big_news
24.09.05, 15:01
Pewien strzelec wyborowy musiał dokonać wyboru. Otrzymał on bowiem zlecenie
bezpośredniego wytypowania kolejnej ofiary, a będąc kornym wykonawcą poleceń,
upatrzył sobie kandydata do odstrzału. Jego wybór poprzedziły wielomiesięczne
obserwacje potencjalnej ofiary. Zadanie nie było łatwe, gdyż pretendenci
robili wszystko, aby snajpera odwieść od chęci postawienia na nich krzyżyka.
Pierwszy z aspirantów pojawiał się i znikał, pojawiał i znikał, aż zaszył się
w ostępach i uniknął unicestwienia. Drugi, dla zmylenia naszego strzelca
wyborowego, zaangażował swojego sobowtóra. Występowali oni na przemian, dość
powiedzieć, że niemal nikt nie był w stanie określić, czy akurat wystawił się
na odstrzał kandydat czy też jego alter ego. Następne dwie niedoszłe ofiary, w
odstępie zaledwie dwóch dni, namaszczone zostały przez dwukrotnie skreślonego
na przestrzeni ostatnich 10 lat imć pochwalonego. Strzał do któregoś z tych
dwóch, to jak przypieczętowanie wyroku śmierci dla naszego karabiniera.
Odpowiednie służby stojące za nimi, natychmiast zlokalizowałyby uzbrojonego
wyborcę i skazałyby go na powtórkę z historii, czyli tkwienie w miejscu i
odliczanie kolejnych pieciu lat. Z kolei wybranie piątego elektora,
przyspobiłoby snajperowi kpin i docinek. Kandydat wystrojony w krawat o
narodowych barwach był takim łatwym łupem, że ustrzelić tego gościa mógł
niemal każdy, nawet jednooka gospodyni domowa, a co dopiero wyborowy as. Niby
był dość ciekawy obiekt do stuknięcia, ale ten niejako torując drogę
pierwszemu, zrejterował niechlubnie już na początku obioru. Tym samym zostało
jeszcze kilku kandydatów, ale ci jak na złość zakamuflowali się tak dokładnie,
że nikt, łącznie ze strzelcem wyborowym, nie wiedzieli gdzie ich szukać. Wśród
tych, była też pewna dama, która nieopatrznie wystawiła się do odstrzału w
trakcie trwania okresu ochronnego, ale, że nasz żołnierz trzyma się
regulaminu, to kobicinie nie spadł włos z głowy. Kiedy wreszcie bohater
wytypował kandydata bezpośrednio, dokonał wyboru między jednym a drugim,
postawił na określonego konia, upatrzył sobie godny cel, już miał na nim
postawić krzyżyk, przyłożył celownik do oka, przymierzył, dostrzegł na czole
ofiary czerwony punkcik, i lekko pociągnął za spust...
Z niedowierzaniem patrzył przed siebie. Niedoszła ofiara dalej stała! Stała i
się uśmiechała!
- A cóż się takiego stało?! - zadał sobie pytanie strzelec wyborowy.
Spojrzał na karabin i zrozumiał. W ostatnich miesiącach zbytnio zajmował się
obserwacją poligonu, po którym hasali kandydaci. Tak go to wciągnęło, że
zaniedbał regularnego czyszczenia broni! Oliwa, szmatka i wycior leżały
odłogiem. W chwili próby broń zawiodła strzelca wyborowego!