xk
16.09.04, 17:17
Łódzkie spotkanie kultur
Po raz trzeci odbył się w Łodzi Festiwal Dialogu Czterech Kultur. I po raz
kolejny okazało się, że karkołomny z pozoru pomysł przynosi bardzo ciekawe
rezultaty.
PIOTR SARZYŃSKI
Pomysł jest ryzykowny, bo zderzono ludyczny z natury rzeczy „festiwal” z
poważnie brzmiącym „dialogiem”. Imprezę zorganizowano w Łodzi, która ma
wprawdzie spore tradycje kulturalne, ale dziś kojarzy się raczej z
politycznymi hołupcami i cmentarzyskiem naszego przemysłu włókienniczego. W
mieście, które przez swe zabytki mogłoby stać się turystyczną atrakcją, ale
przez swoje zaniedbania raczej odstrasza przyjezdnych. No i kultury, z
którymi też w tym miejscu są różne kłopoty. Żydowska, po której istnieniu
pozostały tu tylko okruchy, ale za to wiele antysemickich wygłupów
piłkarskich kibiców. Rosyjska, kojarzona z zaborcą, carskimi ukazami i paroma
cerkwiami, niemal wymazana ze świadomości miasta wraz z odzyskaniem przez
Polskę niepodległości. Niemiecka, ważna, ale postrzegana jako niezbyt
przyjazna. No i polska. Ale twórca festiwalu Witold Knychalski wiedział, co
robi. Owa mieszanka okazała się bowiem równocześnie i pociągająca, i
stwarzająca ogromne możliwości. Te kultury i stojące za nimi nacje przez całe
stulecia były przecież najważniejszymi punktami odniesienia przy budowaniu
naszej narodowej tożsamości.
Tworzenie programu tego festiwalu przypomina budowanie jakiegoś zawiłego
układu równowagi. Nie tylko pomiędzy czterema kulturami. Także między ofertą
ambitną i tą dla ludu. Pomiędzy kinem, teatrem, sztuką, muzyką i estradą. A w
końcu pomiędzy tym, co Łódź chce pokazać innym, a tym, co z Polski i ze
świata chciano by pokazać łodzianom. W tym roku ów balans uległ wyraźnemu,
ale świadomemu zachwianiu, za sprawą przypadającej tuż przed festiwalem 60
rocznicy likwidacji getta łódzkiego. Kultura żydowska zdominowała więc
program, ale też okazała się prawdziwie intrygująca.
Wspomnieć wypada o wręcz metafizycznym (w jego trakcie przyszła potężna burza
z piorunami) widowisku przygotowanym przez Jerzego Kalinę, w którym wystąpił
chyba najsłynniejszy na świecie kantor Joseph Malowany z nowojorskiej
synagogi przy 5 Alei. Także o rewelacyjnym Teatrze Gesher z Izraela, który
dokonał rozliczenia z Holocaustem w konwencji tragikomicznej, niekiedy
groteskowej, na pewno odważnej i niespotykanej na naszych scenach. Oczyma
wyobraźni już widzę tę lawinę zarzutów o antysemityzm, gdyby ich „Adama
Zmartwychwstałego” wystawiono w którymkolwiek z polskich teatrów. Wymienić
też trzeba monodram wybitnej izraelskiej aktorki Orny Porat, znanej bywalcom
teatralnym ze świetnej roli w „Dybuku” Warlikowskiego (ten spektakl zresztą
też pokazano na festiwalu).
Już po raz drugi w program festiwalu wpisaliśmy się także z naszym
redakcyjnym „daniem firmowym”, czyli połączeniem dyskusji ze spotkaniem z
jakąś interesującą postacią. Było ich 6 i odbywały się pod hasłem „Forum
Polityki”. Mirosław Pęczak dyskutował więc z Michałem Urbaniakiem o
przekraczaniu granic w muzyce, Adam Szostkiewicz z Pawłem Śpiewakiem o tym,
jak dziś rozmawiać o Holocauście, Dorota Szwarcman z Giją Kanczelim o muzyce
współczesnej, Zdzisław Pietrasik z Krzysztofem Warlikowskim o jego statusie
gwiazdy, Janusz Wróblewski z Krzesimirem Dębskim o tym, czy pisanie muzyki
filmowej to rodzaj chałtury czy twórczości, zaś niżej podpisany z połową
łódzkich architektów i urbanistów o tym, jak ratować sypiące się miasto.
Wypełnione po brzegi sale podczas spotkań Forum „Polityki” jeszcze raz
dowiodły, że Polacy nie tylko chcą z kulturą obcować w kinie, teatrze i
salach koncertowych, ale też odczuwają wielką potrzebę słuchania o niej i
rozmawiania. Okazuje się, że w świecie informacyjnego szumu, fałszywych,
przelotnych gwiazd lansowanych przez kulturę masową oraz mnogości kulturalnej
oferty ludzie szukają wskazówek i wyjaśnień, co i dlaczego jest dobre, co
myśleć o tym czy innym przedsięwzięciu artystycznym, dlaczego mają się
zachwycać jednym, a pogardzać czymś innym. I dlatego z podobną ciekawością
oglądają nowy spektakl, jak wsłuchują się w zwierzenia jego reżysera.
Festiwal i dialog – to naprawdę niezłe połączenie.