Gość: Fakty i Mity nr 48
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
09.03.06, 12:59
łódź-rzeszów
Dwa światy
Porównaliśmy dwa miasta – Łódź i Rzeszów. Miasto pierwsze rządzone
jest od 3 lat przez prezydenta ultraprawicowego. Drugie przez lewicowca.
Sprawdziliśmy, jaka jest jakość życia mieszkańców obu grodów.
Na dzień dobry przedstawmy obu włodarzy miast.
Jerzy Kropiwnicki – wykształcenie wyższe, ekonomista, wykładowca wyższych
uczelni, pochodzi z Włocławka. Narodowość żydowska. Przeszłość – oczywiście
styropianowa, czyli kombatancka. Niestety, bez żadnych doświadczeń w
zarządzaniu wielkim miastem czy choćby wioską. Kocha podróże na koszt
podatników (nie słyszeliśmy, aby z tych wyjazdów wyniknęło coś... poza
opalenizną prezydenta). Znaczną część roku spędza poza granicami kraju. Wtedy
Łodzią rządzą jego zastępcy, a między nimi... były tancerz Włodzimierz
Tomaszewski. „Kropa” uwielbia blichtr władzy. Specjalizuje się w działaniach
pozorowanych, np. stawianiu słusznych pomników, i w pustosłowiu, które nic za
sobą nie niesie. Po trzech latach jego rządów miasto się wyludnia, bo
mieszkańcy uciekają „za chlebem” – głównie do Warszawy.
Tadeusz Ferenc – wykształcenie wyższe, ekonomista, przez wiele lat kierował
największą w Rzeszowie spółdzielnią mieszkaniową „Nowe Miasto”. Blokowisko
jest brzydkie jak noc w grudniu, ale wszystko działa tam bez zarzutu, dlatego
jego mieszkańcy nie wyobrażali sobie innego gospodarza i wybierali Ferenca
niemal jednogłośnie na kolejne kadencje.
Potem stał się cud jeszcze większy.
W czarnym Rzeszowie SLD-owski Tadeusz Ferenc został wybrany na prezydenta,
pozostawiając w polu popieranego przez Radio Maryja Andrzeja Szlachtę.
Ma za sobą wieloletnią przeszłość samorządową, a nawet poselską. Organicznie
nie cierpi wszelkiego rodzaju dętych narad i bezsensownych wyjazdów
zagranicznych – na zasadzie, aby się tylko pokazać! Miastem partnerskim dla
Rzeszowa jest np. amerykańskie Buffalo, w którym Ferenc nigdy nie był, choć
wielokrotnie go tam zapraszano. Woli siedzieć w ratuszu i pilnować miejskich
spraw.
Dlaczego wsiedliśmy do redakcyjnego samochodu i pojechaliśmy właśnie do
Rzeszowa? A dlatego, że o Ferencu zrobiło się ostatnio głośno, gdy wziął i
się wściekł na coraz wyższe ceny paliwa. Najpierw przez kilka miesięcy nękał
właścicieli stacji benzynowych licznymi pismami, w których grzecznie prosił o
obniżenie marży. Śmiano się z niego. No to prezydent wytoczył grubą armatę w
postaci miejskiej stacji benzynowej – przedsiębiorstwa podlegającego
przedsiębiorstwu komunikacyjnemu. Obniżył tamże ceny etyliny 95 o prawie
czterdzieści groszy.
Z dnia na dzień do miejskich dystrybutorów ustawiły się gigantyczne kolejki
samochodów, a u konkurencji hulał wiatr. No więc owa konkurencja (np. Orlen)
musiała zredukować ceny. Okazało się, że jak się chce, to się da. W ślady
Ferenca idą teraz inne polskie miasta (Łódź – niestety – nie), a nawet sam
pan premier.
Innego dnia Ferenc dostał rachunek za telefony w ratuszu i zdenerwował się po
raz wtóry.
– Albo – powiedział – obniżycie ceny połączeń, albo znajdę sobie tańszego
operatora. TP SA nawet nie próbowała się spierać. Od tego czasu rzeszowianie
mają najtańsze połączenia w Polsce – średnio o 30 procent, a Internet w
szkołach (a wkrótce w całym mieście) jest za darmo. Jak to się udało? A tak,
że prezydent nakazał pokrycie miasta nie kablami, tylko siecią połączeń
radiowych. W ten sposób bez rozkopywania ulic, aby ułożyć w nich kable,
mieszkańcy Rzeszowa mają połączenia wcale nie gorszej jakości.
Ferenc kazał też w newralgicznych miejscach miasta zamontować kamery. Teraz
chuligani nie mają szans, a inwestycja okazała się wielokrotnie tańsza niż
przewidywali fachowcy.
Teraz coś o Jerzym Kropiwnickim, prezydencie wszystkich łodzian. Pytaliśmy o
sukcesy nowej władzy, ale ogromna większość mieszkańców nie potrafiła
udzielić nam rzeczowej odpowiedzi. Ale może nie jest to do końca
sprawiedliwe? Przecież Kropiwnicki zorganizował obchody rocznicy likwidacji
łódzkiego getta, utworzył specjalny park dla siusiających piesków, ufundował
kilka kombatanckich
(w tym także i papieskich) tablic pamiątkowych. A tak naprawdę to prezydent
Łodzi miał niemały wkład w rozbudowę regionalnego lotniska i za to akurat mu
chwała.
------------------------------------------------------------------------------
--
Teraz czas na bezlitosne porównania i statystyki.
Komunikacja miejska
Komunikacja łódzka jest zaliczana do najgorszych w Polsce. Świadczą o tym
liczne wypadki autobusów i tramwajów. Powodem jest m.in. fatalny stan
torowisk, ulic i pojazdów. Nic nie zmienił zakup bajecznie drogich, i – jak
się teraz okazuje – niepotrzebnych „cityrunnerów”, czyli tramwajów
niskopodłogowych, niedostosowanych do miejscowych warunków. Natomiast jazda
miejskim tramwajem lub autobusem grozi śmiercią lub trwałym kalectwem.
W Rzeszowie nie ma tramwajów. Autobusy nie są muzealne, tylko w większości
nowe i noszą dumny napis „Solaris”. Wszystkie wyprodukowano w Polsce, bo
Ferenc nie kupuje obcych marek, skoro może nabyć dobre i krajowe.
Prezydent Rzeszowa wziął do ręki kalkulator i policzył: benzyna jest droga, a
gaz ziemny tani, w dodatku nie smrodzi. W wyniku tych wyliczeń coraz więcej
autobusów jeździ na metanie. Efekt? Czterdzieści pięć procent oszczędności i
możliwość zakupu 50 nowych pojazdów.
W Łodzi normalny bilet kosztuje 2,40 zł, a w Rzeszowie – 2 złote. Gwoli
sprawiedliwości trzeba jednak przyznać, że w Łodzi jest wynalazek: bilety
czasowe. Za jazdę do 10 minut płaci się 1,70 zł. Ferenc nigdy za swojej
kadencji nie podwyższył cen biletów, a Kropiwnicki zrobił to już
wielokrotnie. Być może jest to cena sprowadzenia do miasta nowego dyrektora
MPK, który miał uzdrowić sytuację. Uzdrowił w ten sposób, że swoje
urzędowanie rozpoczął od generalnego remontu gabinetu i zakupu luksusowej
limuzyny.
Remonty domów
Łódź to secesja i eklektyzm. Ale miła dla oka jest tylko ulica Piotrkowska
i... tylko od frontu. I nie jest to zasługa Kropiwnickiego, tylko jego
poprzednika – Jerzego Palki. Tak naprawdę to miasto umiera. Tysiące domów, w
tym XIX-wieczne kamienice, są ruiną. Co jakiś czas zresztą te ruiny się
zawalają. Miasto znalazło na to „receptę”. Zamiast remontować, burzy
zabytkowe kamienice, a inne zabija dechami. Nawet w samym centrum.
Rzeszów jest starszy od Łodzi o setki lat. Tam kamienica z XIV wieku nie jest
rzadkością. Ale konia z rzędem temu, kto znajdzie w mieście nad Wisłokiem
jakąś ruderę. Piękne elewacje i czystość to znak firmowy miasta. Za kadencji
Ferenca kompletnie odrestaurowano ponad 320 kamienic!
– To musiało kosztować majątek! – zagadnęliśmy prezydenta.
– Może i kosztowało, ale akurat nie miasto, które nie wydało ani złotówki.
– Jak to możliwe?
– A tak, że kamienicznicy otrzymali propozycję nie do odrzucenia. Albo
zmienią stan obecny, albo...
– Albo co?
– Pozostańmy przy „propozycji nie do odrzucenia”... Wielką rolę w tej batalii
odegrała straż miejska, która zamiast zakładać blokady na koła pojazdów
krnąbrnych kierowców, nękała właścicieli domów.
Gdy Ferenc nastał, kolejka na mieszkanie komunalne liczyła 750 rodzin. W
ciągu trzech lat ogonek zmniejszył się do 380 petentów, bo miasto wybudowało
400 mieszkań i buduje następne.
Parkingi i kwiaty
W Łodzi za zaparkowanie samochodu trzeba sporo zapłacić. W Rzeszowie
parkowanie – nawet w centrum miasta – jest darmowe. Co więcej – powstało 3
tysiące kolejnych miejsc postojowych.
Egipską plagą polskich miast są graffiti, szczególnie te na odświeżonych
elewacjach domów, W Rzeszowie nie ma tego problemu, bo nie ma graffiti.
Czyżby małolatów nie było stać na spray? Owszem – stać, ale kiedy raz i drugi
gr