Dodaj do ulubionych

Łódź we Wprost

14.09.04, 23:12
Nikt nie czyta Wprost? ;)

http://www.wprost.pl/ar/?O=66179&C=57

Łódź czterech kultur
Tygodnik "Wprost", Nr 1137 (12 września 2004)

Łódź końca XIX wieku i początków wieku XX była miastem praktycznie wolnym od
ksenofobii

Leszek Skrzydło
Reżyser filmów dokumentalnych i oświatowych, autor filmów i książek o historii
Łodzi

Zapamiętałem Łódź jako miasto tolerancji, miasto różnych kultur, różnych
narodów, które obok siebie żyły. Wyrośliśmy tu na Europejczyków! Nie było mnie
potem stać ani na patriotyzm, ani na nacjonalizm, ani na religijne zaścianki"
- napisał znany łodzianin, niemiecki tłumacz i popularyzator literatury
polskiej Karl Dedecius. Na przełomie XIX i XX wieku różne religie i
narodowości były w Łodzi wręcz skazane na współistnienie. Nic zatem dziwnego,
że we współczesny łódzki kalendarz kulturalny bez kłopotów wpisał się Festiwal
Dialogu Czterech Kultur. Bo te kultury zawsze tu były obecne, nawet wtedy, gdy
zabrakło tworzących je narodowości.
Na miano tygla kultur Łódź pracowała wiele lat, począwszy od uruchomienia
pierwszych warsztatów w latach 20. XIX wieku. Zanim jednak doszło do rewolucji
przemysłowej w tej biedniej, mało komu znanej osadzie, mieszkali tam głównie
Polacy. W 1820 r. Łódź miała 767 mieszkańców, z czego do gminy żydowskiej
należało 259 osób. Szybko zaczęła też wzrastać liczba osadników z ziem
niemieckich: w pewnym okresie stanowili oni nawet większość ludności Łodzi.
Dokładne dane pochodzą jednak dopiero z końca XIX wieku: wtedy Polacy w Łodzi
stanowili ponad 46 proc. ludności (145 tys.), Niemcy ponad 29 proc. (92 tys.),
Żydzi ponad 21 proc. (67 tys.), a Rosjanie 2,5 proc. (około 7 tys.). Po
odzyskaniu niepodległości (dane z 1921 r.) Niemcy byli już znacznie mniej
liczni - 7 proc. (31 tys.), Polacy stanowili 62 proc. społeczności (280 tys.),
zaś Żydzi 30 proc. (139 tys.).

Żydzi, obrońcy polskości
Trzy główne grupy narodowościowe kultywowały własne tradycje, zakładając
zespoły śpiewacze i teatry czy obchodząc święta narodowe. Gdy któraś grupa
narodowościowa przesadzała z uderzaniem w nacjonalistyczne tony, ironicznie
piętnowała to miejscowa prasa. W największym stopniu taką skłonność wykazywali
Niemcy - chcieli na przykład, by w miejskiej straży pożarnej, złożonej z
przedstawicieli różnych narodowości, komendy wydawano wyłącznie w języku
niemieckim. To, że zarząd Łódzkiego Chrześcijańskiego Towarzystwa
Dobroczynności zdominowany był przez Niemców, nie przeszkadzało jednak w
zgodnej współpracy z Żydami przy organizowaniu akcji charytatywnych.
Życie kulturalne Łodzi to przykład harmonijnej współpracy albo uzupełniania
się ofert poszczególnych grup narodowościowych. Trudno jednak mówić o wielkiej
ofercie kulturalnej w mieście o naprawdę nielicznej klasie średniej - w Łodzi
byli głównie milionerzy i biedota. Teatry istniały dzięki kilku zapaleńcom,
frekwencja była chimeryczna, często trudno było zapełnić sale. Na początku XX
wieku dyrekcję teatru miejskiego w Łodzi (polskiego) objął młody Aleksander
Zelwerowicz i choć działał zaledwie przez kilka lat, udało mu się wystawić
najcenniejsze dzieła polskiej klasyki: "Dziady", "Klątwę", "Irydiona" i
"Wesele". Polskiej scenie pomagali przetrwać przemysłowcy żydowscy, natomiast
Niemcy wspierali własny teatr. Korespondent "Izraelity" donosił z Łodzi:
"Jeśli kto w tym mieście popiera ojczystą [polską] scenę, miejscowe talenta,
to właśnie tylko Żydzi". I na dowód przytaczał fakt, iż kiedy chciano za
wszelką cenę utrzymać w Łodzi polski teatr i postanowiono wprowadzić
abonament, trzy czwarte biletów abonamentowych kupiły rodziny żydowskie. Były
one najczęściej już zasymilowane albo znajdowały się na drodze do asymilacji.

Rywalizacja mecenasów
Rywalizacja mecenasów kultury z różnych narodowości powodowała, że do Łodzi
zjeżdżali głośni artyści. Występowała tam na przykład Helena Modrzejewska.
Ignacego Paderewskiego sprowadził przemysłowiec Henryk Grohman. Grohman sam
grał na skrzypcach, występował nawet na scenie w kwartecie wykonującym utwory
Schumanna, Mozarta i Beethovena. Organizował on publiczne koncerty, na które
zapraszał znanych wykonawców.
Wielu przemysłowców chciało być mecenasami sztuki, popierać twórców. Łódzki
malarz Samuel Hirszenberg otrzymał od Izraela Poznańskiego stypendium na
studia malarskie za granicą. Artysta odpracował później stypendium, dekorując
wnętrza pałacu fabrykanta. Wspólnie urządzano wystawy i organizowano dla
malarzy plenery w podłódzkich posiadłościach (np. Teresa Silberstein w
Lisowicach). Obrazy składające się na ekspozycje pokazywane w mieście
pochodziły z prywatnych zbiorów fabrykantów. Jedną z najgłośniejszych wystaw
była ta zorganizowana w 1916 r. w ramach Wielkiej Kwesty Ogólnokrajowej
Ratujcie Dzieci. Złożyły się na nią dzieła artystów francuskich,
szwajcarskich, angielskich i niemieckich, m.in. Renoira, Sisleya, Achenbacha,
Degasa. Polską sztukę reprezentowali Matejko, Malczewski, Chełmoński,
Pankiewicz, Brandt i Gierymscy.

Porozumienie ponad religiami
Standardem w Łodzi były wspólne wystąpienia przedstawicieli trzech
społeczności w sprawach ważnych dla miasta. Zgodnym wysiłkiem przemysłowców
ruszyły w Łodzi pierwsze na terenie Królestwa Polskiego elektryczne tramwaje.
Powstawały szpitale, przytułki, przychodnie, szkoły i świątynie. Komitety
założycielskie budowy świątyń grupowały reprezentantów trzech narodowości, bez
względu na to, jakie wyznanie miała reprezentować budowla. Budowę kościołów
katolickich często wspierali ewangelicy, na przykład Scheibler, Herbst czy
Geyer. Scheiblerowie przekazali 50 tys. rubli na budowę katolickiego kościoła
Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, współfinansowali też, wraz z rodziną
Herbstów, budowę kościoła św. Stanisława Kostki, czyli dzisiejszej
archikatedry w Łodzi.
Jedna z najwspanialszych świątyń Łodzi, tzw. synagoga postępowa, stanęła przy
ówczesnej Promenadzie (dziś nie ma po niej śladu, bo zniszczyli ją na początku
wojny hitlerowcy). Niektórzy członkowie zarządu synagogi żądali, by rabin
wygłaszał kazania po polsku. Nie był to jednak kurtuazyjny ukłon wobec
większości mieszkańców miasta, ale efekt postępującej asymilacji. Ten proces
najlepiej widać na przykładzie rodziny Poznańskich, w której już w drugim
pokoleniu zaczęły się pojawiać typowo polskie imiona: Mieczysław, Stanisław,
Kazimierz.

Łódź bez ksenofobii
Łódź sprzed lat była miastem praktycznie wolnym od ksenofobii. Zgodne
współistnienie różnych grup narodowościowych nie wypływało z idealizmu.
Mieszkańcy Łodzi jechali po prostu na tym samym wózku. Jednym chodziło o
zyski, innym o pracę i obie te sprawy mogły mieć trwałe podstawy tylko wtedy,
gdy panował spokój.
Nic dziwnego, że w Łodzi, mogącej się poszczycić wielkimi osiągnięciami we
współpracy narodów i kultur, powstała idea organizowania Festiwalu Dialogu
Czterech Kultur (tegoroczny jest trzecim z kolei). Przy okazji pojawia się
pytanie: dlaczego jest to impreza czterech, a nie trzech kultur? Jakie miejsce
w tym dialogu ma zajmować rosyjski zaborca? Jeśli jednak rozejrzeć się po
Łodzi, napotkamy niejeden pozytywny ślad rosyjskiej obecności. To nie tylko
cerkwie, ale także szpitale, o które zabiegał Rosyjski Czerwony Krzyż, oraz
banki, jak ten przy alei Kościuszki, wybudowany w latach 1905-1907 (dziś
mieści się tu siedziba NBP). W istocie w Łodzi mieliśmy dialog czterech
kultur. Przypomnienie tego czwartego składnika ma o tyle sens, że dzięki temu
organizatorzy nie mają problemów z zapraszaniem wielkich gwiazd rosyjskiej
kultury, na przykład Teatru Bolszoj z Moskwy (w ubiegłym roku). Dialog
czterech kultur był siłą Łodzi i jest szansa na to, że nadal będzie.

* Najważniejsze imprezy festiwalu 2004 "Wszystko zaczyna się i kończy z
kobietą", wystawa malarstwa Kathariny Mann (Niemcy) - Galeria Bałucka (do 25
września)
* "Adam Zmartwychwstały", Gesher Theatre (Izrael) - Stary Rynek (6 września)
* "Zamki znad Loary i pałace Łodzi", wystawa malarstwa Marii
Obserwuj wątek
    • topjes "Łódź staje się coraz modniejsza!" 14.09.04, 23:16
      Nieźle brzmi, prawda? :))) Moje obserwacje są podobne. Ostatnio wśród moich
      znajomych spoza Łodzi wzrasta zainteresowanie tym miastem. Wpadają np
      Warszawiacy na Pietrynę do knajpy, na piwko, kino... wieczorem w pociąg i do
      domu... Poza tym zmieniło się nastawienie trochę. To już nie tylko nie jest
      obciach przyjeżdżać tu, ale jest to nawet trochę trendy ;)

      pzdr
      topjes

      www.wprost.pl/ar/?O=66159&C=57
      "Łódź - secesja, pałacyk i działka nad zalewem
      Łódź staje się coraz modniejsza! Niewielka odległość od Warszawy i specjalna
      strefa ekonomiczna przyciągają inwestorów. Kupno trzypokojowego mieszkania (65
      m2) przy legendarnej Piotrkowskiej to inwestycja rzędu 114 tys. zł. Wynająć
      można trzy pokoje (90 m2) za 1200 zł miesięcznie. Zabytkowa czterokondygnacyjna
      kamienica w śródmieściu (przy ulicach Kościuszki i Wólczańskiej) o powierzchni
      4,8 tys. m2 kosztuje około 3,8 mln zł. Najdroższe dzielnice (Żabiczki, Grotniki
      i Sokolniki) przyciągają zwłaszcza ludzi wolnych zawodów. W Grotnikach za
      działkę o powierzchni około 2,7 tys. m2 z murowanym domem o powierzchni 94 m2
      trzeba zapłacić 150 tys. zł. Znalezienie w tej okolicy terenu pod zabudowę
      graniczy z cudem. Metr kwadratowy kosztuje około 50 zł. Podobnie jest w nieco
      dalej położonych Sokolnikach; tu za 2 tys. m2 działki z domem zapłacimy 250 tys.
      zł. Metr kwadratowy terenu rekreacyjnego kosztuje 30-50 zł. Na osiedlach
      Julianów i Radiostacji za domy z cegły budowane w okresie międzywojennym trzeba
      zapłacić 280-400 tys. zł.
      Sporym powodzeniem cieszą się tereny w pobliżu zalewów Jeziorsko i
      Sulejowskiego; działka w okolicach Sulejowa o powierzchni 2,5 tys. m2 kosztuje
      25 tys. zł, a 800 m2 nad Jeziorem Ślesińskim - 30 tys. zł. Za siedlisko z
      gruntem (w pobliżu Pęczniewa, Brzezin czy Uniejowa nad Wartą) o powierzchni 6
      tys. m2 zapłacimy prawie 22 tys. zł, za działkę liczącą 7,4 tys. m2 - 37 tys.
      zł. Duża działka z domem i murowanymi budynkami gospodarczymi o powierzchni 1,3
      tys. m2 kosztuje 960 tys. zł. "

      • hubar Re: "Łódź staje się coraz modniejsza!" 14.09.04, 23:45
        topjes napisał: >
        > "Łódź - secesja, pałacyk i działka nad zalewem
        > Łódź staje się coraz modniejsza! Niewielka odległość od Warszawy i specjalna
        > strefa ekonomiczna przyciągają inwestorów. Kupno trzypokojowego mieszkania (65
        > m2) przy legendarnej Piotrkowskiej to inwestycja rzędu 114 tys. zł. Wynająć
        > można trzy pokoje (90 m2) za 1200 zł miesięcznie. Zabytkowa czterokondygnacyjna
        > kamienica w śródmieściu (przy ulicach Kościuszki i Wólczańskiej) o powierzchni
        > 4,8 tys. m2 kosztuje około 3,8 mln zł.
        ##
        Tylko żeby nam się z Wawki nie nazjeżdżało "elementu" ;-)


        > Najdroższe dzielnice (Żabiczki, Grotniki i Sokolniki)...
        ##
        Ciekawe, toż to nasza Łódź już taka wielka?



        Poza tym, bardzo pozytywnie :-)
    • hubar Łódź we Wprost "Z Łodzi do Lodziji" 15.09.04, 00:08
      www.wprost.pl/ar/?O=65886 /

      Łączy nas getto historii i kultury


      Szewach Weiss
      Były ambasador Izraela w Polsce, profesor uniwersytetu w Hajfie, przewodniczący
      Knesetu (1992-1996), delegat Knesetu do Rady Europy (1984-1999), od 2000 r.
      przewodniczący Światowej Rady Yad Vashem

      O Holocauście, zagładzie Żydów w czasie II wojny światowej, można mówić jako o
      drodze z Piotrkowa Trybunalskiego do Łodzi. W Piotrkowie Niemcy zorganizowali
      bowiem pierwsze getto żydowskie na terenie Polski, a w Łodzi - ostatnie.
      W Polsce przedwojennej nie było gett. Polacy żyli obok Żydów; uczyli się w tych
      samych szkołach, leczyli w tych samych szpitalach, wspólnie się bawili. Getta -
      rozumiane jako skupiska Żydów - tworzono w Niemczech i innych krajach
      zachodnich, na przykład we Włoszech. Ale nie w Polsce.
      Do 1939 r. w Polsce mieszkało 3,5 mln Żydów. Przeważnie żyli w wielkich miastach
      - w Warszawie było ich 400 tys., w Łodzi - ćwierć miliona. Łódź w tamtym okresie
      była symbolem wielokulturowości. O charakterze miasta decydowali Polacy, a obok
      nich - Żydzi, Niemcy, Ukraińcy, Rosjanie. Wszyscy wspólnie wytwarzali atmosferę
      solidarności, serdeczności, którą przerwała dopiero II wojna światowa. Żydowska
      społeczność w Łodzi była bardzo silna, wykształciła własny, lokalny sposób
      bycia. Słychać to było chociażby w języku. Wszyscy łódzcy Żydzi mówiący w jidysz
      charakterystycznie przeciągali "o" - w ten sposób mówiono tylko w Łodzi.
      Łódzcy Żydzi byli bardzo dobrze zorganizowani, mieli własne kluby, organizacje,
      partie syjonistyczne, m.in. Bund, słynne żydowskie ugrupowanie socjalistyczne,
      do którego należał Marek Edelman. Wielu Żydów stamtąd wyjeżdżało do Palestyny,
      by zakładać pierwsze kibuce. W Tel Awiwie przemysłowcy z Łodzi otworzyli
      pierwszą w Ziemi Świętej fabrykę pończoch. Zbudowali ją z czerwonej cegły
      (surowiec charakterystyczny dla Łodzi, ale niespotykany na Bliskim Wschodzie) i
      nazwali Lodzija. Działa ona cały czas. Co więcej, to jedna z najprężniejszych
      tego typu fabryk w Izraelu. A dzięki niej Łódź to jedno z najbardziej znanych
      polskich miast w tym kraju.
      Łódzkie getto było jednym z największych w czasie II wojny światowej. Zginęło w
      nim wielu Żydów. Słynęło z tego, że było świetnie zorganizowane. Szefem
      tamtejszego judenratu był Mordechaj Chaim Rumkowski. Do dziś historycy w Izraelu
      starają się rozgryźć, kim był naprawdę. Z jednej strony był fantastycznym
      organizatorem, który bardzo umiejętnie poukładał życie w getcie. Dlatego Niemcy
      długo ociągali się z jego zlikwidowaniem, do końca wykorzystując system pracy
      stworzony przez Rumkowskiego. Opuścił getto jako jeden z ostatnich, dopiero pod
      koniec sierpnia 1944 r.; dzięki niemu udało się uratować 14 tys. osób. Z drugiej
      strony słychać też głosy, że był szpiegiem, że kolaborował z Niemcami. Nie wiem,
      jaka była prawda, nie chciałbym go osądzać. Nie zmienia to faktu, że był jednym
      z symboli łódzkiego getta.
      Nie ma już Żydów w Łodzi. Obecnie mieszka tam 200-300 osób pochodzenia
      żydowskiego. Nie zostało już prawie nic ze śladów dawnej żydowskiej kultury.
      Nikt nie pamięta występów dwóch słynnych komików Dżigana i Szumachera. Ich humor
      był niezwykle mądry, oddawał bogactwo żydowskiej kultury. Obaj przeżyli
      Holocaust, po wojnie od podstaw stworzyli teatr w Izraelu. Rzadko kto pamięta,
      że Julian Tuwim czy Artur Rubinstein byli łódzkimi Żydami. Ostatnim śladem
      żydowskiej kultury w Łodzi jest restauracja, która do dziś podaje tradycyjne
      żydowskie potrawy.
      Obchody 60. rocznicy likwidacji getta w Łodzi to inicjatywa prezydenta Jerzego
      Kropiwnickiego. W Polsce jest coraz więcej takich uroczystości. Gdy byłem
      ambasadorem, odczuwałem w Polsce wyraźną tęsknotę za kulturą żydowską. Polacy i
      Żydzi wspólnie przeszli przez Holocaust. Teraz, gdy dorosło trzecie powojenne
      pokolenie, zaczyna się rodzić solidarność, wspólnota między oboma narodami.
      Raduje moje serce, że łączy nas dziś, w cudzysłowie - rzecz jasna - getto
      historii i kultury.

      Współpraca: Ewa Szmal

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka