sloggi 17.10.01, 13:22 Taka Warszawa, czy Gdańsk mają mosty linowe. Czy nie uważacie, że w Łodzi przydałby się również taki most ? Gdzie umieścilibyście ten most ? Może nad Jasieniem ? A może nad Łódką lub Nerem ? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Ja Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 17.10.01, 14:14 Jest bezwzględnie potrzebny. Proponuję akcję: każdy bierze kilka lin i we własnym zakresie buduje most na dowolnie wybranej rzece!!! Więcej mostów, więcej mostów!!!! Swoją drogą może jeszcze przeprawy promowe. To byłoby coś!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Karol Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 17.10.01, 14:25 tylko że taka Warszawa ma odrobinę szerszą rzekę niż my wszystkie, już wiem most postawimy na Piotrkowskiej nad al. Piłsudzkiego, nic to ,że dołem będą płynąć samochody Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: NINNA Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? IP: 138.227.189.* 17.10.01, 14:45 Ja jestem za tym pomyslem. Jak mozna miec mosty (wiadukty) nad ulicami, to i moga byc lniane. Prawdziwy rarytas. //NINNA Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? 17.10.01, 14:45 Nad Jasieniem, koło Ronda Lotników Lwowskich ? Odpowiedz Link Zgłoś
kropka. Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? 17.10.01, 16:09 Sloggi, dlaczego nad Jasieniem (-enią)? Bądźmy raz oryginalni! Podoba mi sie pomysł Karola mostów nad Piłsudskiego, może nad Żeromskiego, zamiast kładek? I żeby były nie linowe, tylko ljanowe. Z ljan. I kazdy uzytkownik dostanie batonik mars. Tylko panowie, spodnie na szelkach, bo pospadają i będzie obciach! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: teufel Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? IP: *.cordef.net.pl 20.09.02, 20:06 Gość portalu: Karol napisał(a): > tylko że taka Warszawa ma odrobinę szerszą rzekę niż my wszystkie, > już wiem most postawimy na Piotrkowskiej nad al. Piłsudzkiego, > nic to ,że dołem będą płynąć samochody bezapelacyjnie popieram Odpowiedz Link Zgłoś
vladip Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? 17.10.01, 20:01 a wenecja to ma pelno kanalow ... i gondole plywaja... buuuuuuu ja chce zeby w lodzi tez tak bylo...... buuuuu powiedzcie tylko gdzie mam zaczac kopac a zaczne przygotowywac kanaly... no a potem tylko woda napelnic... no i jescze plaza... duuuzo plazyyy i pisku.. buuuuu ;)))))) a tak serio mosty wiszace sa konstrukcjami stosowanymi na duzych ( szerokich ) przeprawach , w lodzi w zupelnosci wystarcza zwykle... zreszta nie mamy raczej klopotow z przekraczaniem naszych rzek... pzdr vladip Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: panBozia Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? IP: *.pai.net.pl 17.10.01, 20:32 sloggi napisał(a): > Taka Warszawa, czy Gdańsk mają mosty linowe. Czy nie uważacie, że w Łodzi > przydałby się również taki most ? > Gdzie umieścilibyście ten most ? > Może nad Jasieniem ? > A może nad Łódką lub Nerem ? A ja żądam dostępu Łodzi do morza. TEEEEEEEEEEEEEEERAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAZ Odpowiedz Link Zgłoś
cumella Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? 17.10.01, 20:41 Ot dowcipas... a nie łaska nadal korzystać z łódki? Odpowiedz Link Zgłoś
zamek Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? 17.10.01, 21:00 JASNE!!! NATYCHMIAST!!! ZBUDOWAĆ KOŁO KOSMODROMU NA LUBLINKU!!! JUŻ!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ELVIZ Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? IP: *.mipro.pl 18.10.01, 11:24 Zapodajmy most liniowy przez Stawy Jana albo Stefańskiego!!! Odpowiedz Link Zgłoś
krzelop Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? 18.10.01, 13:51 Most linowy jest NIEZBĘDNY ja bym go zbudowal wzdluz Piotrkowskiej,choćby metr nad ziemią. Dzięki niemu ludziom nie groziłoby wdepnięcie w psią kupę, których na Piotrkowskiej leżą całe tony. Zamiast patrzeć pod nogi przechodnie mogliby spokojnie oglądać wystawy sklepowe. Na pewno zyskałby na tym łódzki handel, wraz z handlem produkcja i wielu mieszkańców. reasumując: psie kupy niszczą łódzką gospodarkę. zaradzić temu może jedynie most linowy. albo nakaz sprzątania kup przez właścicieli psów. Krzelop Stanisław Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? 20.09.02, 09:56 Myślałem, żeby wybrać się z Irzykiem, no ale przecież muszę Most Siekierkowski otworzyć :))) Następny wiszący most musi powstać w Łodzi, każde duże miasto już taki ma. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? 20.09.02, 10:05 Aleś odkopał. To przyjeżdzaj, co tam Most Siekierkowski. Dupa tam, takie mosty. U nas jest ich tysiące, podobnie jak chińkich karateków. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karoolek Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.02, 10:17 Mam lepszy pomysł... W Łodzxi jest kilka ulic ciagle zakorkowanych i ciągle remontowanych , lub co gorsze zupełnie zostawionych na pastwę losu. Moznaby ulicę Kilińskiego, ulice Zachodnią, i np, ulice Struga, i ulicę Jaracza + Wieckowskiego przekopać, zalać wodą, i mielibyśmy kanały, tak juz vladip napisał...... Potem mostyv będa konieczne!!!!! I pomysleć że byłyby wodne taksówki w centrum.... MAM Zmieńmy bieg Wisły... Odpowiedz Link Zgłoś
irzyk Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? 20.09.02, 10:20 Jaka atrakcja turystyczna by się zrobiła!!! Wenecja w Polsce Pomysł super - POPIERAM Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? 20.09.02, 16:12 W ramach czynu społecznego mogę przyjechać ze szpadlem. Odpowiedz Link Zgłoś
geograf Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? 23.09.02, 18:59 przecież Wenecje w Polsce już mamy... tylko taką inną od tej włoskiej ;) Odpowiedz Link Zgłoś
spinache Re: Czy w Łodzi potrzebny jest most linowy ? 20.09.02, 17:38 W Łodzi oczywiście potrzebny jest olbrzymi most kapitański;-) pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
ob.serwator Idźmy na całość! 20.09.02, 18:48 Idźmy na całość! Wybudujmy od razu dwa mosty - wzdłuż i w poprzek Łodzi. Nie będzie trzeba budować obwodnic i pozbędziemy się korków :-) Odpowiedz Link Zgłoś
mala18 Re: Idźmy na całość! 20.09.02, 20:00 Zważywszy na to,że przez Łódż przepływa 18 rzeczek, możemy przewidzieć 18 mostów linowych a do kompletu brakuje jedynie stada małp. Z wyrazami szacunku etc Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Idźmy na całość! 23.09.02, 14:32 Ciekawe, jeśliby zbudować zaporę wielkości tej w Dębem ( na Zalewie Zegrzyńskim ) to ile czasu trwałoby zapełnienie tego zbiornika wodami Jasienia lub Łódki ? W sumie jakiś zbiornik rekreacyjny do popływania kajaczkiem przydałby się :)) Odpowiedz Link Zgłoś
irzyk Re: Idźmy na całość! 23.09.02, 16:08 Kajaczkiem można popływać w Arturówku. Jest bardzo przyjemnie Odpowiedz Link Zgłoś
jacek#jw Re: Jak już na całość, to zbudujmy 23.09.02, 16:23 port kosmiczny na Lublinku i otwórzmy stały most liniowy na Marsa, Wenus i gdzieś tam jeszcze. Niech w Łodzi powstanie agencja eksploracji materiałów na asteroidach, ośrodek badania sztucznej inteligencji, laboratorium przekształceń genetycznych, baza doświadczalna transportacji i wreszcie autostrada a przynajmniej porządna droga pozwalająca się dostać do jakiegokolwiek dużego miasta w Polsce. Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Jak już na całość, to zbudujmy 24.09.02, 08:30 A metro ? Jak mogłeś pominąć metro. Z Ozorkowa do Pabianic. Odpowiedz Link Zgłoś
