Dodaj do ulubionych

o Łodzi w "Polityce"

16.09.04, 17:17
Łódzkie spotkanie kultur

Po raz trzeci odbył się w Łodzi Festiwal Dialogu Czterech Kultur. I po raz
kolejny okazało się, że karkołomny z pozoru pomysł przynosi bardzo ciekawe
rezultaty.


PIOTR SARZYŃSKI




Pomysł jest ryzykowny, bo zderzono ludyczny z natury rzeczy „festiwal” z
poważnie brzmiącym „dialogiem”. Imprezę zorganizowano w Łodzi, która ma
wprawdzie spore tradycje kulturalne, ale dziś kojarzy się raczej z
politycznymi hołupcami i cmentarzyskiem naszego przemysłu włókienniczego. W
mieście, które przez swe zabytki mogłoby stać się turystyczną atrakcją, ale
przez swoje zaniedbania raczej odstrasza przyjezdnych. No i kultury, z
którymi też w tym miejscu są różne kłopoty. Żydowska, po której istnieniu
pozostały tu tylko okruchy, ale za to wiele antysemickich wygłupów
piłkarskich kibiców. Rosyjska, kojarzona z zaborcą, carskimi ukazami i paroma
cerkwiami, niemal wymazana ze świadomości miasta wraz z odzyskaniem przez
Polskę niepodległości. Niemiecka, ważna, ale postrzegana jako niezbyt
przyjazna. No i polska. Ale twórca festiwalu Witold Knychalski wiedział, co
robi. Owa mieszanka okazała się bowiem równocześnie i pociągająca, i
stwarzająca ogromne możliwości. Te kultury i stojące za nimi nacje przez całe
stulecia były przecież najważniejszymi punktami odniesienia przy budowaniu
naszej narodowej tożsamości.

Tworzenie programu tego festiwalu przypomina budowanie jakiegoś zawiłego
układu równowagi. Nie tylko pomiędzy czterema kulturami. Także między ofertą
ambitną i tą dla ludu. Pomiędzy kinem, teatrem, sztuką, muzyką i estradą. A w
końcu pomiędzy tym, co Łódź chce pokazać innym, a tym, co z Polski i ze
świata chciano by pokazać łodzianom. W tym roku ów balans uległ wyraźnemu,
ale świadomemu zachwianiu, za sprawą przypadającej tuż przed festiwalem 60
rocznicy likwidacji getta łódzkiego. Kultura żydowska zdominowała więc
program, ale też okazała się prawdziwie intrygująca.

Wspomnieć wypada o wręcz metafizycznym (w jego trakcie przyszła potężna burza
z piorunami) widowisku przygotowanym przez Jerzego Kalinę, w którym wystąpił
chyba najsłynniejszy na świecie kantor Joseph Malowany z nowojorskiej
synagogi przy 5 Alei. Także o rewelacyjnym Teatrze Gesher z Izraela, który
dokonał rozliczenia z Holocaustem w konwencji tragikomicznej, niekiedy
groteskowej, na pewno odważnej i niespotykanej na naszych scenach. Oczyma
wyobraźni już widzę tę lawinę zarzutów o antysemityzm, gdyby ich „Adama
Zmartwychwstałego” wystawiono w którymkolwiek z polskich teatrów. Wymienić
też trzeba monodram wybitnej izraelskiej aktorki Orny Porat, znanej bywalcom
teatralnym ze świetnej roli w „Dybuku” Warlikowskiego (ten spektakl zresztą
też pokazano na festiwalu).

Już po raz drugi w program festiwalu wpisaliśmy się także z naszym
redakcyjnym „daniem firmowym”, czyli połączeniem dyskusji ze spotkaniem z
jakąś interesującą postacią. Było ich 6 i odbywały się pod hasłem „Forum
Polityki”. Mirosław Pęczak dyskutował więc z Michałem Urbaniakiem o
przekraczaniu granic w muzyce, Adam Szostkiewicz z Pawłem Śpiewakiem o tym,
jak dziś rozmawiać o Holocauście, Dorota Szwarcman z Giją Kanczelim o muzyce
współczesnej, Zdzisław Pietrasik z Krzysztofem Warlikowskim o jego statusie
gwiazdy, Janusz Wróblewski z Krzesimirem Dębskim o tym, czy pisanie muzyki
filmowej to rodzaj chałtury czy twórczości, zaś niżej podpisany z połową
łódzkich architektów i urbanistów o tym, jak ratować sypiące się miasto.

Wypełnione po brzegi sale podczas spotkań Forum „Polityki” jeszcze raz
dowiodły, że Polacy nie tylko chcą z kulturą obcować w kinie, teatrze i
salach koncertowych, ale też odczuwają wielką potrzebę słuchania o niej i
rozmawiania. Okazuje się, że w świecie informacyjnego szumu, fałszywych,
przelotnych gwiazd lansowanych przez kulturę masową oraz mnogości kulturalnej
oferty ludzie szukają wskazówek i wyjaśnień, co i dlaczego jest dobre, co
myśleć o tym czy innym przedsięwzięciu artystycznym, dlaczego mają się
zachwycać jednym, a pogardzać czymś innym. I dlatego z podobną ciekawością
oglądają nowy spektakl, jak wsłuchują się w zwierzenia jego reżysera.
Festiwal i dialog – to naprawdę niezłe połączenie.

Obserwuj wątek
    • hubar Re: o Łodzi w "Polityce" 16.09.04, 17:30
      Kolejny + dla Łodzi

      :-D
      • topjes Re: o Łodzi w "Polityce" 16.09.04, 23:28
        > Kolejny + dla Łodzi

        Taaak... ostatnio się istotnie zmienia w Polsce nastawienie do Łodzi. Ja to też
        zauważam. Oby dobra passa trwała na tyle dużo by doprowadziła do jakichś
        istotnych zmian...

        pzdr
        topjes
        • hubar Re: o Łodzi w "Polityce" 17.09.04, 10:05
          topjes napisał:
          >Taaak... ostatnio się istotnie zmienia w Polsce nastawienie do Łodzi.
          ##
          Wreszcie! Przy okazji media ogólnopolskie mają o czym dobrym informować :-)


          >Ja to też
          >zauważam. Oby dobra passa trwała na tyle dużo by doprowadziła do jakichś
          >istotnych zmian...
          ##
          Powoli powoli, kropla urabia skałę :-)
    • Gość: mr x Re: o Łodzi we "Wprost" IP: *.p.lodz.pl 21.09.04, 11:51
      Polski apartheid
      Tygodnik "Wprost", Nr 1121 (23 maja 2004)


      6 milionów obywateli żyje w gettach beznadziei

      Tu się kończy prawo" - taki napis widnieje na murach wielu bloków w łódzkich
      dzielnicach Bałuty i Widzew. To stąd pochodzi większość uczestników niedawnych
      starć ze studentami i policją na tzw. Lumumbowie. Nazywają siebie białymi
      Murzynami, a swoją dzielnicę polskim Soweto (swego czasu najbardziej znane
      getto czarnych w Republice Południowej Afryki). Ożywiają się, gdy skopią
      lub "popieszczą" utłuczoną butelką "paździerza", czyli osobę wyglądającą zbyt
      porządnie (na przykład noszącą markowe ciuchy). Przeważnie mieszkają w blokach
      z wielkiej płyty, wielu pracuje na czarno, na przykład handlują pirackimi
      płytami kompaktowymi, przemycanymi częściami komputerowymi lub kradzionymi
      akcesoriami samochodowymi. Wielu ma "randki z marianną", czyli pali skręty.
      Niektórzy wciąż szprycują się kompotem, czyli polską heroiną. Prawie wszyscy
      piją piwo. Mówią, że to o nich śpiewa Kazik Staszewski. Są wściekli, bo jedyną
      perspektywą jest widok tej samej klatki schodowej przez najbliższe
      kilkadziesiąt lat, nawet gdy będą już mieli własne rodziny i dzieci.

      Strzeż się tych miejsc!
      - Zapierdoliłem psu w ryj betonem, a potem wykurwiłem z glana chujowi -
      przechwala się po starciu z policją mieszkaniec łódzkich Bałut. Słownik jego i
      kolegów składa się właściwie z czterech słów: kurwa, chuj, pierdolić, jebać.
      Przy ich użyciu potrafią bez problemu opisać swój świat i przeżycia. Po pewnych
      modyfikacjach poczynionych na przedrostkach pojemność znaczeniowa tych słów
      może zdumiewać. Do tego dochodzi kilka gestów, ze słynnym "fakju", oraz takie
      środki wyrazu, jak pierdnięcia i beknięcia oraz rozmaite dźwięki
      nieartykułowane.
      Podczas pobytu w Łodzi ma się wrażenie, że miasto jest okupowane przez
      dresiarzy. Prościej byłoby wymienić dzielnice, w których ich nie widać.
      Wystarczy skręcić z Piotrkowskiej, by natknąć się na dresiarzy wystających po
      bramach, choćby na ulicy Wólczańskiej. Pytanie o pracę ich obraża. - Nie ma,
      kurwa, roboty i już - mówi podchmielony dwudziestolatek. Po krótkiej indagacji
      przyznaje, że urząd pracy zna tylko z kasy, gdzie odbiera zasiłek. Ofert
      programowo nie czyta. - Mam się schylać po 600 złotych od jakiegoś pierdolonego
      kapitalisty i zapierdalać jak głupi po osiem godzin? - pyta retorycznie.
      Na Teofilowie, gdzie "ŁKS rządzi", dresiarze stoją w każdej bramie. Kuba
      przepracował w swoim życiu legalnie zaledwie miesiąc. Po samochodowej
      zawodówce, gdzie uczył się naprawiać małe fiaty i polonezy, pracy nie mógł
      znaleźć. Zatrudnił się jako ochroniarz w supermarkecie. Po miesiącu przestało
      mu się opłacać stanie za 4 złote na godzinę. Niechętnie jednak przyznaje, że to
      firma się z nim rozstała. Powód - podejrzenia o to, że przymyka oczy, gdy
      kumple z jego osiedla kradną.
      W dzielnicy Widzew rządzą kibole. "Zakamarków, końca tras brudnych ulic, gdzie
      jest mrok, strzeż się" - ten fragment piosenki Klausa Mittfocha "Strzeż się
      tych miejsc!" choć mówi o wrocławskim trójkącie bermudzkim, pasuje również do
      Widzewa. - Panie, tutaj nawet w dzień strach, a po zmroku nikt zdrowy na umyśle
      na ulicę nie wyjdzie - mówi spotkana staruszka. Tutejszy pejzaż to śmieci,
      napisy i malunki sprayem. I wszechobecny smród uryny.
      Bałuty złą sławą cieszą się właściwie od zawsze. Stan świadomości tutejszego
      mieszkańca świetnie oddają słowa cytowane w blogu (dzienniku internetowym)
      jednego z ziomali (tutejszego): "Fakt w mózgu luka. Ja wolę się nastukać". Na
      ławkach przesiadują grupy nastolatków pijących piwo. Żaden z nich nie ma 18
      lat. - W małych sklepach boją się pytać o dowód. Każdy chce żyć - tłumaczą.
      Opowiadają o tym, jak im źle, ale to nie ich wina. - Ojca nie ma, matka pije.
      Kiedy przynoszę jej browca [piwo], jest szczęśliwa, że może się napić i nie
      patrzy, że ja piję. Szkołę pierdolę - opowiada 17-letni Jarek.
      Polskie getta
      Warszawskie osiedla Górce (na Bemowie) i Targówek, łódzkie Bałuty i Widzew,
      poznańska Wilda, krakowska Nowa Huta, wrocławski "trójkąt bermudzki" (ulice
      Traugutta, Pułaskiego i Kościuszki), gdańskie Przymorze i Żabianka, lubelskie
      Tatary, sosnowieckie Zagórze czy elbląskie osiedle Nad Jarem - to getta
      odrzuconych. Rządzą się własnymi prawami - niczym nowojorski Harlem.
      Według danych Banku Światowego, w ubiegłym roku grupa odrzuconych stanowiła aż
      16-18 proc. naszego społeczeństwa. Polska jest obecnie na takim etapie, na
      jakim kraje Zachodu były w latach 70.: wtedy w Wielkiej Brytanii, Danii czy
      Francji funkcjonowały całe dzielnice odrzuconych. Prowadzili oni regularne
      bitwy z policją, często na stadionach. Z problemem tym poradzono sobie dopiero
      w latach 90. Socjologowie zastanawiają się, gdzie znajduje się punkt krytyczny,
      którego przekroczenie oznacza rewoltę odrzuconych w Polsce. Czy łódzkie starcia
      z policją i studentami to tylko epizod, czy początek destrukcyjnej fali?
      W wielu dużych polskich miastach mamy do czynienia ze swoistym apartheidem.
      Socjologowie uważają, że co drugi mężczyzna w wieku 18-25 lat, pochodzący z
      tych dzielnic, nie będzie w stanie włączyć się w życie tradycyjnego
      społeczeństwa, prowadząc wegetację w jednym z wielkich blokowisk, porównywanych
      do czarnych gett w amerykańskich miastach. Z wykształconymi, bogatszymi,
      pochodzącymi z innych dzielnic rówieśnikami stykają się właściwie tylko podczas
      bójek czy napadów. W tych środowiskach nie istnieje praktycznie wymiana, czyli
      mieszanie się z przedstawicielami innych grup.
      Apartheid jest widoczny w miejscach rozrywki. Młodzi odrzuceni nie przejdą
      przez tzw. bramki w większości dyskotek. Nie wpuszcza się ich do takich miejsc,
      jak łódzkie dyskoteki Barbados, Piekarnia czy Labo czy krakowskie Prozak i
      Cień. W warszawskim klubie Park młodzi odrzuceni, zaliczani hurtem do
      kategorii "dresiarze", mogą się bawić tylko przez dwa dni w tygodniu, ale wtedy
      nie przychodzą tam stali goście, czyli głównie studenci. Ci ostatni nie chodzą
      z kolei do dyskotek dresiarzy, czyli Areny, Koloseum czy Enklawy.

      Beznadziejni proletariusze
      Po upadku PRL-owskich fabryk wielkie blokowiska zamieniły się w slumsy, enklawy
      nędzy, agresji i beznadziei. Ich mieszkańcy - przez lata nauczeni bierności -
      pozostają bezradni i ta bezradność przenosi się na ich dzieci. Dotknął ich
      syndrom "beznadziejnego proletariusza" - jak to określał socjolog Florian
      Znaniecki. To jednak nie wolny rynek jest winien wykluczeniu odrzuconych,
      winien tego, że w Polsce funkcjonuje swoisty apartheid. "Beznadziejnymi
      proletariuszami", wręcz niewolnikami (jakimi w przeszłości byli chłopi
      pańszczyźniani), uczyniła rodziców młodych odrzuconych PRL, choć także w II RP
      ta grupa liczyła kilka milionów osób.
      - Są w Polsce podwórka, a wręcz całe ulice, z których wszędzie jest daleko: do
      dobrej pracy, edukacji, do osobistego rozwoju - mówi Piotr Ławacz, psycholog
      społeczny. Świat, w którym rosną i żyją odrzuceni, opisuje na własnej
      internetowej stronie Mirka Zybura, mieszkanka kaliskiego Manhattanu, czyli
      osiedli Dobrzec i Widok: "Beton zabija umysły. Ludzie zamknięci w takim osiedlu
      zaczynają wariować. Młodych ogarnia nuda, dorosłych zjada telewizor".
      Psycholog prof. Marek Kosewski, który badał środowiska tzw. blokersów,
      twierdzi, że wyznają te same wartości co przeciętni ludzie. Tyle że dla nich na
      przykład uczciwość to uczciwość wyłącznie wobec swoich. Wbrew pozorom
      wielkomiejscy odrzuceni są dość konserwatywni, bezwzględnie trzymają się kilku
      fundamentalnych zasad: "Bądź solidarny!", "Jeśli z kumplem wychodzisz na
      miasto, wróć z nim - nawet jeśli będzie miał nóż w plecach", "Nie kapuj!", "Nie
      obrabiaj mieszkań na własnym osiedlu!", "Nie podrywaj dziewczyny kolegi!". Za
      żonę chcą mieć kobietę "nie używaną", czyli dziewicę, po ślubie posłuszną
      mężowi, oddaną matkę jego dzieci.

      Plemiona odrzuconych
      Młodzi odrzuceni tworzą coś na k
      • topjes Przecież to jest stare!!!... 21.09.04, 13:22
        i już dawno było i dyskutowaliśmy o tym. Już po tym artykule pokazały się we
        Wprost 2 w bardzo korzystnym świetle.

        pzdr
        topjes
        • hubar Re: Przecież to jest stare!!!... 21.09.04, 14:06
          Raz że stare, dwa że nie na temat, a trzy że nieco inny tygodnik...
          • geograf Re: Przecież to jest stare!!!... 21.09.04, 22:56
            "nieco inny tygodnik".

            własnie.
            dla zdrowia psychicznego nie warto brać gówna do ręki...
            • topjes Re: Przecież to jest stare!!!... 22.09.04, 11:44
              > własnie.
              > dla zdrowia psychicznego nie warto brać gówna do ręki...

              Hmmm. Każdy ma swoje zdanie. Akurat Wprost to jedyny sensowny liberalny tygodnik
              w Polsce. Dla mnie akurat Polityka, Newsweek i Przekrój to gospodarczo stek
              socjalistycznych bredni :)

              pzdr
              topjes
              • hubar Re: Przecież to jest stare!!!... 22.09.04, 12:14
                topjes napisał:
                >Hmmm. Każdy ma swoje zdanie.Akurat Wprost to jedyny sensowny liberalny tygodnik
                >w Polsce. Dla mnie akurat Polityka, Newsweek i Przekrój to gospodarczo stek
                >socjalistycznych bredni :)
                ##
                Nie wiem czy to miejsce na tego typu dysputy... no ale skoro zacząłeś. Wprost?
                Prosze Cię to cos jest tragiczne. Miałem to cos w ręku w wakacje, raaannnyy toż
                to niemal skrajna prawica. Szkoda, że wszedzie doszukuje się spisku lewaków.
                • xk Re: Przecież to jest stare!!!... 22.09.04, 13:12
                  dajcie wszyscy sobie spokój!

                  Wprost nie jest skarajnie prawicowe, podobnie jak i "Polityka" nie jest
                  skrajnie lewicowa, bilans wychodzi na zero
                  natomiast Newsweek mieści się gdzieś pośrodku

                  mnie cieszy, że we wszystkich z tych tygodników pojawiają się ostatnio artykuły
                  przedstawiające Łódź w korzystnym świetle, a - jak wszyscy wiemy jeszcze pół
                  roku temu było z tym różnie

                  no i jeszcze jedno - rozmawiajmy o Łodzi, a nie o ideologiach!
                  • topjes Re: Przecież to jest stare!!!... 22.09.04, 13:40
                    > no i jeszcze jedno - rozmawiajmy o Łodzi, a nie o ideologiach!

                    No dokładnie - przekonania mam jakie mam i póki co nie zamierzam ich zmieniać
                    :))) Dzięki socjalizmowi możemy sobie pogratulować tego jak dziś wygląda Łódź -
                    ale widać niektórym nadal tęskno...

                    pzdr
                    topjes
              • geograf Re: Przecież to jest stare!!!... 22.09.04, 17:29
                Boszz...
                umarłem

                :P
                • topjes Re: Przecież to jest stare!!!... 23.09.04, 16:38
                  > Boszz...
                  > umarłem

                  tzn? Czy ja jestem jedyny na tym podforum, który ma mocno liberalne podejście do
                  gospodarki??? :)

                  pzdr
                  topjes
        • Gość: mr x Re: Przecież to jest stare!!!... IP: *.p.lodz.pl 22.09.04, 11:38
          > i już dawno było i dyskutowaliśmy o tym. Już po tym artykule pokazały się we
          > Wprost 2 w bardzo korzystnym świetle.
          >
          I to jest problem lodzi. Albo sie ja przedstawia jako eldorado albo jako
          totalny syf... A nie ma artykulow mowiacych prawde jak tu jest.
          • topjes A co to jest PRAWDA? 22.09.04, 11:48
            Pytam całkiem serio...

            pzdr
            topjes
            • Gość: mr x Re: A co to jest PRAWDA? IP: *.p.lodz.pl 22.09.04, 12:08
              Prawda jest taka ze lodz zbytnio nie rozni sie od innych polskich miast.
              Mieszkancy sa biedniejsi ale to nie oznacza ze na kazdym rogu masz dresow a
              ludzie sa przez nich sterroryzowani. Jest zaniedbana ale to wynika ze zostala
              oszczedzona przez wojne a polska jako gospodarny narod nie remontowala budynkow
              ktore sie nie zawalaly. Przestepczosc w lodzi nie odbiega od innch miast, wg
              statystyk jestesmy na zlym 4 miejscu z miast wojewodzkich, jest zle ale 3
              miasta sa gorsze. Tak jak w innych polskich mistach masz czesc reprezentacyjna,
              otoczona zaniedbanymi kamienicami (jesli takie sie ostaly w miescie, wystarczy
              wyjsc poza planty w krakowie by sie o tym przekonac) i blokowiska ktore
              wszedzie sa identyczne (dla tych co narzekaja ze w lodzi sa brudniejsze
              proponuje przejechac sie na dwa najwieksze widzew i retkinie gdzie
              systematycznie odmalowywane sa wszystkie bloki, jest sporo zieleni a smieci
              wcale nie ma wiecej niz w warszawie czy gdansku)
              To jezeli chodzi o zle strony w skrocie.
              Co do eldorado, w lodzi nie inwestowalo sie prawie nic w porownaniu z innymi
              duzymi miastami i teraz odrabiamy straty. Zatem te inwestycje co sa teraz w
              lodzi sa normalnoscia do ktorej ona wreszcie doszla! Jak sie porowna ilosc
              nowych inwestycji w lodzi z np. wroclawiem czy poznaniem to sie pownie okaze ze
              wreszcie ich ilosc w lodzi sie zrownala. Ale to nie znaczy ze to jest eldorado
              i ze lodz staje sie jakims tygrysem... Normalne artykuly powinny mowic o
              problemach lodzi i sposobach ich rozwiazywania. O barierach czesto nie
              zawinionych przez lodz. Bo niewatpliwie bariera w rozwoju lodzi jest marginalne
              traktowanie lodzi przez niedawnego monopoliste LOT i monopoliste PKP. Obu tym
              firmom wydaje sie ze lodz lezy gdzies pod warszawa i ze lodzianie moga
              korzystac z ofert warszawskich dworcow i lotnisk do czego niestety jestesmy
              zmuszani i co powoduje ze lodz ma mniej inwestorow niz inne miasta bo nie ma
              jak do niej dojechac. To nie przypadek ze w lodzi wreszcie teraz drgnelo. Po
              prostu komunikacja z lodzia szybko sie poprawia (autostrady i otwarciew
              polskiego nieba dla innych przewoznikow)... I gdyby o tym pisaly gazety oraz
              zrobily nagonke na PKP ktora wlasnie wydluza czas przejazdu z lodzi do kilku
              wiekszych miast polski od pol godziny do godziny bo zaoszczedzi w ten sposob
              troche kasy to by bylo NORMALNIE
              • xk Re: A co to jest PRAWDA? 22.09.04, 13:07
                o dziwo, tym razem się z tobą zgadzam!
              • Gość: stanisz Re: A co to jest PRAWDA? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.04, 16:04
                Zgadzam sie w zupelnosci z mrx. Warto zdac sobie z tego sprawe - Lodz nie rozni
                sie az tak bardzo od innych miast w Polsce jak to niektorym sie wydaje lub jak
                niektorzy chcieliby, zeby bylo. Sa oczywiscie opoznienia, wynikajace z
                wspanialego poprzedniego systemu, ktory postanowil, ze Lodz ma byc tylko i
                wylacznie miastem robotniczym. Nieprawda jest, ze na kazdym rogu siedza
                dresiarze. Sa enklawy, gdzie ten problem jest bardziej widoczny, ale niech nikt
                nie pieprzy glupot, ze np. cale Baluty to dresy. Takie wzbudzanie w ludziach
                strachu sprawia wlasnie, ze ludzie zaczynaja panikowac. Moja babcia uwaza, ze
                teraz wieczorem na ulicach ludzie sa notorycznie napadani i zabijani. Po prostu
                taki obraz przedstawiaja media(zwlaszcza TV)a z rzeczywistoscia ma to niewiele
                wspolnego. Bzdura jest takze to, ze Lodz jest szara i brzydka a reszta polskich
                miast to metropolie. Bylem oststnio w Katowicach - nasz dworzec (nawet
                L.Fabryczna) to przy tamtejszym dworcu po prostu bajka. Najwazniejsze to
                pozytywne myslenie. Uwazam, ze nigdy w centrum miasta w wakacje nie widac i
                slychac bylo tylu obcokrajowcow co w tym roku. Nie widzialem, zeby byli napdani
                i grabieni - predzej obslugiwani w sklepach, w ktorych robili zakupy. Pewnie,
                ze PKP traktuje Lodz po macoszemu, ale juz teraz duzo ludzi wybiera podroz
                autobusem a jak beda lepsze drogi i autostrady to komunikacja autobusowa
                jeszcze wzrosnie i bedzie to komunikacja na wysokim poziomie a koleje w koncu
                zaczna walczyc o klienta.A jak nie zaczna to zbankrutuja i nie ma co plakac.
                Lodz jest miastem z duzym potencjalem, mamy tu bardzo duzy osrodek akademicki,
                obecnie sporo sie inwestuje. Mysle, ze mozemy stac sie centrum handlowym dla
                tej czesci Europy i nie chodzi tu o Tuszyn czy Rzgow ale predzej o Galerie
                Lodzka, Manufakture czy Piotrkowska (choc przewiduje raczej, ze handlowy
                charakter tej ulicy upadnie na rzecz uslug innego typu glownie gastronomii,
                bankow itd.). Wszyscy krytykanci powinni przypomniec sobiejak wygladala Lodz 15-
                20 lat temu, a jak wyglada teraz. Wszyscy krytykanci powinni przypomniec sobie,
                Lodz sama sobie radzila (wysokim kosztem niestety - wysokim bezrobociem) z
                upadkiem calego przemyslu. Tutaj nie bylo wielotysiecznych odpraw jak na
                Slasku. Wszyscy ludzie zle zyczacy temu miastu lub pesymisci powinni pamietac,
                ze nie wszystko zawsze mozna zaplanowac i rownie dobrze blokada komunikacyjna
                tego miasta moze odbic sie czkawka tym, ktorzy probuja ja wprowadzic. Mamy duzo
                do zaoferowania i powinnismy sobie z tego zdac sprawe a nie ciagle narzekac.
                Dotyczy to zreszta nie tylko naszego miasta ale calego kraju. Uff ale sie
                rozpisalem, po wakacjach, ktore spedzilem zarowno na wschod jak i na zachod od
                Polski jestem pelen optymizmu. Pozdrawiam wszystkim pozytywnie nastawionych!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka