IP: *.toya.net.pl 09.11.09, 20:48
"Łatwo zwoływać konferencję, urządzać happening, krytykować
rządzących. Trudniej wziąć pełną odpowiedzialność i - ewentualnie -
samemu odpierać krytykę."

Łatwo pani redaktor teraz tak pisać, ale jeśli NGO pójdą na wybory ze
wspólnej listy, to zapewne dziennikarze jako pierwsi ich osądzą, że
się sprzedali, że w politykę weszli, że teraz koniec z działaniem dla
miasta...
Zagwarantuje pani, że tak nie będzie?

Nawet jeśli społeczeństwo uwierzy NGO (czyli w siebie), to wystarczy
jeden nierozważny tekst w gazecie, aby zniszczyć tę wiarę, zaufanie.
Weźmie pani pełną odpowiedzialność za to?
Obserwuj wątek
    • hubar Komentarz czytelnika 10.11.09, 11:17
      Na konferencji prasowej widuje się wiele osób, które już bardzo dużo opisały
      tematów o Łodzi i łodzian. Ich teksty są niezwykle cięte, oryginalne, czytane
      poza granicami miasta, a nawet kraju. Wymienię choćby Gazetę Wyborczą Łódź,
      Dziennik Łódzki czy Radio Tok FM. Szkoda, że wspólna troska przejawiająca się
      w artykułach nie ma na celu startu w zbliżających się wyborach do rady
      miejskiej. Marzy mi się jeden klub radnych w samorządzie, któremu zależałoby
      wyłącznie na Łodzi, a nie ma własnych bądź partyjnych profitach.
      Łatwo przychodzić na konferencję, urządzać akcje redakcyjne, krytykować
      rządzących. Trudniej wziąć pełną odpowiedzialność i - ewentualnie - samemu
      odpierać krytykę. Ale to właśnie radni dostają narzędzia, które pozwalają
      skutecznie zmieniać rzeczywistość: usprawniać MPK, organizować dobra promocję
      miasta itp.
      Wybory jesienią. Może już przyszedł czas, by ci, którzy udowodnili, że im na
      Łodzi zależy naprawdę, wzięli sprawy w swoje ręce?

      :->
      pozdrawiam
    • jasam Re: Komentarz 11.11.09, 14:03
      Gdyby w mediach "sensacja" nie była jednym z podstawowych wyznaczników - to może ci działacze mieliby większe szanse na realizację własnych inicjatyw.
      Czy w przypadku pozytywnych propozycji łódzkie media włączą się w pracę ze sektorem pozarządowym, aby próg 6000 głosów nie był barierą?

      Nasze społeczeństwo łatwo skonsolidować "przeciw" ale bardzo trudno uzyskać takie samo zaangażowanie społeczne "dla". I wobec spadającego zaangażowania społecznego w sprawy publiczne (zmęczenie politycznymi harcami) niestety trudno realizować własne wizje przez sektor pozarządowy.
      Dlaczego Radni nie podejmują w swoich działaniach inicjatyw wskazywanych przez organizacje społeczne? Powinni zgodnie z deklaracja wyborczą działać w imieniu i dla dobra mieszkańców - a jakże często są to wyłącznie zagrywki polityczne. Nawet przy cennych inicjatywach.
      Przykład?
      Gdy po wielu miesiącach różnych działań, podpowiedzi dla Radnych, nacisków poprzez media udało się zorganizować specjalną sesję Rady Miasta poświęconą przyszłości Księżego Młyna - zrobiła się z tego zwykła polityczna przepychanka. Argumenty społeczników i ekspertów były tylko narzędziem do politycznej rozgrywki. Tylko grzecznościowo dopuszczono do głosu zaproszonych gości - ich zdanie nie miało żadnego znaczenia.

      Trudno jakoś pominąć ten komentarz.
      Czy nadszedł czas na zmianę ordynacji wyborczej do samorządu, aby kandydaci spoza partyjnego kręgu mieli realne szanse?
      Dlaczego przypadkowe osoby o znanych nazwiskach, które dają szanse danej partii na mandat w radzie lub zasłużeni w kampaniach politycznych beż żadnej wiedzy o problemach miasta wybierani są do Rady Miasta.
      Nie wytworzyliśmy jeszcze zachowań samorządowych w społeczeństwie. I gdy po kilku próbach różnych "porozumień obywatelskich" znowu w pełni upolityczniliśmy samorząd - trudno będzie bez kosztownej akcji medialnej przekonać wyborców, że przedstawiciel NGO (wstaw tu dowolną organizację) startuje, aby realizować własne przekonania tej organizacji, a nie jest powiązany z żadną partią.

      Czy łódzkie media stać na podjęcie partnerstwa dla edukacji obywatelskiej dla dobra Łodzi?
      Może to pozwoli jeśli nie w tych, to w następnych wyborach aby spełniły się słowa Pani Redaktor:

      Marzy mi się jeden klub radnych w samorządzie, któremu zależałoby wyłącznie na Łodzi, a nie ma własnych bądź partyjnych profitach.

      Czego Pani Redaktor i nam wszystkim życzę.
      pozdr.
    • minigry.amor.pl Wiem jedno 13.11.09, 07:59
      Z kimkolwiek rozmawiam, a ma on samochód(w moim przypadku wszyscy), to nikt na
      tych "antyparkingowców, rowerkowiczów, syforemontowiczów i ludzi cofających Łódź
      w rozwoju oraz popleczników antynowoczesności" głosować nie będzie. Tak się
      zarzekają. Mam nadzieję, że mówią prawdę. Niech wygra hala, Manufaktura i
      nowoczesność, połączona z awangardą. Niech przegra GPO i smródki rowerkowe,
      których tylko żal.
      • Gość: rozwojowe władze Wiem jedno - to nie władze walczyły o Manufakturę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.11.09, 12:25
        Kogo więc popierasz? Mieszkańcy jak piszesz szkodzą miastu, władze
        jak widac też nie zawsze sa za rozwojem - kogo popierać?
        To że jest zacofanie cywilizacyjne wokół Manufaktury to dorobek
        obecnych władz, które jedna kadencję zwalczały Apsys, a w drugiej
        nic nie zrobiły.
        Piszesz "jestem za Manufakturą" - jesteś za rodzynkiem w otoczeniu
        biedy?
        "niech wygra hala" - bez parkingów
        Czy to jest ta nowoczesność połączona z awangardą? Współczuję.

        Biała plama na Manufakturze
        Wioletta Gnacikowska 2006-09-26
        miasta.gazeta.pl/lodz/1,35153,3640667.html

        Przez trzy i pół roku prezydent Kropiwnicki udawał, że Manufaktura
        nie istnieje. Patrząc z perspektywy łódzkiego magistratu, w kwartale
        ulic: Ogrodowej, Karskiego, Drewnowskiej i Zachodniej była biała
        plama. Przy Piotrkowskiej 104 przypominano sobie o tym kawałku
        Łodzi, kiedy trzeba było "dołożyć" niechcianemu inwestorowi. A, to
        że nie chce przebudować dróg, planuje tylko blaszany hipermarket
        albo że zdarzają się na budowie wypadki. Mimo rzucania kłód pod nogi
        powstała w Łodzi nowa jakość: kawał zrewitalizowanego fabrycznego
        miasta z prawdziwym 3,5-hektarowym rynkiem, na którym ciągle coś się
        dzieje atrakcyjnego. Manufaktura zrobiła wśród mieszkańców furorę.

        Kropiwnicki pogodził się z Manufakturą na kilka godzin przed
        oficjalnym otwarciem. Poszedł nawet zobaczyć nieznany mu zupełnie
        kawałek miasta i podobno miał powiedzieć "Imponujące!". Ale ta
        wizyta pojednawcza i tak nie zatarła złego wrażenia powstałego przez
        trzy lata na linii Kropiwnicki-Manufaktura. A przecież Manufakturę
        można było znakomicie wykorzystać dla promocji Łodzi oraz w kampanii
        wyborczej Jerzego Kropiwnickiego. Prezydent Manufakturę przegrał i
        choć być może miał swoje racje, bocząc się na inwestora, to jak taki
        strateg jak Kropiwnicki mógł nie przewidzieć sukcesu Francuzów.
        • Gość: rumburak Re: Wiem jedno - to nie władze walczyły o Manufak IP: *.lodz.mm.pl 13.11.09, 17:04
          > Kogo więc popierasz? Mieszkańcy jak piszesz szkodzą miastu,

          Jacy mieszkańcy? Licealiści na rowerach!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka