porbs
15.09.10, 18:41
Jak wiadomo już niedługo wybory samorządowe. Znów będzie wybór wielu kandydatów. Jednak dla mnie jedno nasuwa się pytanie czy lepiej wybierać kandydatów partii politycznych działających na terenie całego kraju i typującego tutaj jakiegoś człowieka czy kandydata z lokalnej organizacji czy też kogoś totalnie niezależnego?
W wątkach są dywagację czy Fotyga pójdzie na Łódź itp. Niestety pewnie większość pójdzie za kandydatem, zgodnie ze swoim poparciem partyjnym. Nieważne czy to PO, PiS, Samoobrona SLD czy WiP. Decyzja zostanie podjęta w centralach warszawskich. Nie ma co prawda jeszcze sytuacji jak w Warszawie, gdzie Warszawiakami okazują się Marcinkiewicz czy Olejniczak, jednak rozstaw przez partie służy takim działaniom (nasuwa się pytanie czy prezydentem miasta musi być człowiek z tego miasta?- są tutaj i plusy i minusy).
Przykład m. in. Wrocławia pokazuje że bezpartyjny prezydent (przy lekkim romansie z PO) to wybór bardzo dobry.
Z kolei nasz przykład i wybór w 2002 (bo już nie w 2006) Kropiwnickiego pokazuje, ze umiemy w naszym mieście odciąć się od partyjnych przywyczajeń i można zagłosować na kogoś nie związanego z większą organizacją. Trochę jednakże może to popsuć nieudane rządy Kropiwnickiego, zakończone przygniatającą porażką w referendum, jednak czy nie warto spróbować raz jeszcze? Organizacji jest sporo- Lepsza Łódź, Wojewódzki Ruch Samorządowy, ŁPO (akurat z nimi zupełnie mi nie podrodzę) to przykłady z wyborów 2006. W tym roku miejmy nadzieje też będzie z czego wybierać na wszystkich czterech frontach.
W wyborach do rad osiedli również, w 2001 roku, wystartowała lista SLD. Jestem ciekaw czy na szczeblu rady osiedla, ktoś się skusił mamiony, symbolem partyjnym, kiedy w tej półce zna się osobiście wielu kandydatów?
Oczywiście prezydent z partii szczebla krajowego ma też swoje plusy, zwłaszcza kiedy jest to pocja rządząca (w 2006 roku przyważyłoby to na głos na Kropwinickiego). Tylko czy suma korzyści jest większa? Czy lepszy jest człowiek, który jest niezależny od góry?