Byłam dzis na pierwszych naukach przedmałżeńskich. Poszłam tam z
optymizmem i zaciekawieniem. Jestem wierzaca i bardzo byłam ciekawa
tych nauk. Niestety totalnie się rozczarowałam. Ksiadz super ale
pani która nam o kobiecości i meskości... tylko usiasc i płakac. Z
facetów zrobiła bezmozgów którzy tylko patrza co przeleciec i jedyne
co wiedza to jaki ma silnik w samochodzie a kobiety to histeryczki
które jedyne co wiedza o własnym samochodzie to ze jest czerwony (bo
na markach to się nie znaja). Dotego się dowiedziałam ze nie jestem
kobieca bo moi rodzice mnie skrzywdzili w dzieciństwie i urzywają
meskiej formy mojego imienia.

(oj narzeczony się uśmiał jak pani
to powiedziała). Ponad to wszystko pani nie zna
słowa "androgeniczny" i kiedy go urzyłam pani powiedziała ze ona
miąła namysli norme a nie dewiacje i zdziwiłą się ze ja tez mówie o
normie.

Ja nie mogłam się powstrzymywac od komentarzy, pani
wychodziła z siebie a moj narzeczony powiedział ze jeszcze jedno
spotkanie z nia to się wypisujemy z tego i ze jest sama (powiedziała
nam to) bo takie głupoty gada

Oby za tydzien było lepiej... musiałam się tym podzielic bo mnie
nosi to co tam usłyszałam (wszystkiego nie da się opisac).
Podzieliłam się juz z rodzicami tym jaka krzywde mi zrobili z tym
imieniem

ale z Wami tez musiałam