hubar
04.07.02, 17:35
Dziś jechałem tramwajem lini 2.
Był tłok, a że jestem na tyle wysoki że zwyklę zaliczam poręcze przy suficie
głową, więc stanąłem przy drzwiach. Oparłem się. Widziałem w lusterku jak
motorniczy nerwowo żuł gumę, był jakiś "podkręcony". Wtem ni z gruchy ni z
piertuchy otworzyły się drzwi. No ale ja nic nie powiem, w końcu nie musiał
otwierać jak się tramwaj zatrzyma. Tak samo gwałtownie zamknął drzwi jak
otworzył, ale może znów mi coś niepasuje, jakieś tam dzwonki chciałem usłyszeć!
Dojeżdżamy do skrzyżowania Ogrodowa/Zachodnia. Ja oparty, wtem lednwo nie
wypadłem za drzwi! Otworzył! No nie, pewnie awaria (bo przystanku tutaj nie
ma), no to ja jakoś utrzymałem równowagę, ale wyglądam. Jakieś dwie paniusie
wysiadają z drzwi przy motorniczym!!! Ja jeszcze patrzę, a ten ....... zamyka
drzwi, ledwo się schowałem! W tym momencie już nie wytrzymałem i rzuciłem
wiązankę przez pół wagonu! Na najbliższym przystanku wysiadłem i przeszedłem do
motorniczego, chciałem zobaczyć jego nr- nie było!
Czy on mógł tak zrobić i nie mieć nawet wywieszonego swojego nr w widocznym
miejscu?