12 maja. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu i wierzę, że rozpoczął całkiem nowy etap w naszym związku.
Mam wspaniałego męża
Tak naprawdę same cuda zaczęły się już w piątek - tuż przed godz. 22 zadzwonił domofon; oboje byliśmy już w piżamach, malowałam
paznokcie u stóp - kolorem bezbarwnym, ale nie o to tu chodzi

Mąż wychylił się na schody i usłyszałam tylko "chyba się nie
znamy". Okazało się, że to moje koleżanki -przyszły pół miasta pieszo, a nawet przejechały pół Polski.. żeby mnie uściskać
Jednej z nich nie widziałam ponad 7 lat; nie mogłam spędzić lepiej tego ostatniego panieńskiego wieczoru
Noc była zbyt krótka na wypoczynek, wystarczająco długa na koszmary: "DJ nie przyjechał" "jedzenie jest popsute" "nikt nie tańczy"
Poranna nerwówka doprowadziła mnie niemal do łez. I nie chodzi tu o żal do samej siebie - obudziłam się o 4 rano i przez 4
godziny, nie mogąc zmrużyć oczu i wyczekując słońca, czytałam książki i oglądałam nieskazitelne wtedy niebo. Do godziny 11 spokój
zdecydowanie przyjemnie wypełniał nam czas - kupiliśmy gazetę, świeże bułki, smaczny sok i oboje już z nadzieją patrzyliśmy na
miasto rozświetlone miękko słońcem. Wydawało się nam nawet, że taka pogoda się utrzyma

Około 11 moi rodzice przyjechali z
drugiego końca świata z kwiatkami z ogródka, ale konwalii było mało, niezapominajki się połamały i zdana zostałam na urzekająco
pachnące narcyzy

Razem z rodzicami i moim bratem mój MĄŻ (!

pojechał po tort i dostarczyć ciasta do zamku. Te samotne
chwile w domu... to był koszmar

Fryzjerka spóźniła się o godzinę, a walka z kwiatami trwała kilkadziesiąt minut. Trudno
uwierzyć, że tyle czasu zajęło mi przewiązanie kilku prostych kwiatów wstążką

Tort się opóźniał, rodzina tkwiła w korkach, a
czas zamiast zwolnić, żeby nam pomóc, dramatycznie przyspieszył. Spóźniona fryzjerka uwinęła się szybko, ale zdecydowanie bardziej
wolałam próbne uczesanie. Na szczęście całe morze głów przewalające się przez mój dom zapewniało jednogłośnie, że wyglądam
ślicznie

Kuzynka mnie ubrała; okazało się, że w sukni brakuje guzików. Dostałam uczulenia od cienia do powiek, a rodzina
powoli zaczynała wydzwaniać, że zatłoczneie na korkach chyba jest zbyt wielkie, żeby przyjechali na ślub. W ostatniej chwili mąż
wpadł do domu, ubrał się, wzruszył się - i wszyscy ruszyliśmy do sali ślubów... A tam "ruszyliśmy"!!! Ulewa była straszna,
ubrudziłam się już pod domem

A korki... Przez pół Poznania jechaliśmy po chodnikach wymijając zatłoczone ulice i bezczelnie
wpychając się na wszelakich światłach przed ospale sunące ciągi aut

Dobrze, że obkleiliśmy samochód kwiatkami!
Zdążyliśmy.
Ślub był dla mnie trudnym przeżyciem, po lewej stronie płakała świadkowa, po prawej - mąż

Niewiele pamiętam, podobno było
ładnie, podobno uroczyście, podobno miałam wesoły głos i ściskałam rękę męża, który przez łzy wypowiadał słowa przysięgi.
Podpisywałam się drukowanymi miniaturowymi literami, bo trzęsły mi się dłonie
Potem były naręcza kwiatów, byłam tak przejęta, że zupełnie zaschły mi usta i straciłam głos, więc brałam te kwiaty i starałam się
mówić jak najmniej, a jak najintensywniej chłonąć widok wszystkich życzących nam szczęścia ludzi

Potem było powietrze pełne
baniek mydlanych, ryż we włosach, sandałki nasączone deszczem i długa droga na wesele. Wiózł nas mój brat, świadek; byłam nim
zachwycona, oczarowana, urzeczona.
A wesele... Najpiękniejsze w życiu wszystkich gości - i nie chwalę się, a cytuję

Cudowne miejsce, (już) piękna pogoda,
przepiękny zachód słońca, świetna zabawa i roztańczony parkiet - a gości było 35!

Nasz miodowy tort zrobił furorę, nasz
pierwszy taniec doprowadził wszystkich do... śmiechu

)) Ludzie byli cali mokrzy z wytańczenia; przytulana byłam średnio raz na
10 minut i naprawdę czułam, że atmosfera jest, cóż, pełna naszej miłości

Moje babcie, dziadek, ciocie, wujkowie wirowali w
tańcu i opychali się smakowitościami; dziadkowie cieszyli się, że choć raz w życiu mogą wejść do zamku, spać w cudownym pokoju,
mieć widok na jezioro - wtedy się rozkleiłam zupełnie

Kiedy usłyszałam piosenkę "Koniec" Elektrycznych Gitar, słyszałam też,
jak ludziom szkoda, że to nie do wiary, że już, że było wspaniale. To właśnie chciałam im dać
Noc poślubna, cóż... mieszkamy razem od lat, więc rozumiecie

Spało nam się wybornie

Co prawda dzień przed weselem nad
zamkowe jezioro ściągnęły bociany, ale dzieci na razie w drodze na ten wiosenny świat nie ma.
Rano zjedliśmy śniadanie, mieliśmy zdjęcia, żegnaliśmy wszystkich, utonęliśmy w kwiatach i toniemy w nich teraz w domu

Byłam
przeszczęśliwa. Nie było istotne jak wyglądam, jak jem, jak piję, jak tańczę (!!!)

Szczęście porywa ducha i tyle, i porwało
mi, a ja z przyjemnością dałam się porwać.
Wszystko było bardziej idealne niż mogłam oczekiwać.
Przed chwilą opustoszał nasz dom- goście, którzy jeszcze nie wyjechali, przyszli do nas na fondue serowe, przynieśli parę zdjęć.
Zaraz Wam pokażę
Miałam piękny ślub. Miałam bajeczne wesele. Dowiedziałam się, że świetnie chodzę na szpilkach. A to był mój pierwszy raz
Wielokrotnie byłyście mi pomocne, dziękuję i życzę wszystkiego dobrego
Zdjęcia od fotografa będę miała za 2 tygodnie, ale mam małe conieco od gości, kilka odważę się pokazać
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/3172599e82810efb.html
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/a18fca02bfa6d285.html
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/b38ffb0cedcfa957.html
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/8981e2ff45a311d2.html
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/9e1f4c4c8da8459f.html
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/21d769f8a49212b7.html
www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/pelny/582b8e3f0c4c75cb.html