Dodaj do ulubionych

Recepta na dłuuuugaśny wątek:)

IP: *.radogoszcz.arise.pl 06.01.05, 23:57
Do upieczenia dłuuuuuugaśnego wątku, należy przygotować następujące składniki:
1 Dwie garście obrazoburczych opinii
2 Szklankę uszczypliwych uwag
3 Kilka mocnych epitetów
4 Pół torebki kąśliwych wrzutek
5 Jedno opakowanie prześmiewczych wyrażonek
6 Szczyptę pieprznych kawałków
Całość wrzucić do porządnego kotła. Dokładnie mieszać, drążyć i urabiać. Dawać
czadu i często nakłuwać. Utrzymywać stałą, wysoką temperaturę. Dolewać oliwy
do ognia. Przy starannym doglądaniu wątku, w niektórych wypadkach można odnieś
kulinarny sukces już po dwóch dobach. Smacznego.
Obserwuj wątek
    • Gość: byłylogowany Choroba, zapomniałbym! IP: *.radogoszcz.arise.pl 07.01.05, 00:08
      7 1 kg pikantnych szczegółów!
      Bez tego składnika może wyjść zakalec!
      • Gość: kaktus Re: Choroba, zapomniałbym! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 00:18
        Zabolało że nie Twój?
        • dziad_borowy Pomyliles posty 07.01.05, 00:21
          To chyba mial byc komentarz do Boogiego kawalu o erekcji?:-)))
          Dzierżborowo!!!!
        • Gość: kaktus Re: Choroba, zapomniałbym! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 00:23
          zapominałem :-)
    • b00g13 Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) 07.01.05, 00:11
      Przychodzi koles do pani doktor i mówi:
      - Moglaby pani mi cos dac? Bo mam erekcje 24 godziny na dobe.
      A pani doktor:
      - Moge panu dac spanie, jedzenie i dwa tysiace zlotych miesiecznie...
      • dziad_borowy Jeden ze sposobów przedłużania: 07.01.05, 00:18











































































        I od razu watek jest sporo dluzszy.
        Dzierżborowo!!!
      • lennon1 Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) 07.01.05, 09:29
        Mąż z żona na zakupach.
        Żona przystaje przed wystawą ze stringami i pyta się, męża czy może sobie
        kupić.
        Na to mąż odpowiada - na taki kombajn stringi?
        Żona obrażona wraca do domu.
        Zapada wieczór. Mężowi zbiera się na amory.
        Przystawia się do żony, a ona na to .
        Chyba nie myślisz, że będę uruchamiać kombajn dla jednego kłoska.
    • Gość: byłylogowany Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.radogoszcz.arise.pl 07.01.05, 00:28
      Podchodzi na Piotrkowskiej przy Tuwima dwóch wygolonych, napakowanych,
      wytatuowanych, odzianych w czarne skóry, wysokie glany, przyozdobionych złotymi
      grubaśnymi łańcuchami, uzbrojonymi w kije w jakieś pokaźnych rozmiarów
      przedmioty karkami, do wystraszonego na sam ich widok staruszka.
      - Najmocniej pana przepraszamy, czy mógłby nam pan powiedzieć, jak dostać się do
      Filharmonii?
      - A czy jest tam może jakiś koncert? - z trwogą w głosie spytał staruszek.
      - A tego nie wiemy, ale my jesteśmy z Krakowa i jesteśmy szklarzami -
      odpowiedzieli chórem.
      • Gość: blondynka Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.lublin.mm.pl 07.01.05, 00:45
        Acha ! W filharmonii miał być występ krakowskiego chóru " Szklarze" ?
        • b00g13 Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) 07.01.05, 00:47
          Łódź, stare bałuty, godzina 23.00
          Dwu dresów łapie jakiegoś kolesia i z groźnymi minami pytają:
          - Za kim jesteś?
          -Ale panowie, ja nie wiem, ja z Warszawy!
        • Gość: byłylogowany Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.radogoszcz.arise.pl 07.01.05, 00:48
          No tak, blondynka i Lublin, więc wszystko jasne:)
    • Gość: byłylogowany Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.radogoszcz.arise.pl 07.01.05, 01:00
      Rok 1989. Magdalenka. Sklep meblowy. Pustki jak wszędzie. Ostatni mebel jaki był
      w ofercie, solidny okrągły stół, znalazł nabywcę z samego rana. Pani Stefania
      Komuna w południe nieśpiesznie zamykała drzwi. Zawiesiła na nich kartkę: "Zaraz
      wracam". Pani Stefania Komuna rzeczywiście niedługo wróciła.
    • Gość: byłylogowany Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.radogoszcz.arise.pl 07.01.05, 02:30
      Artur usiadł na brzegu kanapy. Złotą zapalniczką przypalił sobie papierosa.
      Spojrzał za siebie. Iwonna już słodko spała. Strużki Jej nie zaschniętego
      jeszcze potu, spływały z drobnej kształtnej twarzy kobiety na jedwabną pościel.
      Rozejrzał się po obszernej sypialni. Był z siebie dumny. Po raz kolejny dogodził
      Iwonnie, wyposażył to ich wspólne gniazdko w przedmioty najwyższej klasy, ubrał
      i zapewnił wysoki standart życia, temu jeszcze do niedawna Kopciuszkowi. Ale na
      niego był już czas. Rano, jak w każdy czwartek, musiał być w Radomiu. Zgasił
      niedopałek i pośpiesznie się ubrał. Prysznic jak zwykle weźmie u Jadwigi.
      Pocałował czule swoje szczęście w usta i wybiegł na dół. Wsiadł do luksusowej
      limuzyny. Zapiął pasy i ruszył z piskiem opon.
      Artur usiadł na brzegu łoża. Zapalił papierosa i spojrzał w bok. Jadwiga
      rozkosznie wzdychała przez sen. Lekko rozwarte wargi kusiły mężczyznę. Był tak
      nienasycony Jej ciała. Zreflektował się jednak. Rano musiał być u Gabrieli w
      Krakowie. Nie mógł przecież zawieść swojej ukochanej. W samochodzie wcisnął gaz
      do dechy.
      Nad ranem Artur usiadł na brzegu wersalki. Zapalił papierosa i spojrzał w bok.
      Ujrzał piękną szatynkę, śpiącą z błogim wyrazem twarzy. To była cudowna noc.
      Szczytowali raz za razem, bez opamiętania. Jednak on ciągle miał na Nią ochotę.
      Z najwyższym wysiłkiem się przemógł. Rano musiał być u Marty we Wrocławiu. Już
      na klatce schodowej pomyślał, że w przyszłym tygodniu urządzi to skromne
      mieszkanko Gabrieli tak, jak Ona na to zasługuje.
      Nad ranem Artur usiadł na brzegu otomany. Spojrzał w bok na wyczerpaną, śpiącą,
      cudowną blondynkę. Ach, jak on Ją kochał. Dzisiejszej nocy oddała mu się
      bezgranicznie. On też się nie oszczędzał. To były godziny zatracenia. Mimo tego
      wciąż kusił go Jej widok. Ale Artur był odpowiedzialnym człowiekiem. Jak zawsze
      w niedzielę już od rana namiętnie kochał się z Anną w Szczecinie.
      Nad ranem Artur usiadł na brzegu rozkładanego fotela. Trzymając papierosa w
      ustach, spojrzał w bok. Przyglądał się z ciągłym apetytem na tę wspaniałą rudą
      piękność. Stanowczo zasługiwała na o wiele więcej. Już za kilka dni to będzie
      inne mieszkanko. Postanowienia Artura były zawsze realizowane. Jak on Ją kochał.
      Ale jako stateczny facet wiedział, że poniedziałek zarezerwowany jest dla
      Bożeny. Skierował swój samochód na Olsztyn.
      Nad ranem Artur, siedząc na mięciutkim łóżeczku i paląć papierosa, spojrzał w
      bok. Zachłannie wpatrywał się w zjawisko, które emanowało odurzającym ciepłem. W
      uszach grały mu Jej rozkoszne pojękiwania. Ale teraz Bożena leżąc na boku, spała
      jak małe dziecko. Ocknął się. Rozejrzał się po pokoju i z zadowoleniem
      stwierdził, iż jest on doskonale urządzony. Firma której zlecił wystrój wnętrz w
      ubiegłym tygodniu, nie zawiodła. Jakże miło będzie tu wracać. Pognał jak szalony
      do Poznania. Tam już ze śniadaniem czekała na niego Elżbieta.
      Nad ranem Artur usiadł na brzegu materaca. Zaciągając się papierosem spojrzał w
      bok. Burza złocistych loków otaczała okrąglutką buziunię Elżbiety. Czuł Ją całą,
      mało było mu tych kilkunastu wspólnych godzin. Chciał jeszcze i jeszcze. A Ona
      niewinnie spała. Jej piersi unosiły się miarowo i wysoko, jakby chciały wyrwać
      się z Jej satynowej koszulki. Artur westchnął. Wiedział, że dzisiaj już nie ma
      dla Elżbiety czasu. Za parę godzin musi oddać się Teresie. Ubranie zakładał
      zbiegając po schodach. Obrał azymut na Łódź.
      Około 18,30 Artur usiadł na rogówce. Spojrzał w bok, wydmuchując dym z
      papierosa. Żona chrapała w najlepsze. Kochał Ją, pragnął i pożądał, ale na obiad
      nie mógł liczyć. Chętnie wsunąłby się między Jej aksamitne uda, przytulił i
      całkiem zatracił. Jednak rozsądek podpowiadał, żeby odwiedzić matkę. O godz. 19
      pałaszował ziemniaczki z fasolką. Takie jak lubił, podsmażane, a fasolka z wody.
      Nikt tak nie gotował jak matka Artura. Posiłek rozpływał mu się w ustach. Tak
      smakując pomyślał, że matka mogłaby już wyzbyć się tych starych gratów. Kulawego
      stołu, obskurnego krzesła i w ogóle wszystkich połamanych sprzętów. To wstyd,
      żeby podejmowała go w takim okropnym mieszkaniu. Na co Ona wydaje emeryturę?
      Przecież właściwie wszystko ma? Wzrok Artura zawędrował na starą komodę. Ujrzał
      na niej jakąś kopertę. Wtem usłyszał dzwonek. Za chwilę do pokoju wszedł ksiądz,
      a za nim matka.
      - Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - usłyszał Artur. Jako kulturalny,
      dobrze wychowany, szef doskonale prosperującej firmy człowiek, odpowiedział:
      - Dzień dobry panu -.
      - Czy możemy się pomodlić? - spytał ksiądz.
      - A proszę bardzo, módlcie się, ja w tym czasie dokończę obiad - odpowiedział
      uprzejmie Artur. Nie miał zbyt wiele czasu. Nie mógł zawieść Iwonny. Przecież
      jak w każdą środę póżnym wieczorem musiał być u Niej w Warszawie. Artur jeszcze
      nigdy nikogo nie zawiódł.
      • Gość: zet Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.bascom.pl / 195.69.80.* 07.01.05, 12:31
        żenujące
        • uerbe Powiedziałbym raczej... 07.01.05, 13:37
          ...że wręcz przeciwnie. Ale ja się przecież nie znam... na dodatek się czepiam.
        • Gość: byłylogowany Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.radogoszcz.arise.pl 07.01.05, 13:58
          Biję czołem o podłogę w podziękowaniu za tę skondensowaną opinię. Czy mogę
          także liczyć na jakiś błyskotliwy post, do którego będę się mógł również odnieś?
          Serdecznie już z góry dziękuję.
      • per_pedes Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) 08.01.05, 19:37
        Miodne! Bardzo fajnie się czyta.
        Oczywiście z jasnych względów to mocno subiektywna ocena, bo nie często bywam
        czyimś natchnieniem. (<-
    • Gość: helga Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 11:55
      Receptą na dłuugaśny wątek i dluugaśne wypowiedzi w których celujesz jest zbyt
      duużo wolnego czasu i brak innych pożytecznych zajęć.
      • Gość: byłylogowany Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.radogoszcz.arise.pl 07.01.05, 12:06
        My, ludzie majętni, niezależni, piękni i szczęśliwi, też jakoś musimy zabijać
        czas. Nudzą mnie już wszelkie wojaże, powyżej dziurek nosa mam różnych rautów,
        nie kręci mnie też kasyno. Kobiety są monotematyczne, koledzy przewidywalni,
        książek już się naczytałem, moja forsa sama się obraca. Widzisz więc moja droga,
        że pisanina na forum jest jakoś usprawiedliwiona. A Ty też nie masz nic do
        roboty? Czyżbyś należała do tej samej grupy szczęśliwców, czy może cichcem przed
        szefem klepiesz, żeby tylko czegoś nie wykonać w pracy?
        • Gość: helga Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 15:35
          Pudło. W pracy sama jestem szefem, pracuję ciężko i nie mam czasu na fora..
          Dziś mam wolne.
        • Gość: helga Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 15:37
          O drugiej w nocy siedzisz na forum. Ze szczęścia?
        • gaz.musztardowy A wózek inwalidzki 08.01.05, 00:02
          do którego jesteś przykuty - pomaga.
      • Gość: Sonja Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.toya.net.pl 03.02.05, 23:11
        Chyba bylylogowany poszedl do pracy
        bo teraz juz nie ma tyle jego tekstow
    • Gość: mirka do zet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 13:37
      A co jest twoim zdaniem żenujące ?
      • uerbe Pewnie to... 07.01.05, 13:39
        ...że były nabija się z prostaków.
    • Gość: mirka do bylego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 13:38
      Hihihihihihi ale co było dalej ?
      • Gość: byłylogowany Chcesz dalej... to masz. IP: *.radogoszcz.arise.pl 07.01.05, 15:11
        Usłyszała zamykane drzwi wejściowe. Artur wyszedł. Teresa otworzyła oczy. Te
        środy stanowiły dla niej coraz większy stres. Bała się, że jej coraz starsza
        teściowa może w końcu zawieść. Trzeba się liczyć z tym, że nadejdzie taki dzień,
        w którym sama będzie musiała przygotować obiad dla męża. Ale jak to zrobić, jak
        Teresa znajdzie na to czas?! Cały tydzień miała dokładnie rozplanowany. Nie
        miała absolutnie wolnej chwili, najdrobniejszego nawet okienka, kiedy mogłaby
        przygotować jakikolwiek posiłek dla Artura. Kochała Go do szaleństwa, stanowił
        niezastąpiony element jej życia. Nie wyobrażała sobie środy bez Niego. Tych
        kilkunastu uniesionych godzin. Czuła, że być może wspólny, niekoniecznie
        przecież wykwintny, wszak wspólny obiad, jeszcze bardziej scementuje ich
        małżeństwo. Była jednak całkowicie usprawiedliwiona. Wystarczyło rzucić okiem do
        jej kalendarza. Czego miałaby się pozbyć, z czego zrezygnować? Czy kobieta dotąd
        niezawodna, mogłaby nagle przewrócić do góry nogami całe swoje życie? Kogoś
        zranić, wyrządzić krzywdę bliskiej osobie? Na kogo lub na co postawić krzyżyk?
        Zresztą popatrzmy na harmonogram Teresy. Zacznijmy od środowego wieczoru.
        21,30. Adam. Jej miłość od lat. Był niezwykle punktualny, niezawodny. Zawsze ze
        świeżym bukietem róż. Przystojny i szarmancki. Wspólne z Adamem noce, były dla
        Teresy kwintesencją pełni życia. Idźmy dalej.
        20,00, czwartek. Stefan. Mogła regulować w ten dzień zegarek. Wyczuwała Jego
        subtelny zapach, nim zadzwonił do drzwi. Karmili się miłością. Bombonierki od
        Niego pałaszowała dopiero po Jego wyjściu. Stefan był mistrzem Ars Amandi.
        Westchnęła tęskno.
        Piątek, godz. 19,30. Krzysztof. To była jej słodka tajemnica. W żadnym razie nie
        mogła wiedzieć o Nim którakolwiek z przyjaciółek Teresy. Rzucał urok na każdą
        kobietę. Nie żeby był jakimś podrywaczem, bawidamkiem czy żigolakiem za trzy
        grosze. O nie! Był skromnym, chyba nawet nie zdającym sobie sprawy z tego, jaki
        bije zeń ogień mężczyzną! W każdym razie, na sam Jego widok kobiety traciły
        głowy. I jak tu nagle zrezygnować z kogoś takiego?!
        Soboty z Rajmundem. Od 22,00 tegoż dnia, aż do niedzieli wieczorem, krew Teresy
        pulsowała niebezpiecznie prędko. Naprzemienne fale gorąca i zimna, obejmowały
        całe jej jestestwo. Niczym jak przy wybuchach wulkanu, targały nią przy Nim
        konwulsje, dreszcze i uniesienia. Ciało w okolicach bioder nabierało
        jaskrawoczerwonych barw. Rajmund wypełniał ją całkowicie i bezapelacyjnie. Nie
        sposób Go stracić!
        Świąteczna niedziela. Andrzej to rodzynek. Właśnie tak jak świąteczny placek
        okraszany gęsto bakaliami, Andrzej szprycował Teresę. Czuła od Niego wanilię.
        Kiedy wtapiała się z całych sił w Jego mocarne ramiona, doznawała uczucia, jakby
        przebywała na Wyspach Wielkanocnych. Uwielbiała ten stan. Sama myśl o Andrzeju,
        była jedną wielką słodyczą.
        Poniedziałek. Dla większości kobiet ten dzień, to powrót do codziennej szarości.
        Nie dla Teresy! Już o 18,45 nieśmiało pukał do jej drzwi Marek. Niby nie
        pozorny, nie wysoki, szczupły, niemal dziecko. Pozory myliły. Kiedy lądowali w
        wielkim małżeńskim łożu Teresy, budził się w Nim lew. Warczał, kąsał, drapał,
        acz delikatnie i z wyczuciem. Ciągle ochoczy, wiecznie pazerny na jej kołyszące
        się ciało, spragniony jej ust, piersi i łona. Prawdziwy szatan!
        Późno wieczorny wtorek. Szczepan pojawiał się u niej o 23,30. Co tam pojawiał!
        Wpadał jak szalony! Już od progu rzucał się niczym napalony sztubak, przypominał
        wyposzczonego alumna lub powracającego z wyprawy na K-2 himalaistę. Tak,
        kojarzył się jej ze zdobywcą gór, bowiem szczytowała wraz z nim niezawodnie. Te
        niesamowite wtorki były nie do przecenienia. To raj na Ziemi. Tego dnia
        wiedziała co czuła Ewa w Edenie.
        I jak tu zmienić życie?! Zamknęła kalendarz. Znała go na pamięć, ale lubiła go
        przeglądać. Chwil na to miała niewiele. Tyle, co we wtorkowe popołudnia. To tego
        dnia, co tydzień, odwiedzała teściową. Troszczyła się o tą starszą kobietę, jak
        o własną matkę. Jej zdrowie, witalność i chęć do życia, były najlepszą gwarancją
        pożycia Teresy i Artura. Nie lubiła tylko domu teściowej. Te brzydkie, stare
        meble. Ta stęchlizna i zapach kuchenny. To były przykre wrażenia. Ale coś za
        coś. Teresa umiała ponieść ofiarę. Co wtorek zaglądała na pół godziny do
        zaniedbanej kamienicy. Prędko opowiadała o swoim małżeństwie, szczerze
        zachwalała Artura, przypochlebiała się zaniedbanej kobiecie w przydeptanych
        papciach. Raz do roku zostawiała na komodzie w pokoju kopertę. To była cena,
        jaką płaciła za udany związek z ukochanym mężem.
        • Gość: mirka Re: Chcesz dalej... to masz. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 20:23
          i oni tak...każdego tygodnia? Chyba teraz nastąpi reklama środkow
          farmakologicznych, a moze... Nie ukrywam, chetnie przeczytam dalej, lubie dobra
          literature.
        • gaz.musztardowy Amen?? 08.01.05, 00:04
    • Gość: lavinka z nielogu najlepiej spytać aarda? Nie co Aard? IP: *.arch.pw.edu.pl 07.01.05, 15:14
      Rekord 4000 nie był postów? jak?

      alv
      (-;
    • Gość: lavinka Re: Recepta na dłuuuugaśny wątek:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.02.05, 15:38
      No coś kiepsko z tym tasiemcem....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka