Gość: gosc
IP: *.range86-166.btcentralplus.com
20.02.10, 20:57
Praca w Virtual Line - odradzam... przestroga
Chciałbym przestrzec młodych inżynierów i mgr inż. informatyków
przed pracą w firmie Virtual Line z ul. Tuwima w Łodzi, w której
miałem nieszczęście odbywać tzw. "staż" 2 tygodniowy, z którego
zrezygnowałem po 4 dniu...
Wszystko zaczęło się bardzo profesjonalnie, ogłoszenie o pracę w
portalu "praca.egospodarka.pl".
Firma VL poszukuje pracownika na stanowisko konsultant helpdesk oraz
technik d/s utrzymania sieci. Złożyłem swoje cv i list drogą
elektroniczną, odezwano się do mnie w miarę szybko, zostałem
zaproszony na dwie rozmowy kwalifikacyjne. Druga z nich trwała
niecałą godzinę. Zadawano mi najrozmaitsze pytania dotyczące
zagadnień informatycznych, z naciskiem na sieci komputerowe i
wszystko co z tym związane (jestem inż. informatyki, specj. sieci
komp.). Muszę przyznać, że poradziłem sobie z wszystkimi pytaniami i
nie miałem sobie nic do zarzucenia... Po 3 godzinach od rozmowy
zadzwoniono do mnie z firmy VL i powiedziano, że proponują mi pracę
na stanowisku technika ds. sieci, a nie konsultanta helpdesk jak
aplikowałem, ponieważ lepiej się ze swoją wiedzą sprawdzę na
stanowisku technika d/s sieci...
Na początek zaproponowano mi 2 tygodniowy "staż" przez który musi
przejść każdy pracownik VL rozpoczynający swoją karierę w tej
firmie, za który zaproponowano mi kwotę 50 zł za tydzień
(pięćdziesiąt złotych!). Następnie miała być umowa zlecenie - na
okres od miesiąca do trzech a następnie, zgodnie z moimi
oczekiwaniami umowa o pracę (zależało mi na składkach ZUS i
Ubezpieczeniu Zdrowotnym)...
Hehehe... W rozmowach z poznanymi kolegami (bardzo sympatyczni
ludzie), okazało się, że w tej firmie nie praktykuje się
zatrudniania kogokolwiek na umowę o pracę. W większości przypadków
ludzie ci pracują na umowę zlecenie i sami opłacają sobie składki
zdrowotne (lub tego nie robią) oraz co po niektórzy III filar.
Kierownik zespołu zachęca też pracowników do założenia własnej
działalności gospodarczej i rozliczania się z firmą na zasadzie
faktur VAT (część osób tak robi).
Po okresie pierwszej umowy zlecenie od 1 do 3 mies. gdy pracownik
chce aby z nim podpisano umowę o pracę jest on zwalniany z firmy
jeśli nie zgodzi się na dalszą współpracę na zasadzie umowy
zlecenie.
Ponadto wynagrodzenie oscylujące w granicach 1,2 - 1,4 tys zł na
rękę nie jest żadną rewelacją dla inżyniera, w dodatku bez opłacanej
składki na ZUS i ubezpieczenie zdrowotne... (to nie jest umowa o
pracę).
inne rewelacje:
- po pracy można zostać w każdej chwili wezwanym na usterkę (nawet o
godz. 23.00) jeśli dzieje się coś złego z infrastrukturą sieciową
- należy posiadać własny samochód za który firma oddaje koszty
benzyny plus narzut 20% (na wydatki związane z eksploatacją wozu,
czyli wymiana płynów i podzespołów), a gdy wóz się popsuje należy
poświęcić dzień - dwa ze swojego urlopu wypoczynkowego na jego
naprawę.
- coś co było gwoździem do trumny mojej decyzji i odejściu
ze "stażu", a mianowicie: roznoszenie ulotek po łódzkich osiedlach,
reklamujących usługi dostępu do internetu w Virtual Line (pudełeczko
2000 szt.).
Gdy tylko wręczono mi taki pakuneczek z ulotkami, z miejsca
wykonałem telefon do kierownika i oświadczyłem mu że sądziłem, że
pracuję w firmie informatycznej a nie w firmie w której informatycy
roznoszą ulotki i pożegnałem się z całym tym bajzelem...
Ja rozumiem, że pracodawcy oszczędzają jak mogą, rozumiem, że należy
ograniczać koszty a dla pracodawcy zatrudnienie pracownika na umowę
o pracę wiąże się z kosztami w postaci opłacania za niego składek na
ZUS itp... ale do kur.... y nędzy chyba są jakieś granice
poszanowania ludzkiej godności... ja w każdym razie nie będę
roznosić ulotek żadnych i zasuwać praktycznie 24 godziny na dobę dla
niewielkich zarobków i bez opłacanej składki na zus i zdrowotne...
Odradzam tą firmę wszystkim inżynierom informatykom, to jest po
prostu wyzysk w biały dzień! A prezes ma domek w Łagiewnikach...
Pozdrawiam!