Dodaj do ulubionych

Przewrotne pytanie...

27.04.07, 10:19
...czy nie szkoda Wam tych wszystkich pieniędzy wydawanych na ślub i wesele?
Nie chcę tu nikogo oskarżać o rozrzutność - my wydajemy "mało" bo chcemy
zmieścić się w 8-9 tysiącach ze wszystkim, ale i tak uważam że to za dużo
pieniędzy wydanych na organizację JEDNEGO dnia! (Biorąc pod uwagę ile
zarabiam, to połowa mojego rocznego utrzymania big_grin)A są przecież osoby które
wydają kilka razy więcej.
Jak sobie pomyślę ile fajnych marzeń można byłoby zrealizować za te
pieniądze... Sama moja sukienka to 1000 złotych i mnie to strasznie irytuje,
że musiałam tak dużo zapłacić za ciuch!!! I to nie jest płaszcz, w którym
pochodzę parę sezonów, ani kurtka wielosezonowa z membraną, która będzie mi
służyła przez wiele lat, ani fajny sprzęt muzyczny czy rower tylko kawałek
szmatki!!! Już nie wspominając o innych wariackich kosztach...
Mojemu chociaż garniak zostanie a mi co? Parę fotek???
Czy nie uważacie że to szalone i głupie, że napędzamy ten dziwny "ślubny
przemysł"?
Obserwuj wątek
    • warszawianka_slubna Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 10:23
      kazda chce mieć swoja bajke i choc raz zaszaleć jak księżniczkasmile Czasami żal
      kasy ale ...w sumie nigdy tego nie przezyjesz juz. raz w zyciu mozna poczuc sie
      na własnym slubie jak gwiazda w Hollywood smile
      • sisigma Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 10:29
        hymmm... ale gwiazdy z Hollywood mają ten luz - dziś jedne ciuch jutro drugi. I
        to chyba jest dopiero przyjemne, że można sobie tak lekko do tego podchodzić, że
        ta wyjątkowość jest codziennością.
        A ja trochę czuję się jak przebieraniec wink)) w prowincjonalnym teatrze obwoźnym
        wink)) nie jest to mój styl, ani moje marzenie...i wolałabym te wszystkie
        pieniądze wydać inaczej. Ale może ja dziwna jestem? wink))
        • zosiaczek25 Re: Przewrotne pytanie... 03.05.07, 08:31
          Nie jestes dziwna. Zrob tak, jak Ci sie podoba. A moze ktos Ciebie- dorosla
          kobiete- zmusza do tego, zeby robic cos, co jej sie nie podoba?
          • sisigma Re: Przewrotne pytanie... 03.05.07, 23:31
            Może raczej chciałby zmusić wink bo zmusić mnie do czegokolwiek jest dość trudno
            smile To jest czasem uciążliwe radzenie sobie z niepytanymi doradcami.

            Co do dojrzałości - nie uważam, żeby niskie zarobki dyskwalifikowały
            kogokolwiek. Raczej o niedojrzałości świadczy patrzenie na ludzi z perspektywy
            ile zarabiają. Ale sądzę, że to dla większości dyskutujących tu osób oczywiste -
            więc nie będę tego wątku rozwijać. Nie każdy może zarabiać dużo, wysokość
            zarobków zależy od bardzo wielu czynników.



      • kamelia04.08.2007 jeśli ktoś sie w gwiazdorstwie lubuje, to czemu 27.04.07, 10:35
        nie, jak jednakże nie lubie pompy i patosu. Dla mnie to niepotrzeba szopka.
        Nie muszę się czuć jak ksieżniczka przyjmująca hołdy, jestem szczęśliwa w moim
        związku, dla mojego narzeczonego jestem jedyną ukochaną, partnerką życiową.

        "dzień, w którym jestem księzniczką" to chyba dla tych co całe zycie przy
        garach i zlewozmywaku, znoszącą muchy w nosie narzeczonego...


        o chyba mi się zaraz dostanie..... wink))
    • kamelia04.08.2007 Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 10:27
      tez uważam, że za duzo pieniedzy sciaga z nas przemysł slubny zerując na
      powszechnym przekonaniu, że to TEN JEDEN DZIEŃ. Jak sie okazuje dla ponad 1/3
      zawieranych slubów bedzie miało epilog na sali sądowej z orzeczeniem rozwodu.

      Mogę ci tylko pozazdroscic pieniędzy jakie na to wydasz, u mnie bedzie
      kilkakrotnie wiecej, a staram się nie zamawiać detali, które w efekcie koncowym
      okażą sie niepotrzebne i nie bedzie z nich pozytku.
    • inkageo Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 10:29
      Zgadzam się, że jest to szaleństwo i na pewno można lepiej zainwestwać te
      pieniądze, ale w moim przypadku dosyć łatwo przyszło i łatwo pójdzie..
      Analizowałam inne opcje - m. in. ślub bez wesela, ale nie mogłam sobie
      wyobrazić tego dnia bez bliskich mi osób, przyjaciół, a nie miałabym serca
      ściągać ich z całego świata i pożegnać się z nimi pod kościołem.. Trzebaby
      zaprosić na obiad do restauracji, a takich typowo zasiadanych imprez bardzo nie
      lubię.. Więc musielibyśmy sporo zapłacić za coś co nie sprawi nam żadnej
      przyjemności. Jak goście przyjadą z daleka to należy ich przenocować, czyli
      kolejny koszt. I w ten sposób doszliśmy do wesela z noclegami w hotelu i
      kosztorysu zamykającego się na 35 tys..
      • alex996 z innej perspektywy 27.04.07, 11:00
        Wybrałam skromniejszą suknie,nie robimy również wesela.
        Za to zaraz po mszy uciekamy w podróż poslubną do Włoch.
        Bedę miała super wspmnienia i kasy mi nie szkoda
        • inkageo Re: z innej perspektywy 27.04.07, 11:04
          Ale my też będziemy mieć podróż poślubną!
        • inkageo Re: z innej perspektywy 27.04.07, 11:06
          Alex moja siostra wybrała podobną opcję jak Wy - ślub, później króciutkie
          przyjęcie w pubie i tego samego dnia wyjechali do Włochsmile
      • auwmen Re: Przewrotne pytanie... 28.04.07, 10:34
        o matko...
    • kasiaaaa24 Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 10:31
      Przygotuj się na to, że zaraz się posypią kąśliwe uwagi, że nikt Cię nie zmusza
      do tego i jak nie chcesz, to nic na siłe i że jak się nie ma pieniędzy, to się
      poprostu nie robi wesela tylko skromny ślub smile A jeśli o mnie chodzi, to
      owszem, dostrzegam jak wiele to pieniędzy. Mniej więcej 3/4 kosztów pokrywają
      nasi rodzice (poprostu rodzice moi i mojego N dali nam pieniądze do ręki, na co
      zabraknie, dołożymy sami). W rezultacie wyjdzie tak, że sami się ubierzemy i
      będzie to koszt ok 5500 na nas dwoje. Czy mi żal tych pieniędzy? Może troszkę,
      jak już będę w ręce trzymać 3600 za sukienkę i będę musiałą je oddać za kawałek
      materiałusmile Ale w sumie nie mamy co narzekać, bo wiele par same sobie finansują
      ślub i wesele, a to co sami dokładamy, to tak defakto miesiąc naszej pracy,
      więc mam nadzieję, że bardzo tego nie odczujemy. Przecież jak byśmy nie robili
      wesela to i tak by nam rodzice nie dali tych pieniędzy, więc troszkę nie mamy
      czego żałować. Musisz obrać inne podejście do sprawy. To ma być jeden z
      najpiękniejszych dni w Twoim życiu i chyba nie chciałaś sobie kiedyś zarzucać,
      że poprzez nadmierne oszczędzanie, nie wygladał tak, jak soie wymarzyłaś.
      • sisigma Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 10:37
        Nie mam jakichś szczególnych marzeń. Chciałabym żeby był uroczysty i wyjątkowy,
        ale to przecież nie musi aż tyle kosztować. Pamiętam takie uroczystości rodzinne
        czy spotkania towarzyskie które skromne w wydatkach były pełne wyjątkowości i
        klimatu.
        Nie chcę wydawać kilkudziesięciu tysięcy i nie wydaję, a sama na pewno domyślasz
        się, że kilka tysięcy które planują przeznaczyć W SUMIE nasi rodzice i my (czyli
        jakby 4 niezależne źródła finansowania) nie zapewnią nam wystawnej oprawy tylko
        właśnie skromny ślub. Nie organizujemy też wesela.
        • kasiaaaa24 Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 10:42
          Niestey wszystko co zwiazane z tym dniem, nie należy do tanich. Magiczne
          słowo "ślub" powoduje że ceny niebotycznie rosną.
    • kenzoania Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 10:32
      Najlepiej się nad tym nie zastanawiać i nie roztrząsać. To tak samo jak
      podróże. Wydajemy tyle pieniędzy tylko po to, żeby zobaczyć coś pięknego i po
      tym też zostają jedynie zdjęcia i wspomnienia smile
      A ślub ma się tylko raz w życiu (teoretyczniewink
      • olenka_a Re: Przewrotne pytanie... 28.04.07, 20:54
        Zagadzam się. Też mi przyszło do głowy z tymi podróżami.
        Albo wydajemy iles tam pieniędzy na perfumy, które się ulatniają. Albo na
        jakies drogie danie w restauracji, które szybko zjemy,a potem...przetrawimy smile
    • vobi Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 10:33
      Zgadzam sie z Sisigma. Mimo ze nie robimy wesela i mam nadzieje zmiescimy sie w
      kwocie 10.000 zl, to zal mi jak cholera tych pieniedzy. Za ta kase moglibysmy
      pojechac na swietna wycieczke na przyklad. Staram sie jednak o tym nie
      pamietac. Raczej kombinuje, co zrobic zeby do konca zycia nie myslec o tych
      pieniadzach jak o wyrzuconych w bloto, tzn. probuje (probujemy wlasciwie) tak
      zorganizowac przyjecie, zeby dla wszystkich gosci bylo mila imprezka, a nie
      klapa za kilka tysiecy.
    • warszawianka_slubna Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 10:51
      mysle,ze to czy ktos chce miec swoja bajke czy tez raczej podchodzi do slubu
      racjonalnie - zalezy od zasobnosci portfela i statusu finansowego.Jak ktos
      dobrze zarabia to i nie odczuje tak wydatków na slub.
    • magusza Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 10:55
      Mnie też to przeraża i sama sobie się dziwię, że tyle pieniędzy w to wszystko
      inwestujęsad Bądź co bądź mamy nadzieję, że połowa się zwróci na pewno, sukienkę
      sprzedam...i jakoś będziesmile
    • lacitadelle Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 11:09
      powiem tak: my mamy pieniądze i na ślub, i na podróż poślubną, i na co nam tam
      jeszcze potrzeba. Nie pływamy w nich, ale też organizacja tego dnia nie jest
      powodem do żadnych wyrzeczeń. Pomimo tego staram się oszczędzać i nie wydawać
      pieniędzy na rzeczy moim zdaniem zbędne, więc w rezultacie wydamy na wszystko
      wszystko ok. 20 tys. (wesele dla 80 osób) - wydaje mi się, że to umiarkowana
      kwota i nie czuję, żebym za coś przepłaciła na hasło "ślub" (po prostu omijałam
      takie miejsca szerokim łukiem). Fakt, jest to duża kasa, ale myślę, że warto, bo
      będziemy mogli spędzić tę dzień i noc w towarzystwie całej rodziny i przyjaciół
      (niestety, na własną rękę i po niższych kosztach nie byłabym w stanie ugościć 80
      osób). Aha, jeszcze zaznaczę, że nigdy nie miałam marzeń związanych ze ślubem i
      na pewno nie będę się tego dnia czuć księżniczką. Zresztą, wiem, że dla mojego
      mężczyzny jestem nią każdego dnia.

      Ale! gdybyśmy tych pieniędzy nie mieli, musieli z czegoś rezygnować (np. z
      podróży czy nawet codziennego standardu życia), pozbawiać się całych
      oszczędności, korzystać z pomocy rodziców, liczyć na koperty czy zaciągać
      kredyt, to na pewno byśmy z wesele zrezygnowali, szczególnie, gdyby nie było dla
      nas zbyt ważne. Oczywiście, to jest moje zdanie i nie krytykuję osób, które
      myślą inaczej.
      • mayagaramond Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 11:13
        Kiedy zalozylam podobny watek (watek finansowy - refleksja);
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=619&w=51904941&a=51904941
        a bylo to po naszej wizycie w wymarzonym miejscu, ktore okazalo sie niestety za
        drogie. Moze inaczej - teoretycznie byloby nas na to stac, ale nie bylismy
        gotowi wydac 40 000 na wesele dla 70 osob i to bez noclegu...

        Teraz wydamy mniej, ale tylko dlatego, ze ograniczylismy liczbe gosci. Nie
        bedzie dalszych krewnych mojego chlopaka, dla nich mama urzadzi obiad kiedys tam.

        Mysle, ze role odgrywa tez pensja. Nie sztuka wydac oszczednosci, sztuka jest
        znow na nie zarobic. Moj chlopak i ja pracujemy w sektorach, w ktorych
        milionerem sie nie zostanie. Z kolei brat mojego chlopaka ma taka pensje, ze
        moglby w roku kilka takich wesel urzadzic. Tylko, ze on nie robil zadnego
        przyjecia.

        Koniec koncow kazdy musi sam zdecydowac, na co wyda i ile.
        • np1979 do mayagaramond 27.04.07, 14:15
          hej, z tego co się doczytałam robisz wesele w niemczech. mam takie pytanko, czy
          cywilny i kościelny macie jednego dnia? i ile was wyniesie mniej więcej
          przyjęcie na 70 os? będę b wdzięczna za odpowiedź, bo sama zastanawiam się nad
          weselem w niemczech. z góry dziękuję!
          • mayagaramond Re: do mayagaramond 28.04.07, 16:10
            odpisalam Ci na gazetowego
    • nionczka Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 12:17
      Na zycie nam stracza. Mamy ochote na slub i przyjecie dla rodziny i przyjaciol i
      szczescie,ze mozemy sobie na to pozowlic. Zycie jest tak krotkie, ze warto
      spelniac wlasne zachcianki (z umiarem oczywiscie wink).
      Inni wydaliby te pieniadze na podroz, ciuchy, samochód, o ktorym zawsze marzyli,
      etc. Gdybysmy mieli inne bardziej pilne marzenia pewnie bysmy tego nie
      realizowali. Ale nie mamy. Staramy sie spelniac nasze zachcianki na biezaco i
      teraz akurat to jest piekny slub. Co po nim zostanie? Mam nadzieje, ze cudowne
      zdjecia i wspomnienia a to juz duzo.
    • czarodziejkakubusia Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 12:17
      Skądże!Zwróćmy uwagę,że każdy może wybrać sobie formę ślubu
      (cywilny,konkordatowy itd.) oraz wesela.Przyjęcie,duże weselicho,małe
      weselisko,lub od razu uciec w podróż poślubną.Suknia-skromna lub bogato
      zdobiona-we wszystkim możesz wybierać,więc koszty zależą od nas.W tym jednym
      dniu wszystko ma być tak jak chcemy,i nasze suknie,panien młodych,mają być
      takie,abyśmy czuły się najpiękniejsze.I właśnie w tym tkwi sens,że to tylko
      jeden dzień,nic z tego się już nie powtórzy.A na rachunku możemy sobie
      napisać:BEZCENNE.
      • sisigma Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 14:19
        Czarodziejko, jest w tym co piszesz coś bardzo przekonującego. Może pod wpływem
        tego trochę zmienię nastawienie do wydatków ślubno-weselnych.

        Niestety jest też druga strona tego medalu - to co bezcenne różne firmy
        wyceniają narzucacjąc marże kilkakrotnie przekraczającą normalne marże nakładane
        na produkty o tej samej wartości co ślubne. Moja prosta sukienka gdyby była w
        innym kolorze i nie nazywała się "ślubna" byłaby warta może 500 może 800 złotych
        i mogłabym za te pieniądze mieć ją na własność. Tymczasem jej cena "salonowa" to
        2500, ja wpłacam 1000 i musze ją po uroczystości zwrócić smile
        Tak samo welon - biały tiul za metr to niecałe 20 złotych, ale wycięty w koło i
        przyszyty do grzebyczka kosztuje 150 - 200 złotych i tak ze wszystkim.
        Normalnie za przejazd po mieście taksówką płacisz 10 czy 50 złotych, ale jeśli
        chcesz aby taksówka dowiozłaz parę młodą na ślub - liczą sobie "za usługę" od
        200 złotych wzwyż! A keiedy czytam co MUSI panna/pan młody przed ślubem kupić i
        z jakich usług skorzystać to czuję, że kota dostaję. Zamiast myśleć o tym, że
        dzieje się coś bardzo ważnego w moim życiu muszę myślec czy kaczka nie będzie za
        bardzo przypieczona i czy nie złamie mi się paznokieć robiony przez półtorej
        godziny w gabinecie kosmetycznym smile
        Czy powinnam przed ślubem iść do spa??? wink))

        Wiele rzeczy, które próbują nam w tym okresie wcisnąć są tandetne i liche,
        niewarte złotówki: zaproszenia, dekoracje stołu, tortu, samochodu, sali,
        kotylioniki dla gości (???)... brrr... smile
        Całe szczęście znaleźliśmy bardzo miły lokal, gdzie obsługa nie zamierza
        przekonywać nas do "dekoracji" i doskonale rozumie, że po prostu ich nie chcemy.
        • lacitadelle Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 14:47
          hmm...

          > na produkty o tej samej wartości co ślubne. Moja prosta sukienka gdyby była w
          > innym kolorze i nie nazywała się "ślubna" byłaby warta może 500 może 800 złotyc
          > h
          > i mogłabym za te pieniądze mieć ją na własność. Tymczasem jej cena "salonowa" t
          > o
          > 2500, ja wpłacam 1000 i musze ją po uroczystości zwrócić smile

          moja sukienka szyje się za 1500 zł i wydaje mi się, że nie jest to cena bardzo
          mocno podniesona ze względu na ślub, bo suknia jest cała z koronki, ja spędziłam
          w salonie na przymiarkach i marudzeniu co najmniej 5 godzin, a pani na
          poprawkach pewnie ze 3 razy tyle. W tym samym salonie szyję sobie prostą suknię
          do przebrania i ona będzie kosztować 500 zł.

          > Tak samo welon - biały tiul za metr to niecałe 20 złotych, ale wycięty w koło i
          > przyszyty do grzebyczka kosztuje 150 - 200 złotych i tak ze wszystkim.

          welon przez Ciebie opisany w tym samym salonie: 70 zł, myślałam, że 200 to się
          płaci za bardziej skomplikowane z jakąś obszywką czy koronką.

          > Normalnie za przejazd po mieście taksówką płacisz 10 czy 50 złotych, ale jeśli
          > chcesz aby taksówka dowiozłaz parę młodą na ślub - liczą sobie "za usługę" od
          > 200 złotych wzwyż!

          hmm, nie korzystałam, to nie wiem, ale chyba można zadzwonić, poprosić o
          przyjazd na zamówioną godzinę i cenę, chyba już potem, jak taksówkarz zobaczy,
          że jesteś p. młodą, to się nie wykręci, nie wiem... my jedziemy do ślubu własnym
          samochodem - oszczędzamy na wynajęciu limuzyny i dekoracji.

          >A keiedy czytam co MUSI panna/pan młody przed ślubem kupić i
          > z jakich usług skorzystać to czuję, że kota dostaję.

          ja nie czytam - po jaką cholerę czytać coś, od czego się później dostaje kota smile

          > Zamiast myśleć o tym, że
          > dzieje się coś bardzo ważnego w moim życiu muszę myślec czy kaczka nie będzie z
          > a
          > bardzo przypieczona i czy nie złamie mi się paznokieć robiony przez półtorej
          > godziny w gabinecie kosmetycznym smile
          > Czy powinnam przed ślubem iść do spa??? wink))

          rety, nie wiem, ja jakoś myślę głównie o ceremonii i jeszcze o wygodzie gości, a
          czytanie tego forum to dla mnie niezła rozrywka smile

          > Wiele rzeczy, które próbują nam w tym okresie wcisnąć są tandetne i liche,
          > niewarte złotówki: zaproszenia, dekoracje stołu, tortu, samochodu, sali,
          > kotylioniki dla gości (???)... brrr... smile

          prawie w każdym sklepie znajdują się rzeczy tandetne i niewarte swojej ceny -
          widocznie ktoś to kupuje. a co to znaczy, że są nam wciskane? mi nikt nic nie
          wciskał, na może raz pani w kwiaciarni, ale wtedy po prostu uprzejmie ją
          pożegnałam smile

          > Całe szczęście znaleźliśmy bardzo miły lokal, gdzie obsługa nie zamierza
          > przekonywać nas do "dekoracji" i doskonale rozumie, że po prostu ich nie
          > chcemy

          szukajcie, a znajdziecie smile a przede wszystkim dystansujcie się i bądźcie
          asertywne, zamiast wymyślać sobie problemy.

          Skoro, jak twierdzisz, pewne kwestie Cię nie interesują, to po co się nad nimi
          zastanawiasz i piszesz na forum? ja to olewam albo co najwyżej śmieję się pod
          nosem. równie dobrze mogłabyś się złościć, że ktoś Ci na ulicy podał ulotkę ze
          szkołą nauki angielskiego, podczas kiedy Ty chcesz się uczyć francuskiego - nie
          interesuje Cię? nie bierzesz albo wyrzucasz do kosza.

          Z drugiej strony jest wiele dziewczyn, dla których przygotowanie ślubu i wesela
          jest bardzo ważne, chcą na to poświęcić dużo czasu i daje im to wielką
          satysfakcję: do nich właśnie są adresowane różne usługi i chyba nie chcesz im
          tego odbierać?
          • sisigma Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 15:11
            > Z drugiej strony jest wiele dziewczyn, dla których przygotowanie ślubu i wesela
            > jest bardzo ważne, chcą na to poświęcić dużo czasu i daje im to wielką
            > satysfakcję: do nich właśnie są adresowane różne usługi i chyba nie chcesz im
            > tego odbierać?

            Absolutnie nie mam zamiaru smile))

            > Skoro, jak twierdzisz, pewne kwestie Cię nie interesują, to po co się nad nimi
            > zastanawiasz i piszesz na forum?

            Myślę, że to pewnien mój sposób na dystansownanie się do róznych spraw
            weselnych. Wsród moich znajomych i krewnych mam całe tabuny ludzi ekspertów od
            naszego ślubu i wesela, czasem już sama nie wiem co właściwie myśleć o tym
            wszystkim. Tutaj można pogadać z tak róznymi osobami posłuchać jak różne są
            podejscia do tej samej kwestii...
            Może nie jest to wątek z górnej półki - ale głosy padły tutaj ciekawesmile
            • lacitadelle Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 15:34
              > Myślę, że to pewnien mój sposób na dystansownanie się do róznych spraw
              > weselnych. Wsród moich znajomych i krewnych mam całe tabuny ludzi ekspertów od
              > naszego ślubu i wesela, czasem już sama nie wiem co właściwie myśleć o tym
              > wszystkim. Tutaj można pogadać z tak róznymi osobami posłuchać jak różne są
              > podejscia do tej samej kwestii...

              skoro tak, to mam nadzieję, że i moje wypowiedzi się do czegoś przydały smile wiem,
              że nie każdemu jest łatwo nie przejmować się tym, że ma w pewnych kwestiach
              trochę inne zdanie niż jego otoczenie. ja nie mam problemów z przekazywaniem
              rodzinie "rewelacji" nt. naszego ślubu i wesela, a nawet za bardzo się nie
              przejmuję tym, że teściowej wyraźnie nie podoba się to, że mam swoje zdanie.

              Dziewczyny, nie dajmy się zwariować smile

              btw. co to znaczy "wątek z górnej półki? ja nie sugerowałam, że nie powinnaś
              zamieszczać tego wątku, tylko chciałam Cię zachęcić do przemyśleń nt. czy warto
              się przejmować czymś, czym nie chcemy się przejmować wink
        • elemelek27 Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 14:50
          Ja też się zastanawiam nad sensem ślubnego przedsięwzięcia. Ale cóż...stało się
          i trzeba sprostać zadaniom.
          Co do dekoracji - pani, która wynajmuje nam salę, ustala z nami menu, dekorację
          kwiatową, przygotowuje nam pitny miód itp. czyli kompleksowa usługa za
          odpowiednią cenę.

          Skoro już się zdecydowalismy - dopniemy wszystko na ostatni guzik.

          Szanuję każdy pomysł - małe przyjęcie, brak przyjęcia,ubieranie sali, balony i
          co się tam komu podoba.
          Myślę, że to zalezy od wielu czynników a najważniejszym jest kaska, którą
          dysponujemy prawda?

          Więc naprawdę życzę powodzenia wszystkim, którzy organizują ślub wesele....
          nie jest łatwo ale po ślubie będzie trudniej. I trzeba będzie walczyć o
          małżeństwo pomimo szarówki dnia codziennego.

          Pozdrawiam
          Ania
    • veevaa Re: Przewrotne pytanie... 27.04.07, 14:40
      Za nasze wesele placili moi rodzice. Ot, mieli taki kaprys. Dlatego nie
      wnikalam, czy bedzie kawior czy byleco. Rozmawialam z nimi o tym, sugerowalam,
      co by bylo fajne, a czego ma nie byc absolutnie. Chcialam miec sliczna sukienke,
      i mialam, a ze nie byla najtansza.. Jakos mnie to nie martwi. Życie jest jedno i
      nie polega na ciulaniu pieniedzy.
      Kazdy ma inna wizje tego dnia i nie sadze, zeby to byl dobry temat do klotni.
      Jesli ktos chce np. kupic mieszkanie za gotowke, a za wesele placi sam, to niech
      faktycznie lepiej zrobi wszystko taniej, zaprosi mniej gosci itp, itd...
      Ja chcialam tak.
    • auwmen Re: Przewrotne pytanie... 28.04.07, 10:32
      napedzamy jak każdy inny przemysł.. co do wesel uważam że albo mnie stac i robię
      pożądny bez szczypania się albo nie i nie robię. Osobiście wolałabym kwotę na
      wesele przeznaczyc na daleką podróz z ukochanym. Zamiast wesela zadowoliłabym
      się obiadem w dobrej restauracji dla najbliższej rodziny (rodzice, dziadkowie).
      Aczkolwiek przynam się ze mam słabośc do ubran z dawnych wieków i suknia ślubna
      daje możliwośc przebrania się właśnie za damę w wielgachnej sukni i gdybym brała
      ślub to w kwestii suknii pofolgowałabym sobie na maksa. Normalnie jak małe
      dziecko bawiłabym się w księżniczkęsmile
    • globetrotter-ka Re: Przewrotne pytanie... 28.04.07, 14:03
      mysle, ze raz w zyciu sobie mozna na takie szalenstwo pozwolic wink
      • czarodziejkakubusia Re: Przewrotne pytanie... 28.04.07, 14:16
        Sissigma tu masz rację.Ślubny biznes jest bardzo nakręcany.Wszystko ma sporą
        marżę i płacimy więcej,niż normalnie.Nakręcają go firmy i może my same,bo jak w
        styczniu czytałam już wypowiedzi panien na 2008 rok,że już rezerwują,o sukniach
        myślą-to ja przepraszam.Ja zamówiłam suknię 3 miesiące
        przed.Salę,zespół,kamerzystę-10 miesięcy przed.I potem miałam spokój,bo nie
        organizacją wesela się przcież żyję.W tych dekoracjach i cennikach łatwo zgubić
        sakramentalny sens.Mam nadzieję jednak,że przekonałam cię tym,co napisałam
        wyżej.Tym bardziej,że ja mało zarabiam i z trudem odkładam pieniądze na
        sukienkę,ale w tym dniu wiem,że będę zadowolona i że było warto,bo będzie jak
        chcemysmile
    • nesicha ech... 28.04.07, 16:14
      dokladnie tak samo uwazam,
      a potem patrze z rozmarzeniem na suknie za 3-4 tys.
      i uruchamiam mechanizm obronny pt. slodka cytryna,
      kiedy mysle o kupnie w nie renomowanym salonie,
      ale za to z mozliwoscia przerobienia modelu...
      wink))
    • mike2005 Raz się żyje... 28.04.07, 17:44
      Żyje się raz i nie ma sensu odmawiać sobie przyjemności na każdym kroku.
      Oczywiście można być minimalistą bez ambicji i zadowalać się wegetacją od
      pierwszego do pierwszego, ale nie każdemu taki styl życia odpowiada, mi na pewno
      nie.
      Jak któraś z przedmówczyń napisała, mając zarobki na odpowiednio wysokim
      poziomie, można sobie pozwolić na wyprawienie wesela bez zbytnich wyrzeczeń i
      odejmowania sobie od ust; wyprawienie hucznego weselicha z pompą na pewno będzie
      stanowiło nie lada wyczyn dla gołodupców zarabiających po 1500 zł miesięcznie,
      ale tu rodzi się pytanie, czy tacy ludzie osiągnęli odpowiednią dojrzałość,
      pozwalającą na założenie rodziny (może lepiej poczekać, aż sytuacja
      finansowo-materialna się poprawi, np. po zmianie pracy na bardziej intratną?).
      Osobiście uważam, że dzień ślubu to dzień szczególny i nawet jeżeli 1/3
      małżeństw się potem rozchodzi (to chyba i tak bardzo optymistyczne założenia,
      ale to już temat na odrębną dyskusję), to warto ten jeden (?) raz w życiu
      zabawić się przez duże Z (gościom weselnym też się należy dobra zabawa do
      białego rana), nie bacząc na wysokie koszty takiej imprezy. W końcu nie
      codziennie bierze się ślub.
      OK, może i wesele z odpowiednią okrasą w dużym mieście wiąże się z kosztami
      rzędu 30-40 tysięcy zł, ale pomyślcie, że czasem licealiści rozbijają się
      droższymi brykami (za moich czasów bardzo popularne było dostawanie samochodu za
      zdaną maturę, egzamin wstępny na studia itp.). Zaraz ktoś pewnie przytoczy
      argument, że bryka starcza na kilka lat, tak więc kasa przeznaczona na jej zakup
      nie pójdzie z dymem w jeden wieczór, ale powtarzam, że ślub to szczególna okazja
      i naprawdę kutwienie tutaj jest nie na miejscu.
      I na koniec, żeby było jasne: nie chodzi mi o urządzanie wesela ponad siły, w
      myśl zasady "zastaw się, a postaw się" (kredyciki zaciągane przez rodziców itp.
      klimaty), tylko o pewną dojrzałość, także [czy raczej: zwłaszcza] w sensie
      finansowym, świadczącą o gotowości do wstąpienia w związek małżeński.
      • aga2241 Re: Raz się żyje... 28.04.07, 20:20
        jak komus bardzo zal pieniedzy na wesele to po co je robic,nie ma co sie
        zmuszac moim zdaniem i lepiej wydac na cos innego
      • mayagaramond Re: Raz się żyje... 02.05.07, 23:34
        mike2005 napisał:
        > stanowiło nie lada wyczyn dla gołodupców zarabiających po 1500 zł miesięcznie,
        > ale tu rodzi się pytanie, czy tacy ludzie osiągnęli odpowiednią dojrzałość,
        > pozwalającą na założenie rodziny (może lepiej poczekać, aż sytuacja
        > finansowo-materialna się poprawi, np. po zmianie pracy na bardziej intratną?).

        Ja tu z reguly jestem cierpliwa (inaczej niz w zyciu) ale puknij sie ty w glowe.
        Co ma pensja do dojrzalosci??? Chcesz powiedziec, ze wiekszosc pielegniarek,
        lekarzy, nauczycieli (z wyjatkiem moze tych na kierowniczych stanowiskach) to
        niedojrzali nieudacznicy? Niestety jest mnostwo zawodow, ktore nie przynosza
        wielkich pieniedzy, nie dlatego, ze nie sa tego warte, tylko dlatego, ze tak sie
        nasze durne spoleczenstwo umowilo - doradca inwestycyjny zarabia 10 razy wiecej
        od pani opiekujacej sie chora babcia lub dzieckiem...
    • kingusia1974 Re: Przewrotne pytanie... 28.04.07, 20:27
      Troche szkoda! Zreszta ja też staram się zminimalizować koszty jak tylko się
      da. Ale wiesz z drugiej strony jest to jedyny dzień w zyciu, jeden z
      najważniejszych dni w życiu, i jednak człowiek chciałby jakoś to uczcić, jakoś
      inaczej, wyjatkowo!
    • olenka_a szkoda 28.04.07, 20:52
      Nam trochę szkoda. Jak zaczynaliśmy planować tę uroczystość to myśleliśmy, że
      wszystko będzie wyglądało trochę inaczej. Ja sama zapowiadałam, że w życiu nie
      kupię sukni za 2tys. stało się inaczej. Bo takie ceny są na rynku. A poza tym
      to jeden taki dzień w życiu i potem wspomina się go przez całe życie.
      Oczywiście nie wyznajemy zasady zastaw się, a postaw się, ale faktem jest, że
      jest to dla nas spory wydatek i po odjęciu wszelkich "bajerów". Na szczęście
      pomagaja nam finansowo rodzice.
    • lilia111 Re: Przewrotne pytanie... 02.05.07, 23:21
      Jakby głębiej się nad tym zastanowić to masz rację, ale z drugiej strony życie
      jest szalone a pieniądze....to tylko pieniądze warto je wydać na tak
      niezapomniane chwile.Po prostu zaszalej w ten jeden dzień!smileMoje wesele będzie
      kosztowało 20 tys.i mówię a co mi tam.....
    • gioseppe nie żałujemy 03.05.07, 00:51

    • zosiaczek25 Re: Przewrotne pytanie... 03.05.07, 08:29
      Ja tez ostro tne wydatki. Nie odziewam sie np. w superdroga kiczowata suknie.
      Obedzie sie tez bez: diademu, drogiego i ciagnacego sie po ziemi welonu ze
      zwyklego tiulu, rekawiczek, futerka, makijazystki, manikiurzystki, kosmetyczki
      (cere mam i tak mloda i zdrowa, jakoze nie nakladam na siebie 10 warstw tapety
      kazdego dnia), probnej fryzury, solarium (z ktorego juz wielokrotnie korzystalam
      bez wymiernych efektow), limuzyny, golebi, kamerzysty i sesji w plenerze za
      klika tysiecy zlotych- bedzie sesja w plenerze za 250 zl (ja i moi goscie i tak
      nie widzimy roznicy w jakosci pomiedzy takimi zdjeciami). Zreszta, to wszystko i
      tak mnie nie bawi, wiec nie zaluje. Jednak pomimo ograniczania wydatkow do
      minimum, organizacja slubu i wesela juz kosztowala nas (lacznie z wydatkiem
      rodzicow za sale weselna) ponad 11.000. A my nie mamy jeszcze garnituru z
      dodatkami, welonu, wiazanki, kwiatow na samochod, nie oplaceni sa jeszcze do
      konca: ksiadz, fotograf, kapela i drukarnia/zaproszenia. I zapewniam Cie, ze
      taniej sie nie dalo, aby otrzymac choc odrobine dobrej jakosci uslug. Tylka
      szklem nie zamierzam sobie skrobac, bo takie skapstwo nie wychodzi na dobre. A
      mnie na szczescie stac jeszcze na kilka tysiecy zlotych wydatkow.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka