziewczyną
        w ciąży. Bardzo cieszyli się, że będą mieli drugiego wnuka (mąż ma córcię z
        pierwszego małżeństwa - zresztą z przeszczepianą Łodzianką), nigdy się nie
        mieszali w nasze sprawy. Maćka traktują jak swojego wnuka. We wrześniu urodziła
        się Marysia nie widzę żadnych różnic w traktowaniu. Wprost przeciwnie często
        śmieją się, że Maciek 'wrodził' się w męża - taki sam drań i tak samo ma bzika
        na punkcie elektonikiwink, co śmieszniejsze - obaj panowie śpią w takiej samej
        pozycjiwink, a poznali się gdy Maćko był czteromiesięcznym plumkaczemsmile

        Mnie w uszach często brzęczy wściekłe - to mój BRRRAT wykrzykiwane co rusz przez
        szwagierkę, zwłaszcza, gdy nie zgadzałam się na to czy na tamto.

        Z moich obserwacji wynika, że najcięższymi przypadkami są nastrasi synowie -
        dziedzice 'majątku' i'łojcowizny', które wiszą u ich szyi jak młyńskie kamienie.
        Na nich spoczywa obowiązek zatroszczenia się o rodzinę, często zostają starymi
        kawalerami, albo w końcu żenią się koło czterdziestki, gdy matka zacznie opadać
        z sił i trzeba kobiecej ręki w gospodarstwie
        • kekoa2 Re: ona z miasta a on ze wsi - czy to może się u 21.11.06, 12:34
          świeta prawda,nic dodac nic ujac.super to opisałas.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka