24.09.04, 09:42
Hassan al Hacham polubił polski śnieg i polską czekoladę. I polskich
lekarzy – za to, że uratowali mu życie. Ale los irakijskiego chłopca zawisł
na włosku. Jeśli nie znajdą się pieniądze, chłopiec wróci wkrótce do Iraku. I
do śmiertelnej choroby.

Hassan ma siedemnaście lat, czarne, przenikliwe oczy i posturę wątłego
chłopca. W Iraku uchodziłby już za dorosłego mężczyznę. Jednak kiedy z
początkiem września ubiegłego roku trafił do szpitala w Krakowie, upierał
się, że ma za sobą dopiero dwanaście wiosen. Bał się, że jeśli powie prawdę,
polscy lekarze odeślą go do domu. A ci, na początku, uwierzyli w niewinne
kłamstwo chorego Irakijczyka. – Ważył zaledwie dwadzieścia kilogramów, był
przerażony jak dziecko – wyjaśnia Marcin Mikos, rzecznik Uniwersyteckiego
Szpitala w Krakowie.

Hassana znalazła w Iraku Polska Misja Medyczna, organizacja lekarzy, którzy
chcą bez jakichkolwiek profitów pomagać ofiarom wojen. To misja zobowiązała
się pokryć większość kosztów jego pobytu w Polsce. Zobowiązała się, choć
wszystko zależało od hojności Polaków. Na początku nie było źle. Na konto
misji zaczęły wpływać kolejne datki. Na tyle duże, że pomoc dzieciom z Iraku
(oprócz Hassana przyjechała także kilkuletnia, chora na serce dziewczynka –
Iman) stawała się powoli realna. – Z pomocą przyszli nam także lekarze z
Krakowa, obiecali leczyć irakijskie dzieci za darmo – mówi Dominika Stefańska
z Polskiej Misji Medycznej.

Z głodu i wycieńczenia

Zanim trafił do Polski, Hassan przez wiele tygodni leżał w szpitalu w
Babilonie. Amerykańska bomba rozerwała mu pośladki i uda, poszarpała jelita.
Nie mógł jeść, w Iraku nie miał szans na żadną operację, która dawałaby mu
szanse na powrót do zdrowia. – Kiedy trafił do nas już umierał, z głodu i
wycieńczenia – mówi docent Jacek Puchała, szef oddziału chirurgów w
krakowskim szpitalu dla dzieci. – Dla nas, lekarzy, było to ogromne
przeżycie. Nikt z nas nie widział dotąd tak wygłodzonego dziecka.

Hassana trzeba było najpierw odżywić. Bardzo ostrożnie, bo przekarmienie
także groziło śmiercią. Przez trzy pierwsze miesiące dożylnie dostawał
mieszankę witamin, elektrolitów, aminokwasów, tłuszczów i glukozy. – To były
dramatyczne chwile – wspomina Ziyad Raoof, prezes Stowarzyszenia Irakijskich
Demokratów w Polsce, który wraz z innymi emigrantami z Iraku wspierał Hassana
podczas leczenia w szpitalu. – Był tak przerażony i obolały, że gryzł
lekarzy, straszył ich, że jeśli jeszcze raz go dotkną, odbierze sobie życie.

Hassan krzyczał po arabsku, że się powiesi. Ale strach i ból powoli mijały. –
Pewnego dnia zacząłem wreszcie wierzyć, że kiedyś wrócę do życia – przyznaje
dziś cicho Irakijczyk. W tym przeświadczeniu podtrzymywali go lekarze i
irakijscy opiekunowie, wspierał także brat Salim, który przyleciał z Hassanem
do Polski i postanowił w niej zostać do końca leczenia. Zamieszkał w
akademiku, obok szpitala, udostępnionym mu za niewielkie pieniądze przez
Uniwersytet Jagielloński. A opłacanym przez irakijskich demokratów.

– Salim to postać niezwykła – przyznaje Ziyad Raoof. – Dla brata zrezygnował
na jakiś czas z własnego szczęścia. W Iraku czeka na niego narzeczona. Miał
ją już dawno poślubić. Ale obiecał sobie, że na weselu nie może zabraknąć
Hassana. I Salim cierpliwie czeka w Polsce, aż jego brat wyzdrowieje, a potem
o własnych siłach będzie bawił się na hucznym weselu. Czeka też na Hassana w
Iraku pozostałe ośmioro jego rodzeństwa, czeka stęskniona matka. – I cała
najbliższa rodzina, według Hassana, złożona z... trzystu członków – zapewnia
Marcin Mikos, rzecznik szpitala w Krakowie. – Trzeba przyznać, że chłopiec z
Iraku ma za kim tęsknić– dodaje.

Biały deszcz, dziwne święta

Kolejne operacje przynosiły Hassanowi coraz większą ulgę. Już podczas
pierwszego zabiegu Irakijczyk starał się być spokojny. – To dlatego, że
doktor Puchała obiecał, że przez całą operację będzie mnie trzymał za rękę–
wyjaśnia. Po rekonstrukcji uda i pośladków Hassan po raz pierwszy od wielu
miesięcy mógł normalnie usiąść. A potem poruszać się sprawnie na wózku, a
potem coraz częściej, za pomocą kul spacerować. – Powoli też zaczął
przyzwyczajać się do Polski, przyglądać się z zaciekawieniem krajowi, w
którym prawie zawsze jest zimno, w którym pada biały deszcz, a ludzie
obchodzą dziwne święta – dodaje Mikos.

Kiedy do Hassana przyszedł święty Mikołaj, chłopiec z Iraku zapewnił go, że
powinien dostać prezenty, bo „Hassan jest dobry, bardzo dobry”. Oczywiście,
powiedział o tym brodatemu świętemu już po polsku, bo nasz trudny język dla
Hassana akurat okazał się wyjątkowo prosty. – Jest inteligentny, zdolny,
zabawny i niesforny. Na każdy temat ma swoje zdanie, bywa okropnie uparty,
ale wspaniale potrafi okazywać uczucia. Pokochali go lekarze i pokochały
polskie chore dzieci – zapewnia jedna z pielęgniarek, opiekująca się
chłopcem. – Te ostatnie szybko obwołały go w końcu... Ali Babą.

Ali Baba z Babilonu od polskich dzieci nauczył się grać w remika i w wojnę,
polubił polską czekoladę i śnieg, a szefa chirurgów Jacka Puchałę zaczął
nazywać tatą. Może dlatego, że ojciec Hassana nie żyje już od dawna, może
dlatego, że Hassan poczuł, że w Polsce odnalazł ludzi, którzy mogą dołączyć
do jego wielkiej rodziny.

Kłopotliwy Hassan

Bywało naprawdę wesoło. Hassana odwiedziła wycieczka maluchów z irakijskiego
domu dziecka, które, dzięki rozmaitym dobrodziejom, spędzały wakacje w
Polsce. Potem Hassan po raz pierwszy wybrał się na krakowski Rynek. – Takie
piękne macie w Krakowie gołębie i takiego fajnego strażaka na wieży –
zapewnia. Ale w kilka dni później dowiedział się, że jego pobyt w Krakowie
właśnie dobiega końca. Jego leczenie okazało się bardzo drogie – kosztowało
ponad 150 tysięcy złotych, mimo że lekarze z Krakowa nie wzięli za nie ani
złotówki. Do dziś Polska Misja Medyczna jest winna szpitalowi 20 tysięcy
złotych. Hassanowi kończy się także wiza pobytowa. We wrześniu powinien
opuścić Polskę.

– Problem w tym, że nie wszystkie zabiegi udały się tak, jak sobie tego
życzyliśmy – twierdzi docent Jacek Puchała. – Obrażenia były zbyt rozległe.
Hassan funkcjonuje dzięki specjalistycznemu urządzeniu, które wymaga stałej
kontroli i zachowania higieny za pomocą nowoczesnych metod medycznych. A
takich w Iraku nie ma. – Efekty leczenia Hassana mogą całkowicie pójść na
marne, jeśli nie będzie on przez kolejne miesiące sprawnie rehabilitowany. A
to możliwe jest tylko tam, gdzie istnieje sprzęt przynajmniej na przyzwoitym
poziomie – dodaje chirurg z Krakowa. – Czyli zdecydowanie poza Irakiem...

Mówiąc dobitniej – jeśli Hassan wróci w najbliższym czasie do Iraku, wróci
także do stanu zdrowia, w jakim znalazł się przed przylotem do Polski. Do
stanu bardzo bliskiego śmierci. Polska Misja Medyczna zbiera pieniądze na
operacje dzieci i ich szybki powrót do zdrowia. Dzięki misji maleńka Iman z
Iraku nie ma już wady serca, po kilku tygodniach pobytu w polskim szpitalu
wróciła do rodzinnego kraju. Podobnie stało się z trzema innymi
dziewczynkami, które trafiły do Centrum Leczenia Oparzeń i Chirurgii
Plastycznej w Gryficach. Wcześniejsze leczenie w Iraku nie przyniosło żadnych
rezultatów, choć rodziny dzieci na ich operacje sprzedały domy, meble, nawet
ubrania. W Polsce wszystko poszło jak z płatka.

– Nie przewidzieliśmy, że leczenie Hassana będzie tak długie i kosztowne. Ale
zrobimy wszystko, by na razie nie wracał do Iraku – zapewnia Dominika
Stefańska z Polskiej Misji Medycznej. – Mamy nawet deklaracje ze strony dwóch
ośrodków w Polsce, które obiecały pomoc w rehabilitacji Hassana. Tylko
pieniędzy jeszcze nie mamy.
Obserwuj wątek
    • keridwen c.d. 24.09.04, 09:44
      – Chciałbym zobaczyć mamę, siostry i braci. Kocham ich bardzo i wiem, że oni
      mnie kochają – mówi cicho czarnooki, szczupły „Ali Baba” z Babilonu. – Ale
      możemy jeszcze poczekać. Bo tak jak bardzo chciałbym wrócić do rodziny, do
      Babilonu, tak bardzo nie chciałbym już więcej umierać.

      Hassanowi al Hacham z Iraku można pomóc, wpłacając pieniądze na konto Polskiej
      Misji Medycznej:

      Bank Pekao S. A. II/O Kraków filia 8, Stowarzyszenie Polska Misja Medyczna
      numer rachunku: 1812402294 1111 0000 37185460

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka