nina_persson
15.07.08, 08:57
Biorę ślub cywilny, jestem niewierząca podobnie jak narzeczony i to dla nas
była oczywista i normalna, jedyna możliwa i pełnowartościowa opcja. Ale nie
dla wszystkich.
Okazuje się, że niektóre osoby z bliższej rodziny robią "focha". Usłyszeliśmy
od starszej osoby: "a kiedy kościelny? to się nie godzi! a rodzice tej
narzeczonej wierzący? a narzeczona ma komunię?". Z 90 gości wyszło nam teraz,
że przyjedzie koło 60-70. Niektórzy wymawiają się np. chorobą dziecka (teraz
choruje, a ślub za miesiąc!). Ślub robimy w piątek i zastanawiam się, czy to
nie ma też wpływu na ich decyzję.
Zastanawiam się właśnie jak to jest. Czy młodzi powinni się nagiąć dla
wierzących gości, załatwić dla nich jakąś dyspensę jeśli to możliwe w ogóle,
zrobić ślub w sobotę, czy to goście dla młodych, skoro to ich dzień, powinni
raz ustąpić, pobawić się w piątek i nie komentować ich wyboru.
Ja jestem niewierząca, ale uczestniczyłam w ślubach kościelnych jako gość i
szanuje ich poglądy. Ciekawi mnie to, że nawet nie tylko goście ale sami
młodzi czasem piszą że biorą "tylko ślub cywilny". Dla mnie to jest AŻ ślub
cywilny. Skoro młodzi mają takie podejście, nic dziwnego w sumie, że są często
traktowani gorzej, a ich ślub jako coś mało ważnego.
Co myślicie?
No i właśnie co z tą dyspensą? Jak to jest?
Jak to jest u Was z reakcjami rodziny.
Najbardziej mi szkoda mojego N., bo to z jego rodziną wyszły takie "kwasy".