cassani
23.03.06, 10:05
od dwóch dni nękała mnie gorączka (co mogło się objawic po moich niektórych
wpisach) i dziś z rana postanowiłem wybrac się do lekarza. Najpierw od 7
starałem się dodzwonić zeby wyciągnąć kartę, ciągle było zajęte, ale jako że
daleko nie mam więc wybrałem sie na piechotę. Pani w okienku sprawnie
wyciągnęła mi kartę, o dziwo telefon dzwonił wesoło non-stop i żadna z pań go
nie odbierała, więc zdziwiłem sie że miałem sygnał zajętości, ale nieważne, w
końcu mam SonyEricsona więc nie takie dziwy mi sie przydarzały.
U lekarza. Młody miły pan o silnych nerwach, od pacjenta przede mna tak
śmierdziało że ja nie byłbym w stanie przyjąć już nikogo do końca dnia, ale
Pan Doktor - zuch, nawet mu powieka nie drgnęła. Pan mnie osłuchał, opukał i
stwierdził że wszystko jest ok, po czym się mnie spytał na ile wystawić mi
zwolnienie. lekko się zdziwiłem, bo chyba w tym przedstawieniu to on grał
rolę lekarza, ale moje wątpliwości nasiliły sie gdy pan spytał się czy
wystawić mi jakiś antybiotyk.
Tu juz zorientowałem się o co chodzi. Jakbym podrobił sobie pieczątke i lekko
zapoznał się z pharmindexem byłbym również lekarzem!
Wizyta zakończyła się podziękowaniem za ofertę zwolnienia i przyjęciem
recepty na dwa dotowane z naszego budżetu antybiotyki. Nie zamierzam ich
wykupić, bo skoro lekarz mi mówi ze wszystko jest ok, a antybiotyki tłumaczy
mi że będą miały działanie osłonowe, to nie będę niszczył wątroby żeby jakby
co. Kupie jakichś apap i mi przejdzie - dziś jest juz zreszta dużo lepiej. W
każdym razie receptę przyjąłem, bo nie chciałem mu robic przykrości lekarzowi
po tym jak podziękowałem za zwolnienie.
Konkluzja. ZOZy, triumf polskości nad gospodarnością - telefony których nikt
nie odbiera (spędziłem około godziny w przychodzni - telefon dzwonił non-
stop, nie było ani jednej rozmowy), lekarze którzy sie pytają na ile wypisać
zwolnienie, recepty na dotowane lekartswa które są niepotrzebne pacjentowi.
Nigdy w Polsce nie będzie dość pieniędzy na służbę zdrowia, nie ma takiej
możliwości.