jacek#jw Re: Jak już na całość, to zbudujmy 24.09.02, 09:48 sloggi napisał: > A metro ? > Jak mogłeś pominąć metro. > Z Ozorkowa do Pabianic. Owszem, to duże niedopatrzenie. Aby wyrównać jakoś tą gafę, proponuję uznać budowę metra jako priorytetową i obiecuję wspierać każdą akcję protestacyjno- popierającą w tej sprawie. Nie zapomnę też o moście linowym. Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Jak już na całość, to zbudujmy 24.09.02, 09:54 jacek#jw napisał: > sloggi napisał: > > > A metro ? > > Jak mogłeś pominąć metro. > > Z Ozorkowa do Pabianic. > > Owszem, to duże niedopatrzenie. Aby wyrównać jakoś tą gafę, proponuję uznać > budowę metra jako priorytetową i obiecuję wspierać każdą akcję protestacyjno- > popierającą w tej sprawie. Nie zapomnę też o moście linowym. > > Odpowiedz Link Zgłoś
geograf Re: Idźmy na całość! 23.09.02, 19:01 a Arturówek?? A Stawy Stefańskiego?? OJ SLOGGI!! TY TU MUSISZ PRZYJECHAĆ, BO NIE WIESZ CHYBA CO TO ŁÓDŹ.... pozdrawiam:-) Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Idźmy na całość! 24.09.02, 08:29 Arturówek i Stawy Stefańskiego - ok, ale ja potrzebuję akwenu, żeby wybudować nad nim most. Wiszący rzecz jasna. Odpowiedz Link Zgłoś
geograf Re: Idźmy na całość! 24.09.02, 15:49 Sloggi- masz taki nadmiar pieniędzy?? To daj mi!!:-) a nie tam na jakieś mosty wydawał będziesz... Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Idźmy na całość! 25.09.02, 08:26 Czy wyborażasz sobie Geografie taki autobus linii 68 mknący sobie Goldengejciakiem w kierunku Retkinii ? :))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
jacek#jw Spójrz na to z innej perspektywy! 25.09.02, 09:39 geograf napisał: > Sloggi- masz taki nadmiar pieniędzy?? > To daj mi!!:-) > a nie tam na jakieś mosty wydawał będziesz... Każda taka inwestycja to możliwość założenia kolejnych wątków geograficznych przez Ciebie. Te z kolei przyczynią się do rozwoju nowej gałęzi wiedzy medycznej o znanej Ci nazwie i to tu w Łodzi! Na to nigdy nie żal pieniędzy. Odpowiedz Link Zgłoś
geograf Re: Spójrz na to z innej perspektywy! 25.09.02, 14:24 dziękuję za soczystą ironię:-) Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Każda lina będzie miała patrona. 25.09.02, 14:31 Patronem jednej z nich będzie Geograf. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasiaprim _______________VLADIPOWI Z DEDYKACJĄ IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 25.09.02, 08:58 VLADIP NAPISAŁ: )a wenecja to ma pelno kanalow ... i gondole plywaja... buuuuuuu ja chce zeby w lodzi tez tak bylo...... buuuuu powiedzcie tylko gdzie mam zaczac kopac a zaczne przygotowywac kanaly... no a potem tylko woda napelnic...;))))))( VLADIPOWI DEDYKUJĘ: EPHRAIM KISHON KANAŁ BLAUMILCHA (tłum. Stanisław Lewanski) Mieszkańcom Izraela wspólna jest maniacka skłonność do zabudowywania kraju. Jeśli ktoś z Czytelników tej książki zdecyduje się na podjęcie podróży do Państwa Izrael, wkrótce nabierze przekonania, ze cierpimy tu na powszechną, chroniczną i nieuleczalną gorączkę budowlaną. Nikogo na przykład nie dziwi, gdy jakiś szaleniec wyskoczy z projektem wybudowania miasta pośrodku gołej pustyni. Mamy całkiem pokaźną grupę takich wariatów. I w rezultacie całkiem pokaźną liczbę miast postawionych w szczerym piachu. Zanim przejdziemy do omawiania Kanalu Blaumilcha -inwestycji nazwanej tak od jej twórcy, Kazimierza Blaumilcha, byłego mieszkańca celi numer 7 w Bat Yam - pozwolę sobie przekazać Czytelnikowi kilka niezbędnych informacji. W Bat Yam znajduje się dom wariatów. Nie należy jednak sądzić, ze dostanie się tam jest sprawą prostą. Gdy w jakimś innym kraju człowiek zaczyna nagle bredzić, wiadomo od razu, ze stracił rozum. W Izraelu natomiast przeważa w takim wypadku pogląd, ze spotkaliśmy imigranta żydowskiego z południowej Mandżurii, który usiłuje porozumieć się z nami w swoim ojczystym języku. A gdy ktoś na przykład wysmaruje sobie twarz szpinakiem, nie wykluczamy możliwości, ze mamy tu do czynienia ze starym zwyczajem ludowym z Boliwii. Wariat, żeby zyskać w Izraelu uznanie, musi zrobić cos naprawdę wystrzałowego. Nic nie przeczuwając siedziałem pewnego razu na zalanej słońcem plaży i rozkoszowałem się powiewami chłodnawej bryzy, gdy nagle wytracił mnie z marzeń widok zezowatego i nieogolonego, lecz niezbyt odrażającego osobnika. Indywiduum poprosiło mnie najpierw o zgodę na zajęcie miejsca obok mnie, po czym odezwało się tymi słowy: -Niezmiernie mi przykro, ze indaguję pana, łaskawy panie, potrzebuję jednak pilnie dziesięciu funtów. Nie bez pewnej irytacji zapragnąłem wiedzieć, na jakim paragrafie i na jakiej ustawie opiera się sformułowane wyżej żądanie. Mój znajomy skinął ze zrozumieniem głową i chętnie udzielił mi stosownych wyjaśnień: -Jestem umysłowo chory , łaskawy panie -rzekł spokojnym, budzącym zaufanie głosem. -Pan, jako człowiek inteligentny, z pewnością wie, co to znaczy. Według ustaw tego kraju mogę panu teraz bez żadnych ceremonii poderznąć gardło albo udusić pana, albo -gdyby moje chorobliwe instynkty mi to podsunęły -zrobić z pana kotlet siekany. I co by mi za to zrobiono? Nic by mi za to nie zrobiono. W najgorszym wypadku wsadzono by mnie z powrotem do domu wariatów, skąd -dzięki opieszałości mojego nadzorcy - udało mi się przedwczoraj uciec. Życzyłby pan sobie obejrzeć notarialnie uwierzytelnione fotokopie moich papierów wariackich? Proszę, oto one. Papiery mojego nowego przyjaciela nie budziły najmniejszych zastrzeżeń. On sam także robił jak najlepsze wrażenie: miało się przed sobą poważnego, trzeźwego człowieka interesu, nie rzucającego słów na wiatr, wręcz przeciwnie -ważącego każde zdanie starannie. -Nu, co jest? Na co pan czekasz? -zapytał, przy czym w jego oczach pojawiły jakieś gorączkowe błyski. -Miałeś pan może w życiu jeszcze za mało kłopotów i chciałbyś pan trochę nowych? Dla marnych dziesięciu funtów? Niech mi pan wierzy , łaskawy panie, to się nie opłaca! Ja sam tez bym chciał załatwić sprawę bez jakichś tam ekscesów -pan to powinieneś rozumieć. Ale, jeżeli pan mnie zmuszasz... Ja będę liczył do trzech. Przy "trzy" -mówię to panu z doświadczenia -mnie się pojawi na pysku piana, ja stracę nad sobą panowanie. A potem -pan sobie nawet nie wyobrażasz. Niech pana Bóg ma w swojej opiece. Uwaga, ja zaczynam: raz -dwa -Chwileczkę -przerwałem. -Czuję się zobowiązany zainteresować pana pewnymi okolicznościami, które jak sądzę, uszły pańskiej uwagi. Otóż ja sam tez nie jestem całkiem normalny. Mówiąc między nami -na szczęście nie ma tu nikogo obcego -jestem urzędowo atestowanym wariatem i posiadam na tę okoliczność dyplomy dwóch czołowych instytutów europejskich. Z upodobaniem uprawiam amok, zwłaszcza na długich dystansach. Ale specjalnością moją jest wiwisekcja ofiar. To już jest w naszej rodzinie dziedziczne. Dlatego, łaskawy panie, stale noszę przy sobie nóż kuchenny. Trochę zardzewiały. Noszę go pod koszulą, o tutaj -tak na wszelki wypadek. Cieszę się, ze molem pana poznać. Mój gość zbladł. Przemowa zrobiła na nim silne wrażenie. Gdy mimochodem sięgnąłem dłonią pod koszulę, zerwał się z przeraźliwym krzykiem i skacząc wielkimi susami zniknął w oddali. Powstałem i ja, po czym spokojnym krokiem udałem się na przystanek autobusowy , gdzie rozpędziłem oczekujących ostrym: "Rozejść się, miejsce dla wariata!", a następnie wsiadłem do wozu nie odczekawszy w kolejce ani minuty. Jeśli chodzi o wspomnianego na wstępie Kazimierza Blaumilcha, to był on czterdziestopięcioletnim, nigdzie nie pracującym saksofonistą i bawił, jak już podano, w Bat Yam, gdzie zajmował izolatkę nr 7. Uległ niedawno napadowi ostrego szalu w związku z tym, ze pielęgniarz skonfiskował mu łyżkę do butów, którym to narzędziem pan Kazimierz spodziewał się wykopać tunel umożliwiający ucieczkę ze szpitala. Przypadek Blaumilcha uchodził za beznadziejny. Choroba psychiczna została wykryta przed rokiem, gdy pan Kazimierz starał się o paszport . Od chwili, gdy mu odmówiono paszportu, nieszczęśnik rozpoczął uporczywe drążenie kanałów do morza. Po napadzie szalu Blaumilch powoli przyszedł jednak do siebie, poczekał do zmroku, otworzył drzwi celi i uciekł. Od razu trafił na autobus do Tel Awiwu, gdzie prosto jak po sznurku udał się do domu towarowego Solel Boneh i tam niepostrzeżenie przepadł. Działo się to w środę. W czwartek o świcie cały ruch na skrzyżowaniu Allenby Road i bulwaru Rotschilda zamarł. Jeszcze przed wschodem słońca pojawił się na środku namiot. Cztery zardzewiale beczki po benzynie ustawione w kwadrat sygnalizowały, ze tu właśnie rozpoczynają się większe roboty drogowe. O godzinie szóstej pojawił się robotnik drogowy ciągnąc za sobą nowiutki świder pneumatyczny. O szóstej trzydzieści wydrążył nim dwa na stopę głębokie kanały przecinające się jak litera "X" i łączące wszystkie cztery rogi skrzyżowania. Około siódmej udał się na śniadanie. O godzinie dziesiątej rozpętało się piekło. Kolumny dziko trąbiących aut kończyły się dopiero na przedmieściach Tel Awiwu. Policja konna kłusowała na wszystkie strony usiłując zaprowadzić jakiś lad, ale i ona wkrótce zatonęła w tym kotle czarownic. Około południa pojawił się na placu minister spraw wewnętrznych i poleciwszy towarzyszącym mu dwudziestu dwum wyższym oficerom policji za wszelką cenę przywrócić porządek, udał się pomrukując gniewnie do ratusza -oczywiście pieszo, bo żadna komunikacja nie funkcjonowała, ani publiczna, ani prywatna. Przy pomocy wszystkich będących do dyspozycji ambulansów i wozów bojowych straży pożarnej usiłowano przebić korytarz przez miasto -próba się nie powiodła. Jeden tylko mieszkaniec Tel Awiwu zachował w tym obłędnym zamieszaniu zimną krew: człowiek wykonujący roboty drogowe. -Tatatata! -klekotał świder pneumatyczny w silnych rękach Kazimierza Blaumilcha, który powoli, ale nieubłaganie drążył Allenby Road w kierunku morza. Minister spraw wewnętrznych nie zastał kierownika wydziału robot drogowych - doktor Kwibiszew wyjechał do Jerozolimy, a jego zastępca słabo się orientował w sprawach remontów. Przyrzekł jednak ministrowi zatrzymać roboty natychmiast po uzgodnieniu tego z doktorem Kwibiszewem i nadal zaraz telegram do Jerozolimy. Także do burmistrza doszły już wiadomości o nieszczęsnych robotach komunikacyjnych, natychmiast więc delegował swego sekretarza, by przeprowadził rozpoz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasiaprim Re: ___________VLADIPOWI Z DEDYKACJĄ cd IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 25.09.02, 09:03 Także do burmistrza doszły już wiadomości o nieszczęsnych robotach komunikacyjnych, natychmiast więc delegował swego sekretarza, by przeprowadził rozpoznanie na miejscu. Sekretarzowi udało się bez większych trudności przebrnąć przez potrójny kordon policji. Wykorzystawszy krotką chwilę przerwy w rozrywającym uszy "tatatata" zwrócił się do robotnika z zapytaniem, kiedy mniej więcej można oczekiwać zakończenia robot. Kazimierz Blaumilch początkowo milczał. Gdy jednak spostrzegł, ze w ten sposób nie pozbędzie się natręta, odwarknął jedynym znanym sobie hebrajskim słowem: -Chammer!* Pod wieczór w wyniku nadludzkich wysiłków i dzięki zastosowaniu gazów łzawiących udało się policji wprowadzić w tym chaosie względny porządek, wydobyć z matni swoich kolegów i ich konie - jednych i drugich w stanie krańcowego wyczerpania -oraz zablokować ruch w promieniu dwóch kilometrów, o czym powiadomiono za- równo magistrat, jak i dyrekcję koncernu SoleI Boneh. Dwa dni później, natychmiast po otrzymaniu telegramu, powrócił z Jerozolimy doktor Kwibiszew i znalazł swój urząd przewrócony do góry nogami: urzędnicy szukający w archiwum planu remontu skrzyżowania Al1enby-Rotschild znaleźli dwa całkiem z sobą sprzeczne projekty i nikt nie wiedział, który jest właściwy. Doktor Kwibiszew kazał sobie pokazać plany, w obu znalazł poważne usterki do- tyczące kanalizacji, skierował więc całą dokumentację do miejskiego wydziału wodno-kanalizacyjnego. Naczelnik tego wydziału udał się jednak właśnie w ważnej sprawie do Hajfy, w ślad za nim posłano więc plany specjalnym kurierem. Wróciły bezzwłocznie, wszelako z uwagę, ze chodzi chyba o jakieś nieporozumienie, ponieważ Tel-Awiw nie ma w ogó1e żadnej godnej uwagi sieci kanalizacyjnej. Po karnym przeniesieniu doktora Kwibiszewa do Ministerstwa Handlu mianowano naczelnikiem wydziału Chaima Pfeiffensteina. Ten, przestudiowawszy gruntownie cale dossier, opatrzył teczki ogromnymi czerwonymi znakami zapytania i odesłał je do Ministerstwa Robót Publicznych z prośbą o wyjaśnienie, odkąd to panuje zasada, ze ministerstwo rozpatruje państwowe projekty budowlane bez uprzedniego skonsultowania się z władzami komunalnymi. Tymczasem Kazimierz Blaumilch przy akompaniamencie ustawicznego "tatatata" i w nieodłącznym towarzystwie czterech zardzewiałych beczek dotarł już do ulicy Rambam. Bezradnie przyglądali się mieszkańcy Allenby Road, jak ta niegdyś reprezentacyjna arteria komunikacyjna zmienia się w wyboisty trakt przez pustynię z asfaltowego gruzu, który nawet piesi przebywają z największym trudem. Ale daleko było jeszcze do końca kłopotów! Na skutek wyłączenia z ruchu Allenby Road i bulwaru Rotschilda boczne ulice zaczęły pękać w szwach i wymagały niezwłocznego poszerzenia. Rząd postanowił rozpisać przymusową pożyczkę narodową, by zdobyć odpowiednie środki finansowe. Zważywszy zaś, ze przesunięcie zajezdni autobusowej na północ okazało się ze względów technicznych niemożliwe, postanowiono spiesznie wyburzyć dzielnicę mieszkaniową Rabbi Schmuck. Chaim Pfeiffenstein, którego arogancką interpelację Ministerstwo Robot Publicznych zwróciło z dość cierpkimi uwagami, złożył burmistrzowi odpowiedni raport, po czym zażądał od koncernu Solei Boneh natychmiastowych i dokładnych informacji o postępach robot. Odpowiedź Piotra Amala, dyrektora Solel Boneh do spraw projektowania i przebudowy ulic, nie nasuwała żadnych wątpliwości, ze będąca przedmiotem interpelacji sprawa zostanie rozpatrzona z całą wnikliwością. Odpisy korespondencji przesłano do centrali przesiedleńczej Agencji Żydowskiej . Zgłoszona jednocześnie przez Piotra Amala oferta pośredniczenia między magistratem a ministerstwem zyskała wprawdzie poparcie egzekutywy Histadruthu , została jednak odrzucona przez bur- mistrza Tel Awiwu działającego w porozumieniu z dyrekcją komunikacji miejskiej, ponieważ -ich zdaniem -warunkiem wstępnym jakichkolwiek rozmów winno być wstrzymanie wszelkich robot. Allenby Road tymczasem zmieniła się nie do poznania: między wałami gruzu betonowego i makadamowego ciągnął się głęboki rów pokryty grubą warstwą pyłu. Z podziurawionych rur wodociągowych tryskały wysoko efektowne fontanny. Domy mieszkalne opustoszały. Teraz dopiero, w szczytowym punkcie kryzysu, ujawniła się cala polityczna dalekowzroczność Piotra Amala co do wiary w skuteczność negocjacji. Zaprosił on Chaima Pfeiffensteina do siebie na konferencję i po wielogodzinnych, gorących debatach uzgodniono pogląd, ze roboty drogowe należy jednak zawiesić, przynajmniej do czasu, az wypowie się w całej sprawie specjalnie powołana komisja parlamentarna. Protokół porozumienia przesłano w formie memorandum do Gabinetu Ministrów i do Kancelarii Prezydenta. Wszystkie te genialne pociągnięcia stały się jednak nagle nieaktualne. Kazimierz Blaumilch, dzięki znakomitemu pomysłowi skręcenia w lewo, jeszcze tego samego wieczoru dotarł do morza. To, co potem nastąpiło, nie jest już niczym osobliwym- po prostu woda morska wdarła się do kanału, który był niegdyś jezdnią Allenby Road, i uderzyła spienionymi falami w brzeg na bulwarze Rotschilda. Nie upłynęło wiele czasu, nim miasto spostrzegło interesujące możliwości, które stworzyła nowa sytuacja. Wkrótce pojawiły się taksówki wodne, a w ślad za nimi pierwsze prywatne motorówki. Życie odrodziło się na nowo. Oficjalne przejęcie dróg wodnych do eksploatacji miało przebieg nader uroczysty. Burmistrz w serdecznych słowach wyraził koncernowi Solel Boneh podziękowanie za planowe i terminowe zrealizowanie tak gigantycznego zadania inwestycyjnego oraz poinformował obywateli, ze Tel Awiw będzie odtąd używał tytułu " Wenecji Bliskiego Wschodu". ________________________________________________ (1)Izrael jest jedynym państwem, do którego każdy wariat może bez najmniejszych przeszkód przyjechać, żadnemu natomiast nie wolno wyjechać -podobno dla- tego, żeby nie zrobił nam wstydu. (2)Największe i najbardziej ruchliwe skrzyżowanie wielkiego, ruchliwego miasta w rozwijającym się kraju; odpowiada mniej więcej skrzyżowaniu Times Square w Nowym Jorku w godzinach szczytu. (3)Dosłownie "osioł". W mowie potocznej: "Takiego durnia jak pan jeszcze nie spotkałem". (4)Centrala związków zawodowych (przyp. tłumacza). Odpowiedz Link Zgłoś
geograf Re: ___________VLADIPOWI Z DEDYKACJĄ cd 25.09.02, 14:57 SUPER!!! Super tekst:-) zdobylem sie na przeczytanie jego i widze, ze warto bylo:-) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasiaprim Re: ___________VLADIPOWI Z DEDYKACJĄ cd IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 25.09.02, 15:14 geograf napisał: > SUPER!!! > Super tekst:-) > zdobylem sie na przeczytanie jego i widze, ze warto bylo:-) No widzisz Geo! "BO KISHON JEST DOBRY NA WSZYSTKO BO kISHON NA DROGE ZA śLISKĄ BO KISHON NA STOPE ZA NISKĄ BO KISHON PODNIESIE CI JĄ! PA RA RA RA RA!" (Starsi Panowie Dwaj) A jak ja Wam powtarzam to od marca, to mi nie wierzycie ! A jak Wam powtarzam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasiaprim Re: ___________GEO-inf. dodatkowe IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 25.09.02, 21:18 Kishon na bazie tego opowiadania nakrecil fim. To znaczy go rowniez wyrezyserowal, bo On "takie zwykle żydowskie dziecko- po prostu geniusz" . Za pierwszy swoj film dostal nominacje do Oscara a co wiecej odkryl w nim talent Chaima Topola , czyli Tewjego ze Skrzypka na Dachu. Za nakrecony w 1969 r.Kanał Blaumilcha dostał : 1)XI. Semana international de Cine EN Color (1969) for the film "Blauchmilkanal" Outstanding one foreign film Barcelona, Spain) 2)Golden Globe nomination (1969) for " the Blauchmilchkanal " Best foreign film (Hollywood, the USA) 3) Lady with Umbrella Prize (1969) Honor internationally film of the Festival for " the Blauchmilchkanal "(Barcelona, Spain) 4)Mention special de la critique international (1971) the Festival international de Télévision for "Blauchmilchkanal"(Monte Carlo,Monaco) Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Kasiuprim - pytanko 26.09.02, 09:05 Czy jego nazwisko odmienia się tak ? Byłem u Kishona ? a może: Byłem u Kishonego ? Bo już się pogubiłem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasiaprim Re: Kasiuprim - pytanko IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 26.09.02, 10:30 Kishon, Kishona, Koshonowi, o Kishonie Z Kishonem a Jego wielbicielka, czyli na primier ja - to Kiszonka Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Kasiuprim - pytanko 26.09.02, 10:41 Kobieta to KIszonka, Facet to Kiszeniak, a ich pociecha to Kiszeniątko. Natomiast pytanie z kim się kisisz to już jest zapewne bluźnierstwo ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasiaprim Re: Kasiuprim - pytanko IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 26.09.02, 10:55 sloggi napisał: > Kobieta to KIszonka, Facet to Kiszeniak, a ich pociecha to Kiszeniątko.Natomiast pytanie z kim się kisisz to już jest zapewne bluźnierstwo ? Nie, ale pytanie,czy ktos zartuje, to oczywiscie: Co tak kiszonisz? > "Klasą jest przestrzegać etykiety, ale lekceważyć konwenanse" J.Waldorff A sygnaturka BOSSSSSSSKA ! Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Kasiuprim - pytanko 26.09.02, 11:17 Gość portalu: kasiaprim napisał(a): > sloggi napisał: > Kobieta to KIszonka, Facet to Kiszeniak, a ich pociecha t > o > Kiszeniątko.Natomiast pytanie z kim się kisisz to już jest zapewne > bluźnierstwo ? > > Nie, ale pytanie,czy ktos zartuje, to oczywiscie: Co tak kiszonisz? No fakt, w przeciwieństwie do pytania o marudzenie: Ale się skisiłeś ? > > > "Klasą jest przestrzegać etykiety, ale lekceważyć konwenanse" J.Waldorff > > A sygnaturka BOSSSSSSSKA ! To miłe, wcześniejsza była trochę inna - ale ta jest mottem mojego postępowania :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasiaprim Re: Kasiuprim - pytanko IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 26.09.02, 16:07 sloggi napisał: > No fakt, w przeciwieństwie do pytania o marudzenie: Ale się skisiłeś ? Nieeee, "Skisiłes" znaczy "uśmiałeś" !!! "Klasą jest przestrzegać etykiety, ale lekceważyć konwenanse" J.Waldorff > > A sygnaturka BOSSSSSSSKA ! > > To miłe, wcześniejsza była trochę inna - ale ta jest mottem mojego > postępowania :))) Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Kasiuprim - pytanko 26.09.02, 17:07 To jak będzie nudzenie się.................? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasiaprim Re: Kasiuprim - pytanko IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 26.09.02, 19:33 sloggi napisał: > To jak będzie nudzenie się.................? Nudzic sie w kontekscie Kishona??? NIEMOZLIWE !!! Zapomnij o tym !!! I o analogicznych paralelach frazeologicznych tez ! (O'Rany, jak ja madra!) Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Kasiuprim - pytanko 01.10.02, 10:02 Para.... co ? Czyli Kishon jest wykisheniasty z kishonych ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasiaprim Re: Kasiuprim - pytanko IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 02.10.02, 22:20 sloggi napisał: > Para.... co ?< Czy Ty myslisz, ze jak sie cos blondynce uda napisac, to znaczy, ze ona to rozumie i w dodatku potrafi powtorzyc? ZAPOMNIJ O TYM !!! Dali mi sciage - to przepisalam... > Czyli Kishon jest wykisheniasty z kishonych ?< Alez jak najbardziej!!! Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Kasiuprim - pytanko 03.10.02, 08:34 No strasznie naukowo to napisałaś, a ja filozować nie umiem i w końcu się pogubiłem. Skoro już formy fleksyjne z kiszonek mamy za sobą, to może porozmawiamy o innych formach przetworów na zimę ? Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Poczytałem o łódzkich rzekach 01.10.02, 10:01 Nie wiedziałem, że Łódź leży w ścisłym pasie rozgraniczającym dwa dorzecza. Ner leży w dorzeczu Odry, natomiast Bzura wypływająca z Arturówka należy do dorzecza Wisły. Szok. Może jakieś zawody kajakarskie w ramach których będzie etap z przeniesieniem kajaków z Arturówka do Rudy Pabianickiej i dalej spływ Nerem. Odpowiedz Link Zgłoś
geograf Re: Poczytałem o łódzkich rzekach 01.10.02, 15:53 Sloggi- właśnie z powodu położenia dokładnie na granicy działu wodnego Odry i Wisły nie ma w Łodzi dużych rzek. Miło, że przeczytałeś coś o Łodzi:-) a zawodu proponuję na trasie: ujście Bzury w Wiśle-Łódź-ujście Neru w Odrze :-) Odpowiedz Link Zgłoś
sloggi Re: Poczytałem o łódzkich rzekach 02.10.02, 09:18 geograf napisał: > Sloggi- właśnie z powodu położenia dokładnie na granicy działu wodnego Odry i W > isły nie ma w Łodzi dużych rzek. > > Miło, że przeczytałeś coś o Łodzi:-) > a zawodu proponuję na trasie: > ujście Bzury w Wiśle-Łódź-ujście Neru w Odrze > > :-) Z racji zapachu Bzury poniżej Chodakowa proponuję, aby konkurencja odbywała się w maskach p-gazowych. > > Odpowiedz Link Zgłoś