Gość: per pedes
IP: *.toya.net.pl
05.01.05, 00:29
Dziś akurat zaczynałem jeść obiad po powrocie z pracy, kiedy okazało się, że
zaraz odwiedzi nas funkcjonariusz Watykanu, jak to ma w zwyczaju o tej porze
roku (na zaproszenie mamy, jedynej w naszym gronie osoby mającej kontakt z tą
organizacją). Zazwyczaj w takich sytuacjach skrywałem się w bezpiecznym azylu
mojego pokoju, ale tym razem nie chciałem przerywać obiadu.
Przełykałem właśnie ziemniaczki i fasolkę, kiedy swiątobliwy mąż zakołatał do
drzwi. Wstąpiwszy w nasze skromne progi wpierw spytał, czy rodzinka w
komplecie, następnie przeszedłszy do głównego pokoju przywitał nas swoim
"Szczęść Boże" (co po ludzku znaczy "Dzień dobry"), na co ja z ojcem w
odpowiedzi podaliśmy mu dłonie z kulturalnym "Dobry wieczór panu".
Po tym, składając ręce spytał: "Możemy się pomodlić?".
Ja, przesunąwszy się z talerzem i widelcem na drugą stronę stołu tak, by nie
być do gościa odwrócony plecami, odrzekłem: "Oczywiście, mi to nie będzie
przeszkadzać".
Słysząc to księżulo odwrócił się na pięcie i pomknął do drzwi i, niepomny na
wołania i prośby mamy, mrucząc coś pod nosem opuścił nasze mieszkanie!