maruda
01.02.05, 11:56
Chciałbym poruszyć pewną sprawę...
W niedzielę na północno-wschodnim rogu Jaracza i Wschodniej natknąłem się na martwego psa. Jego ciało leżało na skrawku trawnika, tuż przy narożniku krawężników oddzielających chodnik. Dorośli mijali psiaka z obojętnością, wzbudzał natomiast zainteresowanie mnóstwa dzieci i innych psów. Dzieci poszturchiwały go, a psy oszczekiwały. Była 20:00. Zadzwoniłem do straży miejskiej, powiedzieli, że zgłosili już "komu trzeba" 2h temu i że na pewno zaraz ktoś po to ciało przyjedzie. Poprosiłem o ponaglenie, z nadzieją, że faktycznie pies zostanie niebawem zabrany. I co? Minęła 22:00, a pies nadal tam leżał. Dowiedziałem się o tym od kogoś, kto tamtęty przechodził, bo sam nie miałem już jak sprawdzić, dopilnować...
Zatem po czterech godzinach od pierwszego zgłoszenia, po dwóch od kolejnego nie miał kto ruszyć tyłka by zabrać zwłoki leżące niemal tuż pod nogami przechodniów. Zwłoki TYLKO psa, więc po co pośpiech? :-(
Pocieszam się, że i tak idzie ku lepszemu, jeśli chodzi o traktowanie zwierząt. Ale jeśli pomyślę, że był w niedzielę ktoś, komu zwyczajnie nie chciało się jechać po tego psa, to aż mną szarpie.
Chciałbym, żeby Redakcja zajęła się problemem odpowiedzialności naszej straży miejskiej i jej kompetencji... Obym się doczekał.