mike2005
28.05.07, 23:04
"Rola męska w dużym stopniu opiera się na aktywności zawodowej, ambicji,
przedsiębiorczości, zaradności, umiejętności radzenia sobie w trudnych
sytuacjach. W przypadku, kiedy mężczyzna utracił pracę lub nie może jej
znaleźć, partnerka oczekuje od niego znalezienia wyjścia z sytuacji.
Bezrobotny partner z reguły traci prestiż w jej oczach, spada jego autorytet.
Nabiera to tempa i ulega pogłębieniu w przypadku, kiedy partner załamuje się,
staje się bierny, bezradny. Inaczej to wygląda, kiedy usiłuje walczyć, zmaga
się z problemem, nie poddaje się, znajduje jakieś zajęcie, potrafi zarobić.
Można jednak spaść z wysokiego piedestału, jeżeli nawet obiektywnie sytuacja
nie jest dramatyczna."
Od takich słów zaczyna się rozdział "Bezrobotny mąż" w najnowszej książce
Zbigniewa Lwa-Starowicza pt. "Ona i On o seksie".
Dalej czytamy:
"Tadeusz i Maria przyszli razem. (...) Okazało się, że przyczyną zaburzeń była
zmiana pozycji męża w jej oczach. (...) Wspólnik jednak oszukał męża i dlatego
doszło do upadku firmy. Tadeusz się załamał, całymi dniami siedział w domu,
oglądał telewizję i nic nie robił. Mobilizowała go, ale nie reagował."
A czy któraś z was, drogie forumowiczki, miała podobne doświadczenia życiowe?
Czy mąż (czy raczej narzeczony) którejś z was znalazł się kiedyś z ręką w
nocniku i musiałyście go "mobilizować"? Jeśli tak, to z jakim skutkiem?
A jeśli nie zdarzyła się wam taka sytuacja, to czy jesteście w stanie
wyobrazić sobie siebie u boku bezrobotnego faceta (zwłaszcza takiego, który
zamiast wziąć sprawy w swoje ręce, użala się nad swoim losem)?
Pozdrawiam,
Mike