leg? To znów ja- poprzedni wątek
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=619&w=52201078&a=52201078 Wtedy
mądrze mi poradziłyście, więc może i tym razem

))
Z tego, co czytam, to większość z Was przy większych odległościach płaci za
noclegi swoich gości. Wiem, że niej jest to psi obowiązek młodyh, ale...
Gdy kuzynka była nas zapraszać, to ubolewała nad tym, że w jej wymarzonym
miejscu na wesele (pałacyk) ktoś już zarezerwował salę i pooinformowała nas,
że wesele będzie w innym miejscu (10 km od nas - do przeżycia

Teraz ktoś
zrezygnował i jest szczęśliwa, bo będzie wesele w pałacyku (prawie 180 km od
miejsca zamieszkania młodych i większości rodziny - w tym nas). W związku z
tym zadzwoniła i zapytała, czy ma rezerwować dla nas nocleg- podała cenę
(blisko 200 zł za dobę) i zasugerowała wpłatę zaliczki. Normalnie szczęka mi w
dół opadła, nawet nie chodzi o cenę, tylko o pewne zasady. W tej miejscowości
nikt z rodziny nie mieszka, wszyscy muszą dojechać (mają odpowiednio 180 - 200
km) dla kaprysu panny. O ile znam swoja rodzinę, to nikt się nie zbuntuje, bo
pannie wszystko wolno (to się nazywa spełnianie marzeń) Ale mnie zatkało. Nie
widzi mi się wracanie w nocy po zabawie (najpóźniej do 2 - młoda para ma
apartament gratis zostałam poinformowana) czy szukanie noclegu na własną rękę
. NORMALNIE SZOK. A dziewczyna tupeciara jakich mało, ale strasznie
"przymilna" więc ciotki i na drogie prezenty się szarpną (bo tacy młodzi są,
więc się muszą urządzić od zera) i nocleg przełknęli gładko. Nie jestem
zazdrosna, ale sama forma poinformowania nas mnie wkurzyła... no i co Wy o tym
sądzicie??? Pozdrawiam